Piérwsza księga.

Pogląd na stan rzeczy przed reformacyą.

I.

Upadek pogaństwa. — Chrześciaństwo. — Dwie główne zasady. — O powstaniu papieztwa. — Piérwsze nadużycia. — Wpływ Rzymu. — Współdziałanie biskupów i stronnictw. — Zewnętrzna jedność kościoła. — Pierwszéństwo Piotra. — Patryarchaty. — Współdziałanie książąt. —  Wpływ barbarzyńców. — Rzym szuka pomocy Franków. — Świecka władza papieża. — Pippin i Karol Wielki. — Dekretały. — Nierząd w Rzymie. — Cesarz lennym panem papieża. — Hildebrand. — Celibat. —­ Walka z cesarstwem. — Niezawisłość papieża. — Następcy Hildebranda. — Wojny krzyżowe. — Kościół.

Chwiały się podwaliny zgrzybiałego starożytnego świata, gdy się pojawiło chrześciaństwo. Religie starożytnego pogaństwa sercu ludzkiemu nie wystarczały więcej. Nowym pokoleniom za ciasno już było w zasadach i formach przyjętych przez przod­ków. W Rzymie, dokąd je sprowadzono, utraciły starodawne bogi swoją powagę, jako narody swą wolność. Na Kapitolu obok siebie ustawione zniszczyły się nawzajem i pozbawiły oraz uroku boskości. W religii starożytnego świata zapanowała próżnia i zaćmienie.

 

Nad przepaścią unosił się przez czas niejaki duch nie­dowiarstwa, który pochłonął religie i zabobony świata pogań­skiego; lecz sam w sobie nie mając życia, jako niedowiarstwo w ogóle, życia wytworzyć nie mógł. Cechy, pojedyńczym narodom właściwe, zatarły się razem z religiami, i narody zlały się w jedno wielkie pokolenie. Europa, Azya i Afryka stały się „jedném” państwem; pokolenie ludzkie przychodziło powoli do poczucia swej jedności i wzajemności.


              W tem Słowo stało się ciałem.

 

– 2 –

 

Bóg zjawił się między ludźmi jako człowiek, by zachować, co było zginęło. W Jezusie Nazareńskim mieszkała wszystka zupełność Bóstwa cieleśnie.

 

Jest to najważniejsze i największe zdarzenie w dziejach  świata. Czasy starożytne je przygotowały, nowoczesne z łona jego wyszły; w niém jakby punkcie środkowym stykają i wiążą z sobą wieki.

Odtąd religie zabobonne wszystkich narodów stracił  znaczenie. Co dotąd z potopu niedowiarstwa ocalało, to znikło przed majestatem słońca prawdy wiekuistéj.

 

Syn człowieczy przez 33 lata obcował na ziemi, uzdrawiał chore, wołał grzeszniki, nie miał, gdzieby głowę skłonił; a w poniżeniu tém widać było wielkość i świętobliwość, potęgę i boskość; o jakiéj dotąd świat nie wiedział nic. Potém został umęczony, umarł, powstał od umarłych i wstąpił na niebiosa.  Uczniowie jego, zacząwszy od Jerozolimy, przeszli państwo rzymskie i świat głosząc wszędzie, że Pan jest źródłem zbawienia wiecznego. Z narodu wykluczającego z łona swego każdego  cudzoziemca wyszło zmiłowanie, które woła do siebie i obejmuje wszystkich ludzi. Wielka liczba mieszkańców Azyi, Greków  i Rzymian, co dotąd przez kapłan do bałwanów niemych prowadzić się dali, uwierzyła w Słowo. Naraz oświecił ziemię niby promień słońca, powiada Euzebiusz.*) Na polu, które było pełne kości, zawionął nowy duch żywota. Między ludźmi powstał naród nowy, lud świętobliwy; i zdumiał się świat, widząc u zwolenników Galilejczyka czystość i zaparcie się siebie;  miłość i bohaterstwo, o jakiem sam nie miał już pojęcia.

 

W dwóch zasadach przeważnie różniła się nowa religia od wszystkich ludzkich utworów religijnych, których zajęła  miejsce. Pierwsza z tych zasad dotyczyła się duchowieństwa;  druga nauki.

 

W obrządkach pogańskich uważano kapłan za istoty  o niewiele niższe od bogów. Narody mieszkające w Egypcie,  Gallii; Germanii, Brytanii jakoteż we Wschodnich Indyach zawisły zupełnie od własnego duchowieństwa, które panowało  nad sumieniami, dopóki lud nie przejrzał. Chrystus ustanowił  wprawdzie urząd kaznodziejski, lecz nie ustanowił „stanu ka­płańskiego”; on obalił te żyjące bożyszcza narodów, pozbawił  władzy wyniosłą hierarchią, odebrał człowiekowi, co człowiek  wziął Bogu i zgotował duszy ludzkiéj bezpośrednią styczność z odwieczném źródłem prawdy objawiwszy siebie jako jedynego  Pana i jedynego pośrednika: „Jeden jest mistrz  wasz, Chrystus, ale wyście wszyscy bracią.” (Mat. 23., 8.)

­

____________

*) Pierwszy dziejopis kościoła.

 

– 3 –

 

Co się tyczy nauki, to według religij naturalnych zba­wienie pochodziło od samego człowieka. Ziemskie religie  o ziemskiém jedynie wiedziały szczęściu. W nagrodzie obiecy­wały niebo, lecz cenę, za którą go dostąpić, wyznaczały same,  –– a jaką wyznaczały cenę ! Religia przez Boga dana zwia­stowała, że zbawienie pochodzi od Boga, że jest darem nieba  wynikającym z przebaczenia, z łaski Najwyższego. „Bóg dał  żywot wieczny.” (1. Jana 5., 11.)

