ROZDZIAŁ IV.

 

Wybór Zygmunta III Wazy.

 

Zrabowanie kościoła ewangelickiego w Krakowie w czasie bezkrólewia ­Zygmunt III Waza obrany królem polskim 1587 r. – Wychowanie kró­lewicza Zygmunta.– Gorliwość Zygmunta dla wiary katolickiej.– Sku­teczna polityka Zygmunta III wobec akatolików. – Usiłowania ducho­wieństwa rzymskiego celem odzyskania dziesięcin i włości – Usiłowania Zamojskiego celem naprawienia zasady obierania królów udaremnione przez opór biskupów katolickich i samego Zygmunta III.– Synod kato­licki w Gnieźnie 1589 r. wydaje kilka uchwał przeciw herezji, które bulla papieska potwierdza i obostrza – Zniszczenie przez tłum kościoła ewangelickiego w Krakowie. – Ewangelicy zbierają się w Chmielniku celem naradzenia się nad legalnymi środkami obrony. – Drugi zjazd ewangelików, w Radomiu. – Napaść tłumu na dom ewangelika w Kra­kowie 1503 r. uchodzi bezkarnie. – Daremne usiłowania jezuitów, by powtórzyć w Poznaniu gwałty dokonane w Krakowie.              str.60-72.

 


Zrabowanie kościoła ewangelickiego w Krakowie w czasie bezkrólewia.

 

Pomimo iż sąd, wydający wyroki nieodwołalne, za­bezpieczył utrzymanie pokoju powszechnego podczas bezkrólewia, stronnictwo rzymskie, odzyskawszy pod poprzedniem panowaniem dawne swe siły, skorzystało z okoliczności, aby ponowić swe napaści na swobody religijne innych wyznań. Kraków nie posiadał podów­czas załogi dostatecznej dla stłumienia rozruchów, gdyż wojsko wyszło do Proszowic na przegląd. Korzystając z tego, tłum, złożony z osobników do najniższych warstw należących, uzbrojony w szable, strzelby i topory, pod­burzony i prowadzony przez studentów wszechnicy Ja­giellońskiej, napadł dnia 8 maja 1587 r. na kościół ewan­gelicki. Opanowawszy gmach po słabym oporze, wszel­kie sprzęty kościelne, książki i t. p. wyniósł na ulicę i spa­lił; nie popełniono atoli tym razem żadnego gwałtu na osobach. Nadużycie to wywołało silne oburzenie śród wielu nawet katolików. Sejmy w Krakowie, Sandomie­rzu i Wiślicy wyraziły z tego powodu swoje nieza­dowolenie, a dla bliższego zbadania sprawy wysłano pełno­mocników, którzy wykazali, iż władze miejskie krako­wskie nie spełniły w powyższym wypadku swoich obo­wiązków. Zawezwano przeto przed sejm koronacyjny kilka osób obwinionych o współudział we wspomnianych nadużyciach. Te wszakże nie stawiły się przed sejmem, a sprawa sama została zatarta pod następnem panowaniem.

 

Swobodę wyznaniową zabezpieczały konfederacje niektórych województw. Tak np. konfederacja połączo­nych województw: lubelskiego, sandomierskiego i krako­wskiego, dnia 27 grudnia 1586 r. zniosła przedawnioną ustawę z r. 1438, którą stronnictwo rzymskie zastoso­wać próbowało przeciw ewangelikom. Znamiennem jest, iż Myszkowski, biskup krakowski, przewidując niebez­pieczne zamiary jezuitów, podpisał to postanowienie. Aczkolwiek w różnych częściach kraju władza świecka okazywała chęć utrzymywania swobody wyznania, duchowieństwo katolickie usiłowało ograniczyć ją na sej­mie konwokacyjnym w marcu 1587 r.; oparli się jednak temu świeccy posłowie, którzy, zamiast popierać swe duchowieństwo, przeciwnie; objawili zamiar ograniczenia jego władzy. Biskupi zagrażali wtedy rozwiązaniem zgro­madzenia, czem daliby pierwszy przykład zastosowania „liberum veto“ *), które później tyle szkody przynio­sło Polsce. Na szczęście zapobiegł temu Wawrzyniec Goślicki **), biskup kamieniecki, podpisując uchwały sejmu, za co otrzymał podziękowanie zgromadzonych, jako zbawca ojczyzny, a surowe napomnienie biskupów i legata papieskiego.

