ROZDZIAŁ XII.

Panowanie Jana Kazimierza.

 

Bunt kozaków. – Elekcja Jana Kazimierza. – Ewangelicy usiłują zabezpie­czyć sobie wolność wyznania. – Wojna z kozakami.– Uspokojenie buntu kozackiego udaremnione przez duchowieństwo rzymsko-katolickie. – Woj­na z Moskwą r. 1654. – Wojna ze Szwecją i powody, które ją wywo­łały. – Szwedzi wkraczają do Polski, a wielu malkontentów przyłącza się do nich. – Jan Kazimierz opuszcza Polskę, niemal całą zajętą przez szwedów. – Niesprawiedliwy zarzut, jakoby ewangelicy mieli poddać Li­twę szwedom. – Miasta Prus królewskich, jakkolwiek ewangelickie, zachowują wierność Janowi Kazimierzowi. – Pycha króla szwedzkiego odstręcza odeń polaków. – Konfederacja w Tyszowcach. – Szwedzi ustę­pują z Polski. – Szwedzkie wojska okrutnie obchodzili się z duchowieństwem rzymsko-katolickiem w Polsce. – Ewangelików obwiniają pisarze katoliccy o sprzyjanie uciskowi szwedów.–Spalenie Leszna. – Prześladowanie ewangelików w Krakowie. – Pokój w Oliwie 1660 r., mający zapewnić ewangelikom swobodę wyznania, pozostaje martwą literą wo­bec wzmagającego się fanatyzmu katolików. – Stan protestantyzmu w Prusach królewskich             str. 185-205.

 

 

 

Panowanie tego nieszczęśliwego króla stanowi w dzie­jach polskich okres niezaprzeczenie najwięcej obfitujący w wypadki. Klęski, które spadły na kraj nasz za jego rządów, wstrząsnęły do samych podstaw potężną jeszcze wówczas Polską i przywiodły ją nad sam brzeg prze­paści. Lecz chociaż straszne nieszczęścia, raz po raz spadające na państwo w przeciągu lat dwudziestu; po­ciągnęły za sobą najopłakańsze skutki, wykazały one jednak wielką moc charakteru narodowego, która ocaliła kraj od ostatecznej zagłady, zagrażającej mu jednocze­śnie z powodu najścia potężnych sąsiadów i, co gorsza, z powodu niesnasek domowych.

 

Bunt koza­ków.

 

Jeszcze król Władysław IV nie zamknął był oczu, gdy na całej Ukrainie, pod wodzą Chmielnickiego, wy­buchł krwawy bunt kozaków, który się wnet rozszerzył na wszystkie południowo-wschodnie województwa kraju. Lu­dność ruską wyznania wschodniego skłoniła do podnie­sienia sztandaru buntu nienawiść jej do narzucanej im bezustannie unji z Rzymem. Nie będziemy tu mówili o innych przyczynach zaburzeń, mających źródło swe w stosunkach społecznych jak i w kilku przypadkowych okolicznościach; nie chcemy zapuszczać się w badanie owych przyczyn, gdyż te, jako należące do politycznych dziejów Polski, wychodzą poza ramy niniejszego dzieła.

 

Elekcja Jan Kazimierza.

 

Jan Kazimierz pokazał, czem jest, zostając naj­pierw jezuitą a później kardynałem. Nie mogli się przeto innowiercy łudzić nadzieją, że panowanie jego będzie dalszym ciągiem sprawiedliwych rządów brata jego Wła­dysława; to też dysydenci starali się przeszkodzić obio­rowi Jana Kazimierza, popierając Stefana Rakoczego, księcia Siedmiogrodu, który, aczkolwiek ewangelik, miał śród szlachty katolickiej licznych stronników, do których należał także słynny wojownik, książę Jarema Wiśnio­wiecki. Gdy jednak Rakoczy umarł, Jan Kazimierz, nie mając żadnego współzawodnika, obrany został na tron polski dnia 22 listopada 1648 r.

 

Ewangelicy usiłują zabez­pieczyć sobie wolność wy­znania.

 

Na sejmie elekcyjnym ewangelicy starali się otrzy­mać zapewnienie swych praw i zabezpieczyć się od wzmagających się wciąż prześladowań. A byli jeszcze między ewangelikami ludzie wysokie zajmujący sta­nowiska, jak np. Janusz książę Radziwiłł, hetman pol­ny litewski; Bogusław Radziwiłł, koniuszy litewski; Leszczyński, *) wojewoda dorpacki; Denhoff, wojewoda pomorski;

 

 

––––––––––––––

*) Wspomniany tu Leszczyński, imieniem Andrzej, wojewoda dorpacki, był synem Rafała, wojewody bełskiego, i Anny Radzimińskiej, wojewodzianki podla­skiej. Wojewoda Andrzej † 1651 r. Listę wymienionych w tekście senatorów ewangelików przy wstąpieniu na tron Jana Kazimierza należy uzupełnić jeszcze przez następujące nazwiska. Zajmowali jeszcze krzesła w senacie protestanci: Abramowicz Mikołaj, wojewoda troski († 1651 r.), Korff Mikołaj, luteranin, wo­jewoda wendeński († 1659), Denhoff Henryk, wojewoda parnawski († 1669), brat Gerharda. wojewody pomorskiego, wspomnianego w tekście ( † 1649), Naruszewicz Aleksander, kasztelan żmudzki († 1663), Firlej Andrzej, kasztelan bełski, wódz pod Zbarażem, zmarły 1650 r. wojewodą sandomierskim, jednym z pierwszych dy­gnitarzy Rzeczypospolitej; Rajecki Gedean, kasztelan miński, † 1654 r. wojewodą mińskim; Ossoliński Mikołaj, kasztelan dorpacki († 1650). Do tych senatorów do­dać jeszcze należy Grudzińskiego, wojewodę kaliskiego; który jednakże wkrótce potem, w wieku bardzo podeszłym, przed samą śmiercią, przyjął katolicyzm. Tym sposobem w chwili wstąpienia na tron Jana Kazimierza, śród 38 wojewodów było 6 ewan­gelików, a śród 33 większych kasztelanów 4 wyznawców „szczerego słowa Bożego.“ Wszystkich zatem śród 71 senatorów było 10 protestantów. H. M.

