– 64 –
VII.
Trzecia praca przygotowawcza. –
Nauki. Rozbudzenie umiejętności. – Pamiątki czasów starożytnych we Włoszech. –
Sposób myślenia Dantego. – Walla. – Niedowiarstwo we Włoszech. Filozofia
Platona. – Początki nauk w Niemczech. – Ćwicząca się młodzież. – Sztuka
drukarska. – Charakter nauk w Niemczech. – Uczeni i scholastycy. – Nowy świat.
– Reuchlin. Reuchlin we Włoszech. Jego prace; jego wpływ w Niemczech. Mystyka.
– Walka z Dominikanami.
Tak tedy wszyscy wespół pracowali
koło przygotowania dzieła, które wiek 16ty wykonać miał; pracowały książęta i
narody, one żyjące członki kościoła, pracowali i teolodzy, każdy w zakresie
swego zawodu. Lecz jednego jeszcze współpracownika potrzebowała reformacya, a
mianowicie nauki.
Duch ludzki podnosił się, – już
ta okoliczność wystarczy do uzasadnienia konieczności ostatecznego jego
wyzwolenia. Jeźli ziarnko padnie w ziemię i wejdzie tuż obok jakiego starego
muru, to stawszy się krzakiem usuwa mur i obala go.
Kapłan rzymski narzucił się
narodom na opiekuna ich; z powodu duchowéj swéj wyższości doszedł on stanowiska
tego dosyć łacno. Przez długi czas udało mu się narody utrzymywać w stanie
duchownego dzieciństwa, lecz teraz, przyszedłszy do lat, ze wszystkich stron
poczęły one wychodzić z pod opiekuńczéj władzy papieża. Zacność opiekuństwa
tego zależała w tém, iż one narody otrzymały z Rzymu zasady wiecznego żywota, i
z niemi razem podstawę wszelkiéj cywilizacyi. Lecz teraz minęły czasy ślepego
posłuszeństwa; obok opiekuna powstała inna jeszcze władza, wzbudził się on w
naturze człowieka uzasadniony pociąg, według którego człowiek sam pragnie się
rozwijać, wszystkiego dochodzić, i wszystko poznawać. Teraz zaczęto badać
naturę opiekuństwa papiezkiego. Ludzkość przejrzała. Odtąd domaga się takowa na
każdym kroku rachunku z czynności tak długo uwielbianego przewodnika swego,
którego, póki się jéj oczy nie otwarły, zawsze ślepo słuchała. Ludy Europy
ukończyły wiek swego dzieciństwa, i weszły w wiek dojrzały. Minęła owa
dobroduszna prostota, która wszystkiemu wierzy; na miejsce jéj wstąpił duch
inny, pragnący dociec wszystkich rzeczy, ona niepohamowana dążność rozumu,
szukająca zbadać istotę wszystkiego. Chciano poznać myśli Boga, i dowiedzieć
się, w jakim celu przemawiał On do świata i czy ludzie mają prawo przywłaszczać
sobie rolę pośredników między Bogiem i bracią swą.
– 65 –
Dla kościoła pozostał już jeden
tylko sposób ratunku, – a mianowicie trzeba było zająć stanowisko wyższe. Stać
na równi z ludami, to już nie wystarczało. Tymczasem okazało się, że kościół
stoi od narodów nawet daleko niej, że coraz bardziéj upada, gdy narody
przeciwnie postępowały naprzód. Ludzkość poczęła podnosić się w dziedzinę
duchowego wykształcenia, duchowieństwo zaś zaprzątało się równocześnie
ziemskiemi sprawami i przesiękło na wskroś duchem światowości. Podobne zjawiska
wydarzyły się niejednokrotnie w dziejach tego świata. Młodemu orłowi podrosły
skrzydła; ręka człowieka nie była już w stanie zabronić mu polotu.
Duch ludzki wziął się podnosić
najprzód we Włoszech. Scholastyka i poezya romantyczna nie panowała nigdy
wyłącznie w tym kraju; nie wygasło tam bowiem wspomnienie przeszłości. Pamiątka
starożytności ożywiła się znowu pod koniec średnich wieków i stała się za
niedługo pobudką do nowego życia duchowego.
Już w czternastym wieku wskrzesili
Dante i Petrarca poczucie znaczenia wieszczów starodawnego Rzymu. Równocześnie
przeznaczył Dante najpotężniejszym papieżom rzymskim miejsce ich pobytu w
piekle, a Petrarka podniósł mężnie głos za przywróceniem piérwotnego urządzenia
kościoła. Na początku piętnastego wieku uczył Jan z Ravenny w Padwie i
Florencyi z świetném powodzeniem literatury rzymskiéj, Chrysolaras wykładał we
Florencyi i Padwie dzieła wielkich geniuszów starodawnéj Grecyi.
