
Tłumaczenie: rara avis
Keane wracają z nowym albumem Under The Iron Sea 12-go czerwca, z którego pierwszy singiel Is It Any Wonder? wychodzi 29-tego maja. Ich debiutancki album Hopes and Fears, cieszący się uznaniem krytyków sprawił, że zespół z wychowanków stajni płytowej Fierce Panda zmienił się w jedną z najbardziej znaczących i cenionych grup z Wielkiej Brytanii.
Trzymając się zręcznego piękna melodii, które stały się ich znakiem rozpoznawczym, Keane stworzyli drugi album który wyciąga z głębin fascynującą i odważniejszą dynamikę.
I Like Music spotkało się z perkusistą Richardem z muzycznego geniusza jakim są Keane by pogadać o nowym albumie, filmowaniu z Irvinem Welshem i Bogu w roli oświetleniowca na Glastonbury.
Lubię muzykę ponieważ... jest sposobem na wyrażenie siebie. Nie wiem gdzie bym się znalazł bez niej - Richard, Keane.
ILM: 12-go czerwca wydajecie swój nowy album Under The Iron Sea. Czy możesz powiedzieć który utwór najprzyjemniej się nagrywało a który wyszedł najlepiej?
Richard: Myślę, że każdy z nas inaczej do tego podchodzi. Z całą pewnością wersje demo Tima (kompozytora) były dla Toma (wokalisty) i dla mnie wyzwaniem - było tam kilka utworków ciężkich do zagrania na perkusji, mianowicie Broken Toy i Leaving So Soon.
Broken Toy ma taki motyw w stylu pokręconego kid-a jazz, że tydzień zajęło mi rozpracowanie jak to zagrać, ale świetnie się to nagrywało; Leaving So Soon naprawdę przyjemnie płynie przez kilka różnych sekcji i jestem z tego autentycznie dumy. Uwielbiam również grać Is It Any Wonder? (nowy singiel) bo to po prostu świetna trzyminutowa rockowa piosenka - przymiarka Keane do zagrania riffu rodem z Hendrixa a przy tym bardzo osobiste pokazanie jak zwykła osoba próbuje radzić sobie z tak zwanymi "politycznymi" kwestiami, na których instynktownie nam zależy ale które trudno jest nam zrozumieć.
Wiem, że Tom uwielbia śpiewać Crystal Ball - zaśpiewanie tej piosenki jest z pewnością dużym wyzwaniem, to prawdziwa gimnastyka wokalna, jednak na szczęście, moim skromnym zdaniem, Tom jest jednym z najlepszych rockowych wokalistów. Ma niewiarygodną skalę głosową a słuchanie jak śpiewa w studio było niesamowitą sprawą.
ILM: Bardzo chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej o piosence The Frog Prince. Czy mógłbyś ją opisać?
Richard: To reakcja na pewnego piosenkarza, który jak się zdawało, postawił sobie za cel obrzucanie nas błotem na każdym kroku, a tak naprawdę wyglądało, że nie jest ze sobą szczery albo nie rozumie czym jesteśmy. Nie chcemy się pakować w jakieś pyskówki z plotkarskich gazet ale mieliśmy uczucie, że jemu właśnie na tym zależy i że stara się pozować na kogoś, kim wcale nie jest. Naprawdę czujemy, że efekciarstwo i obecność w plotkarskiej prasie są zbędne przy tworzeniu dobrej muzyki a między artystami i muzykami jest więź, którą powinno się podtrzymywać - dlaczego nie mówić o zespołach które się uwielbia albo piosence jaka cię zainspirowała?
ILM: Wydaliście Atlantic - przełomowy krótki film który można ściągnąć z sieci od 21-go kwietnia. Został on wyreżyserowany przez pisarza Irvine'a Welsha. Jest on waszym fanem, a wy złożyliście mu propozycję, no więc jak to było kręcić film z Irvine'm?
Richard: Irvine nigdy przedtem niczego dla nikogo nie reżyserował, więc to że chciał z nami pracować było naprawdę zajebiste. Przez znajomego dowiedzieliśmy się, że Irvine jest zainteresowany reżyserowaniem, więc się z nim skontaktowaliśmy, zaprosiliśmy go do studia żeby posłuchał kilku nowych piosenek a jemu najbardziej przypadł do gustu Atlantic. Właściwie pozwoliliśmy, żeby puścił wodze wyobraźni i zrobiliśmy dłuższą wersję piosenki ponieważ chciał żeby wideo było nieco dłuższe niż (oryginalna) piosenka. On jest bardzo fajnym, skromnym facetem, jak na taką chodzącą legendę.