 

Gorajski, kasztelan chełmski, oraz wielu in­nych. Szlichting, sędzia wschowski, wygłosił przy tej sposobności świetną mowę, przedstawiając, iż, aczkolwiek ustawy narodowe zapewniały protestantom prawa i swo­body, cierpią oni sroższe prześladowanie niż przodkowie ich przed uchwałą konfederacji z 1573 r.,

 

Książę Bogusław Radziwiłł, † 1669 r.

 

która zape­wniła wszystkim obywatelom Rzeczypospolitej wolność oddawania Bogu czci podług własnego ich przekonania; wyliczył następnie krzywdy wyrządzane ewangelikom w różnych częściach kraju. Po Szlichtingu przemawiał Gorajski, twierdząc, iż uchwała konfederacji owej, za po­mocą której mądrość przodków chciała uchronić naród od przelewu krwi chrześcijańskiej, jest bezustannie gwałco­na; że protestanci przez długi czas znosili cierpliwie liczne swe krzywdy, składając je na ołtarzu dobra powsze­chnego; gdy przecież miara się przebrała, czują się znie­woleni upomnieć się o należne im prawa. Przytem przed­stawił Gorajski sejmowi na piśmie szesnaście zażaleń, w których uskarżano się najbardziej na ograniczenie swobody wyznaniowej przez trybunały, na kilka otwar­tych prześladowań i na wyłączenie innowierców z urzę­dów; kończy zaś stanowczem żądaniem; aby uchwała konfederacji z r. 1573 ściśle była przestrzegana. Rozją­trzyło to gorliwych katolików, a Balcer Sarbiewski, sędzia ciechanowski, napadł gwałtownie na ewangelików i zarzucał im: że zgromadzają się w ogrodzie pałacu Radzi­wiłła na nabożeństwa, podczas których złorzeczą święte­mu kościołowi katolickiemu, gwałcąc tem zasadnicze pra­wa Mazowsza, *) wzbraniające protestantom zamieszki­wania w tem księstwie. Śród uczestników sejmu po­wstało wskutek. tego wystąpienia takie zamieszanie, że należało się obawiać krwi rozlewu.. Dopiero Stefan Koryciński, jeden z najbardziej patrjotycznych posłów, chcąc przywrócić spokój, przemówił do zebranych, upo­minając ich do zgody, i błagał ewangelików, aby, ze ,względu na grożące ojczyźnie niebezpieczeństwo, zadowo­lili się potwierdzeniem przysługujących im swobód, zanie­chawszy przedstawienia swych skarg sejmowi zgromadzo­nemu celem naradzania się nad dobrem kraju, nie zaś celem rozsądzania zażaleń.

 

Janusz Radziwiłł zażądał wtedy, aby sejm ogłosił ustawę konfederacji ż r. 1573 za prawo nienaruszalne, któ­rego pogwałcenie pociągnęłoby za sobą odpowiedzialność przed zwykłymi sądami. Rzymscy katolicy oparli się temu słusznemu żądaniu. Ewangelicy zaś, będący w mniej­szości, widzieli niebezpieczeństwo grożące ze strony Chmielnickiego, którego zastępy wyrzynały zarówno ka­tolików jak protestantów; przyjęli przeto wniosek posła Korycińskiego, który ich wzywał do zgody, i zadowolili się jednomyślnem zatwierdzeniem dawnych swobód, które też zapisano do uchwał sejmowych i do „pacta conventa." Zażalenia ich pozostały bez odpowiedzi.

 

–––––––––––––

*) Sarbiewski mylnie stosował to prawo. Konfederacja z r. 1578, ustana­wiając zupełną wolność religijną, zniosła tem samem wszystkie poprzednie prawa, ograniczające ewangelików. Obowiązywała ona wszystkie dzielnice Rzeczypospo­litej a zatem i księstwo Mazowieckie.

 

Gerhard Denhoff, wojewoda pomorski, † 1649 r.

 

Na sejmie koronacyjnym 1649 r. protestanci pono­wili żądania naprawy swych krzywd; lecz sejm zbyt był wówczas zajęty obroną kraju przeciw kozakom, ażeby zwracać uwagę na inne sprawy, przyrzeczono tylko ewangelikom roztrząsnąć ich skargi na przyszłym sejmie. Pomimo tego następny sejm z r. 1660 nic nie uczynił dla protestantów, którzy i tym razem otrzymali tylko piśmienną obietnicę od króla, prymasa Łubieńskiego i Leszczyńskiego, marszałka sejmu, iż na przyszłym sej­mie sprawa ich zostanie rozpatrzona a słuszne ich żą­dania zaspokojone. Obietnice te nie zostały jednak ni­gdy spełnione.

 

Wojna z kozakami.

 

Ponieważ dzieje religijne za Jana Kazimierza ści­śle łączą się z ówczesnymi wypadkami politycznymi, - musimy więc i o nich wspomnieć pokrótce. Bunt kozacki, ogarniając coraz szersze przestrzenie, zamieszki­wane przez ludność należącą do kościoła wschodniego, ogarnął nawet niektóre części Litwy. Korzystając z nie­porządków podczas bezkrólewia, kozacy wkroczyli do Małopolski i posuwali się pod Lwów i Zamość, speł­niając przytem największe gwałty na wszystkich bez różnicy przekonań religijnych. Pochód ich powstrzy­mały wojska litewskie, pod dowództwem księcia Janu­sza Radziwiłła, który kilkakrotnie pobił kozaków. Pod­czas tych wojen zasłużyło się dla ojczyzny, prócz Ra­dziwiłła, także wielu innych innowierców, z pomiędzy których należy tu wymienić : generała artylerji Krzy­sztofa Arciszewskiego *) oraz Adama Kisiela, przezwa­nego, ze względu na przezorność i roztropność polity­czną, polskim Richelieu. Kisiel, należący do tegoż kościoła co i kozacy, cieszył się wielkim u nich wpły­wem, dzięki czemu powiodło mu się w r. 1649 dopro­wadzić do chwilowej zgody stron wojujących. Takim sposobem wojna domowa została na czas jakiś zawie­szona, a kozacy, otrzymawszy niektóre przywileje, po­wrócili do posłuszeństwa względem Polski. Na mocy zawartej w r. 1649 umowy kościół wschodni odzyski­wał wszystkie dawne swe prawa i przywileje a nadto metropolita kijowski nabywał prawo zasiadania w sena­cie. Ostatni ten warunek, nadający ów zaszczyt głowie potężnego stronnictwa, mógł wzmocnić łączność ludno­ści wyznania greckiego z koroną, był więc zarówno sprawiedliwy jak polityczny. Lecz, niestety, duchowień­stwo katolickie udaremniło wprowadzenie w czyn tego prawa, albowiem, gdy metropolita kijowski przybył do Warszawy, biskupi rzymsko-katoliccy z nuncjuszem papieskim na, czele oświadczyli, iż opuszczą senat w ra­zie, gdyby zasiadł w nim metropolita.

