ROZDZIAŁ X.

Obiór i panowanie Władysława IV Wazy.

 

Sejm konwokacyjny r. 1632 zatwierdza prawa innowierców. – Innowiercy starają się o dokładne określenie i zabezpieczenie praw swoich. – Du­chowieństwo rzymsko-katolickie sprzeciwia się spełnieniu tych żądań. ­Nierozważne odgrażanie się niektórych ewangelików spowodowało osta­teczne odrzucenie ich żądań. – Gustaw Adolf kandydatem do korony polskiej. – Próba ograniczenia wzrostu majątku kościoła. – Biskup łucki Grochowski otwarcie powstaje przeciw prawom innowierców na sejmie 1632 r. – Wniosek jego popierają gorliwsi z pomiędzy katolików, goto­wi nawet użyć w tym celu siły zbrojnej.– Staraniem dobrze myślących obywateli zażegnano wybuch wojny domowej, a wyrozumiałość nowego króla uspokoiła obawy innowierców. – Prawość i szlachetność Włady­sława IV. – Prymas i synod warszawski wzbraniają rozpowszechnienia Biblji ewangelickiej, równocześnie potępiając czytanie Pisma św. przez ogół. – Duchowieństwo katolickie przeszkadza królowi poślubić księżni­czkę wyznania ewangelickiego. – Gwałty popełnione w Krakowie na ewangelikach. – Chrześcijańskie zachowanie się franciszkanów względem prześladowanych ewangelików. – Akademicy znieważają zwłoki zmarłej ewangeliczki. – Akademicy, przebrani za pątników, rabują dom ewange­lika. – Ciekawe tłómaczenie się tych złoczyńców. – Złoczyńcy ukarani zo­stali śmiercią. – Ta surowość władzy zapewniła spokój ewangelikom na lat kilka. – Nowe gwałty w r. 1647. – Mieszczanie krakowscy, namówie­ni przez duchowieństwo rzymsko. katolickie, odmawiają ewangelikom przywilejów obywatelskich. – Prześladowanie ewangelików w Lublinie.­ W Wilnie kościół i szkołę ewang., odbudowane po wypadkach 1611 r., zamknięto 1640 roku. – Ciekawe przyznanie się biskupa wileńskiego, gdy żądano odeń ukarania uczniów za popełnione gwałty na ewangeli­kach. – Biskup wileński obwinia księcia Radziwiłła o świętokradztwo na sejmie 1646 r., ale zarzutu tego nie przyjęto. – Sprawy kościoła wscho­dniego w Polsce. – Piotr Mohiła założył w Kijowie szkołę duchowną dla księży obrządku wschodniego. – Prześladowania dysunitów.               str. 144-170.

 

Pomimo, iż podczas długiego panowania Zygmun­ta III siła stronnictwa akatolickiego została w Polsce złamana przez katolików, wykazało ono jednak wielką jeszcze żywotność podczas bezkrólewia po zgonie Zy­gmunta.

 

Sejm konwo­kacyjny r. 1632 zatwierdza prawa innowierców.

 

Sejm konwokacyjny, zgromadzony w Warszawie 23 czerwca 1632 r., uroczyście zatwierdził prawa zapewnio­ne uchwałą sejmu z r. 1627, a więc zniósł wszelkie nie­prawne wyroki sądów, wydawane na innowierców, oraz wszelkie niezgodne z konstytucją Rzeczypospolitej roz­porządzenia, wydane przez zmarłego króla za poradą duchowieństwa rzymsko-katolickiego. Taka uchwała sej­mu miała posłużyć przyszłemu monarsze za przestrogę, by nie szedł za przykładem swego ojca. Siódmy arty­kuł tej uchwały głosił, iż wszystkie kościoły ewangeli­ckie, będące osobistą własnością oddzielnych ludzi, są nietykalne. Uchwalono jednak w tym względzie pewne ograniczenia co do miast królewskich, a mianowicie, że istniejące już tam kościoły innowierców mają być zachowane, lecz nowe zabroniono wznosić, dla uni­knienia rozruchów; nabożeństwa domowe miały być wszędzie uszanowane. Ósmym artykułem postanowio­no, by duchowieństwo ewangelickie podlegało sądom zwykłym. Tym sposobem odebrano biskupom katoli­ckim uroszczone przez nich prawo sądzenia innowier­ców. Wszystkie uchwały powyższe podpisał prymas Wężyk i pięciu biskupów z zastrzeżeniem: „salvis juribus ecclesiae Romanae et excepto articulo confedera­tionis dissidentium.“

 

Innowiercy staraj się o dokładne określenie i zabezpiecze­nie praw swoich.

 

Marszałkiem powyższego sejmu obrany był książę Krzysztof Radziwiłł, który wraz z kilkoma innymi przy­wódcami dysydentów starał się otrzymać jak najobszer­niejsze zabezpieczenie swobód religijnych narodu. Po­trzeba takiego zabezpieczenia była niezbędna ze względu na wyżej wymienione zastrzeżenie biskupów. Na sejmie tym książę Radziwiłł i jego sojusznicy przedstawili 20 artykułów, które nie zawierały wprawdzie żadnych nowych żądań, były przecież rozszerzeniem praw już istniejących; domagano się w nich bowiem : zupełne; swobody odprawiania nabożeństw dla wszystkich wyznań religijnych, zniesienia wszelkich wyroków i postanowień sprzeciwiających się prawom narodowym, nałożenia surowych kar na ludzi zakłócających spokój religijny, rozstrzygania przez zwykłe sądy wszelkich zatargów między duchowieństwem rzymskiem a innowiercami zniesienia wszelkich odwoływań się do nuncjusza papieskiego lub Rzymu,. dozwolenia innowiercom czynienia darowizn i zapisów na korzyść ich kościoła, szkół i na inne nabożne i dobroczynne cele, jako też zabez­pieczenia tych legatów na równi z zapisami uczynionymi dla kościoła katolickiego. Ponieważ zmarły król rozda­wał urzędy prawie wyłącznie rzymskim katolikom, żą­dano więc, aby je odtąd nadawano wedle zasługi, bez względu na przekonania religijne ; ale najważniejszem z żądań było, aby rozciągnięto do miast i włości przy­wileje religijne, którymi dotąd cieszyła się szlachta.

 

Duchowieństwo rzymsko-katolickie sprzeciwia się spełnieniu tych żądań.

 

Słuszne te wymagania wywołały srogi gniew stronnictwa katolickiego, które, zgromadziwszy się u pryma­sa, postanowiło stanąć oporem, uważając za zbyteczne rozszerzenie przywilejów, jakie według ich przekonania przysługiwały innowiercom w dostatecznej już mierze. Z tego też powodu słynny kaznodzieja dominikański Birkowski gwałtownie napadł na ewangelików w ka­zaniu swem, wygłoszonem wobec licznie zgromadzonych uczestników sejmu. *)

 

–––––––––––

*) Oskarżenie protestantów przy tej sposobności wygłoszone przez Birko­wskiego daje piękną próbkę zaciekłości wynalazczej, z jaką duchowieństwo rzym­skie w Polsce napadało na swych przeciwników. w kazaniu, wygłoszonem przed zgromadzonym senatem i posłami, Birkowski zwraca się do swych słuchaczów między innemi w następujących słowach: „My, katolicy, jesteśmy chrześcijanami, jakżeż więc mamy aprobować waszą nową religję, która zapiera się Chrystusa, który nas wykupił krwią Swoją! 0 jakże wielkie jest wasze szaleństwo! Naśladujecie Kalwina, który lży Chrystusa Pana i przypisuje Panu nieświadomość i bluźnier­stwo. Religja wasza zaprowadzi was wkrótce do ateizmu. Czyż my, katolicy, możemy pochwalać taką religję? Byłoby to to samo, co pochwalać bezbożność.“ Dalej, wspominając o uchwale zapewniającej pokój religijny w kraju, mówi: „Dokąd prowadzicie waszych braci, panowie dysydenci? na podpisy konfedera­ckie. Z kim każecie im braterstwo zawierać? Z szatanami, z bydlętami, które nie żyją wedle rozumu, lecz idą za popędem własnej wściekłości." Jako obraz konsty­tucyjnych pojęć tego sławnego kaznodziei niechaj służą następujące słowa, w tem­że wypowiedziane kazaniu : ,Panowie dysydenci, polecacie braciom waszym wol­ność i zalecacie, by nikt nie wyrządzał gwałtu synom kraju polskiego w ich spra­wach. Jakąż jednak wolność możecie przyrzekać innym, będąc sami niewolnika­mi grzechu i zepsucia,“ i t. p. U Łukaszewicza, str. 200.

