ROZDZIAŁ XI.

Colloquium charitativum w Toruniu 1646 r.

 

Nigrinus podaje Władysławowi IV myśl połączenia różnych wyznań chrześcijańskich. – Wyznaczenie Torunia na miejsce przyjacielskich roz­praw między duchownymi różnych wyznań. – Zdania ogółu o tem ze­braniu podzielone były. – Przygotowawcze synody ewangelickie, poprze­dzające zgromadzenie w Toruniu odbyć się mające. – Socynjanie wyklu­czeni z obrad, mających się toczyć w Toruniu. – Synod helwecko-czeski w Lesznie wzywa tamże zebrany synod luterski do wspólnego działa­nia.– Witenberscy teologowie sprzeciwiają się połączeniu luteran z reformowanymi. – Niewykonalność zamierzonego przez Władysława IV po­łączenia wyznali. – Skład stronnictw religijnych w Toruniu 1645 r. ­Porządek rozpraw na colloquium toruńskiem, przepisany orędziem królewskiem. – Od początku obrad stronnictwa się kłócą; posiedzenia zjazdu kończą się przeto bezowocnie       str. 170-185.

 

 

Pojednawcze usposobienie Władysława IV i chęć utrzymania zgody pomiędzy ścierającemi się stronnictwa­mi wyznaniowemi, których wzajemna nienawiść wzma­gała się w miarę wzrastającego prześladowania, jakiego król, pomimo swoich dobrych chęci, nie mógł powstrzy­mać, skłoniły go do szukania środków połączenia wszy­stkich wyznań istniejących wówczas w Polsce. Zapa­trywania Władysława w tym względzie podzielał całko­wicie Jerzy Ossoliński *), kanclerz koronny, zażywający sławy zdolnego męża stanu; obu zaś utwierdzał w tej mrzonce niejaki

 

Nigrinus podaje Władysławowi IV myśl połączenia różnych wyznań chrześcijańskich.

 

Bartłomiej Nigrinus, z urodzenia socyn­janin, który został potem luterskim, następnie helweckim księdzem w Gdańsku, a wkońcu przeszedł na katolicyzm. Człowiek ten, otrzymawszy przystęp do króla, przedsta­wił mu połączenie wszystkich wyznań chrześcijańskich jako rzecz nader łatwą do uskutecznienia. Król Włady­sław uwierzył w wykonalność tego przedsięwzięcia, przypuszczając, iż człowiek, który kilkakrotnie zmieniał prze­konania religijne, musi dobrze znać wszystkie różnice

 

–––––––––––––––

*) Jerzy Ossoliński szczególnie znany jest z powodu swych poselstw zagra­nicznych. Jego wjazd poselski do Rzymu r. 1634 odznaczał się takim przepychem, iż stał się przedmiotem ogólnego podziwu włochów, którzy wydali dzieło z malo­widłami i rycinami, dotyczące tego przedmiotu. Ossoliński był też posłem do An­glji w r. 1620, a listy jego zawierają ciekawe szczegóły o charakterze Jakóba I.

 

wyznań i przedmioty ich sporów. Zawezwany do wy­jaśnienia swych poglądów, Nigrinus twierdził wobec króla i biskupów, że cel, do jakiego dążył w tym względzie Władysław, da się osiągnąć przez urządzenie polubownej rozprawy między uczonymi teologami rozmaitych wyznań. Król przyjął radę Nigrinusa i postanowił zwołać na przy­jacielskie zebranie (colloquium charitativum) pewną liczbę teologów ze wszystkich wyznań chrześcijańskich, o czem zawiadomił prymasa Mateusza Łubieńskiego i papieża Inocentego X.

 

Wyznaczenie Torunia na miejsce przy­jacielskich rozpraw mię­dzy ducho­wnymi różnych wy­znań.

 

Przygotować do zamierzonego zgro­madzenia miał zwołany przy końcu 1843 r. do War­szawy synod rzymsko-katolicki, który skwapliwie przyjął wniosek króla i wyznaczył wspomniane zgromadzenie na dzień 10 października 1644 r. do Torunia, wybierają na swych przedstawicieli 12 teologów rzymsko-katolickic pod przewodnictwem Tyszkiewicza, biskupa żmudzkiego. Do ewangelików wystosował król łącznie z synodem drukowaną odezwę, *) wzywającą ich do wysłania na zgromadzenie swoich teologów.

