ROZDZIAŁ VI.

Próby połączenia wyznania ewangelickiego z kościołem Wschodnim.

 

Kościół wschodni. – Teologowie greccy proponują połączenie się z hu­sytami. – Zamiana listów między patrjarchą konstantynopolitańskim a teologami luterskimi.– Usiłowania Zygmunta celem połączenia kościo­ła greckiego z rzymskim. – Synod w Brześciu Litewskim r. 1594 uchwała połączenie kościoła greckiego z rzymskim. – Synod w Brześciu Lite­wskim r. 1506 zatwierdza połączenie z Rzymem.– Uchwale tej sprzeci­wia się większość szlachty i duchowieństwa ruskiego. – Szkodliwe na­stępstwa unji Brzeskiej dla Polski. – Próby połączenia kościoła gre­ckiego z protestantami w Polsce. – Zjazd w Wilnie dla połączenia ko­ścioła ewangelickiego ze wschodnim. – Zapytania postawione przez ewangelików duchownym kościoła wschodniego na zjeździe 1599 r. w Wilnie. – Pierwsze spotkanie duchownych ewangelickich z grecki­mi – Drugie spotkanie duchownych ewangelickich z greckimi. –Od­roczenie ugody. – Artykuły wiary obu wyznaniom wspólne. – Konfede­racja szlachty greckiego i ewangelickiego wyznania. – Wyliczenie krzywd wyrządzonych już podówczas niekatolikom.       str. 89-109.

 

Kościół wschodni.

 

Jakkolwiek - cesarz Jan Paleolog na soborze we Flo­rencji 1438 r. kościół wschodni poddał stolicy apostol­skiej, przecież większość wyznawców tego kościoła nie chciała zgodzić się na to połączenie i walczyła przeciw przewadze Rzymu, nie bacząc nawet na opłakany stan, w jaki wpadł kościół wschodni przez zdobywcze postępy państwa ottomańskiego.

 

O Teologowie greccy proponują połączenie się z husytami.

 

W 1451 roku przybył do Czech poseł wyznawców kościoła greckiego w Konstantynopolu ze zleceniami, które, piętnując unję Florencką jako odstępstwo od prawdy, wzywały husytów do połą­czenia się z kościołem wschodnim. Zamiar ten został jednak udaremniony w kilka lat później przez nałożenie państwu greckiemu jarzma Islamu. W XVI wieku w czasie rozwoju reformacji, ewangelicy niemieccy zno­wu zwrócili uwagę swe ku Wschodowi, a Paweł Dolscius przełożył 1551 r. wyznanie augsburskie na język grecki i wydrukował je r. 1559 w Bazylei. Cesarz Ma­ksymiljan II wyprawił w r. 1573 do Konstantynopola posła swego, barona Ungnada von Weissenwolfa, gorli­wego protestanta, który zabrał ze sobą kapelana swego Stefana Gerlacha, teologa luterskiego a później profeso­ra w Tubindze, biegłego w języku greckim.

 

Zamiana li­stów między patrjarchą konstantyno­politańskim a teologami luterskimi.

 

Uczony Marcin Crusius, profesor tegoż uniwersytetu, dał Gerla­chowi po grecku pisane polecenia do Jeremjasza, patr­jarchy konstantynopolitańskiego, który przyjął poselstwo uprzejemie. Gdy Gerlach, po długim pobycie w Kon­stantynopolu, lepiej zapoznał się z patrjarchą, Crusius i Jakób Andreas, również teolog z Tubingi, posłali mu gre­cki przekład wyznania augsburskiego, który Gerlach dnia 24 maja, 1575 r. przedstawił patrjarsze. Ten, przejrza­wszy owo dzieło, dał je do przeczytania kilku swym du­chownym i przyrzekł dać, po głębszem zastanowieniu się, odpowiedź na piśmie, który wspomniani teologowie Crusius i Andreas otrzymali dopiero 15 maja 1678 r. W odpowiedzi tej nazywa ich Jeremjasz uczonymi ger­manami a swymi duchowymi synami; sam zaś, mianu­jąc siebie powszechnym patrjarchą nowego Rzymu, zachęca ich do ścisłego połączenia się z kościołem greckim.

 

Teolodzy tubindzcy wysłali dnia 6 czerwca 1577 r. odpowiedź swoje na list patrjarchy, który ten otrzymał dnia 4. marca 1578 r, w Tessalonice, gdzie zatrzymał się wówczas przy objeździe swej djecezji. Donosząc tedy w maju tegoż roku o otrzymaniu powyższego listu, przy­rzekł odpowiedzieć nań, co też uczynił w następnym, t. j. 1579 r. Wyrażając swój pogląd na różnice zacho­dzące między wyznaniami luterskiem a greckiem, upo­mina teologów tubindzkich, aby się z kościołem wscho­dnim połączył. Wkrótce potem Jeremjasz złożony zo­stał z urzędu, a Gerlach wrócił do Niemiec wraz z po­słem cesarskim. Mimo jednak te niekorzystne okoli­czności, profesorowie tubindzcy odpisali na drugą odpo­wiedź patrjarchy w czerwcu 1580 r., ubolewając nad je­go nieszczęściem i broniąc wyznania augsburskiego. Jeremjasz odpowiedział luteranom po raz trzeci w gru­dniu 1581 roku, dziękując im za dochowanie przyjaźni w nieszczęściu, lecz prosił zarazem, by zaniechali roz­praw teologicznych, gdyż widzi, że nie dadzą się prze­konać dowodzeniami najświatlejszych nawet przedstawi­cieli kościoła wschodniego. Na to profesorowie tubindz­cy odpowiedzieli, że szanuje ojców kościoła o tyle, o ile nauka ich zgadza się z Pismem Świętem i że maje na­dzieję, iż patrjarcha dojdzie w końcu do przeświadcze­nia, że -wyznanie augsburskie oparte jest na Piśmie. Zdaje się, iż od tego czasu nie zamieniono już więcej listów w tym przedmiocie, pomimo iż wyznanie augs­burskie zostało przełożone na język nowogrecki przez Michała Kantakuzena, oraz na język gruziński, wskutek rozkazu jednego z książąt tego kraju. *)

 

