IV.
Przygotowania Rzymu. — Powody zwlekania papiestwa. — Eck w Rzymie. — Wygrana Ecka. — Papież jest światem. — Bóg spowodował zerwanie. — Pewien szwajcarski kapłan przemawia za Lutrem. — Konsystorz rzymski. — Wstęp bulli. — Potępienie Lutra.
W Rzymie czyniono przygotowania do potępienia onego orędownika za wolnością kościoła. Za długo już w nieprzystępnej bujano bezpieczności. Zakonnicy rzymscy od dawna już uskarżali się na Leona X., że tylko o zabawach i marnowaniu pieniędzy myśli, że jedynie teatrem, polowaniem i muzyka1) jest zajęty, podczas gdy kościół grozi upadkiem. Dopiero Dr Eck, przybywszy z Lipska do Rzymu celem wezwania pomocy Watykanu, taki podniósł krzyk, że papież, kardynałowie, zakonnicy ba nawet Rzym cały się ocknął, i zaczął naraz obmyślać, środki ocalenia papiestwa.
W rzeczy samej stanowczych trzeba było użyć środków zaradczych. Rzucono bowiem rękawicę, i na śmiertelny zanosiło
1) E sopra tutto musico eccellentissimo, e quando el Santa con qualche uno, ii fa donar cento e piu ducati. Zorsi Mt.
— 83 —
się bój. Nie przeciwko nadużyciom kapłaństwa rzymskiego wystąpił Luter, ale przeciwko samemu kapłaństwu. Chcąc wymaganiom Lutra zadosyć uczynić, byłby papież pokornie musiał zstąpić z swej stolicy i skromnym zostać proboszczem nad brzegami Tybru; dostojnicy zaś hierarchii rzymskiej musieliby wszyscy zaprzeć się swych bogactw i świeckiej swej chwały, i stać się starszymi i diakonami kościoła włoskiego. Znikłaby wszelka zewnętrzna potęga i przepych, którym przez wieki umysły narodów Zachodu odurzano, a natomiast byłaby powróciła skromność i prostota służby Bożej, którą się chrześcianie pierwszych wieków odznaczali. Rzecz te uskutecznić było w mocy Bożej, Bóg i tak niegdyś ją wykona, ale od ludzi nie można było tego się spodziewać. Gdyby nawet powstał i papież tak odważny i odznaczający się zaparciem siebie, izby sam przeciwko wyniosłej, prastarej budowie papiestwa wystąpił, to tysiące biskupów i księży wyciągnęłoby ręce celem podpierania takowej. Każdy papież pod tym warunkiem władzę swa przyjmował, że ją niezmiennie przyszłym przechowa czasom. Rzym uważał siebie ustanowionym przez Boga i powołanym do wykonywania zarządu kościoła. Nie dziw tedy, iż wszystkiego wpływu swego użyć zamierzał. Z początku jednak wahano się jeszcze. Kilku kardynałów, tudzież i sam papież nie sprzyjali użyciu surowych środków zaradczych. Rozumiał to Leon, jako sprawa, której prowadzenie od nie zawsze przychylnych Rzymowi vładz świeckich zależało, pod więcej niż jednym względem powagę kościoła narazić mogła. Przekonał się papież, że dotychczas używane surowe środki jedynie powiększały złe. Azaż istotnie niepodobny miałoby być rzeczą pozyskać tego mnicha saskiego dla sprawy papiestwa, zauważali politycy rzymscy? Azaż wszystka potęga kościoła, i wszystkie sztuki włoskiego podstępu miałyby okazać się bezskuteczne? Koniecznie trzebaby raz jaszcze szukać porozumienia w drodze układów.