 

Wprawdzie powyższemi zasadami wiara chrześciańska w ca­łości objęta nie jest; lecz jeźli o nakreślenie historycznego prze­biegu jej się rozchodzi, nabierają prawie one niepomiernego znaczenia. Nie będąc wstanie oddać tu w poszczególnych ry­sach całego kontrastu zachodzącego między prawdą i błędem,  wybieramy tylko te cechy, które się nam wydawają najwybi­tniejszemi.

 

Owóż dwie najgłówniejsze zasady téj religii, która pod­biła sobie państwo rzymskie i świat. Kto te zachowuje, należy  do chrześciaństwa; kto je potępia, wniwecz obraca chrześciań­stwo. Od zachowania lub utraty ich zawiśnie wielkość lub  upadek chrześciaństwa. Zasady te w ścisłym z sobą stoją zwią­zku; nie podobna podnieść ani stanowiska duchowieństwa w kościele, ani znaczenia dobrych uczynków ludu chrześciańskiego,  nie uwłaczając równocześnie Chrystusowi Panu w podwójnym jego charakterze jako „pośrednikowi” i jako „wybawcy.” Piérwsza  z tych zasad miała wywierać wpływ na rozwój i dzieje kościoła,  druga na naukę religii chrześciańskiej. Z początku przestrze­gano obydwóch, potym zaniedbano obydwóch. Obaczmy najprzód,  jakie koleje przechodziła z nich pierwsza.

 

Początkowo był kościół chrześciański społecznością braci,  stojącą pod kierownictwem braci. Wszyscy od Boga wyuczeni  będąc mieli bez różnicy prawo czerpać u samego źródła świa­tłości. (Jan. 6., 45.) Listy rozstrzygające w ważnych sprawach,  dotyczących się nauki chrześciańskiéj; nie bywały zatwierdzane  podpisem jednego męża, stojącego na czele, jakby jemu na  chwałę; owszem z Pisma św. dowiadujemy się, że stały tam  tylko słowa: "Apostołowie i starsi i bracia braciom." (Dzieje  A. 15., 23.) Lecz już z listów apostolskich można wyczytać,  jako z pośrodka braci tych wzniesie się z czasem potęga ma­jąca obalić ten piérwotny, prosty rzeczy porządek. (2. Tessal. 2.) Zastanówmy się nad powstaniem i rozwojem potęgi téj, z natury obcéj kościołowi.


– 4 ­–

Paweł, rodem Tarseńczyk, między apostołami nowéj wiary bodaj nie największy, przyszedł do Rzymu, onéj stolicy państwa rzymskiego i świata, każąc lubo w więzach Ewangelią o zba­wieniu daném od Boga. Obok tronu cesarzów utworzył się zbór chrześciański. W skład jego wchodziło kilkunastu Żydów nawróconych, kilkunastu Greków i obywateli rzymskich; nauka, ­i śmierć męczeńska onego apostoła pogan nadała zborowi temu pe­wną chwalę. Przez długie lata przyświecał zbór rzymski jako światło na górze będące, daleko i szeroko słynąc z swej wiary. Potém odstąpił od pierwotnego stanu rzeczy, i z małych wychodząc początków doszedł Rzym po raz drugi panowania nad światem, lubo nabytego nieprawnie.

 

Piérwsi pasterze czyli biskupi rzymscy zajmowali się na­wracaniem na wiarę chrześciańską pogan mieszkających po okolicznych miastach i wsiach. Biskupi i pasterze zborów istniejących w okolicach Rzymu czuli się niejednokrotnie zmuszeni w rozmaitych trudniejszych wypadkach zasięgać rady doświadczeńszych przewodników, i z tegóż to powodu, poczuwając się do wdzięczności wobec kościoła w mieście stołeczném, zosta­wali z nim w najściślejszych stosunkach. Z tąd powstało, co w podobnych stosunkach zazwyczaj się dzieje, iż stosunek przyjaźni zamienia się w stosunek poddaństwa. Biskupi rzymscy zaczęli zwierzchnictwo nad okolicznymi zborami, które pier­wotnie było tylko moralne, uważać odtąd za prawo własnego swego stanowiska. W ono zwyczajne upojenie, pod którego wpływem ci, co wysoko stoją, wyżéj jeszcze stanąć pragną, po­padła takie władza duchowna, nie będąc w stanie zaprzeć się i wyzwolić z pod prawa wrodzonego naturze ludzkiej.

 

Zwierzchnictwo biskupa rzymskiego ograniczało się najprzód tylko na wykonywaniu nadzoru nad kościołami, które stały wśród przestrzeni, powierzonej władzy starosty, czyli przełożonego miasta Rzymu.*)

 

Lecz znaczenie, jakie stolica cesarza rzymskiego wiata, w oczach świata, stało się dla ambitnych naczelników kościoła Rzymu podbudką i rękojmią do większych zaszczytów. Znaczenie i powaga, jaką w drugim wieku po narodzeniu Chrystusa pojedyńczy biskupi byli otoczeni, rosła w miarę wielkości i znaczenia miast, w których urząd swój piastowali. Rzym był największém, najbogatszém i najpotężniejszém miastem w świecie;

 

____________

*) Suburbicaria loca. Rufinus: Hist. eccles. 10.6: „et at apud Alesandriam et in urbe Roma vetusta consuetudo servetur, ut vel ille Aegypti, vel hit suburbicariarum ecclesiarum sollicitudiuem gerat."

 

– 5 –

 

był stolicą państwa, matką narodów; do niego, jako powie­dział Julian, należały wszystkie narody ziemi; według słów Claudiana był Rzym źródłem prawodawstwa. Jeźli Rzym królową wszystkich miast na ziemi, dla cze­góżby biskup rzymski nie miał być królem wszystkich biskupów, a kościół rzymski matką wszystkich kościołów wśród chrześciaństwa? Dla czegóżby wszystkie narody nie miały być dzie­ćmi tej matki, a chwała jej najprzedniejszym zakonem ich? Sercu ludzkiemu, chciwemu zaszczytów, nie trudno o takie do­wodzenie. Rzym szukający chwały przywłaszczył je sobie !