Gdy w Europie szerzyła się
światłość, którą od dawna trzymano w zamknięciu, to znowu i od strony Wschodu
zabłysły dla Zachodu nowe jéj promienie. Gdy na murach Konstantynopola zatknęli
Osmanie chorągiew Islamu, uchodzili z tamtąd mężowie uczeni, zabierając i
wynosząc z sobą skarby greckiéj umiejętności na ziemię wioską. Światło ducha od
tylu wieków przygaszone zapaliło się znowu zapomocą pochodni starożytności.
Jerzy z Trebizondy, Argyropolos, Bessarion, Lascaris, Chalcondylas i wielu
innych uczonych wzniecili na Zachodzie dla Grecyi i wielkich mężów jéj zapal, jakim
sami byli przyjęci. Przez to obudziły się patryotyczne uczucia Włochów i wyszło
z łona ich niepoślednie grono ludzi uczonych, jakimi byli Gasparino, Aurispa,
Aretin, Poggio, Walla i inni. Ci usiłowali się wzniecić wśród narodu swego
pojęcie dla znaczenia starożytności rzymskich. Wobec tego światła gasła chwała
papieztwa.
– 66 –
Zapał dla starożytności, jakim
przejęci byli tak zwani „humaniści“, sprawił w sercach najzdolniejszych
uczonych pewne zobojętnienie dla kościoła, albowiem „nikt nie może dwoma panom
służyć.“ Równocześnie .przysporzyły nauki te uczonym znacznego zasobu nowych
środków, o których scholastycy ani nie wiedzieli, sposobnych do badania i
osądzania nauki kościoła. Zachwyceni będąc pięknością literatury klasycznéj
większe musieli humaniści znajdować upodobanie w pięknościach biblii, niźli w
niesmacznym sposobie pisania ówczesnych teologów. Dla tego zachodziła obawa,
aby nie porzucili nareszcie ojców kościoła i nie zajęli się Pismem św. Tak
przez poprawę gustu torowali drogę poprawie wiary.
Wprawdzie zapewniali ci uczeni,
że nauką swą nie mają zamiaru tykaj nauki kościoła; tymczasem nie omieszkali
oni już od długich lat przed reformacyą uderzać na scholastyków jako na
barbarzyńców, teutonów, jako na żyjących umarłych" *), podawając ich na
pośmiewisko publiczności. Niektórzy z nich wypowiedzieli nauki ewangeliczne, i
naruszyli tym sposobem najdroźszą własność Rzymu. Już sam Dante, lubo wielom
naukom rzymskim sprzyjał, umiał podnosić wiarę w sposób całkiem późniejszym
reformatorom właściwy. „Przez prawdziwą wiarę" powiada on, „stajemy się
obywatelami nieba"**). „Wiara jest podług Ewangelii zasadą i źródłem
życia, jest iskierką, która się coraz daléj rozszérza, i staje płomieniem
świecącym wewnątrz nas jako gwiazdy niebieskie. Bez wiary niema dobrych
uczynków, ani też poczciwego życia, któreby nam dopomódz miało. Choćby grzech
był jak wielki, większe jeszcze jest ramię miłosierdzia Bożego, które wszystko
zagarnia, cokolwiek się nawróci do Boga ***). Dusza ludzka nie zostanie
potępiona dla wyklęcia przez papieża; póki nie umarła jej nadzieja, to zawsze
się jeszcze miłość wiekuista do niéj zbliżyć może+). Od Boga, jedynie od Boga
pochodzi sprawiedliwość nasza przez wiarę.“
O kościele zaś odzywa się Dante :
„O łodzi moja, jakże nikczemny wieziesz ładunek! O Konstanty! jakże zgubny jest
owoc, nie powiem twego n a w r ó c e n i a , lecz twéj d a r o w i z n y, którą
bogaty ten Ojciec od ciebie otrzymał."
––––––––––––––
*)
Politiani Epp. IX. 3.
**) Parad. XXIY. 44.
***) Purgat. III. 121–124.
†) Purgat. III. 134–136.
– 67 –
Późniéj zastosował Wawrzyniec
Walla owoce swych studyów starożytności do zdań kościoła; wykazał on, że list,
który Chrystus miał napisać do króla Abgara, jako też rzekomy list tegóż, są
podrobione, oraz że Apostolskie wyznanie wiary nie przez samych apostołów
ułożone jest, i obalił podstawy, na których się opierało rzekome dziedzictwo
Konstantego niby to, jak utrzymywano, papieżom rzymskim przeznaczone.*)
Lecz jasny ten promień światła,
jaki badania starożytności do ciemności piętnastego wieku rzuciły, posłużył
jedynie ku zrywaniu, nie zaś ku odbudowaniu. Ani Homer, ani Vergiliusz nie
mógli być powołani do ratowania kościoła. Wskrzeszenie literatury, nauk i sztuk
pięknych nie było źródłem i przewodnią myślą reformacyi. Przeciwnie prąd ducha
pogańskiego, którym powodowali się ówczesni poeci, przyczynił się nie mało,
mianowicie we Włoszech, do rozkrzewienia pogańskiego sposobu myślenia i życia.
