II.

 

O skażeniu nauki. – 0 łasce. – Martwa wiara. – O uczyn­kach. – Dualizm. – Pelagianizm. – Zbawienie od duchowieństwa zawisłe. – Pokuty, biczowania. – Odpusty. – Uczynki przechodzące miarę potrzeby. –Czyściec. – Taksy. – Jubi­leusz. – Papieztwo i chrześciaństwo.

 

 

Piérwsza z powyżéj określonych (strona 3) zasad religii chrześciańskiéj miała, jakośmy widzieli, rządzić historyą chrze­ściaństwa, druga znowu jego nauką, a mianowicie ona zasadni­cza prawda chrześciaństwa, która uczy, że grzechów odpuszczenia i zbawienia wiecznego dostępuje człowiek bez wszelkiéj wła­snéj

 

– 17 ­–

 

zasługi, jedynie z łaski Bożéj. Według nauki téj stoi człowiek w rozbracie z Bogiem i w oddaleniu od niego, i przez własne siły swoje nie jest w stanie pojednać i połączyć się z tą najświętszą, niezmierzonéj świętości istotą. Wprawdzie co do sprzeczności, która między fałszywą i prawdziwą nauką zachodzi, to takowa nie ogranicza się wyłącznie na kwestyą, czy przez wiarę, czy przez dobre uczynki zbawienia dostępu­jemy; lecz zawsze ten prawie spór najbardziéj uderza w oczy, i nauka utrzymująca, że zbawienie człowieka z czynności jego wy­nika, jest niezaprzeczenie błędem zasadniczym, z którego wszy­stkie inne błędne nauki i nadużycia powstały. Krzyczące na­stępstwa tego zasadniczego błędu wywołały reformacyą; wy­znanie przeciwnéj zasady dokonało jéj. W przedmowie do historyi reformacyi trzeba prawdę tę należycie wyświetlić.

 

Z łaski odkupieni jesteśmy; to, jakośmy widzieli (str. 3), jest druga zasada, odróżniająca religię Bożą od wszystkich religij ludzkich. Jakiż był los téj zasady? Czy przechował ją kościół w piérwotnéj czystości, strzegąc jej niby klejnotu so­bie powierzonego? Zapytajmy się historyi.

 

Mieszkańcy Jerozolimy, Azyi, Grecyi i Rzymu usłyszeli za czasów panowania piérwszych cesarzów ono wesołe poselstwo zwiastujące: „Łaską jesteście zbawieni przez wiarę, i to nie jest z was, dar to Boży jest. (Efez. 2., 8.) Usłyszawszy ten głos pokoju, tę Ewangelią, to słowo potężne, nie jedna dusza obciążona grzechami stała się wierzącą, uciekając się do onego źródła pokoju. Nie mała była liczba zborów chrześciańskich, które wśród zepsutego pokolenia wieku onego powstały.

 

Lecz niestety za niedługo rozpowszechnił się błąd wielki co do znaczenia i natury zbawiającéj wiary. Wiara według nauki apostoła Pawła jest źródłem, za którego pomocą cała natura człowieka wierzącego, jego myślenie, jego serce i jego wola dostępuje zbawienia, zjednanego nam przez wcielenie i śmierć Syna Bożego. Wiarą uchwyci się człowiek Chrystusa, i odtąd staje się Chrystus wszystkiém dla nas i w nas. Naturze człowieka udziela On nowe boskie życie; człowiek zaś tym spo­sobem odrodzony, z mocy samolubstwa i grzechu wyzwolony obfituje w nowe siły i pełni nowe czyny. Teologia określając naukę tę, powiada że w wierze przywłaszcza sobie człowiek, co Chrystus Pan raz na zawsze dla wszystkich zjednał ludzi. Jeźli zaś wiara nie jest przywłaszczeniem sobie zbawienia, to nie jest w ogóle niczem, to cały chrześciański porządek zba­wienia jest obalony, to krynica życia nowego wyschła i chrze­ściaństwo z gruntu jest wywrócone.

 

– 18 ­–

 

Tak się też stało. Praktyczna strona wiary powoli szła w poniewierkę; za niedługo stała się wiara tém, czém i dziś jest dla wielu, przedmiotem wiédzy, prostém poddanie się pod pewną wyższą powagę.

