— 172 —
VI.
Odwaga Lutra. — Bugenhagen w
Wittenberdze. — Prześladowania na Pomorzu. — Melanchton chce towarzyszyć
Lutrowi, — Amsdorf, Schurff, Suaven. — List Huttena do Karola V.
Było to dnia 24. marca. Wysłaniec cesarski, Kacper Sturm, wstąpił do pomieszkania Lutra i wręczył mu pozew Karola V. Ważna była to chwila dla reformatora. Przyjaciele jego drżeli, zdjęci będąc trwogą o jego życie. Oprócz Fryderyka Mądrego nie oświadczył się jeszcze żaden inny książę za Lutrem. Rycerstwo wprawdzie groźna przyjęło postawę, ale potężny Karol patrzał na to z lekceważeniem, Luter nie dał się jednak zachwiać. „ Papistom,” rzekł Luter do strwożonych przyjaciół, „nie o to chodzi, aby mię w Wormac}'! widzieli, ale o to, aby ca śmierć osądziwszy mię zabili. Nie za mną ale za słowem Bożem się módlcie. Nim jeszcze krew moja zastygnie, to już tysiące ludzi za to odpowiadać będą, iż ją przelano. Najświętszemu przeciwnikowi Jezusa Chrystusa, Ojcu i mistrzowi nie mało na tem zależy, aby ją przelano. Amen! Boża niech dzieje się wola! Chrystus udzieli mi ducha swego, i pomoże mi te sługi błędu przezwyciężyć. Żyjąc nie dbam ja o nie, a umierając przezwyciężę ich. W Wormacji wszystkich użyją środków, by mię do odwołania nakłonili. Odwołanie moje brzmi tak: „Ja przedtem papieża namiestnikiem Chrystusowym nazwałem; ale teraz go przeciwnikiem Pana i apostołem błędu nazywam.” Dowiedziawszy się następnie, jako go z wszystkich kazalnic Dominikanów i Franciszkanów potępiają i przeklinają, powiedział Luter te słowa: „Nad tem zaprawdę z całego serca się cieszę1)!” Sumienie jego wydawało mu świadectwo, iż wole Boża wypełnił, tudzież iż Bóg jest z nim — azaż nie miałby tedy odważnie puścić się w drogę? Szczerość zamiarów i swoboda sumienia jest wprawdzie ukrytą, ale nie dającą się obliczyć potęga, sługom Pańskim właściwa. Ona lepszą jest rękojmią zwycięstwa, niż wojska i pancerze.
O tymże czasie przybył do Wittenbergi mąż, który równie jak Melanchton został przyjacielem Lutra aż do śmierci. Przybycie jego także wpłynęło na podniesienie otuchy
1) Luth. Epp. I. 556.
— 173 —
reformatora wybierającego się w drogę do Wormacji. Mężem tym był pewien duchowny, liczący lat 36, imieniem Bugenhagen. Biskup Kaminu i książę pomorski Bogusław zaczęli u siebie wszystkich zwolenników Ewangelii, jako to duchownych, uczonych i innych obywatelów okropnie prześladować. Uchodząc przed prześladowaniem udał się Bagenhagen do Witteabergi. Pochodził on z pewnej senatorskiej rodziny miasta Wollin na Pomorzu, dla czego go zwyczajnie Pomeraaem nazywano. Już w dwudziestym roku wieku swego został on nauczycielem na wszechnicy miasta Treptowa. Młodzież garnęła się zewsząd do niego, szlachta i uczeni ubiegali się o jego przyjaźń. Bugenhagen odznaczał się szczególniejszym zamiłowaniem do Pisma św., i prosił Boga, aby go duchem swym oświecić raczył. Było to pod koniec grudnia r. 1520, pewnego wieczora siedział Bugenhagen z kilkoma przyjaciółmi u stołu. W tem podano mu księgę Lutra „O babilońskiej niewoli kościoła.” Przejrzawszy ją pobieżnie zauważał Bugenhagen, że od czasu ukrzyżowania Chrystusa niejeden już powstał kacerz w łonie kościoła, ale gorszego i zarażliwszego od autora księgi tej nigdy jeszcze nie było. Potem wziąwszy księgę z sobą