—
116 —
X.
Stanowczy krok reformatora. — Luter odwołuje się do powszechnego
soboru. — Luter pali bulę
Mątwy. — Znaczenie odważnego uczynku tego. — Luter na Akademii. — Luter
przeciwko papieżowi. — Nowe pismo Melanchtona — Luter przyjaciół swych
uspakaja. — Postępy walki. — Zdanie Melanchtona o lękliwych ludziach. — Pismo
Lutra o biblii. — Nauka o lasce. — Odwołanie.
Ostatecznie poczytywał sobie to Luter za obowiązek, aby zabrawszy głos w obliczu świata wydał świadectwo za prawda. Rzym wydał o nim wyrok potępienia, trzeba zatem było pokazać, jak się reformator na krok ten zapatruje. Papież wykluczył go z kościoła, stąd trzeba było wykluczyć papieża z łona chrześcijaństwa. Dotąd bywało słowo papieża wszechwładnym. Luter postanowił naprzeciwko niemu swoje słowo, a świat miał przekonać się, które z nich jest silniejsze. „Jest to dla mnie sprawą sumienia,” rzekł Luter, „abym -w oczach ludzi wykazał niebezpieczeństwo, w którym świat się znajduje.” Taką koleją postanowił Luter założyć apelację od papieża do powszechnego soboru. Krok taki atoli za zbrodnię uchodził, a więc nowym zamachem na władze papieża miał Luter zamiar dawniejsze usprawiedliwić ciosy, które zadał papiestwu.
Dnia 17. listopada przybył o 10. godzinie z rana do augustiańskiego klasztoru notariusz, i z nim pięciu świadków. Między nimi był i Kruciger.
Stanąwszy w pokoju, który Luter zamieszkiwał, wziął się notariusz Sarctor, rodem z Eisleben, niezwłocznie do spisania protokolarnego zastrzeżenia Lutra. W obecności świadków wydał reformator uroczyście następujące oświadczenie :
„Ponieważ powszechny chrześcijański sobór szczególnie co do spraw dotyczących się wiary chrześcijańskiej wyższym jest od papieża, tudzież władza papieża nie wyższa, lecz niższa jest, aniżeli Pismo święte; ponieważ nareszcie papież nie ma prawa, aby owieczki Chrystusowe dusił i do paszczęki wilka je rzucał, przeto ja Marcin Luter, zakonu Augustianin i Doktor Pisma św. w Wittenberdze, wnoszę tym to pismem w moim i w imieniu wszystkich teraźniejszych i przyszłych zwolenników moich apelacja od Przenajświętszego papieża Leona do przyszłego „chrześcijańskiego i niezawisłego soboru.”
—
117 —
W dalszym ciągu apelacji wylicza Luter
powody, które go do kroku tego zniewalają, tudzież wzywa cesarza Karola,
książęta, szlachtę i cały niemiecki naród, aby się czystej nauki Ewangelii
trzymali!
Powyższa apelacja była odpowiedzią na bullę papieża i oraz listem rozwodowym ze strony Lutra. Takowa rozszerzyła się po całych Niemczech, a nawet do kilku zagranicznych dworów chrześcijańskich przesłaną została.
