ROZDZIAŁ VII.

Wojna domowa wywołana ogólną niechęcią przeciw królowi i jego doradcom.

 

Daremne starania akatolików, by drogą prawa otrzymać zadośćuczynienie za krzywdy doznane. – Zgon Jana Zamojskiego 1605 r. niweczy wszelkie nadzieje powstrzymania na drodze pokojowej reakcji katolickiej. – Ze­brzydowski przywódcą stronnictwa nieprzyjaznego królowi. – Rokosza­nie żądają od sejmu zadośćuczynienia za różne krzywdy. – Król dare­mnie stara się wejść w układy z rokoszanami. – Przygotowania króla i stronników jego przeciw rokoszanom; chwilowa zgoda stronnictw. ­Wznowienie rokoszu. – Król przeprasza senat za nieprawne postępowa­nie swoje, a sejm uchwala ustawy w myśl rokoszan i rozkazuje im złożyć broń. – Król idzie z wojskiem na rokoszan. – Bitwa pod Guzowem przegrana przez rokoszan 1607 r. – Przegrana bitwa pod Guzowem nie uśmierzyła rokoszu. – Rokosz uśmierzony w sposób pokojo­wy. – Przyczyny niepowodzenia rokoszu.        str. 109-100.

 

Daremne sta­rania akatoli­ków, by drogą prawa otrzy­mać zadośću­czynienie za krzywdy do­znane.

 

Konfederaci wileńscy starali się otrzymać zadość uczynienie za swoje krzywdy środkami konstytucją przewidzianymi; na sejmie więc 1603 r. usiłowali wywód potwierdzenie i uprawnienie swego związku. *) Na sejmie tym dysydenci, którym przewodniczył wojewoda wołyński Aleksander książę Ostrogski, obrządku wscho­dniego, nie żądali właściwie nic nowego, gdyż domaga­li się tylko zachowania ustanowionych praw i bezstron­ności króla w postępowaniu z różnowiercami. Wielki Zamojski popierał słuszne ich żądania, jako przywódca umiarkowanego stronnictwa katolickiego, które jezuici i zwolennicy ich przezwali: „katolikami politykującymi." Mimo to zamierzony przez dysydentów cel nie został osią­gnięty wskutek rozwiązania sejmu,**) co nie przyczyniło się bynajmniej do uspokojenia umysłów.

 

 

––––––––––––––

*) Summa vi hæretici foederationem snem lege publice stabilire contende­bant. Łubieński.

 

**) Wiadomo, że sejmy w Polsce mogły być rozwiązane przez veto jedne­go członka. Przywilej ten atoli nie był stosowany przed r. 1652, w którym sejm został rozwiązany przez veto Sicińskiego, posła epickiego. I przedtem jednakoż zdarzało się, że sejmy rozchodziły się, nie osiągnąwszy rezultatów, mianowicie przez wystąpienie członków, który, będąc niezadowoleni z monarchy lub dla innych przyczyn, opuszczali zgromadzenie i wracali do domów.

 

Zgon Jana Zamojskiego 1606 a niweczy wszelkie nadzieje po­wstrzymania na drodze po­kojowej reakcji katoli­ckiej.

 

Dalsze usiłowa­nia, podjęte w tym kierunku przez akatolików na sejmie 1605 r., również spełzły na niczem. Małżeństwo króla z arcyksiężniczką austrjacką powiększyło powszechną nie­chęć do Zygmunta, gdyż związek ten przeciwny był ży­czeniu narodu, lękającego się wpływu Austrji, której sprawę gorliwie popierali jezuici. W r. 1605 zmarł Za­mojski, mocno przeciwny zarówno związkowi temu jak i całej polityce Zygmunta Wazy, prowadzonej podług rad uczniów Lojoli. Zgon tego wielkiego patrjoty, któ­rego opór mógłby powstrzymać postępy złego bez ucie­kania się do wojny domowej jako do ostatniego środka, zniweczył ostatnie nadzieje uniknienia tej klęski.