Eck natrafił zatem na dosyć znaczne trudności, ale też żadnego nie pominął on sposobu, przeciwko onej „bezbożnej” występując łagodności. Do wszystkich drzwi kołatał; wszędzie domagał się zemsty, nienawiścią pałając do Lutra. Fanatyczni zakonnicy wszędzie mu wtórowali. Przymierze to dodawało mu otuchy. Nowym tedy ożywiony zapałem, nalegał Eck na papieża i kardynałów. Według przekonania jego nadaremne były wszelkie próby pośredniczenia. To nic innego, jedno błahe urojenia, któremi się w oddaleniu łudzą; on, co z zuchwałym mnichem odbył rozprawę, lepiej od nich poznał grożące kościołowi niebezpieczeństwo. Raka trzeba wyrżnąć, aby całe ciało nie uległo
— 84 —
skażeniu. Uczynków chciwy szermierz lipskiej areny umiał zbijać jeden dowód za drugim, wszelkich dokładając usiłowań, aby przekonał papieża 1). Eck chciał ocalić Rzym nawet wbrew woli Rzymu, i wszystkich użył w tym celu środków. Niejedną spędził on godzinę na naradzie z papieżem 2). Wzruszył kurią i klasztory, lud i kościół ocucił z uśpienia. „Eck wzruszyłby przeciwko mnie,” pisze Luter, „najgłębsze otchłanie przepaści piekielnych, onby las Libanu zapalił” 3). Ale w tejże chwili, gdy Dr. Eck czuł się już pewnym wygranej, byłoby mu się o niewiele znowu z rak wyśliznęło zwycięstwo. Doszło nas o tem świadectwo pewnego mieszczanina rzymskiego, którego list w styczniu r. 1520 napisany, szczęśliwym sposobem aż do naszych przechował się czasów. „Ja powiadam wam”, pisze ów mieszczanin, „że niema w Rzymie człowieka, a przynajmniej człowieka mającego jakie takie pojęcie o rzeczy, któryby jak najmocniej nie był przekonany, iż Luter w bardzo wielu rzeczach mówi prawdę” 4), Podobne zdania znakomitych mężów stały Eckowi nie mało na przeszkodzie. Tu trzeba koniecznie ostrożnie brać się do dzieła, powiadali niektórzy mężowie. „Nie z klątwa i piorunami, ale z dowodami trzeba przeciwko Lutrowi występować.” Słowa te na nowo zachwiały Leona w postanowieniu jego. Przeciwnicy prawdy atoli, znajdujący się w Rzymie, o mało że się nad tem nie wściekli 5). Eck podniósł krzyk, i poplecznicy jego zbiegli się ze wszystkich stron. „To sprzeciwia się godności papieża,” wołali wrogowie, „żeby przed pierwszym lepszym łotrem miał tłumaczyć się dowodami 6). Przemocą trzeba zatkać usta odpornym, aby się i innym po nich podobnego zuchwalstwa odechciało. Chłosta Jana Hussa wielu ich napełniła trwoga. Gdyby i z Reuchlinem tak byli postąpili, to zapewnię nie byłby się Luter na to odważył, na co się odważył.”
Równocześnie odezwali się teologowie Kolonii, Lowanium i innych wszechnic, ba nawet i niektóre książęta niemieckie w tym samym duchu do papieża, domagając się środków zaradczych przeciwko Lutrowi. Najgłośniej atoli krzyczał bankier Rzeszy niemieckiej, Fugger w Augsburgu, którego wtenczas w Rzymie „królem talarów” nazywano. Fuggerowi zrobiło się
1) Sarpi. Historya trydenckiego soboru.
2) Stetimus nuper papa, duo cardinales et ego per quinque horas in deliberatione. List Ecka z dnia 3. maja.
3) Luth. Epp. I. 421.
4) Riederers
Nachrichten. L 179.
5) Mali vero, quia
veritatem audire coguntur, insaniunt. Riederer, ibd.
6) Non decere Rom. Port. unicuique vilissimo homunculo rationem reddere debere. Riederer ibd.
naraz markotno; szło mu bowiem o zyski przedsiębiorstwa jego. „Użyjcie gwałtu przeciwko Lutrowi,” napisał Fugger, ,ja zapewniam was o pomocy wielu książąt!” Co więcej, zdaje się, że prawie Fugger przeważnie wpłynął na Ecka, aby się udał do Rzymu 1).
