IX.

 

Szlachta. – Różne powody. – Hutten. – Listy obskurantów; ich skutki; zdanie Lutra. – Hutten w Brukselii. – Jego listy. – Sickingen. – Wojna i śmierć. – Kronberg. – Jan Sachs. – Powszechne wrzenie.

 

Te same znamiona odrodzenia, któreśmy u książąt, biskupów i uczonych spostrzegli, pojawiają się także u ludzi światowych, panów, rycerzy i wojowników. Szlachta niemiecka odegrywała w reformacyi niepoślednią rolę. Wielu synów najznakomitszych niemieckich domów zawarło ścisłe związki z mężami nauki; młodzież ta pałała często nader za mało powstrzymywaną żądzą wyzwolenia swego narodu z pod jarzma niewoli rzymskiej.

 

Różne przyczyny jednały pomiędzy szlachtą zwolenników reformacyi. Niektórzy z nich uczęszczali na wszechnice, i przejęli się zapałem, który ogrzewał serca uczonych. Inni znowu wychowali się w szlachetnych zasadach, i stali się przez to pięknym naukom Ewangelii przychylni. Inni znowu upatrywali w reformacyi pewną cechę rycerskości, którą zwabieni stali się jej zwolennikami. Wielu ich – czego zamilczeć nie chcemy – czuło urazę do duchowieństwa, które za panowania Maksymiliana nie mało przyczyniło się do odebrania szlachcie dotychczasowej niezawisłości i podbicia takowej pod władzę książąt. W pewnem uniesieniu upatrywała szlachta w reformacyi wstęp do wielkiego politycznego przeobrażenia państwa; spodziewano się, że po przejściu kryzy państwo nowym olśni się blaskiem, że nastąpi nowy i lepszy rzeczy porządek, i zajaśnieje światłem najsprawiedliwszej chwały, nie mniej mieczem rycerskim niźli słowem Bożem nabytej *).

 

 

––––––––––
*) Animus ingens et ferox, viribus pollens. Nam si consilia et conatus Hutteni non defecissent, quasi nervi opiarum atque potentiae, jam mutatio omnium rerum exstitisset, et quasi orbis status publici fuisset conversus. (Camerar. Vita Melanclithonis.)

 

– 90 –

 

 

Ulrichk von Hutten, którego jako autora Filipik, przeciwko papieztwu napisanych, niemieckim Demostenesem nazwano, był niejako ogniwem, łączącem z sobą rycerstwo i uczonych. Umiał on równie władać piórem jako mieczem. Zrodzony w łonie pewnej starodawnej rodziny Franków udał się Hutten w jedynastym roku swego życia do klasztoru w mieście Fulda, mając tam zostać mnichem. Lecz z natury nie czuł on skłonności do życia zakonnego; opuścił tedy w szesnastym roku życia swego potajemnie klasztor i zwiedzał wszechnicę w mieście Kolonii, poświęcając się nauce języków i poezyi. Potem niestałe wiódł życie; brał r. 1513 udział w oblężeniu Padwy jako prosty szeregowiec, widział Rzym, poznał wszystko jego zepsucie, i tam ostrzył strzały, które później przeciwko niemu wysyłał.

 

Powróciwszy do Niemiec napisał Hutten dzieło przeciwko Rzymowi pod tytułem : „Trójca rzymska.“ Wyświetlił w niem wszystkie rozpusty Rzymu i wykazał potrzebę położenia końca jego tyraństwu, choćby i zapomocą oręża. Trzy rzeczy zabiera człowiek z sobą“ – te słowa kładzie Hutten w usta podróżującemu, imieniem Wadiscus – „gdy powraca z Rzymu, a mianowicie świadectwo złego sumienia, zepsuty żołądek i wypróżnioną kieszeń. W trzy rzeczy Rzym nic nie wierzy, a zwłaszcza w nieśmiertelność duszy, w powstanie od umarłych i w piekło. Trzema rzeczami handluje Rzym, a te są : łaska Chrystusowa, dostojeństwa duchowne i kobiety.“ Z powodu wydania tego pisma zmuszony był Hutten opuścić dwór arcybiskupa mogunckiego, na którym bawiąc powyższe napisał dzieło.