 

–––––––––––

*) Wiadomo, iż jeden członek mógł nietylko przeszkodzić uchwale prawa, lecz nawet doprowadzić do rozwiązania sejmu, proklamując swoje veto.

**) Wawrzyniec Goślicki jest autorem dzieła politycznego p. t. „De Optimo Senatore," wydanego w Wenecji 1587 r.

 

Ponieważ ewangelicy byli jeszcze bardzo silni, mogli więc przechylić szalę na korzyść kandydata sprzyjające­go ich widokom, gdyby, rozumiejąc własną korzyść, utrzymywali między sobą zgodę. Na nieszczęście niena­wiść ku Zamojskiemu tak zaślepiła Zborowskich, iż, za­miast popierać mądre zamiary tego wielkiego męża, wraz z innymi magnatami protestanckimi przyłączyli się do legata papieskiego Hannibala z Kapuy, aby wspólnie opierać się wyniesieniu na tron czy to samego Zamoj­skiego, czy też księcia siedmiogrodzkiego, któremu on sprzyjał, i podtrzymywali sprawę brata cesarskiego, arcy­księcia Maksymiljana. Car moskiewski Fedor, syn Iwa­na Wasiljewicza Groźnego, książę zupełnie różny uspo­sobieniem od swego ojca, miał też liczne stronnictwo, zwłaszcza śród litwinów. Siostrzeniec króla Zygmunta Augusta, Zygmunt Waza, następca tronu szwedzkiego, miał poparcie w ciotce swej, królowej wdowie Annie.

 

Zygmunt III Waza obrany królem pol­skim 1587

 

Zamojski, niechętny kandydaturze austrjaka, stanął po stronie księcia szwedzkiego, którego też obrano dnia 19 sierpnia 1587 r., pomimo silnego oporu Zborowskich i ich stronników, którzy, ogłosiwszy królem polskim arcyksię­cia Maksymiljana, popierali go siłą zbrojną. Zamojski atoli zwyciężył arcyksięcia w bitwie pod Byczyną, na Szlązku, gdzie wziąwszy go do niewoli, osadził na zam­ku w Krasnymstawie i trzymał tam tak długo, dopóki Maksymiljan nie zrzekł się praw swych do korony pol­skiej, poczem został uwolniony. Wielką jednak klęską dla przyszłej pomyślności kraju była w owym czasie ślepa nienawiść Zborowskich ku Zamojskiemu, gdyż prze­szkodziła wyniesieniu tego męża na tron Polski, wbrew życzeniom wielu jego rodaków. Zdaje się jednak, iż wielki ten obywatel (a może największy, jakiego wy­dała Polska) nie miał zamiaru ubiegać się o tron swe­go kraju; albowiem, gdyby istotnie zapragnął korony Polski, której sprawami kierował przez czas pewien całkowicie, to, pomimo nawet oporu przeciwników, za­zdroszczących mu jego wielkości, zdołałby niezawodnie tron posiąść. Jakiebądź jednak były przyczyny, które nie dopuściły Zamojskiego do korony polskiej, skutki te­go, podług naszego przekonania, były najopłakańsze zarówno dla naszej ojczyzny jak i dla sprawy protestan­tów; gdyż Zamojski, aczkolwiek należał do kościoła. katolickiego, okazywał się przez całe swe życie nieugię­tym obrońcą swobody religijnej a we wszelkich okoli­cznościach przedstawiał się jako przeciwnik polityki Rzymu i Austrji; czego dowiodą niejednokrotnie dzieje panowania Zygmunta III Wazy.

