— 156 —
III.
Aleander na sejmie. — Mowa j ego. —
Skarga przeciwko Lutrowi. —
Usprawiedliwienie Rzymu. —
Nuncjusz wzywa pomocy Karola przeciwko Lutrowi. — Wrażenie mowy nuncjusza.
Na tak uroczyste posłuchanie nie omieszkał nuncjusz należycie się przygotować. Ważna była to sprawa, lecz Aleander umiał jej sprostać. Jako wysłaniec naczelnika kościoła występował on na zewnątrz olśniony będąc przepychem wysokiego powołania swego. Do tego należał Aleander do najznakomitszych mówców wieku swego. Zwolennicy reformacyi nie mogli w obliczu posiedzenia tego obaw swoich zataić. Elektor nie chcąc na nim osobiście być obecnym wymówił się słabością. Do radców swych wydał jednak rozkaz, aby w posiedzeniu wzięli udział i donieśli mu o mowie nuncjusza.
W dzień oznaczony udał się Aleander do zgromadzenia książąt. Umysły nie mało były zaniepokojone. Niejednemu przypomniał się obraz Annasza lub Kajfasza, który stanąwszy przed ratuszem, także domagał się śmierci onego męża, który „odwraca lud” (Łuk. 23. 2). Prawie, gdy nuncyusz we drzwi wstępował, nadszedł przeciwko niemu z groźną miną jakiś woźny sejmowy, i porwawszy nuncyusza koło piersi potrącił go w tył. Był on w sercu luteraninem, powiada Pallavicini1). Jeźli doniesienie to na prawdzie spolega, to jest nam świadectwem wielkiego wzburzenia umysłów, ale nie mniej także świadectwem onej wewnętrznej mocy, jaką słowa Lutra i na odźwiernych sejmu wywierały. Dumny Aleander, nastroiwszy się od razu w powagę godności swojej, wstąpił na salę. Nigdy prawie nie zdarzyło się dotąd Rzymowi, iżby w tak dostojnom zgromadzeniu sprawy swojej bronił. Nuncjusz złożył przed sobą potrzebne mu dowody, jako to księgi Lutra i odnośne bulle papieskie, a skoro cisza nastała, następującą przed sejmem wygłosił mowę:
„Najjaśniejszy monarcho, potężne książęta, czcigodni posłowie! Oto mam bronić sprawy, która sercu mojemu nader jest drogą, Albowiem o to się tu rozchodzi, aby pan mój i nadal papieską nosił tiarę, którą narody uwielbiają, tudzież aby nie upadł tron jego, dla którego utrzymania ja chętnie samego siebie wydam na spalenie, byle tylko razem ze mną on potwór wszczynającego się kacerstwa się spalił.”
1) Pallavicini, I. 111.
— 157 —
„Spór Lutra z Rzymem nie papieskie jedynie interesa narusza. Pisma Lutra oto są przedemną, a trzeba chyba zupełnie być ślepym, aby nie poznać, iż przez nie najświętszym naukom kościoła walka wypowiedzianą została. Luter uczy, że ci tylko Wieczerzę Pańską godnie pożywają, których serce i sumienie skruchy i żalu nad grzechami jest pełne, tudzież iż chrzest święty jeszcze nikogo nie usprawiedliwia, ale czyni to wiara w słowo obietnicy Bożej, która do chrztu dołączyć się musi. Luter powiada, że dobre uczynki nie są dla zbawienia wiecznego konieczne potrzebne, tudzież że do zupełnego wypełnienia przyrodzonego jako też i Bożego zakonu, ani wolności ani siły nie posiadamy. Co więcej, kacerz ten twierdzi, iż we wszystkich czynach człowieka koniecznie pewien grzech się znajduje. Azaż kiedykolwiek ze zbrojowni piekła pojawiła się broń, któraby równie jak ta wszelką zasłonę sromoty była zerwała? Luter gada o zniesieniu ślubów zakonnych. Azaż świętokradztwo i sromotna bezbożność wyższego jeszcze może dojść stopnia? W jakąż to pustynię zamieni się świat, jeźli ci, którzy kwasem wśród ludu być mają, naraz świętobliwe odzienie swoje zerwą i opuszcza kościoły, w których święte pieśni śpiewali, i puszczą się na drogę cudzołóstwa, wszeteczeństwa i wszelkiej rozpusty!
