ROZDZIAŁ
VI.
Próby połączenia wyznania
ewangelickiego z kościołem Wschodnim.
Kościół wschodni. – Teologowie greccy proponują
połączenie się z husytami. – Zamiana listów między patrjarchą
konstantynopolitańskim a teologami luterskimi.– Usiłowania Zygmunta celem
połączenia kościoła greckiego z rzymskim. – Synod w Brześciu Litewskim r. 1594
uchwała połączenie kościoła greckiego z rzymskim. – Synod w Brześciu Litewskim
r. 1506 zatwierdza połączenie z Rzymem.– Uchwale tej sprzeciwia się większość
szlachty i duchowieństwa ruskiego. – Szkodliwe następstwa unji Brzeskiej dla
Polski. – Próby połączenia kościoła greckiego z protestantami w Polsce. –
Zjazd w Wilnie dla połączenia kościoła ewangelickiego ze wschodnim. –
Zapytania postawione przez ewangelików duchownym kościoła wschodniego na
zjeździe 1599 r. w Wilnie. – Pierwsze spotkanie duchownych ewangelickich z
greckimi – Drugie spotkanie duchownych ewangelickich z greckimi. –Odroczenie
ugody. – Artykuły wiary obu wyznaniom wspólne. – Konfederacja szlachty
greckiego i ewangelickiego wyznania. – Wyliczenie krzywd wyrządzonych już
podówczas niekatolikom. str.
89-109.
Kościół wschodni.
Jakkolwiek - cesarz Jan Paleolog
na soborze we Florencji 1438 r. kościół wschodni poddał stolicy apostolskiej,
przecież większość wyznawców tego kościoła nie chciała zgodzić się na to
połączenie i walczyła przeciw przewadze Rzymu, nie bacząc nawet na opłakany
stan, w jaki wpadł kościół wschodni przez zdobywcze postępy państwa
ottomańskiego.
O Teologowie greccy proponują połączenie się z husytami.
W 1451 roku przybył do Czech
poseł wyznawców kościoła greckiego w Konstantynopolu ze zleceniami, które,
piętnując unję Florencką jako odstępstwo od prawdy, wzywały husytów do połączenia
się z kościołem wschodnim. Zamiar ten został jednak udaremniony w kilka lat
później przez nałożenie państwu greckiemu jarzma Islamu. W XVI wieku w czasie
rozwoju reformacji, ewangelicy niemieccy znowu zwrócili uwagę swe ku
Wschodowi, a Paweł Dolscius przełożył 1551 r. wyznanie augsburskie na język
grecki i wydrukował je r. 1559 w Bazylei. Cesarz Maksymiljan II wyprawił w r.
1573 do Konstantynopola posła swego, barona Ungnada von Weissenwolfa, gorliwego
protestanta, który zabrał ze sobą kapelana swego Stefana Gerlacha, teologa
luterskiego a później profesora w Tubindze, biegłego w języku greckim.
Zamiana listów między patrjarchą konstantynopolitańskim a teologami
luterskimi.
Uczony Marcin Crusius, profesor
tegoż uniwersytetu, dał Gerlachowi po grecku pisane polecenia do Jeremjasza,
patrjarchy konstantynopolitańskiego, który przyjął poselstwo uprzejemie. Gdy
Gerlach, po długim pobycie w Konstantynopolu, lepiej zapoznał się z
patrjarchą, Crusius i Jakób Andreas, również teolog z Tubingi, posłali mu grecki
przekład wyznania augsburskiego, który Gerlach dnia 24 maja, 1575 r.
przedstawił patrjarsze. Ten, przejrzawszy owo dzieło, dał je do przeczytania
kilku swym duchownym i przyrzekł dać, po głębszem zastanowieniu się, odpowiedź
na piśmie, który wspomniani teologowie Crusius i Andreas otrzymali dopiero 15
maja 1678 r. W odpowiedzi tej nazywa ich Jeremjasz uczonymi germanami a swymi
duchowymi synami; sam zaś, mianując siebie powszechnym patrjarchą nowego
Rzymu, zachęca ich do ścisłego połączenia się z kościołem greckim.
Teolodzy tubindzcy wysłali dnia 6
czerwca 1577 r. odpowiedź swoje na list patrjarchy, który ten otrzymał dnia 4.
marca 1578 r, w Tessalonice, gdzie zatrzymał się wówczas przy objeździe swej
djecezji. Donosząc tedy w maju tegoż roku o otrzymaniu powyższego listu, przyrzekł
odpowiedzieć nań, co też uczynił w następnym, t. j. 1579 r. Wyrażając swój
pogląd na różnice zachodzące między wyznaniami luterskiem a greckiem, upomina
teologów tubindzkich, aby się z kościołem wschodnim połączył. Wkrótce potem
Jeremjasz złożony został z urzędu, a Gerlach wrócił do Niemiec wraz z posłem
cesarskim. Mimo jednak te niekorzystne okoliczności, profesorowie tubindzcy
odpisali na drugą odpowiedź patrjarchy w czerwcu 1580 r., ubolewając nad jego
nieszczęściem i broniąc wyznania augsburskiego. Jeremjasz odpowiedział
luteranom po raz trzeci w grudniu 1581 roku, dziękując im za dochowanie
przyjaźni w nieszczęściu, lecz prosił zarazem, by zaniechali rozpraw
teologicznych, gdyż widzi, że nie dadzą się przekonać dowodzeniami
najświatlejszych nawet przedstawicieli kościoła wschodniego. Na to
profesorowie tubindzcy odpowiedzieli, że szanuje ojców kościoła o tyle, o ile
nauka ich zgadza się z Pismem Świętem i że maje nadzieję, iż patrjarcha
dojdzie w końcu do przeświadczenia, że -wyznanie augsburskie oparte jest na
Piśmie. Zdaje się, iż od tego czasu nie zamieniono już więcej listów w tym
przedmiocie, pomimo iż wyznanie augsburskie zostało przełożone na język
nowogrecki przez Michała Kantakuzena, oraz na język gruziński, wskutek rozkazu
jednego z książąt tego kraju. *)
––––––––––––
*) Patrz Friese, „Beitriäge“ II,
182 i nast. Czerpie on te szczegóły, z „Acta et Scripta Theolog. Würtenbergens.
