ROZDZIAŁ XIII.

Wewnętrzny stan zborów ewangelickich w Polsce.

 

Przyczyny wpływające na wewnętrzne urządzenie zborów ewangelickich w Polsce. – Duchowieństwo ewangelickie w Polsce podzielone na trzy odrębne prowincje. – Superintendenci. – Seniorowie duchowni okręgowi. – ­Conseniorowie. – Proboszczowie, djakoni, lektorzy. – Seniorowie świec­cy. - Synody. – Braki w ustroju kościoła ewangelickiego w Polsce.­ – Helweckie wyznanie najbardziej wpływowe w Polsce. – Podział kościoła helweckiego w Małopolsce na dystrykty. – Liczba zborów ewangelickich w Polsce. – Zbory ewangelickie na Litwie. – Zbory ewangelickie w Wielkopolsce. – U strój wewnętrzny i karność braci czeskich.-Przekład Pisma Świętego na język polski. – Szkoły ewangelickie w Polsce. – Szkoła w Lesznie. – Drukarnie ewangelickie w Polsce. – Piśmiennictwo ewangelickie w Polsce.         str. 205-252.

 

 

 

Przyczyny wpływające na wewnę­trzne urządze­nia zborów ewangelickich w Polsce.

 

Sposób, w jaki nauka ewangelicka rozpowszechnia­ła się w Polsce, miał wielki wpływ na urządzenia zbo­rów protestanckich naszego kraju. Ponieważ zasady re­formacji nie były tu zaprowadzone na mocy praw przez władzę udzielonych, lecz wskutek osobistych przekonań jednostek, niepodobna więc było utworzyć w Polsce ko­ścioła ewangelickiego o silnym, jednolitym ustroju, jak to uczyniono w krajach, gdzie protestantyzm stał się wyznaniem panującem. Prawo z r. 1556, dozwalające każdemu szlachcicowi zaprowadzać w swoich posiadło­ściach nabożeństwo chrześcijańskie według swego upo­dobania, nie rozciągało się do miast; nie mogło zatem przyczynić się do spójni zborów ewangelickich, które, mnożąc się szybko za staraniem oddzielnych osób, po­zbawione były przecież jednolitego ustroju. Ten brak jedności zwiększała jeszcze ta okoliczność; że w Polsce zakorzeniły się obok siebie trzy wyznania ewangelickie augsburskie, helweckie i czeskie, jednocześnie krzewiące się w różnych częściach naszego kraju.

 

Niebawem przecież dała się uczuć potrzeba silniej­szego ustroju kościoła ewangelickiego, coraz bardziej na­gląca wobec śmiałej i ruchliwej działalności antytrynita­rzy. Poczęto więc zwoływać liczne synody w celu połączenia owych trzech wyznań. Wielkim krokiem ku pożądanemu celowi było zjednoczenie wyznania helweckiego z czeskiem, dokonane na synodzie w Koźminku 1565 r., zatwierdzone w następstwie na synodach we Włodzisławiu 1557 r, i w Książu 1560 r. Połączenie to odnosiło się atoli tylko do zasad wiary, gdyż oba wspo­mniane kościoły zachowały nadal odrębność swych urzą­dzeń. W następstwie zawarto ugodę sandomierską, ty­czącą się wszystkich trzech wyznań ewangelickich, któ­rą zatwierdzano wielokrotnie na różnych synodach.

 

Ustrój zborów ewangelickich w Polsce był mniej więcej naśladowaniem takichże urządzeń w krajach, gdzie protestantyzm silniej był rozwinięty. Należy zauważyć, że kościół, którego wyznawcy stanowią mniejszość licze­bną w państwie, w urządzeniach swych bezwarunkowo różni się od takiego kościoła w kraju, w którym jest on panującym i gdzie należy doń większość mieszkańców. Ewangelickie zbory polskie wzorowały ustrój swój na zborach Francji i Węgier raczej, niż na urządzeniach kościelnych ewangelików Holandji, Szkocji, Szwajcarji i protestanckich księstw niemieckich.

 

Duchowień­stwo ewange­lickie w Pol­sce podzielone na trzy odrębne prowincje.

 

Ani wyznanie augsburskie ani helweckie nie posia­dały jednolitego ustroju w całej Rzeczypospolitej; każda z trzech wielkich dzielnic: Wielkopolska, Małopolska i Li­twa zachowywały w swych urządzeniach kościelnych od­rębność zupełną, pomimo iż niekiedy zgromadzały się na synody generalne, t. j. na wielkie narodowe zebra­nia wszystkich polskich zborów ewangelickich.

 

Superinten­denci.

 

W ka­żdej z tych dzielnic stali na czele protestantów ducho­wni superintendenci (senior primarius), których stanowi­sko odpowiadało poniekąd władzy biskupów katolickich. Obierali takiego seniora dożywotnio seniorowie zbo­rów, władza jego była atoli ograniczona. Zwoływał on synody prowincjonalne, którym przewodniczył; wyświę­cał seniorów okręgowych; wykonywał uchwały synodal­ne; miał nadzór nad ogólnemi sprawami kościoła: czytelniami, szkołami, drukarniami i t. p ; nie posiadał je­dnak władzy sądowej a sam zależny był od synodu, któremu przysługiwało prawo upominania superintenden­ta, sądzenia go a nawet składania z urzędu.

 

Seniorowie duchowni okręgowi.

 

Seniorowie byli przełożonymi kościołów swego dy­stryktu i w zastępstwie superintendentów zwoływali synody oraz przewodniczyli im; zarządzali zewnętrzne­mi sprawami zborów i mieli w swym dystrykcie pewne­go rodzaju prawo sądowe, co nie zwalniało jednakże zborów od sądów władzy świeckiej. Ewangelicy kładli na­cisk na ten przywilej, chcąc się i tem odróżnić od an­tytrynitarzy, którzy zabraniali członkom swych zborów odwoływania się w sporach wewnętrznych do sądu wła­dzy świeckiej.

 

Consenioro­wie.

Proboszczowie, djakoni, lektorzy.

 

Seniorowie mieli do pomocy conseniorów, którzy pomagali im i w razie potrzeby zastępowali ich. Prócz tych dostojników duchownych miały zbory proboszczów, djakonów i lektorów. Niektóre urządzenia, przejęte od rzymskich-katolików a zachowane przez kościół ewange­licki niektórych krajów Europy, były całkiem nieznane zborom polskim, dbałym o to jedynie, by w urządzeniach swych, o ile możności, zbliżyć się do ustroju pierwotnych chrześcijan a uwolnić się od ustanowień kościoła rzym­skiego.

 

Seniorowie świeccy.

 

Prócz seniorów duchownych byli też w każdym dy­strykcie seniorowie świeccy, obierani na synodach przez właścicieli ziemskich, bez udziału reszty członków zbo­ru. Senior świecki nie mieszał się do duchownych spraw zboru, pozostawiając je proboszczom, czuwającym nad czystością nauki, natomiast miał obowiązek nadzoru nad postępowaniem zborowników i duchowieństwa, któ­re w pewnych wypadkach miał prawo upominać a na­wet zawieszać w urzędzie, o czem zawiadamiał synod, jako najwyższą  władzę kościelną. Senior świecki wizy­tował też zbory i szkoły, dbał o ich utrzymanie i do­brobyt, bywał obecny na synodach prowincjonalnych, a wobec władz występował jako rzecznik swego kościoła.

 

Synody.

 

Najwyższy zarząd sprawami zborów spoczywał w rę­kach synodów, których cztery odbywało się corocznie w każdym okręgu, przy udziale nietylko duchownych, lecz wszystkich członków zboru, ściśle naśladujących w ten sposób zgromadzenia pierwszych chrześcijan, zbierających się na wspólne narady o potrzebach ko­ścioła, dla którego gotowi byli oddać życie. Sprawy dotyczące wiary i obrzędów zostawiano rozstrzyganiu duchownych, jako najlepiej rzeczy tych świadomych. Raz do roku zgromadzał śię ogólny synod, na który ka­żdy dystrykt wysyłał swych przedstawicieli : po jednym seniorze duchownym, dwóch conseniorów i czterech se­niorów świeckich, wybranych z całej prowincji. Ducho­wni, chociażby niewybrani przez synody miejscowe, mo­gli brać udział w naradzie synodów ogólnych i głosować narówni z innymi członkami synodu. Ustrój kościoła ewangelickiego na Litwie mniej był uregulowany, nie posiadał bowiem ani superintendenta prowincjonalnego, ani jednolitego zarządu zborów; na synodach zazwyczaj przewodniczył senior wileński.

 

Synod generalny całej Polski nie zbierał się sta­le w czasie określonym, a bywał zwoływany w miarę potrzeb. Od synodu generalnego w r. 1645 zaniechano zwoływania ogólnych synodów z przyczyny oporności luteran, niezgadzających się na wspólne działanie z in­nemi wyznaniami ewangelickiemi.

 

Braki w ustroju kościoła ewangelickiego w Polsce.

 

Taki ustrój kościoła ewangelickiego w Polsce, przed­stawiony tu w zarysie, miał dwa ważne braki:

1) tworzył trzy oddzielne zarządy duchowne, które łączyły się z sobą tylko na przypadkowych synodach generalnych; 2) nie posiadał stałej władzy wykonawczej, gdyż długie przer­wy czasu między synodami generalnymi pozostawiały sprawy ewangelickie bez należytej opieki, wystawiając ewangelików na bezkarne prześladowanie silnie zorga­nizowanych katolików. Dla przeciwważenia wrogom po­winni byli protestanci ustanowić radę, zasiadającą w sto­licy kraju dla nieustannego czuwania nad sprawami swych współwyznawców. Tego, niestety, nie uczyniono, a taki brak nadzoru i stałej władzy można też uważać za jedną z przyczyn szybkiego upadku sprawy ewange­lickiej w naszym kraju.

 

W roku 1560 dokonano na synodzie w Książu usta­lenia porządku synodów helweckiego i czeskiego wy­znania; porządek ten przyjęły niebawem także i zbory augsburskie, następnie zaś zatwierdzono go na synodzie sandomierskim w r. 1570 i na krakowskim w r. 1573.

 

Helweckie wyznanie naj­bardziej wpły­wowe w Pol­sce.

 

Ze wszystkich wyznań ewangelickich w Polsce najbardziej wpływowe było helweckie, którego zasady widocznie najwięcej odpowiadały potrzebom ducha narodowego; przeważało ono śród szlachty Małopolski i Li­twy i miało licznych zwolenników śród rodów magna­ckich.

 

Podział kościoła helwe­1weckiego w Ma­łopolsce na dystrykty.

 

Kościół ewangelicki w Małopolsce dzielił się na dystrykty następujące : krakowski, sandomierski, zatorski, oświecimski, lubelski i chełmski, czarnoruski i podolski, bełski, wołyński i kijowski. Liczba dystryktów po­mnażała się ze wzrostem ilości zborów : tak np. dystrykt krakowski powstał dopiero w r. 1561, choć i poprzednio były już w Krakowskiem zbory ewangelickie: zatorski i oświecimski urządzony był w r. 1564; sandomierski w r. 1562; lubelski i chełmski w r. 1560; ruski i po­dolski 1560 r.; a bełski w r. 1585. Czas ustanowienia te­go okręgu dowodzi, że jeszcze za panowania króla Ste­fana Batorego nauka ewangelicka czyniła znaczne po­stępy w niektórych częściach Polski.

 

Liczba zbo­wów ewange­lickich w Pol­sce.

 

Trudno stanowczo określić ilość zborów reformowanych w Małopolsce w najświetniejszym okresie ich istnienia; musiały one przecież być liczne, skoro wszystka szlachta dwóch ważnych powiatów, ksiąskiego i proszowskiego, tak stanowczo zerwała z Rzymem, iż Śre­niawę, przepływającą przez tę okolicę, przezwano prote­stancką rzeką. Jezuita Sawicki w dziele swem („Alloquia Osiecensis”), które wydał pod przybranem nazwiskiem Ci­chockiego, miota najgwałtowniejsze złorzeczenia na pro­testantów, utrzymując, że oni zabrali katolikom pięć tysię­cy kościołów. Jest to oczywiście przesada. Więcej nato­miast prawdopodobne jest twierdzenie sławnego jezuity Skargi, jakoby ewangelicy zabrali katolikom 2000 kościo­łów: 600 w djecezji krakowskiej, około 500 w wileńskiej*), resztę zaś w innych częściach Polski. Należy tu zwrócić uwagę, iż Skarga, mówiąc o protestantach, miał na myśli wszystkie wyznania ewangelickie. Węgierski, pisarz pro­testancki, twierdzi, że około 1576 r. znajdowało się w Małopolsce 122 zbory wyznania helweckiego, składa­jące się niemal wyłącznie ze szlachty, która jednakże zaniedbała nawrócić swych włościan. Lekkomyślne to niedbalstwo uważać można za jedną z głównych przy­czyn upadku protestantyzmu w Polsce, którego zanik postępował tak szybko, że w r. 1718 Małopolska liczyła już tylko ośm zborów reformowanych **).