 

Tak tedy Rzym pogański, chyląc się ku upadkowi, powierzył pokornemu słudze Boga pokoju w dziedzictwie wszystkie swe wspaniałe tytuły, które zwycięzkim mieczem wydarł powoli narodom ziemi, i przyozdobił nimi tron jego wznoszący się na zwaliskach miasta.

 

Biskupi zaś innych dzielnic państwa upojeni urokiem, jaki Rzym od wieków na wszystkie narody wywierał, poszli w ślady najbliższych Rzymu okolic i popierali wszystkie jego roszczenia. Cieszyło ich widzieć biskupa rzymskiego otoczonego blaskiem chwały, jaką miała ta królowa świata,. Z początku takowe wyniesienie nie stanowiło prawa zwierzchnictwa, owszem pasterza rzymskiego długi czas uważali biskupi za równego sobie ; lecz władza nieprawnie przywłaszczona równa się powodzi, która coraz więcéj się wzbiera. Rady, przez biskupa rzymskiego innym pierwotne po bratersku udzielane, zamieniły się wkrótce w stanowcze rozkazy. Piérwsze miejsce między ró­wnymi przyjęło w oczach jego postać tronu.

 

Biskupi Zachodu wspierali dążności biskupa rzymskiego bądź to przez zazdrość do biskupów Wschodu, bądź też, iż woleli podlegać duchownej władzy papieża, niźli zwierzchnictwu jakiegokolwiek rządu świeckiego.

 

Z innéj strony znowu ubiegały się wszystkie stronnictwa teologiczne, w łonie kościoła wschodniego powstałe, o względy i łaskę Rzymu; każde bowiem z nich spodziewało się za pomocą najprzedniejszego kościoła na Zachodzie odnieść zwycięztwo nad stroną przeciwną. Rzym wszystkie te prośby i wypadki stawiennictwa dobrze sobie w pamięci zapisał i z uśmiechniętą twarz, podejmował narody, rzucające się dobrowolnie w jego objęcia. Nie pominął żadnej sposobności, nie skorzystawszy z niej ku zwiększeniu i rozszerzeniu swej władzy. Pochwały i pochlebstwa, wygórowana grzeczność jako też zapytania innych kościołów, to wszystko obrócono w tytuły i dokumenty własnej przewagi. Takim jest człowiek siedzący na tronie! kadzidło go upaja, w głowie mu się zawraca; co ma, wydaje mu się powodem do uzyskania jeszcze więcej.

 

– 6 –

 

Nauka o kościele i o potrzebie jego jedności na zewnątrz, juk w trzecim wieku coraz więcej nabierając znaczenia, sprzyjała roszczeniom Rzymu. Kościół przedewszystkiém jest społecznością świętych, (1. Kor: 1. 2.) jest zebraniem piérworodnych, którzy są, spisani w niebie (Do Żyd. 12., 23). Kościół Chrystusów nie jest jednakowóż wyłącznie wewnętrznym i niewidzialnym; owszem musi się objawiać jako takowy i na ze­wnętrz, i z tegóż to powodu ustanowił Pan Sakramenta święte, Chrzest św. i wieczerzę Pański. Kościół jako społeczność zewnętrzna , ma pewne sobie właściwe cechy, któremi różni się od kościoła wewnętrznego. Jako wewnętrzna społeczność, jako ciało Chrystusowe, jest kościół i musi byk tylko jeden. Kościół widzialny zaś, lubo sam w sobie tylko jest jeden, w , rzeczywistości rozgałęzia się i przybiera według pism Nowego Testamentu charakter rozmaitości. Pismo św. mówi o jednym Kościele Bożym. (1. Kor. 15., 9; 1 Tym: 3., 15), lecz gdzie takowy pojawia się jako urzeczywistniony, tam wymienia Pismo „zbory Galatskie, zbory Macedońskie, zbory Żydowskie, zbory Świętych." (1. Kor. 16., 1; 2. Kor. 8. 1 ; Gal. 1. 22 ; 1. Kor. 14., 33.) Różne te zbory mogą oczywiście dążyć do pewnego połączenia między sobą na zewnątrz; lecz chociażby i takowego nie miały, nie tracą przeto cechy kościołowi Chrystusowemu właściwej. Najgłówniejszą spójnią łączącą pojedyńcze członki kościoła z sobą, była na początku żywa wiara, którą serca wszystkich wierzących trzymały się Chrystusa, jako wspólnej głowy kościoła. Lecz przyczyniły się różne okoliczności, które wzbudziły i podtrzymywały myśl połączenia kościoła w jedna zewnętrzną całość. Powstali mężowie biegli w formach porządku zewnętrznego i przyzwyczajeni do jedności politycznéj, jaką w Ziemskiej ojczyźnie swéj widzieli, i usiłowali się zasady te zastosować do wewnętrznego i wiecznego królestwa Pana Jezusa Chrystusa. Prześladowania nie zdołały zachwiać i obali społeczności chrześciańskiej, natomiast nauczyły ją poczuwać się jako takową i uważać siebie za jedno wielkie ciało. wystrzegając się zdań heretyckich, które szerzyły ówcześnie szkoły i sekty teosoficzne; przestrzegano ściśle zasad jednej, powszechnej, od Apostołów przyjętej i w kościele zachowywanej wiary wszystko to było bardzo dobre, dopóki kościół wewnętrzny i niewidzialny nie różnił się od kościoła zewnętrznego i widzialnego: Lecz wkrótce zaczęło wytwarzać się rozdzielenie wielkie, między formą i życiem przyszło do rozbratu.