 

–––––––––––––

*) Arciszewski, urodził się przy końcu XVI wieko w Wielkopolsce, gdzie jego ojciec Eljasz Arciszewski, szczególny przyjaciel Socyna i wielki krzewiciel jego sekty, której był duchownym, posiadał dobra ziemskie. Otrzymał świetne wychowanie i oddał się z wielkiem powodzeniem powołaniu wojskowemu. Opu­ścił kraj, będąc zawikłany w sprzeczkę z księdzem katolickim, w której to spra­wie postąpił z wielką gwałtownością. Udał się więc do Holandji, zaciągnął się tam do wojska i został wysłany z ważną wyprawą do Brazylji, którą Holandja wtedy właśnie zdobyła od Portugalji. Arciszewski bronił tej zdobyczy z wielką walecznością przeciwko hiszpanom mimo znacznie mniejsze przez się posiadane siły, przeciwstawiając liczbie nieprzyjaciela wielkie swe męstwo, nadzwyczajną działalność i wyższą znajomość sztuki wojennej. Zbudował kilka twierdz, a je­go sprawiedliwość i bezstronność zjednały mu szacunek zwyciężonej ludności. Najlepszym dowodem jego bezinteresowności może służyć fakt, że, dowodząc przez wiele lat krajem tak bogatym jak Brazylja, opuścił go, będąc biedniejszy, aniżeli wtedy, gdy przyjął dowództwo: Mówi on w jednym ze swoich listów ze szla­chetną dumą : .,Zawsze przekładałem sławę nad bogactwo i tylko raz wziąłem okop z hiszpańskiego miasta w ilości 2000 talarów za to, że powiesili jednego z dobrych moich żołnierzy; pieniądze te natychmiast rozdzieliłem pomiędzy woj­sko." Nieporozumienia z hrabią Janem Maurycym de Nassau, którego rząd holender­ski posłał do Brazylji, zmusiły Arciszewskiego do opuszczenia tego kraju, by podać skargę przed stany państwa w Holandji. Zasługi, położone dla Holandji, musiały być nader ważne a skarga przeciw hrabiemu Maurycemu Nassauskiemu słuszna, jeśli generalne stany niderlandzkie, mimo wpływ wielki rodziny Nassauskiej, nie zganiły postępowania Arciszewskiego, lecz, przeciwnie, wyznaczyły mu znaczną sumę na zaciąg nowego wojska i złoty medal. Jedna strona medalu przedsta­wia herb rodzinny Arciszewskiego, zawieszony na kolumnie, otoczonej trofeami i wieńcem wawrzynu z dwoma następującymi napisami: „Victricem accipe 1au­rum" i „Hostia Hisp. profligat" Na odwrotnej stronie znajduje się następujący napis: „Heroi, generis nobilitate, armorum et literarum scientia longe pæstantis­simo Christ. ab Arcischau Arciszewski rebus in Bresilia per triennium, prudentiss, fortis, feliciss, gestis. Societas Americana susæ gratitudinis, et ipsius fortitudinis, ac fidei, hoc monumentum esse voluit. A Ch. Nato CI)I)CXXXVII". Odbitka medalu tego znajduje się w historji medalów niderlandzkich, wydanej przez Ger­harda Loona, i w pięknem dziele, wydanem przez hrabiego Edwarda Raczyńskiego, w jęz. francuskim i polskim, p. t. „Polski Medalier," Wrocław, r. 1838.

Arciszewski, który pozostał w służbie Holandji aż do pokoju z Portugalją w r: 1641, otrzymał zaszczytne wezwanie króla Władysława IV do powrotu do Polski i objęcia służby we własnym swym kraju. Przyjął to wezwanie i został generałem artylerji w r. 1646; mianowany kasztelanem przemyskim, otrzymał też starostwo kamienieckie. Zmarł na początku panowania Jana Kazimierza w Le­sznie, dokąd się usunął z powodu wieku podeszłego. Zwłoki jego złożono do kruchty kościoła ewangelickiego w Lesznie, gdzie, podczas pożary miasta, spłonęły wraz z kościołem w r. 1656. Arciszewski, choć wychowany w zasadach socyn­jańskich, w czasie pobytu swego w Holandji należał do kościoła reformowanego. Zostawił on kilka dzieł w owych czasach bardzo cenionych. Brat jego Eljasz, który wraz z nim opuścił kraj dla tych samych przyczyn, odznaczył się w służbie w Danji i Szwecji, poczem powrócił do kraje, któremu służył z chlubą wielki.

 

Uspokojenie buntu koza­ckiego uda­remnione przez ducho­wieństwo rzymsko-katolickie.

 

Powyższa oko­liczność równie jak bezustanne usiłowania katolików, zmierzające do narzucenia unji wyznawcom kościoła wschodniego, oraz niektóre inne powody rzuciły zarze­wie nowej wojny domowej, która była zgubna dla Pol­ski pomimo świetnego zwycięstwa pod Beresteczkiem, odniesionego w dniu 28 czerwca 1651 r. przez polaków nad połączonemi siłami kozaków i tatarów krymskich.

 

Wojna z Mo­skwą r. 1654.