 

Wychowanie królewicza Zygmunta.

 

Zygmunt, syn Jana, króla szwedzkiego, i Katarzy­ny Jagiellonki; siostry Zygmunta Augusta, był wnukiem Gustawa Wazy. Matka jego była gorliwą katoliczki, poddaną całkowicie wpływowi jezuitów. Małżonek jej, aczkolwiek wyznawca luteranizmu, przez pewien czas zdawał się chwiać w swej wierze i okazywał wielką skłon­ność ku katolicyzmowi. Dozwolił on wychowywać syna w wierze katolickiej, spodziewając się, iż to ułatwi mu pozyskanie tronu polskiego; w tym też celu kazał go uczyć naszego języka. Król Jan kilkakrotnie porozumie­wał się z jezuitą Possewinem i innymi wysłańcami pa­pieża co do ugody między stolicą apostolską a Szwecją; jako warunki stawiając : komunję pod dwiema postacia­mi, małżeństwo księży i odprawianie mszy w języku naro­dowym. Papież jednak nie chciał się na to zgodzić, a wątpliwe też, czy sam król szczerze tego pogodzenia sil z Rzymem pragnął, gdyż krok taki mógł doprowadzić do buntu jego poddanych a jemu zagrozić utratą koro­ny.

 

Gorliwość Zygmunta dla wiary kato­lickiej.

 

Okazało się też, iż żałował, że pozwolił wychowy­wać syna w zasadach kościoła katolickiego; lecz młody książę. tak się już niemi przejął, iż największa surowość ojca nie zdołała skłonić go do brania udziału w na­bożeństwie luterskiem. Usposobienie królewicza w tym względzie tak było dobrze znane w Rzymie, iż Sy­kstus V pisał do przedstawiciela Francji, że Zygmunt, gdy zostanie wyniesiony na tron polski, wykorzeni pro­testantyzm nietylko w Polsce lecz i w Szwecji *).

 

Obiór takiego księcia na króla wielce był groźny dla sprawy ewangelickiej, w Polsce, zwłaszcza, iż za poprzedniego panowania wiele już ucierpiała ona z powo­du niewytłómaczonej a zgubnej w skutkach, swych przychylności Stefana Batorego dla jezuitów, którzy przez zakładanie szkół na przestrzeni całego państwa wpłynę­li na rozbudzenie w narodzie zwrotu ku katolicyzmowi. Jeżeli więc oddziaływanie Rzymu przeciw protestantom takie zrobiło postępy za panowania monarchy dbałego o utrzymanie swobód narodowych, czegóż dopiero mo­żna było się spodziewać po ślepym fanatyzmie Zygmun­ta III? Długie panowanie tego króla o tępym umyśle (1587-1632 r.) przedstawia jeden ciąg kierunku poli­tycznego, który polegał na gorliwem popieraniu zwierz­chności Rzymu we wszystkich stosunkach Polski tak we­wnętrznych jak zewnętrznych, z zupełnem zaniedbaniem spraw korzystnych dla narodu, którym rządził: Opłaka­ne to kierownictwo podkopało dobrobyt Polski i zasiało w niej ziarna wszelkiego zła, które stało się następnie przyczyną upadku narodu.

 

––––––––––––

*) Raumer, „Historja XVI i XVII wieku“ I, 293.

 

 

Ponieważ stronnictwo przeciwne Rzymowi było je­szcze wówczas o tyle silne, by nie dopuścić do otwartego prześladowania za wiarę, czego zresztą wzbraniały prawa krajowe, Zygmunt przeto, idąc za radą jezuitów, używał ze smutnem powodzeniem przekupstwa jako środka do osiągnięcia celu, do którego nie śmiał dążyć uciskiem. Aczkolwiek władza monarsza była w Polsce pod wielu względami ograniczona, królowi przecież przysługiwało prawo rozdawania zaszczytów i majętności. *)

 

 

Skuteczna po­lityka Zy­gmunta III wobec akato­lików.