 

Utarczka Reuchlina z zakonnikami stała się hasłem do wspólnego skupienia się wszystkich uczonych, zarządów miast, tudzież szlachty, którzy wszyscy razem stali po stronie mnichom przeciwnej. Klęska inkwizytorów, którzy, jako głoszono, tylko z powodu wielkich sum pieniężnych i wielu poczynionych zabiegów dalszej uszli kary, dodawała wrogom odwagi. Radcy dworu cesarskiego, patrycyusze najznakomitszych miast, jako to Pirkheimer z miasta Nürnberg, Peutinger z Augsburga, Stuss z Kolonii; potem znakomici kaznodzieje jako Kapito i Oecolampad, doktorowie medycyny, dziejopisarze, wszyscy uczeni, mówcy, poeci, a na czele ich Hutten, ci wszyscy stanowili„zastęp zwolenników Reachlina.“

 

– 91 –

 

Imiona członków jego podano nawet do publicznej wiadomości. Najważniejszem dziełem, które za staraniem tego związku uczonych powstało, jest owa głośna i popularna satyra pod tytułem : „Listy obskurantów.“ Autorami jej są w pierwszym rzędzie Hutten i przyjaciel jego z czasów uniwersyteckich, Crotus Robanius; lecz nie da się już dziś sprawdzić, od kogo pierwsza myśl do dzieła tego wyszła, czy może nawet nie od uczonego drukarza Angsta, ani też, czy Hutten brał już udział w wypracowaniu pierwszej dzieła tego części. Kilku humanistów, bawiących wespół w grodzie Ebernburg, wypracowało, zdaje się, część drugą. Dzieło to jest obrazem pełnym życia i prawdy; podobieństwo do rzeczywistości jest uderzające; kompozycya kolorów wyśmienita, może pojedyńcze rysy nieco za jaskrawe, i karykatury za nadto uderzające. Skutek dzieła był nadzwyczajny. Zakonnicy nienawistni Reuchlinowi zajmują się według przedstawienia onej satyry pisaniem listów w ich guście. Piszą tedy barbarzyńską łaciną o stosunkach społecznych i przed miotach teologicznych. Do korespondenta swego, pewnego profesora w Kolonii, imieniem Ortwin Gratius, ścisłego przyjaciela Pfefferkorna, udawają się z najśmieszniejszemi i najniepotrzebniejszemi zapytaniami, dając przez to jasne dowody swego nieuctwa, niedowiarstwa i zabobonu, swego poziomego i podłego umysłu, swego sprosnego obżarstwa, dla którego Bogiem ich jest brzuch, tudzież swej dumy i fanatyzmu w prześladowaniu inaczej myślących. Opowiadają przytem o różnych jaskrawych przygodach z swego życia, o swych rozpustach, swych zdrożnościach i różnych skandalicznych zajściach z życia Pfefferkorna, Hochstratena i innych naczelników swego stronnictwa. Nawpół obłudny i nawpół śmieszny sposób tych listów czyni je dla czytelnika arcykomicznymi. W całości zaś sprawia pismo to tak naturalne wrażenie, iż angielscy Dominikanie i Franciszkanie przyjęli je z zapałem pełni przekonania, że dzieło to napisane jest według zasad ich zakonu i dla jego obrony. Pewien łatwowierny przeor Dominikan w ziemi brabanckiej zakupił wielką liczbę egzemplarzów dzieła tego, ofiarując takowe w darze najznakomitszym członkom swego zakonu.