Po wszystkie prawie czasy bywało papiestwo po trosze zawisłem od wielkich bogaczów, którzy mu pieniędzy pożyczali. Tak też i teraz zwyciężył król talarów. Nie miecz Galów, ale worek niemieckich dukatów rzucono tym razem na wagę, a szala przechyliła się na stronę przeciwników Lutra. Przezorność polityków rzymskich padła w radzie papiestwa ofiara fanatyzmu. Leon dał się nakłonić, i sprawa potępienia Lutra została uchwaloną. Eck zaczął znowu oddychać swobodnie. Dumie jego stało się zadość. Jemu należała się oczywiście zasługa potępienia kacerskiego współzawodnika jego, tudzież zasługa ocalenia kościoła. „To szczęście, że o tym czasie przybyłem do Rzymu,” napisał Eck. „Tam nie znano dobrze owych błędów Lutra. Świat się dopiero dowie, ile ja w tej sprawie zrobiłem.”
Do liczby najgorliwszych pomocników Ecka należał niezaprzeczenie mistrz świętego pałacu, Sylwester Mazzolłni de Prierio. Wydał on pismo, w którem dowodzi, iż do papieża nie tylko należy nieomylny wydać wyrok we wszystkich sprawach w świecie, ale że owszem panowanie papieża jest ona, piąta, a tem samem jedynie prawdziwą monarchia proroka Daniela. Papież jest księciem wszystkich książąt kościoła, ojcem wszystkich świeckich panujących, tudzież głowa całego świata, a zatem poniekąd samym światem2). W innem znowu piśmie utrzymywał Prierio, że papież w tym samym stosunku przewyższa cesarza, jako atoto przewyższa ołów 3). Papieżowi przysługuje prawo wyboru cesarzów i elektorów, jako też składania ich z tronu, tudzież nadawania lub znoszenia istniejących ustaw. Wbrew woli papieża nie może cesarz ze wszystkiemi ustawami swemi i narodami chrześciaństwa ani najmniejszej rozstrzygnąć sprawy. Taki to z wnętrza pałacu najwyższego kapłana odezwał się głos. — Kolosalna ona bajka, przez scholastyków w szatę dogmatu ubrana, miała budzącą się znowu prawdę słowa Bożego w sobie pochłonąć. Gdyby bajka nie była odprawy znalazła, jako się to mianowicie także przez katolickich stało uczonych, to nie mielibyśmy ani historyi ani religii prawdziwej. Papiestwo nie tylko religii, ale
1) Riederer ibd.
2) De juridica et irrefragabili veritate romanae ecelesiae. Bibl. Max. XIX. cap. IV.
3) Do papa et ejus postate, p. 371.
— 86 —
także i historyi się sprzeciwia. Reformacya, zerwawszy z oczu łuski złudzenia, przywróciła tem samem wolność nie tylko kościołowi, ale także królom i narodom. Reformacya niejednokrotnie politycznem nazwano zjawskiem, co też w powyższem znaczeniu jest prawdą. Lecz w obrazie onego wielkiego przeobrażenia rzeczy, który skreślamy, jest prawda ta jednym z podrzędnych tylko rysów.
