—
124 —
XI.
Koronacya Karola V. — Nuncyusz
Aleander. — Czy pisma Lutra zostaną spalone? — Aleander i Cesarz. — Elektor i
nuncyuszowie. — Syn księcia Jana przemawia za Lutrem. — Spokój Lutra. — Elektor ujmuje się za
Lutrem. — Odpowiedź nuncyuszów. — Erazm w Kolonii. — Erazm u księcia elektora, —
Oświadczenie Erazma. — Jego rada. — Sposób rządów Karola V.
Potężne mowy reformatora jednały sobie przystęp do serc narodu i przygotowywały oswobodzenie jego. Słowa Lutra niepospolitym tchnęły zapałem i porywały serca wszystkich słuchaczów. Ale jeszcze jedno wielkie pytanie czekało rozwiązania, a mianowicie czy książę, w którego kraju Luter żył, będzie sprzyjał wykonaniu bulli papieskiej, lub czy przeciwne zajmie stanowisko? Odpowiedź na to nie była pewna. Elektor bawił wtenczas razem z innymi książętami w Akwisgranie. Tam na głowę najmłodszego i najpotężniejszego księcia wśród chrześciaństwa koronę Karola Wielkiego włożono. Uroczystość koronacyi wśród niesłychanego odbywała się przepychu. Z Akwisgranu udali się Karol V., Fryderyk Mądry, książęta, duchowni i wysłańcy zagranicznych dworów do Kolonii, ponieważ w Akwisgranie zaraza grasowała.
Pomiędzy mnóstwem obcych, którzy do tego prastarego nadreńskiego miasta przybywali, znajdowali się także obaj nuncyuszowie papieża, Marino Caraccioli i Hieronim Aleander. Caraccioli, który już przedtem na dworze Maksymiliana odbywał poselstwo, otrzymał z góry polecenie, aby nowemu cesarzowi złożył powinszowania papieża i o politycznych rokował z nim sprawach. Czuł to Rzym, iż celem przytłumienia reformacyi sprawę tę koniecznie osobnemu powierzyć trzeba nuncjuszowi, a to takiemu, któryby się niepospolitą zręcznością i sprężystością w prowadzeniu rzeczy odznaczał. Ẃ powyższym celu obrano Aleandra. Mąż ten, którego później kardynalską ozdobiono purpura, pochodził podobno ze starej rodziny; nie był zaś, jako niektórzy twierdzą, żydowskiego pochodzenia. Słynny ze zbrodni swych Borgia powołał Aleandra do Rzymu, a zwłaszcza za sekretarza dla syna swego, onego Cezara, przed którego zabójczym żelazem drżał cały Rzym. „Jaki pan, taki kram,” powiada pewien dziejopis odnośnie do Aleksandra
— 125 —
VI. i Aleandra. Sad ten wydaje nam się jednak za nadto surowym. Po śmierci Borgii oddawał się Aleander z wielką gorliwością studyom. Jego znajomość języków greckiego, hebrajskiego, chaldejskiego i arabskiego zjednała mu imię Laj-uczeńszego męża czasu swego. Wszystko, co podejmował, z wielkim pełnił on zapałem. Języków tych uczył się Aleander z ta samą gorliwością, z jaką później prześladował reformacya. Leon X. przyjął go do służby. Protestanccy dziejopisarze zarzucają mu, że był epikurejczykiem, rzymscy zaś chwalą czystość jego obyczajów. Zdaje się jednak, iż Aleander nad miarę był zwolennikiem przepychu, okazałości zewnętrznej i rozmaitych rozrywek. Aleander poczyna sobie w Wenecyi jako prawdziwy epikurejczyk lub wysoki jaki dygnitarz, napisał o nim dawny przyjaciel jego Erazmus. Wszyscy się zaś w tem zgadzają, iż to był człowiek prędki, porywczy, pełen gorliwości, w usiłowaniach swoich niezmordowany, tudzież szukający wpływu, i zupełnie oddany papieżowi. Eck był niepowstrzymanym i nieustraszonym szermierzem teologicznej szkoły, Aleander zaś dumnym wysłańcem wyniosłej kurii papieskiej. Był on jakby stworzony na nuncjusza.