 

Z tego piérwszego błędu musiał koniecznie wynik drugi. Skoro bowiem wiara praktycznego swego znaczenia pozbawioną została, to nie uchodziło więcéj utrzymywać; że jedynie z niéj wynika zbawienie. Gdy dobre uczynki przestały być owocem wiary, musiano je postawić obok wiary. Ty sposobem powstała w kościele nauka o usprawiedliwieniu człowieka przez wiarę i przez dobre uczynki. Zamiast chrześciańskiéj jedności, według któréj usprawiedliwienie i uczynki, łaska i zakon, wiara i obowiązek jedną nierozdzielną stanowią całość, pojawiło się smutne rozdzielenie religii i moralności; powstał ów opłakania godzien błąd, który rozerwał, co do siebie należy; a rozdzielając ciało od duszy spowodował, co rozdzielenia takiego skutkiem jest, śmierć. Przez wszystkie wieki słyszeć głos apostoła wołającego : „Począwszy duchem teraz ciałem dokonywacie." (Gal. 3., 3.) Drugim wielkim błędem, uwłaczającym nauce o łasce Bożéj, był błąd pelagianizmu. Pelagiusz utrzymywał, że natura ludzka nie jest ska­żona, że grzechu piérworodnego niema, że człowiek sam w sobie mając zdolność do dobrego powinien tylko chcieć dobre, a wykona je. Gdyby do wykonania dobra tylko tych kilka zewnętrznych uczynków było potrzeba, to niezawodnie słuszność byłaby po stronie Pelagiusza. Spojrzawszy atoli na wewnętrzne pobudki, z których zewnętrzne uczynki się wyradzają, zbadawszy wewnętrzne życie człowieka jako całość, któż w tajnikach jego nie znajdzie samolubstwa, zapomnienia Boga, nieczystości i sła­bości ukrytéj? Nauka Pelagiusza, gdy wystąpiła na jawią, została za wdaniem się Augustyna potępioną przez kościół; lecz zaniedługo pojawiła się znowu okrywszy się maską formuł, które z pism Augustyna wzięte były, i zajęła w postaci semi­pelagianizmu panowanie w kościele. Błąd zasad tych rozpo­wszechnił się wśród chrześciaństwa szybkością błyskawicy. Niebezpiecznym zaś okazał się dla tego, ponieważ uczył upa­trywać naturę dobra jedynie w objawieniu się na zewnątrz, nie zaś, jako być powinno, w objawieniu jego na wewnątrz, i tym sposobem zewnętrznym czynom, praktykom zakonu i spra­wom pokutnym niepomierne przypisywał znaczenie. Im wię­céj kto takowych zdziałał, tém świętobliwszym się stawał; przez nie można było dostąpić nieba, a co najbardziéj uderza; jest ta okoliczność, iż powstało zaiste podziwu godne­ przekonanie, że są ludzie, których świętobliwość wyższego nawet doszła stopnia, niż im do zbawienia było potrzeba.

 

 

– 19 ­–

 

W miarę skażenia nauki przyczynił się pelagianizm do spotęgowania hierarchii; poniżając łaskę Bożą wynosił równocześnie kościół. Łaska bowiem Bożą jest sprawą, kościół zaś sposobem ludzkim.

 

Im więcéj uznawamy, że nie ma człowieka niewinnego przed Bogiem, tém bardziéj trzymamy się Chrystusa, jako jedynego źródła zbawienia. Jakoż tedy moglibyśmy na równi z nim stawiać kościół, który niczém inném nie jest, jedno społecznością tych, którzy w równém znajdują się upadku? Lecz zmienia się rzecz, skoro człowiekowi własną świętobliwość i własną osobistą zasługę przed Bogiem przypisujemy. Wtedy duchowni i zakonnicy stawają się mocą stanowiska swego po­średnikami łaski Bożéj. Takie też były następstwa zasad Pelagiusza.

 

Zbawienie przeszło z ręki Bożéj do rąk duchowieństwa, które wzniosło się na tron Boży i osiadło na nim. Dusze szukające zbawienia nie miały więcéj spoglądaj do nieba, lecz na kościół, a szczególnie na rzekomą jego głowę widzialną. Oko ludzkie, przyćmione blaskiem, widziało na miejscu Boga tylko papieża. Tém tłumaczy się wielkość i powaga papieży rzymskich, tém powstanie tylu nieopisanych nadużyć. Złe jeszcze daléj się rozpowszechniało. Ucząc bowiem, że człowiek sam z siebie zupełnéj świętobliwości dojść może, utrzymywał też pelagianizm, że zasługi Świętych i męczenników stają się skarbem i własnością kościoła. Orędownictwu Świętych Pańskich przypisywano szczególniejsze wpływy, zmawiano do nich modlitwy, wzywano pomocy ich we wszystkich uciskach życia i ztąd powstało istne pogańskie bałwochwalstwo, które zajęło miejsce służby prawdziwego Boga żywego.