Birkowski, urodzony 1564 r., wstąpił do zakonu dominikańskiego r. 1592 i umarł w r. 1636. Znał on gruntownie języki łaciński, grecki i hebrajski; wydał po grecku listy św. Ignacego, biskupa 9ntjochji (Zamość r. 1597), które poprzedził uczoną przedmową. Birkowski łączył z wielkiem wykształceniem i wy­mową nieposzlakowany charakter. Podobno jakiś chory chciał powierzyć mu znaczną kwotę pieniężną, którą, w razie śmierci owego człowieka, miał rozporzą­dzić wedle uznania. Birkowski atoli odmówił przyjęcia pieniędzy, które w na­stępstwie dostały się prawnym spadkobiercom. Gdy zaś towarzysze zakonnicy karcili go za to, że zaniedbał korzyści klasztoru, on odrzekł: gdy się zdarzy po raz drugi wypadek tego rodzaju, mogą wszak posłać na jego miejsce innego ja­kiegoś mnicha. Wszystkie jednak jego cnoty oraz niepoślednia wiedza nie zdo­łały go uczynić ludzkim i objektywnym względem przeciwników kościoła rzym­skiego. Zalety jego były jego własne, wady zaś jego wynikały z jego wychowa­nia katolickiego.

 

Nierozważne odgrażanie się niektórych ewangelików spowodowało ostateczne odrzucenie ich żądań.

 

Nierozwaga, jaką przy tej okoliczności okazali pro­testanci, więcej im zaszkodziła, niż gwałtowność ich przeciwników : dali bowiem do zrozumienia, iż nie należy lekceważyć ich żądań w czasie, gdy sprawa ewangelicka odniosła zwycięstwo w Niemczech dzięki orężu Gustawa Adolfa. Ta nierozsądna przestroga słusznie oburzyła naród, wzbudzając podejrzenie, iż ewangelicy zamierzaj wezwać obcej pomocy dla załatwienia wewnętrznych spraw państwa. Skutkiem tego odrzucono słuszne żą­dania protestantów, przedstawione sejmowi przez przywódców ich stronnictwa.

 

Gustaw Adolf kandydatem do korony polskiej.

 

Jakkolwiek ewangelicy nie mieli zamiaru wzywać obcego pośrednictwa w wewnętrznych sprawach narodowych, zdaje się przecież, iż znaczna część narodu, nie­tylko z pośród protestantów, ale i z katolików, pragnęła wezwać na tron polski Gustawa Adolfa. Piasecki, bi­skup rzymsko-katolicki, wyraźnie twierdzi, iż ze wszy­stkich obaw, jakie zrodziło bezkrólewie, najważniejszą była ta, że, gdyby Gustaw Adolf wszedł do Polski, zna­lazłby tu więcej przyjaciół niż wrogów. *)

 

 

*) Patrz: Piasecki, Chronica ad annum 1632.

 

Takie twier­dzenie pisarza katolickiego znajduje jeszcze poparcie w ogólnem uznaniu i upodobaniu, którego przedmiotem był u nas Gustaw Adolf z przyczyny wielce pociągają­cej polaków rycerskości charakteru, oraz wskutek zwy­cięstw odniesionych nad Austrją, której wpływ na zmar­łego króla okazał się w wielu wypadkach tyle zgubnym dla Polski.

 

Gustaw Adolf, *) jako przypuszczalny monarcha polski, mógł zapewnić naszemu krajowi wielkie korzy­ści; **) gdy, przeciwnie, synowie zmarłego króla, nie po­siadając nic nad próżny tytuł króla szwedzkiego, mogli tylko wplątać Polskę w niekorzystną a nawet szko­dliwą wojnę, co się też, niestety, później stało. Stara­nia Gustawa Adolfa o tron polski spełzły na niczem wskutek nieostrożności pełnomocnika jego Jakóba Rus­sela, który, otrzymawszy mylne doniesienie o zgonie Zy­gmunta III, wysłał do kilku możniejszych panów pol­skich listy z prośbą o popieranie kandydatury jego pa­na do tronu polskiego. Takie żądanie, wyrażone jeszcze za życia króla, obraziło cały naród. Listy Russela zo­stały publicznie spalone przez kata, a Gustaw Adolf ukarał więzieniem nieprzezornego pełnomocnika. Lecz mimo to miał jeszcze Gustaw Adolf liczne stronnictwo w naszym kraju, zwłaszcza w Wielkopolsce, a wojewoda sieradzki Baranowski, katolik, otwarcie oświadczał się za obiorem bohaterskiego Szweda na tron polski;

 

–––––––––––––––

*) O kandydaturze Gustawa Adolfa posiadamy obecnie opracowanie A. Sze­lągowskiego p. t. „Układy królewicza Władysława i dysydentów z Gusiawem Adol­fem 1632 r." Lwów, r. 1900. H. M.

 

**) Mówią, że Gustaw Adolf proponował polakom w razie swojej elekcji następujące warunki: zwrot zdobyczy w Inflantach i Prusach; związek z Mołdawją z jednej a Szlązkiem z drogiej strony; przymierze z węgrami i czechami, wyzwo­lonymi z pod panowania Austrji; oraz potwierdzenie wszelkich konstytucją prze­widzianych wolności narodu. Zamierzał on poprzeć swe propozycje mieczem, a wę­gierscy protestanci zebrali w tym celu 20,000 wojska na granicy Polski. Patrz: Reunadot, Rócueil des Gazettes, année 1632. Nie mamy innej powagi, potwier­dzającej tę relację, jak tylko rzadki zbiór tych „gazettes," które jako pisma spół­czesne są chyba wiarogodne. w każdym razie faktem jest, że Wallenstein posta­wił znaczny oddział wojska na granicy polskiej na czas bezkrólewia., środek ostrożno­ści potwierdzający do pewnego stopnia to, co powiedziano powyżej. Nie ulega wątpli­wości, że Gustaw Adolf mógłby był z łatwością dotrzymać tych wielkich obietnic, gdyż, wstąpiwszy na tron Polski, stałby się zupełnym panem losów Europy, co za­dałoby cios śmiertelny katolicyzmowi nietylko w Polsce, lecz w całej Europie.

 

wnio­sek jego nie znalazł wszelako poparcia, a przeciwnikom Gustawa Adolfa udało się przeprowadzenie uchwały, mocą której każdy, któryby się ośmielił popierać wybór króla szwedzkiego na monarchę polskiego, miał zostać ogło­szony wrogiem kraju. Postanowienie to, powzięte za wpływem jezuitów, dowodzi, jak dalece obawiali się oni niebezpiecznej dla siebie elekcji króla protestanta; takie bowiem wyłączenie kandydata od tronu niezwykłe było i nie oparte na żadnem prawie krajowem. Zresztą Gu­staw Adolf, zbyt zajęty w Niemczech; zaniechał starań o koronę polską pomimo prawdopodobieństwa powo­dzenia.

 

Jakkolwiek sejm konwokacyjny odrzucił 20 artyku­łów, przedstawionych przez Radziwiłła i jego towarzyszów, jednakże swobody religijne, jakich się oni doma­gali, nie zostały naruszone, a nawet z uchwały sejmu wykreślono zastrzeżenie duchowieństwa, jako niezgodne ze swobodą wyznaniową, pozostawiając tylko wyrazy „salvis juribus Ecclesiae Romanae.“ Na tymże sejmie wyznawcy kościoła wschodniego przedstawili także swe zażalenia, a na duchowieństwo katolickie spadły zarzuty nawet ze strony własnych współwyznawców, którzy twier­dzili, że wielkie dobra kościelne, pomnażane ustawicznie przez darowizny i kupna, spowodowały zmniejszenie si­ły zbrojnej narodu i uszczuplenie skarbu koronnego, gdyż w miarę wzbogacania się kościoła ubożała szla­chta, której dobrobyt stanowił o zasobach Rzeczypo­spolitej.

 

Próba ograni­czenia wzrosty majątku ko­ścioła.

 

Postawiono tedy wniosek; aby ograniczyć mo­żność nabywania majątków ziemskich przez duchowień­stwo oraz wdrożyć dochodzenie co do tytułu własności nabytych już przez duchowieństwo majątków, w celu przekonania się; czy użytkowanie ich odpowiada zamia­rom ich dawców Biskupi, nie mogąc otwarcie oprzeć się takiemu dochodzeniu, postarali się o odroczenie spra­wy na później, pod pozorem, iż nie mogą czynić ża­dnych ustępstw bez zezwolenia synodu i stolicy rzymskiej.

