ROZDZIAŁ VIII.

Prześladowanie dysydentów wzmaga się.

 

Złe następstwa wojny domowej dla dysydentów. – Miejscowe prześladowa­nia innowierców. – Kilkakrotne napaści młodzieży i motłochu krako­wskiego na ewangelików.– Uczniowie krakowscy napadli 1613 r. na zbór w Aleksandrowicach i dopuścili się tamże wielu gwałtów. – Ewan­gelicy w znacznej liczbie przenoszą się z Krakowa do Torunia i Gdań­ska, wskutek czego przemysł i handel w Krakowie upadają. – Prze­śladowania ewangelików w Krakowie powtarzają się 1620r. – Zniszcze­nie kościołów ewangelickich w Poznaniu za namową jezuitów, otwarcie czyn ten sławiących. – Franko otwarcie występuje przeciwko uroczystości Bożego Ciała, za co zostaje uwięziony pod zmyślonym zarzutem chęci zamordowania króla czy biskupa. – Prześladowanie ewangelików w Lu­blinie i wielu innych miejscowościach. – Sądowe morderstwo Tyskie­wicza, mieszczanina z Bielska. – Próby zniesienia wolności druku – ­Prześladowanie kościoła wschodniego w Polsce. – Bunt w Mohylowie, wywołany przymusem do unji brzeskiej. – Dyzunici zgromadzeni na synodzie w Kijowie obierają innych biskupów, niepodległych papieżowi. – Józefat Kuncewicz, arcybiskup połocki, prześladuje gwałtownie dyzunitów. – Leon Sapieha upomina Kuncewicza, by zaniechał prze­śladowania dyzunitów. – Witebszczanie zamordowali Kuncewicza. ­Surowe ukaranie tego zabójstwa.           str. 120-135.

 

 

Złe następ­stwa wojny domowej dla dysydentów.

 

Aczkolwiek wojna domowa z lat 1606-1608 zmu­siła króla do zatwierdzenia znacznej części swobód reli­gijnych i obywatelskich w Polsce, wynikłe przecież z tej wojny następstwa okazały się niekorzystne dla dysyden­tów. Stronnictwo dążące do ich wytępienia, nie mogąc przeciw nim użyć środków prawnych, chwyciło się spo­sobu, polegającego na miejscowych prześladowaniach, które popełniano wbrew prawu w tem przekonaniu, że łaska królewska uchroni od kary tych, którzy . się nadu­żyć takich dopuszczali.

 

Miejscowe prześladowania innowierców.

 

Niegodziwe to postępowanie które sprawiło, iż wyznania akatolickie w Polsce niemal całkowicie zaginęły, wywołało skutki najzgubniejsze tak dla swobód obywatelskich, jak i dla całego naszego kra­ju. Bezkarność zbrodni, popełnianych dla popierania sprawy Rzymu, otwarła wrota wszelkiego rodzaju nadu­życiom i osłabiła poszanowanie prawa, co niewątpliwie największem jest nieszczęściem, jakie może spotkać wol­ny naród.

 

Kilkakrotne napaści mło­dzieży i mo­tłochu krako­wskiego na ewangelików.

 

Wspominaliśmy już, jak istniejący w Krakowie zbór ewangelicki zniszczono w r. 1591, co zniewoliło ewan­gelików tamtejszych do przeniesienia swego nabożeństwa do wsi Aleksandrowic; położonej w pobliżu Krakowa. W czasie wojny domowej akademicy wszechnicy Kra­kowskiej naszli cmentarz ewangelicki, gdzie, odkopawszy kilka grobów, wyciągnęli z nich martwe ciała, znieważając je ; zniszczyli też .szpital ewangelicki i schronisko dla starców. Ponieważ ewangelicy podejrzywani byli o sprzy­janie rokoszanom, uwięziono starszych zboru i przeglą­dano ich papiery; lecz nie znalazłszy tam żadnych prze­ciwko nim dowodów, wypuszczono ich na wolność. 20 maja 1610 r. akademicy w otoczeniu tłumu napadli i zrabowali dom mieszczanina ewangelickiego Szmida. Rektor wszechnicy nakazał rzekomo dochodzenie tej sprawy, lecz pokrzywdzeni nie otrzymali żadnego za­dośćuczynienia. W styczniu 1611 r. wychowańcy szkół św. Michała i św. Szczepana napadli na pogrzeb ewan­gelicki i pokrzywdzili osoby towarzyszące orszakowi. Wniesione z tego powodu skargi wywołały ten tylko skutek, iż rozdrażnieni prześladowcy przygotowywali się do nowych napaści. Tegoż jeszcze roku, dnia 12 maja; uczniowie wraz z tłumem napadli na dom pani Zagrzeb­skiej, ewangeliczki. Mieszkańcy kamienicy, po bezsku­tecznych próbach, by w sposób pojednawczy nakłonić tłum do odstąpienia, zmuszeni byli wreszcie, dla odpar­cia napaści, dać ognia do oblegających. Na odgłos walki przybyła załoga zamkowa, a rozproszywszy napastników, zaprowadziła porządek, który jednak trwał krótko, gdyż uczniowie niebawem znów się zebrali, a dowiedziawszy się, że zabroniono - wojsku strzelać kulami, skorzystali z tego; by powtórzyć swe napaść na kamienicę, którą zdobyli i zrabowali, podczas gdy wojsko, skrępowane rozkazem, nie mogło jej skutecznie bronić. Gdy nastę­pnego dnia zaburzenia się ponowiły, zaniepokojone tem władze miejscowe rozkazały wojsku stłumić je siłą. Za­bito przytem kilku burzycieli, lecz towarzysze ich nie otrzymali żadnej kary; natomiast dowódcę załogi pocią­gnięto do odpowiedzialności za zabójstwo, wkrótce atoli uwolniono go.