et Patriarchae Constantinopolit. Hierimiae ab anno 1576 usque ad annum 1588, de
Augustana confessione, quæ inier se miserant,“ gracce et latine ab iisdem
theologis elita Wittenb. 1584. Korespondencja ta między patrjarchą
Konstantynopola a teologami w Tubindze wywołała niemałe wrzenie śród rzymskich
katolików. Była wprawdzie prowadzona potajemnie, ale Sokołowski, uczony teolog
katolicki, podówczas kanonik krakowski i kapelan króla Stefana Batorego,
spotkał we Lwowie archimandrytę greckiego, imieniem Teolipta, który go
powiadomił, że konfesja augsburska, przetłómaczona na język grecki, przesłana
została do Konstantynopola, i że luteranie pragną połączenia z kościołem
wschodnim. Tenże archimandryta przyrzekł zaraz po swym powrocie do
Konstantynopola przesłać Sokołowslaemu kopję odpowiedzi patrjarchy, co też
uczynił w r. 1581 przez księdza ormjańskiego. Sokołowski przełożył ową
odpowiedź na język łaciński i wydał ją wraz z niektóremi uwagami w r. 1582 w
grekowie. Tenże pisarz wydał następnego roku swe spostrzeżenia nad repliką
przez teologów w Tubindze daną na ostateczną odpowiedź patrjarchy Jeremjasza.
Te napaści, jako też wiele innych, pochodzących z Niemiec, skłoniły Crusiusa do
ogłoszenia w- swej obronie dokumentów, odnoszących się do owej korespondencji
w dziele, zawierającem wiele cennych wiadomości, tyczących się ówczesnego
położenia greków pod władzą turecką p. t. „Turcograseia libri octo a Martino
Crusio in Academia Tubingensi, (~-raeco et Latino professore utraque lingua
editi, quibus Græcorum status, sub imperio Turcico in Politica et
Ecclesiastica OEconomia et Scholis jam inde ab amisso Constantinopoli ad harc
usque tempom luculenter describitur. Basiliæ, 1584." Wywołało to
nowe napaści ze strony Sokołowskiego, Gorskiego, znakomitego katolika
polskiego, i wielu niemców.
Usiłowania Zygmunta celem połączenia kościoła greckiego z rzymskim:
W Polsce Zygmunt III gorliwie
popierał połączenie kościoła greckiego z rzymskim, co mu się w części powiodło.
Przy pomocy sławnego jezuity Possewina udało się królowi zwołać do Brześcia
Litewskiego 1590 r synod duchowieństwa greckiego dla naradzenia się nad
zamierzonem połączeniem. Lecz gdy synod na unję zgodzić się nie chciał,
namówił Possewin czterech biskupów: łuckiego, pińskiego, chełmskiego i
lwowskiego do zawarcia umowy celem popierania tej unji w tajemnicy przed
metropolitą kijowskim Michałem Rahozą, który sprzeciwiał się połączeniu. W tym
czasie patrjarcha konstantynopolitański Jeremjasz II, odwiedziwszy w r. 1588
Moskwę, gdzie wyświęcił patrjarchę, zwiedził też kościoły greckie w Polsce.
Rozejrzawszy się w ówczesnem położeniu naszego kraju pod względem religijnym,
a niezadowolony z przyjęcia, jakiego doznał od metropolity kijowskiego, wydał,
powróciwszy do Konstantynopola, rozporządzenie, pozbawiające Rahozę jego
godności. Wiadomość o tem postanowieniu wywołała wielkie oburzenie śród
duchowieństwa greckiego w Polsce, ale ułatwiła stronnictwu rzymsko - katolickiemu
urzeczywistnienie swoich zamysłów, gdyż czterech owych biskupów greckich
umocniło się w zamiarze połączenia się z Rzymem, a metropolita kijowski
zaniechał w tym względzie swego oporu. Dla łatwiejszego wykonania planu trzeba
było poparcia człowieka zdolnego i ogólnie szanowanego. Znaleziono go w osobie
Adama Pocieja, kasztelana brzesko-litewskiego, grecko-katolickiego wyznania,
który należał do znakomitego rodu i odznaczał się wielu zdolnościami. Namówiono
tedy Pocieja, aby, zrzekłszy się godności senatorskiej, wstąpił do klasztoru,
coby mu dało prawo zostania archierejem.
Synod w Brześciu Litewskim r.1594 uchwala połączenie kościoła greckiego z
rzymskim.
Usłuchawszy tej rady, obrany
został biskupem włodzimierskim greckiego obrządku. Jego to wpływ posunął
naprzód sprawę połączenia dwóch wyznań, a metropolita kijowski zwołał w tym
celu cyno do Brześcia Litewskiego na dzień 2 grudnia 1594 r Zgromadzeniu temu
przewodniczył Bernard Maciejowski biskup łucki wyznania rzymsko-katolickiego,
jako zastęp ca legata papieskiego. Metropolita i biskupi greckiego obrządku, w
nadziei otrzymania miejsc w senacie, zgodzili się na zamierzone połączenie. W
początku następnego roku 1595 wyprawili oni Pocieja i Terleckiego, greckiego
biskupa z Łucka, w poselstwie do króla do Krakowa, a stamtąd, zaopatrzonych w
listy polecające i w znaczną ilość pieniędzy, do papieża do Rzymu.
Synod w Brześciu Litewskim r. 1696 zatwierdza połączenie z Rzymem.
Przyjęci przez papieża Klemensa
VIII z poważaniem wielkiem, po krótkich rozprawach, zaprzysięgli unję
Florencką 1438 r., na mocy której przyjęli następujące, zasady wiary :
pochodzenie Ducha Ś-go od Ojca i Syna, czyściec i zwierzchnictwo papieża;
zatrzymując natomiast język słowiański w nabożeństwie, sposób odprawiania
nabożeństwa podług przepisów obrządku greckiego, karność kościelną podług
zasad kościoła wschodniego i małżeństwo księży. Gdy wyżej wymienieni biskupi
wrócili do Polski w r. 1596, król rozkazał, zwołać synod dla ogłoszenia i
wprowadzenia unji przez .nich uskutecznionej. Synod ten zebrał się dnia 6
października tegoż roku do Brześcia Litewskiego, gdzie przybyli nietylko duchowni,
ale też niektórzy dostojnicy oraz szlachta kościoła greckiego, tudzież ludzie
innych wyznań. Metropolita kijowski i ci z pośród biskupów, którzy na synodzie
z r. 1594 zgodzili się na unję, podpisali ją teraz; poczem; złożywszy
Wszechmocnemu dzięki za nawrócenie do kościoła katolickiego, rzucili klątwę na
wszystkich opierających się połączeniu temu.
