IV.

Zdania książąt. — Mowa księcia Jerzego. — Zasadnicza cecha reformy. — 101  zażalenie. —   Ustępstwa  Karola.    Zabiegi Aleandra. — Grandowie hiszpańscy. — Spokój Lutra. — Luter

umrze, ale nie odwoła.

 

Kilka dni do zatarcia pierwszego wrażenia mowy nun-cyusza wystarczyło. Tak to zawsze bywa, ilekroć jaki mówca czczość swych wywodów dźwięcznymi słowami pokryć usiłuje.

Większość obecnych książąt nie wzbraniała się poświęcić osobę Lutra, ale praw państwa i skarg narodu niemieckiego ani jeden z nich zrzec się nie myślał. Co do osoby onego zuchwałego mnicha, który tak głośno wołać się ośmielił — to mniejsza o jego życie; ale tom bardziej chcieli za to na­czelnicy niemieckiego narodu przypomnieć papieżowi o potrzebie pewnej reformy. Najbardziej zaś uderza, iż największy prawie wróg Lutra, książę saski Jerzy, najsilniej na roszczenia Rzymu się oburzył. Wnuk czeskiego króla Podiebrada sprzeciwiał się nauce reformatora o łasce Bożej, ale nie porzucił dla tego nadziei pewnej poprawy co do obyczajów tudzież urządzeń wewnątrz kościoła. Przeciwko Lutrowi gorlił się Jerzy dla tego, ponieważ mu się zdawało, iż Doktor z nienawidzianemi naukami swemi szkodzi sprawie powyższej poprawy.

 

    161   

 

Lecz gdy się przekonał, że nuncjusz reformę kościoła równie jak osobę Lutra potępia, to sam ku zdziwieniu wszystkich, którzy o nienawiści jego  do Lutra wiedzieli, powstawszy w  zgromadzeniu książąt następujące powiedział słowa: „Sejm nie powinien tracić z oka, co ma przeciwko Rzymowi. W państwach naszych pełno jest nadużyć.    Annaty, na które cesarz na rzecz  chrześcijańskiego kościoła zezwolił,  uważają już za powinność, i domagają się takowych.   Dworacy rzymscy z każdym dniem nowe jakieś re­guły i ustawy wymyślają, za pomocą  których prebendy nasze nabywają, a potem sprzedawają lub wynajmują takowe.   Dwo­rzanom swoim dawają papieże ekspektatywy i rezerwy na szkodę tych, którym  prebendy należą.   Komendy opactw i klasztorów rzymskich dostawają się w ręce kardynałów, biskupów i pra­łatów,   którzy  dochodów  ich  w  ten  sposób   używają,      po klasztorach,   któreby   20   do   30   mnichów   wyżywić   powinny, ledwie że jeden mnich się znajduje. Liczba stacyj rośnie prawie do nieskończoności. Po wszystkich ulicach i rynkach stoją budy kramarzów, sprzedawających odpusty;  tam buda świętego Antoniego, tu świętego Ducha, tam pod świętym Hubertem, tu pod świętym Korneliuszem, pod świętym Wincentym i wielu innymi.  Towarzystwa kupują w Rzymie za pieniądze koneesye do zakładania takich kramów, od biskupów dokupują się prawa sprzedawania towaru swego, a pieniądze   do   tego   potrzebne z kadzę biorą? Jużci z   kieszyni najbiedniejszego robotnika je wyłudzają!  Tudzież za pieniądze sprzedawają odpusty, które dla zbawienia dusz ludzkich za  darmo udzielać, a znowu mo­dlitwami, postami i dobrymi uczynkami  nabywać należy.    Za popełnienie cudzołóstwa, za opilstwo, za bluźnierstwo przeciwko Bogu i  znieważenie dnia świętego dokuczają, oficjałowie i  bi­skupi biednemu pospolitemu człowiekowi aż do żywego, a między duchownymi dzieją się te same rzeczy codziennie i bezkarnie. Pokutującym za grzechy wyznaczają kary, a to w ten sposób, iż za niedługo te saine grzechy znowu pełnić mogą, tylko że nieco więcej pieniędzy za nie płacić muszą. Oto niektóre tylko nadużycia,  świadczące przeciwko Rzymowi.   Już  się ani  nie wstydzą więcej, nie myśląc o niczem zgoła jako jedynie o pie­niądzach. Kaznodzieje nie uczą już prawdy, ale tylko kłamstwa; a za to nikt ich nie karze, owszem nagrody odbierają, bo im lepiej lżą, tem więcej zarabiają.  Z tej zatrutej studni wielkie wszystkimi potokami naokoło płynie  zgorszenie.    Łakomstwo i lubieżność idą  ręka w rękę.    Oficyałowie pod rozlicznymi pozorami zwabiają do siebie  kobiety, groźbami i podarunkami je zwodzą, albo przynajmniej dobrej sławy pozbawiają.  