Azaż wszystkie zbrodnie okrutnego mnicha tego wyliczać mam ? On grzeszy przeciwko umarłym, bo powiada, że niema czyśćca; grzeszy przeciwko niebu, bo oświadcza, iżby ani aniołowi z nieba nie uwierzył; grzeszy przeciwko kościołowi, bo mówi, iż wszyscy chrześcijanie są kapłanami; grzeszy przeciwko świętym, bo pisma ieh lekceważy, grzeszy przeciwko soborom, bo kostnicki sobór otchłanią szatana nazwał; a na-końcu i przeciwko światu grzeszy, albowiem uczy, aby nikogo nie karano śmiercią, chyba jeśliby śmiertelny popełnił grzech1). Niektórzy powiadają o nim, że jest pobożnym człowiekiem. Ja obcowania jego nie sądzę, ale to tylko chciałbym zgromadzeniu temu przywołać do pamięci, że i diabeł maską dobrego zwodzi narody.”
Wspomniawszy o czyśćcu, który uchwałą soboru odbytego we Florencyi został potępiony, w tej samej chwili złożył Aleander u nóg cesarza bullę papieża, która na sobór ten klątwę Rzymu rzuciła. Arcybiskup Moguncji podniósłszy takową, podał ją arcybiskupom Kolonii i Trewiry, którzy z uroczystą przyjąwszy ją powagą innym podali książętom. Nuncjusz,
1) Seckendorf, 333.
— 158 —
wynurzywszy skargi swe przeciwko Lutrowi, przeszedł od razu do usprawiedliwienia kurii rzymskiej.
„Luter powiada, że w Rzymie coś innego obiecują, a zawsze coś innego, zupełnie przeciwnego, czynią. Gdyby się tak rzecz miała, to i inny dałby się ztąd wyprowadzić wniosek. Gdzie słudzy religii jakiej zupełnie według przepisów jej żyją, tam można powiedzieć, iż religia ta własnym ich jest utworem. Taka była religia starodawnych Rzymian, taką jest mohametańska, taką też i luterska, ale nie taka jest ta, której nas rzymscy papieże uczą. Nauka ich potępia wszystkich ludzi jako błądzących; niektórych z nich jako zasługujących na karę, a niektórych nawet — niechaj wolno mi będzie powiedzieć prawdę — jako zbrodniarzów. Nauka ta oddawa uczynki żyjących pod naganę publiczności, a po śmierci ich na hańbę sądu historyi. A teraz pytam się, czy religia taką dla własnej przyjemności lub własnej korzyści mogli wymyślić papieże?
„Powiadają też, że w pierwszych wiekach papieże rzymscy nie panowali kościołowi. Ale czegóż to dowodzi? Taką koleją możnaby udowodnić, iż ludzie żołędzie jeść albo że księżne same bieliznę swą prać powinny.”
Szczególnie zaś uderzał nuncjusz na osobę przeciwnika swego, na reformatora. Będąc pełen gniewu przeciwko tym, którzy się domagali, aby i Lutra wysłuchano, odezwał się nuncjusz tak: „Luter nie da się przekonać. Papież wezwał go do Rzymu, ale on nie poszedł. Papież wezwał go przed legata swego do Augsburga, a Luter stawił się, zostawszy w żelazny list cesarza zaopatrzony. Tak legatowi poprzednio ręce związali, i pozostawili mu jedynie swobodę mówienia1) Ja błagam Waszą cesarską Mość, aby w sprawie tej nic niegodziwego nie podejmowała. Świeccy w sprawie tej rozstrzygać nie mogą. Niech Wasza cesarska Mość uczyni, co do Niej należy. Niech w całym państwie swem naukę Lutra zakaże, niech księgi jego spali, i niczego się nie lęka. W pismach Lutra tyle jest błędów, iżby dla nich 100.000 kacerzów spalić można2). A czegóż mielibyśmy nareszcie się obawiać? Czy może motłochu? Prawda, tak to bywa, iż on się przed walką zuchwalstwem odznacza, ale w boju — ot tylko nikczemny tchórz. Albo może książąt zagranicznych? Król Francji zakazał w kraju swym nauki Lutra, a król Anglii sam przeciwko niej wystąpić zamierza. Zdanie króla Węgier, Włoch i Hiszpanii jest wam znane,
1) Pallavicini, I. 101.