Bóg poraził przywódców Rzymu pewnym duchem ślepoty. Między prawdą i błędem musiało przyjść do rozbratu. Błąd sam pierwszy dal powód do takowego. Każda próba pośredniczenia byłaby się kosztem prawdy odbyła. Lecz każde, choćby najmniejsze okrojenie prawdy przynagla zupełny jej upadek. Prawda podobną jest do onego owadu, który ginie, skoro najmniejszy utraci członek. Prawda musi koniecznie we wszystkich częściach swych pozostawać bez uszczerbku, jeźli inaczej ma odznaczać się ona właściwą sobie siłą zwycięska, tudzież na przyszłe oddziaływać pokolenia. Kto do prawdy choćby trochę tylko błędu dodawa, ten rzuca ziarnko trucizny do całego zaczynienia i zmienia zupełnie naturę takowego. Mieszanina taka sprawia, powoli może, ale jednak niechybnie śmierć. Kto nauki Chrystusowej broni, zwraca baczność swą nie tylko na jądro i wnętrze warowni, owszem niemniej i zewnętrznych, najodleglejszych okopów jej strzeże, bo jeźli nieprzyjacielowi te zdobyć się uda, to już droga do zwycięstwa stoi mu otworem. Papież rzymski postanowił w onym czasie, który opisujemy, rozerwać kościół na dwoje. A dla tego pozostał w ręku jego tylko ułamek, który mimo wszelka okazałość `i przepych na zewnątrz, chowa w sobie zaród śmierci. Nadaremno usiłują takowy zewnętrznym pokryć blichtrem. Życie tętni tylko tam, gdzie słowo Boże panuje. Mimo wszelką odwagę swa byłby Luter prawdopodobnie milczał, gdyby i Rzym był milczał, i choć jaka taka napozór udawał uległość. Ale Bóg nie powierzył sprawy reformacji człowiekowi słabemu; Luter stał w służbie wyższego Pana, takiego, który dalej od niego spoglądał. Opatrzność Boska użyła papieża za narzędzie do zerwania wszystkich wiezów łączących z sobą czasy przeszłe i czasy teraźniejsze. Za jego pośrednictwem parła ona Lutra na nowe, nieznane mu i nieokreślone dotąd koleje, których śladu sam nie byłby dostrzegł. Bulla papieska stała się listem rozwodowym. Rzym wydał takowy prawdziwemu kościołowi Jezusa Chrystusa, którego skromnym ale wiernym wyobrazicielem podówczas był Luter. Kościół zaś przyjął list ten i zależy odtąd jedynie od tego Pana, który jest w niebiesiech.
— 87 —
Gdy w Rzymie sprawę potępienia Lutra z nieopisaną namiętnością popierano, uczuł się pewien prosty kapłan w pewnem miasteczku Szwajcaryi takowa do żywego dotkniętym. Nie znał on dotąd osobiście Lutra, lecz ubolewał nad losem, który mu gotowano. Przyjaciele Lutra w Wittenberdze drżeli, zdj§ci będąc trwogą, i milczeli, gdy tymczasem ów syn szwajcarskich gór wszelkich dokładał usiłowań, aby wydaniu onej straszliwej zapobiedz klątwy. Kapłanem tym był Ulryk Zwingli. Wilhelm del Falcone był sekretarzem legata papieskiego dla Szwajcaryi i w nieobecności legata zastępcą interesów kuryi rzymskiej. Ten w ścisłej z Zwinglim zostawał przyjaźni. Nieraz powtarzał mu, że póki żyć będzie, zrobi dla Ulryka wszystko, czego od prawdziwego przyjaciela spodziewać się można. Ufając słowom jego, jako się z pewnego listu dowiadujemy, udał się Zwingli do nuucyusza papieskiego. Nie lękał się niebezpieczeństw, na jakie wiara ewangelicka każdego człowieka narażała, wiedział bowiem o tem, iż wszelki uczeń Jezusa Chrystusa zawsze musi być gotowym życie swoje poświecić. O tymże czasie wynurzył Zwingli w liście do pewnego przyjaciela obawy swoje względem Lutra, i te dodał słowa: „Przede wszystkiem proszę Pana mego Jezusa Chrystusa, aby mię męstwem i siłą napełnił do znoszenia wszystkiego złego, które mię czeka. Ja jestem jako naczynie zduńskie; On niechaj zachowa lub pokruszy je według upodobania swego.” Lecz o los chrześciańskiego kościoła trwożyło się serce ewangelisty Szwajcaryi. Cóż się z nim stanie, jeżli reformatora rzeczywiście zgubny on nie minie cios ? A zatem usiłował się Zwingli nakłonić nuncyusza rzymskiego do przedstawienia rzeczy papieżowi w tem świetle, tudzież użycia wszelkiego wpływu, aby do rzucenia klątwy nie doszło. Wymaga tego sama powaga stolicy papieskiej, albowiem należy obawiać się, aby w danym razie zapał dla sprawy Ewangelii i osoby reformatora nie porwał Niemców tak daleko, iżby nie tylko klątwą papieską, ale oraz i papieżem samym pogardzili 1). Krok ten atoli okazał się bezskutecznym. Zdaje się, iż klątwa wtenczas już była ogłoszoną. Przy tej sposobności zbliżyły się po raz pierwszy do siebie koleje saskiego profesora i kaznodziei szwajcarskiego.