 

Zdania ogółu o tem zebra­niu podzielo­ne były.

 

Skoro się ukazała odezwa wspomniana, wielu pisarzy katolickich jako też i ewangelickich wyraziło wątpliwości swe **) o powodzeniu projektu, który, po mimo niejednokrotnych już usiłowań w tym kierunku, pozostał dotąd jeno pobożnem życzeniem ludzi dobrej woli.

 

 

––––––––––––––––

*) Proklamacja ta nie była pisana w stylu zachęcającym dla protestantów, bo wyrażała nadzieję katolików, że protestanci wyrzekną się błędów heretyckich i t. p. Protestanci ze swej strony również nie byli umiarkowani w swych pismach, ogło­szonych przy tej sposobności. Tak np. bracia czescy w odezwie p. t.: „Ogólna modlitwa wszystkich kościołów protestanckich w Wielkopolsce z przyczyny Collo­quium w Toruniu" między innemi piszą: „Panie! nieprzyjaciele wtargnęli do Twe­go dziedzictwa i zohydzili święty Twój kościół. Przeistoczyli w świątynie bałwo­chwalstwa domy czci Twojej poświęcone, w których ojcowie nasi Ciebie wielbili. Wygnali sługi Twoje z miejsc ich a miasta Twojej świętości przemienili w pusty­nie," i t. d. Patrz u Łukaszewicza str. 208.

 

**) Ze strony rzymskich katolików np. ukazało się dziełko: „Catholicorum quorundam in Polonia de reconciliatione in Religione dissidentium impossibilitate, judicium.” Ze strony protestantów: „De colloquio charitativo, ad quod Evange­lici Thorunium iuvitantur, Theologi ejusdem evangelici judicium ac concilium, patribus in Christo qui sunt in Polonia ac vicina Germania submissum, Amsterdarm.“ Jezuici byli pełni najlepszych nadziei co do nawrócenia protestantów za pomocą colloqium, czego dowodzi dziełko ich p. t. „Jesuitica informatio de ne­gotio reductionis hæreticorum ad Ecclesiam Romanam per Regnum Poloniæ.” Wogółe przy tej okazji wydano znaczną liczbę traktatów polemicznych za lub przeciw projektowi, wyliczanie których zbyteczne.

 

Odezwa prymasa doręczona została 31 marca 1644 r. I. Vechnerowi, rektorowi, i profesorom szkoły w Lesznie, siedlisku połączonych wyznań helwecko-cze­skich w Wielkopolsce. I. Vechner uwiadomił o tej ode­zwie wszystkich starszych swego wyznania, ci zaś, ze­brawszy się dnia 15 kwietnia na synod do Leszna, odpowiedzieli prymasowi, iż gotowi są do połączenia się i zgody, byleby to nie naruszyło zasad ich wiary, i przy­rzekli przysłać swych teologów na zamierzone rozprawy.

 

Przygotowa­wcze synody ewangelickie poprzedzając zgromadzeni w Toruniu odbyć się mające.

 

Zbory helwecko-czeskie w Wielkopolsce; pragnąc naradzić się ze zborami reformowanymi Małopolski i Li­twy co do zachowania się swego na colloquium toruń­skiem, wysłały szlachcica Mateusza Głoskowskiego na synod do Chmielnika, zwołany tam na dzień 15 lipca przez zbory reformowane Małopolski. Przedstawiciele niektórych zborów reformowanych Litwy przybyli także na ów częściowy synod, na którym uchwalono zwołać po­wszechny synod na dzień 24 sierpnia do Orli, miasta na Podlaniu, na pograniczu Polski i Litwy. O tem po­stanowieniu zawiadomiono listownie elektor, branden­burskiego, księcia kurlandzkiego, kilku książąt śląskich, miasta pruskie i ważniejsze wszechnice ewangelickie w Niemczech, prosząc jednocześnie o ich zdanie i radę co do zachowania się na zamierzonem zgromadzeniu toruńskiem.

 

W oznaczonym czasie przybyło do Orli ze wszy­stkich stron Polski wiele osób wyznania helweckiego. Po otwarciu synodu, któremu przewodniczył książę Janusz Radziwiłł, odczytano listy nadeszłe od elektora brandenburskiego, od księcia kurlandzkiego, od miast To­runia, Gdańska i. Elbląga, od wszechnicy w Leydenie oraz od wielu uczonych duchownych ewangelickich, jak: Andrzeja Riveta, Henryka Altingiusa, Jana Bergiusa, Wolfganga, Crelliusa, Comeniusa i innych. Po odczy­taniu tych listów, synod obradował nad sposobami pro­wadzenia rozpraw na colloquium w Toruniu.