Rzym wielkie poczynił przygotowania, szukając witten-berskiego Doktora wniwecz obrócić. Zastępowanie kuryi rzymskiej przy uroczystości koronacji Karola V. nie było właściwym i najprzedniejszym zadaniem Aleandra. Ale stanowisko jego nabierało przez to więcej na zewnątrz znaczenia, a okoliczność ta nie była obojętna ze względu na właściwe jego zadanie, które w tem zależało, aby umysł Karola do jak najprędszego nakłonić zgładzenia reformacji 1). Wręczając cesarzowi bullę papieża, odezwał się nuncyusz temi słowy: „Papież, który tylu potężnych książąt przezwyciężył, nie ulęknie się przecież jeszcze trzech gramatyków.” Miał on na myśli Lutra, Melanchtona i Erazma. Erazm był w Kolonii obecnym.
Aleander i Caraccioli zaraz po przybyciu swem do Kolonii wszelkich dokładali starań, aby kacerskie pisma Lutra w całym państwie, a to znowu, ile można, w obliczu wszystkich w Kolonii zgromadzonych książąt spalone zostały. Co do dziedzicznych swych krajów, to cesarz już odnośnie wydał zezwolenie. Zwracano uwagę ministrów Karola i nuncjuszów papieża na tę okoliczność, iż użyciem takiego środka rany nie zagaja, ale owszem rozjątrzą takową.
1) Pallavicini I. 183.
— 126 —
„Czy mniemacie, że nauka Lutra jedynie w tych książkach się znajduje, które wy spalicie? Ona zagnieździła się już w sercach prawie wszystkich mieszkańców Niemiec. Jeżeli przemocy użyć chcecie, to wam mieczów nie starczy, któremi byście tyle ludzi zabili. Spalicie kilka kawałków drzewa i kilka listków papieru; ale sobie przez to nic nie pomożecie, pomijając już i tę okoliczność, iż broń taka godności cesarza i papieża nie bardzo odpowiada.” Kardynał jednak w obronie stosów przemawiał. „Płomienie te,” rzekł on, „są wyrokiem potępienia tak olbrzymimi znakami wypisanym, iż go wszyscy, czy są blisko czy daleko, tak uczeni jak i prostaczkowie, zrozumieć muszą.” W gruncie rzeczy nie rozchodziło się Aleandrowi tyle o papiery i książki, jak o samą osobę Lutra. „Te płomienie,” rzekł nuncyusz, „nie wystarczają do oczyszczenia zarażonego w Niemczech powietrza. One prostaczków przerażają trwogą, ale złośnikom bezkarnie uchodzić pozwalają. Nam potrzeba cesarskiego wyroku przeciwko życiu Lutra” 1).
Lecz w sprawie, co do osoby Lutra, nie okazywał się cesarz równie skorym, jak wtenczas, gdy się o pisma jego rozchodziło. „Wstąpiwszy ledwie na tron nie mogę od razu na tak liczne uderzać stronnictwo, które tak potężnych za sobą ma obrońców. Najprzód muszę zasięgnąć rady moich radców i uzyskać pozwolenie książąt. Musimy tedy przede wszystkim usłyszeć zdanie ojca naszego, księcia elektora saskiego. Co do odpowiedzi, która papieżowi dać mamy, to się już ona potem znajdzie” 2). Nuncjuszowie musieli zatem najprzód wobec Fryderyka Mądrego chytrości i wymowy swojej próbować.
Pierwszej niedzieli listopada był Fryderyk na mszy w kościele księży Franciszkanów. Po nabożeństwie zgłosili się u niego obaj nuncyuszowie z prośbą o posłuchanie. Elektor przyjmował ich w obecności biskupa Trydentu i kilku swych radców. Carac-cioli wręczył księciu bulle papieską. Co do usposobienia będąc od Aleandra łagodniejszym usiłował się Caraccioli pochlebstwem i przymileniem oddziałać na umysł Fryderyka i nie szczędził pochwał tak co do osoby elektora jak i jego przodków. Od niego dużo należy spodziewać się dobrego tak dla rzymskiego kościoła jak i dla państwa.
Ale porywczy Aleander, chcąc natychmiast przyjść do rzeczy, od razu wysunął się naprzód, i przerywając koledze, te powiedział słowa: „Mnie i Eckowi sprawę Marcina powierzono. Mąż
1) Pallavicini I. 83.
