IX.

Luter naradza się przed Bogiem. Jego sad o bulli. — Bez­stronna rodzina. — Luter występuje przeciwko bulli. — Papież zabrania wiary. — Skutki bulli. — Stos zapalony w mieście Lowanium.

 

                   Powiedziawszy prawdę, cóż w gruncie rzeczy wskórał ten opór studentów, Rektorów i duchownych? Jeśli silne ramię Karola V. z silnym ramieniem papieża się połączy, to cóż wtenczas znaczy garstka uczniów i gramatyków ? Któż głowie chrześcijaństwa i cesarzowi Zachodu zdoła stawić opór ? A nuż

    110   

 

tak się stało. Z wyklęciem Lutra zdawała się sprawa Ewangelii wniwecz być obróconą. W chwili tak ważnej nie taił reformator bynajmniej przed sobą niebezpieczeństw, które życiu jego gro­ziły. Oko swe podnosi on w górę. W duszy swej przygotuje się do przyjęcia śmiertelnego ciosu, wierząc, iż takowy z dopu­szczenia Bożego pochodzi. U podnóża tronu Bożego szuka dusza jego otuchy i pokrzepienia. „Cóż z tego wyniknie? Jąć zaiste nie wiem ani wiedzieć nie chcę! Ten, który na tronie niebios siedzi, przed wieki już oznaczył początek, prze­bieg i koniec tej sprawy. Niech stanie się, co chce; dusza moja nie trwoży się we mnie. Bez woli Ojca ani listek nie spadnie, a tem mniej my. Nic w tem niema wielkiego, choć­byśmy za Słowo i umarli, wszak Ono przedtem, będąc w ciele, umarło za nas. Jeśli za słowo umrzemy, to i z nim powsta­niemy od umarłych. Tą samą pójdziemy drogą, którą, Ono szło, do tego samego celu dojdziemy, do którego Ono doszło, i razem z nim na wieki pozostaniemy” 1).

                   Nie zawsze atoli był Luter w stanie zataić pogardę, jaka go postępowanie nieprzyjaciół jego napawało. Niekiedy odzywał się o nich w satyryczny i właściwy jemu sposób. „Ja nic więcej o Ecku nie wiem,” rzekł Luter, „jak tylko to, iż przyszedł z bullą i pieniędzmi. Ale ja sobie drwię z tego wszystkiego.”

Dnia 3. października otrzymał Luter bulle klątwy pa­pieskiej. „A zatem mam już bullę,” napisał on, „ale ja z niej szydzę i występuje przeciwko niej, bo to bezbożne, kłamliwe, i prawdziwie Ecka godne jest dzieło! Ona samego Chrystusa potępia. O przyczynie sprawy całej niema tam ani wzmianki. Wzywają mię, ale nie żeby mię przesłuchali, owszem, po pro­stu tylko, abym odwołał. Ja bullę tę za podrobioną ogłoszę. O gdyby to Karol V. był mężem i po Chrystusa stanął stronie! Co do mnie, to raduję się, iż za najwyższą sprawę w świecie cierpiał będę. Od razu już czuję się swobodniejszym, albowiem teraz zupełnie wiem, iż papież jest przeciwnikiem Bożym” 2).

                   Nie w Saksonii tylko wywołał powyższy piorun Rzymu wzburzenie umysłów. W Szwabii doznała przezeń pewna cicha, bezstronna rodzina bardzo niemiłego zaniepokojenia. Willibald Pirkheimer z Nürnberga, należał do liczby najpoczciwszych mężów wieku swego. Między nim i dwiema siostrami jego, z których jedna, Charitas, była przełożoną klasztoru św. Klary,

 

1) Luth. Epp. I. 490.

2) Tamże 488.

 

   111  

 