Skeptycyzm szkoły Arystotelesa i lekceważenie wszystkiego, co nie stało w
związku z filologią klasyczną, przejął serca wielu uczonych i obudził w nich
ducha niedowiarstwa, który na pozór nie przestał udawać uległość kościołowi, w
gruncie rzeczy zaś zaprzeczał najprzedniejszym zasadom religii chrześciańskiéj.
Piotr Pomponatius, ten najsłynniejszy wyobraziciel powyższego
niechrześciańskiego prądu, uczył w Bolognii i Padwie, że nauka o
nieśmiertelności duszy i opatrzności boskiéj należy do liczby rzeczy wątpliwych
**). Jan Franciszek Picus, synowiec słynnego księcia Picusa z Mirandoli, donosi
o pewnym papieżu, który nawet ani w Boga nie wierzył***); tudzież znów o innym,
który zwierzył się przed pewnym przyjacielem, że nie wierzy w nieśmiertelność
duszy, i jako po śmierci miał się temuż samemu pokazać przyjacielowi i
powiedzieć mu „Biada mnie, ogień wieczny, w którym się palę, dawa mi to teraz
uczuć, iż dusza nie umiera z ciałem, jako za życia sądziłem !“ To opowiadanie
przypomina one znane słowa, które jak donoszą, papież Leon X. powiedzieć miał
do sekretarza swego imieniem Bembo : „Wiedzą o tém wszystkie stulecia, ile nam
i naszym przychodzi korzyści z onéj bajki o Chrystusie †).
Smieszne zabobonne bajki te nie
mogły istotnie dłużéj się utrzymać, lecz co teraz na miejsce ich weszło, to był
złośliwy i szyderczy śmiech niedowiarstwa. Stało się modą drwić sobie ze
wszystkiego,
––––––––––––
*)
De ementita Const. donatione declam. ad Papam. Opp. Basil. 1543.
**) De immortal. animae, de praedestin. et
providentia etc.
***)
J. F. Pici de Fide. Opp. II. p. 320:
†)
Mornaei histor. Papatus p. 820.
– 68 –
i najświętszych nie wyjąwszy rzeczy; owszem prawie
to uważano za dowód dowcipu. Nie upatrywano w religii nic innego, jako jedynie
środek, służący do trzymania ludu na uwięzi. „Ja bardzo się obawiam,“
powiedział Erazmus r. 1516, „aby nareszcie przez naukę starożytnéj literatury
nie powróciło nam starożytne pogaństwo." .
Wprawdzie i naonczas, jakto n. p.
po upływie lekkomyślnego wieku cesarza Augusta, a w naszych znów czasach po
rozpustach minionego wieku się stało, i wtenczas odnowił się pewien rodzaj
filozofii na sposób Platona, która wszedłszy w życie walczyła przeciwko
lekkomyślnemu niedowiarstwu, usiłując się podobnie jak dzisiejsza filozofia,
wzbudzić poszanowanie wobec zasad chrześciaństwa i ożywić śpiące w sercach
uczucie religijne. Medyceusze we Florencyi sprzyjali tym usiłowaniom
platonizmu. Lecz religia zapomocą filozofii stworzona nie zdoła nigdy odrodzić
kościoła i świata. Z wysokości stanowiska swego z pewném lekceważeniem
spoglądając na kazanie o krzyżu Chrystusowym rozkłada ona prawdy chrześciaństwa,
i ulotniwszy wszystko inne, zachowuje dla siebie tylko niektóre obrazy i
symbole ogólnikowych zasad, przez co dla przeważnéj większości ludzi staje się
niezrozumiałą. Taka religia może jeszcze przez pewną wewnętrzną fermentacyą
rozgrzać umysły i wprawić takowe w pewną mistyczna zapalczywość, lecz nie ma w
sobie siły do odnowienia i zbawienia człowieka.
Cóż byłoby się stało z pokolenia
ludzkiego, gdyby prawdziwe chrześciaństwo nie było się znowu pojawiło w
świecie, gdyby wiara nie była odnowiła serc ludzkich i nie udzieliła im świętéj
natury swéj? Reformacya ocaliła religią, a wespół z nią całe społeczeństwo
ludzkie. Gdyby kościół rzymski był miał serce dla chwały Boga i dla dobra
ludów, byłby zaiste reformacyą powitał z radością ! Lecz ileż troszczył się
Leon X o podobne rzeczy ?
Tymczasem nie mogło tak jasne światło nauk
ograniczyć się jedynie do ziemi włoskiéj; niektóre promienie jego musiały
przedrzeć się ponad szczyty Alp w ziemie północne. Już sprawy kościelne
wymagały różnéj styczności innych krajów chrześciaństwa z półwyspem włoskim.