2) Luth. Opp. lat. U. 117.
ten na największe niebezpieczeństwa kościół chrześciański naraża. Jeżli temu nie zaradzimy, to państwo nieodzownie upadnie. Bo dla czegóż Grecy upadli, jeżli nie dla tego, ponieważ z papieżem zerwali? Jeżli sprawie Lutra sprzyjacie, to samego zaparliście się Chrystusa 1). W imieniu Świętobliwości Jego proszę Was o dwie rzeczy: najprzód, abyście pisma Lutra spalić kazali, a po wtóre, abyście go na śmierć osądzili, lub papieżowi wydali. Cesarz i wszystkie książęta Rzeszy niemieckiej sprzyjają żądaniu naszemu; Wy sam jeden jeszcze zwlekacie.”
Za pośrednictwem obecnego biskupa Trydentu odpowiedział elektor nuncyuszom, iż sprawa zanadto jest ważną, aniżby co do niej natychmiast mógł jakiekolwiek powziaść postanowienie. A zatem odpowie na nią później.
Położenie Fryderyka zaiste nie było łatwym. Na którąż tu przechylić się stronę. Po jednej stał cesarz, tudzież książęta Rzeszy niemieckiej i papież, z pod którego powagi elektor wtenczas jeszcze wyzwolić się nie myślał; po drugiej stronie zaś stał tylko jeden skromny mnich, albowiem tylko tego jednego wydania żądano. Rządy Karola ledwie co się rozpoczęły. Azaż tedy godziło się, aby on, jako najstarszy i najmędrszy pomiędzy książętami niemieckimi, rzucił jabłko niezgody do państwa? Azaż miał zaprzeć się onej dawniejszej pobożności swojej, która go aż do grobu Zbawiciela zaprowadziła ?
Ale znowu i przeciwne głosy uszu jego dochodziły. Miody książę, Jan Fryderyk, późniejszy elektor saski, syn księcia Jana i synowiec Fryderyka Mądrego, wielkie miał upodobanie w prawdzie Ewangelii, i szczególniejszą odznaczał się skłonnością do Lutra. Liczył on wtenczas dopiero 17 lat i był wychowańcem Spalatina. Dodajemy na tem miejscu, że później za czasu swych rządów nader był nieszczęśliwym. Młody Jan Fryderyk usłyszawszy o klątwie Lutra, zajął się sprawą jego z takim zapałem, jakim tylko młodociane serce chrześcianina i księcia odznaczać się może. Napisał on list do Doktora, tudzież do wuja swego, którego gorąco błagał, aby Lutra od nieprzyjaciół jego bronił. Z innej strony poczynił także Spalatin, mimo że mu niekiedy brakło odwagi, tudzież Pontanus i inni w Kolonii obecni radcy księcia, odnośne przedstawienia elektorowi, aby pod żadnym warunkiem reformatora nie opuścił.
Jedyny Luter wśród wszystkich powyższych zabiegów pozostawał spokojnym. Podczas gdy się dla ocalenia jego
1) Pallavicini I. 86.
—
128 —
o wpływy wielkich i mocarzów świata tego ubiegano, to mnichowi w wittenberskim klasztorze jego wydawało się, jakoby przeciwnie książęta ziemskie jego pomocy potrzebowały. „Gdyby Bóg Ewangelią swoją za pomocą świeckich władz rozszerzać i podtrzymywać zechciał, nie byłby powierzył jej ry bitwom,” napisał Luter do Spalatina. „Nie jest to rzeczą książąt i papieży świata tego, aby słowa Bożego bronili. Dla nich i tego już dosyć, aby samych siebie od sądu Boga i pomazańca jego mieli na pieczy. Gdy ja mówię, czynię to dla tego, aby słowo Jego poznali i przez takowe zbawienia dostąpili.”