druga zaś, imieniem Klara, zakonnicą w tym samym klasztorze, istniał stosunek najserdeczniejszej przyjaźni. Przedwczesna śmierć ukochanej małżonki Pirkheimera, której imię było Crescentia, więcej jeszcze na utwierdzenie powyższych uczuć od­działała. Obie one pobożne dziewice służyły Panu wśród klasztornego zacisza, oddawając  się naukom, pielęgnowaniu chorych i pobożnym rozmyślaniom o wieczności. Posiadały one niepospo­litą znajomość nauk, znały jeżyk łaciński, czytały pisma Ojców kościoła, a nade wszystko zaś Pismo św. pokochały. Nauczy­cielem był im jedynie brat ich. Listy siostry Charitas opływają uprzejmością i dobrocią serca. Nawet pozór niebezpieczeństwa, któreby Willibaldowi grozić mogło, serce jej trwogą napełniał. Dla pociechy tej bojaźliwej duszy napisał Pirkheimer pisemko pod tytułem: Rozmowa między Charitas i Veritas, tj. Miłością i Prawdą, w której Prawda usiłuje się pocieszać i utwierdzać Miłość. Była to nader rozczulająca rozprawa, zupełnie do tego stosowna, aby serce miłości i trwogi pełne podnieść i umocnić. Można sobie zatem wyobrazić przerażenie siostry Charitas, gdy uszu jej doszło, że w bulli papieża, na drzwiach kościelnych przybitej, obok imienia Lutra stoi wypisane imię Willibalda! W ślepej nienawiści swej dołączył Eck do Lutra sześciu naj­znakomitszych mężów narodu niemieckiego, a mianowicie Karlstadta, Feldkirchena i Egrana, którzy atoli nie wiele o to dbali, tudzież Adelmanna, Pirkheimera i Spenglera, którym zniewaga taka ze względu na urzędowe stanowisko ich nader musiała być bolesną. W klasztorze św. Klary wielki zapanował niepokój. Jakże tutaj pogodzić się z hańbą Willibalda? Sercu siostry nic może ciężej nie dawa się uczuć, niźli podobne doświadcze­nia. Nie małe groziło mu niebezpieczeństwo. Nadaremno wsta­wiało się za Spenglerem i Pirkheimerem miasto Nürnberg, tudzież biskup Bambergu, ba nawet i książęta Bawarii! Nic to nie pomogło. Zacni mężowie ci musieli się przed Doktorem Eckiem upokorzyć. A ten dał im należycie uczuć znaczenie ta­kiego protonotaryusza Rzymu! Eck zniewolił ich do wystoso­wania pisma do papieża, w którym oświadczyć musieli, iż nauce Lutra o tyle tylko byli przychylni, o ile się takowa nauce chrześcijańskiej nie sprzeciwiała. Adelmann, który pewnego razu gdzieś po obiedzie ożywioną z Eckiem miał sprzeczkę, odnoszącą się do onej kwestyi czasu, która wszystkie umysły zajmowała, musiał teraz osobiście przed biskupem Augsburga się stawić, tudzież ze swej strony pod przysięgą wyrzec się wszelkiego udziału co do kacerskiej sprawy Lutra. Lecz na tym punkcie nie dobra była rada, której Eckowi wściekłość jego i pragnienie

 

    112   

 

zemsty udzieliło. Imiona Willibalda i przyjaciół jego szkodziły bulli w oczach ogółu, i przysparzały jedynie zgorszenia. Zanadto bowiem znana była czystość charakteru szlachetnych onych mężów, którzy najrozmaitsze mieli z ludźmi stosunki.

                   Luter udawał najprzód, jakoby o autentyczności bulli powątpiewał. W pierwszym piśmie przeciwko niej wydanym, te powiedział on słowa: „Słyszę, jakoby Doktor Eck jakaś bulle z Rzymu przeciwko mnie przywiózł, która tak do niego ma być podobną, iżby ja także Doktorem Eckiem nazwać można. Tyle ma w niej być błędów i kłamstw! Powiadają, jakoby takowa była dziełem papieża, gdy tymczasem ona z jego kuźni wyszła. Ja muszę najprzód na własne oczy widzieć jej cechę, pieczęć, sznur, znamię i wszystko, inaczej ani trochy gadaniem ludzkim nie uwierzę” 1).

                   W rzeczywistości wiedział wszystek świat, jako i sam Luter, że bulla była prawdziwa. Naród niemiecki wyglądał, co Luter zacznie, i czy nie da się zachwiać. Oczy wszystkich zwrócone były do Wittenbergi. Nie długo jednak trzeba było czekać. Dnia 4. listopada wydał Luter potężne swe pismo pod tytułem: „Przeciwko bulli Antychrysta.”

                   „Ach ileż to błędów, grzechu i podstępu popełniono wśród ludu, pokrywając się przytem świętem imieniem chrześcijańskiego kościoła i władzy papieskiej, której w przerażający sposób nadużywano. Któż policzy one dusze, które tym spo­sobem do złego uwiedzione, te zabójstwa i mordy, które popeł­niono? Ileż to krwi niewinnej przelano, ileż krajów złupiono i wyniszczono! Aż zgroza pomyśleć o tem!

