VI.
Zurych. — Kapituła. — Wybór. — Fabel. — Skarga. — Wyznanie Zwinglego. — Myśli Boże. — Zwingli odchodzi z Einsiedeln. — Przybycie do Zurychu. -— Mężne oświadczenie. — Pierwsze kazanie. — Wrażenie. — Opór. — Charakter Zwinglego. — Jego zamiłowanie do muzyki. — Porządek życia.
Z kościołem, przy którego szkole Oswald pracował, już od siedmiu set lat połączona była kapituła, którą Karol Wielki ustanowił. Kanonicy kapituły atoli od dawna już o pierwotnym przeznaczeniu swem zapomnieli. Teraz nie myśleli o niczym innym, chyba tylko, jakby najprzyjemniej dochody prebend swych strawili. Dla tego też zawsze osobnego duchownego powoływali, który za nich mawiał kazania, tudzież duchowne pełnił obowiązki. Wkrótce po przybyciu Oswalda do Zurycha otwarła się powyższa posada, i myśli Oswalda zwróciły się od razu na przyjaciela jego, któryby dla miasta istną był ozdobą. Nie mniej i zewnętrzna postawa Zwinglego przemawiała za nim. Był to człowiek okazały, w obejściu z ludźmi przyjemny, słynny z wymowy i z powodu zdolności umysłu jego znany w całej Szwajcarii. Mykoniusz poruszył sprawę tę u przełożonego kapituły, niejakiego Feliksa Frey, któremu się osoba i talenta Zwinglego podobały, tudzież u Utingera, powszechnie poważanego staruszka, i u kanonika kapituły Hoffmanna, znanego z szczerości i otwartości serca. Hoffmann sprzyjał Zwinglemu już dla tego, ponieważ i on sam przez dłuższy czas kazał
— 260 —
przeciwko zaciąganiu się Szwajcarów w zagraniczną żołnierkę. Inni znów mieszczanie słyszeli przy sposobności Zwinglego w Einsiedeln i powróciwszy stąd pełni podziwu dla niego pozostawali. Wkrótce sprawa wyboru kaznodziei kapituły wszystkie umysły zajęła; rozmaite dawały się uczuć usiłowania. Wielu ich we dnie i w nocy chodziło około sprawy, aby tylko kaznodzieję z Einsiedeln powołano. Mykoniusz napisał o tym przyjacielowi. W przyszłą środę, odpowiedział Zwingli, przybędę do Zurycha, a potem pomówimy o sprawie. W dzień oznaczony przybył Zwingli; a gdy się go jeden z kanoników kapituły zapytał, azaliby przyjął wybór i zechciał u nich słowo Boże opowiadać, dał mu tę odpowiedź: „To ja chętnie uczynię, ale wtenczas tylko, gdy mię powołają.” Potem znowu do opactwa swego powrócił.
Nieprzyjaciół odwiedziny te trwogą napełniły. Namówili kilku księży, aby się o powyższa posadę zgłosili. Niejaki Wawrzyniec Fabel ze Szwabii miał nawet popisowe kazanie i rozniosło się pomiędzy ludźmi, że jego powołają. Zwingli, dowiedziawszy się o tym, te napisał słowa: „A zatem przecie jest prawdą, iż żaden prorok nie jest przyjemny w ojczyźnie swojej; wolą bowiem Szwaba niźli Szwajcara. Znam ja zapał ludu i oklaski jego”1). Wkrótce potem odebrał Zwingli list od kardynała Schinnera, w którym mu doniósł, iż jeszcze wyboru nie było. Ale powyższa pogłoska oddziałała na serce proboszcza w Einsiedeln. Widząc iż człowiek umysłowych zdolności Fabla o posadę tę się ubiega, byłby on sam wolał ją otrzymać i napisał w sprawie tej do Mykoniusza. Ten odwrotnie dał mu tę odpowiedź: „Co do Fabla, to prosta bajka. Panowie moi dowiedzieli się, iż jest ojcem sześciorga dzieci, i mnóstwo już prebend posiada”2).