W oczekiwaniach swoich nie doznal Luter zawodu. Wiara, w cichości wittenberskiego klasztoru ukryta, i w pałacach Kolonii okazała się skuteczną. Serce księcia elektora, lubo na chwilę chwiać się zdawało, coraz większej nabywało pewności i siły. Pomimo usilnej prośby elektora, aby sprawę Lutra w Niemczech roztrząsano, wydał papież za wstawiennictwem osobistego nieprzyjaciela reformatora wyrok swój w Rzymie. Okoliczność ta obudziła gniew elektora. Gorszyło go także, iż w jego nieobecności poważył się przeciwnik Lutra ogłaszać w kraju saskim bullę, która istnienie wszechnicy wittenberskiej i pokój narodu na niebezpieczeństwo narażała. Oprócz tego przekonany był elektor, iż Lutrowi dzieje się krzywda. Również już sama myśl go przerażała, iżby niewinnego człowieka wydać miał w ręce nieprzyjaciół jego. „Sprawiedliwość stoi wyżej od papieża,” pomyślał sobie elektor i postanowił nie ustępować. Dnia 4. listopada wydali radcy elektorscy w obecności biskupa Trydentu nuncjuszom, u księcia zebranym, następujące oświadczenie: „Nieprzyjemnie elektora dotknęło, iż Doktor Eck, z nieobecności jego korzystając, wplątał w sprawę klątwy kilka osób, których bulla papieska nie wymienia. Tudzież może być, iż po wyjeździe jego z Saksonii wielu uczonych i nieuczonych mężów, tak duchownych jak i świeckich, połączyło się z sobą, uznawając sprawę i appellacyą Lutra za rzecz sprawiedliwą i słuszną.” „A znowu ani ze strony Majestatu cesarskiego ani też zkad inad nie dowiedziono dotąd elektorowi, jakoby nauki w pismach Lutra zawarte były błędne, a zatem na spalenie zasługiwały. Elektor koniecznie obstawać musi za tem, aby Luter, otrzymawszy poprzednio zapewnienie bezpiecznego pochodu, przez uczonych, pobożnych i bezstronnych sędziów został przesłuchany.” — Po oświadczeniu tem ustąpili nuncjuszowie razem z otoczeniem swem na bok, celem naradzenia się z sobą. Po pierwszy raz oświadczył się elektor publicznie co do stanowiska swego wobec reformatora, a oświadczenie to zupełnie inaczej wypadło.
— 129 —
niż się nuncjuszowie spodziewali. Oni przypuszczali, iż ze względu na nieprzewidziane skutki i niebezpieczeństwa, jakieby w przyszłości dla niego wyniknąć mogły, zmieni elektor dotychczasową bezstronność swoją i wyda mnicha papieżowi. Tak liczył Rzym, ale zabiegi jego rozbiły się o pewną wewnętrzną potęgę, na którą oni nie zwracali uwagi, a mianowicie o miłość sprawiedliwości i prawdy.
Gdy znowu powrócili, oświadczył Aleander, iż pragnąłby dowiedzieć się, co by na to książę Fryderyk powiedział, gdyby ktoś z jego podd,inych króla Francyi lub innego jakiego zagranicznego księcia sędzią rozjemczym sobie obrał. Gdy jednak radcy elektorscy przy oświadczeniu swym obstawali, odpowiedział im Aleander: „My bullę klątwy wykonamy, i pisma Lutra prześladować i palić będziemy. Co się zaś osoby jego tyczy”, dodał Aleander z udanym lekceważeniem, ,,to papieżowi nie wiele na tem zależy, aby ręce swoje zbroczył we krwi tak podłego nikczemnika.”
Przyjaciele Lutra w Wittenberdze, dowiedziawszy się o powyższem postanowieniu elektora, nie posiadali się z radości. Melanchton i Amsdorf najpiękniejsze żywili nadzieje. Melanchton napisał wtenczas: „Szlachta niemiecka pójdzie za przykładem elektora, którego Nestorem swym uważa. Homer nazwał bohaterów swoich murem Grecji, a tem więcej można naszego księcia nazwać murem Niemiec” 1).
Erazm, ona wyrocznia dworów, ona pochodnia szkół i światłość świata, bawił podówczas w Kolonii. Kilku książąt zasięgło jego rady. W czasach reformacyi był Erazm naczelnikiem pewnego stronnictwa środka, u którego miała znajdować się prawda. Tak przynajmniej sądził Erazmus. Lecz w tem pomylił się, bo gdzie prawda i błąd przeciwko sobie stoją, tam nie w pośrodku znajduje się słuszność. Erazm był głową filozoficznego stronnictwa Akademii, które od wieków nad poprawą Rzymu pracowało, ale żadnego nie odniosło skutku. Erazm był wyobrazicielem ludzkiej mądrości, która jednak dla obalenia wysokości papiestwa za słabą się okazała. Tu trzeba było boskiej mądrości. Ta w oczach ludzi często głupstwem się wydawa, lubo przed nią niekiedy góry upadają. Erazm nie chciał ani rzucić się w objęcia Lutra, ani usiąść u nóg papieża. Pomiędzy obiema potęgami się wahając, uczuwał on chwilami wewnętrzny pociąg do Lutra, a znowu nie umiał oderwać się
1) Corp. Reform. I.