 

 

 

 

Książę Janusz Radziwiłł, wojewoda wileński, hetman wielki litewski, †1656 r.

 

Wszyscy członkowie synodu zgodzili się na to, iż za mało mają czasu, aby przygotować się do tak ważnego zadania. Postanowiono tedy prosić króla o odroczenie zjazdu to­ruńskiego i w tym celu wyprawiono poselstwo do Wła­dysława, który chętnie zgodził się na to żądanie; we­zwano też braci czeskich, aby porozumieli się z lutera­nami na podstawie ścisłego zachowania ugody Sando­mierskiej.

 

Mimo jednak, iż ze względu na prośbę synodu w Orli król zgodził się na odroczenie zjazdu toruńskiego, peł­nomocnik królewski Jan Kos, kasztelan elbląski, i biskup Tyszkiewicz wraz z teologami katolickimi przybyli do Torunia na dzień oznaczony (10 października 1644 r.); lecz, znalazłszy tam tylko trzech duchownych i czterech ze szlachty ewangelickiej, wnieśli do archiwum miejskie­go skargę na niesłowność stronnictwa ewangelickiego; kilku socynjanów zaś, którzy również przybyli w celu przyjęcia udziału w obradach, nie uzyskało u biskupa nawet posłuchania.

 

Socynjanie wykluczeni z obrad, mających się toczyć w Toruniu.

 

1-go grudnia król wydał ponowne obwieszczenie, na­znaczające zjazd na dzień 28 sierpnia 1645 r. To ogło­szenie królewskie wywołało wielki ruch śród ewangeli­ków całej Polski: zawiązali oni stosunki listowne z naj­uczeńszymi zagranicznymi teologami swego wyznania i zwołali kilka synodów. Do najważniejszych z nich na­leży zebrany do Leszna przez zbory czesko-helweckie dnia 23 kwietnia 1645 r. Miał on podwójne zadanie 1) obranie przedstawicieli na colloquium i zaopatrzenie ich w środki pieniężne, co się bez trudności dało wyko­nać; 2) porozumienie się z luteranami, którzy również do Leszna zwołali byli swój synod, ażeby „utworzyć je­den zastęp w celu obrony przeciw wspólnemu wrogowi:“ Mądre to dążenie okazało się jednak trudne do wyko­nania.

 

Synod helwecko-czeski v Lesznie wzywa tamże zebrany synod luterski do wspólnego działania.

 

Przedstawiciele kościoła czesko-helweckiego udali się 25 kwietnia na zgromadzenie luteran i przedstawili im piśmienną propozycję, aby ci działali, jeżeli nie we wszy­stkiem jednomyślnie, to przynajmniej łącznie z nimi prze­ciwko wspólnemu wrogowi; żądali też, aby luteranie po­słali w tym celu swych teologów do Torunia na dwa tygo­dnie przed dniem oznaczonym na obrady, iżby przez ten czas mogli oni naradzić się z innymi teologami ewange­lickimi o sposobie postępowania podczas rozpraw; przed­stawili wkońcu życzenie, aby, dla dobra całego kościo­ła ewangelickiego, luteranie zaniechali sporów o komu­nję, o osobę Chrystusa i o przeznaczenie, gdyż niezgoda wyrządza ewangelikom polskim szkodę wielką. W kilka dni potem przysłali luteranie swą odpowiedź tej treści, że skłonni są do zgody i że w tym celu zwołali swój synod; że postawione im przez synod helwecko-czeski wnioski poddadzą pod sąd teologów witenberskich a w ra­zie odpowiedzi pomyślnej przystąpią zaraz do zwołania synodu do Wschowa celem zupełnego i wieczystego po­łączenia się ze zborami helwecko-czeskimi. Zapewnili też o swej gotowości, zgodnie z wyznawcami kościoła cze­sko-helweckiego, stawić czoło wspólnemu wrogowi, na­wet w razie, gdyby z Witenbergi nadeszła odpowiedź nieprzychylna.