 

Najbardziéj zaś do wykrzywienia wiary chrześciańskiéj przyczynił się sposób odbywania pokuty, jaki się z zasad pelagianizmu wytworzył. Piérwotnie rozumiano przez wyraz pokuty pewne zewnętrzne oznaki skruchy serca, którym z nakazu kościoła poddawali się ludzie dla pewnego popełnionego zgorszenia ze społeczności kościoła wykluczeni i szukający ponownego na łono jego przyjęcia.

 

Powoli atoli wytworzyły się najrozmaitsze rodzaje pokuty, które za grzechy wszelkiego rodzaju nawet i za najtajniejsze ustanowiono, poczytując je niejako za karę, którą człowiek podjąć musi, jeźli przez absolucyą, przez duchownego daną, odpuszczenia Bożego dostąpić pragnie.

 

– 20 –

 

Tym sposobem zamieniono chrześciańską pokutę, bez któréj usprawiedliwienia ani poświęcenia niema, na pokuty przez kościół nakazane. Zamiast odpuszczenia szukać u Chry­stusa przez żywą wiarę, mniemano dostąpić takowego od kościoła przez wykonywanie uczynków pokutnych.

 

Zewnętrznym znakom pokuty, żalowi i łzom nad grzechami przelanym, poszczeniu i biczowaniu siebie niepomierne przy­pisywano znaczenie; przy tém zaś zaniedbywano odnowienia serca, w którém jedynie prawdziwe nawrócenie zależy.

 

Ponieważ grzech wyznać i wykonać jakikolwiek czyn po­kutny łatwiejszą jest, aniżeli wyzwolić się 2 mocy grzechu i po­rzucić złe, dla tego zaniechano walczyć przeciwko żądzom ciała, folgując im z tém zastrzeżeniem, że za nie odpokutują biczowaniem.

 

Uczynki pokutne, które miejsce zbawienia od Boga da­nego zajęły, dziwnie, począwszy od Tertulliana aż do trzyna­stego wieku, rozpowszechniły się w kościele. Odtąd trzeba było pościć, boso chodzić, czystéj bielizny nie nosić, opuściwszy dom i ojczyznę pielgrzymki w dalekie kraje odbywać, lub tek zaparłszy się świata osiąść w klasztorze.

 

Do tego dołączyły się w jedynastym wieku biczowania, które późniéj szczególnie we Włoszech, onym kraju nieprze­rwanych zaburzeń, istnego dochodziły szaleństwa. Szlachta i po­spólstwo, młodzież i starzy, ba nawet i pięcioletnie dzieci, ci wszyscy idąc parami po sto i tysiąc, i dziesięć tysięcy osób razem, chodzili po wsiach, miastach i miasteczkach, nie mając innego odzienia oprócz zapaski zawiązanéj około ciała, i tak ubrani zwiedzali wśród najtęższych mrozów zimowych kościoły. Tam biczowały się tłumy te bez miłosierdzia; krzyki i jęki rozlegały się po ulicach, tak iż ludzie, którzy je słyszeli, łzami się zalewali.

 

Zanim jeszcze złe tego doszło stopnia, to już ludzie przyciśnięci jarzmem duchowieństwa wyglądali wyzwolenia. Duchowieństwo zaś widząc, że, jeźli nie zaradzi złemu, władzę swą niechybnie utraci, wpadło na myśl zamiany kar pokutnych na kary pieniężne i wynalazło w tym celu sposób odpustów. Księ­ża powiadali: „Wy grzesznicy nie jesteście w stanie dopełnić pokut sobie zadanych. My, duchowni Boży i wasi pasterze, weźmiemy to jarzmo na siebie. Za siedmiotygodniowy post, powiada Regino; opat w klasztorze Priim, zapłaci bogaty dwa­dzieścia, uboższy dziesięć i zupełnie biedny 3 grosze; według tegoż sposobu i za inne rzeczy. Znalazły się odważne głosy protestujące przeciwko takiemu handlowi, ale nadaremno.