Uchwale te sprzeciwia się większość szlachty i duchowieństwa ruskiego.
Większość wszakże szlachty
obrządku greckiego z księciem Konstantym a Ostrogskim, wojewodą kijowskim, na
czele, nie chciała się zgodzić na to połączenie; a książę zwołał liczne zgromadzenie
szlachty oraz duchowieństwa swego kościoła, które wyklęło biskupów, którzy unję
Brzeską doprowadzili do skutku.
Szkodliwe następstwa unji Brzeskiej dla Polski.
Jako smutne następstwa owego
połączenia wymieniamy tu : wprowadzenie niezgody do kościoła greckiego w
Polsce i zniechęcenie do rządu licznych zwolenników patrjarchy
konstantynopolitańskiego, których prześladowali stronnicy Rzymu, popierani
przez władzę królewską.
Wiadomo, iż wielu stara się usprawiedliwić
wprowadzenie unji względami na bezpieczeństwo kraju, przedstawiając ją jako
środek wzmocnienia jedności państwowej i utwierdzenia Rusi w jej wierności dla
Polski. Wypadki dziejowe zadają przecież kłam owym twierdzeniom : Polska;
panując nad miljonami ludu ruskiego, wyznającego zasady kościoła wschodniego,
dopóki nie tknęła ich wiary, miała w nich wiernych i pełnych poświęcenia
poddanych, a wielu wojowników polskich, którzy odznaczyli się w walkach z
Moskwą, było gorliwymi wyznawcami obrządku greckiego. Po upływie niewielu lat
od zatwierdzenia unji kozacy ukraińscy zaczęli się burzyć przeciw panowaniu
Polski, co wywołało krwawe wojny, które zakończyły się zupełnem ich odłączeniem
od Rzeczypospolitej. Twierdzimy przeto, iż przeprowadzone pod naciskiem
stronnictwa rzymskiego połączenie kościelne obfitowało w zgubne dla naszego
kraju następstwa, czego będziemy mieli sposobność dowieść niejednokrotnie.
Próby połącienia kościoła greckiego protestantami w Polsce.
Wspominaliśmy już, że książę
Ostrogski wysłał w r. 1595 pełnomocnika swego z listem do synodu ewangelickiego
w Toruniu. Synod ustnie ułożył się z wysłańcem księcia, aby książę zwołał
zgromadzenie ewangelików i greckich katolików dla zawarcia sojuszu, celem
wspólnej obrony od prześladowania ze strony rzymskich katolików. Przez kilka
lat następnych przeszkadzały wykonaniu tego zamiaru różne okoliczności, aż nareszcie
z początkiem 1599 r. Andrzej Leszczyński, wojewoda brzesko-kujawski, zjechał
się w województwie ruskiem z Krzysztofem Radziwiłłem, wojewodą wileńskim, i
księciem Ostrogskim. Trzej ci panowie postanowili zwołać do Wilna zjazd
duchowieństwa trzech wyznań ewangelickich oraz duchowieństwa obrządku greckiego
na dzień 15 maja tegoż roku, dla omówienia warunków ugody
religijno-politycznej: Leszczyński napisał do Tarnowskiego, seniora braci
czeskich, wzywając go do Wilna na czas oznaczony. Tarnowski, aczkolwiek
dopiero co przebył ciężką chorobę, chętnie zastosował się do tego żądania i
udał się do Wilna wraz z Mikołajewskim, seniorem wyznania helweckiego na
Kujawach, i Erazmem Glicznerem. W drodze przedstawił swym towarzyszom
następujące uwagi: 1) Ponieważ wezwani jesteśmy do Wilna dla zawarcia umowy z
wyznawcami kościoła wschodniego, trzeba więc, abyśmy, zapominając wzajemnych
uraz, niewzruszenie trwali przy ugodzie Sandomierskiej, zalecając ją słowem i
czynem. 2) Ponieważ między wyznawcami kościoła helweckiego a luteranami w
Wilnie panują wielkie nieporozumienia, wywołujące codzienne a powszechne zgorszenie,
należy więc to zło zawczasu usunąć. 3) Ponieważ zbory luterskie w Wilnie
dotychczas wzbraniały się przystąpić do ugody Sandomierskiej, Erazm Gliczner
obowiązany jest nakłonić je do tego. 4) Gdy rozpoczną się rozprawy z
duchowieństwem greckiem, powinniśmy działać wspólnie i zgodnie, ażeby się nie
przedstawić źle tym, z którymi będziemy się starali połączyć. Erazm Gliczner i
Mikołajewski pochwalili te wnioski, przyrzekając Tarnowskiemu działać według
jego wskazówek.
Zjazd w Wilnie dla połączenia kościoła
ewangelickiego ze wschodnim.
Przybywszy do Wilna dnia 14 maja,
trzej duchowni ewangeliccy powitani zostali w imieniu księcia Ostrogskiego
przez Marcina Broniewskiego *) i Krzysztofa Pawłowskiego. Nie było jeszcze w
Wilnie księcia Radziwiłła i Andrzeja Leszczyńskiega, teologowie protestanccy
nie mogli przeto wszczynać rozpraw z duchowieństwem kościoła wschodniego.
Oczekując na rozpoczęcie się obrad, Tarnowski przygotował 12 punktów do
omówienia z wyznawcami greckiego obrządku. Wnioski jego, przyjęte przez kilku
duchownych ewangelickich, przedstawiono księciu Ostrogskiemu, który, poleciwszy
zrobić z nich wyciąg, oddał go pod rozwagę duchowieństwa greckiego w formie
następujących zapytań:
––––––––––––––
*) Marcin Broniewski, uczony
protestant, który przyjmował czynny udział na synodzie w Toruniu, był
sekretarzem króla Stefana Batorego i wysłany był przez niego z misją
dyplomatyczną do Krymu. Wydał on znakomite dzieło p, t. „Martini Bronovii de
Tartaria“ etc.
Zapytania po stawione przez ewangelików
duchownym kościoła wschodniego na zjeździe 1699 r. w Wilnie.