––––––––––––

*) Patrz Friese, „Beitriäge“ II, 182 i nast. Czerpie on te szczegóły, z „Acta et Scripta Theolog. Würtenbergens. et Patriarchae Constantinopolit. Hierimiae ab anno 1576 usque ad annum 1588, de Augustana confessione, quæ inier se miserant,“ gracce et latine ab iisdem theologis elita Wittenb. 1584. Korespondencja ta między patrjarchą Konstantynopola a teologami w Tubindze wywołała niemałe wrzenie śród rzymskich katolików. Była wprawdzie prowa­dzona potajemnie, ale Sokołowski, uczony teolog katolicki, podówczas kanonik krakowski i kapelan króla Stefana Batorego, spotkał we Lwowie archimandrytę greckiego, imieniem Teolipta, który go powiadomił, że konfesja augsburska, prze­tłómaczona na język grecki, przesłana została do Konstantynopola, i że luteranie pragną połączenia z kościołem wschodnim. Tenże archimandryta przyrzekł zaraz po swym powrocie do Konstantynopola przesłać Sokołowslaemu kopję odpowiedzi patrjarchy, co też uczynił w r. 1581 przez księdza ormjańskiego. Sokołowski prze­łożył ową odpowiedź na język łaciński i wydał ją wraz z niektóremi uwagami w r. 1582 w grekowie. Tenże pisarz wydał następnego roku swe spostrzeżenia nad repliką przez teologów w Tubindze daną na ostateczną odpowiedź patrjarchy Jeremjasza. Te napaści, jako też wiele innych, pochodzących z Niemiec, skłoniły Crusiusa do ogłoszenia w- swej obronie dokumentów, odnoszących się do owej ko­respondencji w dziele, zawierającem wiele cennych wiadomości, tyczących się ówczesnego położenia greków pod władzą turecką p. t. „Turcograseia libri octo a Mar­tino Crusio in Academia Tubingensi, (~-raeco et Latino professore utraque lingua editi, quibus Græcorum status, sub imperio Turcico in Politica et Ecclesiastica OEconomia et Scholis jam inde ab amisso Constantinopoli ad harc usque tempom luculenter describitur. Basiliæ, 1584." Wywołało to nowe napaści ze strony Sokołowskiego, Gorskiego, znakomitego katolika polskiego, i wielu niemców.

 

 

Usiłowania Zygmunta ce­lem połączenia kościoła greckiego z rzymskim:

 

W Polsce Zygmunt III gorliwie popierał połączenie kościoła greckiego z rzymskim, co mu się w części powiodło. Przy pomocy sławnego jezuity Possewina udało się królowi zwołać do Brześcia Litewskiego 1590 r synod duchowieństwa greckiego dla naradzenia się nad zamierzonem połączeniem. Lecz gdy synod na unję zgo­dzić się nie chciał, namówił Possewin czterech bisku­pów: łuckiego, pińskiego, chełmskiego i lwowskiego do zawarcia umowy celem popierania tej unji w tajemnicy przed metropolitą kijowskim Michałem Rahozą, któ­ry sprzeciwiał się połączeniu. W tym czasie patrjar­cha konstantynopolitański Jeremjasz II, odwiedziwszy w r. 1588 Moskwę, gdzie wyświęcił patrjarchę, zwiedził też kościoły greckie w Polsce. Rozejrzawszy się w ów­czesnem położeniu naszego kraju pod względem reli­gijnym, a niezadowolony z przyjęcia, jakiego doznał od metropolity kijowskiego, wydał, powróciwszy do Konstantynopola, rozporządzenie, pozbawiające Raho­zę jego godności. Wiadomość o tem postanowieniu wywołała wielkie oburzenie śród duchowieństwa gre­ckiego w Polsce, ale ułatwiła stronnictwu rzymsko - ka­tolickiemu urzeczywistnienie swoich zamysłów, gdyż czterech owych biskupów greckich umocniło się w za­miarze połączenia się z Rzymem, a metropolita ki­jowski zaniechał w tym względzie swego oporu. Dla łatwiejszego wykonania planu trzeba było poparcia czło­wieka zdolnego i ogólnie szanowanego. Znaleziono go w osobie Adama Pocieja, kasztelana brzesko-litewskiego, grecko-katolickiego wyznania, który należał do znako­mitego rodu i odznaczał się wielu zdolnościami. Namó­wiono tedy Pocieja, aby, zrzekłszy się godności sena­torskiej, wstąpił do klasztoru, coby mu dało prawo zo­stania archierejem.

 

Synod w Brześciu Litewskim r.1594 uchwala połą­czenie kościoła greckiego z rzymskim.

 

Usłuchawszy tej rady, obrany został biskupem włodzimierskim greckiego obrządku. Jego to wpływ posunął naprzód sprawę połączenia dwóch wy­znań, a metropolita kijowski zwołał w tym celu cyno do Brześcia Litewskiego na dzień 2 grudnia 1594 r Zgromadzeniu temu przewodniczył Bernard Maciejowski biskup łucki wyznania rzymsko-katolickiego, jako zastęp ca legata papieskiego. Metropolita i biskupi greckiego obrządku, w nadziei otrzymania miejsc w senacie, zgo­dzili się na zamierzone połączenie. W początku nastę­pnego roku 1595 wyprawili oni Pocieja i Terleckiego, greckiego biskupa z Łucka, w poselstwie do króla do Krakowa, a stamtąd, zaopatrzonych w listy polecające i w znaczną ilość pieniędzy, do papieża do Rzymu.

 

Synod w Brze­ściu Lite­wskim r. 1696 zatwierdza po­łączenie z Rzymem.

 

Przyjęci przez papieża Klemensa VIII z poważa­niem wielkiem, po krótkich rozprawach, zaprzysięgli unję Florencką 1438 r., na mocy której przyjęli następujące, zasady wiary : pochodzenie Ducha Ś-go od Ojca i Syna, czyściec i zwierzchnictwo papieża; zatrzymując natomiast język słowiański w nabożeństwie, sposób odprawiania nabożeństwa podług przepisów obrządku greckiego, kar­ność kościelną podług zasad kościoła wschodniego i mał­żeństwo księży. Gdy wyżej wymienieni biskupi wrócili do Polski w r. 1596, król rozkazał, zwołać synod dla ogłoszenia i wprowadzenia unji przez .nich uskutecznio­nej. Synod ten zebrał się dnia 6 października tegoż ro­ku do Brześcia Litewskiego, gdzie przybyli nietylko du­chowni, ale też niektórzy dostojnicy oraz szlachta ko­ścioła greckiego, tudzież ludzie innych wyznań. Metro­polita kijowski i ci z pośród biskupów, którzy na syno­dzie z r. 1594 zgodzili się na unję, podpisali ją teraz; poczem; złożywszy Wszechmocnemu dzięki za nawróce­nie do kościoła katolickiego, rzucili klątwę na wszystkich opierających się połączeniu temu.