 

Biskup łucki Grochowski otwarcie po­wstaje prze­ciw prawom innowierców na sejmie 1632 r.

 

Na sejmie elekcyjnym w listopadzie 1632 r. Acha­cy Grochowski, biskup łucki, stanowczo sprzeciwił się zatwierdzonej na poprzednim sejmie wolności religijnej narodu. Śmiała ta napaść na konstytucję krajową słu­sznie zaniepokoiła innowierców, którzy wnieśli do sejmu żądanie, by ukarano zuchwałego biskupa jako burzycie­la ustalonego porządku prawnego i by jego protest był uroczyście odrzucony. Wnioskowi temu oparło się je­dnak stronnictwo katolickie, oświadczając, że ewangeli­cy są tylko tolerowani, że więc każde uczynione im ustę­pstwo powinni uważać za łaskę, a nie za rzecz im nale­żną.

 

Wniosek jego popierają gorliwsi z pomiędzy katolików gotowi nawet użyć w tym celu siły zbrojnej.

 

Gorliwsi z pośród katolików zamierzali nawet po­zbawić swych przeciwników praw, o które się dopominali, gotowi będąc użyć do tego siły zbrojnej. *) Roz­porządzali oni 15,000 wojska, podczas gdy ewangelicy, pod dowództwem księcia Radziwiłła, hetmana litewskie­go, i Leszczyńskiego, wojewody bełskiego, posiadali tyl­ko 5,000. Pomimo tak znacznej różnicy sił, ewangelicy nie zlękli się, gdyż wojsko ich składało się z doświadczonego żołnierza, na czele którego stał wódz tak dziel­ny, jakim był Radziwiłł; prócz tego pewni byli, że, na wypadek wojny domowej, przyłączy się do nich wielu wyznawców kościoła wschodniego, rozgoryczonych uci­skiem religijnym, a czekających tylko na hasło do powstania.

 

Staraniem dobrze myślą­cych obywateli zażegnano wybuch wojny domowej, a wyrozumia­łość nowego króla uspokoiła obawy innowierców.

 

Zapobieżono tym razem rozlewowi krwi bra­tniej, dzięki umiarkowaniu i patrjotyzmowi kilku wpływowych osób tak z jednego jak i z drugiego stronni­ctwa, a głównie dzięki usposobieniu nowego króla, któ­ry obrany został bez żadnego oporu.

 

 

––––––––––––

*) „Armis ad officium reducendos,“ powiada Piasecki.

 

Władysław IV, najstarszy syn Zygmunta III, uspo­sobieniem swem różnił się wielce od ojca i o tyle prze­ciwny był prześladowaniom religijnym, o ile Zygmunt do nich był skłonny. Potwierdził on bez wahania wszy­stkie religijne i polityczne przywileje narodu, pomimo, iż prymas wszelkiemi siłami starał się go od tego od­wieść. Obawy dysydentów zmniejszyły się, ustępując przed rodzącą się ufnością w opiekę tronu, który w cza­sie poprzedniego panowania darzył ich tylko uciskiem.

 

 

Krzysztof Radziwiłł, hetman wielki litewski, † 1640.

 

Prawość i szlachetność Władysława IV.

 

Umysł Władysława, oświecony nauką i doświadczeniem, zaczerpniętem ze znajomości szkód, jakie zbyteczna gorliwość jego ojca na kraj ściągnęła, usposobiły tego kró­la tak niechętnie dla dawnych doradców Zygmunta III, że żaden jezuita nie miał przystępu do jego dworu. Ła­godność jego i prąwość wzbudzały w nim wstręt do prze­śladowań i zbaczania z drogi uczciwości. Na dowód tego przytoczymy tu szlachetną jego odpowiedź, jaką dał księ­ciu Albrechtowi Radziwiłłowi, kanclerzowi litewskiemu, który radził królowi, by nie krępował się przyrzeczeniami danemi innowiercom. Władysław odrzekł na to: „Co przyrzekłem ustami, spełnię czynem.“ Taki pogląd mo­narchy obudził podejrzenie, iż jest przychylny dla protestantyzmu. Nie możemy orzekać, czy posądzenie to miało jakie podstawy; wiadomo tylko, że w owych czasach po­stępowanie sprawiedliwe i bezstronne zupełnie było do­stateczne, by obudzić takie przypuszczenie śród stronni­ctwa, przywykłego do fanatycznej gorliwości Zygmun­ta III w popieraniu katolicyzmu. Jakiekolwiek przecież były wewnętrzne przekonania Władysława, nie da się zaprzeczyć, że różnice poglądów religijnych jego podda­nych nie miały żadnego wpływu na jego postępowanie względem nich, co się uwidoczniło przy rozdawaniu do­stojeństw i urzędów. Król ten przyjął nawet, jak to uczynił niegdyś Zygmunt August, dar od ewangelików Biblję, poświęconą mu zaraz po jego wstąpieniu na tron przez księcia  Krzysztofa Radziwiłła w odezwie doń wy­stosowanej. *)

 

–––––––––––

*) Dedykację tę, wielce znamienną, przytaczamy tu w całości:  Najjaśniejszy Miłościwy Królu, Panie, Panie mój miłościwy! Ponieważ ta Pism Świętych Księga, która w polskim języku przed 69 laty pod imieniem nieśmiertelnej pamięci Przodka W. K. M. Króla Zygmunta Augusta na świat by­ła wyszła, właśnie podczas szczęśliwej W. K. M. elekcji drugi raz, dla niedostatku pierwszych Brzeskich egzemplarzów, z druku wyniść miała, zdało się być rzeczą słuszną, aby i teraz, w tej nowej szacie, pod Imieniem Królewskim ludziom pre­zentowana była. Bo jako w przodkach naszych Ewangelickich ku ś. p. Królowi Zygmuntowi Augustowi taka była weneracja, że nawet i z tego, co o Boskim Majestacie uczyć i wierzyć im było potrzeba, niejaki hołd i upominek życzliwego swego ku Ziemskiemu Majestatowi affektu czynili; taki my wolnymi naszymi głosami, równo cum aliis concivibus, W. K. M. za Pana sobie obrawszy, takowegoż serca i affektu konterfet ku W. K. M., jako nietylko krwie i Korony, ale też cnót Augustowych, a osobliwie wielkiej ku tym narodom i swobodom ich miłości, Successorowi wystawić powinniśmy byli. I jako przodków naszych nie wstyd było iść z tą Księgą przed Monarchy i świata tego Potentaty, tak i nam godziło się to oświadczyć, że nierzkac abyśmy się za to przedrukowanie Biblji mieli wstydzić, ale też bezpiecznie z nią przed Pomazańcami Bożymi stanąć i wiary naszej nie z żadnych nauk i tradycyj ludzkich, ale z tych samych Ducha Świętego Pism wzię­ty poczet oddać gotowiśmy.

 

Więc i sama czasów okazja upomniała nas w tej mierze. Bo jeśli teraz co żywo salwę i winszowanie szczęśliwego panowania W. K. M. czyni i ma sobie za niejakie piaculum, in publica laetitia milczeć, tedy i nam nie zeszło się in hec universi Orbis applausu unikać przed W. K. M. z takim upominkiem, nad który nic za­cniejszego do wyrażenia naszej wiernej congratulaciej wynaleść u siebie nie możemy.

 

Położywszy tedy przyczyny, dla których nie godziło się tą edycją W. K. M. Pana naszego Miłościwego pomijać, uniżenie proszę, abyś W. K. M. tę Księgę miłościwie przyjąć raczył. Bo jeśliż Król August nie zawiódł się na tym, iż Ewan­gelikom, choć im żadną przysięgą obowiązany nie był, takie dary niosącym przy­stępny bywał; tedy pogotowiu W. K. M., który jeż z nami przez świętobliwą przysięgę, jak przez jaki ślubny pierścień, związany i spojony jesteś, nie zawie­dziesz się, da Pan Bóg, gdy temu szczeremu pokłonowi dasz u siebie miejsce.

