|
|
Osoby
nie wiedzące o co chodzi, odsyłamy do obszernego materiału
w numerze kwietniowym, wywiadu z dyrektorem Domu Grafomanów, poszukiwanym
przez swoje wnuki Edwardem Kulką, blondynem w ażurowej marynarce z napisem
„I love you” i w pasie elastycznym marki „flexy-sexy”. Materiał w numerze
kwietniowym udostępnia Archiwum dzięki uprzejmości
prezydenta Chuciąża Borysławskiego,
pana
Waleriana Mostowskiego.
Waldemar Goryl o Domu Grafomanów
Naleśniki na
obiad
– Pytanie kolejne. Nie, te pytania są bez sensu.
Osoby z zewnątrz – Cha cha cha!
Waldemar Goryl – Cha cha cha!
– Nawet nie mogę się przeczytać, cholera, bo pisałem to chyba
pod wpływem. Zaraz, zaraz... Co... zrobiło na panu największe wrażenie
w Domu, o! Proszę kontynuować.
Osoba z zewnątrz – Byłeś tam w ogóle?
Waldemar Goryl – To, że tam jest tak wysprzątane. Tak, byłem dzisiaj
w domu i bardzo czysto było.
Osoba z zewnątrz – Ale u siebie, tak?
Waldemar Goryl – Tak.
Osoba z zewnątrz – Ale chodzi chyba o Dom Grafomana Kulki.
– Ale proszę nie przeszkadzać. No, proszę nie przeszkadzać! Pan
będzie miał swoje trzydzieści minut, swoje zainteresowania, będzie pan
mógł nam opowiedzieć jaki jest pana ulubiony kolor.
Osoba z zewnątrz – Tak, świat na to czeka.
–
Ale co jeszcze zrobiło na panu największe wrażenie oprócz schludności miejsca?
Waldemar Goryl – No to, że tam jest tak zwyczajnie, tak jak w każdej
innej kamienicy. No tak jak się obserwuje zbrodniarzy hitlerowskich – prawda
– wszyscy myślą, że będą mieli zielone zęby, jakieś włosy, szpony, a tu
– normalni ludzie, starzy...
– Ale... niscy? Wysocy? Wątli, otyli?
Waldemar Goryl – Nie, no tak jak my tutaj.
– Tak jak my tutaj?
Osoba z zewnątrz – Czyli wątli.
Osoby z zewnątrz – Cha cha cha!
Waldemar Goryl – Przepraszam, ja jestem wyjątkowo muskularny.
Osoba z zewnątrz – Wyjątkowo.
– Pytanie drugie. Czy miał pan problem z dojazdem?
Waldemar Goryl – Miałem problem z dojazdem. Nie wiem, czy to wynika
z tego, że to jest tak cholernie daleko, czy z tego, że mam problemy z
orientacją w terenie i często wsiadam nie do tych autobusów, do których
trzeba.
– Tak było w tym przypadku też.
Waldemar Goryl – Tak, tak było w tym przypadku.
– Ile panu zajął dojazd w takim razie?
Waldemar Goryl – Nie patrzyłem dokładnie na zegarek; gdzieś tak, no,
ja wiem... godzinę czterdzieści.
– Trzeba było podejść jeszcze z przystanku, prawda?
Osoba z zewnątrz – Następne czterdzieści.
Wlademar Goryl – Nie, jakieś piętnaście minut. Ale tam są zawsze korki
po południu.
– No tak, ale czy zwrócił pan uwagę jakie samochody tam stoją?
Z jakimi rejestracjami? Nie? Nie zwrócił? To dobrze, nie będziemy w to
wnikać. Według ostatnich sondaży, 90% społeczeństwa polskiego...
Waldemar Goryl - ...to grafomani.
– Co? Do dziś... do dziś... Nie-nie-nie... chwileczkę, chwileczkę,
no – do dziś... uważa? Ideę Domu za bezsensowną.