 

Otóż Zy­gmunt trzymał się zasady obdarzania niemi, o ile to od niego zależało, tylko katolików, lub świeżo na katolicyzm nawróconych choćby nie z przekonania, lecz z wyracho­wania **). Podług tych zasad postępując przez cały ciąg 45-ioletniego swego panowania, Zygmunt doprowadził do tego, iż w chwili jego zgonu było w senacie tylko dwóch ewangelików ***), podczas gdy przy zgonie Zygmunta Au­gusta cały niemal senat składał się z przeciwników Rzymu.

 

–––––––––––

*) Królowie polscy rozporządzali znaczną ilością posiadłości, znanych pod nazwą starostw, które zobowiązani byli rozdzielać między szlachtę jako dożywocie. Dar tego rodzaju, uważany jako nagroda za służbę, nazywany był panis bene me­rentium; ponieważ jednak monarcha mógł według własnej woli rozporządzać temi dobrami, używał ich jako środka . do podtrzymywania swej władzy. Zostały one zamienione w potężne narzędzia pokosy w rękach Zygmunta III, która niemi na­gradzał tych, którzy wyrzekali się protestantyzmu lub greckiego kościoła i nawra­cali się na katolicyzm.

 

**) Był to ten sam projekt, który proponował Gratiani Henrykowi Walezemu.

 

***) Jak już zauważyliśmy w przypiskach do tomu I-go, podania o rzekomej przewadze protestantów polskich w senacie są przesadzone, jak pokazują nasze szczegółowe obliczenia. Najpomyślniejszy stosunek protestantów do katolików był w 1569 r., jak to w tomie I-ym wskazano. Następnie ilość protestantów stale się zmniejszała. Już w 1587 r., t. j. w chwili wstąpienia na tron Zygmunta III-go, liczba protestantów w senacie świeckim, t: j. nie licząc biskupów i nie licząc tak­że t.zw. drążkowych kasztelanów (których wszystkich wyznania określić dziś prawie niepodobna), wynosiła tylko 25, z których 13 wojewodów 12 (większych) kasztelanów. Ogólna zaś liczba krzeseł w senacie świeckim wynosiła wtedy 71, z których 38 wojewodów. Tym sposobem przy wstąpieniu na tron Zygmunta III tylko część trzecia świeckiego senatu należała do kościoła ewangelickiego. Śród drążkowych kasztelanów, co do których dokładnych wiadomości nie posiadamy, stosunek dla ewangelików był prawdopodobnie jeszcze niepomyślnejszy. Przy śmierci Zygmunta III-go liczba senatorów ewangelików była przeciwnie nieco wię­ksza, niż podaje autor. Zasiadali wtedy ewangelicy: Zygmunt Grudziński, woje­woda kaliski, Rafał Leszczyński, wojewoda bełski, i kasztelani: kijowski, Roman Hojski (arjanin, chełmiński, Fabjan Cema (ewangelik reformowany), i parnawski, Korff Mikołaj (ewangelik wyznania augsburskiego). Oprócz tego z ministrów ewangelikiem był hetman polny litewski Krzysztof ks. Radziwiłł. Z drążkowych kasztelanów ówczesnych wiemy o Adamie Grodzieckim, kasztelanie nabielskim. Właściwymi jednakże przywódcami ruchu ewangelickiego ówczesnego byli ciągle hetman Radziwiłł i wojewoda Leszczyński. Z wymienionych Grudziński i Gra­dziecki zostali przed śmiercią katolikami. H. M.

 

 

Zważywszy jednak ułomność ludzką oraz wielki wpływ, jaki na wyższe warstwy społeczeństwa wywiera żądza bogactw i wyniesienia, należy ubolewać raczej nad smutnym tejże skutkiem, niż się temu dziwić. Innym sposobem, którego używał król dla zgniecenia protestan­tów, była zupełna bezkarność wszelkich gwałtów na nich spełnianych, wbrew prawom państwa: brak wszelkiej kary za przestępstwa, zasługujące na najsurowszy jej wy­miar, przyzwyczaił naród do lekceważenia praw, co pod­kopało podstawę społeczeństwa, zasiewając jednocześnie w Polsce zarodki przyszłych nieporządków i anarchji.