do domu przeczytał ją kilkakroć z uwaga. Wszystkie zdania jego zmieniły się i nowe sercu jego zajaśniały prawdy. W kilka dni później odezwał się Bugenhagen do swych kolegów: „Cały świat w najgrubszej pogrążony jest ciemności; mąż ten jedyny prawdziwą widzi światłość.” Kilku duchownych, jeden dyakon, a nawet sam opat klasztoru przyjęli źródło prawdy Bożej i kazaniami pelnemi zapału przywiedli słuchaczów swych od zabobonu do poznania nauki o zbawieniu, które jedynie z zasługi Chrystusowej wynika1). W tem wybuchło prześladowanie. Kilku zwolenników Ewangelii rzucono do więzienia. Bugenhagen, uszedłszy prześladowców, udał się do Witteabergi. Melanchton napisał w sprawie jego do kapelana elektora te słowa: „On dla Ewangelii prześladowanie znosi. Dokądże miał się tedy uciec, jako jedynie do naszego przytuliska i pod opiekę naszego księcia2)?”
Największą radość atoli sprawiło przybycie jego samemu Lutrowi. Umówili się z sobą, iż po odjeździe Lutra zajmie się Bugenhagen wykładem psalmów. Taką koleją sprowadziła Opatrzność Boska do Wittenbergi człowieka, który na wszechnicy choć po części mógł zastąpić Lutra. W rok później
1) Melch. Adam, Vita Bugenhagii, 313
2) Corp. Ref. I. 361.
— 174 —
został Bugenhagen pierwszym kaznodzieja przy kościele wittenberskim, który to urząd przez 36 lat piastował. Luter nazywał go zwykle tylko pastorem.
Nadchodziła chwila wyjazdu Lutra. Przyjaciele jego mocno byli przekonani, iż wybiera się na śmierć, chyba żeby go Bóg cudem ocalił. Melanchton żyjąc w oddaleniu od ojczyzny swojej, przywiązał się całym sercem do Lutra. „Luter mi za wszystkich przyjaciół wystarcza. Ja nawet powiedzieć nie umiem, jak on mi się wielkim i podziwienia godnym wydaje. Wiemy o tem, jak bardzo Alcibiades podziwiał Sokratesa, ale ja Lutra jako chrześcijanina podziwiam. Ilekroć nań spojrzę, to zawsze ini się doskonalszym wydaje”1). Melanchton chciał koniecznie towarzyszyć przyjacielowi i wszystkie z nim dzielić niebezpieczeństwa, ale przyjaciele jego, a podobno i sam Luter nie zgodzili się na to. Azaż nie było obowiązkiem Filipa stanąć teraz na miejscu odchodzącego przyjaciela? Któż inny oprócz niego mógłby kierować sprawa reformy w tym razie, gdyby Luter więcej nie powrócił? Wtenczas napisał Melanchton te pokory i żalu pełne słowa: »Ach, dla czegóż mi przecież z nim jechać nie pozwolili2)!”
Dzielny Amsdorf od razu się oświadczył, iż z Doktorem pojedzie. Odważny umysł jego szczególniejsze miał upodobanie w narażaniu się na rozmaite niebezpieczeństwa. Dla dumy jego było to istną rozkoszą, stanąć bez obawy w zgromadzeniu królów. Na katedrę prawa przy wszechnicy wittenberskiej powołał elektor znakomitego uczonego, niejakiego Hieronima Schurff, który był synem lekarza z miasta St. Gallen. Między Schurffem i Lutrem ścisła panowała zażyłość. Był to człowiek nader łagodnego umysłu. Luter powiada o nim, jako nigdy nie mógł przenieść na sobie, aby choć jednego złoczyńcę na śmierć osadziłs). Ten Jękliwy maż ofiarował Lutrowi swoje usługi, i obiecał towarzyszyć mu do Wormacyi. Do nich dołączył się pewien student, pochodzący z Danii, imieniem Piotr Suaven. Mieszkał on wtenczas w domu Melanchtona. Później zasłynął Suaven z ewangelicznej działalności swej, jaką w Danii i na Pomorzu rozwinął.
