VIII.
Erazmus.
– Kanonik kapitularny. – W Paryżu. – Jego zdolności. – Imię i upływ. ––
Popularna zaczepka. – Głupstwo. – Święci. – Głupstwo i papieże. – Zaczepka
dokonana bronią umiejętności. – Zasada. – Grecki Nowy testament. Jego wyznanie wiary.
– Jego prace. – Jego błędy. – Dwa stronnictwa. – Reforma w drodze pokoju; jéj
możebność. Kościół bez reformy. – Erazma lękliwość i brak stanowczości. – Jak
bardzo stracił w oczach wszystkich ludzi.
Lecz
oto! na widownią wystąpił już mąż, on wielki szermierz pióra i przywódca
opozycyi na początku 16tego wieku, który sobie postanowił za zadanie swego
życia, walczyć przeciwko scholastyce panującéj na wszechnicach i po
klasztorach.
Reuchlin
liczył zaledwie lat 12, gdy mąż ten należący do liczby największych wieku swego
geniuszów, ujrzał światlłość tego świata. Gerhard, rodem z miasta Gouda w
Niederlandach, człowiek żywego usposobienia i bystrego ducha; pokochał
Małgorzatę, córkę pewnego lekarza. Obcowanie jego nie odpowiadało zasadom
chrześciańskim, lub też może dał się tylko porwać swym namiętnościom. Rodzice,
tudzież i bracia jego, których miał dziewięciu, chcieli go zmusić, aby został
mnichem. Gerhard wymknął się i uszedł do Rzymu, pozostawiwszy kochankę w
błogosławionym stanie. Małgorzata powiła syna. Gerhard nie dawiedział się o
tém, lecz za niedługo donieśli mu rodzice o śmierci jego kochanki. Złamany
boleścią wstąpił do stanu duchownego i poświęcał się służbie Bożéj. Powrócił
potém do Holandyi. Tuż znalazł kochankę żyjącą ! Małgorzata nie chciała już
pójść za nikogo innego. Gerhard pozostał ślubowi kapłańskiemu wierny. Miłość
obydwóch skierowała się na młodego syna, którego matka starannie pielęgnowała.
W krótce po powrocie swym oddał go ojciec do szkoły, lubo synek czwartego
jeszcze nie skończył roku. Chłopaka liczącego ledwie lat trzynaście tulił
nauczyciel Sinthemius de Deventer w objęcia swe, unosząc się nad nim radością.
Powiadał bowiem : „To dziecię dojdzie kiedyś do najwyższego stopnia
umiejętności." Taki był wiek dziecinny Erazma z Rotterodamu.
W tém umarła jego matka,
ojciec w głębokim pogrążony smutku poszedł w krótce za nią.
– 78 –
Młody
Erazmus *), nie mając nikogo więcej na świecie, objawiał wyraźną niechęć do
stanu zakonnego, do którego opiekunowie przynęcić go chcieli. Był on niby powołanym
wrogiem tego stanu. Nakłoniono go nareszcie, aby wstąpił do klasztoru
regularnych kanoników; lecz ledwie, że krok ten uczynił, uczuł się niezmiernie
ciężarem ślubu swego przygnębionym. Potém odzyskał znowu nieco więcéj swobody.
Napotykamy go na dworze arcybiskupa w mieście Cambrai, później na wszechnicy
paryzkiéj. Kończył on nauki swe wśród wielkiego ubóstwa, lecz czynił to z
niezmordowaną pilnością. Ilekroć otrzymał nieco pieniędzy, to obracał takowe
najprzód na zakupienie greckich klasyków, potém dopiero na odzienie. Nieraz
uciekał się biedny holender napróżno do szczodrobliwości przyjaciół; dla tego
sprawiało mu też to później największą radość wspierać ubogich i pilnych
uczniów. Lubo się bez ustanku rzeczami nauki i prawdy zajmował, nie brał jednakowoż
Erazm nigdy bez wstrętu udziału w dysputach scholastycznych, a od nauk
teologicznych stronił formalnie, lękając się, aby nie dopatrzywszy gdzie błędów
nie został oskarżony o kacerstwo.
O tym
prawie czasie zaczął Erazmus przychodzić do świadomości samego siebie. Przez
studya starożytnych autorów wyrobił sobie styl odznaczający się taką czystością
i pięknością, jakiéj nawet między najznakomitszymi mężami Paryża nie posiadał
nikt. Zaczął tedy nauczać i zjednał sobie przez to wpływowych przyjaciół. Pisma,
które wydał, jednały mu powszechną chwałę i podziwienie. Widząc tedy, co się
publiczności podoba, wyzuł się już do ostatka z więzów scholastyki i klasztoru,
i oddał się zupełnie nauce literatury. Jego delikatne uwagi pełne sprytu, jego
ożywiony, jasny i przenikliwy rozum, wszystko to czyniło dzieła jego nietylko
pouczającemi lecz także powabnemi.