 

A jako na on czas przodek mój Radziwiłł, w swej do Kró1a przy Biblji Brzeskiej Przedmowie, Pana Boga sobie brał na świadectwo, że nad to większej poczty dla pana swego nie miał, i że przy onej Dedykacji wszelakiego zbawien­nego i doczesnego szczęścia Królowi szczerze życzył; tak i ja tę Biblia od pobo­żnych nauczycielów naszych, którzy tej Edycji wiernie doglądali i onę do mnie dirygowali, wziąwszy, oświadczam się Panem Bogiem, tajemnice serca mego prze­glądającym, żeć nie jaka daremna Ceremonia, ale na znak wiernego poddaństwa i szczerej życzliwości onę W. K. M. Panu memu miłościwemu, jako najdroższy i nad wszystkie moje dostatki, nawet nad zdrowie milszy upominek, nietylko swym ale i wszystkich zborów Ewangelickich w Koronnych i Wielkiego Księstwa Li­tewskiego Państwach będących, imieniem ofiaruję, i spólnie z nimi Pana Boga za zdrowie i długie a szczęśliwe W. K. M. panowanie zawżdy proszę.

 

A lobo tego o żadnym polskim i litewskim sercu nie rozumiem, aby zapo­mniawszy Krajów, Praw i czasów, w których żyjemy, miał to szczere podarte wespół i z religją naszą Ewangelicką przez W. K. M. hydzić; gdyż tu niemasz żadnych Kontrowersyj albo przymówek, któreby kogo urażać miały: wszakże je­śliby się kto obcy tak niechętny znalazł, tedy W. K. M. racz pomnieć, (żeć Zakon Boży z czyjejkolwiek ręki podany nie ma u Pomazańca Bożego wzgardy albo re­pulsy ponosić. Racz pomnieć, że gdy Król Najwyższy wzowie przed się wszy­stkich królów i gdy z tego; a nie z inszego Statutu rachować się z nimi o chwałę swoją Boską i o rząd ludu powierzonego będzie, tedy tam nikt cudzymi nie zasło­ni się radami, ale sam za się pojedynkiem odpowiadać musi. Racz nakoniec pomnieć W. K. M., żeć Bóg i z niewyczerpanych sądów swoich, tot rerum eventibus sprze­ciwia się wszędzie, takowym niechęci Królewskich na Religją Ewangelicką podże­gaczom i pospolitej zgody adwersarzom; i dowodzi tego, iż choćby nad osobami, księgami, zborami różnowierców górę kto miał, nad myślami jednak i nad sumie­niami ludzkimi, okrom samej Bożej Zwierzchności, nikt panować nie może.

 

Przetoż jako Wespazjanowi Rzymskiemu Cesarzowi domownik i kochanek jego imieniem Apollonins powiedział, że jeden muzyk, choć w swej profesji arcy­mistrz, przecię swych uczniów do nieumiejętnych i ladajakich graczów posyłał, aby się od nich uczyli, nie jako mieli grać, ale jako mieli nie grać; potym to przytoczył do Ce­sarza, aby on też z tych, którzy źle panowali, uczył się, jako panować nie miał: Tak i ja zażyłbym tu tego przykładu, abym oczy W. K. M. obrócił na tych, którzy bieg Ewangelji mocą i gwałtem zawciągając, nietylko nihil profecerunt, ale i sobie zaszkodzili. Zażyłbym, mówię, tego przykładu, kiedybym nie ufał, że W. K. M. nie cudzymi przygodami, ale własnymi swymi cnotami i chwalebnymi przodków swych przykładami rządząc się justo et tranquillo Imperio, Religionis dissidia moderować będziesz raczył; kiedybym przytym nie wiedział, że w. K. M. dał Pan Bóg w Oj­czyźnie naszej zastać taki Senat, takie Rycerstwo, którzy non alienis naufragiis, ale swą własną uwagą i gorącą ku Ojczyźnie miłością ostrzegają się, aby praetextu zeli Rzeczpospolita nasza na skaliste jakie i opoczyste miejsca napędzona nie była.

 

A zatym już będąc tej nadziei, że W. K. M. Pan mój miłościwy tym szcze­rym wszystkich Ewangelików upominkiem, któremu samo Boga w Trójcy Świę­tej Jedynego Imię ceny przydaje, gardzić nie będziesz, zawieram tym winszowaniem: Że jako ono w Rzymie Cesarzom na Stolicę wstępującym acclamabatur: sis feliciro Augusto, melior Trajano : Tak, Bógdajeś W. K. M. sprawiedliwymi rządami Wiel­kiego Kazimierza, sytością panowania naddziada swego Jagieła, miłością u podda­nych Pierwszego Zygmunta, pomnożeniem swobód szlacheckich Augusta, tryumfami Zygmunta Trzeciego, Ojca W. K. M., przechodził. Siebie nakoniec samego z naj­niższymi posługami moimi do Miłościwej łaski W. K. M. Pana mego miłościwego oddaję. Z Orla 4 Decembriis Roku Pańskiego MDCXXXII.

 

W. K. M. wierny Poddany Krzysztof Radziwił, Książę na Bierżach i Du­binkach, Hetman Polny W. X. L." .

 

Prymas i sy­nod warsza­wski wzbra­niają rozpowszechnienia Biblji ewangelickiej, równocześnie potępiając czytanie Pi­sma św. przez

ogół.

Duchowieństwo rzymskie nie podzielało oczywiści zapatrywań króla, a prymas zabronił rozpowszechniani tego wydania Pisma Świętego. Zakaz ten potwierdził w r. 1634 synod katolicki w Warszawie, oświadczając iż zasada dozwalająca każdemu chrześcijaninowi dowolnego badania Pisma Świętego zaprowadzona została przez samego szatana; papież Urban VIII zatwierdził wyrok powyższego synodu.

 

Duchowieństwo katoli­ckie przeszkadza królowi poślubić księżniczkę wyznania ewangelickiego.

 

Władysław IV chciał w r. 1638 poślubić ewange­liczkę reformowaną, księżniczkę Elżbietę, córkę Fryde­ryka, palatyna reńskiego, potem nieszczęśliwego króla czeskiego, i Elżbiety, królewnej angielskiej. Lecz sama myśl posadzenia na tronie polskim ewangeliczki wywo­łała ogromne oburzenie śród biskupów i wszystkich gor­liwych katolików, chociaż prawa koronne nie zabraniały królowi zawierania tego rodzaju związków małżeńskich.

 

Jeden tylko Piasecki, biskup przemyski, bronił praw kró­la w tym względzie. Zezwolono wreszcie na wysłanie poselstwa do Londynu i do Hagi dla omówienia tej spra­wy z królem Karolem I, wujem księżniczki, i jej matką. Trudności wszakże, stawiane Władysławowi z przyczyny wyznania księżniczki, skłoniły go do zaniechania zamie­rzonego małżeństwa.

 

Król ten, pomimo zupełnej swej bezstronności i szczerej chęci rządzenia poddanymi swymi podług za­sad sprawiedliwości, bez względu na ich przekonania religijne, nie mógł wszakże powstrzymać prześladowań, jakie ewangelicy znosili od katolików. Wpływ jezuitów zbyt już był wszczepił ducha ślepej żarliwości i fanaty­zmu wyznaniowego śród licznych zastępów drobnej szla­chty, wychowanej w szkołach jezuickich. Ewangelicy krakowscy, doznawszy kilkakrotnych gwałtownych napa­ści, zaczęli po wstąpieniu na tron Władysława cieszyć się nieznanym za poprzedniego panowania spokojem. Do­zwolono im zwłaszcza w ciągu sejmu koronacyjnego w r. 1633 odprawiać bez przeszkody nabożeństwa, grze­bać zmarłych i odprawiać wszelkie inne obrządki reli­gijne. Wszelako nadzieje ustalenia owego spokoju za­wiodły ich niebawem, albowiem dzień Wniebowstąpienia Pańskiego, obierany zwykle przez katolików jako naj­odpowiedniejszy dla ich wrogich względem innowierców zamysłów, został znieważony przez nowe gwałty. Z po­wodu fanatycznego usposobienia umysłów podżeganych. przez jezuitów zachodziła obawa rozruchów. Król roz­kazał, aby zarządzono środki bezpieczeństwa; zebrano przeto zbrojny zastęp mieszczan dla przeszkodzenia zamie­szkom.

 

Gwałty po­pełniane w Krakowie na ewangeli­kach.

Chrześcijań­skie zachowanie się fran­ciszkanów względem prześladowa­nych ewangelików.