 

Rozgniewani zakonnicy udali się z prośbą do papieża o wydanie bulli klątwy przeciwko czytelnikom tych listów, lecz Leon X. odmówił prośbie ich. Musieli tedy po cichu znosić ogólne pośmiewisko i stłumić w sobie swój gniew. Nigdy żadne dzieło w świecie nie wyrządziło tym filarom papieztwa takiej szkody, jako te listy. Lecz Ewangelia nie odnosi zwycięztw swych

 

– 92 –

 

orężem wyszydzania i pośmiewiska. Gdyby reformatorowie na tę weszli drogę, gdyby reformacya zamiast bronią, słowa Bosego walczyć przeciwko błędom; była wolała korzystać z szyderczego ducha tego świata, to zaiste byłaby przepadła nie pozostawiwszy i śladu. Lecz Luter satyry te potępiał surowo. Pewien przyjaciel przysłał mu „treść prośby Paskiną“; Luter odpowiedział na to: ”Te błazeństwa, które mi przysłałeś, niezawodnie są utworem ducha rozpusty. Pokazałem je kilku przyjaciołom, a ci wszyscy tegóż samego są zdania. “*) Do innego znajomego napisał znów o temże dziele : „Prośba pochodzi zapewnie od autora listów obskurantów. Pochwalam jego życzenie, lecz nie jego dzieło, ponieważ używa w niem obelg i obrażających wyrazów.“**) Sąd ten jest surowy, lecz wykazuje jaśnie, jakim duchem powodował się Luter, i jak wysoko umiał on stanąć ponad współczesnem pokoleniem. Wprawdzie i sam nie umiał on postępować zawsze według tej mądrej zasady.

 

Ulryk pozbawiony przez to opieki arcybiskupa mogunckiego szukał takowej u cesarza Karola V., który prawie podówczas poróżnił się z papierem. Udał się tedy do Brukselii, gdzie wtenczas bawił Karol razym ze swym dworem. Nie dogiął atoli niczego; dowiedział się tylko, iż papier zażądał od cesarza, aby Huttena z związanemi rękoma i nogami odesłał do Rzymu. Inkwizytorowi Hochstraten, który prześladował Reuchlina, polecono z góry, aby i Huttenowi wytoczył proces. Ulryk opuścił Brabant pełen gniewu nad tem, że z taką prośbą, poważono się udać do cesarza. Wyszedłszy" z Brukselii spotkał on w drodze inkwizytora Hochstraten. Ten przerażony trwogą, upadł Ulrykowi do kolan polecając duszę swą Bogu i wszystkim świętym. „Nie," odrzekł rycerz, „nie splamię miecza mego krwią twoją.“ Obłożywszy go tylko należycie płazem miecza pozwolił mu swobodnie iść dalej.

 

Hutten schronił się do grodu Ebernburg, gdzie Franciszek v. Sickingen wszystkim przeciwnikóm ultramontanizmu bezpieczny ofiarował przytułek. Pałając sądzą oswobodzenia swego narodu napisał tam Hutten one pamiętne listy do Karola V., do księcia elektora saskiego Fryderyka, do arcybiskupa mogunckiego, do książąt i szlachty niemieckiej, które po wszystkie czasy zapewniły mu miejsce w gronie najznakomitszych autorów. Tam pisał one pisma ludowe, które we wszystkich dzielnicach Niemiec wzniecały wstręt do Rzymu i budziły zapał wolności.

 

–––––––––––
*) Luth. Ep. I. p. 37.
**) Luth. Ep. I, p. 37.

 

– 93 –

 

Jako zwolennik reformatora miał Hutten zamiar pobudzić rycerstwo do pochwycenia broni dla sprawy reformacyi i uderzenia na Rzym z orężem w ręku; lecz Luter nie chciał innej walki, jedno mieczem słowa Bożego i niezwyciężonej siły prawdy Bożej. Mimo tego wojennego zapału odkrywamy atoli w umysłowem usposobieniu Huttena ku naszemu zadowoleniu i tkliwsze, szlachetniejsze strony. Po śmierci rodziców odstąpił on, lubo najstarszy wiekiem, braciom swym dobra rodzinne i prosił ich, by ani nie pisali ani mu pieniędzy nie przysyłali; inaczej bowiem musieliby, lubo sami niewinni, od przeciwników jego wycierpieć nie mało, i z nim razem upaść w jamę.