 

 

               Przyczyny zamieszek, powstałych w Polsce między rokiem 1606 a 1608, były nie tylko religijne, lecz i po­lityczne. Znaczna liczba rzymskich katolików patrzała z przerażeniem na niebezpieczeństwa, jakiemi wzrasta­jący wpływ jezuitów, którzy otwarcie potępiali wolne ustawy, jakiemi się Polska rządziła, zagrażał zarówno oby­watelskim, jak religijnym swobodom. Między innymi je­zuita Piotr Skarga gorzko narzekał w kazaniach swych na swobodę, z jaką posłowie wyrażali na sejmach swe zdania. Wynikłe z tych powodów rozgoryczenie po­wszechne, które doprowadziło ludność do chwycenia się gwałtownych środków oporu, zostało umiejętnie wypo­wiedziane w sprawozdaniu, ogłoszonem w r. 1606 *) po polsku a streszczonem przez Thuanusa w następujących słowach:

 

–––––––––––

*) Łacińskie tłómaczenie tego pisemka było wydane w Niemczech 1609 r., a francuskie (tłómaczenie z łacińskiego) w Amsterdamie r. 1726 p. t. „Discours aux Grands de Pologne sur la nécessité de faire sortir les Jesuites du Royaume pour y rétablir l'union et la tranquillité, par un Seigneur Polonais." Księgozbiór księcia Sussex zawiera egzemplarz tego ciekawego traktatu.

 

Narzekania na jezuitów, które rozlegały się w roku zeszłym (1605), wypowiada tu autor w dłuższej rozprawie, zarzucając uczniom Lojoli czynne wtrącanie się do spraw świeckich i obwiniając ich o wywołanie zamieszek, wstrząsających wielu państwami przez długie lata. Początek wszelkiego zła przypisuje autor powy­żej wspomnianego pisemka soborowi Trydenckiemu, twierdząc, iż ten nic nie dodał do nauki wiary wyznawanej przez katolików we wszystkich częściach świata; że nie uchwalił w sprawie karności kościelnej żadnych nowych praw, któreby nie były już uchwalone na po­przednich soborach; wszelkie zaś inne zapadłe na sobo­rze Trydenckim uchwały nie miały innego celu nad po­mnożenie władzy papieża i jego dworu oraz zatwierdze­nie współczesnych ustaw, dążących do tego samego ce­lu, lecz nigdzie nie przyjętych; że ogłoszenie rozporzą­dzeń soboru tego w tymże celu przyśpieszono za nawo­wą jezuitów, którzy w sprawach religijnych więcej po­legają na sądach rozumu ludzkiego, niż na mądrości Bożej; że dla poparcia powyższego celu utworzono związ­ki i zawarto sojusze, a liczne córki domu austrjackiego zaślubiono książętom, których jezuici chcieli pozyskać dla swoich celów. Aczkolwiek za pomocą takich knowań ojcowie ci posiedli już Polskę, dążą oni jeszcze do wzmo­cnienia tam swego wpływu, do wprowadzenia hiszpań­skiej inkwizycji lub czegoś podobnego.

 

Dla osiągnięcia zaś tego celu starają się oni utrwalić rozporządzenia soboru Trydenckiego, skąd, jakoby z puszki Pandory, sypią się wszelkie klęski trapiące Europę. Wszelkie jednak zgubne następstwa nieszczęsnych uchwał tego soboru niczem były w porównaniu z ową wyłącznością praw, jakich domagali się jezuici i do których otrzymania dą­żyli tak chytrze, iż ta przebiegłość ich stawała się gro­źną dla szlachty polskiej i wszystkich narodów, przywią­zanych do praw i swobód przekazanych nam przez przod­ków. Przyczyną wszelkich niepokojów w państwie by­ło tylko postępowanie jezuitów, gdyż oni układnością i wielką zdolnością wywierania wpływu na umysły mo­żnowładców poddawali ich swej woli, czego wynikiem, było, iż, udając przywiązanie do Polski i dbałość o jej korzyści, mieli w swych rękach miecz obosieczny, któ­rego rękojeść trzymały dwory rzymski i hiszpański, od których zależni byli uczniowie Lojoli. W tem właśnie tkwi przyczyna wielkiej dla nich pobłażliwości i ustępstw ze strony stolicy apostolskiej oraz odwagi, z jaką oni, li­cząc na poparcie kurji rzymskiej, przyrzekają wszystko, przechwalając się, że dla nich niema nic niemożliwego.