1) Czy wyznawcy greccy poprzestają na prawdziwem
Słowie Bożem, objawionem w Starym i Nowym Testamencie; czyli, dokładniej
mówiąc: czy przyjmują to, co napisali Mojżesz, prorocy, ewangeliści i
apostołowie; czy wierzą, iż pisali z natchnienia Ducha Ś-go; czy uznają pisma
ich za wystarczające ludziom dla nauki, upomnienia, naprawy i ćwiczenia się w
sprawiedliwości oraz za wystarczające do udoskonalenia człowieka, do usposobienia
go do dobrych uczynków i doprowadzenia do mądrości ku zbawieniu przez wiarę?
2) Czy, mając zaufanie do prawowierności dawnych
teologów, gotowi jednak są uznać różnicę poglądów ich na niektóre przedmioty
wiary, ze względu na jasne Słowo Boże?
3) Czy uważaliby za swój obowiązek poprawić według
słów Bożych to, coby w nauce ich sprzeciwiało się tym słowom?
4) Czy poczytują za swych braci i współczcicieli
jednego Boga tych wszystkich, którzy, stosując się w nabożeństwie swem i w
czynach do Słowa Bożego, uważają wrogów Jezusa Chrystusa i Słowa Bożego za antychrystów?
5) Czy chcą, dla wzajemnej pomocy we wspólnych
krzywdach i dla opierania się antychrystowi i sługom jego, połączyć się, według
przepisów Jezusa Chrystusa, z tymi, którzy, zadowalając się prawdziwem Słowem
Bożem, poddają się całkowicie jego prawom i nauce; którzy za głowę kościoła i
jedynego pasterza uważając Chrystusa, przyjmują sakramenta według Jego
ustanowienia, uznają powagę pierwszych soborów powszechnych a w świętych,
uczonych mężach, których dzieła zgadzają się z Pismem Świętem, widzą swych
nauczycieli, posłanych przez Boga ku pożytkowi i zbudowaniu kościoła?
Pierwsze spotkanie duchownych ewangelickich z greckimi.
Z powodu rozmaitych okoliczności
spotkanie między duchowieństwem ewangelickiem a greckiem odbył się dopiero dnia
24 maja w pałacu księcia Ostrogskiego. Ewangelicy, wszedłszy na salę posiedzeń,
zastali tam już Łukasza, metropolitę białogrodzkiego, Izaaka, ihumena
klasztoru dubieńskiego, i archidjakona dubieńskiego Gedeona. Sposób, w jaki
powitali oni protestantów, nie obiecywał dla zamierzonego sojuszu nic dobrego,
gdyż ihumen Izaak, podając rękę Tarnowskiemu, rzekł: „Witam was, aczkolwiek
Pismo Święte zabrania nam powitań z heretykami.“ Tarnowski skromnie odpowiedział
na to, dziwne przyjęcie, wyrażając jeno zdumienie, iż Izaak uważa ich za
heretyków, jakkolwiek ich nigdy przedtem nie widział. Książę Ostrogski, jako
przewodniczący zgromadzenia, rozpoczął obrady przemową w języku ruskim, w
której zapewniał w imię Boga i swego sumienia, że niczego bardziej nie pragnie,
jak wzajemnego porozumienia i zgody między tymi, którzy uznają jedną Głowę
kościoła, to jest Chrystusa, i głoszą Jego ewangelję. Zgoda, miła będąc Bogu,
przyczyniłaby się do utrzymania jedności i dopomogłaby do obrony przeciw
sługom antychrysta. „Gdyby mi Bóg dozwolił - kończył książę swą przemowę - dożyć tej
pociechy, bym doczekał zawarcia tak pożądanego sojuszu między naszym kościołem
greckim a waszymi zborami ewangelickimi, chętniebym umarł nazajutrz.“ Gliczner podziękował
księciu za troskliwość o chwałę Boża, nadmieniając, że ewangelicy polscy nader
chętnie przystąpią do porozumienia z duchowieństwem greckiem a nawet, gdyby to
było rzeczy możebną, gotowiby zawrzeć ugodę z kościołem wschodnim. Mowę Glicznera
przerwał Łukasz term słowy: „Płonna jest nadzieja wasza, iż my opuścimy
nasze wyznanie, aby się z wami połączyć; połączenie to byłoby tylko wtedy
możliwe, gdybyście wy wyrzekli się swojej wiary a przyjęli naszą; innego środka
niema.“
Słowa te, rozwiewając na samym początku rozprawy wszelką nadzieję połączenia,
rozgniewały księcia, który surowo upomniał duchowieństwo greckie, a zwracając
się do protestantów, rzekł: „Jeżeli nasi duchowni sprzeciwią się zgodzie z
wami, zdołamy ją i bez nich przeprowadzić i zachować między sobą wzajemną
miłość braterską.“ Następnie Tarnowski wypowiedział w długiej mowie, że, aczkolwiek wschodni
kościół nie jest całkowicie wolny od błędów, jednakże wiele zasad jego nauki
zbliża go do wyznań ewangelickich, jako to, iż za głowę kościoła uznaje Jezusa
Chrystusa, nie zaś rzymskiego antychrysta; wiele też zasad jego zgadza się z
Pismem Świętem i z poglądami ewangelików. „Bóg wzywa nas - mówił Tarnowski - do wspólnego
połączenia się przeciw prześladującym nas wrogom, zwolennikom antychrysta.
