Siódma  księga.

Sejm w Wormacji.

Od  stycznia aż  do maja r.   1521.

 

I.

Zwycięstwa stówa Bożego. — Sejm w Wormacji. — Trudno­ści. — Karol V. pozywa Lutra. — List elektora saskiego do Karola V. — Trwoga Aleandra. — Elektor wybiera się w podróż bez Lutra. — Aleander wzywa pomocy Rzymu. — Klątwa papieża i społeczność z Chrystusem. — Klątwa. — Pobudki Lutra co do sprawy reformacji.

 

Pierwszym początkiem reformacji była wewnętrzna walka zakonnika odbywająca się w skromnej komórce augustiańskiego klasztoru w Erfurcie. Odtąd rosła sprawa bez przerwy i coraz większe robiła postępy. Mąż niskiego pochodzenia i stanu wystąpił ze słowem Bożym w ręku przeciwko wielkim świata tego i zwyciężył ich. Broni słowa Bożego użył on najprzód przeciwko Teclowi i zastępom jego, ale po krótkiej już utarczce ci zysków chciwi kramarze z placu boju pouciekali. Nastę­pnie użył takowej w Augsburgu wobec legata Rzymu, a nuncjusz papieża zmieszawszy się, zdobyczy swojej przytrzymać nie zdołał. Później spróbował broni tej na sali w Lipsku przeciwko szermierzom nauki, a oto, ku zdziwieniu przeciwni­ków jego pokruszyły się w ręku ich kopie teologicznych sofismatów. Nareszcie użył słowa tego i przeciwko samemu papieżowi, który niemile z uśpienia będąc przebudzony po­wstał na tronie swoim, aby mocą ramienia swego nieznośnego mnicha w niwecz obrócił. Ale słowo Boże potęgę onego na­czelnika chrześcijaństwa osłabiło. Jedna jeszcze czekała je walka. Jeszcze cesarza Zachodu i książęta i królów świata tego trzeba było przezwyciężyć. Potem dopiero, po wszystkich potęgach świata zwycięskim postępując krokiem miało ono na czele kościoła stanąć i jako słowo wiekuistego Boga objąć rzędy nad sercami ludzi.

 

    141   

 

Wszystkie warstwy ludu się poruszyły. Książęta i szlachta, rycerstwo i mieszczaństwo, duchowni i świeccy, wsie i miasta, słowem wszyscy w walce tej żywy brali udział. Na polu religijnym na wielkie zanosiło się przeobrażenie rzeczy, które onemu przez tak długie wieki ubóstwianemu naczelnikowi rzymskiego duchowieństwa niechybny zapowiadało upadek. Początek ruchu tego z Boskiego pochodził dopuszczenia, ale i w życiu narodu było dla niego pole przygotowane, tak iż wszędzie głębokie zapuścił korzenie. Na wszechnicach i w mia­stach, na dworach i zamkach, po wsiach a nawet i po klasztorach żyło wtenczas nowe i poważnie usposobione pokolenie, odzna­czające się głębokością uczucia, męstwem i niepospolitą siłą woli. Powszechne przeczucie bliskiego i wielkiego przeobrażenia całego społeczeństwa nastroiło serca wszystkich pewną powagą i zapałem. Rozchodziło się więc o to, jakie stanowisko nowy cesarz w obec ruchu tego zajmie, tudzież dokąd potężny ten i wszystkie umysły ogarniający prąd ducha ludzi zaprowadzi.

Wielki miał odbyć się sejm, — pierwszy pod przewo­dnictwem młodego Karola. Według ustanowienia tak zwanej „złotej bulli” powinien był sejm ten odbyć się w Nürnbergu, ale z powodu zarazy, która tam panowała, zwołano go do Wormacji aa dzień 6. stycznia 1521. Nigdy prawie na żadnym sejmie nie było tylu książąt obecnych. Pierwsze kroki nowego cesarza wszystkim nadzwyczaj wydawały się ważne; wszyscy też w obliczu jego potęgę swą, okazać pragnęli. Młody land-graf Filip heski, który później w reformacji nader ważną odgrywał rolę, zjechał w styczniu do Wormacji wśród orszaku 600 jezdnych, między którymi się wielu bardzo słynnych i walecznych mężów znajdowało.