Osoba z zewnątrz – Przepraszam, to jest natężenie głosu, to że to tak
miga?
– To że miga, znaczy, że się nagrywa.
Osoba z zewnątrz – Ale to raz mocniej nagrywa, a raz słabiej.
Waldemar Goryl – Czekaj, czekaj, to ty to nagrywasz wszystko?
– Nie nagrywam, ja to rejestruję. Tak jak powiedziałem, 90% społeczeństwa
polskiego uważa ideę powstania Domu za bezsensowną. Czy ta cyfra...
Waldemar Goryl - ...coś panu mówi?
– ... robi na panu wrażenie?
Waldemar Goryl – 90? Nie.
– Dziękuję bardzo. Pierwsze pytanie to było, drugie – po
której jest pan stronie?
Waldemar Goryl – Czego?
Osoba z zewnątrz – (niezrozumiale)
– Po której jest pan stronie – 90% czy 10%. Jest pan w mniejszości,
czy w większości?
Waldemar Goryl – A, o to chodzi.
– Ja tutaj liczę na pańską inteligencję, ja tu nie będę pana
naprowadzał sam. Dwa dodać ile równa się cztery – przecież to bez sensu.
Waldemar Goryl – To nie jest łatwe pytanie, bo problem nie jest łatwy.
– No ale liczę tutaj na pańskie jakieś zdarcie zasłon, wywnętrznienie
się.
Waldemar Goryl – No nie, tego to się pan nie doczeka. Jestem człowiekiem
skrytym bardzo.
– Czyli na jednoznaczne pytanie, po której jest pan stronie...
Waldemar Goryl - ...nie potrafię się opowiedzieć. Wie pan, to krępujące
nieco, nie uważa pan?
– Zgodzi się pan ze mną, że to jest temat na dłuższą rozmowę,
prawda?
Waldemar Goryl – Tak. Samo pytanie indukuje naszą dłuższą dyskusję.
– Dobrze. Pytanie czwarte, według mojego grafiku, które już jest
pytaniem prawdopodobnie wyższym – co uważa pan za największe osiągnięcie
trzydziestoletniej działalności Domu?
Waldemar Goryl – Trudno tu mówić o osiągnięciach, pomówmy o celach.
Czy udało się zdywersyfikować ten podział na prawdziwą literaturę i...
– ...nieprawdziwą.
Osoba z zewnątrz – To już myślę, że wystarczy, Paweł.
Waldemar Goryl – Na „iskrę bożą” i „słomiany zapał”, jak to pięknie
ujął pan Kulka.
Osoba z zewnątrz – Ja myślę, że to już...
– Co pan uważa za największe osiągnięci Domu, kurwa jego mać,
bo do tej pory pan nie powiedział nic na ten temat. Ja tutaj siedzę, tracę
swój czas, proszę pana, tracę taśmę...
Waldemar Goryl – Dobrze, odpowiem - jego, kurwa, powstanie, proszę
pana.
– Które, Styczniowe?
Waldemar Goryl – Nie, że on w ogóle powstał, ten Dom.
– To jest największe osiągnięcie Domu, że powstał. Dziękuję.
Pan to ujął bardzo lapidarnie, ale to myślę daje do myślenia. Proszę pana,
czy nie miał pan nigdy ochoty zamieszkać w Domu?
Waldemar Goryl – Grafomana?
– GrafomanÓW.
Waldemar Goryl – Nie, ponieważ nie poczuwam się Grafomanem.
– Nigdy pana nie ciągnęło, nastrój tego miejsca, pewna taka mgiełka
tajemniczości...
Waldemar Goryl – Nastrój? Tajemniczość? Nie truj że pan. To jest chory
klimat jak z Lyncha.
– Jak ze znicza?
Waldemar Goryl – LYNCHA. David, to jest taki reżyser.
Osoba z zewnątrz – On krzesła robi, panie, to jest stolarz. Każdy wie,
że David Lynch się zajmuje stolarką, filmy robi niejako przy okazji.