Będę uważał za pomyślny ten dzień, w którym Bóg dozwoli mnie i braciom moim
wspólnie z wyznawcami kościoła greckiego - obradować nad sprawą naszego
zjednoczenia. Oświadczam we własnem i braci moich imieniu, iż gotowi jesteśmy
połączyć się nietylko z wami, zamieszkującymi państwo Polskie, lecz i z tymi,
którzy znajduj się w Grecji i w Moskwie; aby dojść z wami do porozumienia w
sprawie zasad wiary i obrządków kościoła, na podstawie Pisma Świętego. Jeżeli
przeto dowiedziecie nam, że w nauce naszej jest cokolwiek, coby się nie
zgadzało z Pismem Świętem, chętnie to odrzucimy; natomiast, gdybyśmy w waszej
nauce znaleźli coś sprzeciwiającego się tej podstawie naszej wiary, wy ustąpić
powinniście wobec prawdy i połączyć się z nami. Aczkolwiek nie możecie
rozstrzygać stanowczo w tej sprawie bez odwołania się do patrjarchy konstantynopolitańskiego,
lecz przy pomocy Bożej możemy rozpocząć to dzieło, gdy zgromadzi się tu więcej
przedstawicieli stron obu. Pragnęlibyśmy się przeto dowiedzieć, jak wy te
nasze braterskie zamiary przyjmujecie i co o nich sądzicie.“
Następnie zabrał głos
Mikołajewski, przemawiając w tymże duchu. Wypowiedziawszy kilka zdań w tym
przedmiocie, zakończył: „Papiści zbłądzili właśnie w tem, w co wierzą
wyznawcy greckiego kościoła zgodnie z Pismem Świętem i z protestantami.” Po tych mowach książę
Ostrogski podziękował duchowieństwu ewangelickiemu za jego usposobienie
pojednawcze i dobre chęci do zgody z kościołem wschodnim. Ihumen Izaak i archidjakon
Gedeon złożyli Wszechmocnemu dzięki za sposobność zbliżenia się ich z
protestantami we wzajemnej miłości, przez którą, według słów Chrystusa, poznaje
się wiernych Jego wyznawców. Izaak w długiej przemowie dowodził, że kościół
wschodni zgadza się z ewangelickim w tem, że za jedyną głowę kościoła uważa
Chrystusa a za podstawę wiary Stary i Nowy Testament, pisma ojców kościoła i
pierwsze siedm soborów powszechnych. Wkońcu Izaak powiedział, że duchowieństwo
greckie nie może stanowczo przystępować do połączenia się z ewangelikami bez
upoważnienia patrjarchów konstantynopolitańskiego i aleksandryjskiego,
którzy, jak przypuszczał, nie będą się temu opierali. Następnie wszyscy obecni
powstali, podając sobie ręce na znak braterskiego między sobą sojuszu, a, jeden
z duchownych greckiego wyznania rzekł do protestantów: „Dałby Bóg,
abyście się poddali powadze patrjarchy dla pożytku waszego kościoła." Lecz książę Ostrogski
upomniał owego duchownego temi słowy: „Jakże możesz przypuszczać, by ci,
którzy odmówili posłuszeństwa papieżowi, uledz zechcieli patrjarsze, którego
władza o wiele jest mniejsza od papieskiej !“
Drugie spotkanie duchownych ewangelickich z greckimi. Odroczenie ugody.
Dalsze rozprawy w tym przedmiocie
odłożono *) do przybycia Andrzeja Leszczyńskiego, wojewody brzesko-kujawskiego,
który stawił się dnia 27 maja w towarzystwie Grzegorza z Żarnowca i dwu innych
duchownych. Turnowski niezwłocznie uwiadomił ich o wyniku rozpraw z
duchowieństwem greckiem, a następnego dnia
––––––––––––
*) w czasie tej przerwy
teologowie protestanccy zajęci byli sprawami zboru reformowanego w Wilnie, w
którym panowało wiele niezgody i zgorszenia. Zaburzenia wywołane zostały przez
jezuitów, który tak sobie zjednali Popowskiego, kapelana kościoła
reformowanego, że polecał członkom swego zboru, by dzieci swe posyłali do ich
szkół. Prócz tego duchowni protestanccy przygotowywali się do dysputy
publicznej z jezuitami, spowodowanej następującą okolicznością : W czasie
dyskusji między protestantami i grekami, którą opisaliśmy, Jan Pasz, marszałek
dworu zamku wileńskiego, który z protestanta stał się gorliwym katolikiem,
wszedł do sali posiedzenia i oświadczył, że jezuici gotowi są dowieść błędu
protestantom. Książę Ostrogski wyjawił życzenie słyszenia takiej dysputy.
Protestanccy duchowni przyjęli wezwanie, a Pasz podjął się zarządzenia
polemicznego spotkania. Kilka dni później napisał do E. Glincznera,
oświadczając, że spełnił przyrzeczenie, i jednocześnie posłał list sławnego jezuity
Marcina Śmigleckiego (Śmiglecki jest autorem rozprawy o logice, której używano
dłuższy czas w szkołach różnych krajów i która przedrukowana została w
Oksfordzie 1658 r.), proponujący miejsce i sposób prowadzenia dyskusji. Odbyła
się ona 2 czerwca w pałacu królewskim: katolików rzymskich bronił Śmiglecki,
protestantów zaś - Mikołajewski, Janicki i Gracjan, z których ostatni opisał
to zebraniu. Obecnych było około 4000 osób, pomiędzy któremi pięciu książąt,
kilku wojewodów i kasztelanów. Posiedzenie trwało sześć godzin. Zbytecznem
chyba dodać, że nie osiągnięto żadnego rezultatu i że obie strony rościły
pretensje do zwycięstwa.
wszyscy duchowni, tak ewangeliccy jak i wyznania
greckiego, zgromadzili się w pałacu księcia Ostrogskiego. Oprócz tego księcia
obecni tam byli: Andrzej Leszczyński, wojewoda kujawski; Krzysztof Radziwiłł,
wojewoda wileński; Jerzy Radziwiłł, wojewodzic nowogródzki; Jan Abrahamowicz,
wojewoda smoleński; Krzysztof Zenowicz, wojewoda brzesku-litewski, i niektórzy
inni ze szlachty. Duchownych greckich było dziesięciu. Ponieważ jednak bez
zezwolenia patrjarchy konstantynopolitańskiego nie można było zawierać ugody,
odczytano więc tylko, jako wstęp do niej, 18 następujących zasadniczych
poglądów, na które zgodzili się zarówno ewangelicy jak i wyznawcy kościoła
wschodniego. Oświadczono, iż wierzą wspólnie i uznają:
Artykuły wiary obu wyznaniom wspólne.
