BATTLE CRY ON POVERTY - Mirror.co.uk 24.06.2005

Tłumaczenie: rara avis

Keane rozgrzewają się przed Glasto i Live 8 jednocześnie nagrywając drugi album.

Ubiegły rok był czasem którego szybko zyskujący popularność Keane nigdy nie zapomni. Nie przejmując się reputacją wychowanków szkół prywatnych grających bez gitar, podbili serca publiczności bardzo melodyjnymi, lekko hymnowymi (?) singlami jak Everybody's Changing i Somewhere Only We Know. W między czasie ich debiutancki album Hopes And Fears stał się najlepiej sprzedającą się płytą w Wielkiej Brytanii, minimalnie lepiej sprzedawał się jedynie album Scissor Sisters.

Ten rok to dalsze pasmo sukcesów. Zespół zdobył prestiżową nagrodę Ivor Novello w kategorii Kompozytorzy Roku, a w najbliższych dniach, bezpretensjonalne trio z Battle we Wschodnim Sussex zrobi sobie przerwę w nagrywaniu drugiego albumu aby dać kilka koncertów, których zasięg obejmie milionową publiczność.

W najbliższą sobotę (25.06.2005) pojawią się na scenie Pyramid festiwalu Glastonbury, następnie we środę (29.06.2005) będą główną gwiazdą festiwalu Wireless w Hyde Parku. Trzy dni później wrócą znów do parku by zagrać na wyczekiwanym z niepokojem koncercie Live 8. Dla Toma Chaplina, piosenkarza o twarzy cherubinka, wsparcie sprawy bliskiej jego sercu jest niezwykle ważną okazją.

Zetknęliśmy się z ideą Make Poverty History na długo przed występem na singlu Band Aid i zawsze chcieliśmy zrobić co tylko się da aby to popierać - mówi. Niektórzy ludzie podchodzą do Live 8 w sposób krytyczny i cyniczny, ale my na to nie zwracamy uwagi, ponieważ dobro które ta kampania może przynieść jest znacznie ważniejsze.

Jedną z rzeczy o jakiej przekonujesz się będąc w trasie koncertowej i spotykając każdego wieczoru z ludźmi, jest to, że muzyka może coś zmienić i wpłynąć na życie innych. Make Poverty History jest nie tyle skierowane na zbiórkę pieniędzy ile na wzbudzenie w ludziach świadomości co do niesprawiedliwości na świecie. To świetny cel a jeśli nasi fani chcą nas słuchać, z radością im o tym opowiemy.

Miałem zaledwie pięć lat gdy odbyło się pierwsze Live Aid więc niezbyt wiele z tego pamiętam, ale mam w pamięci bardzo pozytywną atmosferę. Byłoby cudownie gdyby dało się to odtworzyć.


Po występach na dużych letnich imprezach zespół ulokuje się z powrotem w studio by pracować nad następcą Hope And Fears. Podobnie jak poprzedni krążek, ten też jest nagrywany w zamienionym na studio spichlerzu w pobliżu ich domu w Sussex.

Fantastycznie jest wrócić do studia - śmieje się Tom, lat 25. To coś czego nie robiliśmy z górą od roku. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że chcemy aby nowy album brzmiał jak duży krok naprzód. Zawsze podziwialiśmy zespoły takie jak Radiohead i U2, które robiły wielki krok z każdym kolejnym albumem.

Nowy materiał brzmi surowiej, niespokojniej, bardziej prosto w twarz i rockowo. Nie zapuściliśmy się jeszcze na tereny gitarowych solo, ale myślę że ludzie będą zaskoczeni kiedy album zostanie ukończony.
Czy to znaczy, że Keane, budzący zaufanie chłopcy z chóru, zmienili się w nieustraszone rockowe bestie? Zawsze uwielbialiśmy zespoły rockowe i sami przez długi czas byliśmy zespołem gitarowym - mówi Tom. Chcemy nagrać płytę, która będzie miała jaja i emocje, coś bardzo prostego i zdeterminowanego. Grając na żywo przez rok staliśmy się bardziej żywiołowi i rockowi. Chcielibyśmy to przenieść na nową płytę.

W tym tygodniu Keane wystąpi drugi rok z rzędu na Glastonbury.

Zeszły rok był pokręcony - mówi Tom. Dopiero co wróciliśmy z Ameryki i nie mieliśmy pojęcia co się działo z naszą muzyką w kraju. Myśleliśmy że jesteśmy przebijającym się z trudem zespołem indie a tu na Glastonbury było 25 000 ludzi śpiewających razem z nami. Byliśmy autentycznie zaszokowani. Ten rok powinien być nawet lepszy.

Keane nie są zespołem, który osiągnął sukces z dnia na dzień. Tom, pianista/kompozytor Tim Rice-Oxley i perkusista Richard Hughes grają razem od ośmiu lat.

Było trochę rozczarowań albe zawsze jakoś zbieraliśmy się do kupy - przyznaje Tom. Poziom zainteresowania jaki teraz w sobie mamy sprawia, że chcemy wydać album który mu do równa. Czujemy raczej ekscytację niż presję.

Chociaż Tom mówi, że ich sukces nie był czymś co brali za pewnik, nie było to jednak wielkie zaskoczenie.

Nigdy nie mieliśmy poczucia, że staniemy się kultowym zespołem indie, jeśli to nie brzmi zbyt arogancko - mówi. Myśleliśmy, że jeśli mamy osiągnąć sukces to właśnie w taki sposób w jaki to nas spotkało.

Piszemy o rzeczach do których wielu ludzi może się odnieść - o miłości, stracie i całym tym zamieszaniu jakim jest życie. Nigdy nie mam uczucia, że tylko jeden rodzaj osób kupuje nasze płyty i przychodzi na nasze koncerty.

Dla ludzi w różnym wieku - zarówno chłopaka jak dziewczyny - jest zawsze coś w tym, co mówimy, z czym można się utożsamiać.

Hosted by www.Geocities.ws

1