 

    162   

 

Zgorszenie, wychodzące od duchownych, nie mało biednych dusz do wiecznego potępienia uprowadza. Tu koniecznie powszechnej reformy potrzeba. W powyższym celu musi koniecznie powszechny sobór zostać zwołany. Nad sprawą tą powinniście, Jaśnie Wiel­możne książęta, jak najgorliwiój się zastanowić.” W kilka dni po przemówieniu Aleandra podał książę Jerzy powyższe zaża­lenia na piśmie. Ważne pismo to znajduje się jeszcze w ar­chiwum miasta Wejmar1).

Luter nie przemawiał mocniej przeciwko nadużyciom Rzymu, ale jednak więcej osiagł. Książę wykazał istniejące skażenie, Luter zaś z chorobą razem wykazał przyczynę takowej tudzież i lekarstwo od niej. Reformator dowiódł, iż grzesznik prawdziwego, od Boga pochodzącego odpuszczenia grzechów swoich dostępuje przez wiarę w łaskę Bożą i zasługę Chry­stusa Pana; a prosta i potężna nauka ta wszystkie odpustowe budy duchowieństwa obaliła. „Jakże stanę się pobożnym czło­wiekiem ? Na to odpowie fanatyk: Przywdziej szary habit i opasz się powrozem Rzymianin ci zaś odpowie: Słuchaj mszy i pość. Ale chrześcijanin taką da odpowiedź: Jedyna wiara w Chrystusa zjedna duszy twej grzechów odpuszczenie i wieczne zbawienie. Przed dobrymi uczynkami musimy jeszcze pierwej mieć żywot wieczny. A tak odrodziwszy się poprzednio i przez słowo łaski dziećmi Bożymi się stawszy, dopiero potem dobre pełnimy czyny”2).

Jerzy przemówił jako świecki książę, Luter atoli jako reformator kościoła. Głównym powodem skażenia tego była ta okoliczność, iż koś(áół zaparłszy się wewnętrznej natury swojej zupełnie we wszystkim stał się zewnętrznym, iż wszystkie dary łaski Bożej i wszystkie uczynki ludzkie w ziemski jedynie i zewnętrzny pojmował sposób. Listy odpustowe były tylko ostatecznym wynikiem prądu tego. Rzecz tak zupełnie wewnętrzną i duchową, jaką jest odpuszczenie grzechów, sprzedawano po prostu w budach kramarskich tak, jak dziś potrawy i napój sprzedawają. Zasługa Lutra w tym przede wszystkim zależy, iż z onego najbardziej uderzającego punktu skażenia chrześcijaństwa wychodząc każdego pojedynczego człowieka jako i kościół, cały na powrót do onego źródła żywota wiecznego prowadził, tudzież iż w świątyni serca człowieczego odnowił królestwo Ducha Świętego. Lekarstwo, jak to nieraz bywa, z samej wyszło choroby. I tutaj się zgoła dwie ostateczności z sobą stykały.

 

1) Seckendorf, 328.

2) Luth. Opp. XXII. 748.

 

    163   

 

Dotąd była droga rozwoju kościoła zupełnie zewnętrzną; cere­monie, praktyki i rozmaite ludzkie ćwiczenia najprzedniejsze w nim miejsce zajmowały. Odtąd nowa zaczęła się epoka, w której kościół Chrystusów dąży do wewnętrznego rozwoju wiary, miłości i nadziei. —

Mowa Jerzego tem większe wywarła wrażenie, ponieważ znaną była nienawiść jego do Lutra. Inni członkowie sejmu inne znowu wytoczyli skargi, a nawet książęta kościoła w tej samej myśli przemawiały. „Mamy teraz papieża,” rzekli bi­skupi, „który tylko o polowaniu i o rozrywkach myśli. Prebendy niemieckiego narodu przeznaczają w Rzymie myśliwym, służalcom, pokojowcom, dworskim ciurom, poganiaczom osłów, woźnicom, trabantom i innym tego rodzaju ludziom, których nikt w Niem­czech nie zna” 1).