„Barbarzyńcom" dała się od razu uczuć owa wyższość ducha i duma Włochów;
poczęli tedy sami rumienić się nad niepoprawnym swym językiem i pisownią. Kilku
młodzieńców szlachetnego rodu, między nimi Dalberg, Langen, Spiegelberg i inni,
szukając nauki udało się do Włoch i przynieśli ztamtąd z sobą one upragnione
umiejętności, gramatykę i dzieła klasyków do Niemiec, gdzie udzielili takowych
także swym przyjaciołom *).
– 69 –
W krótce potem wystąpił na
widownią człowiek niepospolitego wykształcenia duchowego. Rudolf Agricola
zjednał sobie z powodu swéj wiedzy i swych zdolności takie uwielbianie, jakby z
samego wieku Augusta łub Periklesa pochodził. Jego nieugaszone pragnienie
wiedzy, jego działalność nadwerężająca siły w krótce pozbawiły go życia; lecz w
ściślejszém kółku otoczenia jego wykształciło się grono zdolnych uczniów,
którzy iskierki ducha mistrza swego roznieśli po całych Niemczech. Póki z nim
obcowali, użalali się oni nieraz wespół z nim na ciemnotę panującą wśród
kościoła, i zajmowali się pytaniem, dla czego apostoł Paweł tak często
powtarza, że człowiek bywa usprawiedliwiony przez wiarę, a nie przez uczynki
**). W krótce skupiła się u nóg tych nowych nauczycieli liczna młodzież,
wszelkiéj zewnętrznéj ogłady pozbawiona, żyjąca z jałmużny, ucząca się bez
książek. Była to istna hołota, która w towarzystwie przyjaciół Bachusa,
łuczników itp. włóczyła się od miasta do miasta, od szkoły do szkoły. Mimo
wszystko były prawie te szczególniejsze zgraje powołane stać się zarodem
wykształconéj publiczności. Powoli wydawano i w Niemczech zamiast dzieł
scholastyków znowu dzieła starożytnych mistrzów, a sztuka drukarska, którą w r.
1440 wynaleziono w Moguncyi, rozpowszechniały odważne głosy, które się
przeciwko skażenia kościoła podnosiły, tudzież i te nie mniéj znaczące, które
duchowi ludzkiemu zakreślały nowe koleje postępu.
Owoce studyów starożytnéj
literatury były w Niemczech zupełnie inne, jako we Włoszech i Francyi. W
Niemczech były takowe połączone z wiarą. Tu zważano oraz i na duchowy zysk,
który z onéj oświaty ducha dla religii wyniknąć mógł. Co u owych narodów
sprawiało jedynie nieznaczne i niepłodne udelikatnienie umysłów, tém przejęło
się w Niemczech całe życie ludu, tém zagrzały się serca i stały się dla wyższego
oświecenia przystępne. We Francyi i Włoszech odznaczali się piérwsi
odrodziciele nauk dosyć lekkomyślném, ba nawet wprost niemoralném obcowaniem; w
Niemczech dążyli zwolennicy nauk, jako ludzie poważnych zasad, jedynie do
zbadania prawdy. We Włoszech, gdzie się tylko świecką literaturą i nauką
zajmowano, wytworzyła się opozycya pozbawiona wiary; w Niemczech zasię, gdzie
teologia umiała poruszyć najgłębsze potrzeby serca, powstała opozycya wiary.
––––––––––––
*)
Hamelmann, relat. historic.
**)
Melanchth. Decl. I. 602.
– 70 –
Tam podkopano fundamenta kościoła, tu utwierdzono
takowe. W obrębie państwa niemieckiego utworzyło się pewne, uwagi godne
stowarzyszenie, które przyjęło zadanie użyć umiejętności w służbie i na korzyść
religii. W skład jego wchodzili wolni, uczeni i znakomici mężowie, ba nawet i
książęta. Jedni zachowali sobie do téj pracy umysłowej żywą dziecinną wiarę;
drudzy zaś, obdarzeni będąc niepospolitą jasnością ducha i bystrością rozumu,
uczuwali nieraz chętkę przekroczyć granice niewzbronionęj wolnomyślności i
krytyki; wszyscy atoli wespół zajmowali się uprzątaniem gruzów zabobonu, które
się w przedsionkach świątyni nagromadziły.
Teolodzy zakonni odczuli
niebezpieczeństwo i podnieśli krzyk przeciwko makom, którym we Włoszech i
Francyi nie sprzeciwiał się nikt, a to dla tego, iż tam szły one ręka w rękę z
lekkomyślnością i rozpustą. Teolodzy ci uknowali między sobą spisek przeciw
nauce języków i umiejętności, ponieważ upatrzyli po za niemi widmo wiary.