Ochota
do pracy, do któréj się wtenczas przyzwyczaił, nie opuściła go przez całe
życie; nawet podczas podróży, które zwyczajnie odbywał konno, nie próżnował nigdy.
W drodze siedząc na koniu rozważał on nad pracami swemi, a przyjechawszy do
gospody siadał i zapisywał swe myśli. Tym sposobem napisał słynne swe dzieło
pod tytułem „Pochwała głupstwa“**) w drodze, jadąc z Włoch do Anglii.
–––––––––––––
*) Nazywał się właściwie
Gerhard, jako jego ojciec, lecz przetłumaczył holenderskie imię swe na
język łaciński i grecki. (Didier, Desiderius,
Erasmus).
**) Enkomion morias.
Tego dzieła rozeszło się w przeciągu kilku miesięcy siwim wyda.
– 79 –
Wcześnie
już zasłynął Erazmus pomiędzy uczonymi. Za to znowu rozgniewani zakonnicy
serdecznie go nienawidzieli. Wzywali go do siebie książęta, lecz Erazmus
wynajdywał zawsze nowe sposoby uniewiniania się, omijając zaproszenia ich.
Wolał on bowiem utrzymywać się z zapłaty, jaką od drukarza Frobeniusza za
dzieła swoje pobierał i czytać korektę książek, niźli żyć w dostatkach i
łaskach na dworach Karola V., Henryka VIII. i Franciszka I., lub nawet przyjąć
kapelusz kardynalski, jakim go zaszczycić zamierzano*).
Od roku
1509 uczył Erazm na wszechnicy w mieście Oksford, 1516 przybył do Bazylei,
gdzie r. 1521 stale już osiadł.
Jakiż
wpływ wywierał on na reformacyą?
Co do
tego, to jedni nadzwyczaj go wynosili, inni znowu nader poniżali. Erazmus nie był
reformatorem, ani też nigdy nie miał do tego powołania; on torował drogę innym.
Nie tylko wzniecał on w czasie swym zamiłowanie do nauk, tudzież krzewił i
zaostrzał panującego ducha badań i krytyki, lecz znajdując poparcie wielkich
prałatów i królów potężnych, nie bał się także Erazm wykrywać występki
zachodzące w łonie kościoła, które chłostał bez miłosierdzia.
W
rzeczy saméj walczył Erazmus dwojakim sposobem przeciwko mnichom i nadużyciom
istniejącym w kościele. Czynił to najprzód przez pisma ludowe.
Mąż ten
małego wzrostu, blondyn, którego na wpół przymrużonemu oku prawie nic nie
uchodziło, i na którego wargach igrał zawsze lekki szyderczy uśmiech, wyglądał
z resztą tak skromnym i nieśmiałym, iżbyś pomyślał, że lada powiew wiatru go
obali; lecz z delikatnego i wytwornego pióra jego płynęły istne strumienie
sarkazmu, chłostające obłudę i błędy ówczesnéj teologii. Usposobienie jego
tchnęło zawsze pewnym delikatnym sarkazmem. Takowy odbija się nawet i w takich
jego pismach, w których się go zgóry nie można domyślać. Naraz pojawia się jego
żyłka satyryczna i sypią się, jakbyś kłuł igłami, uszczypliwe przycinki na
scholastyków i ciemnych mnichów, którym Erazm wypowiedział wojnę. Wielkie
zachodzi podobieństwo między nim i Wolterem. Niektórzy pisarze przed Erazmem
podnieśli myśl, że przez wszystkie myśli i czyny każdego człowieka wieje pewien
prąd śmieszności. Myśl tę podjął Erazmus, uosobnił ją i wyobraził w postaci
osoby, imieniem
*)
A principibus facile mihi contingeret fortuna., nisi mihi nimium dulcis esset
libertas. (Epist ad Pirck.)
– 80 –
Moria, która jest córką
Plutusa. Ta urodziła się na wyspach wiecznego szczęścia, wykarmiła upojeniem i
bezwstydnością, a teraz panuje nad wielkiém królestwem. Tego królestwa podawa
Erazmus opis i maluje z kolei wszystkie jego stany; z szczególniejszą zaś
dokładnością wyobraża on mężów kościoła, którzy, lubo z jéj strony tyle
doznawają względów, jednak darów jéj uznać nie chcą. Na labirynt rozumowania, w
którym się teolodzy zabłąkali, na subtelne wysnuwania fałszywych wniosków,
którymi mniemają popierać kościół, wylewa Moria to wyraźnemi słowy, to znowu
milczeniem szalę swéj satyry. Ciemnota, rozpusta, nieczystość i śmieszność
mnichów nie uchodzą bezkarnie.