Wybrano komisję, któraby wszystkie powyższe skargi skreśliła. Okazało się, iż liczba takowych wynosiła 101. Deputacja z świeckich i duchownych panów złożona, wręczyła po­wyższe zestawienie w skróceniu cesarzowi, uroczyście zaklinając go, aby w myśl poprzysieżonej kapitulacji bronił praw niemieckiego narodu. „Tyle to dusz upada, tyle łupiestwa i prze­kupstwa codzień się dzieje, ponieważ głowa chrześcijaństwa na to zezwala. Tu sromocie i upadkowi niemieckiego narodu ko­niecznie zaradzono być musi. My pokornie i gorąco o to bła­gamy, niechaj Wasza Cesarska Mość do tego przyczynić się zechce, abyśmy przecie jakiejś poprawy i powszechnej reformacyi się doczekali”2). Wewnątrz społeczeństwa chrześeiańskiego tajemnicza jakaś siła na umysły książąt i narodów oddziaływała. Wyższa ona, z góry pochodząca mądrość nawet i przeciwników reiormitcyi z sobą porywała. A gdy wybiła godzina wyzwolenia kościoła, wszystko już było gotowe.

Na powyższe przedstawienia nie był ani cesarz ani nuncjusz przygotowany. A jednak ich po prostu odrzucić nie uchodziło. I tak już spowiednik kara nieba zagroził Karolowi, jeźliby poprawą kościoła się nie zajął. Dla tego też cesarz od razu cofnął swój wyrok, według którego w całym obrębie państwa wszystkie kacerskie pisma od razu spalić miano, i roz­kazał natomiast, aby je tymczasem do rak władz gminnych wydano. Z tem jednakowoż nie było zgromadzenie spokojne; owszem domagało się, aby Luter osobiście stanął przed sejmem. Przyjaciele jego podnosili, iż niesprawiedliwą byłoby potępić

 

1) Kapp. III. 262.

2) Luth. Opp. XXn. 567.

 

    164   

 

go, nie dowiedziawszy się z ust jego, iż one na spalenie skazane księgi rzeczywiście z jego pióra pochodzą. — Przeciwnicy zaś byli zdania, iż nauka Lutra tak się już rozpowszechniła, iż nie wysłuchawszy reformatora postępów nauki jego ograniczyć prawie nie podobna. Nikt nie będzie z nim dysputował; ale jeźli do ksiąg się przyzna i nie odwoła takowych, to potem wszyscy elektorowie, książęta i stany państwa, wierze ojców wierne, ze wszystkich sil wykonanie wyroków cesarskich popierać będą.

Aleandra aż strach ogarnął. Odwaga Lutra i brak nauki po stronie książąt niepokoiły go, a dla tego wszelkich użył środków, aby zjawieniu się reformatora zapobiedz. Chodził on od ministrów cesarskich do książąt najwięcej sprzyjających papieżowi, a od tych znowu do samego cesarza; tudzież tłu­maczył im, iż tego, co papież ustanowił, roztrząsać się nie godzi. „Wy powiadacie, że z Lutrem nikt dysputował nie będzie; ale potęga słowa jego, oko jego pełne zapału, i oblicze duchem pałające nie trudno wielkie wzburzenie wywołać mogą. I tak już nie mało ich jest, co go jakby świętego czcza; ba na wielu miejscach go z koroną świętych na głowie malują. Ale jeźli go już zawez\vą, to niechaj mu przynajmniej listu żelaznego nie dadzą”1). Tym ostatnim dodatkiem chciano Lutra albo odstraszyć albo też rzeczywiście zgotować mu śmierć.

Grandowie hiszpańscy stali po stronie nuncjusza. Wpra­wdzie wśród narodu hiszpańskiego tę sama, co w Niemczech, żywiono nienawiść do inkwizycji Dominikanów. Po krótkiej przerwie wolności zostało jednak jarzmo to na nowo przez Karola Hiszpanom nałożone. I tam znajdowało się wśród ludu dosyć liczne stronnictwo, które sprawie Lutra sprzyjało. Ale inaczej miała się rzecz co do wysokiej szlachty. Ci panowie znaleźli i tu w okolicach Renu, czego u siebie nienawidzieli; a dla tego w fanatyzmie swym niczego tak gorąco nie pra­gnęli, jak tego, aby nowe ono kacerstwo jak najprędzej wytę­piono. Na prostą wzmiankę o jakiejkolwiek reformie wpadał np. książę Fryderyk Alba w istny szał wściekłości2). Tak skąpać się od serca we krwi wszystkich kacerzów — to naj­większą byłoby dlań rozkoszą. A zatem już samo imię Lutra, nim go jeszcze wezwano, budziło popłoch w sercach wszystkich panów wewnątrz chrześcijaństwa, którzy w Wormacji byli obecni

 

1) Pallavicini, I. 113.