 

– 7 –

 

Miejsce wewnętrznéj duchowéj jedności, która jest jądrém religii Bożéj, zajęła równość w zewnętrznej organizcayi kościo­ła, mająca na pozór zastąpić tamtę. . Nie zapobiegano wtedy, kiedy ulatniała się kosztowna woń wiary, - a teraz klęczano przed pustemi naczeniami, w których nie było więcéj kadzidła. Serdeczna wiara nie spajała już z sobą członków kościoła, dla tego oglądano się za innemi spojniami. Znaleziono takowe w biskupach, arcybiskupach, papieżach, mitrach, ceremoniach i ustawach kościelnych, Kościół żywy cofnął się powoli do świątyni niewielu pobożnych serc, a miejsce jego zastąpić miał kościół zewnętrzny, który razem z wszystkiemi jego formami ogłoszono ustanowieniem Bożém. Zbawienie miało nie pochodzić więcéj z słowa Bożego, które usunięto; owszem ustanowiono, że takowe przychodzi przez te rozmaite formy, które na miejsce słowa Bożego przyjęto ; ktoby zaś nie szukał zbawienia na tej wskazanej przez kościół drodze, ten miał nie dostąpić takowego w ogóle.

 

Uczono, że przez własną swą wiarę zbawienia nie dostąpi nikt ; że Chrystus Pan namaszczanie Duchem Świętym powierzył Apostołom, Apostołowie zaś biskupom, i że Duch Święty tylko u tychże się znajduje. Przedtem był członkiem kościoła każdy, kto miał ducha Chrystusowego; teraz uczono przeciwnie, iż tylko, kto jest członkiem kościoła; ducha tego dostąpi. Równocześnie z powyższą zasadą wytwarzała się stopniowo różnica między duchownymi i świeckimi, klerem i laikami. Zbawienie duszy nie zawisło więcej jedynie od wiary w Chrystusa, lecz oraz i przeważnie od stosunku wierzących do kościoła. Słudzy i naczelnicy kościoła, przywłaszczywszy sobie znaczną cząstkę onej ufności, którą jedynie w Chrystusie pokładać mamy, stali się istnymi pośrednikami dla członków zboru. Zasada powszechnego kapłaństwa coraz więcej poszła w zapomnienie; sługi kościoła Chrystusowego stawiano już na równi z kapłanami starego testamentu, a każdego z nich, ktoby od biskupa odstąpił, uważano jako Korego, Datana i Abyrona. Krok jeden tylko, a z osobnego stanu duchowieństwa wytworzyć się musiał naczelny urząd najwyższego kapłana, jaki sobie przywłaszczają rzymscy papieże, Gdy tym sposobem rozpowszechniło się zdanie, że połączenie się kościoła w jedną całość na zewnątrz koniecznie jest potrzebne, nie było juk długo trzeba czekać na wytworzenie nowej nauki, że zewnętrzna jedność ta potrzebuje osobnego wyobraziciela, któryby ją zastępywał na zewnątrz. Lubo w ewangeliach niema ani wzmianki o piérwszeństwie Piotra przed

 

– 8 –

 

innymi apostołami, lubo myśl piérwszeństwa takiego wprost się sprzeciwiała braterskim stosunkom uczniów do siebie, jako też i duchowi urządzeń ewangelicznych, według którego wszystkie dzieci Ojca w niebiesiech nawzajem sobie służyć powinne a jeden tylko jest mistrz, i jedna głowa kościoła, Chrystus lubo Pan Jezus uczniów swych, kiedykolwiek w sercach ich podniosły się myśli o piérwszeństwie, surowo zgromić nieomieszkał to jednak wymyślono i wyrokami Pisma fałszywie pojętymi popierano naukę o piérwszeństwie Piotra, i zaszczycono apostoła tego, jako też i rzekomych następców jego w Rzymie, tytułem widzialnych wyobrazicieli widzialnéj jedności kościoła, czyli widzialnych naczelników jego.

 

Do podniesienia papieztwa rzymskiego przyczyniło się urządzenie tak zwanych patryarchatów. Już w piérwszych wiekach odznaczano kościoły głównych miast szczególniejszą chwała. Sobór nicenski wylicza w 6tym ustępie swych uchwał trzy miasta, a mianowicie Aleksandryą, Rzym i Antiochią, których kościoły od dawnych już, jak mniemali ojcowie soboru, czasów wywierały wpływ na sąsiednie prowincye. Z imienia, którem biskupów miast tych piérwotnie nazywano, wynika, że odszczególnienie to jest świeckiego pochodzenia. Nazywano bowiem biskupów miast powyższych „exarchami," tak jak świeckich starostów. Późniéj nadano im więcéj duchowną nazwę, : nazywając ich ”patryarchami,“ które to imię po raz piérwszy na soborze konstantynopolitańskim napotykamy, lubo nie w tem samów, co późniéj, znaczeniu. Dopiéro na krótki czas przed soborem chalcedońskim stało się ono tytułem biskupów wielkich miast głównych. Na drugim powszechnym soborze odbytym w Konstantynopolu r. 381 uchwalono patryarchat Konstantynopola, jako drugiéj stolicy państwa rzymskiego, która Nowym Rzymem zwano. Na 4tym soborze odbytym w Chalcedonie r. 451 uchwalono, że kościół Konstantynopola, który dotąd nie miał wielkiéj powagi, co do przywilejów i znaczenia powinien być uważany równym kościołowi rzymskiemu. A zatem było w świecie chrześciańskim czterech patryarchów; a byli nimi biskupi Rzymu, Konstantynopola, Antiochii i Aleksandryi. Lecz gdy wały szerzącego się mahometanizmu zalały miasta Antiochią i Aleksandryą i pochłonęły tamtejsze siedziby biskupie; gdy patryarchat Konstantynopola przy piérwotném znaczeniu swém utrzymać się nie mógł i późniéj nawet od Zachodu się oderwał, to pozostał Rzym sam jeden, pozbawiony współzawodnictwa. Szczęśliwym jakimś zbiegem okoliczności wszystko kładło się do stóp jego.