Pewien mnich przestrzegał kogoś przed kacerstwami Erazma. „W czémże one
zależą?“ zapytano mnicha. Na to zapytanie przyznał się mnich, że odnośnego
dzieła nie czytał, wiedział o niém jedno tyle, że „jest doborową łaciną
napisane.“ Między zwolennikami nauk i teologami scholastycznymi przyszło za
niedługo do starcia. Scholastycy patrzali z przerażeniem na ruch pojawiający
się na polu umysłowego życia i byli przekonani, że zastój i ciemnota są
najlepszą obroną kościoła. Usiłując się ocalić Rzym walczyli przeciwko
wskrzeszeniu umiejętności, lecz prawie tém przyspieszyli jego upadek. Rzym sam
nie mało się do tego przyczynił. W chwili zamętu, za panowania Leona X.,
opuściło papieztwo dawnych swych przyjaciół i rzuciło się w objęcia młodych
swych wrogów. Papieztwo i nauki zawarły sojusz, który zdawał się zerwać one
wiekowe więzy, łączące hierarchią z zakonnikami. Papieże nie spostrzegli od
razu, że zajęli się nie zabawką niewinną, lecz mieczem zabójczym. Właśnie nie
Inaczéj działo się pod koniec minionego wieku; książęta panujące zaczęły na
dworach swych pielęgnować politykę i filozofią, która, gdyby do ostatecznych
była doszła wniosków, niezawodnie byłaby obaliła ich trony. Lecz związek ten
nie potrwał długo.
Umiejętność postępowała naprzód
nie troszcząc się o to, że droga jéj grozi niebezpieczeństwem własnemu
opiekunowi. Zakonnicy i scholastycy przyszli do przekonania, że porzucić
papieża znaczyłoby tyle, co porzucić samych siebie; papież zaś, chociaż przez
niejaki czas okazywał się opiekunem nauk, spostrzegłszy niebezpieczeństwo
grożące z ich strony, nie zawahał się użyć przeciwko takowym środków zaradczych
bez względu na postęp ż na ducha czasu.
– 71 –
Wszechnice wzbraniały się, póki
mogły, od zaświta nowego światła. Kolonia wypędziła Rhagiusza, Lipsk Celtiusza,
Rostock Hermana Busch. Mimo to osiedli jednak powoli ci nowi nauczyciele razem
ze starożytnymi klasykami, w wielu wypadkach za wstawiennictwem książąt, na
katedrach wysokich szkół. Na przekór scholastykom powstały w krótce
stowarzyszenia gramatyków i poetów. Wszystko musiało oblec się w szatę łacińską
lub grecką, nawet i nazwiska uczonych. Jakżeby wielbiciele Sofoklesa lub
Vergiliusza mieli nazywać się Krachenberger lub Schwarzerd ? Oraz zawionął na
wszystkich wszechnicach pewien duch niezawisłości. Studenci nie postępowali
więcéj za nauczycielami jako wychowańcy seminaryów, idąc poważnie i pokornie z
książkami pod pachą, spuściwszy oczy na dół; owszem między tymi nowymi uczniami
pojawił się pewien duch swawoli, Martialowi i Owidiuszowi właściwy. Wśród
oklasków wtórowano żartom, które sypały się na głowy scholastyków; a
nauczycieli, stojących na czele ruchu naukowego, posądzano nieraz, że téj
rozpustnéj swawoli uczącéj się młodzieży sprzyjają, ba nawet wywołują takową.
A zatém z łona średniowiecznego
świata wyrósł nowy świat, powodujący się myślami starożytności. Między nimi
musiało przyjść do starcia. Obydwa prądy stały naprzeciwko siebie, w każdéj
chwili gotowe do boju. Rozpocząć miał go jeden z szermierzy, stojących po
stronie nauk; a to prawie człowiek nadzwyczaj łagodnego usposobienia, staruszek
wyglądający w cichości spokojnego końca swéj ziemskiéj pielgrzymki.
Przedewszystkiém, jeźli
zwycięztwo miało przechylić się na stronę prawdy, trzeba było odszukać broń i
wydobyć ją z zbrojowni, w któréj od wieków leżała zagrzebana. Były nią księgi
starego i nowego testamentu. Trzeba było wśród chrześciaństwa wskrzesić pojęcie
o znaczeniu hebrajskiego i greckiego języka, tudzież ochotę uczenia sig ich.
Mężem przez Opatrzność do téj pracy powołanym był Jan Reuchlin. W gronie
młodzieży śpiewającéj w kościele w mieście Pforzheim odznaczał się pewien
chłopak pięknością głosu. Zwrócił przez to na się uwagę margrabiego Badenu. Był
to Jan Reuchlin, syn pewnego poczciwego mieszczanina w Pforzheim, chłopiec
odznaczający się nader bystrém pojęciem rozumu. Margrabia polubił go i
przydzielił r. 1473 synowi swemu Fryderykowi za towarzysza na wszechnicę
paryzką.