 

 Mimo to wychowańcy szkoły panny Marji pojmali mieszczanina krakowskiego ewangelika Maierhüfera, a ob­szedłszy się z nim okrutnie i znieważywszy różnymi sposobami, porzucili go nawpół martwego przed kościołem św. Michała. Franciszkanie, do których należał wspo­mniany kościół, podnieśli nieszczęśliwego człowieka, a oto­czywszy go opieką i staraniem, jakich wymagał smutny jego stan, oddali go w ręce jego przyjaciół. Uzbrojeni mieszczanie zachowali się, podczas spełnianego na Maier­hüferze gwałtu, całkiem bezczynnie, co było oczywiście milczącem zezwoleniem na czyn tak haniebny i zachę­ciło uczniów do nowych wybryków. Władze akademi­ckie, chcąc poskromić wybryki swych wychowańców, zakazały im opuszczać kolegja i mieszkania, lecz mło­dzież nie zastosowała się do tego rozporządzenia i, wy­szedłszy na miasto, napadła na dom mieszczanina ewan­gelika, usiłując przemocą wedrzeć się do kamienicy. Wysłany oddział wojska rozproszył ich kilku wystrzała­mi, przyczem niektórych raniono. Gdy jeden z rannych umarł, obwiniono ewangelików, że byli sprawcami jego śmierci; ci zaś załatwili tę sprawę pieniężnie, nie chcąc stawać przed sądem w roli oskarżonych, gdyż wiedzieli, że nie otrzymają sprawiedliwego wyroku od sędziów, wybieranych pod wpływem duchowieństwa katolickiego.

 

Bezkarność tych wybryków posłużyła za zachętę do popełnienia nowych. Gdy pewna pani, ewangeli­czka, umarła, blizcy jej, obawiając się napaści studen­tów, uprosili księżnę Radziwiłłową, ewangeliczkę, aby im pożyczyła swego powozu dla przewiezienia w nim potajemnie ciała zmarłej do miejsca, gdzieby je można spokojnie pogrześć bez obawy zniewag ze strony kato­lików.

 

Akademicy znieważają zwłoki zmar­łej ewange­liczki.

 

Prośbie tej chętnie zadośćuczyniono, lecz stu­denci, dowiedziawszy się o tem, zatrzymali powóz, wyjęli z trumny ciało i rzucili je w błoto. Nie zadowoliwszy się jeszcze tem, włożyli je napowrót do trumny, którą związali łańcuchami, ciągnąc ją przez ulice; obrzucali kamieniami śród dzikich krzyków i nieprzyzwoitych śpie­wów. Dokonawszy wreszcie wszelkich możliwych znie­wag na ciele zmarłej, wrzucili je do rzeki, skąd przyjaciele nieboszczki wydobyli je i pogrzebali. Zajście to uczyniło na widzach rozmaite wrażenie: jedni pochwa­lali je, inni zaś płakali z oburzenia na widok tej nie­słychanej swawoli młodzieży. Rektor wszechnicy, który również był świadkiem tych czynów swoich wychowań­ców, nie przeszkodził im przecież, czując może, iż powa­ga jego nie byłaby dostatecznym hamulcem do powstrzy­mania wybryków wzburzonej tłuszczy, robiącej swem postępowaniem wstyd zakładowi, któremu on przewo­dniczył. Powiadomiony o tej sprawie król rozkazał ukarać burzycieli porządku i spokoju powszechnego. Wszczęto poszukiwania sprawców tych gwałtów, sku­tkiem czego odkryto trzech przywódców rozruchu, lecz rektor wszechnicy uchronił ich od kary, z wyjątkiem Walentego Iskry, znanego ze swej gwałtowności, któ­remu dowiedziono, iż znieważał martwe ciało i był sprawcą całego zajścia. Skazano go na śmierć a król wyrok zatwierdził, lecz złoczyńca znalazł wielu wpły­wowych opiekunów. Gdy więc zagrożono ewangelikom zemstą w razie, gdyby Iskra został ścięty, nie domagali się oni wykonania wyroku. Iskra otrzymał przebaczenie, a sześciu profesorów w imieniu wszechnicy poręczyli za dobre jego postępowanie na przyszłość. W r. 1639 wszczęła się w szynku kłótnia, wskutek której dwóch ewangelików zostało zabitych a kilku ranionych. Po­grzebaniu zamordowanych w Krakowie przeszkodził i tym razem motłoch, pomimo, iż, dla ochrony orszaku pogrzebowego, wysłano oddział załogi; zawieziono więc ciała zabitych do majątku ewangelika Mikołaja Ossoliń­skiego, kasztelana parnawskiego.

 

Akademicy, przebrani za pątników, rabują dom ewangelika.

 

Wyliczanie wszystkich udręczeń, na jakie ewan­gelicy narażeni byli ze strony akademików, byłoby zbyt nużące, poprzestaniemy zatem na opisaniu najjaskra­wszych wypadków. Dnia l5 sierpnia 1641 r., w dzień Wniebowzięcia Marji panny, piętnastu ludzi odbywają­cych pielgrzymkę do Kalwarji *) postanowiło, na zakoń­czenie bogobojnego swego przedsięwzięcia, zrabować heretyków. Udawszy się do sąsiedniej wsi Chorowic, wdarli się do mieszkania ewangelika Kałaiego, związali jego sługi i poczęli domagać się odeń pieniędzy, grożąc jemu i żonie jego śmiercią. Gdy jednak okoliczność jakaś zmusiła ich do ucieczki, z obawy, by nie zostali schwytani na gorącym uczynku, łotry oddalili się, za­grabiwszy wprzódy wszystko, co im wpadło w ręce, co, jak objaśniali, czynią dla pomszczenia na kacerzach krzywd, jakie ponosi od nich wiara prawdziwa. Zapo­mniane przez nich w pośpiechu ucieczki niektóre przed­mioty wskazywały, iż ci mniemani pielgrzymi byli aka­demikami.

 

–––––––––––––

*) Wieś to niedaleko Krakowa. W krajach katolickich w sąsiedztwie wielu miast znajdują się miejsca dla nabożeństw, zwane „Górą Kalwarją.” Urządzają tam małe kaplice, noszące nazwy najważniejszych wydarzeń z historji męki naszego Zbawiciela, które służą za stacje, przy których procesje, odbywające się przy wielu uroczystościach, zatrzymują się, celem odczytania wyjątków z ewan­gelij, dotyczących miejsc, które te kaplice wyobrażają.

 

Ciekawe tłómaczenie się tych złoczyńców.

 

Odkryci i zawezwani przed sąd karny, nie wypierali się swych czynów, usprawiedliwiając się tem, że niszczenie ewangelików uważają za swój obowiązek, a popierali to twierdzeniem, iż duchowieństwo zezwala na podobne czyny i pochwala je, bo, gdyby nie prze­śladowanie innowierców, kacerstwo zwyciężyłoby kościół rzymsko-katolicki. Chcąc dowieść, że sam Bóg rozkazał mordować heretyków, przytaczali ustępy z Pisma Ś-go i dawne prawa krajowe, wydane przeciwko odłączającym się od kościoła katolickiego. W obronie swych czynów przywodzili na pamięć gwałty bezkarnie przez uczniów popełniane w Poznaniu, Lublinie i Wilnie. Dowodzenia ich wszakże okazały się niedostatecznemi dla usprawie­dliwienia ich postępku; może być, że takie otwarte przy­znanie się do podobnych zasad było jeszcze zawczesne i nie zgadzało się z celami przywódców stronnictwa rzymskiego, gdyż tym razem wydano na zbrodniarzy wy­rok śmierci.

 

Złoczyńcy ukarani zosta­li śmiercią.

Ta surowość władzy zape­wniła spokój ewangelikom na lat kilka.

 

Wyrok ten wykonano pomimo wrzaw podniesionej przez gorliwych katolików, w których mniemaniu skazańcy byli męczennikami dobrej sprawy. Surowy ten wyrok zapewnił ewangelikom kilka lat spokoju, w przeciągu którego to czasu doznawali drobnych tylko przykrości.

 

Nowe gwałty w r. 1647.