 

–––––––––––––

*) Djecezja wileńska obejmowała całą Litwę, za wyjątkiem Żmudzi.

 

**) Przytoczone w tekście cyfry Cichockiego i Skargi polegają na zupełnej przesadzie. Całkowita liczba parafij katolickich w Koronie, oprócz Mazowsza, w koń­cu XVI wieku nie przenosiła 2100 (w Wielkopolsce 1200, w Małopolsce 900. Patrz: Pawifiski, Polska XVI wieku); jakimże więc sposobem mogli protestanci zabrać ka­tolikom owe tysiące, o których mówią wspomniani pisarze? Zresztą dziś, na pod­stawie zebranych przez nas danych, które czytelnik znajdzie w dodatku, w liście wszystkich zborów polskich ewangelickich i arjańskich w dawnej Rzeczypospoli­tej, opartej na materjale niepodlegającym wątpliwości, a mianowicie na zachowanych do czasów naszych aktach synodowych, statystyka zborów może być uło­żona stosunkowo dokładnie. Wogóle w Małopolsce zbory ewangelickie istniały w 315 miejscowościach. Odliczając te, które powstały w czasach późniejszych, i te, które trwały bardzo krótko w samym początku, otrzymamy na czasy naj­większego rozwoju reformacji – w początkach panowania Batorego – prawdopodo­bnie około 280 zborów istniejących współcześnie. Stanowi to więc niespełna część trzecią wszystkich parafij katolickich i prawdopodobnie blizko odpowiada stosun­kowi liczebnemu obojga wyznań śród szlachty małopolskiej. Ze wszystkich tych zborów małopolskich ostał się do dziś tylko jeden jedyny w Sielcach około Sta­szowa, w Sandomierskiem; z rodzin zaś szlacheckich małopolskich, należących do wyznania ewangelicko-reformowanego, także tylko jedna – Russockich, herbu Zadom. H. M.

 

Zbory ewan­gelickie na Litwie.

 

Kościół helwecki na Litwie podzielony był na dystrykty następujące : wileński, nowogrodzki, zawilejski, podlaski, żmudzki i białoruski. Węgierski liczy w 1650 r. 93 zbory helweckie na Litwie, co dowodzi znacznego upadku tego wyznania, gdyż, jakeśmy to już wspomnieli, Skarga twierdzi, że w djecezji wileńskiej 500 rzymsko-katolickich kościołów zamieniono na ewangelickie*). W roku 1718 pozostało ich na Litwie już tylko 51, a odtąd liczba ich wciąż się jeszcze zmniejszała.

 

Zbory ewan­gelickie w Wielkopolsce.

 

W Wielkopolsce zbory helweckie kwitły przeważnie na Kujawach a z biegiem czasu połączyły się wszystkie z braćmi czeskimi i już w 1555 r. nastą­piło całkowite zjednoczenie się tych wyznań. Zbory reformowane w Wielkopolsce nie były podzielone na dy­strykty, jak w Małopolsce i na Litwie, tworzyły tylko jeden związek pod zarządem superintendenta, czyli przed­niejszego seniora, któremu w spełnianiu obowiązków do­pomagali conseniorowie.

 

–––––––––––

*) Co do Litwy cyfry Skargi są także przesadzone. W djecezji wileńskiej wszystkich parafij katolickich i kaplic było tylko 440 (Lelewel), nie mogli więc protestanci zabrać katolikom 500. Na podstawie listy naszej – pomieszczonej w do­datku – widzimy, iż zborów ewangelickich (reformowanych) było na Litwie 190. Dołączając dziesiątek zborów polskich augsburskich, możemy ogólną liczbę zborów ewangelickich na Litwie określić cyfrą 200 w czasach największego rozwoju reformacji. Liczba parafij katolickich na Litwie (z filjałami i kaplicami) nie przenosiła w dwóch djecezjach, wileńskiej i żmudzkiej, 500, tak że stosunek tu dla prote­stantów był pomyślniejszy niż w Małopolsce (2 : 5 zamiast 1 : 3), ale zato na Li­twie istniał jeszcze kościół grecki, którego liczba parafij jest zupełnie nieznana. Dziś Litwa jest tą częścią dawnej Rzeczypospolitej, w której najwięcej zacho­wało się zabytków przeszłości reformacyjnej. Wprawdzie zbory augsburskie zniem­czały wszystkie, nawet wileński, najstarszy protestancki na terytorjum dawnej Rzeczypospolitej, ale reformowane zachowały się jeszcze: w Wilnie; Kielmach Słucku, Birżach, Popielu, Radziwiliszkach, Szwabiszkach, Izabelinie, Niepokojczy­cach i w Serejach w Królestwie Polskiem. Czasem odbywają się jeszcze nabożeń­stwa w Kiejdanach, Kopylu i Kajdanowie. Z dawnej szlachty litewskiej, która w XVI w. przyjęła protestantyzm, zachował się jeszcze może dziesiątek lub dwa rodzin, co dotąd stoją przy „szczerem słowie Bożem” (Aramowicze, Grabowscy, Grużewscy, Kurnatowscy, Mackiewicze, Mikulicze, Putkamerowie, Rajscy, Świdowie, Trepkowie, do ostatnich czasów Olędzcy i inni).

 

Liczba zborów ewangelickich w Wielkopolsce, w czasach najpomyślniejszych, docho­dziła do 80, *) a prócz tego zależały od superintendenta Wielkopolski różne zbory, rozrzucone po innych częściach naszego kraju, jak w Gdańsku, Toruniu, Elblągu, w Pru­siech królewskich, w Niżycach na Mazowszu, w Bara­nowie, Beresteczku, Buczaczu, Kryłowie, w Lachach, Opolu i Rykach w Małopolsce i Czerwonej Rusi, jako też kilka zborów na Litwie. **)

 

Ustrój wewnętrzny i karność braci czeskich.

 

Bracia czescy byli niezaprzeczenie najgorliwszymi i najprzykładniejszymi z polskich ewangelików. Ustrój ich zborów i ściśle zachowywana karność przypominały pierwszych chrześcijan. Organizacja ta godna jest szcze­gółowszego opisu, który podajemy według Łasickiego***), uczonego szlachcica wyznania helweckiego, który napisał kilka dzieł wielce cennych. Miał on sposobność pozna­nia braci czeskich nietylko w Polsce, lecz i na Morawach i w Czechach. Skreśliwszy dzieje powstania ich i rozwo­ju, mówi Łasicki: „Są oni żywą ilustracją przymie­rza ludzi z Bogiem. Niema wyznania, któreby głębiej było przejęte zasadami Pisma Świętego.

 

––––––––––––––

*) Wielkopolska była znacznie mniejsza co do obszaru niż Małopolska, do której należała Czerwona Ruś, Podole i Wołyń.

 

**) Przytoczone przez autora zbory należały, oprócz pruskich, do Jednoty ma­łopolskiej Co do ogólnej liczby zborów wielkopolskich, to mamy tutaj około 90 zbo­rów braci czeskich i reformowanych (przeważnie na Kujawach) i 10-15 zborów polskich augsburskich, razem około 110 zborów polskich, i, oprócz tego, prawie tyleż niemieckich augsburskich. Liczba parafij katolickich w Wielkopolsce wynosiła do 1200. Ze wszystkich zborów wielkopolskich tylko w jednym jeszcze – w Żychlinie w Królestwie Polskiem – odbywają się nabożeństwa polskie. Dawna szlachta ewan­gelicka znikła prawie zupełnie i niektóre rodziny zniemczały (Bojanowscy, Dziem­bowscy i inni. Zdaje się, iż w wyznaniu ewangelickiem wytrwały tylko rodziny Kurnatowskich oraz Trepków-Nekandów i może jeszcze kilka innych (Karczewscy, Nieszkowscy, niektóre gałęzie Brenikowskich, Mojaczewskich; znakomita jeszcze lat 30 temu rodzina ewangelicka Potworowskich jest dziś już katolicką). H. M.

 

***) Łasicki pisał w XVI wieku. Napisał on dzieło o braciach czeskich, którego rękopis widział Jabłoński. Amos Comenius wydał tylko jeden rozdział tego dzieła, tyczący się wewnętrznej organizacji zborów, p. t. „Johannis Lasitii, No­bilis Polonus, de Ecclesiastica Disciplina, Moribus et Institutis Fratrom Bohemo­ram.“ Amsterdam,1660 r. (Przedruk to wydania w Lesznie r. 1632). Łasicki pi­sał też dzieła p. t. „De Diis Samogitianorum,“ „De Religione Moscovitoram" i inne.

 

Są oni nietylko głosicielami, lecz i wykonawcami Słowa Bożego. Człon­kowie tego związku nazywają się wzajem braćmi, naśla­dując w tem pierwszych chrześcijan, stosujących się do słów Chrystusa, który rzekł: „Wszyscy jesteście braćmi."

 

Każdy zbór braci czeskich składał się z trzech klas: początkujących, postępujących i doskonałych. Pierwsza klasa składała się z dzieci braci oraz z dorosłych kato­lików, pragnących stać się członkami zboru; wykładano im przedewszystkiem dziesięcioro przykazania, wyznanie wiary apostolskiej i „Ojcze nasz;" poczem, gdy okazy­wali szczerą chęć należenia do kościoła Chrystusowego, załączano ich do klasy drugiej, której członkowie mieli prawo przystępowania do stołu Pańskiego. Należący do tej klasy obowiązani byli przez modlitwę i życie cnotli­we dążyć do umocnienia się w wierze, nadziei i miłości chrześcijańskiej, a gdy, trwale wykonywając zalecone prze­pisy moralne, w pewnym okresie czasu, przez ustawiczne zaparcie się siebie, pogardę względów światowych i wy­pełnianie wszystkich cnót chrześcijańskich złożyli do­wody postępu swego w znajomości wiary, przyjmowano ich do trzeciej klasy, przez co uznani zostali za pra­wdziwych członków kościoła. Z pomiędzy członków tej ostatniej klasy każdy zbór wybierał sześciu lub óśmiu starszych, czyli prezbyterów, których obowiązkiem było czuwać nad czystością obyczajów całego zboru. Działali oni zawsze zgodnie ze swym proboszczem, którego po­trzeby obowiązani byli zaspakajać i dopomagać mu w staraniach o duchowne dobro zborów. Duchowni wraz ze starszymi pracowali wspólnie nad zachowaniem mi­łości pomiędzy członkami zboru i nad chronieniem ich od złego. W tym celu odwiedzali co trzy miesiące ka­żdą rodzinę, wglądając w postępowanie jej członków, przyczem badali następujące szczegóły: czy wszyscy sumiennie pracują w swym zawodzie, czy nabożeństwo domowe odprawia się codziennie rano i wieczorem i czy piastujący jakiekolwiek urzędy godnie spełniają przy­wiązane do nich obowiązki. Chcąc zapobiedz temu, aby członkowie zboru nie zaciągali długów lub nie wdawali się w fałszywe i nieopatrzne przedsięwzięcia, wypytywali starsi zboru kupców o stan ich spraw majątkowych; a z wyniku swych odwiedzin oraz spostrzeżeń skła­dali sprawozdanie swym proboszczom. Ubogich wspo­magali pieniędzmi, składanymi na ten cel przez wier­nych, według ich możności, lub pochodzącymi ze skła­dek dobrowolnych w dni świąteczne, postne i przezna­czone dla komunji św. Prócz tego zbierano co trzy miesiące oddzielną składkę, przeznaczoną na opędzenie kosztów nabożeństwa, zasilanie ubogich duchownych i na wspomaganie ewangelików, wygnanych z kraju za swą wiarę. Obowiązki podobne urzędowi starszych zbo­ru poruczano też i kobietom, które z równą troskliwością winny były czuwać nad postępowaniem żeńskiej części zboru.