 

Synod ewangelicki zebrany 1613 r. w Okszy na­radzał. się nad środkami ocalenia swego wyznania od niebezpieczeństwa, grożącego mu z powodu prześlado­wań, jakich innowiercy doznawali tak w Krakowie jak w innych miejscowościach kraju. Nakazano więc modły i posty; czyniono też przedstawienia na sejmach, lecz okazały się one bezskutecznemi, gdyż wpływ jezuitów, popieranych przez króla, wzmagał się już wówczas we wszystkich warstwach społeczeństwa.

 

Uczniowie krakowscy napadli 1618 r. na zbór w Aleksandrowicach i do­puścili się tamże wielu gwałtów.

 

Tegoż samego roku w kwietniu uczniowie krakowscy wybrali się do wsi Aleksandrowic, dokąd, jakeśmy to już wspomnieli, ewan­gelicy*) przenieśli byli swe nabożeństwo. Uczniowie napadli niespodzianie na zbór, skąd jeden duchowny, na­zwiskiem Herman, uciekł; lecz drugi, Bitner, starzec, dostał się w ręce łotrów, którzy go wywlekli na pole, poranili, a odciąwszy mu palce lewej ręki, zostawili w mniemaniu, że skończył życie. Bitner jednak po­wrócił po pewnym czasie do przytomności; tymczasem dom jego zrabowany został i spalony. Inny duchowny ewangelicki, Habicht, padł zamordowany pałką przez Grymzę, nauczyciela wszechnicy. Gwałty te pozostawio­no wszakże bez skargi w przeświadczeniu, iż sprawie­dliwość nie zostanie pokrzywdzonym wymierzona; ewan­gelicy poprzestali na przeniesieniu nabożeństwa swego do Lucjanowic, wsi bardziej od Krakowa oddalonej. W r. 1615 akademicy napadli na dom złotnika ewan­gelika i zrabowali go; lecz tym razem zostali rozpro­szeni przez zbrojną straż biskupa krakowskiego Tyli­ckiego, który nie pochwalał takich gwałtów.

 

–––––––––––––

*) Wspólnie z reformowanym i zbór augsburski.

 

Ewangelicy w znacznej liczbie prze­noszą się z Krakowa do Torunia i Gdańska, wskutek czego przemysł i handel w Krakowie upadają.

 

Powtarzające się te napaści wywarły skutki oczekiwane : ewangeliccy mieszkańcy miasta postanowili opuścić miejsce, gdzie mieniu ich i życiu wciąż groziło niebezpieczeństwo. Po­nieważ zaś stanowili oni część ludności pracowitą i za­możną, władze przeto starały się odwieść ich od tego zamiaru, przewidując szkodę, jakąby stąd miasto ponieść musiało ; król zaś wydał rozkaz wzbraniający napaści na ewangelików: Mimo to wielu mieszczan krakowskich wyznania ewangelickiego przeniosło się do Torunia i Gdańska, a wychodźtwo ich sprawiło wielkie szkody handlowi i przemysłowi krakowskiemu. Wypadek ten wszakże nie był dla zaślepionych nienawiścią przeci­wników dostateczną przestrogą: w r. 1617 bowiem uczniowie porwali lekarza ewangelika Łyszkowicza i za­wlekli go przez ulice miasta nad brzeg Wisły, zamierzając go utopić; szczęściem kilku nauczycieli wybawiło go z tego, niebezpieczeństwa.