Ale inna oprócz tego a to nader silna istniała pobudka, która tylu elektorów, książąt, arcybiskupów, landgrafów, mar­grabiów, biskupów, baronów i panów rzeszy niemieckiej, tudzież wysłańców niemieckich miast i posłów zagranicznych królów chrześcijańskich razem ze wspaniałym otoczeniem ich do Worma­cji sprowadziła. Ważne sprawy stały na dziennym porządku sejmu, jako np. mianowanie zastępcy cesarza podczas nieobe­cności Karola V., sprawa trybunału państwa, zwanego „Reichskammergericht” i inne. Nad wszystkimi innymi atoli górowała ta okoliczność, iż według pisma cesarskiego, którym sejm zwo­łany został, miała także i sprawa reformacji zająć uwagę zgromadzenia. Sprawy wielkiej polityki świata stały się prawie niczym w obec sprawy wittenberskiego mnicha. Do tej ostatniej

 

    142   

 

odnosiły  się zgoła wyłącznie usiłowania i zabiegi wszystkich onych wysokich osób, które do Wormacji zjechały.

Według wszystkiego przypuszczać należało, iż sejm ten nader stanie się trudnym i burzliwym. Karol liczył wtenczas niespełna lat 20, był bladym i wątłej postawy, przy tym jednak umiał dosiadać rumaka i kruszyć kopie, jakby jaki rycerz średniowieczny. Sposób myślenia jego nie był jeszcze zupełnie ustalony. Wyraz twarzy jego był poważny, trochę melancho­liczny, przy tym jednak świadczył o dobroci serca. Dotąd nie złożył on jeszcze dowodów jakiejś nadzwyczajnej siły umysłu, ani też co do rządów nie wyrobił sobie jeszcze pewnej wybitnej formy. Były nauczyciel jego a teraz podkomorzy i pierwszy minister dworu, znany z 'przebiegłości i zdolności swych, Wil­helm de Croy, który na dworze Karola nieograniczone posiadał zaufanie, umarł nagle w Wormacji. W niejednym sercu obu­dziły się myśli i życzenia ambitne; nie jedna namiętność występowała przeciwko drugiej. Hiszpanie i Belgijczycy ubiegali się jedni przed drugimi, usiłując o to, aby się do rady mło­dego Karola dostali. Nuncjuszowie podwoili sieci swoje, książęta niemieckie także nie milczały. Można było tedy zaciętej spo­dziewać się walki, w której niezawodnie potajemne zabiegi najgłówniejszą rolę odgrywać się zdawały. Poza wszystkimi usiłowaniami tymi inna wszechpotężna wola była widoczną. Papiestwo rzymskie, równie jakby fatum starożytnego świata żadnej nie ulegające zmianie, od dawnych wieków bez miłosierdzia zgniatało wszystkich uczonych, królów i całe narody, którzy zwycięskiemu pochodowi jego w drodze stawali. List pewnego Rzymianina, napisany prawie w styczniu roku 1521, wyjawia nam ówczesne zamysły papiestwa. „Sejm wasz,” tak w powyższym liście czytamy, „będzie się tylko osoba i sprawą Lutra zajmował, który nam daleko większą szkodę wyrządza, niż Turek. Na młodego cesarza oddziałają prośbami, Niemców zaś podarunkami ujmią i obietnicami. Jeźli ta droga do celu nie doprowadzi, to złożymy cesarza z tronu, uwolnimy narody z posłuszeństwa, które mu poprzysięgły, i wybierzemy innego pana, który nam lepiej będzie odpowiadał. My i wewnątrz Niemiec wojnę domową wzniecimy, jakeśmy to w Hiszpanii uczynili 1); my króla Francji i króla Anglii i wszystkich królów ziemi do broni wezwiemy! — Nie będziemy zważać ani na Chrystusa, ani na wiarę i przysięgę, ani na cnotę i pobożność, byle tylko panowanie nasze utwierdzone zostało” 2). — Kto się choć trochę

 

1) Robertson, Historya Karola V. 3. księga.

2) Riederer, Nachrichten I. 179.

 

    143   

 

z historią papiestwa zaznajomił, ten w powyższych słowach wierny znajdzie obraz polityki jego.