Mimo to nie zaniechali jeszcze nieprzyjaciele Zwinglego zabiegów swych przeciwko niemu. Co do nauki jego, to go wprawdzie wszyscy jednogłośnie pod niebiosa wynosili; ale jedni zarzucali mu, iż zanadto za muzyką przepada, drudzy znów powiadali, że się w świecie i rozkoszach jego kocha; inni nareszcie, że przedtem lekkomyślne życie prowadził, i tym podobne rzeczy. Zwingli nie był wprawdzie bez zmazy, a lubo co do czystości życia największą część duchownych daleko prześcigał, to jednak i on dał się niekiedy w pierwszych latach urzędowania swego porwać pożądliwościom młodzieńczym.
1) Zwingli Epp. 53.
2) Ibidem.
— 261 —
Skażenie obyczajów, w którym człowiek się obraca, rzadko na wewnętrzne życie jego bez wpływu pozostawa. W papiestwie i między duchownymi ogromny wtenczas istniał nierząd, a świat uważał to poniekąd za rzecz naturalną i dozwoloną.
Oswald wszelkich w sprawie przyjaciela swego dokładał usiłowań; nie omieszkał usprawiedliwiać go od zarzutów mu poczynionych, co mu się też powiodło. Odwiedzał burmistrza Huśta, odwiedzał Hoffmanna, Freya, Utingera i wszędzie chwalił jego szczerość i czystość obyczajów. Pomiędzy mieszczaństwem utwierdzał on wysokie mniemanie, które i tak o proboszczu opactwa Einsiedeln żywiono. To też i do doniesień przeciwników nie przywiązywano wiary. Najwięcej wpływowi mężowie cieszyli się nadzieją, iż Zwingli stanie się w Zurychu kaznodzieja Ewangelii. Nawet i kanonicy kapituły o tym między sobą mówili, ale po cichu. „Miej tylko nadzieję, bo i ja ją mam,” w radosnym uniesieniu napisał do niego Oswald. Ale i o zarzutach nieprzyjaciół przed nim nie zamilczał. Zwingli nie był się jeszcze w duszy umysłu swego odrodził, należał on do tych ludzi, u których się sumienie obudziło. Tacy mogą wprawdzie zawsze jeszcze upaść w grzech, lecz nie bez oporu i wyrzutów sumienia. Nieraz on w sercu swem postanowił, iż, choćby sam jeden, czysto i pobożnie w świecie żyć będzie. Teraz widząc się oskarżonym, bynajmniej z niewinności się nie chlubił. Owszem w liście do kanonika Utingera te o sobie wyznaje słowa: „Nie miałem nikogo, któryby ze mną dobrych zamiarów moich zechciał przestrzegać; a natomiast wielu ich było, co sobie dla tego ze mnie drwili. A tak więc upadłem i stałem się jako pies, co do zwracania swego wrócił (2, Piotr. 2, 22). Bóg jedynie wie, z jak głębokim rumieńcem i boleścią serca to temu wyznałem, przed którym prędzej niż przed wielą ludźmi z grzechów mych spowiadać się wolę.” Ale chociaż się grzesznikiem być wyznał, to jednak z oburzeniem wystąpił przeciwko ohydnym potwarzom, które o nim rozpowszechniano i uroczyście oświadczył, iż szóstego przykazania nie przystąpił. „Wszystkich, z którymi obcowałem, mogę tu wezwać na świadectwo”1).
Dnia 11. grudnia odbył się wybór. Z 24 oddanych głosów otrzymał Zwingli 17. A zatem miało się ku rozpoczęciu reformy Szwajcarii. Naczynie do niej wybrane od trzech lat już sposobiło się w zaciszu opactwa Einsiedeln. Teraz będąc gotowe, gdzieśkolwiek na widownią wystąpić musiało. W Niemczech
1) Zwingli Epp. 55.