 

Taki stan rzeczy trwał do r. 1647, w którym rozmaite oznaki zapowiadały, iż katolicy przygotowują się do nowych napaści na protestantów. Skutkiem tego znaczniejsi z pomiędzy nich opuścili Kraków przed uroczystością Wniebowstąpienia, gdyż tego dnia odbywały się zwykle zaczepki i napaści. Wbrew jednak oczekiwaniom, dzień ten przeszedł spokojnie. Akademicy nie wyrzekli się wszakże swych zamysłów, odraczając je tylko do czasu. Jakoż 5 czerwca kilkuset młodzieży napadło na kamienicę mieszczanina Thorego, obrzucając ją kamieniami i starając się wyłamać bramę. Strzał, dany z tego domu powalił jednego z napastników, powiększając zaciekłość pozostałych, skutkiem czego mieszkańcy rzeczonej kamienicy zostaliby niewątpliwie wymordowani, gdyby Lubomirski, wojewoda krakowski; nie wysłał na czas oddziału konnicy. Studenci usunęli się na cmentarz franciszkanów i z za murów rzucali kamieniami na wojsko, które, dawszy wreszcie ognia, wpadło na nich z dobytymi pałaszami, przyczem kilku akademików zabito a niektórych raniono; reszta zgromadziła się znów w innem miejscu, skąd ich wojsko również rozpędziło. Starał się potem zdobyć kilka domów, i powiodło im się zrabować dwie kamienice na Kazimierzu, lecz wreszcie władz zdołały przywrócić spokój. Gdy, po uśmierzeniu rozruchów, franciszkanie głośno narzekali na znieważenie kościoła ich strzałami dawanymi do buntowników, którzy się w obręb jego schronili, protestanci, dla zapobieżenie nowym stąd mogącym wyniknąć dla nich nieprzyjemnościom; załagodzili pretensje zakonników opłatą pieniężni. Akademicy, którym nie powiódł się zamach w Krakowie, przygotowali napaść na kościół ewangelicki w Wielka­nocy, wsi niedalekiej od Krakowa. Gdyby im się udało, jak to zamyślali, zamiar ten uskutecznić podczas na­bożeństwa, niewątpliwie cały zbór byłby wymordowany przez tych łotrów, którzy tym sposobem pragnęli po­mścić śmierć swoich towarzyszów i doznany w Krakowie zawód. Na szczęście w porę dowiedziano się o tych zamysłach, a szlachta ewangelicka zgromadziła się dość licznie, by przeszkodzić napaściom. Władze wszechnicy krakowskiej, zamiast skarcić wybryki swych wychowańców, starały się nietylko pomścić na ewangelikach śmierć niektórych akademików i rany zadane im przez wojsko, wysłane do uśmierzenia rozruchów, lecz pociągnęły pro­testantów do odpowiedzialności sądowej za wszelkie nieszczęśliwe wypadki, którym uczniowie ulegli podczas zaburzeń, jakie sami wywołali. Ewangelicy krakowscy, jako mieszkańcy stołecznego miasta, podlegli bezpośre­dniej władzy sądowej króla, odwołali się do jego orze­czenia w tej sprawie, zaprzeczając prawa wydawania wyroków w tym względzie nietylko sądowi karnemu krakowskiemu, ale nawet najwyższemu trybunałowi ko­ronnemu, przed który zostali zawezwani. Władze uni­wersyteckie, znając bezstronność króla i wiedząc, że i u kanclerza Lubomirskiego, wojewody krakowskiego, nie znajdą poparcia, cofnęły swe oskarżenie przeciw ewangelikom, nie przestając im jednak dokuczać. Skło­niło to Lubomirskiego, iż nakazał protestantom pogodzić się z przedstawicielami wszechnicy. Ewangelicy, pomi­mo zupełnego braku winy ze swej strony, lecz w prze­świadczeniu niebezpieczeństwa grożącego im z wrogiego usposobienia uniwersytetu, zapłacili 2,500 złotych pol­skich rektorowi, a ten urzędownie przyjął te pieniądze jako wynagrodzenie za zmyśloną krzywdę.

 

Oprócz obrażeń cielesnych, jakich doznawali ewan­gelicy w czasie prześladowań, ponosili oni także straty na majątku, a za wpływem duchowieństwa katolickiego nie otrzymywali żadnego za to wynagrodzenia. Umiera­jącym nawet dokuczano w najrozmaitszy sposób, by wy­módz na nich słowo lub znak, któryby można było uwa­żać za wyrzeczenie się z ich strony wiary ewangeli­ckiej. Najbliżsi krewni: rodzice a nawet dzieci, wyzna­jący` katolicyzm, podejmowali się zakłócenia ostatnich chwil członka swej rodziny, wywołując niepokój ducha u konającego i wzbudzając w nim wątpliwości raczej, niż przygotowując do chrześcijańskiego zgonu. Dla uni­knienia tych udręczeń, Królik, mieszczanin krakowski, zbudował w pobliżu kościoła w Wielkanocy dom, do którego chorzy protestanci mogli się schronić, aby spo­kojnie umrzeć bez nagabywania ze strony katolików.

 

Wspominaliśmy już, jako za poprzedniego panowa­nia biskup krakowski namówił władze miejskie, aby wyłączały ewangelików od przywilejów mieszczańskich, lecz krzycząca ta niesprawiedliwość zniesiona została przez króla Władysława w r. 1635.

 

Mieszczanie krakowscy, namówieni a przez duchowieństwo rzymsko-ka­tolickie, odmawiają ewangelikom - przywilejów obywatelskich.

 

W r. 1637, gdy wie­le już znakomitych rodów mieszczańskich Krakowa powróciło do wyznania rzymsko - katolickiego, kancelarja miejscowego biskupa nakłoniła cechy, aby odmówiły ewangelikom przyjmowania ich na majstrów, *) bez względu na ich uzdolnienie. Na mocy tego wykluczono z cechu, z powodu wyznania, jednego z najznakomitszych mieszczan, Strachom. Skarga, zaniesiona przezeń do ra­dy miejskiej a następnie, po odrzuceniu jej tu, do naj­wyższego sądu mieszczańskiego, nie odniosła skutku. Od tego czasu ewangelicy krakowscy zostali pozbawieni przywilejów cechowych, co wywarło jak najgorszy wpływ na pomyślność miasta.

 

–––––––––––––

*) Znani jest rzeczą, że w cechach trzy były klasy: terminatorów, towa­rzyszów i majstrów, którzy jedynie mogli stać na czele jakiegoś zakładu przemy­słowego.

 

Prześladowanie ewangelików wzmagało się równo­miernie ze wzrostem wpływu jezuitów, stosownie do mnożenia się liczby wychowańców szkół jezuickich, gdzie wpajano w uczniów niepohamowaną nienawiść do wszystkich innowierców. Szerzył się więc w ca­łym narodzie, jakby zaraźliwa choroba, duch nienawi­ści wyznaniowej, którego władza królewska, zbyt ogra­niczona przywilejami szlacheckimi, nie mogła już po­skromić,*) podczas gdy zawsze doznawała poparcia tam, gdzie chodziło o zgnębienie protestantów. Wolnomyśl­ne bowiem ustawy krajowe, których zadaniem było chronić obywateli od ucisku, stały się w rękach katoli­ków narzędziem przemocy i gwałtu na ewangelickich współobywatelach. Zabierano im jeden po drugim ko­ścioły; oddając je katolikom, a wszelkie skargi na tę niesprawiedliwość bywały odrzucane przez sądy. Ducho­wni ewangeliccy nie śmieli pokazywać się na ulicach miast, w których były kolegja jezuickie, obawiając się znie­wag ze strony ich młodzieży szkolnej, za której przykła­dem szli wychowańcy innych zakładów naukowych ka­tolickich.

 

–––––––––––––––

*) Że jednak Władysław IV, gdzie mógł, starał się stanąć po stronie uczci­wości i tolerancji religijnej, najlepszym tego dowodem może służyć zwrot zborowi krakowskiemu nieprawnie za Zygmunta III zagrabionej własności zborowej. Zy­gmunt III plac i ruiny zniszczonego 1591 r. gmachu zborowego w Krakowie po­darował prawem kaduka podczaszemu koronnemu Stanisławowi Lubomirskiemu 1622 r. Protesty ewangelików, iż jest to zamach na własność prywatną przywi­lejem Zygmunta Augusta obwarowaną, zostały, naturalnie, bez skutku. Lecz Władysław IV 1636 r. 10,000 złotych ówczesnych (około 15.000 rubli) ze skarbu koronnego zborawi za zabraną własność wypłacić kazał. Drobny ten co do same­go swego znaczenia fakt posiada jednak moralną wartość doniosłą, jeżeli się go zestawi z objawami współczesnego fanatyzmu. H. M.

 

Prześladowanie ewangelików w Lu­blinie.