Luter do większego jeszcze zabierał się kroku, lubo już on powyższy szczytem odwagi wydawać się może. Reformator nie chciał w niczem ustępować Rzymowi. Na co papież się odważył, do tego i wittenberskiemu mnichowi nie brakło odwagi. Ząb za ząb; stos za stos! Syn rodziny Medyceuszów i syn górnika z Mansfeldu stanęli przeciwko sobie do boju, pod którym ziemia zadrżała. Na każde uderzenie odpowiadają uderzeniem. Dnia 10. grudnia wisiało na murach wszechnicy wittenberskiej ogłoszenie, aby się wszyscy studenci i profesorowie o 9. godzinie z rana w pobliżu bramy, zwanej sroczą (Elsterthor) zgromadzili. Na czele znacznego szeregu Doktorów i studentów wyruszył potem w tę stronę Luter. Tyle stosów zapalił w biegu wieków Rzym, a więc i Luter chciał choć raz tylko, a mianowicie w lepszy sposób, tej wielkiej zasady Rzymu spróbować. Ogień jest najlepszym środkiem do uprzątnienia kupy zbutwiałych, zbytecznych papierów. Stos drzewa stał już na pogotowiu; jeden ze starszych magistrów podłożył weń ogień. Gdy płomień w górę buchać zaczął, tedy odważny Augustianin w habicie swym przystąpił do niego, trzymając w ręku księgę kanonicznego prawa, tudzież dekretały, klementyny, ekstrawaganty papieży, niektóre pisma Ecka i Emsera — i bullę klątwy papieża. Najprzód spaliły się dekretały. Potem podniósłszy bullę do góry, uroczyście Luter te powiedział słowa: „Tyś onego Świętego Pańskiego zasmuciła, a dla tego i ciebie zasmuci i zniszczy ogień wieczny,” — i wrzucił ją w ogień. Nigdy może i nigdzie wojny z taką jak tutaj, stanowczością i energią nie wypowiedziano. Zgromadzenie obecnych Doktorów, profesorów i studentów wydało okrzyki radości. Następnie powrócił Luter razem z nimi spokojnie do Wittenbergi. „Dekretały papieskie,” pisze Luter, „przyrównywają trafnie do pewnego obrazu, który przedstawia głowę dziewicy, ciało lwa i ogon węża. Początek pięknie i mile wygląda, pośrodek odznacza się siłą, a koniec pełen jest kłamstwa i oszustwa.
—
118 —
We wszystkich dekretach papieskich nie
znajdziesz o Chrystusie ani słowa1).” „Ponieważ przez spalenie ksiąg
moich,” powiada Luter dalej, „prawda nie mało ucierpiała, i w oczach pospolitego
ludu ku skażeniu dusz ludzkich ujmy doznała, przeto i ja księgi przeciwników
moich spaliłem. Niechaj będzie to początek traktowania sprawy na serio, bo to,
jak się dotąd sprawą papieża zajmowałem, była tylko zabawka i żart. W imię
Pańskie wziąłem się do rzeczy i w Bogu mam nadzieję, że sprawa ta i beze mnie
wykonaną zostanie. Kiedy oni poważyli się spalić moje księgi, w których — nie
mówię tego przez chlubę — daleko więcej jest Ewangelii i Pisma świętego, niż we
wszystkich papieskich księgach razem, to ja lepszym jeszcze prawem
niechrześcijańskie księgi ich spaliłem, w których nic dobrego się nie
znajduje.”
Gdyby Luter tym sposobem był rozpoczął reformacją, to niezawodnie podobny krok smutne byłby wydał owoce. Sprawa stawszy się pastwą fanatyzmu, nieopisane byłaby wewnątrz kościoła wywołała wzburzenie i zamęt.
Lecz reformator zaczął od wyświetlenia nauk Pisma świętego, i przez to mądrze założył fundament. Tym sposobem mógł teraz bez obawy przed niebezpieczeństwem powyższy zadać cios. Co więcej, ciosem tym przynaglił chwilę, w której świat chrześcijański skruszył swe okowy.
Tak się Luter uroczyście z papieżem i kościołem jego rozstał. Po wystosowaniu listu swego do Leona X. uważał on sposób taki za potrzebny. Luter przyjął klątwę Rzymu, ale w obliczu całego chrześcijańskiego świata uroczyście ogłosił, iż między nim i papieżem śmiertelny zaczyna się bój. Luter podobny jest do wodza, który na brzegu morza okręty swoje pali. I on musiał odtąd kroczyć naprzód i walczyć.