 

Hutten nie był dziecięciem prawdy Bożej, która nigdy nie pojawia się bez świętobliwości w byciu i miłości w sercu; lecz jako jeden z najzaciętszych wrogów błędu zawsze zasługuje on na uznanie.

 

Toż samo da się powiedzieć o przyjacielu i obrońcy jego Franciszku v. Sickingen. Szlachetny ten rycerz, którego wielu rówieśników uważało za godnego nawet korony cesarskiej, odznacza się w pierwszym rzędzie wojowników, którzy stali naprzeciwko Rzymowi. Sercem był on wojownikiem, lecz pałał oraz gorliwością do nauk i szanował nauczycieli ich. Stojąc na czele zastępów, mających wkroczyć do Würtembergu, wydał on wojsku swemu rozkaz, żeby w razie zdobycia miasta Stuttgart nikt nie odważył się naruszyć dobra lub dom znakomitego uczonego Reuchlina. Tegóż kazał potem poprosić do siebie do obozu; tam uściskawszy go ofiarował mu pomoc swą w walce przeciwko mnichom kolońskim. Przez długie czasy okazywał stan rycerski jawnie pogardę dla nauki, teraz atoli nastały czasy inne. Pod ciężkim pancerzem rycerzy Hutten'a i Sickingen'a uderzało serce sprzyjające duchowemu rozwojowi, którego ślady wszędzie wśród narodu pojawiać się zaczynają. Reformacya wydała światu niby jako zadatek owoców swych wojowników, którzy sztukom pięknym i pokojowi sprzyjali.

 

Hutten, powróciwszy z Brukselii znalazł przytułek w zamku Sickingen'a. Tam wezwał gospodarza swego do zagłębienia się w zasady nauki ewangelicznej, której główne zarysy mu sam tłumaczył. „Któż chce odważyć się”, zawołał zachwycony Sickingen, „obalić tę budowę ? Kogóż tu stać na, to ?

 

Kilku mężów, którzy później w liczbie reformatorów zasłynęli, znalazło przytułek na zamku Ebernburg. Między nimi byli Marcin Bucer, Aquilla, Schwebel, Oecolampad i inni, tak iż Hutten słusznie zamek ten nazwać mógł „przytuliskiem sprawiedliwych.“ Oecolampad mawiał co dzień kazania w zamkowej kaplicy.

 

– 94 –

 

Lecz nareszcie znudziło to tę wojowniczą drużynę słuchać tyle o cichych cnotach chrześciańskiego życia; choć Oecolampad jak najkróciej mówił, to zawsze jeszcze wydawało się im to za długo. Przychodzili wprawdzie jeszcze prawie codzień do kościoła, lecz tylko wysłuchać błogosławieństwa i zmówić krótką modlitwę, tak iż żali się Oecolampad, mówiąc : „Ach ! słowo Boże pada tutaj na opokę.

 

Sickingen chciał w swój sposób służyć sprawie Ewangelii i wypowiedział arcybiskupowi miasta Trier wojnę z tem udowodnieniem, iż „chce otworzyć drzwi dla Ewangelii.“ Nadaremno odradzał mu to Luter; Sickingen uderzył na miasto Trier na czele 5000 rycerzy i 1000 piechoty. Mężny arcybiskup, poparty posiłkami pfalcgrafa i landgrafa heskiego, zmusił go do odwrotu. Następnej wiosny wysłały przeciwko niemu sprzymierzone książęta wojska swoje, i obległy go w jego zamku Landstein. Po krwawym ataku został Sickingen zmuszony do poddania się; otrzymał śmiertelną ranę. Powyżsi trzej książęta dotarli do grodu, przeszukali jego wnętrze i znaleźli nareszcie tego niezachwianego rycerza samego, leżącego w podziemnem ukryciu na śmiertelnej pościeli. Pfalcgrafowi podał Sickingen rękę nie zważając na innych panów obecnych, – którzy ze swej strony nacierali nań pytaniami i zarzutami. „Dajcie mi spokój,“ odparł Sickingen, „ja teraz muszę gotować się do dawania odpowiedzi innemu Panu, większemu od was.“ Luter dowiedziawszy się o śmierci jego, w te odezwał się słowa: „Pan jest sprawiedliwy, lecz podziwienia godny! Nie chce on Ewangelii swojej szerzyć zapomocą oręża.