272.
— 130 —
od papieża. W pewnym liście, do arcybiskupa Moguncyi napisanym, oświadczył się za Lutrem. „Ostatnia iskierka chrześcijańskiej pobożności już ugasała. Okoliczność ta stała się pobudka dla Lutra, który ani zaszczytów ani bogactw nie szuka” 1). List ten podał nieostrożnym sposobem Hutten do publicznej •wiadomości, i tyle przez to Erazmowi rozlicznych sprawił nieprzyjemności, iż tenże ostrożniej odtąd zachować się postanowił. Obwiniano go o współudział z Lutrem, który znowu prędkim słowem zraził trochę Erazma do siebie. „Wszyscy zgoła poczciwi ludzie sprzyjają Lutrowi; lecz droga ta wiedzie do rozruchów. Ja nie życzę sobie, aby moje imię razem z nim wymieniano, jemu to nie pomoże, a mnie bardzo szkodzi”2). — „A więc dobrze,” odparł Luter, „kiedy Ci to nieprzyjemnie, to ja obiecuję, że ani o Tobie ani o przyjaciołach Twoich nigdy nie wspomnę.” O wóz on mąż, do którego się zwolennicy i wrogowie reformacji uciekali.
Uznał to elektor, iż zdanie męża, jakim był Erazm, tak powszechnym zaszczyconego szacunkiem, wielkiej powinno być wagi. Z tego powodu zaprosił go do siebie. Erazm przybył do niego dnia 5. grudnia. Przyjaciele Lutra wyglądali odwiedzin tych 7. pewną obawą. Elektor siedział prawie przy kominku, mając obok siebie Spalatina, gdy naraz wprowadzono Erazma. „Cóż sadzisz o Lutrze?” zapytał bez ogródki elektor. Erazmus, który na tak nagłe zapytanie nie był przygotowany, ścisł wargi i żadnej nie dał odpowiedzi. Książę ostro mu spojrzał w oczy, jak to zwyczajnie czynił, gdy się od kogoś jasnej domagał odpowiedzi 3). Erazmus, zawsze jeszcze będąc niepewny siebie, odparł nareszcie pólżartem: „Luter dwojaki popełnił grzech, bo o koronę papieża i o brzuch mnichów potrącił.” Elektor rozśmiał się, lecz oświadczył Erazmowi, iż koniecznie poważnej życzy sobie odpowiedzi. Na to z większą otwartością odezwał się uczony: 4) „Cały spór powstał ztad, iż zakonnicy nauk nienawidzą, tudzież lękają się, aby tyraństwu ich nie położono końca. Z czemże innem wystąpili przeciwko Lutrowi, jako jedynie z krzykiem, podstępem, oszczerstwami i ohydnemi pismami? Im kto jest lepszym, im więcej nauce Ewangelii sprzyja, to tom mniej się Lutrowi sprzeciwia. Każdy poczciwy człowiek
1) Erasm. Epp. Londini. 1642. p. 586.
2) Corp. Reform. I.
205.
3) Spalatin według
Seckendorfa p. 291.
4) Axiomata Erasmi. Luth. Opp. lat.
— 131 —
musiał się nad srogością bulli oburzyć. Dzieło takie nie da się pogodzić z łagodnością umysłu, jaką się namiestnik Chrystusa odznaczać powinien. Z liczby tylu wszechnic znalazły się tylko dwie, które naukę Lutra potępiły — a to potępiły tylko, nie udowodniły, iż jest błędną. Niechaj nikt siebie nie łudzi; niebezpieczeństwo daleko jest większe, niż je pospolicie uważają. Ciężkie czasy nadchodzą. Zły byłby to początek, gdyby rządy Karola tak nienawistnym krokiem rozpocząć się miały, za jaki pojmanie Lutra koniecznie uchodzićby musiało. Świat prawdy ewangelicznej pragnie, a mybyśmy zaiste na karę zasłużyli, gdybyśmy pragnieniu temu opierać się mieli. Niechaj więe poważni i rozsądni mężowie sprawę tę wezmą pod rozwagę, bo to i tak godności papieża najlepiej odpowiada ” Te słowa powiedział Erazmus do elektora. Otwartość jego napawa nas zdumieniem, ale Erazm znał usposobienie księcia, do którego przemawiał. Spalatin mocno się nad tem uradował i odprowadził słynnego uczonego do pomieszkania jego w Kolonii, do domu przeora, hrabiego de Nuenar. Erazmus, odznaczając się szczególniejsza w dzień ten otwartością, pochwycił w domu pióro, i skreśliwszy oświadczenie swoje ca papier wręczył takowe Spalatinowi. Wkrótce atoli zdjęła serce jego trwoga przed Aleandrem. Odwaga, jaką go obecność elektora i kapelana jego napoiła, znowu lękliwego opuściła uczonego. Odniósł się więe do Spalatina z prośbą o oddanie mu napowrót nader mężnych jego słów, aby się takowe do rąk straszliwego nuncyusza nie dostały. Ale już było za późno.