 

– 21 ­–

 

Papież poznał się za niedługo na korzyściach takich odpustów. Aleksander Halesius, zaszczycony tytułem nieprzezwyciężonego mistrza Teologii (doctor irrefragabilis), wynalazł w trzynastym wieku naukę, którą papieże celem zapewnienia swych dochodów należycie wyzyskali. Naukę tę zatwierdził papież Klemens VII., ogłosiwszy ją dogmatem kościoła. Chrystus Pan, tak dogmat ten opiéwa, daleko więcéj uczynił, niż dla pojednania ludzi z Bogiem było potrzeba. Do tego byłaby jedna kropla krwi jego wystarczyła; lecz Chrystus przelał takowych więcéj, chcąc kościołowi zgotować skarb, który nigdy wyczerpać się nie da. Skarb ten pomnaża się zasługami Świętych, którzy więcéj dobrego uczynili, nil im do zbawienia było potrzeba Zbytki te zasług ich powiększają skarb dobrych uczynków. Strzeżenie i zarządzanie skarbem tym powierzone jest papierowi, jako namiestnikowi Chrystusowemu na ziemi. On to szafuje tymi zbytkami dobrych uczynków przez Chrystusa i Świętych dokonanych według potrzeby i w miarę tych grzechów, które człowiek szukający odpuszczenia od czasu chrztu swego popełnił. Któż niechćiałby korzystać z rzeczy tak świętéj ?

Ten szczególniejszy sposób zarabiania coraz więcéj się udoskonalał i rozpowszechniał.

 

Aleksandryjscy filozofowie rozprawiali o ogniu, w którym ludzie mieli się przeczyszczać. Kilku dawniejszych nauczycieli kościoła przywłaszczyło sobie te myśli filozofów. Rzym ogłosił je nauką kościoła. Papier przyjął ogień czyśćcowy w zakres nauk i praktyk królestwa swego, uchwalił bowiem, że tam człowiek jeszcze musi za to odpokutować, za co jeszcze na ziemi nie odpokutował, lecz że za pomocą. odpustów mole dusza zostać wybawioną z tego przejściowego miejsca męki, dokąd się dla grzechów swych dostała. Tomasz z Akwinu określił naukę tę obszerniéj, poświęcając jéj miejsce w znakomitém swém dziele pod tytułem „summa theologiae". Nie zaniechano radnego środka sposobnego przejąć umysły ludzkie trwogą, przedstawiano katusze czyśćcowe w najjaskrawszych kolorach. Jeszcze teraz w katolickich krajach znajdują się po kościołach i koło dróg obrazy przedstawiające biedne dusze, które wśród czyśćcowych płomieni błagają pomocy. Któż byłby tak niemiłosierny i nie dał kilka groszy do skarbca rzymskiego dla wybawienia duszy z tak okropnych katuszy !

 

Potém (podobno za panowania Jana XXII.) ustanowiono dla uporządkowania tego targu o dusze ludzkie onę przebrzydłą taksę odpustów, która przechowała się w więcej niż 40 wydaniach. Nawet najsurowsze serce musi się oburzyć na wyliczanie

 

– 22 –

 

wszelkich możliwych zbrodni, które tam są oszacowane. Za zelżenie pokrewnéj, zostające w tajemnicy, płaciło się 5, za takowe już rozgłoszone 6 groszy. Zabójstwo, stracenie dziecka, cudzołóstwo, krzywoprzysięztwo, kradzież i inne zbrodnie, o jakich nawet pomyśleć trudno, one wszystkie miały swą taksę. „O sromoto Rzymu", pisze pewien teolog rzymski, Klaudyusz z Espersy; a my dodajemy: „O sromoto ludzkości! bo co Rzymowi zarzucają, to na całą ludzkość spada. Rzym jest tu tylko wyobrazicielem niektórych złych żądz ludzkości do najwyższego stopnia wygórowanych. Dodajemy to w imię sprawiedliwości i prawdy.

 

Bonifacy VIII., ten po Grzegorzu VII. najodważniejszy i najchciwszy chwały między papieżami, postąpił jeszcze daléj od swoich poprzedników.