 

 

Uchwale te sprzeciwia się większość szlachty i duchowieństwa ruskiego.

 

Większość wszakże szlachty obrządku greckiego z księciem Konstantym a Ostrogskim, wojewodą kijowskim, na czele, nie chciała się zgodzić na to połączenie; a książę zwołał liczne zgro­madzenie szlachty oraz duchowieństwa swego kościoła, które wyklęło biskupów, którzy unję Brzeską doprowa­dzili do skutku.

 

 

Szkodliwe następstwa unji Brzeskiej dla Polski.

 

Jako smutne następstwa owego połączenia wymie­niamy tu : wprowadzenie niezgody do kościoła greckiego w Polsce i zniechęcenie do rządu licznych zwolenników patrjarchy konstantynopolitańskiego, których prześlado­wali stronnicy Rzymu, popierani przez władzę królewską.

 

Wiadomo, iż wielu stara się usprawiedliwić wpro­wadzenie unji względami na bezpieczeństwo kraju, przed­stawiając ją jako środek wzmocnienia jedności państwo­wej i utwierdzenia Rusi w jej wierności dla Polski. Wypadki dziejowe zadają przecież kłam owym twierdze­niom : Polska; panując nad miljonami ludu ruskiego, wy­znającego zasady kościoła wschodniego, dopóki nie tknę­ła ich wiary, miała w nich wiernych i pełnych poświę­cenia poddanych, a wielu wojowników polskich, którzy odznaczyli się w walkach z Moskwą, było gorliwymi wyznawcami obrządku greckiego. Po upływie niewielu lat od zatwierdzenia unji kozacy ukraińscy zaczęli się burzyć przeciw panowaniu Polski, co wywołało krwawe wojny, które zakończyły się zupełnem ich odłączeniem od Rzeczypospolitej. Twierdzimy przeto, iż przeprowa­dzone pod naciskiem stronnictwa rzymskiego połączenie kościelne obfitowało w zgubne dla naszego kraju następ­stwa, czego będziemy mieli sposobność dowieść niejedno­krotnie.

 

Próby połą­cienia kościo­ła greckiego protestanta­mi w Polsce.

 

Wspominaliśmy już, że książę Ostrogski wysłał w r. 1595 pełnomocnika swego z listem do synodu ewan­gelickiego w Toruniu. Synod ustnie ułożył się z wy­słańcem księcia, aby książę zwołał zgromadzenie ewangelików i greckich katolików dla zawarcia sojuszu, ce­lem wspólnej obrony od prześladowania ze strony rzym­skich katolików. Przez kilka lat następnych przeszka­dzały wykonaniu tego zamiaru różne okoliczności, aż na­reszcie z początkiem 1599 r. Andrzej Leszczyński, wo­jewoda brzesko-kujawski, zjechał się w województwie ruskiem z Krzysztofem Radziwiłłem, wojewodą wileń­skim, i księciem Ostrogskim. Trzej ci panowie postano­wili zwołać do Wilna zjazd duchowieństwa trzech wy­znań ewangelickich oraz duchowieństwa obrządku gre­ckiego na dzień 15 maja tegoż roku, dla omówienia wa­runków ugody religijno-politycznej: Leszczyński napi­sał do Tarnowskiego, seniora braci czeskich, wzywa­jąc go do Wilna na czas oznaczony. Tarnowski, acz­kolwiek dopiero co przebył ciężką chorobę, chętnie za­stosował się do tego żądania i udał się do Wilna wraz z Mikołajewskim, seniorem wyznania helweckiego na Kujawach, i Erazmem Glicznerem. W drodze przed­stawił swym towarzyszom następujące uwagi: 1) Ponie­waż wezwani jesteśmy do Wilna dla zawarcia umowy z wyznawcami kościoła wschodniego, trzeba więc, aby­śmy, zapominając wzajemnych uraz, niewzruszenie trwa­li przy ugodzie Sandomierskiej, zalecając ją słowem i czynem. 2) Ponieważ między wyznawcami kościoła helweckiego a luteranami w Wilnie panują wielkie nie­porozumienia, wywołujące codzienne a powszechne zgor­szenie, należy więc to zło zawczasu usunąć. 3) Ponie­waż zbory luterskie w Wilnie dotychczas wzbraniały się przystąpić do ugody Sandomierskiej, Erazm Gliczner obowiązany jest nakłonić je do tego. 4) Gdy rozpoczną się rozprawy z duchowieństwem greckiem, powinniśmy działać wspólnie i zgodnie, ażeby się nie przedstawić źle tym, z którymi będziemy się starali połączyć. Erazm Gliczner i Mikołajewski pochwalili te wnioski, przyrze­kając Tarnowskiemu działać według jego wskazówek.

 

Zjazd w Wilnie dla połączenia kościoła ewangeli­ckiego ze wschodnim.

 

Przybywszy do Wilna dnia 14 maja, trzej duchowni ewangeliccy powitani zostali w imieniu księcia Ostrog­skiego przez Marcina Broniewskiego *) i Krzysztofa Pa­włowskiego. Nie było jeszcze w Wilnie księcia Radzi­wiłła i Andrzeja Leszczyńskiega, teologowie protestanc­cy nie mogli przeto wszczynać rozpraw z duchowień­stwem kościoła wschodniego. Oczekując na rozpoczę­cie się obrad, Tarnowski przygotował 12 punktów do omówienia z wyznawcami greckiego obrządku. Wnio­ski jego, przyjęte przez kilku duchownych ewangelickich, przedstawiono księciu Ostrogskiemu, który, poleciwszy zrobić z nich wyciąg, oddał go pod rozwagę duchowień­stwa greckiego w formie następujących zapytań:

 

––––––––––––––

*) Marcin Broniewski, uczony protestant, który przyjmował czynny udział na synodzie w Toruniu, był sekretarzem króla Stefana Batorego i wysłany był przez niego z misją dyplomatyczną do Krymu. Wydał on znakomite dzieło p, t. „Martini Bronovii de Tartaria“ etc.

 

 

Zapytania po stawione przez ewangelików duchownym kościoła wschodniego na zjeździe 1699 r. w Wilnie.