                   „Wiemć ja, że zbrodnia i sztuka różne są od siebie. A dla tego nie mogę onej pospolitej cenić złości, która tylko książki palić umie. To bowiem i dzieci zrobić potrafią. Ale prawdę mówiąc, jabym się nawet cieszył ze spalenia wszystkich moich książek, gdyby się potem lud tylko jednej biblii trzymał. Bo do czegóż innego wszystkie księgi moje napisałem, jeżli nie dla tego, abym przez nie ludzi do biblii prowadził? Ach Boże, gdybyśmy tylko o Pismo św. się troszczyli, to o moje księgi mniejsza! Niech je sobie spalą. Ja jestem z łaski Bożej wol­nym; ja nie chcę ani nie śmiem w żadnej z tych spraw na­dziei mojej pokładać, ale się też żadnej nie lękam. Wiemć ja bowiem, gdzie pocieszenie i obrona moja się znajduje! Ta mi się ani przed światem ani przed szatanem nie zachwieje.”

 

1) Luth. Opp. L. XVII. 323.

 

    113   

 

                   Dziesiąte z liczby tych zdań Lutra, które papież potępił, brzmiało tak: „Grzechy nie zostają odpuszczone nikomu, który nie ma wiary w odpuszczenie grzechów, gdy mu duchowny dawa rozgrzeszenie.” Potępieniem zdania tego ogłosił papież, iż dla błogosławionych skutków Sakramentu nie potrzeba wiary. Na to Luter następującą zrobił uwagę: „Oni uczą, że otrzy­mując rozgrzeszenie duchownego, nie mamy w odpuszczenie grzechów naszych wierzyć. Ale w cóż tedy w świecie mamy wierzyć? Słuchajcie, mili chrześcijanie, Rzym potępił on artykuł wiary, w którym my wszyscy wyznawamy: „Wierzę w Ducha Świętego, w święty kościół chrześcijański i grzechów odpu­szczenie. . .

                   Gdy Luter tak potężnymi odzywał się słowy, stawało się położenie jego na wewnątrz coraz niebezpieczniejszym. Nie­przyjaciele jego wszelkiego użyli sposobu celem wydalenia go z Wittenbergi. Usunięcie jego z miasta tego byłoby w dwój­nasób uczuć się dało. Jednym zamachem byłby Rzym i kacerskiego Doktora i kacerskiej wszechnicy się pozbył. Książę Jerzy, tudzież biskup Merseburgu i teologowie lipscy w powyż­szym celu działali. Luter, dowiedziawszy się o tem, odezwał się tak: „Ja sprawę tę w ręce Pana Boga poruczam” 1). Powyższe usiłowania nie pozostały bez wszelkiego skutku. Adrian  profesor hebrajskiego języka przy wszechnicy wittenberskiej, prze­szedł naraz na stronę wrogów. Wobec bulli Rzymu niemałej potrzeba było stanowczości i wiary. Adrian atoli należał do liczby takich ludzi, którzy tylko do pewnego stopnia sprawę prawdy popierają. Potępienie Lutra napełniło serce Adriana trwoga, dla tego opuściwszy Wittenbergę udał się do Doktora Ecka do Lipska.

                   Powoli dawały się już niektóre skutki bulli odczuwać. Słowo bowiem, które usta najwyższego kapłana wśród chrześcijaństwa wypowiedziały, nigdy prostym nie pozostawało słowem. Od dawnych już czasów towarzyszył mu zawsze ogień i miecz. Stosy stały zawsze na pogotowiu, aby pokazać światu, iż słowo Rzymu bezwarunkowego wymaga posłuszeństwa. Według wszyst­kiego przypuszczać należało, iż odważne wystąpienie Augustianina stanie się ofiarą przemocy i tragicznie się zakończy. W paździer­niku roku 1520 pozbierano w mieście Ingolstadt wszystkie dzieła Lutra, które się w tamtejszych księgarniach znajdowały, i zaopatrzono je pieczęcią. Arcybiskup-elektor Moguncji był kapłanem umiarkowanych zasad. Mimo to musiał on z dworu

 

1) Luth. Epp. I. 520.