Dnia 28. stycznia 1521, jako w dzień Karola Wielkiego, zagaił cesarz posiedzenie sejmu. Umysł jego głęboko przejęty był uczuciem znaczenia godności cesarskiej. W mowie swej przy zagajeniu sejmu zaznaczył Karol V., iż żadna monarchia nie da się porównać z państwem rzymskiem, które niegdyś zgoła całemu światu panowało. Z potęgi państwa tego pozostał wprawdzie ledwie cień, ale cesarz ożywiony jest nadzieją, iż koronami i ważnymi sojuszami uda mu się wskrzesić dawniejszą potęgę i blask korony cesarskiej. Ale zaniedługo spotkał się cesarz z wielkiemi już trudnościami. Jakież zająć tu stanowisko między nuncjuszem papieża i księciem elektorem, któremu koronę cesarską zawdzięczał? Koniecznie albo Aleandrowi albo elektorowi narazić się wypadało, bo nuncjusz domagał się wykonania bulli papieskiej, gdy tymczasem Fryderyk usilnie prosił cesarza, aby przeciwko mnichowi, nie wysłuchawszy go poprzednio, żadnych środków zaradczych nie podejmowano. Chcąc oba przeciwne sobie stronnictwa poniekąd zaspokoić, napisał cesarz z miasta Oppenheim list do elektora, wzywając go, aby Lutra z sobą na sejm przyprowadził. Żadna go tam krzywda nie spotka; uczeni mężowie wejdą z nim w rozmowę i do żadnego niesprawiedliwego nie przyjdzie uczynku.

List cesarza, z którym razem i listy hrabiego de Croy i hrabiego Nassau nadeszły, w niemałe elektora wprawił kłopoty. Azaż nie należało obawiać się, iż cesarz młody, pałający żądzą chwały, każdej chwili może przechylić się na stronę papieża, którego przyjaźń pożądania godną się wydawała? A w takim razie byłoby po Lutrze. Biorąc go z sobą do Wormacji byłby go może Fryderyk sam na śmierć uprowadził. A jednak rozkaz Karola zanadto był wyraźny. Za pośrednictwem Spalatina uwiadomił elektor Lutra o treści powyższych listów, przyczem nadworny kapelan nie omieszkał Lutrowi dać do zrozumienia, jako nieprzyjaciele jego celem przynaglenia sprawy wszelkich używają środków.

Przyjaciele Lutra drżeli o życie jego, Luter jeden pozo­stawał spokojny. Zdrowie jego było wtenczas niepospolicie nadwątlone, ale o to nie wiele on dbał. Owszem natychmiast do Spalatina te napisał słowa: „Jeśli zdrów do Wormacji przybyć nie mogę, niechaj mię tam chorego zawiozą. Bo gdy mię cesarz woła, to oczywiście woła mię Bóg. Jeśli przeciwko mnie przemocy użyć chcą, — a zdaje się, że nie jest zamiarem ich nauczyć się ode mnie czegoś o rzeczy — to my sprawę tę

 

    144   

 

Bogu oddajmy. Żyje jeszcze i króluje ten, który onych trzech mężów z pieca ognistego wybawił. Jeźli on mię zachować nie chce, to mniejsza o mą głowę, byleśmy tylko o to się starali, aby się Ewangelia nie stała pośmiewiskiem bezbożnych. Ja chętnie krew moją za Ewangelią przeleję. Bo czyż my wiemy, przez co się sprawie dobra publicznego lepiej przysłużymy, czy naszem życiem czy śmiercią ? Módlmy się jedynie do Pana, aby początek panowania Karola krwią moją splamiony nie został. Ja wolałbym z rąk Rzymian umierać. Wiadomą bowiem jest, jakie klęski stracenie Hussa na cesarza Zygmunta spro­wadziło. Co do mnie, to się wszystkiego po mnie spodziewać możecie, tylko tego nie, iżbym miał uciekać lub odwołać. Uciekał nie będę, ale jeszcze tera mniej odwołam 1).”

Nim jeszcze atoli odpowiedź Lutra nadeszła, już elektor ostateczne powziął u siebie postanowienie. Z każdym dniem rosła jego znajomość Ewangelii, a tem samem nabierały kroki jego coraz więcej stanowczości. Na pomyślny wynik obradowań sejmu liczyć nie było można, dlatego napisał elektor nastę­pujący list do cesarza: „Nie łatwą jest dla mnie przyprowadzić z sobą Lutra do Wormacji; uwolnijcie mię od tej troski. Nauki jego nigdy ja bronić nie miałem zamiaru, alem tylko do tego nie chciał dopuścić, aby go osadzono, nie wysłuchawszy go poprzednio. Legatowie nie czekając rozkazu Waszego, wy­konali krok, który dla Lutra i dla mnie był obrażającym; a przez to pobudzili Lutra do popełnienia nierozważnego czynu, który w razie jego zjawienia się przed sejmem życiu jego nader stałby się niebezpiecznym.” Elektor miał na myśli zapalenie onego stosu, na którym Luter bullę papieską spalił.