 

1) Czy wyznawcy greccy poprzestają na prawdziwem Słowie Bożem, objawionem w Starym i Nowym Testa­mencie; czyli, dokładniej mówiąc: czy przyjmują to, co napisali Mojżesz, prorocy, ewangeliści i apostołowie; czy wierzą, iż pisali z natchnienia Ducha Ś-go; czy uzna­ją pisma ich za wystarczające ludziom dla nauki, upomnienia, naprawy i ćwiczenia się w sprawiedliwości oraz za wystarczające do udoskonalenia człowieka, do usposo­bienia go do dobrych uczynków i doprowadzenia do mądrości ku zbawieniu przez wiarę?

 

2) Czy, mając zaufanie do prawowierności dawnych teologów, gotowi jednak są uznać różnicę poglądów ich na niektóre przedmioty wiary, ze względu na jasne Słowo Boże?

 

3) Czy uważaliby za swój obowiązek poprawić we­dług słów Bożych to, coby w nauce ich sprzeciwiało się tym słowom?

 

4) Czy poczytują za swych braci i współczcicieli je­dnego Boga tych wszystkich, którzy, stosując się w na­bożeństwie swem i w czynach do Słowa Bożego, uwa­żają wrogów Jezusa Chrystusa i Słowa Bożego za an­tychrystów?

 

5) Czy chcą, dla wzajemnej pomocy we wspólnych krzywdach i dla opierania się antychrystowi i sługom jego, połączyć się, według przepisów Jezusa Chrystusa, z tymi, którzy, zadowalając się prawdziwem Słowem Bo­żem, poddają się całkowicie jego prawom i nauce; któ­rzy za głowę kościoła i jedynego pasterza uważając Chrystusa, przyjmują sakramenta według Jego ustanowienia, uznają powagę pierwszych soborów powsze­chnych a w świętych, uczonych mężach, których dzieła zgadzają się z Pismem Świętem, widzą swych nauczy­cieli, posłanych przez Boga ku pożytkowi i zbudowa­niu kościoła?

 

Pierwsze spo­tkanie ducho­wnych ewan­gelickich z greckimi.

 

Z powodu rozmaitych okoliczności spotkanie między duchowieństwem ewangelickiem a greckiem odbył się dopiero dnia 24 maja w pałacu księcia Ostrogskiego. Ewangelicy, wszedłszy na salę posiedzeń, zastali tam już Łukasza, metropolitę białogrodzkiego, Izaaka, ihu­mena klasztoru dubieńskiego, i archidjakona dubieńskiego Gedeona. Sposób, w jaki powitali oni protestantów, nie obiecywał dla zamierzonego sojuszu nic dobrego, gdyż ihumen Izaak, podając rękę Tarnowskiemu, rzekł: „Wi­tam was, aczkolwiek Pismo Święte zabrania nam powi­tań z heretykami.“ Tarnowski skromnie odpowiedział na to, dziwne przyjęcie, wyrażając jeno zdumienie, iż Izaak uważa ich za heretyków, jakkolwiek ich nigdy przedtem nie widział. Książę Ostrogski, jako przewodniczący zgro­madzenia, rozpoczął obrady przemową w języku ruskim, w której zapewniał w imię Boga i swego sumienia, że niczego bardziej nie pragnie, jak wzajemnego porozu­mienia i zgody między tymi, którzy uznają jedną Gło­wę kościoła, to jest Chrystusa, i głoszą Jego ewangelję. Zgoda, miła będąc Bogu, przyczyniłaby się do utrzyma­nia jedności i dopomogłaby do obrony przeciw sługom antychrysta. „Gdyby mi Bóg dozwolił - kończył książę swą przemowę - dożyć tej pociechy, bym doczekał zawar­cia tak pożądanego sojuszu między naszym kościołem greckim a waszymi zborami ewangelickimi, chętniebym umarł nazajutrz.“ Gliczner podziękował księciu za tro­skliwość o chwałę Boża, nadmieniając, że ewangelicy polscy nader chętnie przystąpią do porozumienia z du­chowieństwem greckiem a nawet, gdyby to było rzeczy możebną, gotowiby zawrzeć ugodę z kościołem wscho­dnim. Mowę Glicznera przerwał Łukasz term słowy: „Płonna jest nadzieja wasza, iż my opuścimy nasze wy­znanie, aby się z wami połączyć; połączenie to byłoby tylko wtedy możliwe, gdybyście wy wyrzekli się swojej wiary a przyjęli naszą; innego środka niema.“ Słowa te, rozwiewając na samym początku rozprawy wszelką nadzieję połączenia, rozgniewały księcia, który surowo upomniał duchowieństwo greckie, a zwracając się do protestantów, rzekł: „Jeżeli nasi duchowni sprzeciwią się zgodzie z wami, zdołamy ją i bez nich przeprowadzić i zachować między sobą wzajemną miłość braterską.“ Następnie Tarnowski wypowiedział w długiej mowie, że, aczkolwiek wschodni kościół nie jest całkowicie wolny od błędów, jednakże wiele zasad jego nauki zbliża go do wyznań ewangelickich, jako to, iż za głowę kościoła uznaje Jezusa Chrystusa, nie zaś rzymskiego antychry­sta; wiele też zasad jego zgadza się z Pismem Świętem i z poglądami ewangelików. „Bóg wzywa nas - mówił Tarnowski - do wspólnego połączenia się przeciw prze­śladującym nas wrogom, zwolennikom antychrysta. Będę uważał za pomyślny ten dzień, w którym Bóg dozwoli mnie i braciom moim wspólnie z wyznawcami kościoła gre­ckiego - obradować nad sprawą naszego zjednoczenia. Oświadczam we własnem i braci moich imieniu, iż go­towi jesteśmy połączyć się nietylko z wami, zamieszku­jącymi państwo Polskie, lecz i z tymi, którzy znajduj się w Grecji i w Moskwie; aby dojść z wami do poro­zumienia w sprawie zasad wiary i obrządków kościoła, na podstawie Pisma Świętego. Jeżeli przeto dowiedzie­cie nam, że w nauce naszej jest cokolwiek, coby się nie zgadzało z Pismem Świętem, chętnie to odrzucimy; na­tomiast, gdybyśmy w waszej nauce znaleźli coś sprzeci­wiającego się tej podstawie naszej wiary, wy ustąpić powinniście wobec prawdy i połączyć się z nami. Aczkolwiek nie możecie rozstrzygać stanowczo w tej sprawie bez odwołania się do patrjarchy konstantyno­politańskiego, lecz przy pomocy Bożej możemy rozpo­cząć to dzieło, gdy zgromadzi się tu więcej przedstawi­cieli stron obu. Pragnęlibyśmy się przeto dowiedzieć, jak wy te nasze braterskie zamiary przyjmujecie i co o nich sądzicie.