 

Wciskają się na dwory monarchów, a zostając ich spo­wiednikami, kierują czynnościami rządów wedle wła­snych widoków a często z wielką szkodą dla panujących. Oni to pozbawili korony i życia króla polskiego Henry­ka Walezego, kiedy wrócił do Francji, aby tam objąć w posiadanie tron swoich przodków; oni to nakłonili Batorego, księcia Siedmiogrodu, bratanka króla polskie­go, do powzięcia szkodliwych zamysłów względem swo­ich poddanych, wskutek czego; straciwszy tron, musiał się usunąć do życia prywatnego; ich to rady sprowadzi­ły w Anglji, za panowania Elżbiety i Jakóba I, straszne spiski i knowania, których wynikiem było tylko rozdra­żnienie umysłu panującego a zarazem pogorszenie bytu katolików. Jezuici, mający kolegja w Wenecji, Padwie i innych miastach podległych rzeczypospolitej Weneckiej, doradzali niedawno papieżowi, by wyklął tę rzeczpospo­litę, a jednocześnie starali się podburzyć inne zakony. Ponieważ jezuici posiadają w Polsce wiele bogatych szkół, zachodzi przeto obawa, że będą się starali tutaj przeprowadzić swoje zamysły, jak to uczynili we Wło­szech, Francji i wielu innych krajach, gdzie książęta nie strzegli się ich dość pilnie.

 

Zamojski, magnat od­znaczający się cnotami, wielkiem przywiązaniem do oj­czyzny i zamiłowaniem nauk, zupełną miał słuszność, nie dopuszczając zakonu tego do nauczania w akademji, którą założył w Zamościu; miał bowiem prawo sądzić, że nie są oni zdolni do wykształcenia młodzieży ani do wychowania jej zgodnie z obyczajem narodowym. Przy­kład tego wielkiego człowieka powinien służyć Polakom za dowód przekonywający, jak błędne jest rozpowsze­chnione między nimi przeświadczenie, jakoby nauki nie mogły kwitnąć bez jezuitów. Ponieważ więc zakon ten, szkodliwy dla Rzeczypospolitej, nie jest zdolny do wychowywania młodzieży, przeto dla zachowania wewnę­trznego spokoju winien rząd Polski wydalić go stąd wyrokiem uroczystym“ itd.

 

Zebrzydowski przywódcą stronnictwa nieprzyjazne­go królowi.

 

               Takie to niewątpliwie były przyczyny, które między latami 1606-1608 wywołały w Polsce powszechne nie­zadowolenie, chociaż prawdopodobne jest, że na przy­wódców przeciwnego królowi stronnictwa wpłynęły tak­że powody osobiste. Gdy niechęć w narodzie wzrosła do tego stopnia, iż objawiła się w otwartym oporze prze­ciw władzy królewskiej, wtedy na czele niechętnych stanął Zebrzydowski, wojewoda krakowski. Był on najzaufańszym przyjacielem Zamojskiego. Przypuszczano powszechnie, że kanclerz na łożu śmierci wypowiedział mu swoje poglądy i plany co do stanu, w jakim znaj­dował się wówczas kraj wskutek nieprawnego postępo­wania króla. Ponieważ Zebrzydowski był wiernym, choć wolnomyślnym, wyznawcą kościoła rzymsko-katolickiego, przeto wybór jego na przywódcę dowodził braku zmysłu politycznego śród dysydentów. Liczba tychże niewątpli­wie znacznie zmalała w ciągu ostatnich lat dwudziestu wskutek stałego zwrotu ku katolicyzmowi. Jednakże, gdyby książę Ostrogski przyłączył się był do nich i sta­nął na ich czele, wówczas szala przechyliłaby się pod jego wpływem na ich stronę, i tym sposobem wymogliby na królu bezwarunkową zgodę na zadośćuczynienie ich żądaniom. Niewyraźne jednak stanowisko, jakie książę zajął w tym wypadku, można uważać za główną przy­czynę niepowodzenia rokoszu.