Tymczasem rozeszła się już po mieście Wormacji po­głoska o przybyciu Lutra. Ludzie ciekawi cieszyli się nad tem, dworaków zdjęła trwoga, a nuncjusz papieski oburzenia swego ukryć nie umiał. W drodze miał Aleander sposobność przekonać się, do jakiego już stopnia Ewangelia, którą Luter głosił, umysły wszystkich warstw społeczeństwa sobie zjednała. Uczeni, prawnicy, szlachta, niższe duchowieństwo, wielka liczba mnichów i prosty lud sprzyjali reformacji. Ci zwolennicy odno­wionej nauki hardo niekiedy się zachowywali, śmiałymi odzywając się słowy, tak iż wszyscy zwolennicy Rzymu mimowolnie czuli się zdjęci trwogą. Papiestwo jeszcze stało, ale podpory jego zaczynały się chwiać. W ogóle przejmowała umysły wszystkich ludzi jakaś tajemnicza siła i przeczucie, podobne

 

1) Luth. Epp. I. 535.

 

    145   

 

do huka i grzmotu podziemnego, który zazwyczaj upadek jakiej góry poprzedza. W drodze do Wormacji często się Aleander zgolą nie posiadał ze złości. Szlachta, duchowni, uczeni, ba nawet i tacy ludzie, o których przypuszczać należało, iż są zwolennikami papieża, odmawiali mu nieraz obiadu i no­clegu. Dumny wysłaniec papieża musiał, jak mógł, po złych i brudnych gospodach szukać przytułku. Co więcej, jemu się zdawało, jakoby nawet i życie jego nie było bezpieczne. Taką koleją dostał się do Wormacji. Osobiste urazy, których w drodze doznał, obudziły w sercu jego wściekłość i powiększyło gorli­wość jego w sprawach Rzymu. Aleander wszystkiego dołożył, byle tylko odważnemu zjawieniu się Lutra w Wormacji ko­niecznie zapobiedz. Azaż nie istna to sromota, iż świeccy ludzie poważają się sprawę przez papieża osądzoną nowej poddawać ocenie? Badanie prawdy jest w ogóle dla każdego zgoła Rzymianina okropnością. A takowe miało jeszcze odbywać się w Niemczech a nie w Rzymie! Jakież w tem dla Rzymu upokorzenie, a to i w tym wypadku, gdyby Luter osadzony został, na co jeszcze z pewnością liczyć nie było można. Potężna wymowa Lutra raz już tak wielkie sprawiła spustoszenie, czy wiec i teraz nie mógłby on wielu książąt porwać z sobą i do niechybnego uwieść upadku? Aleander zapobiegał temu i prośbą i groźbą; to znowu jako nuncjusz głowy kościoła przemawiał, aż nareszcie Karol V. dał się nakłonić, i napisał do Fryderyka, aby Lutra, Jeśli odwołać nie zechce, w Wittenberdze pozostawił; gdyż po upływie wyzna­czonego mu terminu i tak już karze klątwy papieskiej podpada. Fryderyk wybrał się już przedtem w drogę bez Lutra. „Bóg niech elektorowi naszemu użyczy łaski,” napisał Melanchton. „W nim spolega nadzieja nasza co do odrodzenia chrześcijaństwa. Nieprzyjaciele jego wszystkich środków popróbują i do wszystkich drzwi kołatać będą, ale Bóg radę Achitofela wniwecz obróci. My zaś nauką i modlitwa w tym boju weźmiemy udział” 1). Luter mocno żałował, iż mu podróży do Wormacji zabroniono 2).

Ale tem nie mógł jeszcze zaspokoić się Aleander, iż Luter w domu pozostać musiał. Jemu o potępienie jego cho­dziło. Bez ustanku nalegał więc na książęta i prałatów, w Wormacji obecnych, i obwiniał przed nimi augustianina nie tylko o nieposłuszeństwo i kacerstwo, lecz także o wszczy­nanie buntu, o bezbożność i bluźnierstwo. Ale już w głosie

 

1) Corp. Reform. I. 279.