„To są
wszyscy obywatele mego państwa," powiada Moria, „ci ludzie, co nie znają
większej uciechy, niż bajać o cudach lub niestworzonym, wymyślonym
przysłuchiwać się baśniom. Używają zaś takowych, by i innym ukrócili chwile
nudów i sobie napełnili worek dukatami (mam na myśli przedewszystkiém
duchownych i kaznodziei) ! Obok tychże stoją ci, którym uroiła się w głowie
myśl równie dziwaczna jako przyjemna, że jak spojrzą na kawałek drzewa lub na
jakie malowidło przedstawiające Polyfema czy tam świętego Krysztofa, to w ten
dzień pewnie nie umrą . . . “
„Ach ileż tam jeszcze
błazeństw,“ powiada Moria, „aż mię wstyd za to wszystko ! Czyż to nie każdy
kraj chce mieć swego osobnego ś w i ę t e g o ? Dla każdéj potrzeby jest osobny
Święty, i dla każdego Świętego woskowa świeca. Jeden Święty pomaga od holu
zębów; drugi przy pracowaniu ku porodowi; trzeci przywraca, co ukradli
złodzieje; czwarty ocala z topieli przy rozbiciu się okrętu; piąty przysparza
szczęścia przy chowie bydła. Niektórzy umieją równie pomagać w wielu wypadkach,
szczególnie Matka Boska, Panna Marya, w któréj pospólstwo większe kładzie
zaufanie, niźli w Synu Bożym). Niech potém powstanie jaki mędrek zgryźliwy, a
niech zaśpiewa piosnkę o takich błazeństwach i powié im (co prawdą jest) „Nie
zginiecie, jeźli tylko po chrześciańsku będziecie żyć!“**) – Pragniecie wykupić
się z grzechów waszych; odłóżcie tedy z siebie za te pieniądze, które płacicie,
nienawiść grzechu, da łóżcie do tego wasze łzy, czuwania, modły, posty, tudzież
zupełne odnowienie waszego obcowania. – Ten święty będzie wam sprzyjał; jeźli
cnoty jego naśladować będziecie,“ – niech, powiadam, poszepnie im człowiek
rozsądny przez chrześciańską miłość do ucha te prawdy;
–––––––––––––––
*) Encomium Moriae, Opp IV. p. 444.
**) Encomium Moriae Opp. IV. p. 444.
– 81 –
ach, o jakież to
szczęście przyprawił dusze ich, jakiegóż nabawił ich niepokoju i rozpaczy ! . .
Taki jest umysł człowieka, że większe wywiera nań wrażenie kłamstwo aniżli
prawda*). Im więcéj bajek prawią ludzie o którym Świętym, bądź to o św. Jerzym,
św. Krysztofie, świętéj Barbarze lub innych, to pewnie czczą ich potém z
większém nabożeństwem, niż Piotra, Pawła, a nawet samego Chrystusa.“
Lecz
Moria nie ogranicza się do tego, owszem zaczepia nawet biskupów, że „bardziéj idą
za złotem, niżli za duszami ludzkiemi, i mniemają, że dosyć uczynili, jeźli się
wśród przepysznego pochodu, schlebiającego próżności ich, pokazali ludowi jako
święci Ojcowie, którym należy się cześć i chwała, albo jeźli publicznie
błogosławią lub wyklinają chrześciański lud.“ Córka wysp wiecznego szczęścia
odważa się nawet uderzyć na dwór papiezki, i na papieża samego, który dla
siebie wybiera rozkosze, a prowadzenie urzędu pozostawia apostołom Piotrowi i
Pawłowi. „Czy mogą gdzie być,“ pyta się Moria, „nieprzyjaciele kościoła
straszniejsi od tych papieży niepomnych Boga, którzy milczeniem swém dopomagają
zapomnieć Chrystusa, lichwiarskiemi ustawami swemi go wiążą, wykładami swemi
gwałt mu zadawają i fałszują go, a rozpustą go krzyżują“ **).
Holbein
wymalował do „pochwały głupstwa“ odpowiednie obrazy, na których widać papieża w
potrójnéj koronie. Nigdy może nie odpowiadało żadne dzieło potrzebom czasu w
tej mierze, co ta książeczka. Na lud chrześciaiiski wywierała ona wrażenie nie
dające się opisać. Wyszła ona za życia Erazma w dwudziestu siedmiu wydaniach.