 

Rokoszanie żądają od sej­mu zadośću­czynienia za różne krzy­wdy.

 

Pierwsze hasło do zbrojnego oporu dała szlachta województwa krakowskiego zebrawszy się pod dowództwem Zebrzydowskiego dnia 7 marca w Proszowicach, gdzie uchwalono zwołać po­wszechne zgromadzenie szlachty do Stężycy, aby tam domagać się usunięcia krzywd. W zbrojnym tym zje­ździe czyli rokoszu *) przyjęła udział szlachta groma­dnie, a kilku przywódców ewangelickich: Janusza Ra­dziwiłła, podczaszego litewskiego, Stanisława Stadni­ckiego, Adama Gorajskiego i Marcina Broniewskiego **) wysłano na sejm do Warszawy, aby przedstawili zaża­lenia swoich współwyznawców. Na sejmie tym uskar­żali się oni na niebezpieczne dla całości. państwa usiło­wanie wprowadzenia do Inflant katolicyzmu; narzeka­li na przewlekłe spory między państwem a kościołem rzymskim; użalali się na ograniczenie praw akatolików; zarzucali duchowieństwu katolickiemu, iż się wyłamuje z pod sądów świeckich i praw narodowych. Jedno­cześnie przedstawili też wiele skarg czysto politycznych.

 

 

––––––––––

*) Rokosz był to zbrojny opór władzy królewskiej, dozwolony konstytu­cją, jeżeli król, nie bacząc na napominania senatu, gwałcił prawo. Pacta conventa, które królowie polscy zaprzysięgali, wstępując na tron, przewidywały taką opo­zycję. Były one zawarte po raz pierwszy w przysiędze Henryka Walezego, zło­żonej dnia 17 września 1673 r. w kościele Notre Dame w Paryżu. Treść ich była: Et si, quod absit, in aliquibus juramentum meum violavero, nullam mihi inclytæ regni omniumque dominiorum utriusque gentis (polaków i litwinów) obe­dientiam prestare debebunt. Immo ipso facto eos ab omni fide, obedientia regi debita liberos facio, absolutionemque nullam ab hoc meo juramento a quoquam petam neque ultro oblatam suscipiam. Sic me deus juvet. - Słowa te pozostały nadal w pacta conventa. Zauważyć należy, że król stanowczo oświadcza, że nie będzie szukał zwolnienia z przysięgi - zastrzeżenie uczynione głównie z obawy, aby Henryk nie przyjął od papieża zwolnienia od swej przysięgi względem pro­testantów. Powyższe warunki zawarte w pacta conventa były lepiej określone przez sejmy 1607 i 1609 r., które uchwaliły w artykule de non praestanda obedientica, że zbrojny opór stawiany będzie monarsze tylko wtedy, gdyby wszy­stkie środki konstytucyjne daremnie były zastosowane, aby go nawrócić na drogę obowiązku; w przeciwnym bowiem razie opór taki byłby zdradą.

 

**) „Hæreticorum anta-signorum, powiada Łubieński.

 

Król darem­nie stara się wejść w ukła­dy z rokosza­nami.

 

Senat starał się wytłómaczyć króla, który, spostrzegłszy niebezpieczeństwo, wysłał jezuitę Skargę, aby wszedł z Zebrzydowskim w układy. Okazało się to jednak bez­skutecznem, a gdy stronnictwo przeciwne królowi nie osiągnęło zadośćuczynienia swym żądaniom, wówczas książę Radziwiłł ze wszystkimi niemal posłami litewskimi opuścił sejm i przystąpił do rokoszu. Dnia 4 czerwca odbyło się w Lublinie nowe zbrojne zgromadzenie szla­chty w liczbie stu tysięcy; marszałkiem rokoszan obra­no księcia Radziwiłła i polecono zbieranie wojska jemu, Adamowi Gorajskiemu i Stanisławowi Stadnickiemu. Ten ostatni, acz doświadczony żołnierz, był jednak człowiekiem złych obyczajów. Takie przedsięwziąwszy środki obrony, wyprawiono następnie poselstwo do króla z żądaniem, aby poprawił błędy swego panowania, prze­strzegał ściśle prawa a także przyznał się otwarcie do winy i przeprosił naród na zgromadzeniu ogólnem, które miało się zebrać w Sandomierzu dnia 6 sierpnia. Naka­zano też, by każdy szlachcic stawił się tam, pod groźbą utraty przywilejów swego stanu. Książę Ostrogski zjechał do Lublina ze znaczną liczbą wojska, lecz nie brał żadnego udziału w burzliwych obradach rokoszan.

