III.

Zagadniecie papiestwa. — Odezwa do szlachty. — Potrójny mur. — Wszyscy chrześcijanie są kapłanami. — Magistrat ma reformować duchowieństwo. — Nadużycia Rzymian. — Upadek ziemi włoskiej. — Niebezpieczeństwo państwa niemieckiego. — Papież. — Legatowie. — Zakonnicy. — Małżeństwo duchownych. — Celibat. — Ľni świąteczne. — Miłość chrześcijańska — Wsze­chnice. — Państwo. — Cesarz ma odnowić panowanie swoje nad Rzymem. — Skromność Lutra. — Skutki przemówienia.

 

Jednym skażeniem wśród kościoła była zamiana nauki o pojednaniu i łasce Bożej na naukę o zasłudze, którą sobie człowiek przez własne uczynki zjednać może. Drugim złem, nie mniejszym od pierwszego, była ona wyniosła władza, która się pośród skromnych pasterzy trzody Chrystusowej wytworzyła. Luter musiał przeciwko takiemu nieprawnemu przywłaszczeniu

 

1) Luth. Opp. XVII. 394.

2) Luth. Opp. I. 401.

3) Corp. Reform. I. 202.

 

    75   

 

władzy wystąpić. Rozchodziły się już głuche wieści o zabiegach, poczynionych w Rzymie przez Ecka, tudzież i o skutkach tako­wych. Przez nie obudziło się na nowo wojownicze usposobienie reformatora, który o tymże czasie oddawał się w cichości historycznym badaniom o początkach, postępach i roszczeniach władzy papiestwa. Odkrycia jego napawały go zdumieniem. Luter nie zwłaczał z podaniem takowych do publicznej wiadomości, owszem jakby uderzeniem laski Mojżyszowej ocucił cały uwięziony naród z długoletniego jego uśpienia. Nim jeszcze Rzym one okropną od siebie zdołał wydać bullę, to już Luter wypowiedział wojnę Rzymowi. „Minął czas milczenia, nastał czas wołania,” rzekł reformator. „Niech pozna świat tajemnice przeciwnika.” Dnia 23. lipca wydał Luter dzieło pod tytułem: „Pismo do chrześciańskiej szlachty niemieckiego narodu o poprawie stanów chrześciańskich” 1). Pismo to było hasłem do boju, tudzież rozstrzygnięciem zerwania i zwycięstwa.

„Nie duma ani umysł zbrodniczy jest powodem tego, że ja, biedny człowiek, poważam się zabrać głos do Was, Wiel­możni panowie!” powiada Luter na wstępie pisma tego. „Nędza i ucisk, które wszystkim stanom chrześciaństwa w ogólności a w ziemi niemieckiej w szczególności dolegają, nakazały mi krzy­czeć i wołać, azaliby Bóg nie natchnął kogokolwiek duchem swoim, i nakłonił go do podania biednemu narodowi pomocnej ręki! Oto, Bóg dał nam cesarzem młodzieńca szlachetnego rodu, i napełnił serca nasze nadzieją dobrych i wielkich rzeczy. Dla tego i z naszej strony powinniśmy uczynić, co się należy, a korzystając z chwili, jak najlepszy z łaski nam danej zrobić użytek.

„Najprzód nie powinniśmy w sprawie tej niczego nie po­dejmować w zaufaniu w własny rozum i siły nasze. Bogu nie podoba się to, gdy kto na własnych siłach, tudzież rozumie swym jedynie spolegając, jakie dobre dzieło rozpoczyna. On je bez miłosierdzia wniwecz obróci. To, jako mi się zdaje, mogło być przyczyną, że przed dawnymi czasy tylu drogich nam książąt, jako n. p. cesarz Fryderyk I. i wielu innych cesarzów, przed którymi świat drżał, mimo to od papieżów tyle ponie­wierki i nieprzyjaźni doznawali. Może być, że więcej własnemu ramieniowi swemu, aniźli słowu Bożemu zaufali, a przeto upadli. Sprawa bynajmniej nie jest łatwą, i dla tego powinniśmy, za­parłszy się samych siebie, w pokorze i ufności Bożej zabierać się do niej, nic innego nie mając na myśli, jako jedynie nędzę

 

1) Luth. Opp. XVH. 457 — 502.