Przetłumaczono ją na wszystkie języki. Przyczyniła się też więcej, niż każda
inna książka, do utwierdzenia opinii publicznéj w usposobieniu dla
duchowieństwa przeciwném.
Oprócz
popularnéj broni satyry użył Erazm jeszcze broni innéj, a mianowicie
umiejętności i nauk. Nauka literatury greckiéj i łacińskiéj nadała nowemu
duchowi czasu, który zawiał w Europie, nowy kierunek. Erazmus podjął z zapałem
myśl Włochów, którzy mniemali, iż kto umiejętności poznać chce, ten powinien
szukać takowych wprost u źródeł starożytnych, pomijając owe niedostateczne i
nieraz śmieszne książki, któremi
–––––––––––
*) Encomium Moriae Opp. IV. p. 450.
**) Encom. Mor. Opp. IV. p. 450.
– 82 –
się dotąd posługiwano.
Kto chce uczyć się geografii, niech weźmie do ręki Strabona, niech się uczy
medycyny z dzieł Hippokratesa, filozofii z Platona, mytologii z Owidiusza,
historyi naturalnéj z Pliniusza. Erazm postąpił jeszcze o krok daléj, a był to
krok olbrzymi, który prowadził do odkrycia nowego świata, walniejszego jeszcze
dla pokolenia ludzkiego od tego, który nie dawno temp odkrył Kolumbus.
Powyższéj trzymając się zasady domagał się Erazm, aby nie nauczano teologii z
dzieł Skota i Tomasza z Akwinu, lecz aby odnoszono się wprost do Ojców
kościoła, a przedewszystkiém do samego Nowego testamentu. Następnie wykazał on,
jako i Wulgata nie jest dostatecznem źródłem, ponieważ pełno tam błędów;
przysłużył się też niepospolicie sprawie prawdy, wydawszy po pilnych i wiernych
badaniach grecki tekst Nowego testamentu, o którym na Zachodzie nikt więcéj nie
wiedział, jak gdyby takowego nigdy nie było. Wydanie to wyszło drukiem w
Bazylei r. 1516, rokiem przed reformacyą. Zdziałał tedy Erazm dla Nowego
testamentu to sama, co Reuchlin dla starego. Odtąd mogli już teolodzy czytać
słowo Boże w piérwotnych językach, jako też późniéj przekonać się o czystości
nauki reformatorów.
„Zamiarem
moim jest,“ powiada Erazm w przedmowie do Nowego testamentu, „onę oziębłą
kłótnię o słowa, zwaną teologią, przenieść na pole jéj źródła. Dałby Bóg, żeby
dzieło to sprawiło chrześciaństwu nie mniéj korzyści, niż mnie kosztowało pracy
i pilności." Życzenie jego spełniło się. Napróżno krzyczeli zakonnicy :
„Ten Ducha Świętego poprawiać chce !“ Nowy testament przez Erazma wydany dziwną
rozszyrzał światłość. Jego obszerniejszy wykład tekstu Listów i Ewangelij
Mateusza i Jana, jego wydanie Cypryana i Hieronyma, jego przekład dzieł
Origenesa, Atanazego i Chryzostoma, jego pisma o „prawdziwej teologii" i
„o sztuce kaznodziejskiej,“ jego komentarze do kilku psalmów, – słowem
wszystkie te pisma nie mało przyczyniły się do podniesienia upodobania ogołu w
słowie Bożém i czystéj teologii. Skutek prac tych sięgał daléj, niż było
zamiarem Erazma. Reuchlin i Erazmus przywrócili biblią uczonym, Luter dał ją
ludowi.
Erazmus
uczynił jeszcze więcéj. Kierując umysły ludzkie na pole biblii umiał on
przywieść lud do świadomości tego, czém mu biblia być powinna. „Najwyższym
celem odnowienia nauk filozoficznych,“ powiada Erazmus, „jest poznanie piérwotnego,
czystego chrześciaństwa, wyobrażonego w biblii. „Piękne to słowo ! Oby i
teraźniejśi wyobraziciele ruchu filozoficznego równie zadanie swe pojmowali!