Pojechaliśmy na plan zdjęciowy, na wietrznej plaży w Sussex, żeby zobaczyć go przy pracy a on był bardzo kreatywny - po prostu czuł co może się udać. Stworzył małe dzieło a do tego będące wyzwaniem, co bardzo nas cieszy. Rzadko można znaleźć muzyczne wideo które zmusza do myślenia. Rozmawiałem z fanami po koncercie któregoś wieczoru i oni pytali o czym jest ten teledysk, jednak moim zdaniem najfajniejsze jest to, że ludzie mogą go sobie rozumieć na swój sposób a nie usłyszeć że "to jest o bla bla bla..."
ILM: Hopes and Fears nie schodzi z pierwszej 20-stki (najlepiej sprzedawanych płyt) a sprzedało się w gazylionach egzemplarzy. I całkiem słusznie, ale czy wasza droga do sławy nie była troszkę szalona? To znaczy, czy mieliście szansę posmakować przyjemności i nacieszyć się sukcesem?
Richard: Patrząc wstecz wydaje mi się, że powinniśmy byli starać się bardziej tym cieszyć. Zamierzamy lepiej się bawić przy drugim albumie. Tym razem jestem znacznie bardziej na luzie. Z pewnością to było szalone a od razu po trasie koncertowej weszliśmy do studia by nagrać tę płytę ale jesteśmy dość obsesyjnymi ludźmi, więc jeśli zrobilibyśmy sobie przerwę, to pewnie byśmy leżeli gdzieś na plaży martwiąc się drugim albumem.
Bez wątpienia w pewnym momencie w zeszłym roku doszliśmy do granic, kiedy przestaliśmy się ze sobą komunikować i troszczyć się o siebie i przez jakiś czas nie czuliśmy się już jak zespół, ale naszą reakcją był powrót do studia i przełożenie frustracji oraz lęków na płytę. Myślę, że to wyraźnie widać.
ILM: Ponieważ razem dorastaliście i byliście razem w trasach na pewno bardzo dobrze się znacie. Czy możesz nam powiedzieć jakie są najlepsze cechy charakteru i najgorsze przyzwyczajenia każdego z was?
Richard: Czasami to jedno i to samo. Dorastaliśmy razem i łączy nas dziwaczna, braterska więź jakiej nie widziałem u żadnego innego zespołu. Podobno nie powinno się pracować z przyjaciółmi! Tim i Tom to dwaj najzabawniejsi ludzie jakich znam i czuję jakby byli moimi braćmi ale jednocześnie wszyscy jesteśmy dość profesjonalni i obsesyjni, więc czasami się trochę wkurzamy na siebie a poza tym naprawdę wiemy jak drugiego zranić jeśli tego chcemy.
ILM: This Is The Last Time jest jednym z moich ulubionych utworów w ogóle. Mam gulę w gardle, przechodzą mnie dreszcze i czuję się upojnie kiedy słucham nagrań Keane czy to jest Bedshaped czy Everybody´s Changing, albo Somewhere Only We Know. Proszę opisz jak Keane tworzy muzykę należącą do najlepszej w tym dziesięcioleciu.
Richard: Jej, dzięki. Tim tworzy piosenkę, najlepiej późną nocą po jednym lub dwóch drinkach i nagrywa ją na dyktafon lub, jeśli nie może robić hałasu, programuje ją w programie o nazwie Logic na swoim powerbooku. Czasem to tylko surowy szkielet melodii a czasem w pełni skończona piosenka z partiami perkusji i całym tekstem. Razem z Tomem słuchamy kilku tych kawałków i decydujemy nad którymi chcemy popracować, albo które potrzebują poprawek i po prostu staramy się za nie zabrać jak tylko mamy taką szansę.