Reformator powrócił do Wittenbergi. Następnego poranka była sala akademiczna niepospolicie przepełnioną. Umysły słuchaczów uroczyście były nastrojone. Serca wszystkich wzniosłe jakieś przejmowało uczucie. Spodziewano się przemowy Doktora. Luter wykładał psalmy, który to wykład już w marcu minionego roku był rozpoczął. Na końcu wykładu zamilkł na chwilkę, a potem poważnym i silnym głosem te powiedział słowa:
„Posłuchajcie
jeszcze o ustawach i zakonach papieskich. Ja dekretały spaliłem, ale to była
tylko zabawka. Lepiej byłoby, żeby kto całą rzymską stolicę ze wszystkimi
naukami i zbrodniami jej spalił.
1) Luth. Opp. L. XXII.
1493.
—
119 —
Jeśli z całego serca przeciwko sprawie
papiestwa nie staniecie, nie możecie dostąpić zbawienia. Kto religii papieża i
nabożeństwu jego sprzyja, zbawionym nie będzie. Kto się im sprzeciwia, ten
znowu w tem życiu na
rozmaite naraża się niebezpieczeństwa. Ale ja wolę na tym świecie ciężkie
koleje przechodzić, aniżbym sumienie swoje winą milczenia obciążyć miał. Ja
mocno jestem o skażeniu Rzymu przekonany, a dla tego, póki żyję, nie przestanę
przed bracią moją zepsucia tego wykazywać i ostrzegać ich, aby i z naszych nie
dostali się niektórzy na miejsce potępienia wiecznego.”
Nie można opisać wrażenia, które dziwnie potężne słowa te na umysły zgromadzonych wywarły. On poczciwy student, który nam powyższe słowa przechował, następującą dodał do nich uwagę: „Między nami nie wątpi ani jeden, chyba by już jak jaki drąg był rozumu pozbawiony, że to i wszystko inne, co Doktor mówił, najszczerszą jest prawdą. Również wszyscy wierzący najmocniej są przekonani, iż Doktor Luter jest aniołem Boga żywego, aby owieczki błądzące jedynie słowem prawdy Bożej karmił” 1).
Od tej przemowy jako też
poprzedzającego ja czynu reformatora, rozpoczyna się nowa epoka w przebiegu
sprawy reformacji. Przez dysputę lipska oderwał się Luter na wewnątrz od
papiestwa. Spaleniem bulli atoli ogłosił Luter publicznie zupełne zerwanie
swoje z biskupem Rzymu i kościołem jego, tudzież przynależność swą do onego
powszechnego kościoła, który przez Chrystusa i apostołów jego założony został.
Przy sroczej bramie zapalił Luter ogień, który się aż do dziś dnia pali.
„Papież nosi trzy korony,” powiada Luter.
„Pierwsza z nich jest przeciwko Bogu, bo papież potępia wiarę; druga jest przeciwko cesarzowi, bo sobie władzy świeckiej lekceważy, a trzecia sprzeciwia się ludzkości, bo stan małżeński potępia.”
Stanowczością Lutra zarazili się powoli przyjaciele i współobywatele jego. Cały naród po jego stanął stronie. Szczególnie wszechnica wittenberska coraz ściślej zespoliła się z bohaterem, któremu znaczenie i rozwój swój zawdzięczała. Karlstadt podniósł głos swój przeciwko „ryczącemu florentyjskiemu lwowi,” który boskie i ludzkie prawo znieważa, i zasady odwiecznej prawdy depce. Nawet i Melanchton wydał wtenczas do Stanów państwa pismo, w którym mądrość i delikatny sposób męża tego są widoczne. Była to odpowiedź na dzieło, które pod imieniem jakiegoś rzymskiego teologa, imieniem Rhadinus,
2) Luth. Opp. L. XVII.
—
120 —
wyszło, a które jednak powszechnie Emserowi
przypisywano. Melanchton udowodnił w odprawie swej taką siłę, która sposobowi
mówienia Lutra w niczem zgoła nie ustępowała; a znowu dziełu swemu tyle nadał
wdzięku, iż koniecznie do każdego serca przemawiało.