— 262 —
obrał sobie Bóg w tym celu nowo założoną wszechnicę wittenberską, stojącą w sercu kraju pod opieką najmędrszego księcia narodu, i na niej postanowił Lutra. We Szwajcarii obrał on sobie znowu za punkt działalności Zwinglego miasto Zurych, które za stolicę Związku Szwajcarskiego uchodziło. Tam spotkał Zwingli nie tylko proste, dzielne, umysłowo zdolne i do czynów skore plemię narodu swego, lecz wstąpił oraz w styczność ze wszystkimi innymi kantonami, które się około tej starej i potężnej republiki skupiały. Ta sama ręka, która niegdyś młodego pasterza góry Säntis do szkoły miasteczka Wesen zaprowadziła, postawiła go teraz jako męża mocnego w uczynku i mowie przed obliczem całego narodu, aby koło odrodzenia jego pracował. Zurych miał stać się ogniskiem światłości dla Szwajcarii.
W Einsiedeln, gdy się o powołaniu Zwinglego dowiedziano, zapanowała w równej mierze radość i szczery żal. Z pięknego onego grona zebranych najszlachetniejszy odchodził członek. Na tera miejscu pielgrzymek znowu dawny odżyć mógł zabobon. Rada kantonu Szwyc wyraziła Ulrykowi głęboki swój żal, nazywając go „wysoce poważanym, głęboko uczonym, nader łaskawym panem i dobrym przyjacielem.” „Wskaż nam przecież następcę, godnego ciebie,” odezwał się zasmucony Geroldseck. — „Mam ja dla was małego młodego lwa, który poznał tajemnice świętobliwego życia.” — „A więc ja tego chcę,” od razu odparł administrator. Był nim łagodny, ale przy tym nieustraszony przyjaciel Zwinglego z Bazylei, znany nam już Leon Juda, który też przyjął wezwanie i cieszył się, iż tym sposobem bliżej ukochanego Ulryka swego osiędzie. Uściskawszy przyjaciół opuścił Zwingli zacisze Einsiedeln i przybył w śliczną okolicę, wśród której leży wesołe i ożywione miasto Zurych, otoczone naokoło łąkami, ogrodami i winnicami, po za którymi lesiste wznoszą się pagórki, a wysoko po nad nimi króluje szczyt góry Albis.
Zurych, ono polityczne ognisko Szwajcarii, w którym się najznakomitsi mężowie narodu zgromadzali, był pomiędzy wszystkimi miejscami kraju jakby stworzonym do oddziaływania na całą Szwajcarią i do rozsiewania nasienia słowa Bożego we wszystkich jej kantonach. Wszyscy zwolennicy nauk i Pisma świętego z radością wybór Zwinglego powitali. A mianowicie młodzież szwajcarska, kształcąca się w Paryżu, nie posiadała się z radości. Jako atoli można było w Zurychu wielkiego spodziewać się zwycięstwa, tak znowu i bez ciężkich bojów nie miało się obejść. Glareanus napisał z Paryżu do Zwinglego te słowa: „Nauka twoja zjedna ci zazdrośników,
— 263 —
ale bądź dobrej myśli, bo jako Herkules, tak i ty wszystko przezwyciężysz.”