 

I rzeczywiście, szlachta wyznania luterskiego wy­słała do dziekana i profesorów wydziału teologicznego w Witenberdze list, w którym zaznaczyła, iż liczba szla­chty polskiej wyznania augsburskiego zbyt jest mała, by mogła na sejmach i sejmikach stawić opór przeważają­cej liczbie rzymskich katolików. Pragnąc przeto połączyć się z kościołem helwecko-czeskim, liczącym wielu wy­znawców tak śród szlachty jak senatorów, proszą, by fakultet dozwolił im łącznie z innymi ewangelikami bro­nić zasad wiary wspólnych wszystkim protestantom. Wkońcu proszą o przysłanie teologa na colloquium to­ruńskie.

 

Witenberscy teologowie sprzeciwiają się połączeniu luteran z reformowanymi.

 

Fakultet witenberski atoli odpowiedział szlachcie, że kościół helwecko-czeski zbyt różni się od augsburskiego, aby połączenie ich mogło dojść do skutku a ponieważ wyznania te różnią się w najważniejszych zasadach, przeto i w pomniejszych muszą zachowywać różnice; z powodu tego na colloquium toruńskiem nie powinni luteranie pod żadnym warunkiem działać zgo­dnie z wyznawcami kościoła czesko-helweckiego. Wkoń­cu uwiadamia fakultet szlachtę, iż wyśle do Torunia Ja­na Hülsemana, uczonego teologa witenberskiego.

 

Niewykonal­ność zamie­rzonego przez Władysława IV połączenia wyznań.

 

Przygotowując się do colloquium, ewangelicy okazali królowi i swym wśpółobywatelom rzymsko-katolickim gotowość do  skorzystania z każdej sposobności, by załagodzić dzielące naród różnice wyznaniowe a przy­tem przedstawić siebie w jak najkorzystniejszem świetle: Trudno jednak przypuścić, by trzeźwo myślący prote­stanci wierzyli w możność pomyślnego zakończenia colloquium wobec tego, że kościół rzymsko-katolicki, uwa­żając zasady swe jako ostatecznie ustalone przez sobór Trydencki, nie mógł zgodzić się na żadne w nich zmia­ny w celu zbliżenia się do ewangelików. Ponieważ więc niemożliwe było dla ewangelików połączenie się z Rzy­mem, pozostawało im tylko poddać się jego władzy, a najdalej idące ustępstwa, jakich się mogli przy tem spodziewać od kościoła katolickiego, dotyczyłyby tylko karności i obrzędów, jak: pozostawienia komunji pod dwie­ma postaciami i może małżeństwa ich duchownych; pró­żno natomiast byłoby chociaż przez chwilę jedną łudzić się, że kościół rzymski zmieni główne zasady swej wiary, jak np. pogląd na sakrament ołtarza, na zbawienie przez wiarę i t. p. Gdyby nawet Rzym pozostawił ewangeli­kom komunję pod dwiema postaciami oraz małżeństwo duchownych, uczyniłby to tylko wzamian za poddanie się protestantów władzy papieża, a ustępstwa te nie zo­stałyby nawet zastosowane jako zasada w całym kościele katolickim. Istotnie, o połączeniu wyznań religijnych nie może być mowy tam, gdzie zachodzą podstawowe ró­żnice przekonań; możliwe to jest tylko w takim razie, jeżeli jedno wyznanie przyjmuje zasady drugiego, jak się to stało z częścią kościoła wschodniego, który na sobo­rze Florenckim 1438 r. uznał autorytet papieża i przy­jął wiarę w czyściec oraz w pochodzenie Ducha Świę­tego od Ojca i Syna, zachowując przytem karność i obrzę­dy własne. Gdy niema różnic w zasadach, można robić ustępstwa odnoszące się do karności i obrzędów, czego dowodem było wieczyste połączenie braci czeskich z kościołem helweckim, uskutecznione z łatwością na synodzie w Koźminku r: 1555, podczas gdy połączenie tych kościołów z wyznaniem augsburskiem; dokonane 1570 r. w Sandomierzu, rozchwiało się niebawem wsku­tek powtarzających się sporów w nauce o komunji.

 

Skład stron­nictw religij­nych w Toruniu 1646 r.