1) że Pismo Święte jest źródłem prawdy i nauki o zbawieniu;
2) że Bóg jest jeden w trzech osobach;
3) że te trzy osoby różne są, aczkolwiek jednakie co do swej istoty, a
żadna z nich (podług nicejskiego wyznania wiary) nie jest wyższa od innych;
4) że streszczenie wiary, zwane symbolem, jest podstawą prawdziwej wiary i
nabożeństwa;
5) że Chrystus, Syn Boga żywego, poczęty z wieczności, jest Bogiem jednej z
Ojcem natury, a człowiekiem, jako narodzony na świat z Marji panny dla naszego
zbawienia;
6) że Chrystus, oddawszy się Bogu Ojcu na ofiarę za nas, doskonale zapłacił
śmiercią Swą za grzechy nasze ;
7) że Bóg nie jest ani przyczyną ani twórcą złego ;
8) że wszyscy ludzie poczęci są i zrodzeni w grzechu pierworodnym;
9) że odpuszczone są grzechy tym, którzy, żałując za nie, prawdziwie się
nawracają;
10) że wierni chrześcijanie obowiązani są spełniać dobre uczynki;
11) że Chrystus tylko jest głową kościoła widzialnego i niewidzialnego;
12) że urzędy duchowne potrzebne są kościołowi Bożemu dla udzielania
sakramentów i głoszenia Ewangelji ;
13) że małżeństwo księży nie jest wzbronione ;
14) chrztu należy udzielać niemowlętom;
15) wieczerzy Pańskiej należy udzielać wszystkim wiernym pod dwiema postaciami;
16) Pismo Święte nie wspomina o istnieniu czyśca jako miejsca przejściowego
pobytu dusz dla zadośćuczynienia sprawiedliwości Bożej po śmierci człowieka;
17) że Chrystus, wstąpiwszy na niebiosa, siedzi po prawicy Boga Ojca
wszechmogącego, skąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych;
18) że jako szczęśliwość wiernych po śmierci jest wieczna, tak też i kara
potępieńców nie będzie miała końca.
Turnowski postawił wniosek, by,
dla porozumienia się co do artykułów wiary, w których zachodziły różnice
między wyznaniem kościoła wschodniego a ewangelickiem, zbierały się corocznie
synody naprzemian greckie i protestanckie. Wszelako -duchowieństwo wyznania greckiego,
pomimo wszelkich usiłowań księcia Ostrogskiego, który chciał je nakłonić do
powzięcia wspólnych postanowień, uchyliło się od tego, tłómacząc się, że bez
upoważnienia swej zwierzchności duchownej nie może roztrząsać żadnych pytań
odnoszących się do wiary. Zaledwie zdołano wymódz na nich obietnicę, że ani
słowem ani pismem nie będą występowali przeciw zamierzonemu połączeniu wyznań,
odkładając wszelkie publiczne roztrząsanie tego przedmiotu do czasu, kiedy
otrzymają odpowiedź od patrjarchów swego kościoła z Konstantynopola i
Aleksandrji, do których teologowie ewangeliccy dnia 4 i 6 czerwca także
wystosowali listy w tym przedmiocie. *) Ponieważ tedy przeprowadzenie ugody
między kościołem wschodnim a wyznaniem ewangelickiem okazało się niemożebne bez
upoważnienia patrjarchy
––––––––––
*) Friese mówi, że odpowiedź
patrjarchy konstantynopolitańskiego przejęli jezuici; odpowiedź zaś Meletiusa,
patrjarchy Aleksandrji, z dnia 24 listopada 1800 r., jako też list do Marcina
Broniewskiego, który się zapoznał z nim w czasie swych podróży na Wschód,
doszły do miejsca swego przeznaczenia. Nic jednak nie: wspomina o treści tych
listów. Patrz jego „Beiträge," II, 252.
Konfederacja szlachty greckiego i ewangelickiego wyznania.
konstantynopolitańskiego, przeto szlachta obu
wyznań zawarła między sobą sojusz, czyli konfederację, mającą na celu wspólną
obronę swych praw i swobód a właściwie ścisłe utrzymanie uchwał konfederacji z
dnia ó stycznia 173 r., będących podstawą praw Rzeczypospolitej. Należy przeto
związek ten uważać jako zachowawczy w najlepszem tego słowa znaczeniu, wolny
od wszelkiego zarzutu co do zasad i patrjotyczny w swych dążeniach.
Wyliczenie krzywd wyrządzonych już podówczas niekatolikom.
Aby dać wyobrażenie o
prześladowaniach, na jakie wówczas już narażeni byli wyznawcy obrządków
akatolickich, pomimo iż prawa krajowe stawiały ich zupełnie na równi z
wyznawcami kościoła rzymskiego, przytoczymy tu wyciąg z aktów wspomnianej
wyżej konfederacji:
„Zburzono wielką liczbę
kościołów naszych, zborów i domów modlitwy, a gwałtom owym towarzyszyły
rabunki, rozlew krwi, morderstwa i wszelkie okrucieństwa; a wszystko to
wykonywano z niesłychaną radością i bez litości tak nad żywymi jak i nad
umarłymi. Duchowieństwo katolickie, występujące jednocześnie jako strona i
jako sędziowie, zabrało nam wiele kościołów na mocy nieprawnych wyroków,
zapadłych wskutek tajnych przesłuchiwań świadków; nie poprzestając na tem, chcą
takimiż środkami jeszcze więcej nas skrzywdzić. W wielu miejscach wzbroniono
nam zebrań religijnych, zakazano uczęszczania na nabożeństwa i odprawiania
pogrzebów, jak również innych obrządków chrześcijańskich; zakazano też
budowania kościołów i domów modlitwy. Duchowieństwo nasze: proboszcze, kapelani,
nauczyciele i kaznodzieje prześladowani są za swe przywiązanie do naszego
wyznania i bywają przedmiotem zniewag, potwarzy i napaści we własnych swoich
domach, z których ich wyrzucają, rabując ich mienie. Pozbawiają ich spadków,
chwytają na gościńcach i w miastach należących do dóbr koronnych, trzymają w
ścisłem więzieniu, biją, mordują, topi; na miejsce ich zaś narzucają nam
pasterzy, których my uważamy za niegodnych tego urzędu w naszym kościele,
ponieważ wypowiedzieli oni posłuszeństwo patrjarsze konstantynopolitańskiemu.
Takie rzeczy działy się w wielu kościołach greckich, które, aczkolwiek podległe
rozporządzeniom Najjaśniejszego Pana, nie są przecież na tej podstawie poddane
sądom kościoła rzymskiego.“
(Tu następują skargi na
popieranie tych duchownych, którzy, usunąwszy się z pod władzy patrjarchy
konstantynopolitańskiego, poddali się papieżowi i wrogo występują wobec
wiernych swemu dawnemu wyznaniu.)