 

Przygotowa­nia króla i stronników jego przeciw rokoszanom ; chwilowa zgo­da stronnictw.

 

Gdy się królowi nie powiodły układy z rokoszanami wydał on rozkaz wielkiemu hetmanowi koronnemu Żółkiewskiemu, *) aby ściągnął wojsko rozłożone w południowo-wschodnich częściach kraju, co też hetman uczynił, przyprowadzając trzy tysiące dobrze wyćwiczonego żołnierza. Takąż liczbę zbrojnych zgromadzili Potoccy; którzy z kilkoma magnatami ze stronnictwa królewskie­go połączyli się z Żółkiewskim, a wierna Zygmuntowi szlachta zawiązała w Wiślicy konfederację dla podtrzymania sprawy króla. Tymczasem liczne zastępy ochotnicze rokoszan zmniejszały się coraz bardziej, gdyż wie­lu z należącej do nich szlachty wracało do domów; skutkiem czego, gdy przyszło do spotkania pod Janowcem nad Wisłą, okazało się, że stronnictwo króle­wskie o tyle jest silniejsze, iż Zebrzydowski był zmu­szony przeprosić króla, a rozstrząsanie skarg odłożono do przyszłego sejmu, który miał się zgromadzić dnia 9 maja 1607 r.

 

––––––––––––

*) Żółkiewski był jednym z najwznioślejszych charakterów w Polsce. Zginął w bitwie z tarkami w r. 1620.

 

Chwilowe to zwycięstwo Zygmunta nie stłumiło je­dnak powszechnego niezadowolenia; i rokoszanie, nie cze­kając na zebranie się sejmu, zgromadzili się w Jędrze­jowie. *) Zjazd ten zwołali Zebrzydowski i Radziwiłł, któ­rych znów orano na przywódców, a gdy ilość uczestni­ków zjazdu doszła do znacznej liczby, postanowiono ze­brać wojsko i wymódz naprawę krzywd. Niektórzy z ro­koszan zamyślali nawet o złożeniu Zygmunta z tronu a wybraniu miasto niego Gabrjela Batorego, księcia Sie­dmiogrodu a bratanka zmarłego króla Stefana.

 

–––––––––––

*) Miasto w województwie krakowskiem.

 

 

Wznowienie rokoszu.

 

Tymczasem zebrał się w Warszawie sejm, który, dla zapobieżenia wojnie domowej, wyznaczył komitet dla roz­patrzenia skarg rokoszan. Ponieważ komitet ten, będąc pod wpływem stronnictwa królewskiego, nie mógł być bezstronny i dowiódł tego też postanowieniem, iż, gdyby oskarżyciele nie zdołali dowieść winy monarsze, sami ule­gną karze, z czego widać, że nie był on skłonny nawet do przypuszczenia, iż Zygmunt może być tu winien. Ro­koszanie jednak zaprzeczyli temu trybunałowi prawomo­cności i odmówili złożenia broni, żądając, aby król dał rękojmię, że spełni ich żądania, z których najważniejsze były: wypędzenie jezuitów, usunięcie z otoczenia króle­wskiego niemiłych osobistości i pewne ograniczenia wła­dzy królewskiej.

 

Król przeprasza senat za nieprawne postępowanie swoje, a sejm uchwala ustawy w myśl rokoszan i rozkazuje im złożyć broń.

 

Ponieważ rokoszanom sprzyjało wielu członków sejmu a okoliczność ta wywarła silne wrażenie na Zygmuncie i jego doradcach, przeto król wręczył senatowi, złożonemu z 15 wojewodów i 25 kasztelanów, swoją obronę, a dnia 28 maja 1607 r. przyjęto wnioski, mające na celu naprawę krzywd religijnych i politycznych.