Zdanie Erazma utwierdziło elektora w zapatrywaniu jego na sprawę. Miał on wtenczas stanowczą rozmowę z cesarzem. Nawet sam Erazm usiłował się w nocnych naradach (jako niegdyś Nikodem) wpłynąć na umysły radców cesarskich, aby sprawę bezstronnym powierzono sędziom. Może być, iż sam spodziewał się zostać sędzią rozjemczym w sprawie, która dla całego chrześciańskiego świata mogła stać się powodem rozerwania. A takie pośredniczenie byłoby próżności jego niepoślednie schlebiało. Aby się jednak w Rzymie nie narazić, napisał Erazm równocześnie pokorny list do Leona X., na który mu papież z wielką życzliwością odpowiedział. Sprawa ta nie była Ale-androwi na rękę. Przez miłość do papieża byłby nuncjusz chętnie papieżowi postępowanie jego należycie wymówił. Erazmus nie omieszkał bowiem donieść o pismach papieża, które chwałę i znaczenie jego podnosiły. Nuncyusz użalał się z powodu tego w Rzymie. Tam zaś odpowiedzieli mu, aby udawał, jakoby sprawy nie rozumiał; mąż ten bowiem mógłby wielce stać się
— 132 —
szkodliwym, a lepiej jest zawsze jeszcze pozostawić mu drzwiczki do poprawy 1).
Karol V. przestrzegał z początku
pewnej polityki chwiejności. Schlebiał oraz papieżowi i elektorowi saskiemu, i
przechylał się w miarę potrzeby to w tę to w ową stronę. Karol wysiał w pewnej
sprawie, dotyczącej się królestwa Hiszpanii, ministra swego do Rzymu.
Przebiegły poseł przybywszy tam o tej prawie porze, gdy Doktor Eck sprawę
potępienia Lutra z wielkim prowadził hałasem, poznał natychmiast korzyści,
jakie panu jego z owego saskiego mnicha wyniknąć mogą, i napisał do Karola,
bawiącego jeszcze w Hiszpanii, na dniu 12. maja 1520 następujące słowa: Wasza
królewska Mość wybiera się do Niemiec. Niechaj Mość Was/a okaże się trochę
łaskawym wobec niejakiego Marcina Lutra, który na dworze saskim bawi, i
kazaniami swemi dwór rzymski bardzo niepokoi 2). Takie było też od
samego początku stanowisko Karola. Jemu nie rozchodziło się o to, co prawdą
jest a co błędem, ani też o żywotne i najgłębsze interesa niemieckiego narodu.
Tu górowały przede wszystkim względy polityczne, tudzież o to się rozchodziło,
aby przyjaźń papieża zjednać cesarzowi. O tem tez dobrze wiedziano w Rzymie. Ministrowie
Karola zręcznie dali poznać Aleandrowi, że cesarz zachowa się wobec papieża
tak, jak się papież wobec cesarza zachowa. A zatem powinien papież nie sprzyjać
powiększaniu potęgi współzawodników Karola, a szczególnie króla Francyi. Dumny
nuncyusz papieża wynurzył z tego powodu oburzenie swoje temi słowy: „A więc,
jeżli papież cesarza opuści, to cesarz religii się zaprze ? Jeżli taką ma być
zemsta Karola, to niechaj on drży, bo takie tchórzowstwo go do upadku
doprowadzi.” Lecz groźby takie na dyplomatów cesarza żadnego wrażenia nie
wywarły.
1) Pallavicini, I. 87.
2) Depesze Manuela Zlorente. I. 398.
–––––––––– • ––––––––––