 

Następnie zabrał głos Mikołajewski, przemawiając w tymże duchu. Wypowiedziawszy kilka zdań w tym przedmiocie, zakończył: „Papiści zbłądzili właśnie w tem, w co wierzą wyznawcy greckiego kościoła zgodnie z Pi­smem Świętem i z protestantami.” Po tych mowach książę Ostrogski podziękował duchowieństwu ewangeli­ckiemu za jego usposobienie pojednawcze i dobre chęci do zgody z kościołem wschodnim. Ihumen Izaak i ar­chidjakon Gedeon złożyli Wszechmocnemu dzięki za sposobność zbliżenia się ich z protestantami we wzaje­mnej miłości, przez którą, według słów Chrystusa, po­znaje się wiernych Jego wyznawców. Izaak w długiej przemowie dowodził, że kościół wschodni zgadza się z ewangelickim w tem, że za jedyną głowę kościoła uważa Chrystusa a za podstawę wiary Stary i Nowy Testament, pisma ojców kościoła i pierwsze siedm so­borów powszechnych. Wkońcu Izaak powiedział, że duchowieństwo greckie nie może stanowczo przystępo­wać do połączenia się z ewangelikami bez upoważnie­nia patrjarchów konstantynopolitańskiego i aleksandryj­skiego, którzy, jak przypuszczał, nie będą się temu opie­rali. Następnie wszyscy obecni powstali, podając sobie ręce na znak braterskiego między sobą sojuszu, a, je­den z duchownych greckiego wyznania rzekł do prote­stantów: „Dałby Bóg, abyście się poddali powadze pa­trjarchy dla pożytku waszego kościoła." Lecz książę Ostrogski upomniał owego duchownego temi słowy: „Jakże możesz przypuszczać, by ci, którzy odmówili posłuszeństwa papieżowi, uledz zechcieli patrjarsze, któ­rego władza o wiele jest mniejsza od papieskiej !

 

Drugie spo­tkanie duchownych ewangelickich z greckimi. Odroczenie ugody.

 

Dalsze rozprawy w tym przedmiocie odłożono *) do przybycia Andrzeja Leszczyńskiego, wojewody brzesko­-kujawskiego, który stawił się dnia 27 maja w towarzy­stwie Grzegorza z Żarnowca i dwu innych duchownych. Turnowski niezwłocznie uwiadomił ich o wyniku roz­praw z duchowieństwem greckiem, a następnego dnia

 

––––––––––––

*) w czasie tej przerwy teologowie protestanccy zajęci byli sprawami zboru reformowanego w Wilnie, w którym panowało wiele niezgody i zgorszenia. Zaburzenia wywołane zostały przez jezuitów, który tak sobie zjednali Po­powskiego, kapelana kościoła reformowanego, że polecał członkom swego zboru, by dzieci swe posyłali do ich szkół. Prócz tego duchowni protestanccy przygoto­wywali się do dysputy publicznej z jezuitami, spowodowanej następującą okoli­cznością : W czasie dyskusji między protestantami i grekami, którą opisaliśmy, Jan Pasz, marszałek dworu zamku wileńskiego, który z protestanta stał się gorli­wym katolikiem, wszedł do sali posiedzenia i oświadczył, że jezuici gotowi są do­wieść błędu protestantom. Książę Ostrogski wyjawił życzenie słyszenia takiej dysputy. Protestanccy duchowni przyjęli wezwanie, a Pasz podjął się zarządzenia polemicznego spotkania. Kilka dni później napisał do E. Glincznera, oświadczając, że spełnił przyrzeczenie, i jednocześnie posłał list sławnego jezuity Marcina Śmi­gleckiego (Śmiglecki jest autorem rozprawy o logice, której używano dłuższy czas w szkołach różnych krajów i która przedrukowana została w Oksfordzie 1658 r.), proponujący miejsce i sposób prowadzenia dyskusji. Odbyła się ona 2 czerwca w pałacu królewskim: katolików rzymskich bronił Śmiglecki, protestan­tów zaś - Mikołajewski, Janicki i Gracjan, z których ostatni opisał to zebraniu. Obecnych było około 4000 osób, pomiędzy któremi pięciu książąt, kilku wojewo­dów i kasztelanów. Posiedzenie trwało sześć godzin. Zbytecznem chyba dodać, że nie osiągnięto żadnego rezultatu i że obie strony rościły pretensje do zwycięstwa.

 

wszyscy duchowni, tak ewangeliccy jak i wyznania gre­ckiego, zgromadzili się w pałacu księcia Ostrogskiego. Oprócz tego księcia obecni tam byli: Andrzej Le­szczyński, wojewoda kujawski; Krzysztof Radziwiłł, wo­jewoda wileński; Jerzy Radziwiłł, wojewodzic nowo­gródzki; Jan Abrahamowicz, wojewoda smoleński; Krzy­sztof Zenowicz, wojewoda brzesku-litewski, i niektórzy inni ze szlachty. Duchownych greckich było dziesięciu. Ponieważ jednak bez zezwolenia patrjarchy konstanty­nopolitańskiego nie można było zawierać ugody, od­czytano więc tylko, jako wstęp do niej, 18 następują­cych zasadniczych poglądów, na które zgodzili się za­równo ewangelicy jak i wyznawcy kościoła wschodniego. Oświadczono, iż wierzą wspólnie i uznają:

 

Artykuły wiary obu wyznaniom wspólne.