"Moim niezachwianym zamiarem jest zajmować się nauką Pisma aż do śmierci“,
tak na inném miejscu wyznaje,
– 83 –
„w Piśmie bowiem radość
moja i pokój mój !“*) Na inném znów powiada miejscu: „Suma wszystkiéj
chrześciańskiéj filozofii streszcza się w tych zdaniach : Powinniśmy wszystką
nadzieję swą kłaść w Bogu, który bez naszéj zasługi z łaski swojéj wszystko
uczynił dla nas przez Jezusa Chrystusa, wiedząc, że przez śmierć syna jego
odkupieni jesteśmy; powinniśmy obumrzeć pożądliwościom ciała, i być według jego
nauki i jego przykładu, nie tylko nikomu nic złego nie wyrządzając, lecz owszem
wszystkim ludziom dobrze czyniąc; powinniśmy znosić pokuszenie w cierpliwości,
oczekując przyszłego zbawienia i nie chlubić się z cnót naszych, jakoby za nie
nam cześć należała, lecz Bogu powinniśmy dziękować za wszystkie nasze siły i
nasze czyny. Temi zasadami powinno przejąć się serce ludzkie, aż nam przejdą w
ciało i krew **).
Potém
powstawia na mnóstwo przepisów kościelnych dotyczących się odzienia,
poszczenia, świąt uroczystych, ślubów kościelnych, małżeństw, spowiedzi,
któremi ciemięży się lud i wzbogaca duchowieństwo. „Niema już prawie czasu,“
powiada Erazm, „do wykładania w kościele Ewangelii ***). Najlepsza część kazań
ma na oku zyski sprzedawających odpusty. Pismo święte bywa zaniedbane, lub też
znowu myśli jego do tego naciągają, aby korzyściom tych ludzi odpowiadały. Nie
ma tu lekarstwa, chyba że Chrystus sam nawróci serca książąt i papieży, i
pobudzi ich do szukania prawdziwéj pobożności.“
Pisma
Erazma sypały się jedno za drugiém. Pracował on bez ustanku. Pisma jego
czytano, skoro tylko wyszły z druku. Jego żywa wyobraźnia, jego oryginalne
pomysły, jego obfity, delikatny, dowcipny i odważny duch, który nie znając
względów istnymi strumieniami rozlewał się po wpółczesnych stosunkach świata,
zachwycały i porywały umysły obszernych kół czytelników. Pochłaniano dzieła
filozofa z Rotterodamu. W krótce stał się Erazm najpopularniejszym i
najbardziéj wpływowym mężem wśród chrześciaństwa. Ze wszystkich stron posypał
się nań istny deszcz pensyj i orderów.
Spoglądając
na wielkie przeobrażenie, które późniéj w łonie kościoła nastało, nie .możemy
tu zamilczeć, że Erazmus istotnie dla niejednéj duszy ułatwił przejście do
nowego porządku rzeczy.
––––––––––––
*) Epistola ad Servatium.
**) Ad Joan. Slechtam 1519: Haec sunt animis hominum
inculcanda, sic ut velut in naturam transeant.
(Erasm.
Ep. I. p. 650.)
***) Annot. ad Matth. 11.,
30.
– 84 –
Niejeden bowiem,
któregoby prawda Ewangelii w sile i czystości jéj wyobrażona, była napełniła
przerażeniem, dał się prawie przez Erazma pozyskać dla reformacyi, i stał się
potém gorliwym jéj zwolennikiem.
Lecz
prawie dla tego, ponieważ miał zdolności przygotowawcze, nie był Erazm sposobny
do przeprowadzenia dzieła reformacyi. „Erazmus umié dobrze wyświetlać błędy,“
powiada o nim Luter, „lecz prawdy nauczać, tego nie umié.“ Ewangelia
Chrystusowa nie była dlań oném wewnętrzném ogniskiem, na którém wzniecił się i
utrzymywał płomień jego rycia duchowego. Nie ztąd wychodziły promienie jego
działalności. Erazm był w piérwszym rzędzie uczonym, w drugim dopiéro
chrześcianinem. Zanadto ulegał on próżności, aniżby skutecznie na wiek swój
mógł oddziaływać. Trwożliwie obliczał on każdy krok, oglądając się na skutki,
jakżeby ztąd dla imienia jego nastąpić mógły, i nie lubił o piczém więcej mówić,
niżli o swéj chwale. „Papie,“ (tak pisze on pełen dziecinnéj próżności do
pewnego przyjaciela w krótce potém, gdy się był przeciwko Lutrowi oświadczył)
„przysłał mi dyplom pełen życzliwości i zaszczytu. Sekretarz jego upewnia mię,
że rzecz taka jest niesłychaną i że mu ją sam papież słowo w słowo podyktował.“
Erazmus
i Luter, to wyobraziciele dwóch wielkich prądów reformacyjnych, dwóch wielkich
stronnictw podówczas i po wszystkie wieki. Jedno składa się z mężów przezornych
i bojaźliwych, drugie z mężów pełnych ducha i odwagi. Oba stronnictwa istniały
podówczas wyobrażone w osobie wzniosłych ich przywodców. Ci roztropni mężowie
utrzymywali, że pielęgnowanie nauk teologicznych samo przez się wywoła powoli
reformacyą, nie sprawiając rozerwania w kościele. Mężowie czynu zasię poznali
od razu, że lepsze przekonania uczonych nie potrafią wytępić zabobonów żyjących
między ludem, i ise tu potrzeba odnowienia całego bycia kościelnego, a nie
jedynie usunięcia niektórych nadużyć.