 

W Lublinie tłum, napadłszy na pogrzeb ewan­gelicki, zamordował pewnego członka zboru szkockiego. Protestanci w obronie własnej zabili dwóch napastni­ków, ogłoszonych wkrótce za męczenników. Tłum, rozdrażniony tym wypadkiem, napadł i zrabował dom Makowskiego, księdza zboru ewangelickiego. Wysłani przez króla pełnomocnicy stwierdzili niewinność prote­stantów, którzy spowodowali śmierć wspomnianych ucze­stników napadu, stając w obronie swego życia. Mimo to jednak, aby uchronić Makowskiego od sądowego pości­gu, musiał Władysław wydać duchownemu temu list że­lazny. Królewski ten przywilej, użyty w celu sprawie­dliwej obrony, był jednak, niestety, niedostateczny, aby ochronić obdarzonego nim od zemsty katolików: zapo­zwanego przed najwyższy sąd Makowskiego skazano na śmierć za niespełnione winy! Kilkakrotnie prowadzo­ny na miejsce stracenia znosił swoje nieszczęście z chrze­ścijańskim spokojem, a idąc na miejsce kaźni, śpiewał psalm 35-ty. Wykonaniu tego morderstwa sądowego zapobiegło przecież wdanie się w tę sprawę kilku umiarkowanych ze szlachty wyznania katolickiego, i Makowski, zapłaciwszy znaczną kwotę ścigającym go są­downie bernardynom lubelskim, został nareszcie uwolnio­ny.*) Od owego zdarzenia nie mogli ewangelicy nawet domowych nabożeństw odprawiać w Lublinie.

 

––––––––––––

*) Według dawnego prawa w Polsce, strona oskarżająca mogła przerwać procedurę w sprawie kryminalnej nawet po zapadnięciu wyroku.

 

 

W Wilnie kościół i szko­łę ewang., od­budowane po wypadkach 1611 r., za­mknięto 1640 roku.

 

W Wilnie odbudowano kościół ewangelicki i bę­dącą przy nim szkołę; które w r. 1611 zostały zniszczo­ne. Nowe budynki stały do 1639 r., lecz w tym czasie wychowańcy kolegjum jezuickiego wdarli się do obrębu otoczenia kościelnego, gdzie, spełniwszy rozmaite nadużycia, zbili najokrutniej rektora szkoły Hartliba i wrzucili następnie do rzeki. Ocalono go jednak i uśmierzono zaburzenia, dość jednak późno, gdyż do­piero po zrabowaniu przez napastników kilku należą­cych do ewangelików kamienic. Wkrótce potem zda­rzył się drobny wypadek, który posłużył katolikom za pozór do zadania ostatecznego ciosu szkole ewangeli­ckiej w Wilnie. Dwaj chłopcy ze szkoły ewangelickiej, zabawiając się dnia jednego strzelaniem z łuków do pta­ków, uszkodzili wypadkowo strzałem posążek archanioła Michała, postawiony na szczycie kościoła mniszek franci­szkanek. Spowodowało to wielką wrzawę katolików na świętokradzką zniewagę religji rzymsko-katolickiej ; gdy jednak przeprowadzone śledztwo dowiodło, iż wypadek ów zdarzył się zupełnie mimo woli wspomnianych chło­pców, nie pozywano ich przed sąd ani nie karana za pośrednictwem władzy szkolnej.

 

 

Zbór wileński w r. 1682.

(Z odręcznego rysunku, znajdującego się w

 rękopisie pamiętnika Jana Cedrowskiego).

 

 

Zdarzenie to stano­wiło jednak zbyt dobrą sposobność do wznowienia prze­śladowań, aby katolicy nie mieli z niego skorzystać, Wobec rozpowszechnionej już śród ogółu narodu stron­niczości wyznaniowej łatwo im było otrzymać uchwa­łę dla prawnego prześladowania innowierców, czemu wyrozumiały król Władysław nie zdołał przeszkodzić. Wskutek więc przedstawienia powyżej opisanego wypa­dku na sejmie 1640 r. wydano rozporządzenie, na mo­cy którego zniesiono w Wilnie kościół ewangelicki ze szkołą i wzbroniono odprawiania nawet domowych na­bożeństw w obrębie miasta. Z powodu tego ewangeli­cy zniewoleni zostali przenieść nabożeństwa swe na przedmieścia a dwaj duchowni ich, Łabęcki i Jan Jur­ski, musieli kraj opuścić. *)

 

–––––––––––––

*) Szczegółowe dane o zburzeniu zboru wileńskiego w 1640 r. znajdzie czytelnik w artykule „Zwiast. Ewang.“ r. 1901: „Czterokrotne zburzenie zboru wileńskiego (1591, 1611, 1639, 1682) podług współczesnych dokumentów.“ H. M.

 

W r. 1641 duchowny ewangelicki Chełchowski udał się w Wilnie do środka miasta, aby udzielić tam ostatniej pociechy religijnej pewnej chorej pani., należą­cej do jego zboru. Gdy studenci kolegjum jezuickiego spostrzegli duchownego, napadli nań, a pojmawszy, zbi­li nielitościwie, poczem donieśli rektorowi swej szkoły, iż duchowni ewangeliccy, pomimo zakazu, uczęszczają do miasta. Rektor zabronił wprawdzie studentom bicia duchownych ewangelickich, lecz upoważnił ich do ob­dzierania ich z szat kapłańskich. Studenci nie omie­szkali skorzystać z pozwolenia i, napotkawszy ponownie Chełchowskiego w towarzystwie drugiego duchownego protestanckiego Gerdanka, nie zadowolili się zdarciem z nich szat, lecz okrutnem swem z nimi obejściem do­prowadzili ich do utraty przytomności i wtedy dopiero ich porzucili. Z powodu wniesionej do sądu skargi ze­brana z powiatu wileńskiego szlachta, przeważnie kato­licka, wyraziła żywe niezadowolenie i naganę takich na­dużyć, postanawiając przedstawić sprawę całą na sejmie.

 

Ciekawe przyznanie się biskupa wi­leńskiego, gdy żądano odeń ukarania uczniów za popełnione gwałty na ewangelikach.

 

Król rozkazał wojewodzie i biskupowi wileńskiemu oraz jezuitom, by ukarali sprawców tych gwałtów. Biskup, chcąc uspokoić powszechne wzbnrzenie wywołane po­wyższem zajściem, przyrzekł wprawdzie ukarać studentów; lecz nie przedsięwziął w tym celu żadnych kroków, a gdy zaczęto nań nalegać o dotrzymanie przyrzeczenia, uchylił się od tego, wyjeżdżając nagle z Wilna. Zdradził też nieszczerość swych obietnic następującemi słowy: „Jak­że mogę ukarać studentów, skoro zadaniem mojem jest wyplenianie herezji wszelkimi środkami; a papież przysłał mi uroczyste podziękowanie za to, iż podczas moich rządów kacerstwo zostało z Wilna usunięte.

 

Prześladowani po wszystkich miastach ewangelicy zażywali spokoju przynajmniej w dobrach szlachty dy­sydenckiej, gdyż katoliccy nawet współobywatele udare­mniliby wszelki zamach na przywileje swego stanu. Duchowieństwo starało się jednakże znieść ten przywilej. Za pierwszy przedmiot swej w tym kierunku próby obrało jednego z najbardziej wpływowej szlachty ewange­lickiej, przewidując, iż, gdyby im się powiodła napaść na osobę wysoko postawioną, to nie będą napotykali już trudności w uciemiężaniu drobnej szlachty ewangelickiej.

 

Biskup wi­leński obwi­nia księcia Radziwiłła o świętokradz­two na sejmie 1646 r., ale zarzutu tego nie przyjęto.

 

Abraham Wojna, biskup wileński, obwinił w r. 1646 księcia Janusza Radziwiłła, hetmana polnego litewskiego, o po­pełnienie świętokradztwa przez obalenie krzyżów, znaj­dujących się na jego ziemi. Biskup upominał sejm, by pomścił obrazę Boską, i żądał wydania wyroku na pod­stawie swego tylko świadectwa. Takie żądanie wstrzą­snęło sejmem, śród którego uczestników podniosło się wiele głosów przeciwko wnioskowi, dążącemu do odmó­wienia stronie obwinionej prawa obrony. Chrząstowski, poseł krakowski, groził zerwaniem sejmu w razie, gdy­by taki wniosek został przyjęty. Znaleźli się jednakże i tacy, którzy stanęli po stronie duchowieństwa; Obor­ski, poseł z Mazowsza, które zawsze było warownią katolicyzmu rzymskiego w Polsce, wyraził zdanie swoich wyborców, iż religji katolickiej należy bronić mie­czem. Radziwiłł nazwał Wojnę burzycielem, na co zwo­lennicy biskupa podnieśli wrzawę, utrzymując, iż zarzut taki uczyniony biskupowi jest bluźnierstwem, równają­cem się wypowiedzeniu wojny domowej. Przytem dały się słyszeć tak gwałtowne przeciw, ewangelikom wy­mysły i groźby, iż z trudem zdołano zapobiedz rozle­wowi krwi. Spór ten trwał przez pięć dni. Chociaż ostatecznie odrzucono skargę i żądania biskupa, sposób atoli, w jaki żądania te zostały przedstawione, dowo­dzi, na jak błahych podstawach opierali katolicy po­wody do prześladowania protestantów, gdy przeciwnie największe niegodziwości, popełniane przez nich na in­nowiercach, uchodziły im bezkarnie.

