
Tłumaczenie: rara avis
Skazani na sukces w 2004 roku Keane rozmawiają z Virgin Megastores o tym skąd pochodzą i dokąd zmierzają.
W przededniu ostatniego koncertu na ogólnokrajowej trasie koncertowej z zespołem Travis spotkaliśmy się z nowymi faworytami - Keane.
Po tym jak wdarli się na trzecie miejsce listy przebojów ze swoim imponującym i urokliwym singlem "Somwhere Only We Know", trio znalazło się nagle w sytuacji, kiedy po raz pierwszy w ich karierze grali przed kilkutysięczną publicznością, co jak się okazało wcale nie było takie straszne, jak im się na początku wydawało.
Richard Hughes (perkusja) mówi: To jest właściwie bardzo przyjemne. Na naszą korzyść jest to, że gramy tylko pół godziny, więc nie jest tak, że nagle wkraczamy do ogromnej hali i mamy zabawiać publiczność przez godzinę i czterdzieści pięć minut. Za pierwszym razem to było niesamowite uczucie, ale zabawne jak można po prostu do tego przywyknąć.
Wokalista Tom Chaplin wtrąca: Pod pewnymi względami przy większej publiczności mniej się denerwuję, co jest dziwne. Na scenie tej wielkości czujesz się w pewnym sensie jak w kokonie, odcięty od publiczności, która jest po prostu wielkim morzem czerni. Nie możesz nawet zobaczyć wyrazu twarzy ludzi w pierwszym rzędzie. To jednak nie musi znaczyć, że nie nawiązujesz z nimi więzi...
Kiedy grasz w ogromnym miejscu może uda ci się sięgnąć wzrokiem do jakichś pierwszych tysiąca osób - dodaje pianista, basista i główny twórca piosenek Tim Rice-Oxley - Ale jeśli ktoś w rzędzie 99 woła "Rany, ci goście są do dupy" to nie ma wielkiego znaczenia. Natomiast jeśli jesteś w małym pomieszczeniu, coś jak The Water Rats (wodne szczury), jest bardziej prawdopodobne, że zostaniesz wytrącony przez jakieś zakłócenia czy okrzyki.
Witajcie w świecie Keane. Jak większość świetnych kapel, chłopcy robią wrażenie prawdziwego gangu i - o czym świadczy ilość razy kiedy podczas naszej rozmowy, jeden kończy zdanie zaczęte przez drugiego - dobrych kumpli.
W rzeczywistości, po części powodem dla którego Keane wydają się tak mocno stąpać po ziemi i zdają się rozsądni jest fakt, że na tyle na ile to możliwe, wszystko zostaje w rodzinie.
Na przykład o stronę internetową zespołu oraz projekty okładek płyt dba stary przyjaciel Alex, a jeśli chodzi o tworzenie i nagrywanie a nawet bycie producentem piosenek, są w znacznym stopniu samowystarczalni. Można powiedzieć, że kiedy w zeszłym roku podpisali kontrakt płytowy z wytwórnią Island Records, praktycznie zaprezentowali wytwórni prawie gotowy produkt.
Tom tłumaczy to pięcioma latami zmagań. Z dala od oczu opinii publicznej, zdobywali najlepsze doświadczenie zarówno szlifując swoje brzmienie na żywo jak i na płytach i wydając niskonakładowe, pojedyncze single w kultowych undegroundowych wytwórniach płytowych jak Fierce Panda.
Szczerze mówiąc próbowaliśmy podpisać kontrakt z którąś z wielkich wytwórni przez trzy albo cztery lata przed Fierce Panda. Dopiero po pewnym czasie dotarło do nas, że najpierw powinniśmy mieć cokolwiek wydane, coś co można rozesłać do ludzi, coś co może być puszczone w radio.