Dnia 27. grudnia 1518 przybył Zwingli do Zurycha i stanął w gospodzie pod „Pustelnikiem,” gdzie go „poczciwie i dobrze powitano.” Kapituła, na której czele stał Feliks Frey, zebrała się od razu na naradę. Kanonicy kapituły, tak przychylni jak i nieprzychylni Zwinglemu, wszyscy wespół koło naczelnika swego zasiedli. Wezwano Zwinglego, aby do zgromadzenia przybył. Umysły kanoników dziwnie były zaniepokojone ; serca ich przejmowało uroczyste jakieś przeczucie o ważności obecnego objęcia urzędu. Kapituła lękając się nowatorstwa młodego kapłana, uchwaliła wyliczyć mu uroczyście obowiązki powołania jego. Z wielkim tedy namaszczeniem do niego tak przemówiono: „Nie powinieneś pominąć żadnej sposobności, nie wyzyskawszy jej celem pomnożenia dochodów kapituły, ani też najmniejszego daru lekceważyć. Z kazalnicy i w konfesjonale napominaj wierzących, aby wszystkie swoje powinności i dziesięciny regularnie uiszczali, tudzież osobnymi darami przywiązanie swe do kościoła udowadniali. Równie powinieneś starać się o to, aby się dochody nasze od chorujących, z ofiar i wszystkich innych funkcyj kościelnych podniosły. Do obowiązków Twoich należy także sprawowanie sakramentów świętych, tudzież kazanie i inne duszpasterskie obowiązki, jednak co do tych a mianowicie co do kazania, może Cię wyręczać wikary. Sakramenty święte powinieneś osobiście tylko przedniejszym z ludu podawać, a to gdy Ciebie zażądają; skądinąd nie jest Twoim obowiązkiem czynić to bez różnicy osób” 1)
Szczególniejsza była to zaiste instrukcja dla Zwinglego. Tu szukano tylko pieniędzy, a znowu pieniędzy i po trzecie pieniędzy. Azaż w tym celu Chrystus Pan urząd duchowny ustanowił? Zwingli uważał jednak za roztropniejszą uśmierzyć na razie swą gorliwość, wiedział on bowiem, iż nie można oraz siać i mieć dojrzałe już owoce. Owszem o powyższych przepisach nie napomykając i słówkiem, podziękował on kapitule za honor, który mu wyborem jego wyświadczyła i zawiadomił obecnych, jak się do pracy zabierać zamyśla. „O życiu Jezusa za długo już przed ludem milczano. Ja postanowiłem u siebie mieć kazania o całej Ewangelii św. Mateusza, i wykładać z kolei rozdział za rozdziałem, bez względu na różne ludzkie objaśnienia, jedynie według ducha, który mi
1) Schuler, 227.
— 264 —
przez staranne porównywanie tekstu i serdeczną modlitwę się dostanie. Chwała i sława Boga i Syna jego jedynego Jezusa Chrystusa, tudzież zbawienie dusz ludzkich i nauka prawdziwej wiary sercem mem kierować będą.” Słowa te dziwne na zgromadzonych wywarły wrażenie. Niektórzy cieszyli się nad tym, inni znowu wielkie zdradzali niezadowolenie. Taki sposób kazania jest nowatorstwem; z jednego nowatorstwa wyniknie drugie, a potem gdzież koniec? Szczególnie kanonik Hoffraann uczuł się powołanym do zapobiegania bolesnym skutkom, które według zdania jego wyniknąć musiały z wyboru, do którego on sam tak gorliwie się był dołożył. „Taki sposób wykładania Pisma,” zauważał Hoffmann, „więcej przyniesie ludowi szkody niż korzyści.” „Ależ to przecież nie nowy, owszem prastary sposób wykładania,” rzekł Zwingli. „Popatrzcie się tylko na homilie świętego Chryzostoma o ewangelii św. Mateusza, lub św. Augustyna o ewangelii św. Jana. Ja jak najskromniej się zachowam i żadnego nie dam powodu do skargi,”
A zatem odstąpił Zwingli od zwyczaju, istniejącego od czasów Karola Wielkiego, według którego tylko pewne ustępy ewangelii w kościele czytano. On Pismu świętemu dawne prawa jego zastrzegł. Wstępując do urzędu swego nawiązał sprawę reformacji do zasad pierwszych wieków chrześcijaństwa i głębszym studiom słowa Bożego tym sposobem torował drogę. Co atoli jeszcze więcej na uwagę zasługuje, to jest ono pewne i niezawisłe stanowisko, które zajął względem kościoła. Przez to wszystko stanął on w oczach narodu jako reformator, a sprawa reformacji kroczyła naprzód.