 

Od rodziców wymagano, aby dla swej rodziny byli wzorem życia chrześcijańskiego, aby dbali o codzienne nabożeństwa domowe, t. j. czytanie Pisma Świętego, śpiew i modlitwę. Nabożeństwa te odprawiano rano, w południe i wieczorem. Głowa rodziny, powracając z nabożeństwa w kościele, winien był rozmawiać z dzie­ćmi i domownikami swymi o słyszanem kazaniu oraz o wrażeniu, jakie to na nich uczyniło. Gospodarz domu miał zalecone powstrzymywać swe otoczenie od uczę­szczania do gospód i oddawania się próżniactwu jakiego­kolwiek rodzaju, zwłaszcza zaś grze; we własnym zaś domu nie powinien był zezwalać na jakiebądź świeckie zabawy, jak: gry, tańce i t. p., oraz na noszenie sukien zbytkownych; przedewszystkiem zaś powinien był prze­strzegać zawiązywania tajemnych stosunków między oso­bami, różnej płci, oraz tajemnych przyrzeczeń małżeństwa. Członkowi jednego zboru nie było dozwolono przechodzić pod kierownictwo innego bez podania słusznych ku te­mu powodów; żaden też duchowny nie miał prawa przyj­mować do swego zboru członka innego zboru, któryby nie był zaopatrzony w świadectwo swego duchownego. Chcą­cy przeto zmienić miejsce pobytu lub odbyć czasową podróż brali świadectwo od proboszcza swego zboru i polecali się jego modlitwie.

 

Ścisły ten nadzór, jakkolwiek pożyteczny dla utrzy­mania i rozwoju przykładnego życia, łatwo mógł zamie­nić się w ucisk duchowny. Zdaje się jednakże, iż do tego nie doszło; przynajmniej nie doszło do naszej wiadomości, aby się kiedy skarżono na nadużycia w tym kierunku. Wszelako surowa karność, z jaką bracia cze­scy rządzili swymi zborami, mogła być ściśle zachowywana w czasie prześladowania ich w Czechach i na Morawach a potem dopóty, dopóki zbory owe składały się z niższych warstw społeczeństwa. Lecz odkąd Bracia otrzymali w Polsce swobodę wyznania i pozyskali licznych wy­znawców między możną szlachtą, np. Ostrorogów, Le­szczyńskich i t. p., odtąd rozluźniła się dawna kar­ność, albowiem szlachta owa, pomimo swej gorliwości i bogobojności, zmuszona była, ze względu na zajmo­wane w kraju stanowisko, utrzymywać dom swój na stopie odpowiedniej zwyczajom, przyjętym przez ogół domów równych im stanowiskiem. Gdyby bowiem nie stosowali się do tych wymagań w trybie życia swego, nie mogliby zachować swego wpływu na otoczenie, ani być użyteczni swemu kościołowi. To też wystawność ich życia była iście książęca, a domy ich przypominały dwory książąt udzielnych: utrzymywali własne wojsko i otaczali się mnóstwem dworzan, a przytem znani byli z wylanej gościnności. Wobec takich warunków nie­możliwe było utrzymywanie prostoty obyczajów, jaką od­znaczali się pierwsi chrześcijanie a za ich przykładem bracia czescy. Upadek owej prostoty przypisuje Come­nius zjednoczeniu się kościołów czeskiego z helweckim, wskutek czego pierwszy z nich zanikł, tracąc właściwe sobie cechy.

 

Każdy zbór miał swego proboszcza i podległych mu djakonów oraz sług kościelnych; wszyscy zaś podlegali biskupowi albo seniorowi, którzy mieli do pomocy con­seniorów i biskupów sufraganów. Proboszcz odprawiał nabożeństwo, udzielał chrztu, komunji oraz ślubów.

 

W początkach reformacji nie wymagano od du­chownych znajomości języków starożytnych i literatury klasycznej, lecz po ustaleniu się protestantyzmu, mło­dzieńcy, chcący wstąpić do stanu duchownego, posyłani byli na wszechnice protestanckie do Niemiec lub do kolegjów później założonych, aby mogli obznajmić się z językami starożytnymi oraz nabyć wiadomości potrze­bnych w ich powołaniu; wielu jednak młodzieńców przy­gotowywało się do swego duchownego powołania u pro­boszczów, u których też zamieszkiwali. Proboszczów nie obierały ani zbory ani świeccy kolatorowie, tylko mianowali biskupi, gdyż kościół czeski, wywodząc pochodzenie swe od waldensów włoskich, uważał siebie za sukcesora kościoła apostolskiego. Proboszcz miał wielką władzę nad podległym sobie zborem, lecz obowiązany był co pół roku składać biskupowi sprawozdanie o stanie powierzonych sobie owieczek. Za mniejsze przewinienia upominał proboszcza biskup, za poważniejsze przestęp­stwa sądził go synod, nakładając nań kary stosownie do stopnia winy: upomnienie, złożenie z urzędu a nawet klątwę.

 

Zbory utrzymywały swych duchownych z ofiar do­browolnych, które polegały przeważnie na darach słu­żących do zaopatrywania potrzeb codziennych, a te były zazwyczaj nader umiarkowane, zwłaszcza iż wielu z pa­sterzy, którym czas na to pozwalał, zajmowali się pracą ręczną razem ze służbą kościelną lub z młodzieńcami,

przebywającymi u nich dla nauki i przygotowania się do zawodu duchownego. Aczkolwiek wolno było probo­szczom żenić się, najczęściej jednak pozostawali oni w sta­nie wolnym, zwłaszcza w czasie, kiedy byli narażeni na prześladowanie, ponieważ troska o rodzinę była zbyt uciążliwa w owych czasach. Gdy jednak ucisk kościoła ustawał, wtedy często zawierali związki małżeńskie ; nie mogli jednak czynić tego bez zezwolenia biskupa, któ­rego obowiązkiem było czuwać nad tem, by żony du­chownych nie czyniły sromu powołaniu swych mężów. Zdarzało się też niejednokrotnie, że kobiety z pobudek pobożności pozostawały w stanie wolnym, aby poświęcać się wychowaniu młodych dziewcząt i służbie zborowej.

 

Pomocnikami proboszczów i następcami ich na urzę­dzie duchownych byli djakonowie, którzy w niedziele od­wiedzali, wraz ze sługami kościelnymi, wsie okoliczne, gdzie miewali kazania według wskazówek dawanych im przez proboszczów, udzielali chrztu, uczyli zasad wiary i spełniali wszelkie posługi religijne, których sam pro­boszcz dla braku czasu nie mógł dokonywać. Chwile zby­wające od obowiązków swego powołania spędzali przy ręcznej pracy, przynosząc tym sposobem zborom swoim ulgę w utrzymaniu duchowieństwa. Każdy proboszcz obowiązany był wychowywać w swym domu kilku mło­dzieńców sposobiących się do służby Bożej, ci zaś, na­bywszy dostatecznej znajomości Pisma Świętego, przyj­mowani byli najpierw jako słudzy kościoła. Na tem stanowisku pracowali dalej nad teologją aż do czasu, gdy zostali wyświęceni na djakonów.

 

Karność zachowywana w domu proboszcza. wycho­wującego młodzieńców, akolitów i djakonów nader była ścisła : każdego rana domownicy wstawali na odgłos dzwonu, pociem, umywszy się i ubrawszy, każdy z osobna odmawiał klęcząc modlitwę i czytał kilka rozdziałów Pisma Świętego. W godzinę potem nowe wezwanie zgromadzało wszystkich dla wspólnego odśpiewania psal­mu lub pieśni, a proboszcz lub ktoś inny odczytywał ustęp z Pisma Świętego, dodając odpowiednie objaśnie­nia. Następnie każdy zabierał się do nauki i pracował do południa, przeznaczonego na posiłek. Popołudnie, jako mniej odpowiednie dla pracy umysłowej, spędzano na zajęciu ręcznem, przerywanem o drugiej godzinie dla wspólnej modlitwy. W ćwiczeniach tych brali udział i słudzy kościelni z wyjątkiem tych, którzy obowiązani byli uczyć miejscowe dzieci. Po wieczerzy uprawiano muzykę i śpiewanie psalmów. Przy stole prowadzono zwy­kle rozmowy o sprawach religji a niekiedy wygłaszano odczyty o kwestjach religijnych nawet podczas jedzenia. Na spoczynek udawali się wszyscy jednocześnie o stale określonej godzinie; nikomu nie wolno było w czasie na sen przeznaczonym ani czuwać ani przebywać poza domem, który też zamykano o jednej zawsze godzinie, a stróż oddawał klucz proboszczowi lub osobie chwilowo go zastępującej.

 

Aby każdy z wychowańców nauczył się oddawać wszelkie posługi i zarabiać na chleb powszedni, powie­rzano młodzieży, przygotowującej się do stanu ducho­wnego, sługom kościelnym i djakonom spełnianie poszcze­gólnych obowiązków domowych : młodsi czyścili, zamia­tali i wykonywali temu podobne podrzędne prace ; starsi uprawiali ogrody, mieli pod swym dozorem spiżarnie, księgozbiory, zegary i t. p., spełniając te obowiązki ko­lejno w celu dokładnego obeznania się z nimi. Zabro­nione było wychowańcom bez zezwolenia proboszcza wy­dalać się z domu, robić sprawunki, wysyłać ważne listy, pożyczać innym, albo od innych, lub brać na siebie ja­kiekolwiek zobowiązania; proboszcz zaś nie miał prawa opuszczać miejsca swego pobytu bez zezwolenia swego biskupa.

 

Biskupi czyli seniorowie, zarządzający pewną liczb zborów, obierani byli przez proboszczów większością gło­sów. W XVI wieku było ich dwóch w Czechach, dwóch na Morawach i jeden czy dwaj w Polsce. Urząd ich był dożywotni a tylko za złe prowadzenie mogli być zeń złożeni; lecz wypadek taki nigdy nie zaszedł: Obo­wiązkiem biskupów było wyświęcanie duchownych, wy­znaczanie proboszczów, przenoszenie ich w razie potrze­by z jednej parafji do drugiej, dozorowanie zborów swej djecezji oraz czuwanie nad tem, by nauka wiary głoszona była a karność kościelna zachowywana podług Słowa Bożego. W tym celu corocznie odwiedzali zbory i mieli spis członków wszystkich zborów, należących do ich djecezji. Jeden z tych biskupów był prezesem, a zadaniem jego było zwoływanie, ile razy okoliczno­ści tego wymagały, zgromadzeń koleżeńskich i przewo­dniczenie na nich, jako też na synodach wyznania cze­skiego. Inny z pośród biskupów miał tytuł sekretarza: do niego należało spisywanie wszystkich spraw dotyczą­cych wyznania, jako też wszelkich piśmiennych rozpraw religijnych, wydawanych przez członków zborów. Ile­kroć ukazywało się dzieło skierowane przeciwko ich wy­znaniu, obowiązkiem biskupa-sekretarza było uwiadomić o tem Radę duchowną, a w razie potrzeby odpowiedzieć na zaczepkę pismem, które przed wydaniem należało przedstawić Radzie do zatwierdzenia. W ten sposób wszystkie pisma treści religijnej, wydawane przez braci czeskich, były poprzednio poddawane rozpatrzeniu Rady duchownej i wychodziły w imieniu całego kościoła. Na zaczepki wrogów Bracia odpowiadali rzadko, jeśli bywali do tego zmuszeni w celu obrony, do której najczęściej uciekać się musieli wobec władz krajowych, które mo­gły szkodzić sprawie ich kościoła.

 

Każdy biskup miał do pomocy dwóch lub trzech sufraganów czyli conseniorów, biorących udział w Ra­dzie kościelnej z obowiązkiem zachowania tajemnicy obrad i postanowień; sufragani pomagali biskupom w speł­nianiu rozmaitych obowiązków a często zastępowali ich; głównym jednak obowiązkiem tych conseniorów było egzaminowanie sług kościelnych, djakonów i pro­boszczów przed ich wyświęceniem, oraz składanie w tym względzie sprawozdań biskupowi. Bracia czescy odby­wali tak powszechne jak i prowincjonalne synody, złożone z duchownych wszelkiego stanu od biskupów aż do sług kościelnych; brali w nich także udział i wpływo­wi ludzie świeccy, którzy naradzali się nad ogólnemi sprawami Braci. Zgromadzenia takie odbywały się ko­lejno w Czechach i na Morawach, dokąd zbory polskie, wskutek wielkiej odległości, posyłały. tylko swoich przedstawicieli; czeskie zaś i morawskie zbory wysyłały ró­wnież delegatów na synody w Polsce. Od czasu połą­czenia braci czeskich z kościołem helweckim, synody ich odbywały się wspólnie. Synody prowincjonalne, ma­jące takiż skład jak i powszechne, zwoływano dla na­radzania się nad miejscowemi sprawami. Wszystkim biskupom nieobecnym na synodach oznajmiano zapadłe tam uchwały. Na synodach wyświęcano proboszczów, djakonów i sługi kościelne; proboszcze i djakoni otrzy­mywali święcenie od biskupa przez nakładanie rąk. Su­fragani czyli conseniorowie wyświęcani byli przez bisku­pów, ci zaś przez zgromadzenie swych towarzyszy.