„Duchowieństwo
rzymskie nietylko gwałci osoby i miejsca poświęcone nabożeństwu, lecz krzywdzi
też ludzi świeckich, a zwłaszcza mieszczan, wyłączając ich dla wyznania ze
związków kupieckich a nawet wyrzucając ich, pod rozmaitymi pozorami, z ich
własnych domów; zarzuca ono nieprawe pochodzenie potomstwu zrodzonemu z małżeństw
błogosławionych przez naszych duchownych. Podstępem odbierają rodzicom władzę
wydawania za mąż córek, stosownie do ich woli; ludzi, zawierających małżeństwa
bez zezwolenia duchowieństwa rzymskiego, wtrącają do więzień, a sprawy
majątkowe, wynikłe z zawarcia związków małżeńskich, starają się wytaczać przed
sądy duchowne.“
Dalszy ciąg tego aktu w następujących słowach
stwierdza, iż prześladowanie ze strony wyznawców kościoła rzymskiego zaczęło
dosięgać stanu rycerskiego innych wyznań, pomimo, że szlachta, bez różnicy
wyznania, wiernie służy ojczyźnie i królowi:
„Przez knowania duchowieństwa katolickiego jesteśmy, z
przyczyny naszego wyznania, wyłączeni z senatu, urzędów, starostw i t. p., a
nawet w służbie wojskowej nie jesteśmy stawiani na równi z katolikami
rzymskimi. Nawet w sprawach osobistych, w których chodzi o zapewnienie sobie
dobrobytu i ustalenie szczęścia, doznajemy krzywd ustawicznych; a gdy się na
nie uskarżamy, prosząc, by zaprzestano nam je wyrządzać, nietylko że nie
otrzymujemy żadnego zadośćuczynienia, lecz nadomiar złego znosić musimy
szydercze i pogardliwe ich obejście, a na skargi nasze najczęściej wcale nie
zwracają uwagi. Prawnego zadośćuczynienia, zastrzeżonego nam ustawą
konfederacji z r. 1573, otrzymać nie możemy; duchowieństwo katolickie głośno
wypowiada w swych pismach a świeccy przy wyborach do sejmów i w sądach, że
postanowień konfederacji owej nie uważają za prawo państwowe i że mają sobie
za obowiązek sumienia odmawianie go nam. Postępowaniem takiem podali w pogardę
i zniszczyli jedyny łączący nas z nimi węzeł zgody, miłości, zaufania i
pokoju, jaki ustanowili i utrzymywali przodkowie nasi i my w ich następstwie,
zasłużywszy sobie tem śród sąsiednich narodów na sławę mądrości. Przez wzgląd
na ów węzeł znosiliśmy liczne krzywdy nasze cierpliwie i w nadziei, iż ci,
którzy nam je wyrządzali, ostatecznie wymierzą nam sprawiedliwość. Gdy jednak
oni w miejsce oczekiwanego przez nas zadośćuczynienia dają nam wspomniane wyżej
odpowiedzi a wielu z tych, którzy się od nas odłączyli (a takich jest coraz
więcej!), dodaje do tego zniewagi i groźby; gdy jednocześnie przepowiadają nam,
że nabożeństwa nasze za kilka lat będą zniesione; gdy napadają na nas
gwałtownie w kazaniach swych, wskazując rozmaite sposoby zniszczenia nas, a
lud podżegają przeciwko nam obietnicą błogosławieństwa; gdy zastanawiamy się
nad tworzonymi związkami religijnymi katolików i innemi ich knowaniami,
pochodzącemi z nienawiści ku nam ; gdy spostrzegamy wielką pobłażliwość ich dla
naszych krzywdzicieli i obdarzanie ich rozmaitemi godnościami i urzędami; gdy
zamiast ulgi w ucisku doznajemy uciemiężenia coraz większego, tak że obawiać
się możemy (od czego niechnas Bóg uchroni !) otwartego a okrutnego prześladowania,
na podobieństwo tych, które się przytrafiały w innych państwach za sprawą tych
samych narzędzi, jakiemi działają we wszystkich sprawach państwowych naszego
kraju: ze względu więc na to wszystko jesteśmy zmuszeni, nawet wbrew naszemu
życzeniu, pomyśleć o własnem bezpieczeństwie i zapobiedz, aby nas nie spotkało
podobne prześladowanie. Spełnić to musimy z tem większem staraniem i
ostrożnością, iż od tego zależy nietylko własne nasze dobro, lecz także
bezpieczeństwo i dobro całego naszego kraju, jako też zapewnienie wszystkim
praw i swobód, a nawet utrwalenie i pomnożenie chwały Bożej. Zważywszy to
wszystko, my, wyznawcy wiary greckiej i ewangelickiej, nalegamy na zachowanie
zasadniczych praw naszej ojczyzny, mianowicie ustaw ogólnej konfederacji
warszawskiej, święcie przez nas zachowanych, bez względu na tych, którzy od
nich odstąpili. Oświadczamy jednocześnie, że gotowi i chętni jesteśmy
postępować zgodnie z temi ustawami, z miłością, dobrą wolą i braterską
uczciwością względem wszystkich wyznawców kościoła katolickiego, którzy ową
ustawę zachowują, a nie wątpimy, iż takich znajdzie się jeszcze wielu!"
Oczywistem jest przeto, iż
konfederacja Wileńska, zawiązana w r. 1599 przez wyznawców kościoła wschodniego
a ewangelikami wszystkich trzech obrządków połączonych w Sandomierzu była
ściśle zachowawcza: nie miała bowiem innego celu nad obronę zasadniczych praw
państwa przeciw zgubnym knowaniom jezuitów i ich stronnictwa, którzy, w
usiłowaniu zniesienia owych praw, zamierzali dokonać niebezpiecznego przewrotu
ustaw krajowych. Taż sama konfederacja postanowiła bronić wolności wyznań
narodu wszelkimi prawnymi i konstytucyjnymi sposobami, a gdyby to się okazało
bezskutecznem, odeprzeć przemoc siłą, „albowiem - twierdziła ona słusznie - na
wypadek gwałtu każdy powinien śpieszyć z pomocą drugiemu tak, jak się to
dzieje w czasie pożaru.“ Dla zapewnienia tedy opieki wyznawcom niekatolickim i
skutecznej obrony ich przed wzmagającym się coraz uciskiem, wybrano z pomiędzy
senatorów i najbardziej wpływowej szlachty wyznań greckiego i ewangelickiego
pewną liczbę osób, zwanych „prowizorami," których obowiązkiem była
usilna obrona zarówno kościoła jak instytucyj i osób ich obrządku przeciw
zamachom rzymskich katolików: *)
Konfederacja powyższa, wykazując
potęgę stronnictwa akatolickiego w Polsce, zapewniła mu kilka lat spokoju.