 

– 9 –

 

Przyszli mu w pomoc nowi i potężni zwolennicy. Ciemnota i zabobon wdarły się do kościoła i wydały go z zawiązanemi oczyma i związanemi rękoma na pastwę Rzymowi.

 

Jednakowóż nie udało się to bez walki. Podnosiły się nieraz głosy za wolnością w kościele, a najodważniejsze między nimi odzywały się w Afryce prokonsularnéj i na Wschodzie. *)

 

Lecz znalazł Rzym nowych sojuszników, pomagających mu stłumić krzyki kościołów. Mocarze, którzy wśród ogólnego wstrząśnienia sami o trony swe drżeli, spieszyli z pomocą Rzymowi, spodziewając się nawzajem od niego pomocy. Uznali jego władzę duchowną, szukając zato uznania przezeń i podniesienia swojéj władzy świeckiéj. Oddali mu za bezcen dusze ludzkie, spodziewając się, iż za jego pomocą łatwiej pokonają nieprzyjaciół. Potęga hierarchii rosła, cesarska upadała; jedna z drugą spojona będąc, przynaglały nawzajem odmienny swój los.

 

Rzym przez to nie mógł utracić nic. Rozporządzenie, wydane przez césarza Teodozyusza II., tudzież i Valentiniana III. mianowało biskupa rzymskiego kierownikiem **) całego kościoła. Podobny nakaz wyszedł od cesarza Justiniana. W dekretach tych nie było to wszystko objęte, czego dopatrywali tam papieże. Lecz w czasach powszechnéj ciemnoty nie trudną było obstawać za takiém tłumaczeniem, które najbardziej im sprzyjało. Im więcéj władza cesarzów nad ziemią włoską chyliła się ku upadkowi, to tém łatwiéj udawało się papieżom wyzwolić się z pod zwierzchnictwa cesarskiego.

 

Potężne podpory władzy papiezkiéj nadchodziły zasię z lasów Północy; były niemi pokolenie barbarzyńskie zalewawające ziemie zachodnie, osiedlając się w nich. Obciążone łupami, upojone mordem i pożogą musiały one zakrwawione swe miecze uchylić przed potęgą ducha, która wystąpiła przeciwko nim. W świecie chrześciańskim będąc obcy, nie mając wyrozumienia o duchowéj naturze kościoła, dla jaskrawych, oko uderzających form religii przystępni, azaż ci nawpół dzicy,

 

____________

*) Cyprian biskup Kartaginy mówi o Szczepanie biskupie rzym­skim: magis ac magis ejus errorem denotabis, qui haereticorum causam contra christianos et contra ecclesiam Dei asserere conatur, qui unitatem et veritatem de divina lege venientem non tennens . . . Consuetudo sine veritate vetustas erroris est. (Epist. 74.) Firmilian, biskup w Cezarei w Kap­padocyi w połowie trzeciego wieku mówi tak: eos autem, qui Romae sunt, ........ frustra auctoritatem apostolorum praetendere .... Caeter .. nos veritati et consuetudinem jungimus, et consuetudini Roma­norum cousuetudinem sed veritatis opponimus: ab initio hoc tenentes, quod a Christo et ab apostolo traditum est.

 

**) Rector totius ecclesise.

 

– 10 –

 

i nawpół pogańscy synowie Północy nie mieli korzyć się przed tronem onego wielkiego kapłana w Rzymie? Z nimi poddał mu się cały Zachód; szczepy Wandałów, potém Gotów, późniéj Burgundów i Alanów, naostatek Lombardów i Sasów ugięły swe kolana przed kapłanem rzymskim; silne plecy tych pogan Północy stały się dla pasterza mieszkającego nad brzegami Tybru szczeblami do najwyższego tronu w łonie chrześciaństwa.

 

Gdy się to na początku siódmego wieku działo na Zachodzie, wezbrała się równocześnie na Wschodzie potęgą Mahometa i zalała inną część chrześciańskiego świata.

 

Odtąd złe coraz bardziéj się szerzy. W ósmym wieku zaparli się biskupi rzymscy cesarzów greckich, prawowitych swych panów, szukając wyprzeć ich z ziemi włoskiéj ; równocześnie schlebiali ministrom, tak zwanym „Majordomom," królestwo Franków, które na Zachodzie wielką zapowiadało przyszłość. Żebrzą u nich o resztki ziem z rozbitego cesarstwa wschodniego pozostałe. Tak ustalił Rzym nieprawnie nabytą moc swą między Wschodem, który odepchnął, i Zachodem, który do siebie wabi. Pomiędzy dwoma powstaniami zakłada tron swój. Arabowie, zdobywszy Hiszpanią, zamierzają przez Pyrynee i Alpy wkroczyć na ziemię włoską i w mieście na siedmiu wzgórzach zbudowaném ogłosić panowanie Mahometa. Trwoga przejmuje serca Rzymian. Z drugiéj strony drży Rzym niemniéj przed wściekłością Astolfa, który na czele swych Lombardów jako lew ryczący naciéra na bramy wiecznego miasta, grożąc, że wszystkich mieszkańców jego wytępi ostrzem miecza. W rozpaczliwém położeniu swém, widząc się bliskim upadku rzuca się Rzym w objęcia Franków szukając ich pomocy. Pippin, który przywłaszczył sobie koronę Franków, żąda od papieża uznania i pobłogosławienia nabytku swego ; papież chętnie go udziela, za co przyjmuje Pippin obowiązek obrony „republiki Bożej." Pippin wyrywa Lombardom, co ci cesarzowi zabrali, lecz kluczów miast zdobytych nie oddawa cesarzowi, owszem kładzie je na ołtarzu św. Piotra, przysięgając uroczyście, że nie dla człowieka dobył z pochwy miecza, lecz jedynie by dostąpić odpuszczenia grzechów, i zdobycze swe oddać Piotrowi świętemu. Tym sposobem stał się Pippin założycielem świeckiéj władzy papieztwa.