 

Główną część nabożeństwa stanowiły kazania a gło­szone bywały nietylko w niedziele i dnie uroczyste, ale też i podczas pogrzebów, ślubów i ilekroć nadarzała się ku temu sposobność. Każdej niedzieli odprawia­no cztery nabożeństwa: dwa przed południem a dwa po południu. W czasie pierwszego nabożeństwa obja­śniano ustęp z proroków; podczas drugiego, głównego ­– ustęp z ewangelij ; na trzeciem – ustęp z listów apostol­skich; a na czwartem, wieczornem nabożeństwie czytano Pismo Święte z dodaniem pewnych uwag. Kazania bywały krótkie, nie trwały nigdy dłużej jak godzinę. Prócz tego latem po południu uczono młodzieży kate­chizmu.

 

Niektórzy z braci czeskich chrzcili tylko dorosłych; po większej jednak części udzielano chrztu niemowlętom. Komunję rozdawano cztery razy do roku. Niedziele święcono skrupulatnie, uważając przepis ten nie za część prawa obrządkowego Starego Zakonu, lecz za jedno z dziesięciu przykazań Boskich, a więc obowiązujących na zawsze kościół chrześcijański. Bracia czescy mieli w ciągu roku cztery dni postu, podczas którego zupeł­nie się powstrzymywali od pożywienia, przynajmniej aż do wieczerzy, i spędzali dni te na ćwiczeniach pobo­żnych. Prócz tych dni pokutnych obchodzono jeszcze nadzwyczajne w wypadkach powszechnych klęsk lub ciężkich utrapień, nawiedzających oddzielne zbory lub nawet poszczególne osoby, chcąc np. uprosić u Bo­ga nawrócenie zatwardziałego grzesznika, wyłączonego ze zgromadzenia wiernych. Karność zborów czeskich ściśle była przestrzegana, bez względu na osobę, a ka­żdy z ich członków, bądź biskup, bądź sługa kościelny, czy możny pan, czy ubogi włościanin, podlegali jednakim przepisom. Wymierzana kara była trojaka: 1) upomnie­nie poufne, 2) upomnienie jawne, 3) wyłączenie ze zbo­ru. Wszyscy członkowie zboru obowiązani byli wzaje­mnie upominać się za błędy i winy, .jakich dopuścili się względem swych bliźnich; czynić to jednakże musieli w duchu miłości chrześcijańskiej. Jeżeli te ich upo­mnienia pozostawały bezskutecznemi, odwoływali się wów­czas do duszpasterza lub do jednego ze starszych zboru, którzy, przez namowę, starali się błądzących nakłonić do poprawy. Gdy jednak i to nie odniosło pożądanego skutku, grzesznik otrzymywał naganę od zgromadzonych starszych i pozbawiony bywał uczestnictwa w komunji św., dopóki nie okazał skruchy i chęci poprawy życia. Jeśli przewinienie jego było jawne, upominano go przed całym zborem ;jeśli zaś grzesznik, lekceważąc wszelkie upomnienia; trwał w swej złości, zostawał uroczyście wy­klęty w następujący sposób: przyprowadzonemu przed zgromadzony zbór przedstawiano grzechy jego oraz przy­kazania Boskie, które przestąpił; następnie oświadczono mu, że grzechy jego sprawiły, iż zostaje wyklęty z ko­ścioła i oddany władzy szatana, a całe zgromadzenie śród łez i westchnień potwierdzało ten wyrok uroczy­stem : Amen. Następnie wyprowadzano osądzonego z ko­ścioła a zbór zanosił modły do Boga, by nie dopuścił zguby zbłąkanej owieczki, lecz zaprowadził ją wkrótce na drogę powrotu między współbraci. Nie odbierano przecież nigdy grzesznikom nadziei ponownego przyję­cia ich do społeczności wiernych, przeciwnie, osoby wy­klęte mogły zawsze słuchać kazania, stojąc przy drzwiach kościoła; zachęcano je też, by szczerą pokutą starały się zasłużyć na powtórne przyjęcie ich na członków zboru, a gdy grzesznik okazywał prawdziwy żal za winy, wów­czas pokutującego i skruszonego przyjmowali współbra­cia z objawem szczerej radości i szczególnej ku niemu miłości.

 

Taki był ustrój braci czeskich, stanowiących wa­żny odłam protestantyzmu w Polsce; dla wspomnianych już powyżej przyczyn, zmienił się on pod wielu względami, gdy Bracia połączyli się w naszym kraju z kościołem helweckim.

 

Przekłady Pisma Świętego na język pol­ski.

 

Najskuteczniejszym środkiem ku rozpowszechnieniu reformacji i najpotężniejszą bronią jej przeciwko Rzy­mowi było wszędzie i zawsze rozpowszechnianie Pisma Ś-go w języku narodowym. W każdym kraju podstawą reformacji stała się Biblja, przełożona na język ojczysty. Ewangelicy polscy również pracy tej nie zaniedbali. Do XIV wieku nie mamy śladów przekładu, Pisma Świętegona język polski. Niewątpliwe jest wszelako, iż przekład słowiański Biblji, dokonany przez Cyryla i Metodjusza, znany był i używany w zborach, które zachowały na­bożeństwo w języku narodowym. *) Język cerkiewny tego przekładu, uważany jako pierwotne źródło wszystkich narzeczy słowiańskich, dobrze wówczas jeszcze był rozu­miany przez wszystkie ludy pochodzenia słowiańskiego, jak polaków, czechów, rusinów i t. d., gdyż narzecza ich jeszcze się wtedy nie wyodrębniły na tyle, by utworzyć oddzielny język dla każdej narodowości. W każdym razie wzmiankę o Piśmie Ś-tem spotykamy w dziejach Pol­ski w r. 1370, w którym Kazimierz Wielki obdarzył niem kościół gnieźnieński ; zdaje się jednak, że była to Biblja łacińska, gdyż przekładu Pisma Świętego na język polski dokonano dopiero w r. 1399 **) dla użytku królo­wej Jadwigi. Niewątpliwe jest przecież, iż czeski prze­kład Biblji, dokonany przez husytów, znany był w Polsce na równi z innemi dziełami przez nich wydanemi, ***) tylko że w czasie, gdy sztuka drukarska nie była jeszcze znana, mało były one rozpowszechnione.

 

Ewangelikom wyznania augsburskiego należy się zaszczyt dokonania i wydania pierwszego przekładu Pisma Świętego na język polski. Albert, książę pruski, przyjąwszy zasady reformacji, usilnie starał się, jakeśmy to już wspominali, ****) szerzyć je jak we własnem pań­stwie tak i w Polsce. W tym też celu popierał wyda­nie Pisma Świętego oraz innych dzieł religijnych w ję­zyku narodowym tych krajów i zawezwał do Królewca kilku uczonych polaków wyznania ewangelickiego, mię­dzy którymi znajdował się Jan Seklucjan, niegdyś kazno­dzieja rzymsko-katolicki w Poznaniu.

 

–––––––––––––––

      *) Patrz tom I str. 18.

    **) Patrz tom I str. 20.

  ***) Patrz tom I str. 44.

****) Patrz tom I str. 103.

 

 

Ten, popierany przez księcia pruskiego, wydał w r. 1551 tłómaczenie czterech ewangelij, a poprzedziwszy pracę tę rozpraw o pisowni polskiej, poświęcił ją Albertowi. W r. 1552 tenże uczony, pozostając jeszcze w Królewcu, przetłóma­czył cały Nowy Testament, dokonawszy przekładu tego nie z łacińskiej Wulgaty, lecz z greckiego oryginału. Dzieło to, wydane w Królewcu, poświęcone zostało kró­lowi polskiemu Zygmuntowi Augustowi. Prócz powyż­szego przekładu, luteranie nigdy nie posiadali w języku polskim innego tłómaczenia Pisma Świętego, lecz po­sługiwali się używanem przez zbory reformowane. Seklucjan zasłużył się nietylko pierwszem wydaniem Słowa Bożego po polsku, lecz nadto przyczynił się do rozwoju języka polskiego przez ułożenie prawideł jego pisowni, które dołączył do tego dzieła. Zdaje się wszelako, iż dzieło Seklucjana mało było rozpowszechnione, gdyż wspominaj o niem tylko nieliczni bibljografowie.

 

Pierwszym przekładem całego Pisma Świętego dla polskich ewangelików jest Biblja Brzeska, *) która wielki wywarła wpływ. Przekładu tego dokonali, za staraniem i sumptem księcia Mikołaja Radziwiłła, wojewody wileń­skiego, hetmana wielkiego i kanclerza litewskiego, zna­komici uczeni teologowie polscy i cudzoziemscy. Naj­wybitniejsi z nich są : sławny Jan Łaski, Stankar, Ochi­nus, Zacjusz, Orsacjusz, Lismanin, Statoriusz, Blandrata, Alciatus, Marcin Krowicki, Grzegorz Pauli z Brzeziny, Vitrelinus, Trzecieski, Jakób Lubelczyk i inni. Polski styl tej pracy jest doskonały, gdyż prawdopodobnie kie­rowali tłómaczeniem pod względem językowym: Trze­cieski, Krowicki i Jakób Lubelczyk, wszyscy trzej znani z czystości wysławiania się. Dzieła tego dokona­no w czasie, gdy poglądy antytrynitarzy, które zakłócały później spokój kościoła ewangelickiego w Polsce, nie

 

––––––––––––

*) Patrz tom I str. 191.

 

doprowadziły jeszcze do stanowczego oderwania się ich; nieszczęściem jednak wielu tłómaczów, którzy uczestniczy­li w tej wielkiej pracy, przyjąwszy później zasady socyn­janów, stanęło na czele tej sekty. Biblja Brzeska tłó­maczona była w Pińczowie, wonczas własności Ole­śnickich, lecz ponieważ wydrukowana została w Brześciu 1563 r. a duszy całego przedsięwzięcia był książę Ra­dziwiłł, więc nazywana jest „Bibljią Pińczowską,“ „Brze­ską“ lub „Radziwiłłowską." Została ona przyjęta przez wszystkie zbory ewangelickie na Litwie, lecz przez nie­których uważana była za dzieło socynjańskie. Tak np. pisarz Ringeltaube, na podstawie, że niektórzy z tłóma­czów później przyjęli zasady arjańskie, dowodzi w dziele swem o bibljach polskich,*) iż poglądy wyrażone w piń­czowskim przekładzie Pisma Ś-tego zabarwione są błę­dami arjańskimi. Wszelako, jeżeli nawet istotnie tak jest, to zapewne usterki owe są bardzo nieznaczne, gdyż wszystkie prawowierne kościoły helweckie używały w dal­szym ciągu Biblji tej z najzupełniejszym spokojem.

 

Wkrótce jednak Pismo Święte tego przekładu sta­ło się bardzo rzadkie, gdyż syn Mikołaja Radziwiłła, przeszedłszy na katolicyzm, wykupił skąd tylko mógł wszystkie egzemplarze tego wydania oraz wszelkie inne dzieła ewangelickie, jakie zdołał dostać, i cały ten zbiór, wartości 5,000 dukatów, spalił na rynku w Wilnie. Czyn ten pochwaliło wielu autorów katolickich, mieniąc go jednym z najbardziej bogobojnych i chrześcijańskich. Prawdopodobnie więc rzadkość wydania rzeczonej Biblji, spalonej przez Radziwiłła, a może i poczucie potrzeby po­prawek tekstu sprawiły, iż zgromadzony w r. 1600 w Ożarowie synod kościoła helweckiego uchwalił pono­wne wydanie Pisma Świętego w przekładzie, którego tym razem dokonał z oryginału Marcin Janicki, bogobojny i uczony duchowny wyznania reformowanego.

 

*) Ringeltaube „Nachricht von den polnischen Bibeln." Gdańsk, 8-o, r. 1744 str. 84 i nast.

 

 

Uchwałę tę zatwierdził synod bełski w 1603 r. a synod w Bara­nowie 1604 r. dostarczył środków pieniężnych dla wy­drukowania tego przekładu, poleciwszy przejrzenie go Szymonowi Teofilowi Turnowskiemu, biskupowi braci czeskich w Wielkopolsce, i Danielowi Mikołajewskiemu, duchownemu kościoła helweckiego w Radziejowie. Wsze­lako z przyczyn trudnych do objaśnienia zamiar ten nie został nigdy uskuteczniony, a zdaje się nawet, że i ręko­pis Janickiego zaginął.