– 72 –
Syn sługi sądowego w mieście
Pforzheim udał się z radością razem z księciem do najsłynniejszéj szkoły na
Zachodzie. Zastał tam Hermonyma ze Sparty i Jana Wessel, którego „światłem
świata“ zwano. U tych znakomitych nauczycieli nauczył się Reuchlin języków
greckiego i hebrajskiego, których naonczas nie uczył w Niemczech żaden
profesor, i które w domu miały potém przywrócić poprawę kościoła. Ubogi ten
niemiecki młodzieniec odpisywał dla bogatszych studentów dzieła Homera i
Isokratesa; pieniądze zaś, które za to otrzymał, obracał na przedłużenie swych
nauk i na zakupienie książek.
Lecz z ust Wessela usłyszał
jeszcze inne rzeczy, które niepomierne na nim wywarły wrażenie. ”Papieże“ uczył
Wessel, „mogą się pomylić. Wszelkie zadośćuczynienie za grzechy, przez ludzi
dokonywane, jest bluźnierstwem przeciwko Chrystusowi, który pokolenie ludzkie
zupełnie usprawiedliwił i z Bogiem pojednał. Bóg jedyny zachował sobie prawo
udzielać zupełne rozgrzeszenie. Nie potrzeba spowiadać się z grzechów przed
duchownym. Niema oczyśćca, wyjąwszy chyba Boga, który jest ogniem trawiącym i
oczyszcza nas od wszelkiej nieczystości.“
Nie licząc jeszcze lat dwudziestu
wykładał już Reuchlin w Bazylei filozofią, ,język grecki i łaciński. Wtenczas
słyszano to cud niemały, a mianowicie Niemca mówiącego językiem greckim.
Zwolennicy Rzymu zaczęli
niepokoić się, widząc jako mężowie niepospolitych zdolności. ducha stare te
skarby odgrzeby• wają. „Rzymianie gardłują,“ powiada Reuchlin. „i podnoszą
krzyki, że te prace pismiennicze mają szkodzić pobożności, ponieważ Grecy są
schismatykami. O jakaż to bieda i trud przywrócić w Niemczech mądrość i naukę!“
W krótce potém powołał Eberhard,
książę Würtembergu, Reuchlina do miasta Tübingen, gdzie stał się ozdobą
tamtejszej nowéj wszechnicy. Roku 1483 wziął go książę z sobą do Włoch; we
Florencyi zaprzyjaźnił się Reuchlin z uczonymi Chalcondylas, Aurispa i Janem
Picz Mirandoli. Przy sposobności uroczystéj audyencyi na któréj papież,
otoczony kardynałami, podejmował księcia, wygłosił Reuchlin mowę tak czystą i
delikatną łaciną, iż nad nią zdumiało się całe zebranie, nie spodziewając się
czegoś podobnego po barbarzyńskich Niemcach. Papież zaś dodał zachwycony :
„Zaiste, mąż ten godzien jest, by stanął obok najlepszych mowców we Włoszech i
Francyi.“
– 73 –
W dziesięć lat późniéj musiał
Reuchlin uciekać przed gniewem następcy Eberharda do Heidelberga na dwór
księcia elektora Filippa. Elektor i przyjaciel jego kanclérz Jan Dalberg,
biskup Wormacyi, pracowali wespół koło rozpowszechnienia światłości, która się
we wszystkich dzielnicach Niemiec podnosiła. Dalberg założył bibliotekę i
pozwolił wszystkim uczonym korzystać z niéj. Reuchlin nie omieszkał i w tym nowym
zawodzie swym dołożyć wszystkiego, by naród swój podnieść z barbarzyństwa.
Gdy roku 1498 wyprawił go elektor
w ważnéj sprawie do Rzymu, obrócił Reuchlin każdą wolną chwilę i pieniądze
swoje częścią na udoskonalenie swéj znajomości języka hebrajskiego, korzystając
z nauki znakomitego izraelity imieniem Abdias Sphorn, częścią na zakupienie
przeróżnych hebrajskich i greckich rękopisów, chcąc użyć takowych jako
pochodni, któremiby podniósł światło wschodzące w ojczyznie swojéj. Pewien
słynny Grek, imieniem Argyropolos, wykładał w Rzymie w obec licznych słuchaczów
znakomite dzieła starodawnych pisarzów swego narodu. Uczony posłaniec,
wstąpiwszy z otoczeniem swém do sali profesora, powitał go mową, wyrażającą
boleść i żal nad upadkiem Grecyi pod ciosami Ottomanów. Zdumiał się na to Grek
i zapytał : „Zkąd jesteś ? Czy umiesz po grecku?“ Reuchlin odpowiedział:
„Jestem Niemcem ! Język twój nie jest mi obcy!“ Na żądanie Argyropola odczytał
i wykładał Reuchlin ustęp z Thucydidesa, który profesor.miał właśnie przed sobą.