Nie wskórawszy na posiedzeniu kapituły prawie nic złożył Hoffmann prośbę swą na piśmie w ręce przełożonego kapituły, wzywając go, aby Zwinglemu wiary ludu podkopywać nie dozwolił. Proboszcz wezwawszy go do siebie, z wielką uprzejmością przemawiał do niego; ale żadna ludzka moc nie była w stanie skłonić go do milczenia. Dnia 31. grudnia napisał Zwingli list do rady miasta Glarus, i zrzekł się ostatecznie posady duszpasterza, która zawsze jeszcze dlań była otwartą. Odtąd więc zupełnie należał Zurychowi tudzież do dzieła, którego wykonanie w tym mieście poruczył mu Bóg.
Było to w sobotę, w sam dzień Nowego roku 1519, gdy Zwingli ukończywszy prawie 35. rok życia swego, po raz pierwszy wstąpił na kazalnicę kościoła Zurycha. Kościół szczelnie był słuchaczami przepełniony; wielu ich bowiem przyszło, aby słynnego męża tego widzieli, tudzież nową tę
— 265 —
Ewangelią słyszeli, o której wszędzie po mieście gadano. „Ja was do Chrystusa poprowadzę,” rzekł Zwingli, „on bowiem jest prawdziwym źródłem zbawienia. Słowo jego, oto jedyny pokarm, który ja sercu i życiu waszemu dawać będę.” Potem oznajmił ludowi, iż z dniem jutrzejszym, to jest w pierwszą, niedzielę nowego roku rozpocznie wykład ewangelii Mateusza. Następnego dnia większa jeszcze zebrała się liczba słuchaczów. Zwingli otworzywszy księgę, od tak dawnych czasów zamkniętą, odczytał pierwszą jej stronę. Potem dał stosownie do 1. rozdz. Mat. krótki pogląd na historią patriarchów i proroków, i przedstawił rzecz w ten sposób, iż słuchacze zdziwieni i uradowani jednogłośnie oświadczali, iż jeszcze nigdy czegoś podobnego nie słyszeli 1).
Tak wykładał on całą ewangelią Mateusza, a zwłaszcza według greckiego tekstu; tudzież wykazał ludowi, jako wykład i zastosowanie nauk biblii wewnętrznym potrzebom serca ludzkiego odpowiada. Wielkie prawdy Ewangelii, jasno i dobitnie wyłożone ludowi, odpowiadały potrzebom uczonych i prostaczków. Zwingli podnosił nieograniczone miłosierdzie Boga Ojca i nauczał, iż wszyscy ludzie jedynie w Chrystusie Jezusie, który jedynym jest Zbawicielem, ufność swą pokładać powinni. Zwingli z wielkim naciskiem wzywał słuchaczów do pokuty, kazał przeciwko przepychowi życia, przeciwko nie-mierności, noszeniu wspaniałych ubiorów, przeciwko gnębieniu biednych, tudzież lenistwu, służbie w obcym wojsku itd. Współcześnik jego Weyse powiada o nim, iż na kazalnicy nie szczędził ani papieża ani cesarza, ni królów, ni książęta, ni panów, ani nawet Związku szwajcarskiego. Wszystką pociechę swą pokładał on spokojnym sercem w Bogu; i równie też całe miasto Zurych do tego napominał, aby Panu jedynie ufało. „Nigdy nie widziano człowieka mówiącego z takim okazaniem ducha i mocy,” powiada o nim Mykoniusz, który się działalności najlepszego przyjaciela swego z radością i nadzieją przypatrywał.
Głoszenie Ewangelii w Zurychu nie mogło pozostać bez owoców. „Odbywały się tam wkrótce istne zbiegowiska rozmaitych ludzi, a szczególnie pospolitego ludu,” pisze Bullinger. Kilku obywatelów Zurycha zupełnie już do kościoła nie chodziło. Füsslin, znany nam jako wieszcz, dziejopis i członek Rady stanu, często o tym wspomina, powiadając: „Z kazań tych księży żadnej nie mam korzyści; o nauce o zbawieniu
1) Weyse, Beitr. IV.