 

W r. 1606 ukazał się w Gdańsku przekład Nowego Testamentu, o którym nieznany wydawca twierdzi, iż jest przedrukiem Biblji Brzeskiej z niektóremi popra­wkami. Przedmowa świadczy, według Ringeltaubego, o głębokiej uczoności wydawcy i dokładnem obznajmie­niu się jego z teologicznemi pismami innych wyznań. Wydanie to zostało ponownie przedrukowane w Króle­wcu 1632 r. ze zmianą niektórych wyrażeń i dodatkami wyjętymi z łacińskiej Biblji Bezy. W tymże roku wy­drukowano w Gdańsku całe Pismo Święte. Jakkolwiek to wydanie Pisma Świętego, poświęcone przez ducho­wieństwo protestanckie Wielkopolski księciu Krzyszto­fowi Radziwiłłowi, oraz i to, które książę ten poświęcił Władysławowi IV, mają być rzekomo tylko przedru­kami Biblji Brzeskiej, jednakże, przy porównaniu obu tek­stów, znaleziono wielkie różnice : albowiem Biblja Brzeska odznacza się tem, iż czystość i poprawność stylu poświę­cono w niej dążności do najdokładniejszego oddania pierwotnego tekstu. Ringeltaube uważa za tłómacza tej Biblji Pawła Paliurusa z Moraw a za pomocników jego w tej pracy Mikołajewskiego i Turnowskiego; lecz pe­wniejsze to, iż rzeczony przekład był przeróbką Biblji Brzeskiej, dokonaną przez tych dwóch ostatnich dobrze znanych ze swych prac literackich, podczas gdy wspo­mniany Paliurus, jako niedość biegle władający językiem polskim, mógł w pracy tej wziąć udział tylko jako do­radca.

 

To wydanie Biblji stało się przedmiotem szczegól­niejszej nienawiści katolików, a prymas Wężyk ogłosił list pełen niepohamowanego gniewu na heretyków, któ­rzy ośmielili się wydać to tłómaczenie; rozkazał tedy pod karą klątwy, aby każdy katolik, któremuby wpadła w ręce Biblja tego wydania, natychmiast oddał ją naj­bliżej mieszkającemu duchownemu swego wyznania. Do tego pasterskiego listu dołączył jeszcze zakaz wydany księgarzom i drukarzom, by nie ośmielili się sprzeda­wać lub przedrukowywać rzeczonej Biblji, a w razie nieposłuszeństwa zagrażał nawet klątwą. Na zakończe­nie owego listu *) prymas, upewniając, iż chce szano­wać zasadnicze prawa Rzeczypospolitej, poręczające swobodę wyznania, oświadcza jednocześnie, że wydanie Pisma Świętego bez jego zezwolenia jest naruszeniem praw kościoła rzymsko-katolickiego. Papież Urban VIII, listem z dnia 29 lipca 1634 r., wyraża prymasowi wdzię­czność swą za gorliwość jego okazaną w tym wypadku. List pasterski prymasa nie pozostał bez skutku, bo kilka tysięcy egzemplarzy Biblji tej zniszczono, zgodnie z jego rozkazem. **)

 

–––––––––––

*) Koniec tego listu pasterskiego brzmi: „Cæterum hoc edicto nostre pre­hibitorio Bibliorum Gedanensium, non intendimus, pacem inter dissidentes de re­ligione turbare, cum aliud sit dissidium religionis publicæ et tolerandorum scan­dalorum causa tolerare et permittere, aliud vere dissidentes, ne in nostram potestatem ecclesiasticam, se ingerant prohibere.“

 

**) Na Biblję tę napadano dlatego, że była tłómaczeniem heretyckiem, co uważano za występek nie do darowania, Katolicy oprócz tego odrzucali ją wskutek błędu drukarskiego w rozdz. 4-ym w wierszu 1-ym św. Mateusza, gdzie wydrukowano słowo „do" zamiast „od." Egzemplarz tego cennego wydania znaj­duje się w księgozbiorze księcia Sussex.

 

Szkoły ewangelickie w Polsce.

 

Wydanie to przedrukowano bez żadnych zmian 1660 r. w Amsterdamie, a w r. 1726 w Halli. Nowy Testament tegoż wydania wydrukowano w r. 1727 w Li­psku a całą Biblję r. 1738 w Królewcu, później jeszcze w kilku innych miejscach w Niemczech; obecnie zaś jest ono powszechnie *) używane śród polskich ewangelików. **)

 

Wspominaliśmy już poprzednio, że na kilku syno­dach generalnych, a zwłaszcza na piotrkowskim 1578 r. i toruńskim 1595 r., podnoszono potrzebę założenia szkoły wyższej dla wszystkich wyznań ewangelickich w Polsce i postanowiono wykonać ten zamiar, zbiera­jąc środki na to potrzebne przez stałe opodatkowanie wszystkich właścicieli ziemskich wyznania ewangelickie­go. Niestety, zamiaru tego, który byłby przyniósł wiel­ką korzyść sprawie protestantów polskich, nie wykonano, a to prawdopodobnie wskutek nieprzychylnych okoliczności, jakie podczas panowania Zygmunta III Wazy wpłynęły na tak szybkie zmniejszenie się liczby polskich zborów ewangelickich. Za wyższą szkołę ewangelicką dla Polski może być poniekąd uważana wszechnica w Królewcu; lecz wpływ, jaki wywierała na kraj nas z za życia założyciela swego księcia Alberta Pruskiego, ustał za jego następców, którzy nie działali w tym du­chu, jaki kierował postępowaniem Alberta tak w spra­wach politycznych jak i religijnych.

 

––––––––––––––

*) Wypadki 1830 r. przeszkodziły autorowi niniejszej Historji reformacji w wielu przedsięwzięciach literackich : między innemi miał zamiar wydać stere­otypami Biblję polską podług wydania Gdańskiego. Posiadał prasę drukarską lorda Stanhope, którą autor wprowadził do swej ojczyzny. Psalmy Dawida i wiele innych dzieł wydał był już przy pomocy tej prasy.

 

**) Wydawnictwo Biblji ewangelickiej w Polsce dało bodźca rzymskim katolikom do wydania własnego tłómaczenia. W r. 1556 wydany został Nowy Testament w Krakowie u Szarfenbergera, słynnego drukarza, a w r. 1581 cała Biblja. Szarfenberger mówi w swej dedykacji do króla, że tłómacz Biblji jest nieznany, lecz że uczony duchowny Jan Leopolita przejrzał ją. Ta okoliczność dała tej Biblji nazwę „Biblji Leopolity." Tschepius, uczony pruski, mniema, że tłómaczenie to było dziełem duchownego ewangelickiego i że zostało powierzone Leopolicie dla przejrzenia, by je zastosować do nauki rzymsko-katolickiej. Tenże autor dowodzi, że wydanie to nie było tłómaczeniem a łacińskiej Wulgaty, lecz z cze­skiego przekładu Biblji tej wyszły trzy wydania, ostatnie w r. 1577. Uczony jezuita Juljusz Rabe, rodem z Krakowa, przełożył również całą Biblję, wydaną w Krakowie w r. 1617. Przekład rzymsko-katolicki, aprobowany przez papieża, jest jezuity Wujka, wydany w Krakowie w r. 1599 i przedrukowywany później wielokrotnie.

 

Wskutek braku wyż­szej szkoły ewangelickiej we własnym kraju, protestanci polscy, chcąc otrzymać wykształcenie teologiczne, nie­zbędne do objęcia urzędu duszpasterza, zmuszeni byli udawać się na wszechnice obce, zwłaszcza do Nie­miec i Holandji; nauki zaś przygotowawcze otrzymywali w szkołach istniejących w różnych miejscowościach Polski.

 

Szkoła w Le­sznie.

 

Najznakomitsza z tych szkół, kwitnąca jeszcze w XIX wieku, znajdowała się w Lesznie, mieście, należącem do rodziny Leszczyńskich, których przodek (podług kroni­karzy) pochodził z Czech, a miasto otrzymał w nadaniu od Mieczysława I, gdy ten został chrześcijaninem. Nie wchodząc jednak w to, czy wiadomość powyższa jest prawdziwą czy nie, stwierdzamy tylko, że rodzina Le­szczyńskich należała do najbardziej wpływowych w kra­ju naszym, a przez długi czas piastując u nas najwa­żniejsze urzędy państwowe, dała wreszcie Polsce króla w osobie Stanisława Leszczyńskiego, który, chociaż dwa razy obierany, nie mógł się utrzymać na tronie. Otrzy­mawszy Lotaryngję jako udzielne księstwo, dowiódł tam wielkiemi cnotami, szlachetnością oraz zaletami swego umysłu, jak wiele straciła Polska przez to, iż Stanisław Leszczyński nie mógł dłużej nią rządzić. Wspominaliśmy też już poprzednio o jednym z członków tego rodu, Wia­czesławie Leszczyńskim, który śmiało bronił Husa na soborze w Kostnicy, jak również i o Rafale Leszczyń­skim, znanym ze śmiałego wystąpienia przeciwko Rzy­mowi na sejmie 1552 r. Magnat ten został ewange­likiem, oddał braciom czeskim 1550 r. kościół katolicki w Lesznie a w r. 1555 założył tam szkołę ewangelicką, którą rozszerzył w r. 1604 potomek jego Andrzej Le­szczyński, wojewoda brzesko-kujawski. Pierwotnie była to tylko szkoła ludowa. Lecz Rafał Leszczyński, woje­woda bełski, założył tam w r. 1628 i hojnie wyposażył wyższą szkołę dla wyznania helwecko-czeskiego. Nastą­piło to wtedy, gdy Leszno podniosło się znacznie wsku­tek przybycia doń tysięcy pracowitych ewangelików, chroniących się do Wielkopolski z Czech i Moraw po bitwie pod Białą Górą, przegraną w r. 1620 przez pa­latyna reńskiego a króla czeskiego Fryderyka V. W owej szkole wyższej w Lesznie wykładano języki starożytne, dzieje powszechne, geografję, matematykę, języki: polski i niemiecki, nauki przyrodnicze i inne. Kierownikami szkoły byli najuczeńsi mężowie jak: Rybiński, Comenius (Komeński), Andrzej Węgierski, sławny przyrodnik Jon­ston i wielu innych. Uczęszczała do niej młodzież ewangelicka nietylko z całej Polski, lecz nadto z Prus, Szlązka, Moraw, Czech, a nawet Węgier. Sławę tej szkoły usprawiedliwiał doskonały jej ustrój i ciągły po­stęp w sposobie nauczania; podczas bowiem gdy akade­mja Krakowska i kolegja jezuickie w Polsce, zarówno jak rzymsko-katolickie oraz ewangelickie szkoły w Niemczech, trzymały się dawnego sposobu wykładów, przez co wychowańcy czas tylko marnowali napróżno, profeso­rowie szkoły w Lesznie odważyli się obrać nową drogę w tym kierunku. Comenius *), wsławiony w Europie usiłowaniami poprawy wychowania, napisał dla szkoły w Lesznie powszechnie znane swe dzieło: „Drzwi języ­ków otworzone,” które znacznie ułatwiało nabycie znajomości języków obcych.

 