 

Gdy znowu wybuchła wojna kozacka, Chmielnicki wezwał na pomoc cara moskiewskiego, który też w r. 1654 wkroczył do Polski. Książę Janusz Radziwiłł, wów­czas już hetman wielki litewski, acz dzielny i zdolny wódz, popełnił ten błąd, że, nie czekając na przybycie hetmana polnego Gosiewskiego, przyjął bitwę z przeważającemi siłami nieprzyjaciela. Jeżeli prawdą jest, iż Radziwiłł postąpił tak z obawy, by nie podzielać chwały zwycięstwa z Gosiewskim, to błąd ten byłby nie do przebaczenia, gdyż wojska jego zostały pobite a Pol­ska straciła znaczną część Litwy. Niebawem przecież wystąpił przeciw Polsce wróg silniejszy od kozaków i in­nych jej nieprzyjaciół, a był nim Karol Gustaw, król szwedzki. Ponieważ najście jego na Polskę wywarło wielki wpływ na nasze sprawy religijne, musimy więc dać czytelnikom zarys przyczyn, które spowodowały najście Szwedów, i ważniejszych wydarzeń tej nowej wojny.

 

Wojna ze Szwecją i po­wody, które ją wywołały.

 

Jan Kazimierz, jako syn Zygmunta III Wazy, rościł sobie prawo do tronu szwedzkiego i łudził się nadzieją odzyskania go. Spodziewając się osiągnąć za­mierzony cel przez układy z królową Krystyną, córką Gustawa Adolfa, zapominał jednak, że religja katolicka, której był gorliwym wyznawcą, była nieprzezwyciężoną przeszkodą do osiągnięcia tronu w kraju protestanckim. Roszczenia Jana Kazimierza, który przybrał tytuł króla szwedzkiego, obudziły niechęć dworu w Sztokholmie, któ­ry też potajemnie podżegał kozaków przeciw Polsce. Do tych czynników politycznych przyłączył się jeszcze jeden czysto osobisty, który wywarł jednak wielki wpływ na sprawy Polski. Jan Kazimierz zakochał się w żonie pod­kanclerza Hieronima Radziejowskiego, który był jednym z jego ulubieńców. Król gotów był dostojeństwami i bo­gatemi starostwami obdarzyć tego wpływowego magnata, gdyby tenże był zechciał wzamian poświęcić swe prawa małżeńskie. Radziejowski odrzucił haniebny ten układ, lecz żona jego, nie podzielająca szlachetnych uczuć męża, wystąpiła wrogo przeciw niemu, a skorzystawszy z nieo­becności męża, zagarnęła jego dom przy pomocy swego brata. Powróciwszy do stolicy, Radziejowski zebrał przy­jaciół i przy ich pomocy zdobył napowrót swój pałac. Obie strony, dopuściwszy się gwałtów pod bokiem króla, naraziły się na surową karę za obrazę majestatu; lecz sąd marszałkowski, do którego należało karanie takich zbrodni, wydał, pod wpływem króla, wyrok, skazujący Radziejowskiego na najsurowszą karę w prawie przewidzianą, podczas gdy żona jego wraz ze swym bratem podlegli karze bardzo lekkiej. Radziejowski, przywie­dziony tym wyrokiem do rozpaczy, opuścił kraj, posta­nawiając pomścić swoją krzywdę przez zdradę ojczyzny.

 

Udał się więc najpierw do Wiednia, by podburzyć cesa­rza przeciwko Janowi Kazimierzowi, lecz tam zabiegi je­go nie odniosły' skutku. Wówczas udał się do Sztokhol­mu, gdzie skwapliwie został przyjęty przez panującego wówczas w Szwecji Karola Gustawa, któremu królowa Krystyna odstąpiła tron. Radziejowski przedstawił kró­lowi, iż niezadowolenie z rządów Jana Kazimierza tak silne jest w Polsce, iż zdobycie korony tego kraju przy­szłoby mu z niezmierną łatwością. Nietrudno było Radziejowskiemu skłonić Karola Gustawa do najazdu na Polskę, zwłaszcza, gdy Jan Kazimierz sam już był nastręczył królowi szwedzkiemu dogodny pozór do zacze­pnego wystąpienia, zaprzeczywszy przez posła swego w Sztokholmie praw Karola Gustawa do tronu szwedz­kiego. Wprawdzie, spostrzegłszy swój błąd, starał się król polski wejść z przeciwnikiem w układy w ce­lu odwrócenia następstw swego kroku nierozważne­go, lecz mu się to już nie powiodło.

 

Szwedzi wkraczają do Polski, a wielu malkontentów przyłącza się do nich.

 

Feldmarsza­łek szwedzki Wittenberg wkroczył z Pomorza do Wielkopolski na czele 17,000 wojska, a województwa po­znańskie i kaliskie; za namową Radziejowskiego, otwar­cie przystąpiły do Szwedów w Ujściu dnia 25 lipca 1655 r. Protestanci wielkopolscy przyłączyli się tym razem do swych katolickich współobywateli tem chętniej, iż mogli się spodziewać, że, w razie gdyby król szwedzki zasiadł na tronie polskim, to, wynagradzając ich za czynne po­parcie swej sprawy, nie omieszka zabezpieczyć ich praw wyznaniowych. Niesprawiedliwy jednak i nieuczciwy jest zarzut czyniony przez współczesnego autora*) prote­stantom, jakoby oni przeważnie przyczynili się do prze­rzucenia się Wielkopolan na stronę Szwedów; trudno bo­wiem przypuścić, aby ewangelicy, nie mający dość wpły­wu, by położyć kres popełnianym na nich nadużyciom i prześladowaniom, na jakie nieustannie byli narażeni, zdołali nagle dojść do takiego znaczenia wobec kato­lików, aby ich módz nakłonić do otwartego rokoszu przeciw panującemu monarsze.

 

Jan Kazimierz opuszcza Pol­skę, niemal całą zajętą przez szwedów.

 

Niebawem po Wittenbergu przybył król szwedzki z nowemi siłami, a odrzuciwszy układy z posłem Jan Kazimierza, ciągnął ku Warszawie. Król polski usunął się bez walki do Krakowa, skąd udał się na Szlązk, gdzie posiadał księstwa opolskie i raciborskie. Karol Gustaw; zwyciężywszy oddział wojska polskiego pod wodzą Lanc­korońskiego i Koniecpolskiego, którzy mu się poddali i zaprzysięgli wierność, obległ Kraków, dzielnie bronio­ny przez Czarnieckiego, który jednak wkońcu również musiał się poddać. Gdy jednocześnie Moskwa zdobyła Wilno i zniszczyła Litwę, wówczas litwini uznali króla szwedzkiego jako dziedzicznego swego pana i ogłosili swą niezależność od Polski.