2) Luth. Epp. I. 544.

 

    146   

    147   

jego niepospolita przebijała się namiętność. Wszyscy to spo­strzegali, iż nie tyle gorliwość wiary, ile raczej jakaś osobista zawiść i pragnienie zemsty nuncjusza pobudza. Stąd też da się wytłumaczyć, dla czego mimo wszystkich ponownych i gwałto­wnych nalegań prawie nikogo dla sprawy swojej nie mógł pozyskać. Niektórzy przypominali mu, że bulla papieska pod pewnymi tylko warunkami Lutra wyklina. Inni znowu nie robili z tego tajemnicy, iż upokorzenie stolicy papieskiej nie małą sprawia im radość. Ministrowie cesarscy i duchowni elektorowie naumyślnie wielką oziębłość udawali; a zwłaszcza ci pierwsi dla tego, aby potrzebę sojuszu z cesarzem jak najmocniej dać uczuć papieżowi, ci drudzy znowu, aby przychylność ich jak najdrożej okupiono. Oprócz tego przejmowało serca wszystkich zgromadzonych pewne uczucie, iż Lutrowi dzieje się krzywda. Aleander nie umiał oburzenia swego zataić.

Przykrzejszym atoli, niż oziębłość sejmu, było jeszcze dla niego obojętne zachowanie się Rzymu. Tam nie łacno już skłoniono się do tego, aby sprawie ,,opiłego Niemca” jakie takie przyznać znaczenie; a tem mniej mogli teraz wyobrazić sobie Rzymianie, iż bulla Świętego Ojca żadnego na Lutrze nie miałaby wywrzeć wrażenia! W Rzymie zachowano się znowu spokojnie, nie przysyłając legatowi ani nowych buli, ani też pieniędzy. A bez pieniędzy cóż tu w sprawie takiej było począć? Aleander wydał okrzyk przerażenia. „Niemcy od Rzymu odpadają,” napisał on do kardynała Medyceusza, „książęta wypowiadają papieżowi posłuszeństwo! — jeszcze chwilę zwłoki, jeszcze względów nieco, a wszystko będzie stra­cone. Pieniędzy dajcie! pieniędzy! albo inaczej Niemcy dla nas przepadły 1)!”

Na to ocucił się Rzym. Słudzy papiestwa przetarli oczy z uśpienia i brali się odrazu do przygotowania nowych i stra­szliwych gromów Watykanu. Papież nową ogłosił bullę. Klątwa, którą przedtem kacerskiemu Doktorowi zagrożono, została teraz na Lutra i zwolenników jego z wszelka stanowczością rzuconą. A zatem Rzym sam ostatnią zerwał nitkę, która Lutra mogła jeszcze wiązać z kościołem. Rzym sam udzielił mu przez to więcej swobody działania i siły. Piorunem papieża będąc rażony z tem gorętszą serca swego miłością uciekał się Luter do Pana swego Jezusa Chrystusa. Z świątyni zewnętrznej wyrzucony uczuł on tem żywiej, iż sam jest kościołem, w którym mieszka Bóg.

 

1) Pallavicini, I. 94.

    147   

 

„Oto zaiste zacne jest pomieszkanie i spokój, iż my nędzni grzesznicy przez wiarę w Chrystusa i pożywanie św. Sakramentu, Pana naszego ze wszystką mocą i siłą i potęgą i sprawiedliwością i mądrością jego w sercach naszych mamy. Albowiem tak stoi napisano: Kto w mię wierzy, w tym ja mieszkam. Cudowne zaiste i pociechy pełne jest to pomieszkanie, o wiele wyższe od namiotu Mojżeszowego. Ten był na wewnątrz piękny, ślicznie przystrojony, wspaniałymi kobiercami i złotem ozdobiony, ale pokrycie jego na zewnątrz było ze skór baranich i skór borsukowych (2. Mojż. 26, 7, 14). Tak i chrześcijanie na zewnątrz potknąwszy się upadają, i w słabości swojej nie inaczej jedno jako grzesznicy wyglądają. Ale to nie tyle prze­szkadza. Albowiem mimo słabości zewnętrznej i grzechu ich, mimo głupstwa i ułomności taka w sercach ich ukryta znaj­duje się siła i potęga, o jakiej świat nie wie. Ona przezwycięża świat, albowiem w sercach ich mieszka Chrystus. Ja widziałem ich wielu, którzy na zewnątrz chodzili w słabości; ale gdy do boju lub do sądu wystąpić mieli, to w sercach ich ocucił się Chrystus i napełnił ich taką stanowczością i siłą, przed którą szatan ustąpić musiał” 1).