 

Taki był koniec bohatera, który, gdyby był cesarzem lub elektorem, niezawodnie byłby kraje niemieckie do wielkiej podniósł chwały; żyjąc atoli w ciaśniejszym zakresie stanowiska swego, bez korzyści zmarnował swe siły. Prawda boska, pochodząca z nieba, nie chciała zagnieździć się w niespokojnym umyśle tych wojowników. Bronią ich nie miała ona odnieść zwycięztwa swego; Bóg w niwecz obrócił zamysły Sickingen'a, i spełnił słowa apostoła Pawła : „Broń żołnierstwa naszego nie jest cielesna, ale jest z Boga.“ (2 Kor. 10:4)

 

Inny rycerz, przyjaciel Huttena i Sickingena,, niejaki Hartmuth von Kronberg większą, zdaje się, odznaczał się od tychże oględnością i znajomością prawdy. W skromności serca napisał on list do papieża Leona X. wzywając go, aby świecką swą władzę oddał napowrót cesarzowi, do którego takowa należy. Do poddanych swych odzywał się Hartmuth głosem istnego ojca usiłując się objaśnić im zasady prawdy ewangelicznej; napominał ich do wiary, posłuszeństwa i ufności w Chrystusa, który, jako Kronberg nauczał,

 

– 95 –

 

jest nas wszystkich najwyższym panem i książęciem.” Zwrócił też cesarzowi pensyą w wysokości 200 dukatów nie chcąc dłużej temu służyć człowiekowi, który stoi pod wpływem nieprzyjaciół prawdy Bożej. Znajdują się gdzieś następujące słowa jego, według których zdaje się Kronberg przewyższać Huttena i Sickingena; brzmią one tak: „Niebieski nasz nauczyciel, Duch Święty, może, jeźli chce, w jednej godzinie więcej nauczyć nas wiary w Chrystusa, niż na wszechnicy paryzkiej nauczyć się można w przeciągu dziesięciu lat.

 

Mylą się atoli, którzy przyjaciół reformacyi jedynie u stopni tronów, lub przy kościołach katedralnych, lub na wysokich szukają szkołach, a przytem utrzymują, że między ludem takowych nie było. Ten sam Bóg, który sposobił serca mądrych i potężnych, uzbroił także w chatach wieśniaczych wielu poczciwych i pobożnych mężów, którzy niegdyś mieli stać się sługami słowa jego. Historya pokazuje nam, jakie naonczas wśród niższych warstw ludności panowało wzruszenie. Piśmiennictwo ludowe epoki przedreformacyjnej sprzyjało prądowi. który kościołowi na wskroś był przeciwny. Słynny naonczas utwór poezyi ludowej pod tytułem „Eulenspiegel“ drwi sobie z ciemnych i żarłocznych księży, których spiżarnie nie znają niedostatku i którzy sobie gospodynie i, konie chowają. W powieści „o lisie Reinecke“ odgrywają dzieci w domostwie duchownych niepoślednią rolę. Inny znowu wieszcz ludowy gromi sługi Chrystusowe, którzy na wspaniałych jeżdżą wierzchowcach, a jednak przeciwko niewiernym walczyć nie zechcą. Jan Rosenblut nareszcie wprowadza w pewnej karnawałowej satyrze nawet tureckiego cesarza na scenę, który wszystkim stanom chrześciaństwa gorzką wypowiada prawdę.