 

Niesprawie­dliwy zarzut, jakoby ewangelicy mieli poddać Litwę szwedom.

 

Czyn ten również niesłusznie przypisywany bywa protestantom,**) bo chociaż książę Janusz Radziwiłł był istotnie wtajemniczony w ugo­dę, zawartą dnia 16 sierpnia 1655 r. w Kiejdanach z ge­nerałem szwedzkim Magnusem de la Gardie, to, prócz księcia, podpisali jeszcze tę ugodę : biskup żmudzki i kasztelan wendeński, katolik. Była to sprawa czysto polityczna a nie wyznaniowa, a przeprowadzono ją na korzyść litwinów, nie zaś ewangelików.

 

–––––––––––––

*) Patrz Łukaszewicza „O kościołach braci czeskich w Wielkopolsce“ str. 227. Z przykrością zaznaczamy różnicę zdania z autorem, którego wielce cenimy; bezstronność jednak i szczerość, które to zalety cechują jego dzieło, tem bardziej nakazują nam nie pominąć tego, co uważamy za błąd.

 

**) Łukaszewicz 1. c., powtarza on jednakże tylko zdanie innych historyków.

 

Trudno się też dziwić, że litwini tak chętnie przeszli pod panowanie szwedzkie, zważywszy, iż wobec ucisku, jakiego dozna­wali od wojsk moskiewskich i kozackich, szukali ocale­nia w poddaniu się potężnemu monarsze, który mógł skutecznie dopomódz im do pozbycia się tych wrogów a podbił już był większą część Polski.

 

Miasta Prus królewskich, jakkolwiek ewangelickie, zachowują wierność Janowi Kazi­mierzowi.

 

Karol Gustaw napotykał słaby opór w Polsce, gdzie bezsilność i płochość nieszczęśliwego Jana Kazimierza powszechne budziły niezadowolenie, to też w przeciągu kilku miesięcy król szwedzki stał się panem całej nie­mal Polski. Przed berłem jego nie złożyły jeszcze hoł­du te tylko części Rzeczypospolitej, które zajęte były wówczas przez wojska kozackie i ich sprzymierzeńców, oraz Prusy. Były to zwłaszcza miasta pruskie, zamie­szkane przez protestantów, które pozostały wierne prawo­witemu monarsze; pomimo to, że Jan Kazimierz powsze­chnie znany był jako zagorzały katolik; podczas gdy województwa i miasta, zamieszkane przez katolików, pod­dały się protestanckiemu najeźdcy. Chcąc tedy podbić Prusy, Karol Gustaw opuścił Kraków, zabierając z so­bą oddział wojska polskiego; który mu się był poddał. Szwedzki monarcha uważał się już za króla polskiego, i rzeczywiście zdawało się, że nic nie przeszkodzi mu do objęcia tronu w kraju naszym.

 

Pycha króla szwedzkiego odstręcza odeń polaków.

 

Szybkie jednak powodzenie wbiło Karola Gustawa w taką pychę, iż, zamiast zabezpieczyć sobie prawowite posiadanie korony, wolał uważać ją za osobistą zdo­bycz; więc, gdy posłowie województwa sandomierskiego żądali zwołania sejmu elekcyjnego, król szwedzki od­rzekł hardo, iż nie potrzebuje być obierany, bo jest już królem i panem narodu z prawa zdobyczy, a wskazu­jąc na miecz, dodał: „Temu zawdzięczam swój obiór.“ Taka odpowiedź oburzyła polaków, a nieszczęścia Jana Kazimierza rozbudziły szlachetniejsze uczucia narodu, któ­ry, zapominając o płochości swego króla, widział teraz tylko jego niedolę.

 

Konfederacja w Tyszowcach.

 

Zawiązała się więc w Tyszowcach w Lubelskiem dnia 19 grudnia 1655 r. konfederacja, któ­ra wezwała Jana Kazimierza, by do niej przystąpił. Król, w nadziei odzyskania tronu, uroczyście oddał pań­stwo swoje i samego siebie szczególniejszej opiece Marji panny, zaprzysięgając przytem usunięcie krzywd, jakich doznawają stany niższe, oraz nawrócenie heretyków, co znaczyło oczywiście, iż będzie ich prześladował. Karol Gustaw, zajęty podówczas w Prusiech zdobywaniem miast, które mu się tam jeszcze opierały, opuścił kraj ten i udał się na Południe; lecz, pomimo zwycięstw, jakie je­szcze niejednokrotnie odnosił nad stronnictwem Jana Kazimierza, szczęście wojenne Szwedów zaczynało ble­dnąć z chwilą, gdy zaślepienie polaków ustępowało miej­sca poczuciu obowiązków względem ojczyzny.

 

Szwedzi ustę­pują z Polski.

 

Rozbudzona odporność narodu, jako też kilka innych okoliczności, stały się przyczyną stopniowego oswobodzenia Polski od najeźdców, pomimo iż liczba ich chwilowo zwiększyła się przez najazd znacznych sił Jerzego Rakoczego. Lecz, opowiadając o tych wypadkach, wspomnieć musimy o tem, co dla nas jest najważniejsze, a mianowicie przedstawić wpływ ich na sprawę protestantów polskich.

 

Szwedzkie wojsko okru­tnie postępuje z ducho­wieństwem rzymsko-kato­lickiem w Polsce.