 

Na widownię występuje Karol Wielki. Piérwszy raz wstępując do bazyliki św. Piotra w Rzymie, czyni to z głęboką pokorą, całuje stopcie ołtarza. Po raz drugi przychodzi już jako władca wszystkich narodów, wchodzących w skład państwa

 

– 11 –

 

Zachodu, oraz jako pan Rzymu. Leon III. uważał za rzecz sprawiedliwą mającemu potęgę nadać także i tytuł , i w sam dzień Narodzenia Chrystusowego r. 800 włożył na skronie syna Pippina koronę rzymskich cesarzów. Od téj chwili należy papież do państwa Franków; stosunki jego do Wschodu skończyły się. Oderwał się od drzewa spróchniałego, które wkrótce upaść miało i wszczepił się jakby pionek w drzewo zdrowe. Między szczepami germańskimi, z którymi się kojarzy, czeka go przyszłość, o jakiéj nawet nigdy nie marzył.

 

Słaby i niedołężny następca Karola Wielkiego odziedziczył tylko resztki potęgi swego ojca. W dziewiątym wieku widzimy władzę świecką wszędzie nieznaskami domowemi osłabioną; poznał Rzym, że nadeszła chwila stosowna, i zaczął głowę swą podnosić. Kiedyż bowiem miał się kościół wyzwolić z władzy państwa, jeźli nie w czasie upadku, gdy korona Karola Wielkiego na kawałki pokruszona leżała, i obszary ogromnego jego- państwa były rozszarpane! Wtedy to pojawiły się one podrobione dekretały Izydora. W tym zbiorze rzekomych uchwał papieży zastanawia już, iż najstarsi biskupi, którzy żyli w czasach Tacyta i Quintiliana, posługują się zepsutą łaciną dziewiątego wieku. Zwyczaje i urządzenia Frankom właściwe przypisano bez namysłu Rzymianom za panowania cesarzów rzymskich żyjącym. Papieże cytują biblią w łacińskim przekładzie, dokonanym przez św. Hieronyma; który, o sto, dwieście, trzysta lat później żył od nich samych. Wiktor, biskup rzymski pisał roku 192. do Teofila, który r. 385 był biskupem Aleksandryi. Człowiekowi, który podstępnym sposobem dekrety te podrobił, widocznie rozchodziło się o udowodnienie, że wszyscy biskupi otrzymywali godność swą od papieżów, a papież takową otrzymał od samego Chrystusa. Dla tego nie ograniczył się na wyliczaniu wszystkich z czasem uzyskanych zdobyczy papiezkich, lecz początek ich wywodził z najdawniejszych czasów kościoła. Papieże zaś nie poczuwali się do wstydu i hańby korzystając z tak podłego oszustwa. Już Mikołaj I. użył broni tej r. 865 przeciwko królom i biskupom. Przez kilka wieków była ta tak bezczelnie wymyślona bajka istną zbrojownią Rzymu.

 

Dalszemu wpływowi dekretałów Izydora stanąły na czas niejaki na przeszkodzie występki i zbrodnie, jakich dopuścili się sami papieże. W tej bowiem chwili, gdy papieztwo doszło królewskiego znaczenia i chwały, poniżyło się moralnie i splamiło się haniebną rozpustą; upoiwszy się winem rozkoszy cielesnych zaczęło się słaniać. Na on czas, jak donoszą podania,

 

– 12 –

 

miała stolicę Piotrową zająć pewna nierządnica, imieniem Johanna, która z kochankiem swym przybyła do Rzymu, aż płeć jej wykryła się z powodu bólów ku porodzeniu, które .ją przy odbywaniu uroczystej procesyi zaskoczyły. Lecz dla czegóż niepotrzebnie pomnażać hańbę kuryi papiezkiej ? Na onczas panowały w Rzymie kobiety rozpustne. Tron, który wynosił się wyżéj królewskiego majestatu, ugrzązł w błocie rozpusty. Teodora i Marozia wynosiły według upodobania rzekomych panów chrześciaństwa na tron papiezki i ztrącały ich z niego ; kochankowie, synowie i wnuki nierządnic tych zajmowali z kolei stolicę Piotrową, Może być, iż. prawie te oczywiste zgorszenia stały się powodem podania o papieżnicy Johannie.

 

Rzym stał się widowiskiem nieopisanej rozpusty. Najpotężniejsze domy we Włoszech ubijały się nawzajem o jego posiadanie. Najczęściéj odnosili zwycięztwo hrabiowie toskańscy. Roku 1033 wyniósł dom ten na tron papiezki chłopca wychowanego wśród największej rozpusty. Był nim znany popici Benedykt IX. Dwunastoletni ten chłopczyk, zostawszy papieżem, dopuszczał się najokropniejszych zbrodni i rozpusty *) Inne stronnictwo wybrało na jego miejsce papieżem Sylwestra III. Papież Benedykt splamiwszy **) niejednokrotnie sumienie swe cudzołóstwem i rękę swą zabójstwem, sprzedał nareszcie godność papiezką za grube pieniądze pewnemu duchownemu w Rzymie.

 

Rzymscy cesarze Rzeszy niemieckiéj oburzyli się na nieład taki i oczyścili Rzym z orężem w ręku. Cesarze powołując się na prawo zwierzchnictwa swego, podnieśli potrójną koronę z toni brudu, gdzie była utonęła, i ocalili spodloną władzę papiezką, powierzając ją mężom poczciwym. W roku 1046 złożył cesarz Henryk HI. wszystkich trzech papieży z urzędu, i palcem swym, ozdobionym pierścieniem patrycyuszów rzymskich, oznaczył biskupa mającego objąć klucze wyznania św. Piotra. Czterech biskupów, rodem Niemców, mianował cesarz z kolei papieżami. Gdy biskup rzymski umarł, przychodzili posłowie, przez kościół rzymski zupełnie równie, jak z innych dyecezyj, wysłani na dwór cesarki, prosząc o mianowanie nowego biskupa. Podobało się to cesarzom, ilekroć

 

____________

*) Cujus quidem post adeptum sacerdotium vita quam turpis, quam foeda, quamque execranda exstiterit, horresco referre. Desiderius, opat. w klasztorze Cassino, późniejszy papież Wiktor III. De miraculis a. s. Ben, lib. 3.