Często gram na perkusji do wersji demo a potem nagrywamy z tego punktu, a czasami trzeba wrócić i kupę rzeczy przerobić kiedy piosenka się rozwija. Przy pierwszej płycie mieliśmy mnóstwo czasu i wystarczająco dużo razy przećwiczyliśmy piosenki żeby po prostu wejść i nagrać je stosunkowo szybko, natomiast przy tej nowej płycie musieliśmy rozpracowywać wszystko w trakcie całego procesu. Całkiem fajnie było móc przyjść do studia i nagrać to, co na co akurat mieliśmy ochotę - w końcu mieliśmy tak dużo porozstawianego wszędzie sprzętu, że z trudem poruszaliśmy się po pomieszczeniu.
Zjawiałem się rankiem, otwierałem drzwi samochodu i nie wiedziałem co to za zwariowany dźwięk Tim wydobywa ze swojego pianina - z całą pewnością rzadko brzmiało ono jak pianino. Jeden z najważniejszych momentów w życiu piosenki to ten, kiedy Tom po raz pierwszy ją śpiewa - to prawdziwa próba czy nagrywać czy też sobie darować.
ILM: Everybody´s Changing jest jednym z tych klasyków z którymi ludzie się identyfikują. W jaki sposób tworzycie swoje słowa piosenek i gdzie znajdujecie inspirację?
Richard: Myślę że one przychodzą Timowi do głowy kiedy siedzi przy pianinie zachowując jasność umysłu. Piosenki są odbiciem tego jakimi jesteśmy ludźmi oraz naszego życia, więc biorą się z głębi duszy oraz z otaczającego nas świata.
ILM: Jak było na Live 8? To chyba był niezły odlot?
Richard: To tak błyskawicznie przeleciało, niewiele z tego pamiętam, ale wpadłem na Paula McCartneya kiedy schodziliśmy ze sceny - stał tam nucąc nasze piosenki. Dobrze było poczuć się małą cząstką tego wielkiego przedsięwzięcia, które dało tylu ludziom szansę by wreszcie ktoś ich usłyszał. Nienawidzę mówić takich sloganów ale naprawdę nie chodziło tam o zespoły.
ILM: Wydaliście również piosenkę do ściągnięcia z sieci What A Wonderful World dla Make Poverty History. Jak ważne obecnie jest twoim zdaniem podejmowanie różnych działań przez artystów by rozbudzić świadomość?
Richard: Ta piosenka była dla Comic Relief do wykorzystania w ich programie, którego celem było zebranie funduszy, a także była dostępna do pobrania z sieci. Nagraliśmy także kilka piosenek dla (organizacji) Warchild - to są rzeczy, które mogą coś zmienić w życiu ludzi. Kupiłem oryginalną płytę Help nagraną dla Warchild - jest na niej pełno wspaniałych piosenek a przy okazji środki z zakupu przeznaczone są na dzieci, które dorastają w obszarach objętych wojną.
Staramy się wspierać te organizacje - jesteśmy bardzo dumni z tego, że patronujemy Warchild. Dzięki ostatniej płycie Help - A Day In The Life, zebrano środki, które już użyto na przykład by wydostać dzieci z więzień dla dorosłych w Afganistanie. Moim zdaniem nie można kwestionować wartości takich działań. Nie trąbimy o tym na lewo i prawo ale robimy co tylko w naszej mocy. Angażujemy się w rzeczy, w które wierzymy, podobnie jak większość ludzi.
ILM: Na zeszłorocznych nagrodach Brit dostaliście nagrodę za najlepszy album i najlepszy debiut. Jak to jest stać tam jako zwycięzca, zyskując uznanie?
Richard: Odjazdowo. Właściwie to nie dbamy o to, co się stanie o ile możemy dać naszą muzykę ludziom a oni poczują z nią więź, ale oczywiście miło jest otrzymać statuetkę, którą można sobie postawić w łazience.
ILM: Jak radzicie sobie w Stanach Zjednoczonych?
Richard: Bardzo dobrze, dziękuję. Dużo tam koncertowaliśmy, bo to jest niesamowicie wielki kraj. Na przykład jechaliśmy z występu w San Diego na występ w Denver - ponad tysiąc mil i 20 godzin ciągłej jazdy.
Patrzysz jak przesuwa się świat, widzisz krajobrazy jakich nie ma w Europie i po prostu tak spędzasz czas. Długa jazda to świetny sposób, żeby posiedzieć i pogadać a także kupować na parkingach śmieci, których wcale nie potrzebujesz. Mam tyle tego gówna w domu, które kupiłem z nudów. Stacja w Wielkiej Brytanii to miejsce pełne ogromnych stert totalnego badziewia - zastanawiasz się kto to kupuje, ale w Stanach to jest egzotycznie badziewie więc koniec końców, całe godziny porównywaliśmy rzeczy jakie nakupiliśmy. Można też dostać świetne śniadania w miejscach takich jak cracker barrel oraz kawę, która pobudzi cię na całe tygodnie.