 

W oznaczonym dniu, 28 sierpni , 1645 r. zgromadziło się do Torunia duchowieństwo różnych wyznań, a prze­wodniczył zebraniu, z rozkazu króla, Jerzy Ossoliński, kanclerz koronny, przy pomocy dodanego mu w tym celu Jana Leszczyńskiego,*) kasztelana gnieźnieńskiego, zaopatrzonych przez Władysława w polecenia objęte 25 artykułami. Stronnictwa przedstawiały się w sposób na stępujący: Rzymsko-katolickie, pod przewodnictwie Jerzego Tyszkiewicza; biskupa żmudzkiego, składał się z 25 duchownych, wysłanych przez różne djece­zje polskie wraz z wszechnicą krakowską. Zbory czesko-­helweckie przysłały, pod przewodnictwem Zbigniewa Gorajskiego, **) kasztelana chełmskiego, 23 duchownych, a w ich liczbie byli: sławny Amos Comenius, Fryderyk Reichel, profesor uniwersytetu w Frankfurcie nad Odrą,

 

––––––––––––––

*) Wspomniany tu Jan Leszczyński, katolik, był bratem przyrodnim sła­wnego wodza protestantów w Polsce Rafała Leszczyńskiego, wojewody bełskiego († 1636 r.). Ojciec obydwóch, Andrzej, wojewoda brzesko-kujawiski († 1606 r.), był także gorliwym obrońcą „szczerego słowa Bożego" w Rzeczypospolitej. Lecz z li­cznego potomstwa jego tylko dzieci z dwóch pierwszych żon ewangeliczek, Anny Firlejówny i Teodory Sanguszkówny, zostały wychowane w wierze ewangelickiej, gdy dzieci z trzeciej żony, katoliczki, Zofji Opalińskiej, zostały katolikami.

 

Zbigniew Gorajski, kasztelan chełmski, † 1655.

 

**) Zbigniew Gorajski, kasztelan chełmski od 1641 r., kijowski od 1852, († 1665); zajął wiedzą i gorliwością swą stanowisko moralnego przywódcy prote­stantów polskich, opróżnione 1638 r. przez śmierć Rafała Leszczyńskiego. Była to jedna z najwydatniejszych postaci w senacie polskim w ostatnich latach panowa­nia Władysława IV i początkach panowania Jana Kazimierza. Podajemy tu portret współczesny tego znakomitego senatora-ewangelika, rylca Hondiusa. H. M.

 

 

i Jan Bergius, kapelan elektora brandenburskiego. Lutera­nie przysłali 28 duchownych, pod przewodnictwem Zy­gmunta Güldenszterna,*) starosty sztumskiego. W liczbie teologów luterskich znajdował się Jan Hülseman, pro­fesor wszechnicy witenberskiej, i dwóch profesorów uni­wersytetu królewieckiego. Prócz wymienionych powyżej duchownych przybyło na colloquium toruńskie wiele osób należących do wszystkich wyznań.

 

–––––––––––––––––

*) Zygmunt Güldensztern, mianowany następnie, 1655 r., kasztelanem gdań­skim, † 1666 jako ostatni senator niekatolik dawnej Rzeczypospolitej. H. M.

 

 

Porządek roz­praw na col­loquium to­ruńskiem, przepisany orędziem kró­lewskiem.

 

Obrady otwarto w sposób następujący: Katolicy, po wysłuchaniu mszy odprawionej przez biskupa żmudz­kiego, udali się na ratusz, zajmując tam, wraz z peł­nomocnikiem królewskim, miejsce po prawej stronie. Niebawem przybyli reformowani i bracia czescy, którzy zasiedli po przeciwległej stronie sali. Luteranie, przy­szedłszy na ostatku, musieli usiąść w tyle za reformo­wanymi, czem uczuli się wielce dotknięci. Środek sali przeznaczony był dla rozprawiających, dla pisarzów i dla kanclerza, który zajmował miejsce pomiędzy biskupem żmudzkim a Leszczyńskim. On też, jako pełnomocnik królewski, otworzył narady w te słowa: „Władysław IV, jakoby drugi Konstantyn, pieczołowitością swą ustrzegł Polskę od okropności wojny religijnej w czasie. gdy są­siednie państwa przelewają krew w walkach wyznanio­wych. Aby zapobiedz podobnemu nieszczęściu, któreby z zewnątrz udzielić się mogło krajom jego berłu podle­głym, postanowił król nasz zwołać “colloquium charitati­um,“ aby każdemu wyznaniu dać sposobność wypowie­dzenia swych zasad religijnych w sposób skromny a wła­ściwy. Miłościwy Pan nasz ma nadzieję, iż w ten sposób nieporozumienia wyznaniowe łatwo zostaną usunięte, a wówczas teologowie zajmą się ustaleniem Marności, obrzędów i t. p. W tym celu kazał mi król starać się o rozbudzenie bratniej miłości i zgody śród teologów różnych wyznań; a ja proszę was, w imieniu własnem, abyście dla doprowadzenia do skutku tego wielkiego zamiaru, nie odmówili mi swej pomocy i współdziałania.“