 

Usiłowania duchowień­stwa rzym­skiego celem odzyskania dziesięcin i włości.

 

Pierwszą pod tem panowaniem próbą *) duchowień­stwa rzymskiego w celu odzyskania utraconego wpływu °' był postawiony na sejmie koronacyjnym w r. 1588 wnio­sek, żądający zwrotu posiadłości i dziesięcin, zabranych duchownym katolickim przez protestantów. Tu się za­znaczył wyraźny wpływ nowego króla; albowiem ten sam wniosek, postawiony i odrzucony za panowania Batorego, tym razem przyjęty został, lecz nie prosty drogą. Nie ośmielono się znieść prawa z 1556 roku, które upoważniało każdego szlachcica do zaprowadzenia w swym majątku nabożeństwa chrześcijańskiego wedle

 

–––––––––––

*) Do stosunków wyznań za czasów Zygmunta III wiele ciekawego ma­terjału zebrał Dr. W. Sobieski w pracy: „Nienawiść wyznaniowa tłumów za pa­nowania Zygmunta.” H. M.

 

obranego przez się obrządku, wskutek czego dochody, pobierane poprzednio przez kościoły rzymsko-katolickie, przypadały w udziale zborom tych wyznań, jakie w danej miejscowości przeważały. Konfederacja z r. 1573 zabezpieczyła każdemu posiadanie tego, czego wówczas był właścicielem; ewangelicy więc zatrzymali nadane kościołom ich dziesięciny i włości. Sejm z r. 1588 obrał przeto drogę pośrednią, dozwalając kościołowi rzymskie­mu wytaczać procesy o odzyskanie straconych posiadło­ści. Pozwolenie to jednak nie przedstawiało żadnych korzyści dla duchowieństwa rzymskiego, nie starano się nawet wyzyskać go, gdyż niepodobna było dochodzić praw posiadania, nie wywołując przytem wstrząśnień i zaburzeń, ponieważ znaczna liczba bogatych rodów, powróciwszy na łono kościoła katolickiego, nie zamierzała bynajmniej wyrzekać się bogactw, nabytych w czasie swe­go odszczepieństwa.

 

 

Usiłowania Zamojskiego celem naprawienia zasady obierania królów udaremnione przez opór bisku­pów katolickich i samego Zygmunta III.

 

Zamojski, pragnąc zapobiedz knowaniom tak obcych jak i swoich przy obiorze króla, postawił na sejmie 1589 r. wniosek, aby nie wymagano od przyszłych mo­narchów polskich należenia do kościoła katolickiego i że­by wyłączono od tronu polskiego członków rodziny Habs­burgów. Przeprowadzeniu tej ustawy sprzeciwili się zarówno biskupi jak i król, wielce sprzyjający domowi austrjackiemu, kładąc nacisk na umieszczenie w ustawie warunku, iż król musi być rzymskim katolikiem. Za­mojski ze swej strony obstawał przy zatrzymaniu wyra­zu „katolik,” z opuszczeniem „rzymski.“ W końcu wnio­sek ten, dążący do poprawienia ustawy państwa w spra­wie najważniejszej i do zapobieżenia nieporządkom, po­wstającym przy burzliwych obiorach królów, zaniechany został wskutek oporu biskupów; pomimo to warunek, że król musi być rzymskim katolikiem, uchwalono do­piero w 1659 roku.

 

Synod kato­licki w Gnieźnie 1589 r. wydaje kilka uchwał prze­ciw herezji, które bulla papieska po­twierdza i obostrza.