109.
2) Seckendorf 332.
— 159 —
a żaden z sąsiadów waszych, choćby i jak najwięcej nieprzyjaźnie był usposobiony, nie będzie wam życzył zarazy kacerstwa. Sąsiadowi, który tuż obok nas mieszka, moglibyśmy życzyć chyba gorączkę, ale nigdy dżumy. . . A ci luteranie któż oni? Jest to garntka bezwstydnych grammatyków, zepsutych księży, rozpustnych mnichów, ciemnych adwokatów, podupadłej szlachty, tudzież zwiedzionego i obałamuconego pospólstwa! W porównaniu do tych jakże liczne, biegłe i potężne jest stronnictwo katolickie! Tak jednomyślna uchwała tego Wysokiego zgromadzenia stanie się dla poczciwych nauką, dla nieroztropnych przestrogą, dla niestałych podporą, dla słabych posileniem. — Ale jeśli od razu do jedowitego drzewa siekiery nie przyłożycie, jeźli mu od razu śmiertelnego nie zadacie ciosu, to ono wam liśćmi swemi dziedzictwo Chrystusa zacieni i winnicę Chrystusową w okropny przemieni las. Ono wam królestwo Boże jaskinią dzikich zwierząt uczyni — a dla krajów niemieckich staje się źródłem najokropniejszego zamętu, barbarzyństwa i spustoszenia, prawie takiego, jakie zabobony Mahometa przywiodły na Azją.”
Na tem skończył Aleander. Mowa jego trwała przeszło trzy godziny. Tokiem potężnej wymowy umiał on porwać z sobą serca zgromadzonych. Strwożone i przerażone książęta nawzajem po sobie spoglądały; chwilami podnosił się cichy szmer przeciwko Lutrowi i zwolennikom jego. Gdyby potężny Luter był obecnym i kardynałowi mógł odpowiedzieć; gdyby korzystając z ustępstw mówcy, które wspomnieniem dawniejszego pana jego, onego straszliwego Borgii mu się wyśliznęły, był Doktor mógł wykazać, iż prawie one przytoczone dowody przeciwko Rzymowi świadectwo wydawaja; gdyby był udowodnił, iż ona nauka, uwydatniająca skażenie Rzymu nie jest, jak to twierdził nuncjusz, wynalazkiem Lutra, ale że reformacja dąży tylko do przywrócenia onej wiary, która przez Chrystusa światu objawioną została, tudzież do odnowienia pierwotnej jej czystości; gdyby nareszcie nakreśliwszy żywy i dokładny obraz błędów i nadużyć papiestwa w obliczu zgromadzonych był wykazał, jako papiestwo religii Chrystusowej zawsze tylko do pomnożenia bogactwa i władzy swojej nadużywało — to natychmiast zatarłby wrażenie, które mowa Aleandra sprawiła, Ale tak, nie było tam nikogo, ktoby w powyższej myśli przemówił. Zgromadzenie pozostało pod wpływem powyższego wrażenia. Słowami Aleandra będąc przerażeni lub też zachwyceni wszyscy zgoła zupełnemu wytępieniu luterskiego kacerstwa okazywali się przychylnymi.
— 160 —
Ale pozorne było to tylko zwycięstwo. Z woli Bożej daną była Rzymowi sposobność do wyłuszczenia wszystkich swych dowodów, tudzież do okazania wszystkiej swej potęgi. W zgromadzeniu książąt najznakomitszy krasomówca Rzymu się odezwał, i powiedział wszystko, co tylko Rzym powiedzieć umiał. Lecz właśnie ostateczne to wysilenie papiestwa było dla niejednego z pomiędzy słuchaczów znakiem poniesionej klęski. Bo jako do zwycięstwa prawdy przede wszystkim otwartego wyznania takowej potrzeba, tak znowu z innej strony publiczne wygłoszenie biędu niechybny jemu gotuje upadek. Prawda i błąd, wystąpiwszy na jawią, oboje do kresu swego dochodzą. Światłość o nich prawdziwy wyrok wydawa.
–––––––––– • ––––––––––