Melanchton udowodnił najprzód wyrokami Pisma św., jako papież wyżej innych biskupów nie stoi. Następnie mówi dalej: „Cóż nam przeszkadza, abyśmy nie mieli odebrać papieżowi prawa, któreśmy mu nadali? Lutrowi nie o to tyle chodzi, iż skarby, tj. pieniądze całej Europy do Rzymu wysyłamy. Owszem, to jego równie jak i nas boli, że ustawy papieża i papiestwa są dla dusz ludzkich szkodliwe i zgubne. Czy na cele rozpusty rzymskiej należy dawać pieniądze, lub czy nie, o tem może sobie każdy wytworzyć zdanie, lecz nie każdego rzeczą jest mieć sąd o sprawach kościoła i o sakramentach świętych. Lutrowi a z nim wszystkim pobożnym ludziom chodzi o wiarę i gorliwość naszą. O tę walczy on raz głośno, a raz znowu wzdychaniem i modlitwą. Wy książęta ludu chrześcijańskiego nie zapominajcie, że chrześcijanami jesteście. A wiec wyrwijcie te skromne resztki chrześcijaństwa z mocy zgubnego tyrana. Oszukują was, którzy powiadają, że nad duchownymi żadnej władzy nie macie. Duch, który króla Jehu do walki przeciwko kapłanom Baala zachęcał, on wzywa i was, abyście przykładu jego naśladując, wniwecz obrócili zabobony Rzymu, które od służby Baalowej nie są lepsze” 1). Oto słowa łagodnego Melanchtona do książąt niemieckich.
Niektórych zwolenników reformacji zdjęła trwoga; inni znowu lękliwego i nader łagodnego serca wynurzali swoje obawy. Do liczby tych ostatnich należał Staupitz. Luter napisał do niego list, w którym powiada: „Dotąd było wszystko tylko zabawką. Ty sam powiadasz, iż rzeczy takie nie mogłyby się dziać, gdyby sam Bóg ich nie czynił. Wrzawa z każdym dniem rośnie, tak iż chyba w sądny dzień się uśmierzy.” — Tak Luter lękliwe cieszył serca, Odtąd przeszło półczwarta wieku upłynęło, a wrzawa jeszcze nie ustała! „Papiestwo nie jest więcej tem, czem wczoraj i poza wczoraj było,” pisze Luter dalej, „niech sobie pisma moje potępią i spalą, niechaj i mnie zabiją — wszak już przez to postępu rzeczy nie powstrzymają. Na dziwne rzeczy się zanosi. Ja spaliłem bulle papieża, a uczyniłem to z drżeniem i trwogą. Ale teraz większą zgoła czuję nad tym radość, niż nad wszystkim innym, com
1) Corp. Reform. I.
337.
—
121 —
w życiu moim dotąd uczynił.” Dziwne wywiera list ten na czytelnika wrażenie! Mimo woli chciałoby się człowiekowi w potężnej duszy Lutra czytać losy przyszłości. Na zakończeniu listu do Staupitza stoją te słowa: „Ojcze, módl się za słowem Bożym i za mną. Mnie wały te wezbrane mimo woli z sobą unoszą”1).
Tak na wszystkich stronach zawrzała walka. Wojownicy odrzucili od siebie pochwy. Słowo Boże upomniało się o swe prawa i złożyło z tronu tego, który na miejscu Bożym usiadł na nim. Całe społeczeństwo doznawa wstrząśnienia. Zawsze znajdują się na świecie ludzie samolubni, którzyby całą ludzkość we śnie obłędu i upadku pogrążoną utrzymać pragnęli. Ale mężowie mądrego, choćby przy tym i lękliwego serca myślą inaczej. Łagodny i umiarkowany Melanehton pisze tak: „Prawda, że mężowie stanu wszelkiej lękają się zmiany. Do onego smutnego zamętu, który życiem człowieka nazywamy, musi każda niezgoda, choćby nawet i najsprawiedliwiej uzasadnioną była, niejedno sprowadzić złe. Ale w kościele trzeba o to dbać, aby słowo Boże przede wszystkiemi ludzkimi sprawami miało pierwszeństwo. Bóg wiecznym gniewem wszystkim tym grozi, którzy prawdę jego wniwecz obrócić usiłują. Z tego stanowiska było to dla Lutra po prostu obowiązkiem chrześcijanina, a tem więcej obowiązkiem nauczyciela w kościele chrześcijańskim, aby przeciwko zgubnym wystąpił błędom, jakie źli ludzie z nieopisaną bezwstydnością rozpowszechniali. Jeśli niezgoda, jako niestety się okazuje, niejedna za sobą pociągnie klęskę, to wina tego wszystkiego spada jedynie na tych, którzy pierwsi takich błędów uczyli, tudzież i na tych, którzy teraz szatańską nienawiścią przejęci będąc, takowe zachować się usiłują”2).