–––––––––––––

*) Jan Amos Comenius urodził się r. 1692 w Komnie, wiosce na Mora­wach, skąd też nazwisko jego pochodzi. Kształcąc się w kilku uniwersytetach niemieckich, wstąpił do stanu duchownego i został w r. 1618 pastorem w Ful­neku na Morawach i rektorem szkoły miejscowej. Już dawno powziął zamiar wprowadzenia nowej metody nauczania języków; napisał kilka dzieł w tym przed­miocie i przygotował wiele innych rozpraw, które jednak zostały zniszczone w r. 1621, gdy hiszpanie, zdobywszy miasto, splądrowali jego bibljotekę. Banicja wszystkich protestanckich duchownych z Czech i Moraw na mocy edyktu z r. 1624 zmusiła Comeniusa do ukrywania się przez czas jakiś z wielu innymi w górach czeskich; wreszcie udał się do Polski. Osiadłszy w Lesznie, został tam profesorem łaciny i kaznodzieją miejscowego kościoła czeskiego. W r. 1631 wydał on książkę p. t. „Janua Linguarum Reserata,“ która mu szybko zjednała sławę ogromną, a słu­sznie twierdzi Rayle, że gdyby Comenius tylko to jedno napisał dzieło, jużby się stał nieśmiertelnym, gdyż za jego życia przetłómaczone ono zostało nietylko na 12 języków europejskich jako to: łaciński, grecki, czeski, polski, niemiecki, szwedzki, duński, angielski, francuski, hiszpański, włoski i węgierski, lecz i na niektó­re azjatyckie, jak arabski, turecki i perski. Sława, którą sobie Comenius ujednał, skłoniła rząd szwedzki w r. 1638 do poruczenia mu urządzenia i ulepszenia szkół tego królestwa. Comenius jednak wolał przebywać w Lesznie i obiecał tylko ra­dą swą wspierać tych, którym Szwecja powierzy to zlecenie. W tym cela prze­tłómaczył na język łaciński dzieło swe o łatwiejszym sposobie uczenia młodzieży, które napisał w języku czeskim; zostało ono wydane w r. 1639 w Londynie p. t. „Pansophiæ Prodromus,“ a w r. 1651 wydany przekład angielski przez J. Colliera. To zwiększyło jeszcze sławę jego, tak iż parlament angielski zaprosił go do po­mocy w reorganizacji szkół państwa. Przybył do Londynu we września 1641 r., lecz wojna domowa, która wybuchła w Anglji, przeszkodziła parlamentowi w ko­rzystaniu z jego zdolności przy zamierzonej reformie. Comenius udał się przeto do Szwecji (zaproszony przez Ludwika de Geera, człowieka wielkich zasług i na­der wpływowego). Przybywszy tam w sierpniu 1642 r., miał kilka konferencyj z kanclerzem Oxenstierna, na których uchwalono, by Comenius udał się do Elblą­ga i wypracował tam dzieło o nowym systemie nauczania. Jednocześnie wyznaczono mu przez Ludwika de Geera znaczne stypendjum, tak że mógł cały czas swój poświęcić na wypracowanie nowej metody celem ułatwienia sposobu kształ­cenia i skrócenia czasu, w którym młodzież nauki zdobywać miała. Spędziwszy w Elbląga cztery lata nad opracowaniem tego planu, powrócił do Szwecji dla do­ręczenia go. Dzieło jego przejrzało trzech uczonych, którzy uznali je godnem wy­dania. Potem pozostał jeszcze dwa lata w Elblągu i powrócił do Leszna. W r. 1650 puścił się w podróż na dwór Zygmunta Rakoczego, księcia Siedmiogrodu, dokąd został wezwany celem reorganizacji szkół i gdzie udzielił cennych wskazówek co do urządzenia kolegjum w Saros-Pataku podług systematu „Pansophiæ Prodro­mus.“ Po czterech latach znowu powrócił do Leszna i kierował tam nauczaniem aż do czasu spustoszenia tego miasta za panowania Jana Kazimierza, cośmy powyżej już opisali. Comenius schronił się na Szlązk, i przebywając kolejno w różnych krajach Niemiec, osiadł wreszcie w Amsterdamie, gdzie też umarł w r. 1671. Prócz dzieł wspomnianych., napisał: „Synopsis Physicæ ad lumen Divinum Reformatæ,” Lipsk 1633 r.; „Porta sapientiæ Reserata, seu nova et Compendiosa Methodus omnes Artes ac scientias addiscendi,“ Oxon r. 1637, i wielką liczbę in­nych. Pomimo głębokiej swej wiedzy był bardzo zabobonny i stale wierzył we wszystkie proroctwa, które krążyły w XVII wieku między ludem Niemiec, Ozech i Moraw o przyjściu tysiącletniego królestwa Chrystusowego (millennium), o re­wolucji, upadku antychrysta (papieża) i t. p., co było wytworem marzących umy­słów, rozegzaltowanych przez srogie prześladowania. Zebrał on i wydał w Amster­damie (1657 r.) w dziele zatytułowanem „Lux in Tenebris" widzenia Drabitiusa, morawczyka, Kotterusa, szlązaka, i Krystyny Poniatowskiej 1), polki, która prze­powiadała skore obalenie papizmu i upadek Austrji przez szwedów, Kromwela i Rakoczego. Dzieła te zaszkodziły mu wielce w oczach spółczesnych. Surowo napadał na nie protestant polak Mikołaj Arnold, profesor teologji uniwersy­tetu we Franeker, który nietylko pisał przeciw dziełu Comeniusa, gdy się tylko ukazało, lecz odpowiadał też na tegoż apologję.

 

 

1) Krystyna Poniatowska była córką Juljana Poniatowskiego, szlachcica polskiego, który najprzód był mnichem rzymsko-katolickim, a potem przeszedł na wyznanie ewangełickie. Został on w r.1617 rektorem szkoły w Bolesławiu. Jest autorem wielu rozpraw teologicznych, metafizycznych i astronomicznych. Znanym się stał szczególniej przez swą rozprawę mistyczną p. t. „An Angeli et Cælestes perfecte Deum in sua essentia qualis est cognoscant?" Owdowiawszy, osiadł w Czechach, a córkę swą 16-letnią oddał na dwór baronowej Engelking de Zelking, pani wysokiego rodu. Krystyna przybyła tam w październiku r. 1627, a miesiąc później miała kilka objawień: widziała wówczas nadzwyczajne rzeczy, które prze­powiadały wzrost kościoła ewangelickiego i upadek wrogów oraz prześladowców jego. Podobneż widzenia miewała od czasu do czasu w ciągu lat 1628 i 1629, a po ostatniem, dnia 21 stycznia tegoż roku, wydawała się przez jakiś czas zupeł­nie martwą; po przyjściu do zdrowia widzeń więcej nie miała. W r. 1632 wyszła za mąż za Daniela Werthera, nauczyciela Fryderyka Henryka, syna Fryderyka, króla czeskiego, brata słynnego księcia Ruperta. Zmarła w r. 1644.

 

Jonston*), polak szkockie­go pochodzenia, ułożył dla szkoły w Lesznie podręcznik dziejów powszechnych, wydany w Lesznie 1639 r. Naj­pomyślniejszą epoki dla Leszna był czas panowania Władysława IV, gdyż wtedy doszło ono do sławy euro­pejskiej. Była tam wówczas drukarnia, z której wycho­dziły ważne dzieła w językach : polskim, czeskim, nie­mieckim i łacińskim. Drukarnia ta posiadała też greckie i hebrajskie czcionki.

 

 

––––––––––––

*) Jan Jonston, urodzony r. 1603 w Szamotułach w Wielkopolsce, był synem Szymona Johnstona ze Szkocji. Uczęszczał do szkół w Ostrorogu w r. 1611 i przeszedł do Beuten nad Odrą w r. 1614. Po śmierci ojca swego r. 1617 po­wrócił do kraju rodzinnego, który znowu opuścił w r. 1619 dla ukończenia stu­djów w Toruniu. W r. 1622 udał się do Anglji a stąd do Szkocji, gdzie dalej się kształcił aż do r. 1625 i wtedy powrócił do kraju. Tegoż roku przyjął posadę na­uczyciela przy dwóch synach hrabiego Kurzbacha i pozostał z nimi w Lesznie do r. 1628, w którym to roku udał się do Niemiec celem zwiedzenia kilku akademij. W r. 1629 przybył do Franekeru, sławnej akademji, gdzie studjował przez rok medy­cynę, poczem oddawał się tym samym studjom jeszcze w Lejdzie, Londynie i Cam­bridge. Powróciwszy do Polski, przyjął ofiarowaną posadę nauczyciela dwóch młodych szlachciców Bogusława Leszczyńskiego i Władysława Drohostajskiego, z który­mi zwiedził znowu Lejdę i Cambridge, gdzie otrzymał stopień doktora medycyny, poczem z powierzonymi sobie uczniami odbył dalszą podróż do innych krajów Europy i powrócił do Polski przy końcu 1636 r. Rok później ożenił się. Straciwszy wkrótce żonę, ożenił się powtórnie (r. 1638) i z tego małżeństwa miał kilkoro dzieci. W r.1642 akademje we Frankfurcie nad Odrą oraz w Lejdzie ofiarowały mu katedrę medy­cyny; Jonston postanowił jednak pozostać w kraju i dlatego nie przyjął zaszczytne­go wezwania. Zamieszkał na stałe w Lesznie jako lekarz byłego swego ucznia Bogu­sława Leszczyńskiego. Wojny, które wstrząsnęły Polską w latach 1656-60, zniewoliły go do opuszczenia kraju; przeniósł się więc na Szlązk, gdzie nabył dobra Sie­bendorf w księstwie lignickiem, gdzie też pozostał do samej śmierci (r. 1675). Zwło­ki jego przewieziono do Leszna i tam spalono. Główne jego dzieła są: „Thauma­tographia Naturalis in 10 Classes Divisa," Amsterdam r. 1632, 1638, 1681 i 1666; „Historia Universalis Civilis et Ecclesiastica," od stworzenia świata do r. 1638, Lejda w r. 1683 i 1638, Amst. r. 1644, Frankfurt r. 1672; „De Naturæ Con­stantia," Amsterdam r. 1632, i inne.

­

Zakład naukowy w Lesznie uległ zniszczeniu pod­czas opłakanych wypadków 1656 r. i przez następnych kilka lat szkoła wcale tam nie istniała. Nareszcie ewan­gelicy polscy zebrawszy się na synod do Parcic, posta­nowili tę szkołę odbudować przy pomocy ofiar. Jakkol­wiek przedsięwzięcie to stało się znacznie trudniejsze od czasu, gdy ród Leszczyńskich przeszedł na katolicyzm, jednakże obywatele ziemscy wyznania ewangelickiego w Wielkopolsce wraz z protestanckimi mieszkańcami Leszna, wspólnemi siłami, otworzyli szkołę tę ponownie 1663 r., a przy niej urządzono seminarjum duchowne ewangelickie. Jednakże pomimo wszelkich tych starań nowa szkoła stała o wiele niżej od poprzedniej. Wpłynęły na to świeże przez kraj poniesione klęski, które przyprawiły mieszkańców o znaczne straty: szlachta i mieszczaństwo zubożały przez wojnę lub wskutek prześladowań. Dzięki przecież opiece rodu Leszczyńskich, właścicieli Leszna, którzy, chociaż zmienili wyznanie, nietylko jednak nie prześladowali ewangelików mieszkańców swego miasta, lecz wpływem swym osłaniali ich od prześladowań du­chowieństwa rzymskiego, Leszno podniosło się a kwitnący stan miasta dobroczynnie oddziałał na rozwój ponownie założonej w nim szkoły. To też w czasie wstrząśnień wywołanych w Polsce przez Karola XII, mieszkańcy Leszna gorliwie ujęli się za swym dziedzicem Leszczyńskim, czem ściągnęli na się zemstę króla Augusta Sa­skiego i sojuszników jego rosjan, którzy spalili w 1707 r. to miasto, nawiedzone w dwa lata później dżumą. W kilka lat później odbudowano zniszczone Leszno a w nim kościół i szkołę, otworzoną po zwyciężeniu wielu tru­dności. Mieszkańcy tego miasta na zgromadzonym tamże synodzie 18 kwietnia 1717 r. uchwalili dostarczenie środków na utrzymanie w powyższej szkole czterech na­uczycieli z warunkiem, by szlachta ewangelicka przy­czyniła się do wydatków, utrzymując piątego. W r. 1738 Leszno zakupione zostało przez rodzinę Sułkowskich, którzy okazali się równie życzliwymi opiekunami tego miasta, jak poprzednicy ich Leszczyńscy. Szkoła pod kierownictwem rektorów z rodu Kassjuszów podniosła się i stała się najlepszym zakładem naukowym w Polsce a bynajmniej nie gorszym od takichże zakładów nauko­wych w Niemczech. Taki pomyślny stan zawdzięczała szkoła opiece zmarłego niedawno *) właściciela Leszna, księcia Antoniego Sułkowskiego, który, oddawszy swej oj­czyźnie znakomite usługi na polu bitew, ostatnie lata swe­go życia spędził w kole rodziny, którą opuszczał już tylko dla spełnienia obywatelskich swych obowiązków.

 

––––––––––––

*) Autor pisał w r. 1840. (Przyp. wyd.).

 

Zajęcia jego w domowem życiu, aczkolwiek mniej świetne od tych, jakim poświęcał się w dniach młodości, niemniej przeto pożyteczne były dla ziomków. Sam on podjął się nadzorowania szkoły w Lesznie i nie szczędził trudu ani wydatków, aby podnieść ją i doprowadzić do stanu takiej pomyślności, jaką się cieszyła za dni Leszczyń­skich. Szkoła podzielona była na 6 klas. Wychowańców uczono : zasad wiary, języków : łacińskiego, greckiego i hebrajskiego, jako też języka i literatury polskiej, nie­mieckiej i francuskiej, matematyki, nauk przyrodniczych, filozofji, geografji, historji, rysunków i muzyki. Ponieważ zaś do tej szkoły uczęszczała znaczna liczba młodzieży katolickiej, przydano więc katechetę katolickiego, by wykładał religję ich wyznania. Liczba wychowańców dochodziła wtedy do 300 a każdym z nich opiekował się zmarły książę Sułkowski prawdziwie po ojcowsku, zawsze gotów udzielić potrzebującym rady, pomocy i wsparcia, skoro tylko postępowaniem swem zasługiwali na to. Mający rozległe stosunki książę dopomagał wy­chowańcom w dalszem ich życiu, po opuszczeniu ławy szkolnej; słowem, Sułkowski był szlachetnym wzorem światłych poglądów tych naszych ziomków, dla których różnice wyznaniowe nie stanowiły przeszkody do niesie­nia usług swym rodakom.*)

 

Bracia czescy mieli wyższą szkołę, założoną w Ko­źminku 1553 r: a cieszącą się uznaniem w czasie, gdy kierowali nią Szymon Teofil Turnowski i Stanisław Grzeb­ski, słynny matematyk. Szkoła ta przy końcu XVI wieku spadła do rzędu szkół ludowych, jakich bracia czescy posiadali w Wielkopolsce kilka, a mianowicie w Pozna­niu, Barcinie, Ostrorogu, Wieruszewie, Łobzenicy i t. d. Wykładano tam naukę wiary, czytania, pisania, arytme­tykę, gramatykę polską, początki łaciny, a w niektórych też język niemiecki.