–––––––––––––
*) Następująca lista wskazuje,
jak wiele rodzin szlacheckich kraju należało w owym czasie bądź to do kościoła
wschodniego, bądź do protestanckiego. Ze szlachty, wyznającej wiarę kościoła
wschodniego, wybrano jako prowizorów: księcia Konstantego Ostrogskiego,
wojewodę kijowskiego, księcia Aleksandra Ostrogskiego, wojewodę wołyńskiego,
księcia Gregorza Sanguszkę Koszyrskiego, kasztelana lubaczowskiego, książąt
Michała i Adama Wiśniowieckich, księcia Koreckiego, księcia Cyryla Różyńskiego,
księcia Horskiego, księcia Bogdana i Jana Sołomiereckich, księcia Puzynę (wiele
rodzin litewskich, noszących tytuł książęcy, pochodzi albo z linji pobocznej
Jagiellonów, jak Sanguszkowie, Czartoryscy i t. d., albo od Rurykowiczów, który
panowali na Małej i Czerwonej Rusi oraz w Moskwie i tam wygaśli z Fedorem,
synem Iwana Wasiljewicza Groźnego, w r. 1579. Radziwiłłowie godność książęcą
otrzymali od cesarza Karola V) i panów: Zahorowskiego, Kierdeja, Tryznę i
Lubońskiego. Z protestantów następujący senatorowie obrani zostali: książę
Krzysztof Radziwiłł wojewoda wileński, Andrzej Loszczyński, wojewoda
brzesko-kujawski, Jan Abrahamowicz, wojewoda smoleńeki, Krysztof Zenowicz,
wojewoda bresko-litewski, Fabian Cema, wojewoda malborski, Jan Rozrażewski,
kasztelau poznański, Jan Zborowski, kasztelan gnieźnieński, Mikołaj
Naruszewicz, kasztelan żmudzki, Jakób Czaplic, kasztelan kijowski, Jan Korsak,
kasztelan połocki, Jan Zenowicz, kasztelan witebski, Piotr Dorohostajski,
kasztelan miński, Piotr Niszczycki, kasztelan bołski, Andrej Firlej, kasztelan
radomski, Jędrzej Męciński, kasztelan wieluński, Jan Drohojowski, kasztelan
sanocki, Marcin Uhrowiecki, kasztelan chełmski, Ruszkowski, kasztelan
przemyski, Adam Baliński, kasztelan bydgoski, Krzysztof Monwid Dorohostajski,
wielki marszałek litewski, jako też następujące osoby ze stanu rycerskiego w
Polsce : Andrzej Szafraniec, Rey, Kreza, Kępski, Kolka, Pawłowski, Palczewski,
Czyżewski, Gniewosz, Gołuchowski, Stadnicki, Bal, Chrząstowski, Trojecki,
Fredro z Krakowic, Czaplic, Tan Potocki, starosta kamieniecki, Jan i Krysztof
Sienińscy, wojewodzice podolscy, Rzeczycki, Gorajski, trzej Ostrorogowie,
Jahodyński, Kosiński, Pisociński, Latalski, Tomicki, Zaremba, Grodziecki, Witosławski,
Pogorzelski, Orelski, Grudziński, Marszewski, Białośliwski, Żychliński,
Palecki, Krysztoporski, Widawski, Niemojowski, Krotowski, Niszczycki, Zaliński,
Ostromecki, Chełmiński, Dorpowski. Na Litwie: książę Jerzy Radziwiłł, wojewodzic
nowogródzki, Chlebowski, wielki podczaszy litewski, Talwosz, Piętkiewicz,
książę Hołowczyński, książęta Druccy, Horski, Stabrowski, Pociej, Miaskiewicz,
Jundziłł, Pakosz, Wereszczaka, Siemaszko, Korsak, książę Drucki-Sokoliński,
Sapieha, Szewiot, Radzymiński, Hołownia, Wołk, książę Zyzemski.
Nie wywarła ona jednak takich
skutków, jakich można się było po niej spodziewać. Winę tego słusznie
przypisać należy samym uczestnikom rzeczonej konfederacji, którzy zadowolili
się wykazaniem swej siły, zamiast użyć jej do zupełnego usunięcia bezprawia i
do naprawy szkód, poczynionych w najżywotniejszych częściach ustaw
państwowych, mianowicie tej; która zapewniała wszystkim obywatelom najdroższe
każdemu prawo służenia Bogu według własnego sumienia. Siły skonfederowanych
były tak znaczne, *) że samo wystąpienie zbrojne z ich strony położyłoby tamę
zdradzieckiej robocie króla Zygmunta Wazy i niegodziwych jego doradców
jezuitów, dążących do zniweczenia praw Rzeczypospolitej. Można było nawet
uczynić to bez rozlewu krwi, gdyż żądania konfederacji tej, opierające się na
prawach państwowych, byłyby niezawodnie poparte przez oświeconą i patrjotyczną
część narodu. Wszak przedstawiciel tego stronnictwa wielki Zamojski żył
jeszcze, aczkolwiek rad jego nie słuchał król, jemu zawdzięczający swe
wyniesienie na tron, którego Zamojski, na nieszczęście Polski, nie odważył się
zająć. Trzeba było tedy, by skonfederowani, zebrawszy swe siły, wymogli
ścisłego dochowania zapewnionych im praw a nie dopuścili, by gwałciciele
ustaw krajowych uszli surowej kary, na jaką prawa krajowe skazywały tych,
którzy się dopuścili tej zbrodni. Takie postępowanie wywołałoby zbawienny
postrach śród wszystkich spiskujących przeciw swobodom narodowym, które
chcieli poświęcić korzyściom Rzymu, a skuteczniej, niż obietnice króla,
zapewniłoby wykonywanie praw, gdyż król uważał za swój obowiązek niedotrzymywać
słowa heretykom. Uciekając się do takiego sposobu, skonfederowani nietylko
zapobiegliby wojnie domowej, która wichrzyła pokój Rzeczypospolitej kilka lat
później, usunęliby zarazem przez to tkwiący w nadużyciach zarodek powstania
ludności obrządku greckiego w południowo-wschodniej części kraju, które uważać
można za początek i główną przyczynę upadku Polski.
–––––––––––
*) Książę Ostrogski mógł sam wyszykować do boju
15,000 do 20,000 ludzi.
–––––––––– • ––––––––––