 

Jakkolwiek król szwedzki bardzo dbał o zachowanie surowej karności w swem wojsku, chcąc pozyska sobie przez to mieszkańców kraju, który miał zamiar pod berłem swojem zatrzymać, i dlatego też okazywał wielki szacunek duchowieństwu i kościołowi katolickie mu, to jednakże nadzwyczajne powodzenie, stale dotąd towarzyszące jego wyprawom, spowodowało takie rozlu­źnienie karności w wojsku szwedzkiem, iż żołnierze zaczęli się dopuszczać rozmaitych nadużyć, głównie na duchowieństwie katolickiem. Trudno się zresztą dziwić takiemu postępowaniu, zważywszy, iż żołnierze ci, po większej części uczestnicy wojny trzydzie­stoletniej, przywykli do swawoli, wypływającej z dłu­gotrwałego stanu wojennego: nauczeni uważać religję za hasło walki stronniczej, postępowali podłóg tego w Polsce. Religijną ich nienawiść podsycała żądza rabunku, wskutek czego wiele kościołów i klaszto­rów, zwłaszcza w Wielkopolsce, padło ofiarą żołdactwa szwedzkiego, które mordowało i pastwiło się nad ducho­wnymi katolickimi. Tak np. Szwedzi zamordowali Jana Braneckiego, sufragana poznańskiego, uczonego teologa, we własnym jego domu, jako też Wojciecha Gowarcze­wskiego, archidjakona tejże kapituły, którego, po od­cięciu obu rąk, wrzucono do rzeki. Zamordowano też w okrutny sposób księży w Zbąszynie, Babimoście i kil­ku innych miastach; w Szremie zaś wyrznięto wszystkich znajdujących się tam franciszkanów. Generał szwedzki Wrzesowicz, rodem z Czech, zdawał się chcieć na polskich katolikach pomścić krzywdy, doznawane przez ewangelików w ojczyźnie swojej, jak gdyby Polacy byli temu winni : plamił więc swe wyznanie wybrykami bar­barzyńskimi, rabując kościoły i klasztory katolickie i mor­dując duchowieństwo. Pisarze katoliccy przypisują pro­testantom w Wielkopolsce podmawianie Szwedów do popełniania owych gwałtów; a socynjanie i bracia cze­scy, zwłaszcza ci, którzy z Czech i z Moraw schronili się do Polski, najsilniej byli obwiniani o sprzyjanie wrogom.

 

Ewangelików obwiniają pi­sarze katoliccy o sprzyja­nie uciskowi Szwedów.

 

Jakkolwiek popieranie obcego najeźdcy przeciwko ojczyźnie bynajmniej nie zasługuje na pochwałę, łatwo się jednak tłómaczy tem, że w kraju, tak podzielonym na stronnictwa, jak wówczas była Polska, uczucie przy­wiązania do ojczyzny ustępowało przed duchem stronni­czości. Wszelako mniej tu zadziwia postępowanie so­cynjanów, którzy, prześladowani zarówno przez katoli­ków jak przez ewangelików, szukali opieki u Szweda; natomiast niepodobne do przebaczenia było zachowanie się w tym wypadku czechów i morawian, którzy znale­źli w Polsce schronienie przed prześladowaniem, jakiego doznawali we własnej ojczyźnie.

 

Wobec takiego zachowania się wojska szwedzkiego, łatwo pojąć powstałe stąd oburzenie na najeźdców oraz tych, których, słusznie czy niesłusznie, uważano za zwolenników ich i sprzymierzeńców. Niektóre wydarze­nia z tej wojny, jak poniżej opisany wypadek, nie przy­czyniały się bynajmniej do szerzenia przyjaznych uczuć pomiędzy wrogiemi stronnictwami. Szlachta wielkopolska, otrząsnąwszy się ze swego zaślepienia w królu szwedzkim, podniosła broń przeciwko szwedom i zniosła kilka oddziałów szwedzkich.

 

Spalenie Le­szna.

 

Dnia 27 kwietnia 1656 r. zbliżył się ów oddział szlachty do Leszna, zamieszka­nego wyłącznie prawie przez ewangelików a głównie przez braci czeskich. Polacy wezwali mieszkańców do otwarcia bram miasta. Znajdująca się tam szczupła za­łoga szwedzka, złożona z kilkuset jazdy, zażądała tylko dla siebie wolnego wyjścia; lecz obecny temu sławny uczony, Jan Amos Comenius, rektor szkoły ewange­lickiej w Lesznie, namówił mięszkańców i załogę, by się bronili do ostatka. Wówczas wojsko polskie po­stanowiło zdobyć oporne miasto, lecz odparte zostało ze stratą stu ludzi. Następnego jednak dnia taki strach ogarnął mieszkańców, iż, zasłyszawszy, że woj­sko polskie gotuje się do ponownej napaści, tłumnie opuścili Leszno w największem zamieszaniu i wraz z ro­dzinami i mieniem, jakie zdołali z sobą zabrać, udali się na Szlązk; załoga szwedzka również wyszła, a około godziny 6 wieczorem miasto było już prawie puste. Wojsko polskie, zająwszy miasto, oddało je na rabunek okolicznych włościan, poczem je podpalono. Niektórzy mieszkańcy Leszna, dopędzeni w ucieczce, srodze zo­stali pokrzywdzeni i obdarci z resztek zabranego z so­bą mienia.

 

Po niejakim czasie wkroczył do Wielkopolski Stefan Czarniecki, który najbardziej przyczynił się do oswobo­dzenia kraju od najeźdców; wojsko jego składało się z ludzi, jakich mógł zaciągnąć, głównie zaś z wołochów, przyzwyczajonych do wszystkich nadużyć wojny barba­rzyńskiej. Pomimo więc, iż Czarniecki nieugiętą surowo­ścią usiłował utrzymać karność w wojsku swojem, nie zdołał przecież zapobiedz, by źle płatne żołdactwo nie dopuszczało się najstraszniejszych gwałtów. Pod pozo­rem ukarania wielkopolan za bunt przeciwko prawemu królowi, rabowano ich bez względu na ich przekonania polityczne i religijne; lecz, chociaż nie oszczędzano na­wet duchowieństwa katolickiego, najsrożej przecież wsku­tek tych gwałtów cierpieli protestanci, znienawidzeni przez swych katolickich współobywateli. Tysiące ewan­gelików chronić się musiało na Szlązk, do Brandenburgji i Saksonji, a wielu padło ofiarą żołdactwa lub religijnej nienawiści wrogów swego wyznania. W mieście Skoki wymordowano w tym czasie 65 protestantów, a ducho­wni ich : Jakobides, Orficki, Milota, Kardus i wielu in­nych zostali pozbawieni życia w sposób najokrutniejszy. Zniszczono też doszczętnie wiele kościołów, a wiele ro­dzin z niższych warstw społeczeństwa przeszło na kato­licyzm głównie dlatego, że przez dwa lata nie było w ca­łej wielkopolsce nabożeństwa ewangelickiego. Gdy stan rzeczy w Polsce powrócił nieco do równowagi, zaczęła tu wracać rozproszona przez owe wypadki szlachta pro­testancka, lecz duchowni ewangeliccy nie śmieli po­kazywać się w swej ojczyźnie, i dopiero w roku 1658 niektórzy z nich przybyli potajemnie do Polski, aby od­wiedzić pozostałych tu swych współwyznawców i od­prawiać nabożeństwa według swego obrządku. *)