 

Prześladowa­nia ewangeli­ków w Krako­wie powtarzają się 1620 r.

 

W r. 1620 uczniowie napady dnia 20 maja na orszak pogrzebowy pani Hunter, która należała do zboru szkockiego*). Gdy żołnierze przybyli dla przywrócenia porządku, nie śmieli dać ognia do napa­stników. Szkoci wyrwali broń z rąk żołnierzy, i przyszło­by niezawodnie do rozlewu krwi, gdyby w tę sprawę nie wdało się kilka osób dobrej woli, skutkiem czego uczniowie, otrzymawszy pewną kwotę pieniężną, odstą­pili. W r. 1621 zrabowali akademicy sklep płatnerza Henslera, co im również uszło bezkarnie. W r. 1624 namówiony przez duchowieństwo zarząd miejski wydał postanowienie wzbraniające ewangelikom zamieszkiwania w mieście.

 

–––––––––––––––

*) Wiele rodzin szkockich osiadło w Polsce w ciągu XVI i XVII stulecia. Niektórzy przybyli w celach handlowych, inni jako awanturnicy wojskowi, a inni może dlatego, że znaleźli bezpieczne schronienie w czasach rozruchów religijnych, które zaburzyły spokój ich ojczyzny, jako też wielu innych krajów. Posiadali oni znaczne zbory w Krakowie, Poznaniu, Kiejdanach (miasto na Litwie) i w Lesznie, dziedzictwie sławnej rodziny Leszczyńskich. Stali się oni nawskroś polakami, a wiele nazwisk szkockich jak Halibarton, Gordon, Middleton, Watson i t. p. znaj­dujemy śród średniej klasy w Polsce. Wiele innych jak Forbes, Inglis i t. p. wy­gasło, dobrze jednak są znane.

 

Rozporządzenie to zostało atoli zniesione pod następnem panowaniem, W r. 1626, gdy ewangelicy zajęci byli budowy kościoła swego w Lucjanowicach, przybyli tam akademicy i zniszczyli nagromadzony bu­dulec; a gdy jeden z uczestników napaści umarł wskutek zbytniego wysiłku, pogrzebano go uroczyście jako męczen­nika dobrej sprawy.

 

 

Kościół w Kiejdanach, w gub. kowieńskiej, fundowany w r. 1824.

 

(Rycina przedstawia obecny wygląd kościoła po odrestaurowaniu go w r.1872. Po­krycie dachu zamienione zostało, niestety; na blaszane, przez co charakter architekto­niczny kościoła znacznej uległ zmianie. Wieża środkowa z kopułą została znie­siona, cztery narożne wieżyce znacznie zmniejszono i zniżono).

 

 

 

Ławka kolatorska Radziwiłłowska w kościele Kiejdańskim.

(naprzeciwko ławki kaznodziejskiej)

 

W r. 1631 wychowańcy jezuitów przedsięwzięli wraz z motłochem powszechny rabunek własności zamożniejszych ewangelików krakowskich: złu­piono wówczas sklepy złotnicze Brikieta i Strachom oraz domy Barsona i Forbesa, a wielka ilość drogo­cennego mienia została zagrabiona. Nakaz dochodzenia sądowego w tej sprawie skończył się na niczem.

 

Zniszczenie kościołów ewangelickich w Poznaniu.

­za namową jezuitów, ­otwarcie czyn ten sławiących.

 

Zbory ewangelickie w Poznaniu cieszyły się spoko­jem do roku 1605. Wreszcie jezuici, przekonawszy się, iż pisma, jakie wciąż wydawali w celu podburzania przeciw protestantom, nie wywierały pożądanego skutku, postanowili uciec się do silniejszych środków. W myśl tego jezuita Piasecki otwarcie podjudzał w r. 1605 do gwałtownych postępków przeciw ewangelikom i przema­wiał z kazalnicy do swoich słuchaczów w te słowa: „Ludzie Boży! niszcz i pal ich świątynie!“ Rady te niebawem zostały w czyn zamienione, gdyż podpalono kościół lu­terski, lecz szczęściem ogień na czas był stłumiony.

 

 

Kościół w Kielmach, w gub. Kowieńskiej, fundowany przez Grużewskich w r.1616.

 

 

 

 

Wnętrze kościoła Kielmeńskiego.