 

**) Theophylactus . . quum post multa adulteria et homicidia ma­nibus snis perpetrata ... (Bonizo, biskup w Sutri. liber ad amicum.)

 

 

– 13 –

 

papieże zabierali się do usunięcia istniejących nadużyć, do podniesienia kościoła, odbywania soborów i do mianowania lub składania z urzędu różnych prałatów nawet i wbrew woli innych książąt panujących, bo przez takie wyroki rosła w oczach świata oraz powaga cesarzów jako zwierzchników papieży. Lecz była to gra dla cesarzów nie bardzo bezpieczna, albowiem siły papieżów tym sposobem nabyte niebawem przeciwko samym cesarzom zwrócić się mogły. Ząb zwierzęcia może zwrócił się i przeciwko tej piersi, która je ogrzéwała. Tak się też stało.

 

Tu zaczyna się nowa epoka w historyi papieztwa. Takowe podnosi się z upadku swego i zaczyna tłoczyć książęta tego świata. Wyniesienie papieztwa ma służyć do podniesienia kościoła, na chwałę religii, do zwycięztwa ducha nad ciałem, ma utwierdzić zwycięztwo Boga nad światem. Oto zasady, któremi się odtąd powoduje papieztwo. Żądza chwały znajdzie w nich drogę do zaspokojenia, fanatyzm sposób do swego usprawiedliwienia.

 

Cały ten nowy prąd wyobrażony jest w osobie jednego znęca, którym był . Hildebrand.

 

Mąż ten, którego jedni wynoszą pod niebiosa, drudzy znów niesłusznie potępiają aż do piekła, jest wyobrazicielem papieztwa stojącego w pełni blasku i siły. Jest to jedna z tych rzadkich postaci pojawiających się w historyi, które czem są, są całe, i zawierają w sobie zupełnie nowy porządek rzeczy. Takimi byli na inném polu Karol Wielki; Lutem Napoleon.

 

Hildebrand był synem pewnego cieśli w miasteczku Sawona. Piérwsze początki nauk odebrał w pewnym klasztorze w Rzymie. Gdy cesarz Henryk III. onych trzech papieży złożył z urzędu, opuścił Hildebrand Rzym i udał się do klasztoru w Clugny, słynącego z surowych przepisów zakonnych i z czystości obyczajów. Roku 1048, gdy cesarz na sejmie zebranym w Wormacyi biskupa toulskiego Brunona zamianował papieżem i tenże przyjąwszy imię Leona IX. przyoblekł się w ornat papiezki, wystąpił przeciwko niemu zakonnik Hildebrand, który również przybył do Wormacyi, i oświadczył uroczyście, że nie uzna go papieżem, ponieważ potrójną koronę z świeckiéj odebrał ręki. Leon IX. mocą moralnego przekonania zwyciężony, złożył natychmiast ornat papiezki i wybrał się razem z Hildebrandem do Rzymu, idąc, jako pewien historyk opisuje, boso i pokornie, by tam przez duchowieństwo i lud rzymski prawnie zostać wybranym. Odtąd był Hildebrand duszą papieztwa, aż sam zasiadł na stolicy Piotrowéj. Za panowania kilku z kolei papieży rządził kościołem, aż sam

 

– 14 –

 

przyjąwszy imię Grzegorza VII. osiadł na tronie. Mąż ten niepospolitego ducha wielką powodował się myślą. Pragnął zbudować na ziemi widzialne królestwo Boże, którego głową miał być papież jako zastępca Jezusa Chrystusa. Obraz dawnego pogańskiego państwa rzymskiego, które cały świat obejmowało,; żył w jego wyobraźni i zagrzewał ją. Co cesarze rzymscy posiadali, to papieże rzymscy odzyskać mieli. „Ty jedném dopełniasz słowem,“ powiadali jego pochlebcy, czego Marius i Caesar strumieniami krwi dokonać nie mogli."

 

Grzegorz VII. nie kierował się duchem Chrystusowym. Ten duch pokory, duch prawdy i łagodności był mu zupełnie obcy. Grzegorz umiał zaprzeć się tego, co sam uznał za prawdę, jeźli zaparcie takie zamiarom jego służyło. Tak postąpił sobie w sprawie Berengara. Lecz zaprzeczyć się nie da, iż natchnięty był duchem daleko szlachetniejszym od ducha innych papieży, i przejęty te wiarą, że sprawa jego jest dobra. Był to człowiek odważny, chciwy chwały, nie dający się odwieść od swych zamiarów; z innéj strony znowu niemniéj zręczny i przebiegły w używaniu środków, które mogły zapewnić mu zwycięztwo.

 

Nasamprzód utworzył i uszykował armią kościoła. Trzeba było zorganizować siły, zanim odważył się uderzyć na władzę cesarską. Synod odbyty w Rzymie wyrwał duchowieństwo z więzów rodzinnych i przymusił je oddać się zupełnie hierarchii. Zakon celibatu, nakazujący duchowieństwu żyć w stanie swobodnym ; ten przez papieżów, którzy sami byli mnichami, wymyślony i surowo przeprowadzony zakon przemienił duchowieństwo w pewien rodzaj zakonników. Grzegorz VII. domagał się téj saméj władzy nad wszystkimi biskupami i duchownymi w świecie, jaką miał opat w klasztorze Clugny nad zakonnikami swymi. Posłańcy Hildebranda stawiali się na równi z prokonsulami starodawnego Rzymu; chodzili po prowincyach, wyrywając duchownym ślubne ich żony; a gdzie zachodziła potrzeba, tam papież sam podbudzał nienawiść motłochu do duchownych żyjących w stanie małżeńskim.