36.
— 266 —
niema u nich ani wzmianki, bo księża jej sami nie rozumieją.” Skarbnik rządu, Henryk Räuschlin, który pilnie w Piśmie świętem czytywał, pisze tak: „Tysiące duchownych się w Kostnicach zgromadziło, a najlepszego ze wszystkich spalili.” Zacni mężowie ci udali się przez ciekawość do kościoła na pierwsze kazanie Zwinglego. Na twarzach ich malowały się ślady głębokiego wzruszenia, z którym słuchali kazania. „Chwałaż Bogu,” powiadali po ukończeniu nabożeństwa, „to jest kaznodzieja prawdy; ten będzie nam Mojżeszem i wyprowadzi nas z Egiptu.” (Bullinger.) Od tej samej godziny stali się serdecznymi przyjaciółmi reformatora. „Wy mocarze świata tego,” napisał Füsslin, „nie potępiajcież już więcej nauki Chrystusowej! Gdy Chrystus, Syn Boży umarł, to rybacy naukę jego głosili. Jeśli teraz kaznodziei prawdy pozabijacie, to szklarze, młynarze, powroźnicy, szewcy i krawcy nauczać będą 1).
W pierwszej chwili powszechne panowało zdumienie, graniczące z osłupieniem. Lecz gdy pierwszy minął zapał, i przeciwnicy znowu nabyli odwagi. Skądinąd poczciwi ludzie, ale truchlejący na myśl o reformie rzeczy, poczęli się od Zwinglego oddalać. Namiętności mnichów, lubo na chwilę przycichły, na nowo teraz zawrzały. W sali kapituły niezliczone odzywały się skargi. Ale Zwingli nie dał się tym zachwiać. Przyjaciele uważali bohatera tego jakby męża pochodzącego z czasów apostolskich. Niektórzy przeciwnicy zaś śmiali się i szydzili z niego, inni nawet pogróżki i obelgi nań miotali. Zwingli jednak wszystko z chrześcijańską znosił cierpliwością. „Gdy człowiek złośników do Chrystusa prowadzić zamierza, to w niejednym miejscu oczy przymrużyć musi” 2). Zacne to słowo; nierazby je sobie przypomnieć należało.
Charakter jego i sposób znalezienia się w obejściu z ludźmi nie mniej niż mowy jego jednały mu serca ludzi. Był on prawdziwym chrześcijaninem i prawdziwym republikaninem. Równość wszystkich ludzi była dla niego czymś więcej, niż próżnym frazesem; ona mu z serca pochodziła i w życiu się objawiała. Duma faryzeusza i rubaszność mnicha, które uczonym i prostaczkom równie są wstrętne, zupełnie były sercu jego obce. Na otoczenie swoje dziwny wywierał on powab; obcowanie z nim nader było przyjemne. Na kazalnicy odznaczał się potęgą słowa, na ulicy i rynkach miasta
1) Müller's Reliquien
III. 185.
2) Zwingli Epp. 74.
—
267 —
uprzejmością wobec wszystkich, z którymi się spotkał. Na publicznych zebraniach wykładał mieszczanom główne zasady chrześcijańskiej wiary, lub też poufale o innych rzeczach z nimi rozmawiał. Chłopów i patrycyuszów z równa podejmował serdecznością. Jeden z najzaciętszych nieprzyjaciół jego tak się o nim odzywa: „On włościan do stołu zapraszał i z nimi na przechadzkę wychodził ; on rozmawiał z nimi o Bogu, i przy-tym wsuwał im księgi swe do kieszeni a do serca diabła. On do tego doprowadził, iż członkowie rady miejskiej chłopów tych odwiedzali, z nimi po mieście chodzili i wszelką grzeczność im wyświadczali”1).