„Lepszy
pokój, choćby niekorzystny,“ utrzymywał Erazmus, „od wojny choćby
najsprawiedliwszéj“ *). Mniemał on, a ileż to żyło dotąd i żyje jeszcze ludzi
podobnych przekonań, – że reformacya, wstrząsająca kościołem, mógłaby go
obalić. Z przerażeniem przewidywał on wzburzenie się namiętności ludzkich;
widział wielkie złe w połączeniu z niewielą dobrego, które ztąd wyrość mógło;
widział istniejące urządzenia zburzone,
–––––––––––
*)
Napisał także : „Malo hunc, qualisqualis est, rerum humanarum etatum, quam
novos excitari tumultus. (Erazm.
ep. I. p. 953.)
– 85 –
lecz na miejscu ich nie
było nowych; słowem kościół wydawał mu się jakby okręt ze wszystkich stron
uszkodzony i mający zatonąć w topieli morza. „Kto morze w nowe prowadzi łożysko,“
powiadał Erazm, „może się często zawieść, bo żywioł ten wezbrany nie zawsze
płynie tą drogą, którą mu wyznaczysz, i gdziebyś go mieć chciał, owszem rzuca
się, gdzie jemu się podoba i niemałe sprawia spustoszenia" *).
„Niechaj
już będzie, jak chce,“ powiada Erazmus byle się tylko bez rozruchów obeszło.
Lepiej znosić książęta bezbożne, niż nowatorstwami powiększać jeszcze złe“ **).
Lecz
znaleźli się odważni rówieśnicy, którzy dali mu należącą się odpowiedź.
Dostatecznie bowiem było z historyi widoczną, iż tylko otwarte wyświetlenie
prawdy i stanowcza walka przeciwko kłamstwu zwycięztwo zabezpieczyć mogą. Gdyby
byli łagodnie wystąpili, to nie ulega wątpliwości, że przebiegłość polityki i
podstępy kuryi papiezkiéj byłyby od razu piérwsze promienie światła stłumiły.
Azaż przez długi czas nie używano wszelkich środków łagodności, nie Zwoływano
jednego soboru po drugim, a wszystko to nadaremno czyliż jeszcze miano odnawiać
próby, które nigdy się nie powiodły ?
To
prawda, że gruntowna poprawa nie dała się przeprowadzić bez rozerwania. Lecz
cóż: stało się kiedy dobrego i wielkiego między ludźmi bez wszelkiego
zamięszania ? Ta obawa, aby dobrego nie pomięszać ze złém, gdyby była
sprawiedliwą, musiałaby najszlachetniejsze i najświętsze przedsięwzięcia uniemożebnić.
Nie powinniśmy lękać się tego złego, co z wielkiego wzburzenia umysłów wyniknąć
może, lecz powinniśmy krzepić się na duchu, by takowe złe stłumić i zwyciężyć !
A jakże
odmienne jest z namiętności ludzkich wynikające wzburzenie umysłów od tego, które
z Ducha Bożego pochodzi ! Piérwsze przerwa, drugie umacnia człowieka. Był to
zaiste nie mały błąd przypuszczać, że wobec ówczesnego nastroju chrześciaństwa,
wobec prądów sobie przeciwnych jakoto prawdy i fałszu, życia i śmierci, będzie
można jeszcze ujść gwałtownych wstrząśnień. Krater Wezuwiusza nie da się
zawrzeć, gdy w wnętrzu jego poruszą się wezbrane żywioły.
–––––––––––––––
*) Semel admissum non ea fertur, qua destinarat
admissor. (Eraem. ep. L, p. 953.)
**) Ad Matth, XI. 30.
– 86 –
Niejedna
już w wiekach średnich zawrzała burza, lubo powietrze nie było tak, jako w
czasie reformacyi, przesycone parą. Tu nie była już pora do powstrzymywania, tu
trzeba było wyznaczyć kierunek i trzymać się go.