 

–––––––––––––

*) Patrz u Łukaszewicza str. 227 i nast. Znajduje się też ciekawy ręko­pis w arcybiskupim księgozbiorze w Lambeth, p. t. „Ultimus in Protestantes Bo­hemiæ Confessionis Ecclesias Antichristi furor," pisany przez Hartmana i Cyryla, duchownych protestanckich i profesorów szkoły w Lesznie, którzy nazywaj siebie „wygnańcami Chrystusa.“ Zostali oni wysłani do Holandji i Anglji, by prosić pomocy dla swych nieszczęsnych braci, która im też hojnie została udzielona. Dzieł­ko ich zawiera opis najwstrętniejszych okrucieństw zadawanych protestantom, bez różnicy wieko i płci, i kończy się słowami: „dolor vetat pluta addere:“ Był też drukowany raport, ułożony podług tego rękopisu, dla Cromwella, który upo­ważnił ich rozkazem z dnia 2 maga 1659 r. do zbierania ofiar po całym kraju. Patrz „A Representation of the State of the Protestant Churches in Europe" Londyn, 1659 r.

 

Po za­warciu pokoju ze szwedami 1660 r. w Oliwie, ducho­wieństwo ewangelickie otwarcie powróciło do swych zbo­rów, które były teraz w opłakanym stanie : kościoły ich bowiem albo zagarnięte były przez katolików, albo spalone i zniszczone; a zbory przez rabunek i kontry­bucję zubożały tak dalece, że nie posiadały środków nietylko na odbudowanie świątyń, lecz nawet na ich od­restaurowanie. Składki, zbierane na ten cel w Holandji i Anglji przez upoważnionych do tego wysłańców; nie wystarczały dla tak licznych potrzeb nieszczęśliwych protestantów Wielkopolski. To też w tej dzielnicy ewan­gelicy nigdy już nie podźwignęli się z upadku, spowo­dowanego przez tylko co opisane smutne wydarzenia.

 

Prześladowa­nie ewangelików w Krakowie.

 

Jeżeli ewangelicy krakowscy nie zdołali się zabezpieczyć od prześladowania ze strony katolików podczas ­panowania Władysława IV, o ile trudniej było spodziewać się tego za jego następcy, którego poglądy religijne o tyle były ciasne, o ile zmarły brat jego posiadał sąd światły i bystry. Wszelako przez dwa pierwsze lata rządów Jana Kazimierza zostawiono protestantów w spokoju, pra­wdopodobnie dzięki wspólnemu niebezpieczeństwu, na ja­kie wszyscy zarówno byli narażeni ze strony kozaków, mordujących i rabujących wszystkich bez różnicy wy­znania. Spokój ten trwał do 1650 roku, w którym ka­tolicy znów postanowili w dniu Wniebowstąpienia na­paść na ewangelików. Akademicy krakowscy starannie się przygotowali do tego przedsięwzięcia, wciągając doń liczny motłoch i powierzając dowództwo niejakiemu Ryszkowskiemu. Tak wszystko obmyśliwszy, napadli naj­przód na dom majętnego mieszczanina Valanda jako też na mieszkanie szlachcica Chrząstowskiego, sędziego dy­stryktu krakowskiego, i zrabowali całe ich a dość znaczne mienie. Zachęceni tem powodzeniem, napadli na inne do­my oraz sklepy już bez względu na wyznanie ich właści­cieli. Gwąłty te skłoniły władze do wdania się w tę spra­wę, skutkiem czego rozpędzono burzycieli a niektórych z nich uwięziono. Protestanci jednak nie chcieli docho­dzić swych krzywd, wiedząc z wielu poprzednich do­świadczeń, że się to na nic nie przyda.*) Szlachta po­wiatu proszowskiego, w województwie krakowskiem, po­leciła swym posłom żądać od sejmu ustawy, któraby su­rowe nakładała kary za podobne wybryki. Sejm uwzglę­dnił wprawdzie to żądanie, lecz jakież znaczenie mogły mieć wszelkie nowe ustawy prawne tam, gdzie nie za­chowywano dawniej wydanych?! Wielu też ewangelików z obawy powtórzenia się zajść podobnych opuściło Kra­ków, a utrata tych zamożnych i pracowitych obywateli nader niekorzystnie wpłynęła na przemysł i handel tego miasta. W r. 1653 uknuto przeciw protestantom rozle­gły spisek, do którego wciągnięta została wielka liczba mieszkańców wsi okolicznych. Gdyby zamiary spisko­wców doszły do skutku, niechybnie wyrżniętoby wszy­stkich ewangelików i zrabowano całe miasto. Na szczę­ście jednak przeszkodziło temu duchowieństwo katolickie, obawiające się groźnych następstw tak haniebnego przed­sięwzięcia.

 

W czasie gdy Kraków zajmowali Szwedzi, protestan­ci byli z początku zabezpieczeni od wszystkich napaści; lecz, gdy w miarę przedłużającego się pobytu wojsk szwedzkich rozluźniała się karność żołdactwa, zaczęło ono rabować okolicznych mieszkańców bez względu na ich wyznanie. Protestanci województwa krakowskiego, prócz ucisku doznawanego od wojsk najezdniczych, cierpieli jeszcze prześladowanie od swych współobywateli kato­lickich, którzy, zarzucając im przychylność dla wroga, dopuszczali się na nich największych okrucieństw. Jako dowody przytoczymy tu napaść podburzonego motłochu, z dwoma księżmi katolickimi na czele, na kościół ewan­gelicki w Wielkanocy. Kościół został zniszczony zarówno jak wiele domów, a przytem zamordowano kobietę ewangeliczkę i poraniono kilka osób. Takiż napad mo­tłochu urządzony został ponownie przez księży kato­lickich na obywatela ziemskiego Dębickiego, którego wywleczono z domu i zamordowano. W czasie takich wypadków zrabowano wiele księgozbiorów protestan­ckich, między innymi bibljotekę ks. Węgierskiego, dziejo­pisa zboru krakowskiego; częścią jego książek na­pełniono studnię a inną część, zawierającą przeważnie pisma ojców kościoła, użyto na ogień do pieczenia mięsa.