 

Wyznanie helweckie, przeważające w Małopolsce, posiadało 14 szkół wyższych, z których najważniejsze były: w Krakowie, Dubiecku, Paniowcach, Lubartowie, Secyminie, Bychawie, Chmielniku, Turobinie, Okazy, Kryłowie, Łańcucie, Bełżycach i Czortkowie. Najsłyn­niejsze z pomiędzy nich były szkoły w Dubiecku i Lu­bartowie.**)

 

–––––––––––––

*) Dziś szkoła ta stała się gimnazjum rządowem niemieckiem i jako takie nie ma dla Polski żadnego znaczenia. H. M.

 

**) Zbór i szkoła w Lubartowie (w Lubelskiem) założone zostały przez Mikołaja Firleja, wojewodę lubelskiego, brata Jana, marszałka wielkiego koron­nego i wojewody krakowskiego, za Zygmunta Augusta. Po śmierci wojewody Mikołaja i jego żony Lubartów przeszedł do szwagra jego Mikołaja Kazimierskie­go-Bibersteina, przy którym szkoła dalej jeszcze się więcej rozwinęła, lecz jednocześnie z ewangelickiej stała się arjańską (Biberstein był arjaninem). Na czele szkoły stał sławny pedagog współczesny Albert Calissius (domniemany autor pracy polemicznej, przypisywanej niesłusznie Klonowiczowi – „Equitis polom in Je­suitas actio prima“), poprzednio rektor szkoły arjańskiej w Chmielniku. Szkoła była podzielona na pięć klas i stanowiła rodzaj akademji arjańskiej, poprzedzają­cej otwarcie szkół w Rakowie. Szczegóły o tej szkole znajdują się w niezmiernie rzadkiej broszurze współczesnej Calissiusa rektora: „Schola Levartoviana resti­tuta” 1593 r. Szkoła lewartowska istniała do początków XVII wieku. H. M.

 

Ta ostatnia, założona i utrzymywana przez brata Firleja, wojewodę krakowskiego, tak powszechnie była przez czas jakiś lubiana, iż nawet młodzież katolicka do niej uczęszczała. Wszystkie jednak te szkoły cie­szyły się tylko czasowem powodzeniem; nie mając bo­wiem stałej zapomogi, podupadły niebawem, gdy dobro­wolne składki na ich utrzymanie zmniejszały się lub całkiem ustawały w miarę jak ofiarodawcy przechodzili na wyznanie rzymsko-katolickie, lub przeszedłszy, sami znosili w niektórych miejscowościach owe szkoły, pozakła­dane przez protestanckich swych przodków.

 

 

Podwójny portret Jana i Jakuba Potockich *)

wojewodów bracławskich  († 1611 i † 1612 r.)

 

 

–––––––––––––

*) Z nich Jakób był protoplastą ewangelickiej gałęzi Pilawitów-Potockich, która przetrwała do połowy XVIII wieko. H. M.

 

 

W ten sposób zniesiona została w Paniowcach, na Rusi Czerwonej, szkoła nader ważna, jak się okazuje z tego, iż miała nazwę akademji i posiadała własną drukarnię. Szkołę tę, założoną przez Jana Potockiego, wojewodę bracła­wskiego, zniósł syn jego, przeszedłszy na wyznanie ka­tolickie. Inne tego rodzaju szkoły *) ewangelickie, jak np. w Lubartowie, Chmielniku i t. p., przeszedłszy pod zarząd antytrynitarzy, zmieniły swój pierwotny kierunek i zmarniały.

 

Kościół helwecki posiadał na Litwie kilka szkół wyższych, założonych i utrzymywanych przeważnie przez linję ewangelicką rodu książąt Radziwiłłów. Takie za­kłady istniały w Brześciu, Siemiatyczach, Wilnie, Szy­dłowie, Birżach, Kiejdanach **) i Słucku., Z tych tylko dwie ostatnie utrzymały się do naszych czasów, gdyż posiadały znaczne nadania od Radziwiłłów3 którzy po­tężnym wpływem swoim chronili je od prześladowań katolików; wtedy nawet, gdy przeszli na wyznanie rzymsko-katolickie, nie przestali opiekować się tymi za­kładami, zawsze im okazując wiele życzliwości. W r. 1804 okręg naukowy wileński, który obejmował wszy­stkie części oderwane od Polski, otrzymał nowy ustrój z rąk księcia Adama Czartoryskiego, mianowanego przez cesarza Aleksandra I kuratorem, czyli najwyższym kie­rownikiem okręgu; nowy ten ustrój szkolny nie ustę­pował urządzeniom podobnych instytucyj w innych częściach Europy; nauki w szkołach wykładano wów­czas w języku polskim. Reforma szkolnictwa wpły­nęła dodatnio i na szkoły w Kiejdanach i Słucku, któ­re zostały rozszerzone i otrzymały stałą dodatkową zapomogę z ogólnych zasobów, przeznaczonych dla wy­działu oświaty.

 

––––––––––––

*) Do wymienionych przez autora szkół dodać należy z najwcześniejszej epoki reformacji w Polsce gimnazjum w Pińczowie, założone już 1556 r. Na czele tej uczelni stał najprzód tłómacz Biblji Radziwiłłowskiej, Jerzy Orszacki, a potem Piotr Statorjusz-Stoiński. Istnieje w druku nadzwyczaj rzadkie: „(Gym­nasii Pinczoviensis Institutio," które Jan Statorjusz Tonwilanin przypisał Zy­gmuntowi Augustowi. H.M.

 

**) Kiejdany zaludnione były głównie przez emigrantów szkockich.

 

 

Szkoła w Słucku *) istnieje jeszcze; lecz ta, która przez dwa wieki kwitła w Kiejdanach i opierała się prześladowaniu katolików, została zamknięta w r. 1824 z powodów następujących: Gdy w r. 1823 kierunek spraw wewnętrznych Litwy powierzono senatorowi Nowosil­cowowi, pod zwierzchnictwem Wielkiego księcia Kon­stantego, wówczas na wszechnicy wileńskiej i w podle­gających jej szkołach niższych rozpoczęły się niepokoje. Młody Moleson, syn proboszcza ewangelickiego i rekto­ra szkoły w Kiejdanach, dopuścił się wraz z kilkoma rówieśnikami pewnego wybryku młodzieńczego. Nowo­silcow, zjechawszy osobiście do Kiejdan, kazał winnych stawić przed sąd wojenny, który skazał Molesona i szkol­nego jego towarzysza Tyra na dożywotnie ciężkie roboty w kopalniach Nerczyńskich, na Syberji. Wyrok ten zo­stał niezwłocznie wykonany a szkołę w Kiejdanach zam­knięto na mocy ukazu cesarskiego i zabroniono wszy­stkim jej wychowańcom wstępu do jakichkolwiek innych szkół w całem państwie. Ówczesny minister oświaty, książę Golicyn, usiłował złagodzić ów wyrok, lecz nie mógł przeciwważyć wpływowi Nowosilcowa; starania więc jego w tym kierunku zostały bezskuteczne.

 

––––––––––––––

*) Od r. 1864 wszelki udział synodu wileńskiego w zarządzie gimnazjum słuckiego ustał. H. M.

 

 

Drukarnie ewangelickie w Polsce.

 

Najgroźniejszą bronią reformacji w walce z kościo­łom rzymsko-katolickim była sztuka drukarska. Bez jej pomocy, prawdopodobnie, ruch ten religijny zdobyłby powodzenie nie większe od tego, jakie towarzyszyło wystąpieniu Wiklefa i Husa, którzy byli pozbawieni współdziałania tak potężnego sprzymierzeńca. Posiłku­jąc się zaś drukiem, ewangelicy odnieśli ważne dla sprawy swej korzyści: jeżeli bowiem drukarnie mogą rozszerzać tak błędy jak ~i prawdę, to przecież ta osta­tnia, nie bojąc się światła dziennego, może tylko zyskać na jawności. Sztuka drukarska, zaraz po wynalezieniu jej, wprowadzona została do Polski, a w r. 1465 wydano w Krakowie pierwsze dzieło łacińskie.*) Od tego czasu aż do r. 1491 nie mamy żadnych wiadomości, czy wogóle drukowano u nas cokolwiek. Lecz w tym roku Święto­pełk Fiol wydał w Krakowie psałterz w języku słowiań­skim, drukowany kirylicą. Tenże Fiol zniewolony był opuścić Kraków dla swych przekonań husyckich: są bo­wiem pewne ślady, iż drukował on dzieła w duchu prze­ciwnym Rzymowi. Na początku XVI wieku mieszczanin krakowski Haller założył w swem mieście pierwszą pra­wdziwą księgarnię, sprowadzając do niej najpierw dzieła drukowane w Lipsku i Norymberdze; wkrótce potem za­łożył w Krakowie własną drukarnię. Przyczynił się on znakomicie do rozwoju piśmiennictwa w Polsce, gdyż nie­tylko sam wydawał wiele dzieł, lecz popierał też innych drukarzy, pożyczając im pieniędzy i czcionki, co wpły­nęło na powstanie wielu nowych drukarń w Krakowie. pierwszą książką, wydrukowaną w 1522 r. w Krakowie przez Vietora, było życie św. Chryzostoma przez św. Bonawenturę w przekładzie polskim Opecia; w r. 1536 wydany został tamże po polsku katechizm Lutra. W r. 1539 ogłoszono w Polsce wolność druku, której żadne usiłowania duchowieństwa katolickiego znieść nie zdo­łały. Odtąd, a zwłaszcza od r. 1550, działalność drukarń zaczęła rozwijać się równomiernie z postępem reformacji; wszędzie bowiem zakładano drukarnie, gdyż dbali o to już nietylko sami ewangelicy, chcący tym sposobem szerzyć swe zasady, lecz i katolicy, którzy występowali w obronie swego wyznania.

 

–––––––––––––

*) „Johannis de turre Cremata, Explanatio in Psaltcrium.”

 

Kościół wschodni w Polsce posiadał również kilka drukarń własnych. Spory religijne, które zajmowały cały nasz naród w przeciągu pół wieku, t. j. od r. 1550 do 1600, przyczyniły się także znacznie do rozwoju umysłu narodowego; albowiem, chcąc zrozumieć rozprawę dotyczącą wyznania, trzeba było obznajmić się dokładnie nietylko z Pismem Świętem i dziełami ojców kościoła, lecz i z językami starożytnymi oraz wielu innemi gałęźmi wiedzy ludzkiej. Aby więc uczynić zadość tej potrzebie, wydawano, prócz dzieł treści polemicznej; także i książki w zakresie literatury i nauki, które wy­chodziły z licznych, jak na owe czasy, drukarń, pozakładanych w rozmaitych częściach Polski. Wyznanie ewange­lickie posiadało ich 15 w Małopolsce, 9 w Wielkopolsce i 7 na Litwie; wiele też miast, dziś tak podupadłych pod każdym względem, iż książki w nich nawet dostać nie można, posiadały wówczas swoje własne drukarnie, gdyż możniejsza szlachta niejednokrotnie zakładała je w swych posiadłościach. *)

 

––––––––––––

*) Bandtkie wylicza następujące miejscowości, gdzie były zakłady drukarskie przed 1650 r: Baranów, Białynice, Braunsberg, Brześć Litewski, Kraków, Derman, Dąbrowa, Dobromil, Elbląg, Gdańsk, Grodzisko, Nalicz, Jarosław, Iwie, Kalisz, Kiejdany, Kijów, Knyszyn, Koścień, Koźminek, Krzemieniec, Kryłów, Leszno, Lubcz, Lublin, Lukławice, Lwów; Łaszezów, Łosk, Łowicz, Malborg, Mohylów nad Dnieprem, Nieśwież, Nowyweręczyn, Oszmiany, Ostróg, Paniowce, Pinczów, Poznań, Pułtusk, Raków, Rawicz, Sejny, Sławuta, Stratym Szamotuły, Targowica, Tartaków, Toruń, Warszawa, Węgrów, Wielkanoc, Wilno, Zabłudów, Zakliczyn, Zamość, Żółkiew. Prócz tego było wiele drukarń prywatnych, założonych przez szłachtę we własnych domach : Tarnowski, Herbert, Radziwiłł, Chodkiewicz i kilka innych mieli swe własne zakłady drukarskie. Utwory. auto­rów polskich były też; drukowane w wiele miastach zagranicą: Bandtkie wylicza czterdzieści cztery miasta, w których wydane zostały takie dzieła.