 

 

 

Gdy podobna próba na kościele braci czeskich również się nie powiodła, postanowili jezuici wykonać otwartą napaść. Wychowańcy ich, w liczbie 300; połączywszy się z motłochem najniższego rzędu, napadli na kościół luterski i, po zrabowaniu drogiego urządzenia, zniszczyli i spalili sam budynek i zbezcześcili groby. Jezuici otwarcie pochwalali gwałty popełniane przez swych wychowańców, utrzymując, iż ci działają pod wpływem gorliwości swej wiary, nakazującej im wyplenianie ka­cerstwa. Sądowe dochodzenie w tej sprawie pozostało bez skutku. Luteranie odbudowali swój kościół, lecz w r. 1614 został on znów w podobnyż sposób zniszczo­ny, a biskup poznański nie dozwolił już luteranom od­budować go po raz drugi. Takiż los spotkał kościół braci czeskich, a duch prześladowania wzmógł się do tego stopnia, iż duchowny ewangelicki nie mógł poka­zywać się na mieście; gdy bowiem wychowańcy kole­gjum jezuickiego odkryli w Poznaniu w r. 1630 ducho­wnego czeskiego wyznania, Jana Chryzostoma, tylko wdanie się rektora szkoły jezuickiej uratowało go od śmierci. Duchowny luterski Jakób Hederyk został w r. 1632 zamordowany w pobliżu Poznania przez nasła­nych nań zbójów. *)

 

–––––––––––––

*) Patrz Łukaszewicz, „Wiadomości historyczne o dysydentach w Poznaniu."

 

Wilno stało się w tychże czasach widownią nader przykrego i smutnego wydarzenia. Młody Włoch, Fran­ko, przybyły do Polski jako gorliwy katolik, zajął się tu badaniem zasad ewangelickich w celu zwalczania ich, lecz sam się przytem nawrócił do wyznania opartego na Piśmie Św., a powróciwszy do swej ojczyzny, zaczął sam głosić zasady ewangeliczne. Gdy następnie znów odwiedził Polskę, przyjął tu otwarcie wyznanie helwe­ckie i został duchownym w Wilnie. W dzień Bożego Ciała 1611 r., wygłosiwszy kazanie w swym kościele, wyszedł na miasto i spotkał się z uroczystą procesją, której przewodniczył niosący hostję biskup w towarzy­stwie króla i jego rodziny.

 

Franko otwarcie występuje przeciwko uroczystości Bożego Ciała, za co zostaje uwięziony pod zmyślo­nym zarzutem chęci zamordowania króla czy biskupa.

 

Widok ten pobudził gorli­wość Franka przeciwko obrzędowi, który uważał za bał­wochwalstwo; wstąpił więc na wschody ołtarza przygo­towanego dla biskupa i zaczął czynić ludowi zarzuty bałwochwalstwa, dowodząc, że sakrament, który czcili; jest tylko chlebem. Zdziwiony tłum zachował się spo­kojnie, a Franka ujęto, obwiniając go o zamiar zabicia króla lub biskupa. Na ten zarzut odpowiedział śmiało, że to rzymscy katolicy właśnie pozwalają i dopuszczaj się królobójstwa, jak się to okazało we Francji, Belgji, Anglji; on zaś chciał jeno pouczyć lud a jednocześnie upomnieć biskupa, by zaniechał bałwochwalczego obrzę­du. Ponieważ liczne tłumy ludu słuchały z zajęciem i współczuciem obrony obwinionego,. wezwano je przeto do rozejścia się a Franka skazano na śmierć. Gdy wszelkie namowy, by powrócił do katolicyzmu, nie odniosły skutku, został w okrutny sposób stracony na dziedzińcu zamkowym o wczesnej godzinie. Morderstwo to, speł­nione na cudzoziemcu, któremu nie przysługiwały przy­wileje szlachty polskiej, wykazało, jak krwawo zazna­czyłoby się przywrócenie kościołowi. katolickiemu da­wnych jego wpływów, gdyby władza króla i jego do­radców nie była skrępowana tymiż przywilejami. Jezu­ici nie omieszkali skorzystać ze wzburzenia tłumów, wywołanego opowiedzianem wyżej zdarzeniem, by napaść na ewangelików. Dnia następnego po straceniu Fran­ka tłum, prowadzony przez wychowańców jezuickich, napadł na kościół protestancki w Wilnie, który zniszczył i spalił doszczętnie, popełniając gwałty na duchowień­stwie ewangelickiem. *)

 