 

1) że Pismo Święte jest źródłem prawdy i nauki o zbawieniu;

2) że Bóg jest jeden w trzech osobach;

3) że te trzy osoby różne są, aczkolwiek jednakie co do swej istoty, a żadna z nich (podług nicejskiego wyzna­nia wiary) nie jest wyższa od innych;

4) że streszczenie wiary, zwane symbolem, jest podstawą prawdziwej wia­ry i nabożeństwa;

5) że Chrystus, Syn Boga żywego, poczęty z wieczności, jest Bogiem jednej z Ojcem na­tury, a człowiekiem, jako narodzony na świat z Marji panny dla naszego zbawienia;

6) że Chrystus, oddawszy się Bogu Ojcu na ofiarę za nas, doskonale zapłacił śmiercią Swą za grzechy nasze ;

7) że Bóg nie jest ani przyczyną ani twórcą złego ;

8) że wszyscy ludzie po­częci są i zrodzeni w grzechu pierworodnym;

9) że od­puszczone są grzechy tym, którzy, żałując za nie, pra­wdziwie się nawracają;

10) że wierni chrześcijanie obo­wiązani są spełniać dobre uczynki;

11) że Chrystus tylko jest głową kościoła widzialnego i niewidzialnego;

12) że urzędy duchowne potrzebne są kościołowi Bożemu dla udzielania sakramentów i głoszenia Ewangelji ;

13) że małżeństwo księży nie jest wzbronione ;

14) chrztu należy udzielać niemowlętom;

15) wieczerzy Pańskiej należy udzielać wszystkim wiernym pod dwiema posta­ciami;

16) Pismo Święte nie wspomina o istnieniu czyśca jako miejsca przejściowego pobytu dusz dla zadośćuczynienia sprawiedliwości Bożej po śmierci czło­wieka;

17) że Chrystus, wstąpiwszy na niebiosa, siedzi po prawicy Boga Ojca wszechmogącego, skąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych;

18) że jako szczęśliwość wiernych po śmierci jest wieczna, tak też i kara potę­pieńców nie będzie miała końca.

 

Turnowski postawił wniosek, by, dla porozumienia się co do artykułów wiary, w których zachodziły różni­ce między wyznaniem kościoła wschodniego a ewange­lickiem, zbierały się corocznie synody naprzemian greckie i protestanckie. Wszelako -duchowieństwo wyznania gre­ckiego, pomimo wszelkich usiłowań księcia Ostrogskie­go, który chciał je nakłonić do powzięcia wspólnych postanowień, uchyliło się od tego, tłómacząc się, że bez upoważnienia swej zwierzchności duchownej nie może roztrząsać żadnych pytań odnoszących się do wiary. Zaledwie zdołano wymódz na nich obietnicę, że ani słowem ani pismem nie będą występowali przeciw za­mierzonemu połączeniu wyznań, odkładając wszelkie pu­bliczne roztrząsanie tego przedmiotu do czasu, kiedy otrzy­mają odpowiedź od patrjarchów swego kościoła z Kon­stantynopola i Aleksandrji, do których teologowie ewan­geliccy dnia 4 i 6 czerwca także wystosowali listy w tym przedmiocie. *) Ponieważ tedy przeprowadzenie ugody między kościołem wschodnim a wyznaniem ewangelickiem okazało się niemożebne bez upoważnienia patrjarchy

 

––––––––––

*) Friese mówi, że odpowiedź patrjarchy konstantynopolitańskiego prze­jęli jezuici; odpowiedź zaś Meletiusa, patrjarchy Aleksandrji, z dnia 24 listopada 1800 r., jako też list do Marcina Broniewskiego, który się zapoznał z nim w czasie swych podróży na Wschód, doszły do miejsca swego przeznaczenia. Nic jednak nie: wspomina o treści tych listów. Patrz jego „Beiträge," II, 252.

 

Konfederacja szlachty gre­ckiego i ewan­gelickiego wyznania.

 

konstantynopolitańskiego, przeto szlachta obu wyznań zawarła między sobą sojusz, czyli konfederację, mającą na celu wspólną obronę swych praw i swobód a wła­ściwie ścisłe utrzymanie uchwał konfederacji z dnia ó sty­cznia 173 r., będących podstawą praw Rzeczypospoli­tej. Należy przeto związek ten uważać jako zachowa­wczy w najlepszem tego słowa znaczeniu, wolny od wszelkiego zarzutu co do zasad i patrjotyczny w swych dążeniach.

 

Wyliczenie krzywd wy­rządzonych już podów­czas niekato­likom.

 

Aby dać wyobrażenie o prześladowaniach, na jakie wówczas już narażeni byli wyznawcy obrządków akatolickich, pomimo iż prawa krajowe stawiały ich zupełnie na równi z wyznawcami kościoła rzymskiego, przytoczy­my tu wyciąg z aktów wspomnianej wyżej konfedera­cji:

 

Zburzono wielką liczbę kościołów naszych, zbo­rów i domów modlitwy, a gwałtom owym towarzyszyły rabunki, rozlew krwi, morderstwa i wszelkie okrucień­stwa; a wszystko to wykonywano z niesłychaną rado­ścią i bez litości tak nad żywymi jak i nad umarłymi. Duchowieństwo katolickie, występujące jednocześnie ja­ko strona i jako sędziowie, zabrało nam wiele kościo­łów na mocy nieprawnych wyroków, zapadłych wskutek tajnych przesłuchiwań świadków; nie poprzestając na tem, chcą takimiż środkami jeszcze więcej nas skrzy­wdzić. W wielu miejscach wzbroniono nam zebrań re­ligijnych, zakazano uczęszczania na nabożeństwa i od­prawiania pogrzebów, jak również innych obrządków chrześcijańskich; zakazano też budowania kościołów i do­mów modlitwy. Duchowieństwo nasze: proboszcze, ka­pelani, nauczyciele i kaznodzieje prześladowani są za swe przywiązanie do naszego wyznania i bywają przed­miotem zniewag, potwarzy i napaści we własnych swoich domach, z których ich wyrzucają, rabując ich mienie. Pozbawiają ich spadków, chwytają na go­ścińcach i w miastach należących do dóbr koronnych, trzymają w ścisłem więzieniu, biją, mordują, topi; na miejsce ich zaś narzucają nam pasterzy, których my uwa­żamy za niegodnych tego urzędu w naszym kościele, ponieważ wypowiedzieli oni posłuszeństwo patrjarsze kon­stantynopolitańskiemu. Takie rzeczy działy się w wielu kościołach greckich, które, aczkolwiek podległe rozpo­rządzeniom Najjaśniejszego Pana, nie są przecież na tej podstawie poddane sądom kościoła rzymskiego.

 

(Tu następują skargi na popieranie tych duchownych, którzy, usunąwszy się z pod władzy patrjarchy konstantynopo­litańskiego, poddali się papieżowi i wrogo występują wobec wiernych swemu dawnemu wyznaniu.)