 

Ruch umysłowy, czerpiący siłę swą w wolności druku, sprzyjał szybkiemu rozwojowi sztuki drukarskiej wbrew dążnościom skostniałej w poglądach hierarchji rzymskiej, przeciwnej wszelkim reformom, które nazy­wała pogardliwie: „nowatorstwami.“ Nie mogąc całko­wicie stłumić wolności druku, duchowieństwo katolickie zmuszone było zadowolić się wydaniem ograniczających ją przepisów, które zresztą na nic się nie zdały w czasie, gdy duch narodu zbyt był silny, aby się im poddać ; były one atoli bronią, którą miano posiłkować się w przyszłości. Nastąpiło to za panowania Zygmunta III: drukarnie ewangelickie, pozakładane w miastach, podległych bez­pośredniemu sądownictwu króla, zostały pozamykane lub użyte na służbę stronnictwa katolickiego. Niepodobna było tylko zastosować takiego postępowania do drukarń, znajdujących się w majątkach szlachty, której przywi­leje stanowiły istną warownię przeciw wszelkim samowol­nym zakusom tak władzy królewskiej jak duchownej. Gdy jednakże, wskutek opłakanych dla ewangelików rządów Zygmunta III, najbardziej wpływowe rody poczęły szyb­ko powracać na łono kościoła katolickiego, wówczas drukarnie, założone w celu szerzenia zasad ewangeli­ckich, dostawały się najczęściej w ręce jezuitów. Ducho­wieństwo ustanowiło następnie cenzurę, która wzbra­niała drukowanie lub nawet przechowywanie, bez zezwo­lenia władzy duchownej, wszelkich dzieł, zwłaszcza zaś odnoszących się do spraw wyznaniowych. *) Postano­wienie powyższe pozyskało wprawdzie 14 października 1621 r. zatwierdzenie króla, lecz nie posiadając apro­baty sejmu, nie miało też znaczenia prawnego, to też wykonywano je tylko w miarę jak duchowieństwo katolickie odzyskiwało swe dawne wpływy.

 

––––––––––––

*) Patrz Bandtkiego „Historja drukarń w Krakowie.

 

 

Uchwałą, zapa­dłą na synodzie w Warszawie za staraniem prymasa Łubieńskiego, *) nietylko zatwierdzono wspomnianą usta­wę, lecz rozszerzono jej zakres, ustanawiając obowiąz­kowy przegląd czytelni i księgarni. Przez wpływ duchowieństwa katolickiego ustawa powyższa, aczkolwiek niezatwierdzona przez prawodawstwo narodowe, stała się od czasu synodu warszawskiego prawem, stosowanem z ka­żdym dniem dokuczliwiej. Gdy się rozpoczęła reakcja rzymska, katolicy nietylko zapobiegali wydawaniu no­wych dzieł protestanckich, lecz rozciągnęli swe prześla­dowanie na przeszłość, chcąc przez to zatrzeć przed potomkami wszelkie ślady przeważającej niegdyś w Pol­sce „herezji," do której należały pierwsze rody naszego kraju. Wydano tedy dziełom protestanckim wojnę, ma­jącą na celu zagładę zupełną wszelkich pozostałości piśmiennych z najświetniejszych czasów umysłowości pol­skiej: płynąca stąd chwała, jako mająca związek z ru­chem reformacji w Polsce, uważana była przez wste­czników za hańbę kraju, albowiem nie pojmowali oni ani honoru, ani miłości ojczyzny, ani cnoty bez ślepej ule­głości Rzymowi! Niszczono tedy nietylko książki, gło­szące zasady ewangelickie lub wydawane przez prote­stantów, lecz takie nawet dzieła, w których znajdowały się ustępy nieprzychylne uroszczeniom Rzymu, obcinano lub palono. Aby skazać na podobny los książkę jakiej­kolwiek treści, wystarczało, by dzieło owo wyszło z dru­karni znanej z wydawania ksiąg heretyckich. “ Tym sposobem duchowieństwo katolickie i ślepe ich narzę­dzia spaliły, bez względu na treść, wszystkie książki drukowane przez Wierzbiętę, którego zakład istniał w Krakowie między 1550 a 1590 rokiem.

 

–––––––––––––

*) Patrz Bandtkiego.

 

Wielu też ewangelików, przeszedłszy na wyznanie katolickie, chcąc dowieść szczerości swego nawrócenia, paliło swe księ­gozbiory; *) nie dziw przeto, iż wielka liczba utworów złotej doby naszej literatury zaginęła bezpowrotnie, inne zaś stały się tak rzadkie, iż znane są tylko bibijografom!...

 

Teologiczna literatura ewangelicko-polska nie może pochwalić się bujnym rozkwitem, co należy przypisać tej okoliczności, iż nie mieliśmy wszechnicy narodowej dla ewangelików. Byli wprawdzie w Polsce duchowni ewangeliccy, odznaczający się głęboką wiedzą, zwłaszcza zaś doskonałą znajomością języków starożytnych, lecz ci kształcili się na zagranicznych wszechnicach protestan­ckich, gdzie istniały stypendja dla polaków, zamierzają­cych wstąpić do stanu duchownego. Z takich zapomóg korzystały wszechnice: w Królewcu, Lejdzie, Franeke­rze, Frankfurcie nad Odrą, Marburgu i Edynburgu. **) Szlachta ewangelicka otrzymywała swe wykształcenie także przeważnie na wszechnicach obcych, a dla przygotowania do studjów uniwersyteckich uczono języków obcych, zwłaszcza niemieckiego, który stanowił jeden z niezbędnych przedmiotów wykładanych w polskich szkołach protestanckich. Ponieważ każdy z ewangeli­ków, odebrawszych wyższe wykształcenie, znał języki obce, przeto nie starano się o wydawnictwo dzieł teologi­cznych w języku polskim, zwłaszcza iż stawały temu w drodze coraz większe trudności z powodu ogranicze­nia swobody druku i braku poparcia ze strony zuboża­łych zborów. Pomimo jednak tak niekorzystnych oko­liczności, protestanci polscy wydali kilka ważnych dzieł; lecz prawdopodobnie większość z nich uległa całkowi­temu zniszczeniu w czasie zwrotu ku katolicyzmowi.

 

 

–––––––––––––

*) Tak np. Słupecki, bogaty szlachcic, wystąpiwszy z kościoła reformowa­nego i stawszy się katolikiem, spalił wszystkie bez różnicy książki swej bogatej bibljoteki. Patrz Siarczyńskiego „Obraz wieku panowania Zygmunta IIL"

 

**) Fundacja w Królewcu uczyniona została przez księżnę Radziwiłłową, w Marburgu przez królową duńską, która była księżniczką heską, w Lejdzie, zdaje się, przez dom Orański, a w Edynburgu, dla jednego ucznia, przez szkockiego kupca, który długi czas prowadził handel z Polską; niestety jednak, nie mamy pe­wnych dat w tym przedmiocie.

 

Oprócz przekładu Pisma Świętego używano, dla sze­rzenia zasad reformacji, zbiorów kazań, zwanych postyl­lami*), które były objaśnieniem tekstu z Pisma Świętego. Pierwszą taką postyllę napisał Rej. O wiele większą wartość, niż ta, ma postylla ks. Samuela Dambrowskiego,**) proboszcza luterskiego w Wilnie, następnie w Poznaniu, a ostatecznie superintendenta wyznania augsburskiego w Wielkopolsce. ***) Postylla jego odznacza się pięknym układem i czystością języka. Ks. Krzysztof Kraiński, se­nior kościoła helweckiego w Małopolsce, wydał w r. 1611 w Łaszczowie postyllę wielce cenioną, której treść po­święcona jest obronie ugody Sandomierskiej. Postylla Grzegorza z Żarnowca wielce jest wymowna, a napisana pięknym językiem. Niemniejszą wartość przypisywano postylli ks. Schoenflissiusa, kaznodziei wileńskiego, wyda­nej w r. 1611 w Lubczu; wszelako ani jeden jej egzem­plarz nie dochował się do naszych czasów, albowiem uległy one zniszczeniu wespół z innemi kazaniami ewangeli­ckiemi. Niewielka liczba kazań protestanckich, które się przechowały do naszych czasów, dowodzi atoli, iż ewange­licy w Polsce mieli znakomitych mówców. Ks. Juszyński, duchowny katolicki, jedna z największych powag naszych w zakresie dziejów literatury polskiej, tak się wyraża o ka­zaniach Episcopiusa : „Są to kazania prawdziwie pię­kne; język ich jest czysty a erudycja godna kościoła katolickiego.“

 

 

–––––––––––––––

*) Nazwa ta, zaprowadzona przez Lutra, pochodzi z łacińskich słów „Post illa, t, j. textus verba," i oznacza to, co następuje po słowach tekstu Pisma Świętego, t. j, kazanie.

 

**) Drukowana w Toruniu r. 1621 i tego samego roku w Wilnie, prze­drukowana w Lipsku r. 1718-1719.

 

***) Dambrowski był najprzód superintendentem augsburskim wielkopol­skim, a dopiero 1615 r., prawdopodobnie po zburzeniu zboru poznańskiego, prze­niósł się na Litwę, gdzie zmarł 1625 r. kaznodzieją przy zborze augsburskim wileńskim. Postylla jego 1621 r. wydana została nakładem Piotra Nonharta, staro­sty orańskiego, patrona zboru wileńskiego. H. M.

 

Polacy w XV wieku mieli w języku ojczystym psałterz, tak zwany Przeworszczyka, który doczekał się kilkakrotnego wydania; mało jednak był w użyciu, gdyż nabożeństwo rzymsko-katolickie odbywało się przeważnie bez śpiewów w języku polskim. Ewangelicy zaś, któ­rych nabożeństwo składa się w znacznej części ze śpie­wu zboru, wszędzie podtrzymywali śpiew w języku oj­czystym. Pierwszy psałterz z dodatkiem melodyj wyda­ny był w r. 1554 *) przez Walentego z Brzozowa dla uży­tku braci czeskich. O wiele lepszy był kancjonał przekładu Krzesichleba (Piotra Artomjusza), duchownego luterskiego. Biskup katolicki Woronicz, jeden ze znakomitszych poetów naszych, nazwał go „przepięknym i pełnym poezji." Jakób Gembicki i Jakób Lubelczyk przełożyli psalmy z oryginału hebrajskiego. Ks. Maciej Rybiński, senior zborów helwe­ckich w Wielkopolsce, wydał w r. 1612 psałterz, podłożony pod muzykę, który przyjęły wszystkie zbory czeskie i hel­weckie. Dzieło to również uznano za piękne i poetyczne.

 

Z pomiędzy pisarzy polemistów wymienimy Andrzeja Wolana, który w r. 1585 prowadził w Wilnie spór z luteranami. Był on dzielnym obrońcą swego wyzna­nia zarówno przeciwko antytrynitarzom jak i katolikom, którzy zaszczycili go mianem „arcymistrza heretyckiego." Wolan pisał między innemi przeciwko sławnemu jezuicie Possewinowi, a w dziele swem: „Zaślepienie kościoła“ przepowiedział, jakie będą następstwa zwrotu Polski ku katolicyzmowi. Napisał też rozprawę o swobodzie obywa­telskiej. Ks. Andrzej Chrząstowski wsławił się przez obja­śnienie pierwszego rozdziału ewangelji św. Jana, w któ­rem zbijał poglądy socynjanów. Jeszcze bardziej odzna­czył się dziełem, wydanem w Bazylei 1594 r. przeciwko uczonemu jezuicie Bellarminowi.

 

––––––––––––––

*) Pierwsze wydanie całkowitego psałterza wyszło już 1632 r. w Krakowie. H, M.

 

Wspomnimy jeszcze Sudrowskiego, autora kilkurozpra w religijnych, i Ostro­wskiego, który bawił pewien czas w Oksfordzie, cie­sząc się tam ogólnem uznaniem. Jakób Niemojowski, uczony szlachcic z województwa kaliskiego, odznaczył się sporami swymi z jezuitami i socynjanami; za gorliwość swą i wymowę przezwany on przez katolików „młotem heretyckim.  Obok tych pisarzy wymienić należy także Arnoldusa i Makowskiego, którzy zaszczytnie i długo speł­niali obowiązki profesorów na katedrze teologji w uni­wersytecie Franekerskim i pozostawili wiele pism treści przeważnie polemicznej.

 

 

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ TOMU DRUGIEGO.

 

 

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć

 

Hosted by www.Geocities.ws

1