 

Wrzało już istotnie nie tylko na wyżynach społeczeństwa, lecz i wśród właściwej rdzeni ludu; co chwila można było spodziewać się wybuchu. Nie tylko wychodzili z łona niższych warstw ludu młodzi mężowie, którzy później najwyższe zajmowali godności w kościele, lecz i między tymi, którzy przez całe życie swoje pospolitemi tylko zajmowali się pracami, przyczynili się niejedni do odrodzenia chrześciaństwa. Jednego przynajmniej z liczby tych mężów wymienić nie omieszkajmy.

 

Pewnemu krawcu w mieście Nürnberg, imieniem Janowi Sachs, urodził się dnia 5 listopada 1494 synek. Chłopak ten, który równie jak ojciec nazywał się Janem, musiał z powodu słabego zdrowia opuścić rozpoczęte już nauki i został szewcem. Młody Jan użył swobody ducha, której nie zatarło mu skromne jego rzemiosło, do wzniesienia się w dziedzinę świata wyższego, za którym

 

– 96 –

 

dusza jego tęskniła. Odkąd w zamkach rycerskich przycichł śpiew minstrelów,*) odtąd szukała sobie poezya i znalazła przytułek w łonie mieszczaństwa kwitnących miast niemieckich. W kościele w mieście Nürnberg udzielano nauki śpiewu. Ćwiczenia te, w których brał udział i Jan, wznieciły w sercu jego uczucia religijne i obudziły w nim zamiłowanie do poezyi i muzyki. Duch młodzieńca nie dał się na dłuższy czas uwięzić wśród murów szewskiej pracowni. Chciał on zwiedzić świat, o którym dużo już wyczytał z książek, dużo słyszał z opowiadań towarzyszów w rzemieśle. Żywa jego wyobraźnia malowała mu świat w najcudowniejszych kolorach. Roku 1511 zabrał Jan swoje manatki i puścił się w świat. W drodze spotykał się z wesołymi towarzyszami i wędrującymi studentami, niejedna też niebezpieczna pokusa zaszła mu drogę. Wszystko to razem wznieciło w sercu jego nieznaną mu dotąd walkę. Pożądliwość serca i świętobliwe jego przedsięwzięcia wszczęły z sobą zacięty bój. Przelękłszy się tego, uciekał Jan przed samym sobą, aż w małem miasteczku Wels w Górnych Rakusach przez dłuższy zatrzymał się czas, poświęcając się w samotnych chwilach nauce sztuk pięknych. Przybył do miasta tego cesarz Maksymilian wśród spaniałego orszaku; młody wieszcz nie zdołał oprzeć się wspaniałości dworu. Monarcha przyjął go w poczet swych strzelców; i Jan zapomniał siebie na nowo wśród pałacowego zgiełku i przepychu w Innsbrucku. Lecz sumienie odezwało mu się ponownie w piersi jego; młody strzelec zerwał z siebie od razu pyszny ubiór myśliwski, udał się do miasteczka Schwartz i ztąd poszedł do Monachium. Tam wyśpiewał 1514 w dwudziestym roku życia swego pierwszą swą pieśń „na chwałę Bożą“ według właściwej sobie melodyi. Znalazła ona nie mały poklask. Wszędzie w swych podróżach spostrzega Jan rozliczne i smutne nadużycia, które gnębiły religią.

 

Powróciwszy do miasta Nürnberg osiedlił się tam stale, pojął żonę i został ojcem rodziny. Rozpoczynająca się reformacya zwróciła uwagę jego na siebie. Sięgnął tedy Jan po Pismo święte, które już jako wieszcz był pokochał. Teraz atoli nie szukał tam jedynie obrazów i pieśni, lecz szukał światła i prawdy. W krótce potem poświęcił guślę swą jedynie prawdzie Bożej. Z niskiej szewskiej pracowni, przed bramą wolnego miasta Nürnberg położonej, odzywają się pieśni, znajdujące echo po

 

–––––––––––

*) Wędrowni śpiewacy.