Zdziwiony i do głębi rozrzewniony zawołał Argyropolos : „Ach, wygnana i
ojczyzny pozbawiona Grecya, oto znalazła przytułek po tamtéj stronie alpejskich
gór.“
Tak się stało, że synowie
barbarzyńskiéj Germanii i od dawna wykształconéj Grecyi spotkali się w pałacach
Rzymu, że Wschód ze Zachodem w tym ognisku narodów sobie podał ręce i złożył
Wschód do łona Zachodu owoce swéj duchowéj pracy, które na prędce ocalić zdołał
przed barbarzyństwem Ottomanów. Umié Bóg, gdy rada jego tego wymaga, zapomocą
nieprzewidzianych gwałtownych wypadków zbliżyć do siebie góry i doliny.
Z Rzymu powróciwszy uzyskał
Reuchlin pozwolenie osiąść znowu w Würtembergu i wykonał tam prace, które
przeważnie dla Lutra i reformacyi miały znaczenie. Mąż, który jako
przewodniczący sądu związkowego na kraje szwabskie wysoką wśród Rzeszy
niemieckiéj piastował godność, który wpływem swym jako filozof nie mało
przyczynił się do zmniejszenia znaczenia Aristotelesa i podniesienia Platona,
mąż ten ułożył oraz słownik łaciński, wobec którego znikały odnośne prace
scholastyków, napisał gramatykę greckiego języka, która nauczenie się tego języka
nadzwyczaj ułatwiała, przetłumaczył i napisał wykład psalmów
– 74 –
pokutnych, poprawił tekst Wulgaty, i wydał, przez
co około kraju niemieckiego największe, niepożyte sobie położył zasługi i
najwyższą zjednał chwałę, gramatykę i słownik hebrajskiego języka.. Pracami
temi utorował on drogę do ksiąg starego testamentu, które dotąd były
nieprzystępne, i postawił sobie przez to, jak sam się wyraża, „pomnik trwalszy
niż ze śpiżu.“
Lecz nie tylko pismami, owszém
całém swém obcowaniem przyczyniał się Reuchlin do budowania królestwa prawdy.
Był to mąż wysokiego wzrostu i powagą napawającéj postaci; przytém w obejściu
uprzejmy, tak iż za niedługo zjednał sobie serca wszystkich, z któremi obcował.
Wielkie było jego pragnienie
wiedzy; nie mniejsza też gorliwość w udzielaniu jéj innym. Nie szczędził on ni
pieniędzy ni pracy, byle dzieła klasyków dostać do Niemiec od razu, skoro tylko
we Włoszech wyjdą z druku. Tym sposobem zdziałał syn sługi sądowego daleko
więcéj dla oświaty swego narodu, niżli bogate miasta i możne książęta.
Przeważnie wywierał on wpływ na serca młodzieży, i trudną byłoby określić, ile
w tym względzie ma reformacya prawie jemu do zawdzięczenia? W dowód tego
podajemy przykład. Pewien młody pokrewny Reuchlina, syn poczciwego rusznikarza,
imieniem Schwarzerd, wstąpił do domu siostry jego Elżbiety, pragnąc pod okiem
Reuchlina zająć się naukami. Niepospolite zdolności chłopca jako też i pilność
jego sprawiały Reuchlinowi taką radość, iż go przyjął za syna. Nie skąpił ani
dobréj rady, ani zachęcającego przykładu ani też książek, które siostrzeńcowi
darował, usiłując się wykierować go na znamienite narzędzie kościoła i
ojczyzny. Prace jego zostały niepospolitem uwieńczone powodzeniem, które
Reuchlin na własne jeszcze oglądał oczy. Ponieważ niemieckie nazwisko
Schwarzerd brzmiało nieco z barbarzyńska, przełożył je według zwyczaju onego
czasu na język grecki. Odtąd nazywał się młody student Melanchthon, – ów znany
przyjaciel Lutra.
Reuchlin nie ograniczał się do
studyów gramatyki, owszem wstępując w ślady hebraiskich swych nauczycieli
usiłował się zgłębić myśl słowa w sposób mistyczny. „Bóg jest duch,“ powiada
on, „słowo jest tchnieniem.“ Człowiek wydawa z siebie tchnienie, Bóg jest
słowo. „Imiona, które On sobie sam nadał, są odgłosem wieczności“ *).
–––––––––––––
*)
De verbo mirifico,
– 75 –
Przez długi czas oddawał się
Reuchlin zupełnie tym pokojowym pracom ducha, oderwanym od zmysłowości, gdy
nagle w brew woli jego wprzątała go nienawiść scholastyków w zacięty bój, który
stał się wstępem do reformacyi.