Gdy potępienie Lutra już uchwalona było rzeczą, nowe w łonie konsystorza zaczęły podnosić się trudności. Teologowie przemawiali za tem, aby natychmiast ciśnięto piorun, prawnicy zaś oświadczali się za wezwaniem Lutra do sądu.
1) Zwingli, Epist. p.
114.
„Adam został także najprzód wezwany. Gdzieżeś Adamie, zapytał Pan? Tak samo co do Kaina. Gdzież jest brat twój Abel? rzekł Starodawny.” Do tych szczególniejszych dowodów, z Pisma świętego wyjętych, dodali kanoniści pewne zasady prawa powszechnego. „Oczywista pewność popełnionej zbrodni nie odbiera zbrodniarzowi prawa bronienia się” 1). Okoliczność ta, iż w rzymskiej kongregacji podobne zasady prawa wypowiedziane zostały, budzi w sercach naszych pewne zadowolenie. Lecz uwagi te nie odpowiadały życzeniom obecnych teologów, którzy w popędliwości swojej jak najprędzej sprawę zakończyć pragnęli. Nareszcie znalazła się droga. Naukę Lutra potępiono natychmiast, Lutrowi atoli i zwolennikom jego wyznaczono termin 60 dni. Jeźliby w przeciągu czasu tego nie odwołali, to samo przez się podpadną karze klątwy. De Vio powrócił z Niemiec chory; chcąc atoli wziaść udział w tryumfie, który zranionemu sercu jego poniekąd był balsamem, kazał zanieść się do zgromadzenia kardynałów. W Augsburgu zwyciężony, chciał przynajmniej w Rzymie przyczynić się głosem swym do potępienia zakonnika, który nauce, podstępowi i powadze jego tak dotkliwa zadał klęskę. Teraz, w nieobecności Lutra, nie mogącego odpowiadać mu, uczuł de Vio znowu swą siłę. „Jeźli ogniem i mieczem Niemców do posłuszeństwa nie przywrócimy, to oni wszyscy zrzucą z siebie jarzmo rzymskiego kościoła,” powiedział de Vio. Słowa te niepomierne wywarły wrażenie. Tak pomścił się kardynał swej kieski. Ostatnia narada, w której i Eck brał udział, odbyła się w obecności papieża w letnim pałacu jego w okolicy miasteczka Malliano. Dnia 15. czerwca zostało potępienie Lutra przez tak zwane „Święte kolegium” uchwalonem, tudzież znana ona bulla klątwy potwierdzoną.
W charakterze namiestnika Bożego i głowy kościoła przemawiając, wypowiedział papież rzymski w tej uroczystej chwili, co następuje:
„Powstań o Panie, podnieś się i sądź sprawę swoją, pomny będąc obelg, które szaleńcy przez cały dzień na ciebie miotają. Powstań Piotrze, i osądź pilnie tę sprawę świętego rzymskiego kościoła, który jest matką wszystkich kościołów i mistrzem wiary. Powstań i ty, prosimy cię, święty Pawle, albowiem oto nowy powstał Porfyryusz, który wbrew nauce twojej przeciwko świętym papieżom, poprzednikom naszym występuje. Nareszcie powstań, podnieś się i ty, całe
1) Sarpi, Historya trydenckiego soboru. I. 12.