2) Pallavicini, I. 362.

 

    165   

 

Mąż atoli, który mocarzom świata tego tyle sprawiał kłopotów, zgoła sam jeden pozostawał spokojny. Wieści docho­dzące z Wormacyi nie bardzo były pomyślne. Przyjaciele Lutra drżeli z obawy; Melanchton napisał do Spalatina: „Nic nam więcej nie pozostawa, jak twoja życzliwość i twoje modlitwy. Oby Bóg krwią naszą zbawienie ludu chrześcijańskiego okupić zechciał”1). Luter atoli wszelkiej prożen będąc obawy, rozmyślał w cichej komórce swojej o słowach Maryi, które do siebie za­stosował, a mianowicie: „Wielbi dusza moja Pana; i rozradował się duch mój w Bogu i zbawicielu moim. Bo mi uczynił wielkie rzeczy ten, który mocny jest i święte imię jego. Dokazał mocy ramieniem swojem i rozproszył pyszne w myślach serca ich. Ściągnął mocarze z stolic ich, a wywyższył uniżone.” (Luk. 1. 46—55.) Podajemy tu co do powyższego hymnu tylko nie­które myśli Lutra. „Który mocny jest” —zaistenie mała to odwaga tak młodej dziewicy. Ona jednem słowem wszystkich mocarzów czyni chorymi, wszystkich władców bezwładnymi, wszystkich mędrców głupcami, wszystkich słynnych czyni po­śmiewiskiem — a jednemu jedynemu Bogu wszystką potęgę i moc i mądrość i chwałę oddawa. — „Kamieniem swojem” — to znaczy własną mocą swoja, którą bez pomocy rzeczy stworzonych cudów dokazuje. To po cichu i w skrytości się dzieje, aż się wykona. Ani się nie spostrzeżesz, a oto, już wniwecz obrócono; a znowu nikt nie widział, ani sobie nie pomyślał, a oto! nuż i na nowo odbudowano. Sługi swe po­zbawia siły i przygnębia ich; lecz prawie gdy się światu wy­daje, że już po nich, to w tej samej chwili okazuje się siła Boga w całej swojej pełni, i ramie jego cudów dokazuje. Bo gdzie ludzka siła się kończy, tam Boża moc zwycięża, jeśli jej tylko w wierze i cierpliwości wyglądamy. Przeciwnie znowu pozwala Bóg innym się wynosić i stać się w obliczu świata wielkimi; ale potem odbiera od nich swa siłę, tak iż na końcu o własnej sile swej stojąc upadają i nikną. Przez niejaki czas świetnie sprawa ich stoi, ale potem pryśnie jako bańka wody, i znika nie pozostawiwszy po sobie ni śladu.”

Dnia 10. marca, prawie w tej chwili, gdy imię jego w Wormacji powszechny popłoch budziło, ukończył Luter wykład powyższego hymnu.

Ale i tak nie dano mu spokoju. Z rozkazu elektora przesłał mu Spalatin spis artykułów, których odwołania od niego żądać miano. Odwołać w Wormacji, czego bronił

 

1) Corp. Ref. I. 868

 

    166   

 

w Augsburgu — szczególniejszy to domysł! Luter odpowiedział na to: „Nie myślę o tem, iżbym odwołał. Widzę bowiem, iż papiści nic innego przeciwko mnie nie maja oprócz tego, żem przeciwko nadużyciom i ceremoniom kościoła ich pisał, które to ceremonie oni sobie sami wymyślili. Dla tego cesarzowi Karolowi odpowiem tak: „ Jeśli tylko celem odwołania przybyć mam, to wolę nie przychodzić, boby to prawie tak wyglądało, jakobym znowu powracał, mimo że mię za drzwi wyrzucono. Jeśli atoli Jego cesarska Mość wzywa uiię dla tego, aby mię stracono, tudzież jeśli mię wrogiem państwa ogłosić zamierza, to ja chętuie przybędę. Ja nie myślę uciekać ani z pomocą Chrystusową wśród niebezpieczeństwa słowa Bożego się zaprzeć. Ale i to wiem, że ci oprawcy nie spoczną, dopóki krwi mojej nie przeleją. Gdyby to w mojej mocy było, to życzyłbym sobie, aby nikt inny, jak tylko papiści krwią moją się zbroczyli.”

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1