––––––––––––––

*) Nie możemy pominąć okoliczności, odnoszącej się do tego wydarzenia, któ­rą słyszeliśmy w Wilnie jako tradycję, zachowaną śród protestantów tamtejszych. (idy rozjątrzony tłum wlókł po ulicach księży protestanckich, których zguba zda-, wała się nieuniknioną, przybyli w całym komplecie zakonnicy franciszkańscy i za­żądali wydania im protestanckich duchownych: ponieważ ci miewali kazania w pa­rafjach należących do ich klasztoru, a zatem im (mnichom) przynależy prawo są­dzenia i karania ich. Tłum usłuchał ich żądania, i księża protestanccy zostali za­prowadzeni do klasztoru franciszkanów, gdzie czekały ich nie męki inkwizycyjne, lecz miłosierna usługa dobrych samarytan. Ci chrześcijańscy zakonnicy obchodzili się z nimi z największą troskliwością i uzdrowionych ze skutków napaści sprowa­dzili w bezpieczniejsze schronienie. Poczuwamy się do obowiązku (a uważamy go za nader miły) wyjawienia tego dotychczas nieznanego faktu, tak chlebnego dla kościoła, nad którego błędami ubolewamy. Jesteśmy przekonani, że wiele po­dobnych rysów szlachetnego i chrześcijańskiego charakteru znalazłoby się śród na­szych katolickich współbraci, gdyby nie były zaniedbywane i może umyślnie tłumione przez antynarodowe stronnictwo, które je uważa za godne raczej nagany, niż po­chwały. Rzeczywiście bowiem w dziełach pisarzów katolickich znajdujemy każdy czyn nieprzyjazny, wykonany przeciw wyznaniom antyrzymskim, wychwalany ja­ko znakomity dowód pobożności chrześcijańskiej. **)

 

**) Zdaje się, iż przytoczone opowiadanie stosuje się do ocalenia księży ewangelickich przez Michała Puzynę, katolika, i okrycia ich w klasztorze franciszkanów w czasie pogromu 1682 r. za Jana III-go (Patrz „Zwiastun Ewang.“ 1901 r.: „Czterokrotne zburzenie zboru wileńskiego").

 

Dla usprawiedliwienia onych zajść okropnych jezuici wydali jednocześnie paszkwil, w którym , opisane powyżej zdarzenia przedstawili jako czyny bogobojne i chwalebne. Gdy jednak poczucie sprawiedliwości nie zanikło jeszcze u narodu tak dalece, ażeby podobne postępki zyskać miały powszechne uzna­nie, jezuici, spostrzegłszy się, wycofali swój paszkwil.

 

Prześladowania ewangelików w Lu­blinie i wielu innych miejscach.

 

Podobne temu zajścia wydarzyły się w Lublinie oraz w wielu innych miejscach, lecz nie będziemy ich tu opi­sywali, gdyż byłoby to tylko powtarzaniem tego, cośmy poprzednio opowiedzieli. Nie możemy jednak pominąć milczeniem sądowego morderstwa dokonanego na Janie Tyskiewiczu, mieszczaninie z miasta Bielska, które było własnością królowej Konstancji, arcyksiężniczki austrjackiej. Mieszczanin ów, będąc socynjaninem, odmówił w pewnym wypadku złożenia przysięgi w imię Trójcy Św.

 

Sądowe mor­derstwo Ty­skiewicza, mieszczanina z Bielska.

 

Oskarżony przed sądem, został niebawem uwolniony; lecz gorliwa królowa czyniła tyle zabiegów o ukaranie go, że nareszcie stracono go 16 listopada 1611 r.

 

Próby znie­sienia wolności druku.

 

Je­dnocześnie duchowieństwo rzymsko-katolickie starało się o zniesienie wolności druku, upatrując w niej nie­bezpieczeństwo dla swego panowania. W r. 1624 Bo­lestraszycki, , uczony szlachcic wyznania ewangelickie­go, przełożył i poświęcił siostrze królewskiej, księżni­czce Annie, ***) gorliwej protestantce, francuskie dzieło

 