 

    114  

 

swego wydalić Ulryka von Hutten; drukarza pism jego kazał zaś wrzucić do więzienia. Wysłańcy papieża nie przestawali na­legać na cesarza, dopóki im nie przyrzekł, iż wszelkimi siłami starej bronił będzie wiary. W niektórych okolicach dziedzicznych ziem cesarza postawiono już stosy na spalenie pism kacerza. Książęta kościoła i radcy cesarscy brali osobisty udział w tych ogniowych egzekucjach, które „auto-da-fe” zwano. Dumie Ecka już więcej granic nie było; groźby jego odnosiły się do książąt i uczonych. „Wszędzie pełno było jego fumu,” powiada Erazmus. „Papież ma moc składać z tronu królów i książęta,” tak głosił Eck; „on może, gdy chce, cesarzowi powiedzieć, że jest ladaco. A zatem będzie on w stanie i kilku nędznych gramatyków nauczyć mores.” Nie inaczej odzywał się kolega jego Aleander. Jakby pedagog jaki, co żakom w szkole kijem przygraża1), odezwał się on do Erazma mówiąc: „Już my tam tego księcia Fryderyka znajdziemy; już my sobie z nim damy radę.” Aleandrowi zdawało się, że strasznych już cudów do-kazał. Słów jego słuchając pomyślałby niejeden, iż sprawa pojutrze chyba zakończyć się musi. W Rzymie spodziewano się po stosach i płomieniach jak najlepszych skutków. Miały one odporne przerazić umysły. I w rzeczy samej stało się miejscami nie inaczej; wielu bojaźliwych i zabobonnych ludzi dało się tem zastraszyć. Gdzie indziej znowu odniósł krok ten wręcz przeciwne skutki. Tak n. p. przybito w Erfurcie odezwę następującej treści: „Chodźcie wszyscy, którzy prawdę Chry­stusową kochacie! Brońcie słowa jego. Chodźcie, a zerwijcie tę bullę szatana, którą nam na murach miasta przylepiono, i na tysiąc porwijcie kawałków!” Bulla została zgoła tylko w dziedzicznych krajach cesarza Karola wykonaną, ale i tam nie brakło śród ludu i książąt oburzenia i szyderczych uwag z powodu takich objawów potęgi papieskiej. Doktorowie wsze­chnicy miasta Lowanium stanęli przed Małgorzatą, namiestnicą Niderlandów — „Luter wiarę chrześcijańska obala,” rzekli Doktorowie! — „A któż jest ten Luter?” zapytała księżna. — „Mnich i ogromny nieuk.” — „A więc piszcie przeciwko niemu! Wszak wy macie naukę i jest was wielu. Świat prędzej tyłom uczonym uwierzy, niż jednemu człowiekowi, który nic nie umie.” Lecz Doktorowie łatwiejszym woleli wykupić się sposobem. Własnym tedy kosztem postawili wielki stos drzewa. Wielkie mnóstwo ludzi zebrało się na rynku miasta; zbiegli się stu­denci i mieszczanie, i rzucali wielkie księgi w płomienie.

 

1) Hardt, Hist. lit. Reform. I. 163.

 

    115   

 

 

Gorliwość ta podobała się Doktorom i mnichom, ale później wy­kazało się, iż była to jedynie psota, bo zamiast pism Lutra rzucano w ogień rozmaite scholastyczne i papieskie pisma, jako to Sermones discipuli, Tartaret i inne1).

                   Do hrabiego Nassau, wicekróla Holandii, wystosowali Dominikanie poselstwo z prośbą, aby im pisma Lutra spalić pozwolił. „Gdybyście wy tylko tak szczerze i czysto Ewangelią głosili, jak to Luter czyni, to byście na nikogo skarżyć się nie-potrzebowali,” odpowiedział hrabia. Na pewnej uczcie, w której wielka liczba najwyższych książąt niemieckich brała udział, przyszło także do rozmowy o Lutrze. Tedy pan Rawenstein stanąwszy, głośno te powiedział słowa: „Od 400 lat powstał nam jeden chrześcijański mąż, a i tego papież chce zgładzić!”2)

                   Nie małą była wrzawa, którą bulla klątwy wywołała. Mimo to nie zachwiała takowa wewnętrznego pokoju Lutra, mającego za sobą świadectwo prawdy. „Ja wolałbym wśród tego hałasu z powodu bulli zupełnie milczeć,” napisał Luter do Spalatina, „gdybyś ty na mnie nie nalegał. Ja wiem, że według rady i mocy Bożej sprawa moja naprzód postępować będzie.” Oto, umysł lękliwy domagał się naraz, aby mówiono, a odważny zaś milczeć wolał. Luter poznał one potęgę, której oko przyjaciela jego nie dostrzegało. „Bądź dobrej myśli,” pisał Luter dalej; „Chrystus sprawę tę rozpoczął, on dokona jej, chociażby i mnie zabito lub wypędzono. Jezus Chrystus jest z nami, a ten, który w nas jest, większy jest od tego, który jest w świecie” 3).

 

1) Seckendorf 289.

2) Seckendorf 288.

3) Luth. Epp. I. 519.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1