Mieszkał w Kolonii pewien
przechrzta, imieniem Pfefferkorn, który przedtém był rabinem. Stał on w
ścisłych stosunkach z inkwizytorem Hochstraten. Na podanie, które Pfefferkorn
wespół z Dominikanami wniósł do cesarza Maksymiliana, wydał cesarz – nie mając
może nawet i złego zamiaru rozkaz, aby żydzi poznosili wszystkie hebrajskie
książki, z wyjątkiem biblii, każdy na ratusz tego miejsca, w którém sam
mieszka. Tam miano je spalić. Jako przyczynę postępowania takiego podano tę
okoliczność, iż w księgach powyższych zawarte są bluźnierstwa przeciwko
Chrystusowi. Zaprzeczyć się nie da, iż zawierały one dużo niedorzeczności, i
niewielką byliby żydzi ponieśli stratę przez spalenie tych książek.
Cesarz jednak wezwał Reuchlina,
aby o pismach tych wydał swoje zdanie. Uczony doktor wskazał dzieła skierowane
przeciw chrześciaństwu, które też zostały wydane na spalenie; inne zasię
pragnął ocalić, podnosząc w tym celu, że najlepszym środkiem do nawracania
żydów byłoby powołanie na każdą wszechnicę dwóch profesorów hebrajskiego
języka, którzyby uczyli teologów czytać Pismo święte w oryginale i tym sposobem
podali teologom do ręki broń do zwalczenia nauk rabinów. Z powodu tego
orzeczenia oddano żydom książki ich na powrót.
Nuż zaczęli inkwizytor wespół z
przechrztą krzyczeć w niebogłosy, unosząc się gniewem nad tém, że im się połów
nie udał. Szukając zemsty wyjęli tedy z dzieł Reuchlina pojedyńcze zdania,
przekręcili myśl takowych, ogłosili autora kacerzem posądzając go, że
potajemnie sprzyja religii żydowskiéj i grozili mu kajdanami inkwizycyi. Z
początku okazał się Reuchlin skłonnym do ustępstw. Lecz gdy duma tych mężów
coraz bardziéj rosła, gdy coraz haniebniejsze stawiali warunki, ogłosił
Reuchlin r. 1513 publiczną odprawę daną swym oszczercom, która wyszła drukiem w
Kolonii, i przedstawił w niéj postępowanie całego stronnictwa tego w dosyć
jaskrawych kolorach.
Dominikanie, poprzysięgli mu
zemstę, spodziewając się, że ubyciem przemocy uda się im ustalić zachwianą swą
władzę. Hochstraten ustanowił w Moguncyi trybunał inkwizycyjny przeciwko
Reuchlinowi. Pisma jego skazano na spalenie. Lecz teraz podnieśli się
nauczyciele i uczniowie nowéj szkoły, uważając
– 76 –
w osobie Reuchlina samych siebie dotkniętymi, i
wystąpili wszyscy jakby jeden mąż. Czasy się zmieniły; Niemcy i nauki – to nie
Hiszpania i inkwizycya. Z onego wielkiego ruchu naukowego wyrodziła się opinia
publiczna, a nawet wyższe duchowieństwo nie uszło jéj wpływu. Reuchlin odwołał
się do Leona. X. Papież ten nie sprzyjał ciemnocie i fanatyzmowi zakonników i
powierzył załatwienie sprawy téj biskupowi miasta Speyer, który Reuchlina uznał
niewinnym, a mnichów skazał na zapłacenie kosztów procesu.
Dominikanie, te filary papieztwa,
odnieśli się pełni gniewu do Rzymu, szukając nieomylnego orzeczenia
papiezkiego. Leon X. zaś nie wiedząc, jakby sobie z obiema potężnemi stronami
począć najlepiéj, stłumił całą tę sprawę.
Należy to do charakterystycznych
znamion reformacyi, że powstała przez związek wiary z nauką. Różni się ona w
tém od zakrzewienia wiary chrześciańskiéj i religijnego odrodzenia naszego
wieku. Chrześcianie czasów apostolskich stali w rozbracie z cywilizacyą
piérwszego wieku; nie inaczéj zgoła ma się rzecz dziś z niewielą chyba
wyjątkami. Ref'ormatorowie atoli mieli uczonych największą częścią po swéj
własnéj stronie; opinia publiczna sprzyjała im. Dzieło zyskało na tém ze
względu na jego szerokość, utraciło może ze względu na osiągniętą głębokość.
Luter cenił zasługi Reuchlina i
napisał do niego w krótce po odniesieniu zwycięstwa nad Dominikanami te słowa:
Pan działał przez Ciebie, ażeby zaczęła rozświecać się wśród niemieckiéj
ojczyzny naszéj światłość Pisma świętego, gdzie niestety od tylu już wieków nie
tylko się przyćmiła, lecz zupełnie wygasła“*).
––––––––––––
*) Mai, vita J. Reuchlini Frankf. 1687.
– 77 –
–––––––––– • ––––––––––