 

Sprawy ko­ścioła wscho­dniego w Pol­sce

 

Mówiliśmy już o skutkach, jakie we wschodnim kościele naszego kraju wywołało połączenie z Rzymem, na które zgodziła się w r. 1596 część tylko tego kościoła. Sejmy z lat 1633 i 1635 oraz sejm 1647 ro­ku zapewniły wyznawcom kościoła wschodniego pra­wa i swobody, jakie przyznano przyjmującym unję brze­ską; lecz zbawienne te uchwały okazały się niedosta­tecznemi dla przeciwważenia szybko wzrastającego wpły­wu stronnictwa, które, dla popierania korzyści Rzy­mu, wiodło Polskę do zguby. Niebezpieczeństwo, wy­nikające z takiego postępowania, tak było wyraźne, iż tylko stronnicze zaślepienie nie dozwoliło go dostrzedz. Wschodni kościół zgromadził swe siły na synodzie ze­branym w Kijowie 1620 r. Głową tego wyznania był, za panowania Władysława IV, znakomity uczonością i uzdolnieniem arcybiskup kijowski Piotr Mohiła. *)

 

–––––––––––––

*) Piotr Mohiła, ur. r. 1597, był synem panującego księcia Mołdawji, skoligaconego z wieloma znaczniejszymi rodami polskimi. Kształcił się w uni­wersytecie w Paryżu, następnie zaciągnął się do wojska polskiego i służył z od­znaczeniem w czasie wojny przeciw turkom w r. 1621. W r. 1625 wstąpił do klasztoru w Kijowie a następnie został archimandrytą, czyli przełożonym tegoż klasztoru. w r. 1633 został wybrany arcybiskupem kijowskim i metropolitą ko­ścioła wschodniego w Polsce i zatwierdzony w tej godności przez króla. Położył szczególne zasługi przez polepszenie szkół swego wyznania, które istniały w Ki­jowie, gdzie założył też akademję duchowną, której przywileje potwierdzone zostały przez króla i sejm. Wzorowana była ta akademja na rzymsko-katolickiej ; miała wielką liczbę uczniów, których uczono języków klasycznych, filozofji i teologji. Mohiła był autorem wielu dzieł treści religijnej, najsłynniejszem jednak jest „wy­kład wiary prawosławnej“ w języku greckim i łacińskim, który posłał synodowi w Jassach (r. 1643), w Mołdawji, dla zatwierdzenia. Potem posłał dzieło to dla ostatecznego potwierdzenia do patrjarchy wschodniego. W r. 1645 Mohiła wydał dzieło to w skróceniu w języka polskim i rosińskim w Kijowie. Zmarł w r. 1646, a dzieło jego, odbywszy podróż na Wschód, wydane zostało w języku gre­ckim przez tłómacza sułtańskiego Piotra Panagiotę (r. 1682) w Amsterdamie, dla bezpłatnego rozdania greckiej ludności państwa ottomańskiego. Zostało też przedrukowane w Holandji w r. 1672 z polecenia patrjarchy konstantynopolitań­skiego, a uczony szwed Wawrzyniec Norman, profesor w Upsali a następnie bi­skup gotenburski, przetłómaczył je na język łaciński i wydał wraz z greckim tekstem w Lipska (r. 1695). Leonard Frisch przełożył je na język niemiecki i wydał w Berlinie (r. 1727), a Hoffmann - w Wrocławiu (r. 1761) z tekstem gre­ckim, łacińskiem tłómaczeniem Normana i niemieckiem Frischa, z przedmową, zawierający historję tego dzieła. Patrz: Słownik autorów greckiego kościoła w Polsce i Rosji, przez Eugenjusza, metropolitę kijowskiego II, 156, wydany w Petersburgu.

 

Piotr Mohiła założył w Kijowie szkołę duchowną dla księży obrządku wscho­dniego.

 

Założył on w Kijowie akademję duchowną, która stała ę się szańcem kościoła wschodniego, rozszerzając naukę

śród duchownych jego, którzy pod tym względem w owym czasie stali o wiele niżej od swych przeciwników, którzy otrzymywali lepsze wychowanie w seminarjach rzymskich. Wielką natomiast potęgą kościoła wscho­dniego było gorące przywiązanie doń kozaków ukraiń­skich. Kozacy ci stanowili znaczny zastęp wojowników, zaprawionych do niebezpieczeństw i trudów bojowych przez ciągłe wyprawy na turków i tatarów. Otrzyma­wszy od króla Stefana Batorego ustrój wojskowy, słu­żyli oni Polsce wiernie, nietylko w jej walkach z bisur­manami, ale i z północnymi swymi współwyznawcami. Drażnienie zatem tych wyznawców kościoła wschodnie­go i prześladowanie ich wiary równie było niesprawie­dliwe jak nieroztropne i niebezpieczne, gdyż mogło wiernych poddanych zamienić na śmiertelnych wrogów. To też umiarkowana część narodu z przerażeniem pa­trzała na usiłowania duchowieństwa rzymskiego i po­wolnych jego narzędzi, chcących środkami przymusowy­mi nakłonić ludność ruską do unji z Rzymem. Wpra­wdzie uchwalano bezustannie prawa mające na celu zapobieżenie tej szkodliwej ich działalności, niestety jednak okazało się, że wszelkie prawa były bezsilne wobec zapamiętałości wyznaniowej, wpajanej w naród przez wychowanie jezuickie.

 

Prześladowania dyzuni­tów.

 

Szlachta ruska, która przyjęła unję, zmuszała do niej swych poddanych; a temu nadużyciu władzy nie mógł się oprzeć nawet sejm, gdyż, wskutek niesprawiedliwej uchwały z r. 1573, każdy szlachcic ziemianin miał nieograniczoną władzę nad poddanymi mu włościanami. W ten sposób uchwała, ma­jąca na celu obronę wolności religijnej, posłużyła za narzędzie ucisku w tym kierunku. Takie przymusowe nawracanie nie dało się przeprowadzić bez użycia naj­bardziej oburzających środków, które najsilniej dawały się uczuć duchowieństwu wschodniego kościoła, jako opor­nemu wobec przymusu wyznaniowego. Na sejmie r. 1641 przyłączono, za wpływem Rzymu, obszerną djecezję przemyską do kościoła unickiego a dla przeprowadzenia tej. uchwały dopuszczono się licznych gwałtów i nie­sprawiedliwości. Gdy w Lublinie zabrano dyzunitom ostatni kościół, współwyznawca ich Lityński, szlachcic i poseł do trybunału koronnego, następującemi słowy wyraził skargę swą na to nadużycie władzy: „Bez wzglę­du na dawne przywileje zabrano nam szkaradnym gwał­tem naszą świątynię, wyrządzając tem wielką krzywdę kościołowi wschodniemu; lecz Bóg, który karze wszelkie złości, wzbudzi naród, który zabierze wam sto kościołów za jeden.“ Słowa te były szczerym wyrazem uczuć ogółu wyznawców kościoła wschodniego. Jakkolwiek Lityński był posłem obranym całkiem prawnie, przecież gorliwi katolicy w obawie wpływu jego przeszkodzili mu w dalszem spełnianiu jego obowiązków poselskich, grożąc w razie oporu nawet jego życiu. Przepowiednia Lityńskiego spełniła się jednak przez bunt kozacki, który, po kilku częściowych nieudanych próbach, wy­buchnął ze straszliwą siłą na krótki czas przed śmiercią króla Władysława IV.

 

Jednem z ważniejszych wydarzeń za panowania tego króla było zamknięcie szkoły socynjanów w Rako­wie, wskutek uchwały sejmowej z r. 1638. Trzeba też tu zaznaczyć, że Władysław starał się skłonić cesarza Ferdynanda III do wyrozumiałego postępowania wzglę­dem śląskich ewangelików, których wielu, za panowania tego króla, schroniło się do Polski, pomnażając ludność dawnych miast i zakładając nowe.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1