 

Ducho­wieństwo rzymskie nietylko gwałci osoby i miejsca po­święcone nabożeństwu, lecz krzywdzi też ludzi świeckich, a zwłaszcza mieszczan, wyłączając ich dla wyznania ze związków kupieckich a nawet wyrzucając ich, pod roz­maitymi pozorami, z ich własnych domów; zarzuca ono nieprawe pochodzenie potomstwu zrodzonemu z mał­żeństw błogosławionych przez naszych duchownych. Pod­stępem odbierają rodzicom władzę wydawania za mąż córek, stosownie do ich woli; ludzi, zawierających mał­żeństwa bez zezwolenia duchowieństwa rzymskiego, wtrą­cają do więzień, a sprawy majątkowe, wynikłe z zawar­cia związków małżeńskich, starają się wytaczać przed sądy duchowne.

 

Dalszy ciąg tego aktu w następujących słowach stwierdza, iż prześladowanie ze strony wyznawców ko­ścioła rzymskiego zaczęło dosięgać stanu rycerskiego in­nych wyznań, pomimo, że szlachta, bez różnicy wyznania, wiernie służy ojczyźnie i królowi:

 

 Przez knowania du­chowieństwa katolickiego jesteśmy, z przyczyny naszego wyznania, wyłączeni z senatu, urzędów, starostw i t. p., a nawet w służbie wojskowej nie jesteśmy stawiani na równi z katolikami rzymskimi. Nawet w sprawach oso­bistych, w których chodzi o zapewnienie sobie dobro­bytu i ustalenie szczęścia, doznajemy krzywd ustawi­cznych; a gdy się na nie uskarżamy, prosząc, by za­przestano nam je wyrządzać, nietylko że nie otrzymujemy żadnego zadośćuczynienia, lecz nadomiar złego znosić musimy szydercze i pogardliwe ich obejście, a na skargi nasze najczęściej wcale nie zwracają uwagi. Prawnego zadośćuczynienia, zastrzeżonego nam ustawą konfederacji z r. 1573, otrzymać nie możemy; duchowieństwo katolickie głośno wypowiada w swych pismach a świec­cy przy wyborach do sejmów i w sądach, że postano­wień konfederacji owej nie uważają za prawo państwo­we i że mają sobie za obowiązek sumienia odmawianie go nam. Postępowaniem takiem podali w pogardę i zni­szczyli jedyny łączący nas z nimi węzeł zgody, miłości, zaufania i pokoju, jaki ustanowili i utrzymywali przod­kowie nasi i my w ich następstwie, zasłużywszy sobie tem śród sąsiednich narodów na sławę mądrości. Przez wzgląd na ów węzeł znosiliśmy liczne krzywdy nasze cierpliwie i w nadziei, iż ci, którzy nam je wyrządzali, ostatecznie wymierzą nam sprawiedliwość. Gdy jednak oni w miejsce oczekiwanego przez nas zadośćuczynienia dają nam wspomniane wyżej odpowiedzi a wielu z tych, którzy się od nas odłączyli (a takich jest coraz więcej!), dodaje do tego zniewagi i groźby; gdy jednocześnie przepowiadają nam, że nabożeństwa nasze za kilka lat będą zniesione; gdy napadają na nas gwałtownie w ka­zaniach swych, wskazując rozmaite sposoby zniszczenia nas, a lud podżegają przeciwko nam obietnicą błogosła­wieństwa; gdy zastanawiamy się nad tworzonymi związ­kami religijnymi katolików i innemi ich knowaniami, pochodzącemi z nienawiści ku nam ; gdy spostrzegamy wielką pobłażliwość ich dla naszych krzywdzicieli i obda­rzanie ich rozmaitemi godnościami i urzędami; gdy za­miast ulgi w ucisku doznajemy uciemiężenia coraz wię­kszego, tak że obawiać się możemy (od czego niechnas Bóg uchroni !) otwartego a okrutnego prześladowa­nia, na podobieństwo tych, które się przytrafiały w in­nych państwach za sprawą tych samych narzędzi, ja­kiemi działają we wszystkich sprawach państwowych naszego kraju: ze względu więc na to wszystko jeste­śmy zmuszeni, nawet wbrew naszemu życzeniu, pomyśleć o własnem bezpieczeństwie i zapobiedz, aby nas nie spotkało podobne prześladowanie. Spełnić to musimy z tem większem staraniem i ostrożnością, iż od tego zale­ży nietylko własne nasze dobro, lecz także bezpieczeń­stwo i dobro całego naszego kraju, jako też zapewnienie wszystkim praw i swobód, a nawet utrwalenie i pomno­żenie chwały Bożej. Zważywszy to wszystko, my, wy­znawcy wiary greckiej i ewangelickiej, nalegamy na zachowanie zasadniczych praw naszej ojczyzny, miano­wicie ustaw ogólnej konfederacji warszawskiej, święcie przez nas zachowanych, bez względu na tych, którzy od nich odstąpili. Oświadczamy jednocześnie, że gotowi i chętni jesteśmy postępować zgodnie z temi ustawami, z miłością, dobrą wolą i braterską uczciwością wzglę­dem wszystkich wyznawców kościoła katolickiego, któ­rzy ową ustawę zachowują, a nie wątpimy, iż takich znajdzie się jeszcze wielu!"

 

Oczywistem jest przeto, iż konfederacja Wileńska, zawiązana w r. 1599 przez wyznawców kościoła wschodniego a ewangelikami wszystkich trzech obrządków po­łączonych w Sandomierzu była ściśle zachowawcza: nie miała bowiem innego celu nad obronę zasadniczych praw państwa przeciw zgubnym knowaniom jezuitów i ich stronnictwa, którzy, w usiłowaniu zniesienia owych praw, zamierzali dokonać niebezpiecznego przewrotu ustaw kra­jowych. Taż sama konfederacja postanowiła bronić wol­ności wyznań narodu wszelkimi prawnymi i konstytucyj­nymi sposobami, a gdyby to się okazało bezskutecznem, odeprzeć przemoc siłą, „albowiem - twierdziła ona słu­sznie - na wypadek gwałtu każdy powinien śpieszyć z po­mocą drugiemu tak, jak się to dzieje w czasie pożaru.“ Dla zapewnienia tedy opieki wyznawcom niekatolickim i skutecznej obrony ich przed wzmagającym się coraz uci­skiem, wybrano z pomiędzy senatorów i najbardziej wpły­wowej szlachty wyznań greckiego i ewangelickiego pe­wną liczbę osób, zwanych „prowizorami," których obo­wiązkiem była usilna obrona zarówno kościoła jak in­stytucyj i osób ich obrządku przeciw zamachom rzym­skich katolików: *)

 

Konfederacja powyższa, wykazując potęgę stronni­ctwa akatolickiego w Polsce, zapewniła mu kilka lat spokoju.