––––––––––––––

***) Godne uwagi jest, że Anna, siostra Zygmunta III, była gorliwą pro­testantką, a wszelkie starania celem nawrócenia jej do wyznania rzymskiego, pod­ jęte przez monarchę, który ją wielce szanował i miłował, były daremne. Umarła w Strasburgu (Brodnicy), w Prusiech Królewskich, gdzie zwykle przebywała, w r.1626. Zygmunt prosił papieża o pozwolenie pochowania jej zwłok w grobach królewskich w Krakowie, lecz, wskutek odmowy, syn i następca jego Władysław IV kazał zwłoki pochować w Toruniu (r. 1636) według rytuału kościoła luterskiego z całym prze­pychem, należnym jej stanowi. Puffendorf w swej historji Szwecji opowiada, że matka Anny, Katarzyna Jagiellonka, będąc na łożu śmierci, tak się męczyła obawą przed czyścem, iż spo­wiednik jej, jezuita Warszewicki (znany autor), rzekł jej, że czyściec jest niczem innem jak bajką, zmyśloną dla prostego narodu. Słowa te, posłyszane przez młodą księżniczkę, stojącą za firanką przy łożu matki, doprowadziły ją do badania Pisma św., skutkiem czego nawróciła się do ewangelicyzmu.

 

 

„Nouveauté du papisme opposée a 1'antiquité du Chri­stianisme" (Nowość papiestwa, sprzeciwiająca się pier­wotnemu chrystjanizmowi), napisana przez Piotra du Moulins, sławnego teologa protestanckiego akademji w Sedanie. Biskup przemyski zawezwał wówczas Bo­lestraszyckiego przed trybunał lubelski, obwiniając go o bluźnierstwo. Wpływu duchowieństwa katolickiego wzmógł się już był do tego stopnia, iż wydano wyrok, skazujący pozwanego na utratę wszelkich praw. Cho­ciaż następny sejm unieważnił ten wyrok, lecz już sa­mo wydanie jego świadczy, jak dalece wsteczne były pojęcia ogółu wskutek wzmagającego się działania je­zuitów i ich stronnictwa.

 

Prześladowanie kościoła wschodniego w Polsce.

 

Losy kościoła wschodniego w Polsce ściśle złączo­ne były z losami wyznania ewangelickiego, gdyż jedno­czył ich wspólny opór, stawiany stronnictwu katolickie­mu, które wszystkich zarówno prześladowało. Jużeśmy opisali unję z Rzymem, przeprowadzoną na synodzie w Brześciu Litewskim 1596 roku, wynikły stąd ucisk opornych, jako też zabiegi czynione w r. 1599 przez dyzunitów i protestantów w celu połączenia się. Prawa i przywileje kościoła greckiego zostały uroczyście za­twierdzone na sejmach 1607 i 1609 roku; przytem dano im nowe rękojmie, a mianowicie: król obowiązany był rozdawać godności i urzędy na Rusi tylko wyznawcom kościoła wschodniego; majętności tego kościoła uznano za nienaruszalne; wyznaczono też sąd; złożony z członków obu wyznań, dla zapobiegania gwałtownym zajściom po­między katolikami a dyzunitami. Wpływ jezuitów uda­remniał, niestety, mądre te uchwały sejmowe, a Zy­gmunt III okazał się powolnem narzędziem w ręku uczniów Lojoli. Wbrew owym uroczystym zapewnieniom prześladowanie opierających się unji brzeskiej nie ustawa­ło ; tłómaczono je zaś tem, że, ponieważ synod greckiego wyznania urzędownie przyjął w Brześciu 1596 r. połą­czenie kościoła wschodniego z zachodnim, należy więc tylko biskupów unickich uważać za prawnych, dyzuni­tów zaś poczytywać za uzurpatorów. Rudzki, arcybiskup unicki, za swą gorliwość przezwany przez autorów rzym­sko-katolickich Atanazjuszem rusińskim, popierał unję przemocą i wielkim uciskiem przeciwnego stronnictwa, którego cierpienia wymownie opisał Melecjusz Smotry­cki, uczony teolog dyzunicki, w dziele swem pod tytu­łem: „Lament cerkwi wschodniej.“ *)

 

–––––––––––

*) Wydane w języku polskim 1610 r. w Wilnie. Przez pewien czas mnie­mano, że Smotrycki sprzyja protestantyzmowi, na który przeszło wielu szlachty i księży kościoła greckiego. Lecz Smotrycki pozostał wierny swej wierze i został arcybiskupem Połocka. Po długiej opozycji i on wreszcie poddał się Rzymowi. Patrz: Dykcjonarz historyczny autorów kościoła greckiego w Rosji i Polsce, przez Eugenjusza, metropolitę kijowskiego.

 

Bunt w Mohylowie, wywołany przymusem do unji brzeskiej.