Gdyby
do reformacyi nie było przyszło, to niezawodnie o wiele okropniejsze byłoby
nastąpiło spustoszenie. Społeczeństwo ludzkie, w którego łonie wrzało tysiące
żywiołów przewrotu, pozbawionych siły utrzymującéj i odnawiającéj, byłoby
zaiste stało się widownią okropnych spustoszeń. Reforma według myśli Erazma, o
jakiéj i teraz jeszcze marzą ludzie umiarkowanego i trwożliwego usposobienia,
byłaby społeczeństwo chrześciańskie na wylot przewróciła. Pospólstwo pozbawione
światłości i pobożności, któremi reformacya i najniższe warstwy społeczeństwa
znowu przyjęła, byłoby stało się pastwą najdzikszych namiętności. Wirem
przewrotu porwane równałoby się bestyi, która podrażniona i rozwścieklona,
pozbywszy się więzów nie tak łacno powstrzymaćby się dała.
Reformacya
była jawném wkroczeniem Ducha Bożego w dzieje ludzkości, którém Bóg przywrócił
porządek w sprawach tego świata. Wprawdzie poruszyła ona i złowrogie żywioły w
sercu człowieka ukryte, lecz zwycięztwo odniósł Bóg. Nauka ewangeliczna, prawda
wiekuistego Boga przejęła serca ludu, zniszczyła, co upaść miało, i utwierdziła,
co miało pozostać. Reformacya była budowaniem w sprawach tego świata, i przesąd
tylko może zarzucać, że działalność jéj ogranicza się do niszczenia. O
lemieszu, jako słusznie względem reformacyi zauważano, można także pomyśleć, iż
szkodzi ziemi, gdy ją przerzyna; lecz tém prawie użyźnia się rola.
Wielka
zasada Erazma da się zgoła temi wypowiedzieć słowy: Zapal światło a ciemność
zniknie sama. Zasada była dobra; Luter zastosował się do niéj. Lecz jeźli
nieprzyjaciele światłości światło zagasić lub pochodnię z ręki, trzymającéj ją,
wyrwać się usiłują, to nie powinniśmy przez wzgląd na miłość pokoju zezwolić na
to, owszem musimy oprzeć się złemu.
Erazmus
nie miał odwagi, któréj potrzeba było do przeprowadzenia reformacyi jakby do
zdobycia miasta. Usposobienie jego było trwożliwe, od dzieciństwa truchlał on
na wzmiankę słowa o śmierci. O zdrowie swe był nadzwyczaj troskliwy; nie byłby
skąpił i największych ofiar, byle tylko opuścić miejsce, w którém się jaka
zaraźliwa pojawiła choroba. Większe jeszcze od próżności było jego przywiązanie
do przyjemności tego życia; ono to spowodowało go cofnąć niejedną świetną
propozycyą, jaką mu nieraz zrobiono.
– 87 –
Erazm
nie kusił się nigdy o rolę reformatora. „Jeźli zepsute obyczaje kuryi rzymskiéj
niezwłocznego i wielkiego potrzebują lekarstwa, to rzecz ta nie do mnie
należy,“ pisze on, „ani do tych, którzy mnie są równi“*). Erazm nie posiadał
silnéj wiary Lutra. Ten zawsze był gotów życie swe położyć za wiarę. Erazmus
pisze otwarcie : „Niech inni szukają męczeństwa, ja nie jestem godzien tego
honoru. Jeźliby powstało wzburzenie, to nie wiem, czy nie powiodłoby mi się
tak, jako Piotrowie).
Przez
pisma i słowa swe przyczynił się Erazmus daleko więcéj od innych do
przygotowania reformacyi; lecz gdy burza nadeszła, do któréj sam nie mało się
przyczynił, to drżał cały z trwogi. Byłby wszystko poświęcił, byle tylko
przywrócić poprzednią ciszę pełną naprężenia. Lecz już było za późno; tama się
zerwała. Strumień, mający oczyścić i użyźnić świat, opuścił już swoje koryto.
Erazmus miał siłę, póki był narzędziem w ręku Boga; przestawszy niém być, nie
był już więcéj niczém.
Ostatecznie
sam już nie wiedział, po czyjéj stanąć stronie; żadna mu się nie podobała i
każdéj się bał. „Mówić jest niebezpieczną rzeczą,“ powiada on, „lecz nie mniéj
niebezpieczną jest milczeć."
Przy
wszystkich rozruchach sprawami religii wywołanych napotykamy ludzi niestałych
przekonań. Ci, lubo w innym względzie na szacunek zasługują, okazują się dla
sprawy prawdy nieraz przeszkodą; nie chcąc bowiem z żadną zerwać stroną,
zrywają przez to ze wszystkiemi.