 

Synod rzymsko-katolicki w Gnieźnie 1589 r. potę­pił surowo konfederację z r. 1573 i ogłosił bardzo sta­nowcze uchwały względem przeciwników kościoła. Po­stanowiono też zabronić budowania nowych kościołów i szkół ewangelickich. Najważniejszą atoli z uchwał po­wziętych na tym synodzie przez gorliwych zwolenników Rzymu było postanowienie; iż na tron polski może być obierany tylko niewątpliwy stronnik papiestwa, oraz że prymas nie ma prawa ogłaszać wyboru kandydata, któ­rego przychylność dla stolicy apostolskiej nie zostałaby stwierdzona. Papież Sykstus V wzmocnił tę ustawę bulli, która jeszcze obostrzała jej przepisy, orzekając, iż zwolennicy monarchy heretyckiego podlegać mieli klątwie i tak oni jako ich potomkowie tracić prawo do godności duchownych. Synod gnieźnieński zabronił bi­skupom okazywania jakichbądź względów; heretykom, chociażby w stosunkach świeckich, i groził klątwą ka­żdemu, ktoby brał udział w jakichbądź czynnościach, sprzeciwiających się władzy kościoła lub papieża. Po­nieważ jednak prawa duchowne przeciwko heretykom i kacerstwu nie mogły być stosowane, gdyż temu sprze­ciwiały się ustawy krajowe, trzeba więc było użyć środków skuteczniejszych do osiągnięcia zamierzonego celu. Obrano tedy zbór krakowski za przedmiot zemsty Rzymu.

 

Zniszczenie przez tłum kościoła ewangelickiego w Krakowie.

 

Dnia 23 maja 1591 r. motłoch, prowadzony przez akademików a zachęcony przez jezuitów, napadł na wy­żej wspomniany kościół *) i po krótkim oporze ze stro­ny ewangelików ,zniszczył go i spalił. **)

 

–––––––––

*) Heydenstein powiada, że rozruchy były wywołane przez jakiegoś szkota, który w owym czasie miał licznych zwolenników w Krakowie, jako też w wielu in­nych miastach Polski. Podczas publicznej dysputy religijnej, która się zakończyła kłótnią, miano zabić kilku przeciwników. w takim razie napaść byłaby ze strony protestantów. Skarga również oskarża protestantów. Żaden inny historyk je­dnak nie wspomina o tem zdarzeniu. Thuanus stanowczo twierdzi, że zostało ono wywołane przez podżegania jezuitów.

 

**) Jednocześnie ze zborem ewangelickim spalony został i zbór arjański w Krakowie.  H.M.

 

 

Ewangelicy zbierają się w Chmielniku celem nara­dzenia się nad legalnymi środkami obro­ny.

 

Gwałt ten jako też usiłowane próby podobnych temu wstrętnych czynów w Wilnie wzbudziły śród ewangelików polskich obawę o ich sprawę w razie, gdyby podobne przestępstwa uchodziły bezkarnie. Zwołali oni przeto do Chmielnika synod w celu naradzenia się nad środkami obrony swych praw, a powstrzymując się od wszelkich gwałtownych postanowień, wyprawili poselstwo do króla, aby mu przedstawić pogwałcenie ustaw i swobód narodowych. Poselstwo to, składające się z 26-iu osób pod przewo­dnictwem Płaza, starosty lubaczowskiego, przedstawiło monarsze swe zażalenie w sposób pełen uszanowania. Zy­gmunt przyrzekł ukarać winnych, pozostawić swobodę wyznaniową i zezwolił na odbudowanie spalonego ko­ścioła. Jednocześnie surowo zganił ewangelików za ze­branie się w Chmielniku, mieniąc ten krok ich samo­wolą i ujmą dla swej władzy; zakazał też zamierzonego przez protestantów zgromadzenia w Radomiu. *)

 

Drogi zjazd ewangelików, w Radomiu.