 

Niezadowolenie śród ludu wschodnich części Rzeczypospolitej szybko się wzmagało, a mieszkańcy Mo­hylowa nad Dnieprem, zdający się początkowo ulegać unji z Rzymem; dali w r. 1618 pierwsze hasło do opo­ru : wydalili oni duchowieństwo unickie, zastępując je gre­ckiem, z liturgji zaś wykreślono imiona papieża i króla polskiego, zastępując je imionami patrjarchy konstantynopolitańskiego i sułtana tureckiego. Opór Mohylowa wywołał większą jeszcze surowość względem opierają­cych się unji, a wyrok sądowy 1619 roku skazał przy­wódców wspomnianego powstania na śmierć i zarządził, by wszystkie cerkwie miasta poddane zostały władzy arcybiskupa unickiego w Połocku.

 

Dyzunici zgromadzeni na synodzie w Kijowie­ obierają in­nych bisku­pów, niepodległych papieżowi.

 

Mimo to stronnictwo przeciwne Rzymowi nie dało się zgnieść, lecz, szukąjc środków obrony przeciwko przemocy, zgromadziło się w r 1620 na synod dyzunicki do Kijowa, obradując ta pod opieką Piotra Konaszewicza, hetmana kozaków ukraińskich; gorliwego stronnika kościoła wschodniego i wodza wsławionego podczas wojen Polski z Moskwą i turkami.. Na synodzie tym wybrano arcybiskupów ki­jowskiego i połockiego a także biskupów lwowskiego, przemyskiego i łuckiego, wyświęconych przez wracają­cego z Moskwy przez Kijów Teofanesa, patrjarchę Jero­zolimy. W taki sposób w kościele wschodnim w Polsce powstały dwie wrogie sobie hierarchje.

 

Józefat Kun­cewicz, arcybiskup poło­cki, prześladuje gwałtownie dyzuni­tów.

 

Jednocześnie prze­śladowanie dyzunitów prowadzone było z wielką suro­wością, w czem odznaczył się głównie arcybiskup po­łocki Józefat Kuncewicz, ślepo oddany sprawie rzymskiej, Jakkolwiek życie jego wolne było od wszelkiego zarzutu. Prałat ten, napotkawszy na opór mieszkańców swej djecezji; postępował z przeciwnikami swymi tak gwałtownie, że wzbudzał niepokój śród rozumniejszej części narodu polskiego.

 

Leon Sapieha upomina Kun­cewicza, by za­niechał prześladowania dyzunitów.

 

Leon Sapieha, kanclerz i wielki het­man litewski, jeden z najznakomitszych mężów stanu jakich Polska wydała, napisał do biskupa, przedstawiając mu w ostrych słowach niebezpieczeństwa mogąc wyniknąć z takiego postępowania, które nazywał równie niepolitycznem jak niechrześcijańskiem. *)

 

–––––––––––––

*) List ten nosi datę: Warszawa, 12 marca 1622 r. Przedstawiwszy ogólne rozjątrzenie, wywołane prześladowaniem, na które on zezwolił, i niebezpieczeństwo, jakie mogło z tego powodu wyniknąć. Sapieha mówi:

 