 

–––––––––––––

*) Następująca lista wskazuje, jak wiele rodzin szlacheckich kraju nale­żało w owym czasie bądź to do kościoła wschodniego, bądź do protestanckiego. Ze szlachty, wyznającej wiarę kościoła wschodniego, wybrano jako prowizorów: księ­cia Konstantego Ostrogskiego, wojewodę kijowskiego, księcia Aleksandra Ostrog­skiego, wojewodę wołyńskiego, księcia Gregorza Sanguszkę Koszyrskiego, kaszte­lana lubaczowskiego, książąt Michała i Adama Wiśniowieckich, księcia Koreckiego, księcia Cyryla Różyńskiego, księcia Horskiego, księcia Bogdana i Jana Sołomiereckich, księcia Puzynę (wiele rodzin litewskich, noszących tytuł książęcy, pochodzi albo z linji pobocznej Jagiellonów, jak Sanguszkowie, Czartoryscy i t. d., albo od Rurykowiczów, który panowali na Małej i Czerwonej Rusi oraz w Moskwie i tam wygaśli z Fedorem, synem Iwana Wasiljewicza Groźnego, w r. 1579. Ra­dziwiłłowie godność książęcą otrzymali od cesarza Karola V) i panów: Zahoro­wskiego, Kierdeja, Tryznę i Lubońskiego. Z protestantów następujący senatoro­wie obrani zostali: książę Krzysztof Radziwiłł wojewoda wileński, Andrzej Lo­szczyński, wojewoda brzesko-kujawski, Jan Abrahamowicz, wojewoda smoleńeki, Krysztof Zenowicz, wojewoda bresko-litewski, Fabian Cema, wojewoda malbor­ski, Jan Rozrażewski, kasztelau poznański, Jan Zborowski, kasztelan gnieźnień­ski, Mikołaj Naruszewicz, kasztelan żmudzki, Jakób Czaplic, kasztelan kijowski, Jan Korsak, kasztelan połocki, Jan Zenowicz, kasztelan witebski, Piotr Doro­hostajski, kasztelan miński, Piotr Niszczycki, kasztelan bołski, Andrej Firlej, ka­sztelan radomski, Jędrzej Męciński, kasztelan wieluński, Jan Drohojowski, ka­sztelan sanocki, Marcin Uhrowiecki, kasztelan chełmski, Ruszkowski, kasztelan przemyski, Adam Baliński, kasztelan bydgoski, Krzysztof Monwid Dorohostajski, wielki marszałek litewski, jako też następujące osoby ze stanu rycerskiego w Polsce : Andrzej Szafraniec, Rey, Kreza, Kępski, Kolka, Pawłowski, Pal­czewski, Czyżewski, Gniewosz, Gołuchowski, Stadnicki, Bal, Chrząstowski, Tro­jecki, Fredro z Krakowic, Czaplic, Tan Potocki, starosta kamieniecki, Jan i Kry­sztof Sienińscy, wojewodzice podolscy, Rzeczycki, Gorajski, trzej Ostrorogowie, Jahodyński, Kosiński, Pisociński, Latalski, Tomicki, Zaremba, Grodziecki, Wito­sławski, Pogorzelski, Orelski, Grudziński, Marszewski, Białośliwski, Żychliński, Palecki, Krysztoporski, Widawski, Niemojowski, Krotowski, Niszczycki, Zaliński, Ostromecki, Chełmiński, Dorpowski. Na Litwie: książę Jerzy Radziwiłł, woje­wodzic nowogródzki, Chlebowski, wielki podczaszy litewski, Talwosz, Piętkiewicz, książę Hołowczyński, książęta Druccy, Horski, Stabrowski, Pociej, Miaskiewicz, Jundziłł, Pakosz, Wereszczaka, Siemaszko, Korsak, książę Drucki-Sokoliński, Sapieha, Szewiot, Radzymiński, Hołownia, Wołk, książę Zyzemski.

 

 

Nie wywarła ona jednak takich skutków, ja­kich można się było po niej spodziewać. Winę tego słu­sznie przypisać należy samym uczestnikom rzeczonej kon­federacji, którzy zadowolili się wykazaniem swej siły, za­miast użyć jej do zupełnego usunięcia bezprawia i do naprawy szkód, poczynionych w najżywotniejszych czę­ściach ustaw państwowych, mianowicie tej; która zape­wniała wszystkim obywatelom najdroższe każdemu pra­wo służenia Bogu według własnego sumienia. Siły skon­federowanych były tak znaczne, *) że samo wystąpienie zbrojne z ich strony położyłoby tamę zdradzieckiej ro­bocie króla Zygmunta Wazy i niegodziwych jego dorad­ców jezuitów, dążących do zniweczenia praw Rzeczypo­spolitej. Można było nawet uczynić to bez rozlewu krwi, gdyż żądania konfederacji tej, opierające się na prawach państwowych, byłyby niezawodnie poparte przez oświe­coną i patrjotyczną część narodu. Wszak przedstawi­ciel tego stronnictwa wielki Zamojski żył jeszcze, acz­kolwiek rad jego nie słuchał król, jemu zawdzięczający swe wyniesienie na tron, którego Zamojski, na nieszczę­ście Polski, nie odważył się zająć. Trzeba było tedy, by skonfederowani, zebrawszy swe siły, wymogli ścisłego do­chowania zapewnionych im praw a nie dopuścili, by gwał­ciciele ustaw krajowych uszli surowej kary, na jaką pra­wa krajowe skazywały tych, którzy się dopuścili tej zbro­dni. Takie postępowanie wywołałoby zbawienny postrach śród wszystkich spiskujących przeciw swobodom narodo­wym, które chcieli poświęcić korzyściom Rzymu, a sku­teczniej, niż obietnice króla, zapewniłoby wykonywanie praw, gdyż król uważał za swój obowiązek niedotrzymywać słowa heretykom. Uciekając się do takiego spo­sobu, skonfederowani nietylko zapobiegliby wojnie domo­wej, która wichrzyła pokój Rzeczypospolitej kilka lat pó­źniej, usunęliby zarazem przez to tkwiący w nadużyciach zarodek powstania ludności obrządku greckiego w połu­dniowo-wschodniej części kraju, które uważać można za początek i główną przyczynę upadku Polski.

 

 

–––––––––––

*) Książę Ostrogski mógł sam wyszykować do boju 15,000 do 20,000 ludzi.

 

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1