Waldemar Goryl – Widział pan te krzesła?
Osoba z zewnątrz – Krzesła widziałem właśnie.
Waldemar Goryl – I jego hobby to jest to, że zbiera używane gumy do
życia.
Osoba z zewnątrz – Tak. A był ostatnio w Łodzi, i jak zobaczył Łódź
fabryczną, tak kwiknął po prostu.
– Czyli wracając do pana stwierdzenia, nie miał pan nigdy ochoty
zamieszkać w Domu. Nawet panu przez myśl nie przeszło.
Waldemar Goryl – Nie, bo jak mówię, nie poczuwam się grafomanem, nie
wciąga mnie ten klimat. To jest straszne, że oni się męczą tak jak prawdziwi
pisarze, bo ja widziałem ten ból tworzenia.
– Tak, tak, no właśnie.
(pauza)
Osoby z zewnątrz – Cha cha cha!
Osoba z zewnątrz – Tylko nie w wywiadzie.
– Nie, no w wywiadzie bierze udział raz, dwa, trzy, siedem osób.
Myślę, że to jest doby pomysł. W każdym razie proszę kontynuować.
Waldemar Goryl – To jest dość poważna sprawa. Chodzi mi o to, że to
są strasznie nieszczęśliwi ludzie.
– I dlatego pan nie chciał z nimi zamieszkać, ponieważ są nieszczęśliwi.
Waldemar Goryl – Tak.
(pauza – dzwonek do domofonu)
– Pytanie, które myślę, że wprowadzi pana w odmienny nastrój,
niż w którym jest pan obecnie.
Waldemar Goryl – A w jakim jestem?
– Pytanie jest dziecinnie proste: czym jest dla pana literatura?
(potworny, ogólny śmiech wszystkich)
Osoba z zewnątrz – On tutaj kituje. A pytał się pan, czy chciałby zamieszkać?
– Tak. Nie chciałby.
Osoba z zewnątrz – To wiem, to już powiedział.
Osoba z zewnątrz – Udało nam się przeczytać.
Osoba z zewnątrz – Część wywiadu przeprowadziliśmy samotrzeć.
Waldemar Goryl – (niewyraźnie)
– Czy śmiech jest właściwą odpowiedzią?
Wlademar Goryl – Na literaturę, nie, absolutnie.
– Ale czym jest dla pana literatura. Jeżeli pan idzie i spotyka
literaturę. Co pan robi?
Waldemar Goryl – Kupuję ją.
– Zawsze?
Waldemar Goryl – Nie, czasami pożyczam.
– Ale nigdy pan nic nie ukradł?
Osoba z zewnątrz – To znaczy nie, z tego co ostatnio mi mówisz, to
ściągasz z Internetu.
– Literaturę.
Osoba z zewnątrz – Tak. Przecież masz dużo pozycji, tylko tą co ściągasz,
toś jeszcze nie przeczytał.
Waldemar Goryl – Nie, to co ściągam to jest darmowe i prawa autorskie
już nie obowiązują.
Osoba z zewnątrz – Eeee, to po co ściągasz? To się nie liczy. No to
co to, co to jest?
– Nie wiem czy pan sobie zdaje sprawę, panie Czesławie, że to
wszystko jest rejestrowane i w takiej sytuacji, która zaistniała w zupełnie
nieprzewidziany sposób, będę musiał umieścić pańską wypowiedź.
Osoba z zewnątrz – Nie, no nie ma problemu. Ale po co ściągasz coś,
co jest dozwolone?
– Proponowałbym zakończyć tę przykrą rozmowę pytaniem również
bardzo prostym, które znowu wprowadzi pana w nastrój, w którym pan był,
ale w którym pan już nie jest. Co pan jadł dzisiaj na obiad?
Waldemar Goryl – Naleśniki.
– Bardzo panu dziękuję.
q
|
|
![]() |
|