Przez nadużycie Twej wła­dzy i przez Twe czyny, które wypływają raczej z pychy osobistej i nienawiści, ani­żeli z miłości bliźnich, i przeciwne są prawom naszego kraju, Tyś rozniecił iskry niebezpieczne, które mogą wywołać wszystko trawiący płomień. Posłuszeństwo prawom kraju potrzebniejsze jest, niż związek z Rzymem. Źle pojęte rozkrzewie­nie tego związku szkodzi majestatowi panującego. Słusznie jest starać się, by był tylko jeden pasterz i jedna owczarnia, lecz trzeba też działać z zastanowieniem a nie stosować zasady coge intrare, która sprzeciwia się prawom naszym. Ponieważ Tobą rządzi nie miłość, lecz siła, nic dziwnego więc, że władza Twa trafia na opór. Zawiadamiasz mię, że życie Twe jest w niebezpieczeństwie; sadzę, że jest to własną Twą winą. Mówisz mi, iż powinieneś naśladować dawnych biskupów w ich cierpieniach: naśladowanie wielkich pasterzów jest rzeczywiście godne pochwa­ły, powinieneś naśladować ich pobożność, ich nauki i łagodność. Czytaj ich życio­rysy a nie znajdziesz, żeby oni mieli zanosić oskarżenia przed trybunałami Antjochji lub Konstantynopola, gdy tymczasem wszystkie sądy są zajęte Twemi oskarżeniami. Mówisz, iż musisz szukać obrony przeciw agitatorom : Chrystus, będąc prześladowany, nie szukał jej, lecz modlił się za swych prześladowców. Ty powinieneś podobnie czynić, zamiast rozsiewać zaczepne pisma lub wygłaszać groźby; takiego przykłada apostołowie nie dawali. Twoja Świątobliwość przypuszcza, iż może zni­szczyć „schizmatyków" i ściąć im głowy. Ewangelja uczy przeciwnie. Unja po­czyniła wiele szkody: zadajesz gwałt sumieniu i zamykasz kościoły, tak, iż chrze­ścijanie giną jak niewierni, bez nabożeństwa i sakramentów. Przywłaszczasz sobie autorytet monarchy, nie zapytawszy nawet o pozwolenie. Jeśli Twe postępowanie sprowadza zaburzenia, zaraz piszesz do nas, że trzeba wygnać z kraju przeciwników unji; niechajże Bóg broni, ażeby kraj nasz został zhańbiony taką zdrożnością ! Ko­gożeś nawrócił swą surowością? Odstręczyłeś wiernych dotychczas kozaków, prze­istoczyłeś owce w kozły, ściągnąłeś niebezpieczeństwo na kraj, a może nawet klę­skę na katolików. Unja nie zrodziła radości, lecz tylko niezgodę, kłótnie i zamie­szania. O wiele byłoby lepiej, gdyby jej nigdy nie było! Teraz donoszę Ci, że wskutek rozkazu królewskiego kościoły muszą być otwarte i oddane grekom, by odprawiali tam nabożeństwo. My nie bronimy żydom i mahometanom miejsca do nabożeństwa, Ty jednak zamykasz świątynie chrześcijańskie. Otrzymuję pogróż­ki ze wszystkich stron, że wszelka styczność z nami zostanie zerwana. Unja pozbawiła nas już Staroduba, Sewerji i wielu innych miast i fortec. Strzeżmy się, by unja ta nie sprowadziła waszej i naszej zguby“ i t. d.

 

List Sa­piehy daje nam dokładne wyobrażenie o gwałtach do­konywanych przez stronnictwo katolickie, jako też o szko­dliwej działalności jego dla państwa; lecz wpływ jezu­itów był już wówczas tak potężny, że usiłowania świa­tłego kanclerza, by powstrzymać wzrastające zło, speł­zły na niczem.

 

Witebszczani zamordowali Kuncewicza.

 

Kuncewicz nie ustawał w prześladowa­niach, dopóki mieszkańcy Witebska, którzy w wielu wypadkach złożyli dowody wierności swej dla korony pol­eskiej, nie wszczęli powstania i zamordowali zbyt gorliwe­go biskupa dnia 12 czerwca 1623 roku. Już w r. 1643 do­stąpił Kuncewicz zaszczytu kanonizacji. Jakkolwiek roz­ruchy powyższe nie były połączone z buntem przeciwko władzy świeckiej, jednakoż miasto surowo zostało uka­rane przez zebrany tam sąd pod przewodnictwem Leo­na Sapiehy, który daremnie usiłował zapobiedz temu smutnemu zdarzeniu.

 

Surowe uka­ranie tego zabójstwa.

 

Wyrokiem tego sądu skazano na śmierć dwóch burmistrzów witebskich i 18 głównych mieszczan, z których kilku uciekło, a wielu skazano na wy­gnanie, majtki ich zaś zabrano na rzecz skarbu koron­nego; ratusz i cerkwie dyzunickie zburzono, a miastu odebrano przywileje, które mu jednak zostały przywrócone pod następnem panowaniem. Umiarkowanie Sapiehy ograniczyło liczbę ofiar, których byłoby znacznie więcej, gdyby sprawowanie sądów nad burzycielami powierzo­ne zostało sprzymierzeńcom jezuitów. Surowy wyrok na witebszczan można usprawiedliwić potrzebą zacho­wania porządku publicznego i poszanowania dla praw. Lecz sprawiedliwość powinna być równomierna: gdy więc takie wysokie kary wymierzono na zabójców pra­łata, który prześladowaniem swem doprowadził mie­szczan do rozpaczy, należało też równie surowo karać tych, którzy samowolnie niszczyli cerkwie i mordowali duchowieństwo dyzunickie. Działo się przecież inaczej. Aliści ucisk wyznania greckiego wywołał także i śród ko­zaków Ukrainy częściowe powstanie, które jednak dało się tym razem jeszcze stłumić bez trudności; lecz przy­czyna niezadowolenia pozostała i 50 lat później spo­wodowała utratę tej ważnej dzielnicy Rzeczypospolitej.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1