Zaniedługo i dla Lutra taka wybić miała godzina. W niej i on miał doznać siły Chrystusa, w którego społeczności obcował. Na teraz gwałtem od siebie odepchnął go Rzym. Wyklął on reformatora i wszystkich zwolenników jego bez względu na stanowisko, które zajmowali, równocześnie ogłosił ich, jako też i potomstwo ich pozbawionymi wszelkich dóbr i zaszczytów wśród chrześcijańskiego społeczeństwa. Każdy chrześcijanin, któremuby na zbawieniu duszy choć trochę za­leżało, powinien był z daleka od onej przeklętej stronić zgrai. Na wszystkich miejscach, do których zaraza kacerstwa doszła, obowiązani byli duchowni do uroczystego ogłaszania klątwy papieskiej na publicznych nabożeństwach, odbywających się w niedziele i dni świąteczne. Naczynia święte i inne ozdoby ołtarza mieli usunąć i zachować, a krzyż położyć na ziemi. Następnie dwunastu duchownych występować miało z świecami w ręku, które najprzód zapalili a potem zapalone o ziemię rzuciwszy nogami podeptali. Następnie ogłosił biskup potępienie bezbożników, i wśród odbicia wszystkich dzwonów razem ze wszystkimi księżmi wypowiadał straszliwe słowa klątwy prze­ciwko Lutrowi. Po odbyciu powyższych ceremonij miano siarczy­ste wygłaszać kazania przeciwko reformatorowi. Minęło już

 

1) Luth. Opp. IX. 613.

 

    148   

 

dni 22, odkąd w Rzymie powyższą klątwę ogłoszono. Do Niemiec zdaje się, nie doszła jeszcze takowa. Wtenczas do­wiedział się Luter, iż jednak podobno do Wormacji wezwanym zostanie. Napisał więc do elektora saskiego list, a zwłaszcza takiej osnowy, iżby go w danym razie i sejmowi przedłożyć było można. Chodziło mu bowiem co do sprawy swej o spro­stowanie błędnego zdania, jakie o niej miały książęta, tudzież o jasne wyświetlenie natury rzeczy, którą tak okropnie zapo­znawano. „Z całego serca się raduję, iż Jego cesarska Mość zechce oko swoje zwrócić na sprawę, która według woli Bożej samego Boga jest sprawą i do całego chrześcijaństwa tudzież całego niemieckiego narodu się odnosi, a nie pojedynczego człowieka tylko, a najmniej moją jedynie osobę obchodzi. Ja każdej chwili jestem gotów wybrać się w drogę do Wormacji, skoroby mi tylko bezpieczny pochód zastrzeżono, tudzież przed uczonymi, rozumnymi i chrześcijańskimi mężami się stawić. Ja chętnie na wszystko odpowiadać będę. W naukach moich bowiem nigdy się jakaś złą wolą nie powodowałem, ani też ziemskich nie szukałem korzyści; owszem ubogim i biednym nauczycielem Pisma świętego będąc powodowałem się jedynie względami sumienia, przysięgi i obowiązku mego, i o nic więcej nie dbałem, jako jedynie o to, co ku chwale Bożej, ku zbawieniu chrześcijaństwa, i dla dobra całego niemieckiego narodu służy, tudzież o to, aby różne zgubne nadużycia i zabobony i bałwochwalstwa jako też tyrańskie uciski i bluźnierstwa usunięte zostały” 1).

Powyższe oświadczenie, w tak ważnej chwili wypowiedziane, określa jasno i dobitnie prawdziwe pobudki i ostateczne powody, do których odrodzenie chrześcijańskiego świata odnosić należy. W obec takiego pojmowania rzeczy śmieszna jest bajać jeszcze o „zawiści zakonnej” lub „chęci ożenienia się,” która według katolickich podań miała być przyczyną reformacji.

 

1) Luth. Epp. I. 550, list z dnia 25. stycznia 1521.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1