— 89 —
zgromadzenie wszystkich Świętych, i ty, cały kościele chrześciański, a módl się do Boga wszechmocnego za nami” 1).
Zatem przytacza papież 41 zdań z pism Lutra wyjętych, — a zwłaszcza takie zdania, w których Luter naukę świętej Ewangelii wyłuszcza, — i nazywa takowe zgubnemi, tudzież zgorszeniem i trucizną. Miedzą takowemi znajdowały się następujące zdania:
„Kto zaprzecza prawdzie, że i po dopełnieniu chrztu świętego w dziecięciu jeszcze pozostawa grzech, ten naukę świętego Pawła i samego Pana Jezusa Chrystusa nogami depce.”
„Najlepszą pokutą jest nie pełnić grzechu, a najwyższą pokutą odnowienie żywota.”
„Palenie kacerzów sprzeciwia się woli Ducha Świętego.”
„Zaraz po ogłoszeniu tej bulli,” pisze dalej papież, „powinni biskupi postarać się o odszukanie odnośnych pism Marcina Lutra, w których się powyższe błędy znajdują, i publicznie w obecności duchowieństwa i świeckich spalić takowe. Co się zaś osoby Marcina dotyczy, — to mocny Boże, czegożeśmy już wobec niego nie próbowali? Mimo to, idąc śladem dobroci wszechmocnego Boga, postanowiliśmy przyjąć go na nowo na łono chrześciańskiego kościoła, jeżliby w przeciągu 60 dni przysłał nam piśmienne odwołanie swych nauk, zatwierdzone pieczęcią dwóch prałatów, albo, coby nam jeszcze milszem było, jeźliby w przeciągu tego terminu sam przyszedł do Rzymu, tak iżbyśmy żadną miarą o posłuszeństwie jego wątpić nie mogli. Na teraz powinien on od tej samej chwili przestać kazać, nauczać i pisać, tudzież powinien wydać pisma swoje na spalenie. Jeżliby zaś do 60 dni nie odwołał, to i jego samego i zwolenników jego jako oczywistych i zatwardziałych kacerzów tem to Naszem pismem potępiamy.” Dalej następowało mnóstwo wyrazów ekskomuniki, klątwy i interdyktów przeciwko Lutrowi i zwolennikom jego, tudzież surowy rozkaz papieża, aby ich pojmano i do Rzymu stawiono 3). Jaki tam w więzieniach papieskich zgotowanoby los tym mężnym obrońcom sprawy Ewangelii, to nie trudno da się przewidzieć.
A zatem okropna Lutrowi groziła burza. Z przebiegu sprawy Reuchlina można było przypuszczać, iż kurya rzymska trudno jeszcze kiedy w tak ścisły wejdzie sojusz z Dominikanami i inkwizytorami. Lecz inaczej się stało. Ci ostatni dopięli znowu wpływu i władzy, a dla tego dawniejsze
1) Luth. Opp. XVII. p. 305. Opp. lat. I. 32.
2) Luth. Opp. XVII. 305.
— 90 —
odnowiono przymierze. Bulla została ogłoszoną. Ale należy to do tradycji kurii rzymskiej, iż gdzie usta jej wyrok potępienia ogłoszą, tam też i ręka usiłuje się przeciwnikowi śmiertelny zadać cios. Mordercza nowina, wychodząca z wyżyn siedmiu pagórków, miała biednego saskiego mnicha w klasztorze jego uderzyć. Chwila nader była pomyślną. Prawie co nowego obrano cesarza! Temu zaś niezliczone powody nakazywały ubiegać się o przyjaźń papieża. Azaż nie miałby zjednać sobie takową poświęciwszy papieżowi życie skromnego zakonnika? To też Leon X. i kardynałowie i Rzym cały widzieli już w duchu wroga swego przed sobą w kajdanach i radością byli upojeni.
–––––––––– • ––––––––––