Tim dodaje: Zaczynasz jako jeszcze zupełny dzieciak myśląc "chcę być w zespole jak... Bono" i myslisz też, że aby to osiągnąć musisz mieć kontrakt z wielką wytwórnią płytową. Nie wiesz nawet, że to może też się udać z kimś takim jak Fierce Panda. Kiedy zaczynaliśmy, nie mieliśmy o takich rzeczach pojęcia, po prostu chcieliśmy wydać płytę. Przeszliśmy trudną trogę, żeby się przekonać, że to jest możliwe.
Stosownie nazwany singiel Everybody's Changing był tym wydawnictwem Fierce Panda, które faktycznie odwróciło los Keane. Lista artystów dużego kalibru odkrytych wcześniej przez tę wytwórnię, takich jak Coldplay, Embrace czy Placebo, wzbudziła zainteresowanie DJ Steve'a Lamacqua prowadzącego program Evening Sessions w Radio One. Stał się on jednym z najwcześniejszych i najbardziej wpływowych osób dopingujących zespół.
Facet niesamowicie nas wspierał przez cały czas i nadal to robi - mówi Richard - Przyszedł zobaczyć jak gramy na jednym z występów, wpadł mu w ręce nasz singiel a on po prostu puścił go w swoim programie.
Reszta jest historią. W ślad za wsparciem ze strony Lamacq'a, pojawiło się rosnące zainteresowanie ze strony wytwórni płytowych, znajdujące punkt kulminacyjny w wyścigu do podpisania kontraktu z niezwykłym tercetem. Niezwykłym w tym sensie, że Keane są wyjątkiem wśród podobnych zespołów ponieważ nie korzystają z usług żadnego gitarzysty.
Tim: Ludzie wciąż nas pytają czy kiedykolwiek zdecydujemy się przyjąć do zespołu jakiegoś gitarzystę ale my też czasem zadajemy sobie to pytanie. Miło jest czuć, że zostaliśmy zaakceptowani jako zespół nie gitarowy. Miło jest wiedzieć, że lubienie zespołu, który nie ma gitar, nie jest niemożliwością.
Ale na pewno niczego nie wykluczamy - dodaje Tom - Wiemy, że można się zmienić jako zespół i stawać się lepszym, ponieważ sami tego doświadczyliśmy. Miejmy nadzieję, że to będzie ten rodzaj ewolucji i progresji, który po prostu przychodzi. Może przyjmiemy kogoś, kto potrafi grać na elektrycznym fagocie! Ale na razie nie wybiegamy myślami dalej niż do drugiego albumu.
Pierwszy album Keane, zatytułowany Hopes & Fears, który zostanie wydany 10 maja, jest kulminacją wszystkich dotychczasowych obietnic jakie złożył zespół i jeszcze czymś więcej. Jeśli zostałeś uwiedziony, jak Lamacq, przez Everybody's Changing, lub jak reszta ludzi w kraju, przez Somewhere Only We Know, nie zawiodą cię ogromne pokłady emocji i delikatna melodyka płyty. Pozostając wiernymi formie, zespół nagrał większość materiału w odludnym miejscu, z dala od rozpraszających wielkich świateł.
Tom: Nagrywaliśmy w Sussex, w przerobionym spichlerzu, gdzie było mnóstwo przestrzeni i straraliśmy się nie nagrywać zbyt intensywnie. Zaczynaliśmy o dość przyzwoitej, wczesnej porze i nie zarywaliśmy specjalnie nocy. Myślę, że zdawaliśmy sobie sprawę, po nagraniu części rzeczy w Londynie, że można się za bardzo otoczyć i upoić całym procesem co może działać na szkodę muzyki.
Większość piosenek z nowej płyty grywaliśmy na koncertach przez ostatni rok i pragnęliśmy uzyskać to brzmienie na żywo na płycie. Tim wziął na siebie całkiem spory ciężar związany z nagrywaniem, ponieważ gra na basie i na wszystkich klawiszach ale cały czas staraliśmy się podchodzić do wszystkiego w miarę na luzie.