 

Posłu­chanie to, zamiast uspokoić umysły, powiększyło ogólne niezadowolenie, a ewangelicy licznie zjechali się do Ra­domia, wbrew królewskiemu zakazowi, który sprzeciwiał się ustawom państwa, dozwalającym na podobne zgro­madzenia. Na zebraniu tem, w którem uczestniczyło wiele osób wpływowych, unikano wszelkich pozorów buntu, o który oskarżało ewangelików stronnictwo rzym­skie, i uchwalono na przyszłym sejmie wymódz za­twierdzenie swych praw i zapewnienie trwałości uchwa­łom konfederacji z r. 1573. Wyrażono też przy tej spo­sobności powszechnie życzenie, by następny sejm ozna­czył miejsca, gdzieby ewangelicy mogli się bezpiecznie zgromadzać dla odprawiania swego nabożeństwa. Stron­nictwo rzymskie osiągnęło jednak w zupełności swój cel w kwestji kościoła ewangelickiego w Krakowie: zbór bowiem, lękając się odbudowania, przeniósł swe na­bożeństwa do wsi Aleksandrowic, którą uważał za miejsce bezpieczniejsze.

 

 

–––––––––––

*) Djarjusz tego zjazdu, odnaleziony w Siedmiogrodzie, ogłoszony został przez prof. Zakrzewskiego 1902 r. w archiwum komisji historycznej w Krakowie. H. M.

 

 

Napaść tłumu na dom ewangelika w Krakowie 1593 r uchodzi bezkarnie.

 

Gwałty, spełniane dotychczas na kościele ewangelickim, zwróciły się następnie ku członkom zboru, wskutek czego dom Jana Kalaja, je­dnego z przedniejszych mieszczan krakowskich, został dnia 7 maja 1593 r: napadnięty przez tłum i zrabowany. Magistrat sam doniósł królowi o tem zdarzeniu, załą­czając wyraźne dowody zbrodni i prosząc o zabezpie­czenie osób i ich mienia przed takimi wybrykami. Król przecież nie dał żadnej na to odpowiedzi, a dozwalając sprawcom tego występku ujść bezkarnie, dowiódł, iż pochwala ich postępowanie.

 

Daremne usiłowania jezuitów, by powtórzyć w Poznaniu gwałty dokonane w Krakowie.

 

Jezuici, chcąc wypadki krakowskie powtórzyć w Poznaniu, posłali tam 1593 r. swych wychowańców, by ci napadli na kościół braci czeskich. Gdy atoli tłum nie przyłączył się do akade­mików, zmuszeni byli zaniechać swego przedsięwzięcia, zadowalając się groźbami i przekleństwami. Sprawę tę przedstawiono na sejmie w Warszawie, a wpływ ewangelików był jeszcze wówczas dość silny, aby, po­mimo silnego oporu duchowieństwa rzymskiego, wymódz prawo wyznaczające kary na burzycieli spokoju po­wszechnego, co pozwoliło braciom czeskim używać go jeszcze przez kilka lat następnych. *)

 

W Prusach królewskich, gdzie władza panującego mniej była ograniczona, niż w Polsce, wskutek odrę­bnych ustaw miejscowych, zwrot ku katolicyzmowi uja­wnił się silniej i bardziej stanowczo. Gdy Zygmunt, przejeżdżając przez kraj ten w drodze do Szwecji 1593 r., roz­kazał, by zabrane katolikom kościoły w Toruniu i Elblą­gu, gdzie luteranizm był przeważający, zostały zwrócone, mieszkańcy nadaremnie powoływali się na długie po­siadanie tych świątyń i na prawa zabezpieczające im swobodę sumienia. Toruńczycy prosili, by ich przynaj­mniej uwolniono od jezuitów, lecz i tego nie zdołali uzy­skać.

 

––––––––––

*) Patrz u Łukaszewicza str.139.