 

Według zapadłych wówczas uchwał, król przyrzekał nie wpływać na obiór swego następcy; rada senatorska mia­ła stale czuwać nad postanowieniami panującego; cudzo­ziemcom nie wolno było nadawać godności i urzędów, które należało przyznawać tylko według zasług osobistych, bez względu na. wyznanie; opłaty biskupów przy objęciu przez nich stolic ich urzędowania miały być wnoszone do skarbu narodowego; bez względu na wolę papieża; sprawy sądowe o dziesięcinę, dobra ziemskie i inną wła­sność, stanowiącą poprzednio majątek kościoła rzymsko­katolickiego, która przeszła potem w posiadanie ewan­gelików, zawieszone być miały na czas nieograniczony. Sprawy tyczące się dóbr kościelnych i majątku ducho­wieństwa miały być rozstrzygane przez sądy zwykłe; sądy mieszane jako też odwoływania się do Rzymu miały zostać zniesione; wyznawcy kościoła wschodniego mieli otrzymać najzupełniejsze zabezpieczenie swych praw.

 

Kró1 idzie z wojskiem na rokoszan.

 

Po przyjęciu powyższych ustaw sejm oświadczył, iż dalsze trwanie przy rokoszu byłoby zdradą stanu i we­zwał ponownie przeciwników króla do złożenia broni. Gdy jednak rokoszanie odrzucili wezwanie sejmu, król wystąpił z doborowem wojskiem, złożonem przeważnie z wysłużonych żołnierzy Zółkiewskiego i Chodkiewicza. Powstańcy szli ku Warszawie w liczbie zaledwie 7000, gdyż wielu ze szlachty najgłośniej gardłującej opuściło dla rozmaitych przyczyn obóz, powracając do domów. Siły rokoszan zmniejszyły się jeszcze przez odstąpienie Stadnickiego, który uprowadził z sobą 500 jazdy. Oba wojska spotkały się nad brzegiem Pilicy, która je roz­dzielała. Wojska królewskie, pod osłoną dział, przeszły przez rzekę; ale, zbliżywszy się do swych przeciwników, zaczęły się z nimi bratać, nie zważając na rozkazy Zół­kiewskiego, by rozpocząć bitwę; poczem zażądali pogo­dzenia się z nimi i wybrali z pośród siebie kilku mężów dla zbadania przyczyn niezgody domowej. Zebrzydowski, zamiast skorzystać z pomyślnych okoliczności, ze­psuł wszystko, dając wojsku rozkaz, by odstąpiło celem połączenia się z oddziałem nadchodzącym mu właśnie na pomoc; zamierzał bowiem zwrotem niespodzianym opanować Kraków. Opuszczone w taki sposób wojsko królewskie obraziło się, a. powróciwszy do swego obo­wiązku, przyrzekło dowódcom naprawić błąd swój na po­lu bitwy. Stojący na czele licznego oddziału, ks. Ostrog­ski mógł przechylić zwycięstwo na jedną lub drugą stro­nę, lecz nie wywarł żadnego wpływu na losy bitwy, pozostając bezczynnym.

 

Bitwa pod Guzowem przegrana przez roko­szan 1607 r.

 

Dnia 6-go lipca 1607 r. stoczono bitwę pod wsią Guzowem. Rokoszanami dowodzili : pośródku Zebrzydowski, a na skrzydłach Radziwiłł i Her­burt; wojskom królewskim przewodniczyli: pośrodku bra­cia Potoccy, a na skrzydłach Żółkiewski i Chodkiewicz. Na początku bitwy szczęście sprzyjało rokoszanom, po­mimo że wojska królewskie przewyższały ich liczbą, kar­nością, doświadczeniem i zdolnościami swoich przywód­ców. Radziwiłłowi udało się złamać skrzydło dowodzo­ne przez Chodkiewicza, a oddział jego żołnierzy zna­lazł się nawet w pobliżu namiotu królewskiego. Zy­gmunt jednak pomimo przestróg, któremi starano się skłonić go, aby się schronił w inne miejsce, pozostał na stanowisku, a ten dowód jego odwagi znacznie się przy­czynił do pomyślnego dlań wyniku bitwy, którą roko­szanie przegrali głównie przez tchórzostwo czy zdradę jednego ze swych dowódców, nazwiskiem Łaszcz, któ­ry, zamiast pomódz Herburtowi, pierwszy dał hasło do ucieczki. Rokoszanie zostali rozproszeni, a dwaj z po­między główniejszych ich przywódców, Herburt i Pęko­sławski, zostali wzięci do niewoli i na śmierć skazani; wyroku tego jednak na nich nie wykonano.