 

Gdy kanclerz skończył swą przemowę, odczytano po­lecenia i wskazówki królewskie, według których treść obrad miały stanowić następujące przedmioty:

 

1) ścisłe określenie zasad każdego wyznania;

2) roztrząsanie pra­wdy lub błędów każdej z tych nauk;

3) dokładne zasta­nowienie się nad karnością i obrzędami kościelnymi.

 

Po­lecone więc zostało, by każde z wyznań określiło tre­ściwie a jasno przedmioty sporne w celu przedstawienia ich innym wyznaniom, tudzież, by objaśniło je tak piśmien­nie jak ustnie, ażeby dokładnie zrozumiane zostało, jakie są istotne zasady każdego z trzech zgromadzonych wy­znań a jakie błędnie czynione im zarzuty. Zalecono, aby przy roztrząsaniu różnic wyznaniowych nie wszczy­nano kłótni, i aby w tym celu co najwyżej trzykrotnie odpowiadać na wzajemne zarzuty, nie używać drobnych odcieni i dwuznaczników, lecz zastanawiać się natomiast uważnie nad tem, co należy czynić; aby bez szkody dla prawdy i sumienia przywrócić kościołowi pokój. Wy­rażono nadzieję; że, gdy stronnictwa się zgodzą z so­bą co do zasad wiary, nietrudno im będzie porozu­mieć się co do karności i obrzędów. Pełnomocnik Wła­dysława wyraził też żądanie, aby stronnictwa powstrzy­mywały się od wszelkich gwałtownych. słów, oraz żeby głó­wniejsze przedmioty sporne zostały spisane a ustny ich wykład był jak najzwięźlejszy; by każda odezwa piśmien­na jednego wyznania do drugiego była wpierw przed­stawiona pełnomocnikowi królewskiemu lub przewodni­czącemu stanu świeckiego, których zadaniem będzie zmia­na lub usunięcie wszelkich wyrażeń ubliżających wyzna­niu, do którego pismo było wystosowane. Każde wyzna­nie obowiązane było zastanowić się przez dwa lub trzy dni nad doręczonem mu pismem; poczem mogło zażą­dać w ciągu trzech dni jednego lub dwóch objaśnień piśmiennych albo też rozprawy ustnej. W dyskusji ustnej uczestniczyć mieli mówcy, wybrani na początku col­loquium, z każdego wyznania po dwóch z pomiędzy dwu­nastu. Sprawozdanie z każdej rozprawy miało być roz­trząsane przez notarjuszów obu głównych wyznań pro­wadzących spory, potem odczytane przy końcu obrad, podpisane przez przewodniczących, opieczętowane przez sześciu przedstawicieli wyznań i wręczone pełnomocni­kowi królewskiemu. Żaden z członków zgromadzenia nie miał być upoważniony do ogłaszania przebiegu roz­praw w czasie ich trwania, t. j. dopóki sprawozdanie z obrad nie zostanie, za rozkazem królewskim, ogłoszo­ne. Na wypadek niepowodzenia obrad; teolodzy na osta­tniem przed wyjazdem zebraniu zastanowić się mieli nad przyczynami, które przeszkodziły lub mogły przeszko­dzić przeprowadzeniu tego pożądanego połączenia wy­znań, i zbadać, czy śród przeszkód była która tak ważna, iżby bez wielkich ofiar nie dała się usunąć. Zam­knięcie colloquium miało nastąpić tylko za powszechną zgodą jego uczestników, a opuszczenie tegoż, wbrew ży­czeniu obradujących, zabronione zostało wszystkim ucze­stnikom. Strona, chcąca usunąć się ze zgromadzenia, przed właściwym czasem, miała przedstawić pełnomocni kowi królewskiemu na piśmie tłómaczenie swego kroku; pełnomocnik zaś miał albo sam rozstrzygnąć tę sprawę, albo złożyć ją do uznania króla.