Za rządów Jana Kazimierza wielką też liczbę kościo­łów ewangelickich w Małopolsce, na Czerwonej Rusi, Wołyniu i Podolu zniszczyli kozacy, którzy napadali katolików i protestantów, a częstokroć nie oszczędzali nawet swych współwyznawców.

 

Wogóle panowanie Jana Kazimierza było dla sprawy protestantów polskich tak nieszczęśliwe, że odtąd można uważać ją za straconą. Pozostało wprawdzie jeszcze w kraju naszym wielu ewangelików, i żadna ustawa obowią­zująca w Rzeczypospolitej nie odebrała im praw, które, przeciwnie, były nawet potwierdzane.

 

–––––––––––––

*) Węgierski nic nie wspomina o ukaraniu wichrzycieli, lecz Kochowski twierdzi, że zostali ukarani. Tenże, katolik, nie śmiejąc uniewinnić gwałtów, po­pełnionych przez studentów uniwersytetu, traktuje je lekko. Mówi on: Alumni privilegia quædam credant aut jactant sibi indita, quosque a fide orthodoxa alie­nos vexandi; indultum aliquid scholarum licentiae puerile bellum.“ Lecz Ruda­wski, choć duchowny katolicki, potępia te niegodziwe postępowania. Oto jego sło­wa: „Insolentes conglobato numero studiosi audaci facinore, sub prætextu religionis ædes cujusdam mercatoris invadunt, diripiunt, ac solo æquant. Indebitum re vera, audaxque etiam in dissidentes impune studiosorum facinus.“ Ad an. 1650.

 

Lecz prawa te pozostały, niestety, martwą literą i żadnego wpływu nie miały na dolę protestantów, a zatwierdzanie ich było nieja­ko urągowiskiem wobec tego, że duchowieństwo rzymsko­katolickie wrogo usposobiło ogół narodu przeciwko ewan­gelikom, przedstawiając ich jako nieprzyjaciół własnej ojczyzny, zwolenników Karola Gustawa, jakkolwiek na dwudziestu katolików, stojących po stronie Szwedów, je­den zaledwie przypadał protestant.

 

Pokój w Oli­wie 1660 r., mający zape­wnić ewange­likom swobo­dę wyznania, pozostaje mar twą literą wobec wzmagającego się fanatyzmu ka­tolików.

 

Pokój w Oliwie, zawar­ty w r. 1660 ze Szwedami za poręczeniem Anglji, Francji . i Holandji, potwierdził w ogólnych wyrażeniach prawa i przywileje każdego wyznania, *) a więc i ewangelików; lecz warunki te nie położyły kresu dręczeniu protestan­tów. Tak np. próbowano na sejmie 1661 r. wyłączyć z izby posłów księcia Bogusława Radziwiłła z powodu jego wyznania ewangelickiego; jednakże nie powiodło się to. Na sejmie 1666 r. posłowie mazowieccy posta­wili wniosek zniesienia uchwały konfederacji z r. 1573, zapewniającej swobodę wyznania; jakkolwiek tym razem żądanie to zostało odrzucone, to już w r. 1668 uchwa­lono prawo, wzbraniające katolikom, pod surową karą, przechodzenia na protestantyzm. **)

 

Stan prote­stantyzmu w Prusach królewskich.

 

Jedyną dzielnicą Polski, w której protestantyzm nie został doszczętnie wytępiony przez zabiegi gorliwości katolickiej, były Prusy królewskie, gdzie się luteranie utrzymali jeszcze w miastach. W r. 1646 wydalono je­zuitów z Gdańska, który, acz wierny Polsce, dość jednak miał siły, by oprzeć się wszelkim usiłowaniom królów pol­skich, dążących do ograniczenia praw tego miasta. Luter­scy mieszkańcy Gdańska niechętnie byli usposobieni nie­ tylko dla katolików, lecz i dla innych wyznań.

 

–––––––––––––

*) Art.II,2 traktatu w Oliwie, który gwarantuje prawa wszystkich bez różni­cy wyznań w Polsce, brzmi: „Omnes cujuscumque status, conditionis et religionis fuerint, suis juribus, privilegiis et consuetudinibus generalibus et specialibus tam in ecclesiasticis quam in civilibus profanisque, quibus anta bellum Sueticum ga­visi sunt, in toto fruantur.

 

**) Konstytucja konfederacji warszawskiej 1668 r., po abdykacji Jana Kazimierza, po raz pierwszy karze odstępstwo od katolicyzmu równą karą jak wyzna­wanie arjanizmu, t. j. wygnaniem z granic Rzeczypospolitej. H. M.

 

Tak np. nie dozwolili osiedlić się u siebie członkom „Stowarzy­szenia Przyjaciół” czyli kwakrów, przybyłych do Gdań­ska w celu głoszenia tam swej nauki: wiele ich ksią­żek zostało zabranych a głównych zwolenników tej sekty, Williama Ormesa, Pültela i Wundlicha w r. 1663 wygna­no z miasta. W latach 1673 i 1674 uwięziono niektó­rych członków tego stowarzyszenia z powodu ich prze­konań, a r. 1615 William Penn i Jerzy Fox wystosowali do rady miejskiej list z żądaniem swobody w wykony­waniu obrzędów religijnych dla swych wyznaniowych braci. Sejm wydał jednak, za namową gdańszczan, prawo, skazujące kwakrów i menonitów na wydalenie z kraju; lecz ponieważ nie użyto żadnych surowych środ­ków dla wykonania tego wyroku, pozostali więc owi sekciarze w Polsce i jeszcze w XIX wieku było w okolicy Gdańska wielu menonitów.. Panowanie Jana Kazimierza upamiętniło się też wydaniem surowych praw przeciwko socynjanom, którzy wskutek tego zmuszeni zostali do opuszczenia Polski.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1