 

Przedewszystkim chodziło Grzegorzowi o wyzwolenie Rzymu z władzy cesarstwa. Tak daleko sięgającego planu może nie byłby powziął nigdy, gdyby przeprowadzeniu jego nie były sprzyjały domowe zamieszki, które się wszczęły za panowania opiekuńczych rządów małoletniego cesarza Henryka IV., jako też powstania książąt niemieckich przeciwko niemu. Naonczas należał papież do liczby magnatów wśród państwa. Przyłączywszy się do stronnictwa niezadowolonych umiał papież dla własnych celów wyzyska interesa arystokracyj ; do tego wydał

 

– 15 –

 

rozkaz do duchowieństwa, aby żaden duchowny, pod karą klątwy, nie odważył się przyjąć urzędu duchownego z ręki cesarskiéj. Tym sposobem zerwał Hildebrand wiekiem uświęcone więzy, które kościół i duchowieństwo z powagą majestatu cesarskiego łączyły, i podbił duchowieństwo wyłącznéj władzy papieża. Potężną ręką zniewalał sobie duchownych, królów i narody, pewnym dążąc krokiem do utworzenia uniwersalnej monarchii papiezkiéj. Każdy duchowny miał bać się jedynie Rzymu, i nadzieje swą pokładać jedynie w Rzymie. Królestwa i księstwa świata tego miały mu być poddane. Wszyscy królowie ziemi mieli drzeć przed piorunami, które ciskał Jowisz nowożytnéj Romy. Biada człowiekowi, któryby stawiał opór. Papież zwolnił poddanych jego z przysięgi poddaństwa, na całą ziemię jego rzucił bullę klątwy; nabożeństwa publiczne ustały, kościoły zamknięto, zamilkły dzwony, ustało sprawo­wanie Sakramentów świętych; a nawet umarli nie uszli klątwy, albowiem na rozkaz dumnego kapłana w Rzymie odmówiła ziemia zwłokom ich spokojnego odpocznienia w grobie.

 

Papieztwo, które od początku swego istnienia podlegało władzy cesarzów najprzód rzymskich, potém Franków, i na końcu niemieckich, stało się odtąd niezawisłe; papieże stanęli na równi z cesarzami, bodaj nie wyżéj ich. Lecz i Grzegorz nie uszedł upokorzenia; Rzym wpadł w ręce nieprzyjaciela, Hildebrand ocalił się ucieczką. Umarł w mieście Salerno. Ostatnie słowa jego były: „Kochałem się w sprawiedliwość, nie­nawidziałem nieprawości, przeto umieram na wygnaniu."

 

Następcy Grzegorza wpadli jako wojsko po odniesioném wielkiém zwycięztwie na kościoły pozbawione swobody. Hiszpania, wyswobodzona z jarzma Islamu, i Prusy pogańskim bożkom wydarte, biły czołem przed kapłanem w koronie. Na skinienie jego powstały wojny krzyżowe, które przyczyniły się do roz­szerzenia i podniesienia znaczenia papiezkiego. Pobożni pielgrzy­mi, którzy na czele swych zastępów Świętych Pańskich i aniołów Bożych widzieć mniemali ; którzy pokornie i bosą nogą wkro­czywszy do Jeruzalemu na tém samem miejscu, gdzie ślady stop księcia pokoju pilnie odszukiwali, równocześnie żydów w syna­gogach zebranych palili i miejsca święte krwią tysięcy Saracenów przelaną zbroczyli, - ci pielgrzymi odnowili w pamięci Wschodu imię papieża, w tamtych stronach zupełnie już zapomniane; odkąd papieże wybrawszy zwierzchnictwo Franków zaparli się greckiego.

 

Inném jeszcze mogła władza kościoła poszczycić się po­wodzeniem. Bo co ani republice ani cesarstwu rzymskiemu się nie udało, tego dokazało papieztwo. Szczepy germańskie opłacały

 

– 16 –

 

biskupowi haracz, którego ich przodkowie ani najmężniejszym wodzom rzymskim nie składali. Królowie niemieccy, przyjąwszy z ręki papieża tytuł i godność cesarzów, mniemali, iż otrzymali koronę, a w rzeczy samej wzięli tylko jarzmo. Państwa chrześciańskie zależały już od duchownej władzy rzymskiéj, ale odtąd dopiero zamienił się stosunek ten w poddaństwo i niewolę.

 

Tak tedy w łonie kościoła wszystko się zmieniło. Na początku był kościół narodem braci, teraz wytworzyła się w łonie jego nieograniczona samowładna. Wszyscy chrześcianie byli królewskiem kapłaństwem (1. Piotr. 2., 9.), pokorni pasterze przewodniczyli im. Lecz z liczby pasterzy tych wyniósł jeden głowę swą nad innych, jedne usta zaczęły powiadać wyroki i słowa wyniosłe, jedna żelazna ręka zniewoliła wielkich i małych, biednych. i bogaczów, wolnych i niewolników, zmusiwszy ich przyjąć piętno panowania swego. Znikła ona piérwotna święta równość każdéj duszy wobec Boga. Na słowo jednego człowieka rozdzieliło się chrześciaństwo na dwa nierówne obozy; po jednéj stronie stanęła kasta duchowieństwa, przywłaszczając sobie wyłącznie nazwę kościoła i chełpiąc; się z wielkich przywilejów, którymi od Boga wyszczególniona być utrzymywała; po drugiej zaś stronie stały tłumy niewolnicze, stał lud ujęty więzami, dźwigający kajdany, wydany na pastwę zarozumiałej kasty duchowieństwa. Wszystkie szczepy, języki i narody chrześciaństwa uległy samowładzy duchownego króla, który jéj dopiął w drodze zwycięztwa.

 

––––––––––– • ––––––––––

 

 

Dalej

Hosted by www.Geocities.ws

1