ILM: W tym roku jesteście główną gwiazdą na festiwalu V (nie mogę się doczekać). Jaki był najbardziej pamiętny wasz występ na festiwalu? I jakie utwory najbardziej lubicie grać na żywo?
Richard: Wydaje mi się, że Radiohead są główną gwiazdą a my zgodziliśmy się wystąpić bo sprzedano wszystkie bilety a tym sposobem będziemy mogli zobaczyć ich dwukrotnie. Oni są dla nas inspiracją.
Najbardziej pamiętny festiwal to był pierwszy raz kiedy graliśmy na Glastonbury - w Nowym Jorku daliśmy występ dla 200 ludzi, przylecieliśmy do kraju w nocy przed festiwalem, byliśmy zmęczeni i zdenerwowani - Tomowi śniły się noc wcześniej koszmary związane z występem. Mi się nie śniły, bo prawie nie spałem. To było szalone - myśleliśmy, że będziemy na scenie w jakimś małym namiocie, gdzieś po drugiej stronie pola, a tym czasem to była ogromna zatłoczona przestrzeń. Ludzie, jak tylko sięgnąć okiem, śpiewali do naszych piosenek w padającym deszczu, a potem nagle wyszło słońce w trakcie piosenki, której słowa brzmią "I open my eyes and it's a lovely day" (otwieram oczy a to jest piękny dzień). Prawie jakby Bóg zdecydował, że chce trochę pomajstrować przy oświetleniu do tej piosenki.
ILM: Jaką radę mógłbyś dać młodym muzykom starającym się przebić w tym przemyśle?
Richard: Kiedy tylko nie podążaliśmy za własnym instynktem, to wszystko pieprzyliśmy - róbcie to co wam nakazuje instynkt - zawsze musimy sobie o tym przypominać.
ILM: Czy możesz opisać swoje ulubione miejsce na ziemi?
Richard: Mam ich kilka. Jednym z wielu niesamowitych przywilejów bycia członkiem Keane jest możliwość zobaczenia tej planety. Pozostaje jeszcze wiele miejsc, których nie widzieliśmy, ale jednym z ulubionych jest kompleks świątyń Kiyomizu-Dera w Kyoto. To jedno z najbardziej magicznych miejsc w jakich byłem.
Innym faworytem jest Portland w stanie Oregon i cały region Północno-Zachodniego Pacyfiku. Byłem tam w czasie swoich urodzin w 2004 roku i zawsze mi się tam podobało. Wypiłem najlepszą kawę w życiu w miejscu o nazwie Stumptown Roasters (tak mi się wydaje) w Portland. Było takie świetne że aż zrobiłem zdjęcie. Tamtejsi ludzie są naprawdę wyluzowani, są tam niesamowite sklepy z używanymi płytami oraz ogromne punkty z odzieżą rodem z westernów, przed wejściem do których muszę się powstrzymywać za każdym razem gdy tam jestem, bo inaczej wyszedłbym z dziesięcioma parami kowbojskich butów i pięcioma kapeluszami.
ILM: Co jest teraz na twoim odtwarzaczu CD?
Richard: Nie wiem - jestem w samolocie z Londynu do Madrytu ale słucham płyty Plans zespołu Death Cab For Cutie przez iTunes.
ILM: Powiedz proszę jaki jest twój ulubiony utwór przy którym się wyluzowujesz i relaksujesz?
Richard: Cokolwiek Sigur Ros albo album In A Safe Place zespołu the album leaf
ILM: Czy macie jeszcze jakieś ambicje które chcielibyście zaspokoić?
Richard: Uwielbiamy klasyczne albumy, które trzyma się i do których się wraca przez całe życie i chcielibyśmy poczuć, że właśnie taki album stworzyliśmy. Chcemy wycisnąć z siebie ile się tylko da. Dopiero zaczynamy i czujemy że jeszcze wiele mamy do zaoferowania.
I oferują nam nadal. Nowy singiel ukaże się 29-go maja a po nim 12-tego czerwca wyjdzie wspaniały nowy album. Superowo!