A zatem i młodzież akademiczna obok onego szermierza prawdy Bożej miejsce swoje znalazła.
Całe Niemcy odczuwały niebezpieczeństwo, które orędownikowi niemieckiego narodu groziło. Znalazł się i głos
— 175
—
1) Corp. Ref. I. 264.
2) Corp Ref. I.
365.
3) Luth. Opp. XXII.
2067.
poważny, zdolny do wynurzenia obaw całej ojczyzny. Ulryk Hutten drżał tv obliczu ciosu, co dla całych Niemiec nie małą zapowiadał klęskę. On to na dniu 1. kwietnia następujący do cesarza wystosował list: „Najjaśniejszy Panie! Rzeczy mają się tak, iż na nas i na samego siebie niechybnie klęskę sprowadzisz. Albowiem o cóż innego rozchodzi się w sprawie Lutra, jako jedynie o to, aby naszą wolność i Twoją potęgę wniwecz obrócili? Niema w obrębie całych Niemiec poczciwego człowieka, któregoby sprawa ta do żywego nie obchodziła. Księża tylko sprzeciwiają się Lutrowi, a to dla tego, ponieważ władzę ich niezmierną, tudzież przepych haniebny i życie zepsute potępił, ponieważ w obronie wolności ojczyzny i czystości obyczajów wystąpił.
„Oddal od siebie, Najjaśniejszy Panie, tych intrygantów rzymskich, oddal biskupów i kardynałów, co wszelkiej poprawie rzeczy się sprzeciwiają. Azaż nie zauważałeś smutku narodu, który nad tem bolał, iż po przybyciu Twoim ujrzał Cię w okolicy Renu w otoczeniu całej zgrai księży i tych panów, co czerwone kapelusze noszą, a nie raczej otoczonego zgrają walecznego rycerstwa?
„Nie chciej Najwyższego Majestatu swego wydać na pastwę tych ludzi, którzy go nogami podeptać pragną. Miejże litość nad nami! Nie porywaj całego narodu z sobą do upadku! Na jawne lepiej wystaw nas niebezpieczeństwa, prowadź nas na ogień i miecze! Gdyby wszystkie narody przeciwko nam się sprzysięgły i wszystkie wojska przeciwko nam stanęły, to nam odwagi nie braknie. Ale w ciemności i potajemnie, bez walki i bez broni jakby kobiety dostać się w niewolę — od tego nas uchowaj! My spodziewaliśmy się po Tobie, iż nas z jarzma Rzymu wyzwolisz i tyraństwu papieża koniec położysz. Oby Bóg dał, aby przyszłość stała się lepszą, aniż był początek.
„Całe Niemcy w duchu do kolan Twoich upadają, i ze łzami błagają Cię o pomoc, o litość, o wierność. Przez uświęconą pamięć onych Niemców, którzy, gdy cały świat ulegał Rzymowi, jedni przed onym wyniosłem miastem szyi swojej nie ugięli, przez pamięć ich, powiadam, poprzysięgamy Cię! wyrwij nas z niewoli i pomścij się krzywdy naszej na tyranach”1).
Tak przez rycerza naród niemiecki do cesarza przemówił. Lecz cesarz nie zważał na to, owszem odrzucił podobno list
1) Luth. Opp. lat. II. 182—184.
— 176 —
jego z pogardą gdzieś na bok. On był sercem Belgijczykiem, nie Niemcem. Potęga jego domu, a nie wolność i spokój państwa była mu ostatecznym życzeń jego celem.
–––––––––– • ––––––––––