Ale nie wszyscy tak myśleli. Owszem posypały się zarzuty przeciwko Lutrowi. Ze wszystkich stron groziły mu burze. „On jest sam jeden,” krzyczeli jedni; „on jakieś nowe rzeczy wymyśla,” wtórowali im drudzy.
Luter
atoli, czując w sercu swym głos powołania Bożego, teraz na to odpowiedział
słowy: „Kto wie, czy nie dla tego prawie wzbudził i powołał mię Bóg! Oni
powinni mieć się na pieczy, aby mną gardząc samym Panem Bogiem przez to nie
pogardzili. Podczas wyjścia z Egiptu był i Mojżesz sam jeden, Eliasz także był
sam jeden za dni króla Achaba, tudzież po odejściu jego Elizeusz. Izajasz był
sam jeden w Jeruzalemie, a Ezechiel sam jeden Babilonii. Za proroka nie powołał
Bóg nigdy jeszcze najwyższego kapłana, lub inną jaką osobę
1) Luth. Epp. I. 541.
2) Melanchthon. Vita
Lutheri.
—
122 —
wysokiego stanu. Zwyczajnie wzbudzał on do
tego ludzi pospolitych, nie mających żadnego znaczenia, aż na końcu powołał Amosa, który był pasterzem owiec. Równie i
Świeci Pańscy zawsze musieli występować i kazać przeciwko przełożonym ludu,
przeciwko królom, książętom, kapłanom i nauczonym w Piśmie. Przeciwko tym
występując musieli życie swoje narażać na niebezpieczeństwa, a w niejednem
miejscu poświęcić takowe. A w Nowym testamencie czyż było inaczej? Św. Ambroży
był czasu swego także sam jeden, tudzież po nim ś w. Hieronim, a potem św.
Augustyn. Ja nie powiadam o sobie, jakobym był prorokiem; ja powiadam tylko,
iż oni powinni lękać się, abym przecie może nim nie był, a to tem więcej, im bardziej mną gardzą i
samych siebie wynoszą. Ja co do mojej osoby mam w sercu mem to przekonanie, że
słowo Boże jest przy mnie, a nie u nich.”
„Oni powiadają, że ja nowe rzeczy podnoszę, tudzież, że niepodobna przypuszczać, aby wszyscy inni przez tak długie czasy byli błądzili. — Ja bynajmniej nowych rzeczy nie każę; ja powiadam tylko, iż wszystkie sprawy i porządek chrześcijański zaginął wśród tych, którzy do pilnowania jego powołani byli, a mianowicie wśród biskupów i nauczonych w piśmie. Przy tem ani na chwilę nie wątpię, że w kilku sercach przechowała się prawda, chociażby tylko w sercach dzieci, co jeszcze w kołysce się znajdują. Biedni kmiotkowie i dzieci lepiej Chrystusa znają, aniżeli papież, biskupi i doktorowie.”