 

– 97 –

 

całym kraju niemieckim. One to zwiastują czasy nowe i jednają w sercach ludu niemieckiego usposobienie sprzyjające owemu . wielkiemu przeobrażeniu reformacyi. Przez swe pieśni duchowne, przez biblią oddaną wierszem niepożyte położył sobie Jan Sachs zasługi koło dzieła reformacyi. Trudną byłoby ocenić, kto więcej dla niej zdziałał, czy książę elektor saski, i oraz zastępca cesarza, albo czy ten szewc z miasta Nürnberg.

 

A zatem wśród wszystkich stanów przygotowane było pole dla reformacyi. Ze wszystkich stron mnożyły się znamiona, wydarzały się wypadki, które wiekowemu dziełu ciemnoty zapowiadały upadek, i nowe dla pokolenia ludzkiego zwiastowały czasy. Hierarchiczna forma, w którą przez wiekowe usiłowania udało się wpakować ludzkość Zachodu, zaczęła się chwiać i groziła upadkiem: Nowo odkryte, umiejętności rozpowszechniły z niepojętą szybkością po, wszystkich ziemiach wielkie mnóstwa myśli nowych. We wszystkich warstwach społeczeństwa tętniło nowe życie. „O cóż to za wiek!“ wykrzyknął Hutten, „oto nauki kwitną, ocucają się duchy; istna to rozkosz żyć teraz na świecie !“ Zdawało się, że geniusz narodów przez tak długie czasy uśpiony podwójną szybkością usiłuje się zmarnowane wynagrodzić czasy. Byłaby to zapoznaniem natury człowieka, gdyby się usiłowano pozostawić ją w próżnowaniu bez duchowej strawy, lub podano jej tylko taką, którą uśpione życie swe przez tak długie czasy nędznie utrzymywać musiała. Duch ludzki przejrzał już i poznał, co było i co nastąpić miało; odważnym wzrokiem mierzył on przestrzenie; które świat nowy od poprzedniego dzieliły: Wielcy monarchowie zasiedli na, tronach, zestarzały olbrzym Rzymu zaczął chwiać się dla braku sił pad własnym swym ciężarem; duch dawnego rycerstwa opuścił ziemię ustępując miejsca nowemu duchowi, który zaczął wionąć z świątyń umiejętności i z miast mieszczaństwa. Wydrukowane słowo poleciało wszędzie w najdalsze nawet kraje, jako wiatr roznosi ziarnka nasienne. Odkrycie Wschodnich i Zachodnich Indyj rozprzestrzeniło świat. Wszystko zapowiadało wielką rewolucyą rzeczy.

 

Lecz z kądże miał następić cios, który zachwieje onę i zwali przestarzałą budowę, aby na gruzach jej mógł się wznieś gmach nowy ? Tego nie wiedział nikt. Któż był mądrszym od Fryderyka saskiego, któż uczeńszym od Reuchlina, zdolniejszym od Erazma, sprytniejszym i dowcipniejszym od Huttena, waleczniejszym od Sickingena, poczciwszym od Kranberga? A oto ! ani jeden z tych mężów nie dniał ciosu tego zadać. Uczeni, książęta, wojownicy, nawet i kościół przyczynili się do podkopania pejedyńczych fundamentów spróchniałej budowli, lecz dalej nie postąpił nikt. Nigdzie nie było widać ręki, przez którąby działał Bóg.

 

– 98 –

 

 

Lecz przeczuwano powszechnie, że niebawem ręka ta się pojawi. Niektórzy twierdzili, iż z gwiazd wyczytali niemylne ślady, świadczące o bliskości takowej. Inni, patrząc na opłakany stan religii, wyczekiwali rychłego przyjścia Antychrysta. Inni zasię przepowiadali bliskość reformacyi. Cały świat tchnął niepokojem oczekiwania, – a w tem wystąpił Luter.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1