 

Przegrana bitwa pod Guzowem nie uśmierzyła rokoszu.

 

Pomimo po­rażki swej, powstańcy bynajmniej nie uważali się za ostatecznie pokonanych: Radziwiłł ogłosił niebawem wybór no­wego króla, a Zebrzydowski ukrył się, wyczekując, aby woj­ska królewskie się rozeszły, i wystąpił w pole, gdy tylko Potoccy odeszli z wojskami swemi do południowo-wscho­dnich województw. Surowość i samowola, jaką w tym wypadku okazał król i jego doradcy, posłużyła sprawie rokoszan; gdyż wielu z tych, którzy poprzednio popiera­li króla przeciwko nim, teraz usunęli się od niego, nie chcąc się przyczyniać do niebezpiecznego dla swobód narodowych wzmocnienia władzy królewskiej. Stronni­ctwo królewsko-jezuickie ostatecznie nie zdołało przepro­wadzić reakcji krwawymi środkami, do których ducho­wieństwo katolickie okazywało widoczną skłonność, ze­brawszy się w r. 1607 na synod do Piotrkowa, gdzie oświadczyło, iż wydane na ostatnim sejmie zabezpiecze­nie swobód religijnych i politycznych uważa się za nie­istniejące.

 

Rokosz uśmie­rzony w spo­sób pokojowy,

 

Następnego, 1608 r. obwieszczono powszechną amnestję, a sejm z r. 1609 zatwierdził

swobody, zapewnione na sejmie majowym 1607 roku.

 

Przyczyny niepowodzenia rokoszu.

 

Rokosz, przez następne wypadki zupełnie usprawiedliwiony, nie osiągnął swego celu z powodu, że stronnictwa biorące w nim udział nie były dostatecznie spo­jone. Stronnictwo ewangelickie, dość jeszcze silne, aby stanąć na czele tego ruchu, poddało się dowództwu umiarkowanego katolika, którego poglądy za mało były wy­raźne, aby obudzić gorliwość współuczestników rokoszu. Drugie stronnictwo, obawiając się tak wzrastającego wpły­wu jezuitów jak i samowolnych dążności króla, chciało zachować swobody swych współobywateli innych wyznań, aby tem samem zapewnić sobie swobody własne; nie miało jednak zamiaru zrywać swej zawisłości od Rzymu ani usuwać króla od tronu. Stąd też wynikały między ro­koszanami gwałtowne rozprawy, których następstwem był brak stanowczości w postępowaniu. Najważniejszą jed­nak przyczyną niepomyślnego wyniku rokoszu była, ja­keśmy to już nadmienili, chwiejność księcia Ostrogskie­go, który, gdyby się był przyłączył ze swem stronnictwem, składającem się ze szlachty obrządku wschodnie­go, zadałby królewskiej sprawie cios śmiertelny. Ostrog­ski był jedynym właściwym dowódcą dysydentów, od czasu, gdy ci postanowili bronić swych praw siłą oręża. Gdyby więc wspomniany książę stanął był na czele tego ruchu, mógłby zdobyć koronę polską dla siebie. Brak przecież stanowczości, jaki zdradzał tak w politycznych jak i religijnych zasadach, czynił go niezdolnym do zajęcia stanowiska przywódcy, do czego zdawał się być przeznaczony zarówno przez  swe wielkie bogactwa jak i przez nieograniczony wpływ, jaki wywierał na mie­szkańców Rusi. Z tego więc, cośmy wyżej przytoczy­li, łatwo wywnioskować, że rokosz nie powiódł się dla braku określonego celu i odpowiedniego dowódcy.

­

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

 

Hosted by www.Geocities.ws

1