I teraz jeszcze zajmował się Zwingli muzyką, lubo nie tak dużo. Z powodu tego naśmiewali się z niego przeciwnicy Ewangelii, nazywając go „lutnistą i piszczkiem ewangelickim.” Pewnego razu robił mu Faber z powodu tego zarzuty. Zwingli odpowiedział z stateczną otwartością: „Ty nie wiesz, kochany Fabrze, co to jest muzyka. Ja nauczyłem się grać na lutni, na, skrzypcach i innych instrumentach. To może ty za nadto jesteś pobożnym, aniżbyś się muzyką zajmował? Azaż i Dawid na harfie nie grywał? Azaż przez to złego ducha od Saula nie odpędzał? Gdyby tony niebieskiej lutni znane ci były, toby też i od ciebie wyszedł zły duch ambicji i szukania bogactw, który cię opętał.” Może była w tym pewna słabość Zwinglego; w każdym razie pełnił on sztukę te, której wiara w najwyższym uniesieniu swem używa, w duchu pewnej ewangelicznej wolności i dobroci serca. Do kilku swych pieśni on sam melodie ułożył. Tę sama uprzejmość okazywał on dla biednych. Współcześnik jego Weyse pisze o nim: „On jadł i pił ze wszystkimi, którzy go do siebie zaprosili; on nikim nie gardził; nad ubogimi wielką miał litość, on w szczęściu i nieszczęściu był stałym i dobrej myśli. Żadna niedola go nie złamała, serce wesołe i dzielne słowo wszędzie mu pozostawało.” Taką koleją, rosło jego wzięcie. Tu był u skromnego stołu ludu, tam znowu na uczcie bogatych, jako niegdyś Pan, a wszędzie pełnił dzieło, do którego powołał go Bóg.
Zwingli nie przestawał oddawać się nauce. Od rana aż do 10. godziny czytał on i pisał; szczególnie się zaś hebrajszczyzną zajmował. Po obiedzie przyjmował tych, co mu o czymś donieść, lub rady jego zasiągnąć chcieli. Potem wychodził z przyjaciółmi na przechadzkę, lub odwiedzał swych parafian. O drugiej godzinie znowu do pracy zasiadał. Po
1) Salat's Chronik 155.
— 268 —
wieczerzy jeszcze wychodził na przechadzkę, a potem pisał listy, niekiedy aż do północy. Pracował on stojący i nie dał sobie w tym przerywać, chyba tylko gdy o ważne rzeczy chodziło.
Ale praca
jednego człowieka nie wystarczała. Pewnego dnia zgłosił się u niego niejaki
Lucjan z pismami niemieckiego reformatora. Uczony Rhenanus mieszkał wtenczas w
Bazylei i z nieopisaną gorliwością zajmował się sprawą rozszerzania pism Lutra
we Szwajcarii. On to polecił Lucjana Zwinglemu. Rhenanus przekonał się o
znaczeniu, jakieby poseł roznaszający książki mógł mieś dla sprawy rozszerzania
reformacji. Lucjan prawie całą Szwajcarię przeszedł i z różnymi ludźmi zabrał
znajomość. „Przekonaj się,” napisał Rhenanus do Zwinglego, „czy Lucjana dosyć
sprytnym i zręcznym uważasz, Jeśliś tego jest zdania, to go wyślemy, aby idąc
od miasta do miasta, od wsi do wsi, od domu do domu wszędzie pisma Lutra
sprzedawał, a szczególnie jego wykład modlitwy Pańskiej, napisany dla
świeckich. Im lepiej go poznają, tym więcej znajdzie kupujących. Lecz on
innych książek roznaszać nie śmie, tym więcej za to sprzeda luterskich,” Tym
sposobem dostał się do niejednej chatki szwajcarskiej promień światłości
ewangelicznej. Inną jednak książkę byłoby się najprzód jeszcze należało
rozpowszechniać, a mianowicie ewangelią Jezusa Chrystusa.
––––––––––
• ––––––––––