 

On to wydał bullą; ogłoszoną r. 1300 całemu kościołowi rozporządzenie, że co sto lat dostąpią w Rzymie zupełnego odpuszczenia grzechów wszyscy, co w roku tym odbędą pielgrzymkę do Rzymu. Z Włoch, Hiszpanii, Sycylii, Sardynii, Korsyki, z Francyi, Niemiec i Węgier pospieszyły tłumy do Rzymu. Starcy liczący lat 60 i 70 puścili się w drogę do Rzymu; w jednym miesiącu było tam przez 200.000 pielgrzy­mów. Wszyscy ci cudzoziemcy przynosili obfite ofiary. Skarbnice papieża i Rzymian były napełnione.

 

Wszystko to nie zdołało zaspokoić łakomstwa Rzymu. Przeto ogłoszono najprzód każdy 50., potém każdy 33. a ostatecznie każdy 25. rok rokiem jubileuszowym. Późniéj jeszcze przeniesiono jubileusz i odpusty do wszystkich miejsc wśród chrześciaństwa, przysparzając tym sposobem kupującym wygody a sprzedawającym zysku. Nie było już potrzeba wybierać się w drogę. Co inni we Włoszech nabyli, to każdy na miejscu już znajdywał.

 

Wyższego już stopnia nie mogło dojść zgorszenie, – gdy w tém powstał reformator.

 

Wykazaliśmy, co stało się z zasadą, która miała rządzić historyą chrześciaństwa, tudzież z zasady, która miała rządzić nauka kościoła. Znikła jedna i druga.

 

Powstanie papieztwa tłumaczy się tém, iż przyjęto kastę mającą pośredniczyć między Bogiem i. ludźmi, i przez uczynki, przez pokuty i za pieniądze pozwalano dokupywać się zbawienia, które Bóg dał za darmo.

 

Chrześciaństwo zaś i reformacya głoszą wszystkim ludziom przez Jezusa Chrystusa wolny przystęp do skarbu żywota wiecznego, który od Boga dany jest, wykluczając z zasady wszelkie ludzkie pośrednictwo i wszelkie tak zwane panowanie kościoła.

 

 

– 23 –

 

Papieztwo stało się potężnym murem, stanowiącym przedział między Bogiem i człowiekiem; koło wzniesieni, jego pracowano przez kilkanaście wieków.

 

Kto tamę tę przesadzić pragnął, musiał płacić lub cierpieć; lecz i w tym nawet razie nie zawsze ją przechodził.

 

Reformacya stała się siłą obalającą mur ten; ona to przywróciła człowiekowi Chrystusa i utorowała drogę, po któréj znalazł przystęp do Stwórcy swego.

 

Papieztwo postawiło między Bogiem i człowiekiem kościół. Chrześciaństwo i reformacya postawiły Boga i człowieka wprost przeciwko sobie.

 

Papieztwo dzieliło, Ewangelia łączyła ich.

 

Podaliśmy w krótkich zarysach historyą upadku i rozkładu onych wielkich zasad, któremi różni się religia Boża od wszystkich ludzkich religij; przypada nam teraz skreślić skutki tego ogromnego przeobrażenia.

 

Kościołowi średniowiecznemu jednak, który nastąpił po kościele apostołów i starożytnych ojców, i wyprzedził kościół reformacyi, oddajmy sprawiedliwość. Został on, lubo w upadku i niewoli będąc, zawsze jeszcze kościołem i najpotężniejszym przyjacielem ludzkości. Ręce jego, aczkolwiek związane, zawsze jeszcze nie przestały błogosławić. Wielcy słudzy Chrystusowi, którzy co do najgłówniejszych nauk chrześciańskich prawdziwie po ewangelicku uczyli, błogiém w tych wiekach ciemnoty jaśnieli światłem, a nieraz po najskromniejszych klasztorach, w najodleglejszych parafiach znaleźli się biedni, ubodzy zakon­nicy i duchowni, usiłujący się goić rany cierpiącej ludzkości. Kościół katolicki i papieztwo nie była to jedna i ta sama rzecz. Papieztwo było pogromcą, kościół niewolnikiem.

 

Reformacya wypowiedziała wojnę papieztwu i wyzwoliła kościół. A nawet i papieztwo było czasowo narzędziem w ręku Boga, który złego ku dobrym używa celom. Stanowiło ono bowiém niejako równowagę przeciwko władzy i zachciankom książąt świeckich.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

 

Wróć       Dalej

Hosted by www.Geocities.ws

1