„A tem samem chciałbym odpowiedzieć i tym, którzy mię obwiniają, jakobym wszystkie święte nauki kościoła potępiał. Tego ja nie czynię. Ale Pismo święte niezawodnie jest jaśniejsze, łatwiejsze i pewniejsze od wszystkich innych pism. Wszyscy nauczyciele potwierdzali słowa swoje wyrokami Pisma, ponieważ te są jasne i nie podlegają zmianie. Któż bowiem chciałby niejasnej jakiej nauki przez inna jeszcze więcej niejasną dowodzić ? A zatem nic innego nie pozostawa nam, jedno abyśmy ze wszystkiemi pismami ludzkich nauczycieli do Pisma świętego się udawali, i takowe według miary Pisma mierzyli i oceniali. Pismo święte jedynym bowiem jest dla nas mistrzem prawdy.”
„Lubo wielką jest zgraja tych, którzy mię dla tego prześladują, to jednak według nauki Pisma świętego oczywista jest, że prawda i sprawiedliwość nigdy nie bywała po stronie zazdrośników i prześladowców, ale zawsze po stronie prześladowanych. Po stronie onej wielkiej zgrai znajdujemy zawsze kłamstwo; prawda bywała zaś tylko u mniejszości. Taka jest natura prawdy, iż ona zawsze stawa się powodem rozruchu.”
—
123 —
Następnie zastanawia się Luter poszczególnie
nad tymi artykułami, które bulla papieża potępiła, i dowodzi prawdy ich
odnośnymi wyrokami Pisma. Najmężniej występuje zaś w obronie nauki o łasce
Bożej.
„Jakże można tak bezrozumnie gadać, że natura człowieka przed wpływem i bez wpływu łaski Bożej sama z siebie grzechu nienawidzi, tudzież takowego się wystrzega lub żałuje go? Przecież wiemy, iż natura nasza nawet w stanie łaski się znajdując, grzech miłuje, szuka i pożąda go, tudzież że przeciwko łasce Bożej się opiera. Ileż mamy o tem skarg z ust świętobliwych ludzi! To mi prawie tak wygląda, jak gdyby kto rzekł, że jakie wielkie drzewo, którego on, całej siły swej używając, ugiąć nie może, samo się ugnie, skoro je z ręki wypuści; albo że powódź, której żadną tamą zastawić nie można, sama się zastawi, skoro jej otwartą drogę zostawisz. To jest prosta łez, żeby prawdziwą skruchę jedynie przez zastanowienie się nad grzechem i zgubnymi skutkami jego obudzić można. Owszem najprzód trzeba spojrzeć na Chrystusa i rany jego, a z nich wyczytać miłość jego do nas. Zastanowienie się nad grzechami naszymi musi nam wynikać ze skruchy, a nie przeciwnie skrucha nasza ze zastanowiania się nad grzechami. Skrucha powinna być niby drzewem, a owocem drzewa tego będzie rozważanie grzechu. W naszych krajach rosną zwyczajnie owoce na drzewach i wyrastają z nich, gdy tymczasem, jako się zdaje, w świętych krainach papieża drzewa na owocach rosną.”
Odważny Doktor protestował przeciwko bulli papieża, ale też oraz kilka artykułów swych odwołał, nad czem nie zdziwimy się, skoro tylko sposób odwołania tego poznamy. Luter przytacza cztery artykuły swoje o odpustach, które bullą papieża potępione zostały. Co do tych, to następującą dodawa uwagę: „Na chwałę świętej i umiejętnej bulli odwołuję wszystko, co kiedykolwiek o odpustach uczyłem. Dobrze się księgom moim stało, że je spalono, albowiem co do odpustu, to za dużo poczyniłem w nich ustępstw papieżowi, i służyłem mu. Ja już sam naukę tę na spalenie osądziłem.”
Zupełnie
tego samego rodzaju było odwołanie jego co do osoby Jana Hussa: „Na tym punkcie
zgoła zbłądziłem. Teraz powiadam tak: Nie kilka tylko artykułów, ale wszystkie
artykuły Jana Hussa, które w Kostnicach potępiono, zupełnie są
chrześcijańskie. Oraz wyznaje, że papież razem z Janem Hussem sama święta
Ewangelią Chrystusową potępił”1).
1) Luth. Opp. L. XVII. 337.
–––––––––– • ––––––––––