 

Po odczytaniu tych wskazówek, biskup żmudzki przemówił do zgromadzenia z wielkiem umiarkowaniem, wysławiając troskliwość monarchy i synodu warszawskie­go o spokój i zgodę wszystkich wyznań chrześcijańskich oraz upominając zebranych, by starali się doprowadzić do skutku zamiar tyle pożądany. Następnie odczytano list, w którym prymas ustanawia biskupa żmudzkiego przewodniczącym przedstawicieli kościoła rzymskiego. Po odczytaniu spisu tych teologów, Gorajski, przewo­dniczący wyznaniu helwecko-czeskiemu, oraz Hülseman, profesor teologji przy uniwersytecie witenberskim, wypo­wiedzieli również mowy na cześć króla, wychwalając je­go dobroć -i troskliwość o spokój religijny, dziękując zarazem jemu i pełnomocnikowi jego za trudy podjęte dla osiągnięcia tego celu. Wkońcu przystąpiono do wyboru mowców dla każdego wyznania oraz notarjuszów. Katolicy wyznaczyli na ten urząd jezuitów : Fryderyka Meybohma i Tomasza Clagiusa; reformowani i bracia czescy - Krzysztofa Pandlowskiego i Benjamina Ursyna; luteranie - Joachima Gebeliusa i Jana Holfelda. Wszy­scy oni złożyli przysięgę przed pełnomocnikiem kró­lewskim.

 

Daliśmy tutaj szczegółowe sprawozdanie z tego wstę­pnego posiedzenia „Colloquium charitativum“ w Toruniu, aby dać wyobrażenie o składzie zgromadzenia i sposo­bie prowadzenia obrad. Nie będziemy jednak rozcią­gali naszego opisu do wszystkich 36 odbytych tam po­siedzeń. Poprzestaniemy na sprawozdaniu z najważniej­szych uchwał zapadłych na colloquium, które, aczkolwiek nie doprowadziło do zamierzonego celu, było przecież ważnym wypadkiem w dziejach religijnych Polski. Przedewszystkiem uchwalono odroczyć ogólne zebra­nie do chwili, kiedy oddzielne wyznania, na osobnych naradach, wypowiedzą jednomyślne swe zdanie co do przedmiotów, które mogą być roztrząsane. Poczęto więc zastanawiać się nad ułożeniem porządku obrad jako też nad tytułami, jakimi mówcy różnych wyznań mieli wza­jemnie się darzyć, i nad temu podobnymi drobiazgami. Zabrało to tyle czasu, iż pierwsze ogólne zgromadzenie odbyło .się dopiero dnia 16 września. Na tem pierwszem ogólnem zebraniu zwolennicy różnych obrządków nie mogli się zgodzić na modlitwę, jaką mieli rozpoczynać po­siedzenia. Katolicy pragnęli, by biskup żmudzki odczytał przy otwarciu obrad modlitwę, któraby nie zawierała nic ta­kiego, coby mogło obrazić zasady innych wyznań, tak aby wszyscy obecni powtórzyć ją mogli. Reformowani i Czesi zgodzili się na ten wniosek, ale luteranie odmówili przyłączenia się do modlitwy osób, od których dzieliły ich ró­żnice wyznaniowe. Na temże zgromadzeniu jezuita Schön­hoff odczytał artykuły niesłusznie przypisywane kościoło­wi rzymskiemu, które tenże odrzuca, a następnie wyłu­szczył zasady wiary katolickiej.

 

Od początku obrad stron­nictwa się kłócą; posie­dzenia zjazdu kończą się przeto bezowocnie.

 

Potem przeczytali swo­je wyznanie wiary reformowani i Czesi; lecz przeciw niemu wystąpił biskup żmudzki, twierdząc, iż zawiera wyrażenia ubliżające katolikom a zatem sprzeciwia się rozporządzeniu królewskiemu. Kanclerz nazwał nawet to ich wyznanie paszkwilem i odrzucił jego przyjęcie. Gorajski, prezes reformowanych, stając w obronie swego wyznania, poróżnił się z biskupem żmudzkim i kanclerzem, ci zaś ostatni uchwalili, aby będące przedmiotem niepo­rozumień streszczenie wiary helwecko-czeskiego kościo­ła wyrażone zostało w sposób bardziej umiarkowany. Na to oświadczył Gorajski, że stronnictwo jego nie weźmie udziału w następnych obradach, jeżeli nie bę­dzie im dozwolono zapisać wydarzenia tego w protokó­le. Nareszcie i luteranie przedstawili spis zasad swojej wiary kanclerzowi, który wręczył go duchowieństwu ka­tolickiemu, nadmieniając, iż jakkolwiek układ owego wy­znania jest umiarkowany, nie można go jednakże od­czytać, dopóki nie usunie się przejawiającej się w nim chę­ci sporów. Po zamknięciu tego posiedzenia kanclerz opuścił Toruń, pozostawiając w zastępstwie Leszczyń­skiego, wojewodę gnieźnieńskiego. Na następnem po­siedzeniu między katolikami a protestantami powstał spór o to, kto z nich pierwszy nie zastosował się do wskazówek królewskich : Jezuita Schönhoff obwiniał o to protestan­tów, którzy odpierali ten zarzut ustnie i piśmiennie.