Cóż
stałoby się z prawdą, gdyby dla obrony jéj nie był wzbudził Bóg waleczniejszych
szermierzy? Erazmus udzielił późniejszemu przewodniczącemu naczelnego sądu w
Brukselii, niejakiemu Wigliuszowi Zwichem, względem zachowania się w sprawie
sekciarzów (tak już bowiem nazywał reformatorów) takiéj rady : Jako przyjaciel
życzę ci, abyś się wystrzegał zarazy sekt i nie dał powodu, dla któregoby cię
za swego uważać mogli. Jeźli nauki ich pochwalasz, to tego przynajmniéj nie
okaż i nie zapuszczaj się z nimi w rozprawy. Prawnik powinien między takimi
ludźmi okazać się przebiegłym, nie inaczéj, jak to ów umierający wobec djabła
uczynił. Ten się go zapytał; „W co ty wierzysz ?“ Umierający, lękając się, aby
mu się jakie kacerskie zdanie z ust nie wymknęło, odpowiedział: „W to, co
kościół wierzy.“
––––––––––––
*) Ingens aliquod et praesens remedium certe meum
non est. Erasmi Ep. I, p. 953.
**) Ego me non arbitror hoc honore dignum. (Er. Ep.
I. p. 953.)
– 88 –
Djabeł pyta się daléj :
” W co wierzy kościół ?“ Na to odrzekł umierający : „W to, w co ja wierzę.“
Djabeł pyta jeszcze daléj: „W cóż tedy ty wierzysz?“ a umierający znowu
odpowiada: „W to, w co kościół wierzy“*). Dla tego powiedział książę Jerzy, znany
ów śmiertelny wróg Lutra, do Erazma, który na zadane sobie zapytanie dwuznaczną
dał odpowiedź, te następujące słowa : „Kochany Erazmie, wypierz mi kożuch, a.
nie zmaczaj mi go !"**) Secundus Curio opisuje w jedném z dzieł swych dwa
nieba, jedno papiezkie, drugie chrześciańskie. Erazma nie znajduje ani w jedném
ani w drugiem, dostrzega go nareszcie krążącego w ogromnych kołach pomiędzy
jedném i drugiém niebem.
Takie
było jego usposobienie. Erazm nie znał onéj prawdziwéj wolności ducha, która
człowieka czyni wolnym. Gdyby mąż ten był umiał zaprzeć się siebie i całkowicie
oddać się prawdzie, jakże byłby on stanął inaczéj. Lecz cóż uczynił? Najprzód
usiłował się za zgodą naczelników kościoła przeprowadzić niektóre ulepszenia w
kościele, potém stanął po stronie Rzymu przeciwko reformacyi, a nareszcie, gdy
niemożebność spokojnego istnienia obydwóch prądów obok siebie okazała się
widoczną, utracił w oczach obydwóch stronnictw na znaczeniu. Odwołanie jego nie
zaspokoiło fanatycznych zwolenników papieztwa, którzy nie zapomnieli o tém,
jaką przezeń ponieśli szkodę i nie mogli mu tego wybaczyć.
Rozgniewani zakonnicy miotali nań publicznie
obelgami z ambony. Przezwali go nowym Lecianem i lisem, który winnicę Pańską
spustoszył. Pewien doktor w mieście Konstancyi powiesił w swym pokoju obraz
Erazma, by w każdéj chwili mógł plunąć mu w twarz. Z innéj strony, gdy opuścił
sztandar Ewangelii, ujrzał się Erazm pozbawionym przyjaźni i szacunku
najszlachetniejszych współczesników swych, nie doznawszy oraz onéj niebiańskiéj
pociechy, którą Bóg pokrzepiał serca walecznych bojowników, stojących pod
sztandarem Ewangelii Chrystusowej. Zdaje się to przynajmniéj wynikać z jego
gorzkich łez, z przykrego niedosypiania, niespokojnego snu, niesmaku potraw,
jego wstrętu do nauk muz, które niegdyś jedyną były mu pociechą, z jego
zachmurzonego czoła, wybladłej twarzy, posępnego i do ziemi zwróconego oka, z
obrzydzenia sobie życia, które srogiém na zywał,
–––––––––––
*) Erasmi opp. 374.
**) Lieber Erasmus, wasche mir den Pelz end mache
mir ihn nicht pass
– 89 –
z jego wyglądania
śmierci, o czém wszystkiém do przyjaciół swych napisał*). Biedny, pożałowania
godny Erazmie !
Przy
sposobności wystąpienia Lutra krzyczeli przeciwnicy Erazma może nie bez przesady,
jak się nam wydaje, i mówili: „Erazmus zniósł jaje, a Luter je wylągł.“
*) Vigiliae
molestae, somnus irrequietus, cibus insipidus omnis, ipsum quoque musarum
studium – ipsa frontis meae moestitia, vultus pallor, oculorum subtristis
dejectio. (Erasm. Ep. L, p. 1380.
––––––––––
• ––––––––––