Tim: Wydaje mi się, że najtrudniejszą rzeczą jeśli chodzi o jakikolwiek proces - czy to pisanie piosenek, czy miksowanie czy cokolwiek, jest wiedzieć kiedy się zatrzymać, wiedzieć, że masz już coś dobrego. Czasem trudno jest wyczuć taki punkt kiedy chodzi o twoją własną muzykę. Rzeczy, które jednego dnia wydawały mi się niezbyt dobre, z czasem okazały się najlepszymi jakie stworzyliśmy.
W międzyczasie są nowe koncerty, występy na festiwalach i przede wszystkim nowy singiel o który trzeba zadbać. Ponownie nagranej piosence ("lekka przeróbka" jak określa to zespół) Everybody's Changing ma towarzyszyć dość specyficzne video.
Tom mówi: Chodzi nam o to, że nie chcemy robić nudnego klipu z występem zespołu, bo takich klipów jest zbyt wiele.
Ale ten dokładnie tak się zaczyna - dodaje Richard - Po prostu widać nas w jakimś pomieszczeniu jak gramy piosenkę ale potem, stopniowo, zaczynają dziać się dziwne rzeczy, mianowicie, inne postacie dołączają i zastępują nas. Nie widać kiedy one wkraczają bo wszystko zostało nakręcone przy użyciu tej bardzo sprytnej kamery, co oznacza, że wszystkie ujęcia zostały posklejane w całość.
Tom: To było niesamowite! Mieliśmy Aborygena, kulturystkę, włóczęgę, gimnastyczkę... jako perkusistę mieliśmy Brownie (to dziewczyna, która jest członkiem żeńskiej organizacji skautowskiej w Ameryce) Eskimosa, a nawet perkusistę Brenarda Butlera. I wszyscy ci perkusiści lepiej znali swoje partie niż Richard!
Richard (ze śmiechem): Ta młoda dziewczyna, Brownie, grała na perkusji dopiero od jakichś pięciu miesięcy a mogła zagrać wszystkie moje partie. Była fantastyczna.
Tim: Może to brzmi jakby klip był kawałkiem pełnym tricków zrobionych w studio - wiesz, coś wydumanego. Jednak, gdy to oglądasz, to ma prawdziwą atmosferę. Jest w tym coś bardzo smutnego i bardzo chaotycznego co znakomicie pasuje do piosenki. Widzisz jak te wszystkie postacie przychodzą i odchodzą ale właściwie nie wiedzą co tam robią. Każdy wygląda jakby zupełnie tam nie pasował i to naprawdę odzwierciedla znaczenie piosenki.
W takim razie witajcie w dziwnym, całkowicie niezależnym i przepięknie melancholijnym świecie Keane. Jeśli 2004 rok już się dobrze dla nich zaczał, rzeczy mogą już tylko układać się lepiej, kiedy szerszy świat odkryje czym jest ten zespół. Poza muzyką, jedną z naprawdę wspaniałych rzeczy dotyczącą ich, jako osób, jest ich zupełnie trzeźwe podejście do życia, nie wspominając już o całkowicie realistycznym spojrzeniu na to kim są i skąd pochodzą. Być może najlepiej podsumowuje to Tim kiedy mówi:
Wiele z tego co zrobiliśmy, miało miejsce z dala od zainteresowania opinii publicznej, co jest bardzo dobrą rzeczą. Obecnie prasa muzyczna rozpisuje się zaledwie o kilku zespołach, pałając głodem odkrycia najnowszego zespołu z Manchasteru czy z jakiegoś takiego miejsca. Masz te dzieciaki, które chwyciły za gitary jakieś trzy tygodnie wcześniej a teraz są nazywane zbawcami rock n rolla.
Dla nich to świetne i wspaniale też, że nowe zespoły są nagłaśniane, ale to również trudne, bo wszystko co oni robią jest analizowane. To prawda, że my też jesteśmy teraz pod czujnym okiem ale przynajmniej mieliśmy szansę otoczyć się przyjaciółmi, którzy tworzą dla nas projekty graficzne albo są naszymi menadżerami. Znamy bardzo dobrze większość ludzi wokół nas a poza tym nauczyliśmy się tworzyć i rozwijać piosenki poprzez próby i błędy