 

Nie mogąc stawić oporu, ulegli władzy, lecz po­derwało to w nich przywiązanie do korony polskiej, *) osłabiając łączność ich z naszym krajem. I Gdańsk otrzymał rozkaz zwrócenia katolikom kościoła panny Marji, co wywołało krwawe bunty, w których zabito i poraniono wielu ludzi; a gdyby senat miejski nie użył stanowczych środków dla przywrócenia pokoju, to pra­wdopodobnie rozjątrzony tłum byłby wymordował wszy­stkich katolików. Zaburzenia te skłoniły Zygmunta, iż powstrzymał swe zabiegi ku przywróceniu katolicy­zmu w Gdańsku, a sprawcy owych zamieszek nie byli na­wet sądownie ścigani. Lepiej powiodło się królowi w tem mieście 1595 roku, gdyż wzmiankowany kościół zo­stał wtedy zwrócony rzymskim katolikom. Gdańszcza­nie zanieśli wprawdzie do sejmu skargę na tę krzywdę, lecz nadaremnie.

 

Musimy tu zaznaczyć zdanie przywódców stron­nictwa rzymskiego, wypowiedziane z przyczyny smutnych wypadków, któreśmy opisywali. Jezuita Piotr Skarga; najwymowniejszy z kaznodziejów, jakich Polska wydała, cieszący się wielkimi względami króla Zygmunta III, ogłosił z przyczyny zniszczenia kościoła ewangelickiego w Krakowie rozprawę,**) w której nietylko uniewinniał ten czyn, lecz wielce go pochwalał. W szumnie brzmiących wyrazach rozpoczyna od twierdzenia, iż przemawia z na­tchnienia Ducha Św. Następnie uniewinnia akademików wszechnicy, iż rozpoczęli napad na ewangelików, i dzię­kuje Bogu, że ukarał winnych. Usiłowanie uniewinnie­nia swego stronnictwa przez rzucenie na przeciwnika winy pierwszej zaczepki byłoby tylko prostym wybie­giem dla obrony sprawy.

 

–––––––––––

*) Patrz Piaseckiego.

**) Adnotatio ad Evangelicos et alios Acatholicos, es parte fani Cracovien­sis eversi, etc.

 

Lecz Skarga poszedł dalej usprawiedliwia sam czyn zburzenia kościoła, nie po­chwalając jeno sposobu, w jaki został dokonany, i uwa­żając go za przypadkowy i wzbroniony. Twierdzi on, iż to, co istnieje bezprawnie, może być zniszczone bez niesprawiedliwości, przeto i kościół ewangelicki może być zburzony, gdyż istnieje bez prawnych podstaw; albowiem biskupi miejscowi, którzy z wili Bożej sami wy­łącznie mogą sądzić o prawdzie religijnej, nie zgodzili się na wybudowanie go. Stosownie do tej zasady wszel­kie wyznanie, nie mające powyższego zatwierdzenia, nie mogło być uprawnione. Zniszczenie kościoła kacerskie­go - mówi dalej Skarga - było potrzebne, gdyż ten sta­wał się przyczyną ustawicznych rozruchów; należało na­wet dawno to uczynić za pośrednictwem władzy świe­ckiej, lecz z obawy zamieszek odkładano tę sprawę do czasu, gdy nareszcie czyn ów spełniły „niemowlęta,“ albo raczej potęga Boska dla zbawienia dusz przez nich działająca! Nowatorowie obdzierają kościoły, wypędza­ją prawdziwych kapłanów, zagarniają ich dochody, znoszą dziesięciny, niszczą sądownictwo kościelne i po­mnażają świętokradztwem swe mienie ! Wkońcu Skar­ga tak dalece się zapędził, iż woła : każdy pochwalają­cy swobodę religijną jest bluźniercą! przedstawia za godny naśladowania przykład Ludwika IX francuskiego, który bluźniercom kazał obcinać języki. Skarga zalecał tępienie herezji wszelkimi możliwymi środkami nietyl­ko we wspomnianej wyżej rozprawie, lecz wszystkie jego kazania, zwłaszcza te, które wygłaszał wobec kró­la i sejmów, przepełnione były najgwałtowniejszemi i naj­zajadlejszemi napaściami na ewangelików, nader wymo­wnie wypowiadanemi. Nie ulega też wątpliwości, iż sławny ten kaznodzieja katolicki wielce przyczynił się do zwycięstwa swego kościoła w Polsce.

 

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

 

Hosted by www.Geocities.ws

1