 

Ewangelicy, broniąc wspólnej sprawy przeciw rzym­skim katolikom; nie przestawali jednak kłócić się między sobą w sposób równie sromotny jak niedorzeczny. Więc gdy duchowny wyznania helweckiego Bergius zaczął odczytywać odpowiedź swą na zarzuty jezuity Schonhoffa, przerwał mu luteranin Bojanowski, twierdząc, że pier­wszeństwo należy się luteranom. Gdy mimo to Bergius nie zaprzestawał czytania, Bojanowski wniósł do proto­kółu protest, na co Gorajski, jako przewodniczący braci czeskich i reformowanych, odpowiedział zapisaniem do protokółu protestu wymierzonego przeciw Bojanowskiemu. Gdy przywrócono wreszcie porządek, Hülseman, pro­fesor wszechnicy witenberskiej, przeczytał odpowiedź luteran. Ze strony katolików reformowanym odpowiadał jezuita Schünhoff, a luteranom karmelita Cyrus. Wkońcu biskup Tyszkiewicz, widząc, iż rozprawy ustne nie do­prowadzą do żadnego skutku, postawił wniosek, by ci, którzy chcą przedłużyć swoje dowodzenia, uczynili to piśmiennie. Luteranie jednak zażądali jeszcze jednej rozprawy ustnej, oświadczając, że wstrzymają się od udziału w ogólnych obradach, dopóki ich wyznanie wiary nie będzie odczytane. Lecz temu sprzeciwili się znów katolicy, przerywając tym sposobem tok rozpraw. Wobec tego Leszczyński wysłał jezuitę Schünhoffa do króla Władysława, przebywającego w pobliżu Torunia, aby mu przedstawić stan rzeczy i prosić o wskazówki co do dalszego postępowania. Ewangelicy wyprawili od siebie także poselstwo do króla. Kanclerz zaś rozkazał w imie­niu monarchy, by zgromadzeni na colloquium teologowie zastosowali się do pierwszego artykułu rozporządzeń królewskich, który zalecał, by rozprawy prowadzono w duchu chrześcijańskiej miłości, zabraniając wzajemnego narzucania sobie swoich przekonań. Nie pomogło jednak to odwołanie się do króla. I na następnych zebraniach luteranie domagali się, by ułożone przez nich wyznanie wiary w całości zostało przeczytane, a reformowani od­mówili najmniejszej nawet zmiany w swojem. Wszyscy zaś protestanci żądali jednogłośnie, aby katolicy wyłożyli ustnie lub piśmiennie, co ich w wyznaniu wiary ewangelickiej obraża. Katolicy odmówili jednak temu żąda­niu, a karmelita Cyrus wniósł zażalenie na profesora Hülsemana, protestanci zaś oparli się zapisaniu tego do protokółu.

 

Po kilku takich wzajemnych zażaleniach uwidoczniła się bezpożyteczność przedłużania rozpraw, wskutek czego zamknięto colloquium bez wielkiego rozgłosu dnia 21 li­stopada. Pełnomocnik królewski wyraził w mowie swej żal z powodu niepomyślnego zakończenia zebrania, a przewodniczący różnych wyznań odpowiedzieli mu, poczem zgromadzenie opuściło Toruń. Colloquium owo, zamiast sprowadzić zgodę różnych wyznań albo przy­najmniej zbliżyć je wzajemnie ku sobie, powiększyło raczej wzajemną ich niechęć: każde stronnictwo zaczęło ogłaszać paszkwile, składając na przeciwników winę niepomyślnego wyniku tych obrad, za co właściwie ni­kogo nie można było potępiać, gdyż przyczyna niepo­wodzenia leżała w samem założeniu sprawy, trudnej do przeprowadzenia wedle myśli Władysława IV.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1