 

    76   

 

i ucisk biednego chrześciańskiego ludu. Ani o to dbać nie chcemy, na co źli ludzie sobie zasłużyli.,.. Gdzie takiej skromno­ści i pokory niema, tam biorą się ludzie z wielką na pozór siłą do rzeczy, ale mocą ducha złego powstaje potem takie zamieszanie, iż cały świat pogrąży się we krwi. Im większa siła, tem więcej złego przy każdej pojawia się sprawie, do której się bez pokory i bojaźni Bożej zabieramy.

„Rzymianie potrójnym otoczyli się murem, i zasłonili się nim, tak iż żadna potęga zreformować ich nie mogła. Ilekroć świecka władza na to nastawała, to powiadali: „Świecka władza nie ma nam nic do rozkazu, bo duchowna władza stoi wyżej świeckiej.” Gdy ich rózgą Pisma świętego strofować chciano, to powiadali, że „Pismo święte wykładać jest jedynie rzeczą papieża.” Gdy im znowu powszechnym soborem grożono, to wymawiali się, że nikt, oprócz jednego papieża, nie ma prawa zwoływać soboru.

„A. zatem trzy rózgi nam potajemnie zabrali, aby, próżni obawy przed karą, wszystka złość i psotę spokojnie pełnić mogli. A teraz niech nam Bóg dopomoże i użyczy nam jednej z tych trąb, za których odgłosem mury Jerycha upadły, aby­śmy i my te słomiane i papierowe mury obalili, i te rózgi chrześciańskie, dla kary za grzechy przeznaczone, w ręce nasze dostali, tudzież abyśmy tę chytrość i podstęp wroga przed oblicznością całego świata wykryć byli w stanie.”

Od razu wziął się też Luter do szturmu. Silną ręką zatrząsł podwalinami onej monarchii papieskiej, która od wie­ków wszystkie narody Zachodu berłu rzymskiego biskupa pod­biła. W religii chrześciańskiej niema osobnej kasty kapłaństwa. Prawdę tę, od dawnych już czasów wydartą kościołowi, Luter znowu pierwszy podniósł i wyświetlił w oczach chrześciańskiego świata.

„Urojono sobie, jakoby papież, biskupi, księża, zakonnicy i zakonnice stanowili tak zwany duchowny stan, a książęta znowu i panowie, rzemieślnicy i rolnicy mają świeckim być stanem. To szczególniejszy zaiste jest wynalazek. Lecz niechaj on nikogo niepokoi, albowiem w rzeczywistości są wszyscy chrześcianie duchownym stanem, a niema między nimi różnicy oprócz różnicy powołania. My wszyscy mamy jeden chrzest i jedna wiarę, a te nas wszystkich czynią duchownymi. Że zaś papież albo biskup olejkiem świętym pomazuje, ordynuje i wyświęca, to jest to pewien obrządek, ale ten nie robi jeszcze człowieka duchownym. Owszem my wszyscy przez chrzest do stanu duchownego powołani jesteśmy, jako powiada św. Piotr

 

    77   

 

w 1. liście r. 2.: „Wy jesteście królewskiem kapłaństwem.” Albowiem gdybyśmy w sobie wyższego nie mieli poświecenia od tego, które papież wykonywa, to przez papieskie święcenie nie stałby się ani jeden człowiek kapłanem. Sprawa ma się równie, jak gdyby dziesięciu braci, synów króla i równych między sobą dziedziców ojcowskiej spuścizny, jednego z pośród siebie obrali, któryby dziedzictwem ich zawiadował. Oni wszyscy sa. i nadal między sobą równi jako dzieci tego samego króla, a jednak tylko jeden zarządza dziedzictwem. Gdyby gromadka pobożnych świeckich chrześcijan dostała się na jakie odludne miejsce, a ci nie mając między sobą duchownego, wyświęconego przez biskupa, umówiliby się z sobą i wybrali jednego z pośród siebie czy to już żonatego, czy w swobodnym żyjącego stanie, za kapłana, to ten byłby nie mniej prawdziwym księdzem, niż gdyby go biskupi i papieże wyświęcili. Taką koleją zostali św. Augustyn, Ambroży i Cyprian biskupami.

„Z tego wynika, że miedzy świeckimi i duchownymi, między książętami i biskupami, albo jako powiadają, świeckim i duchownym stanem, nie ma innej różnicy oprócz różnicy urzędu. Oni wszyscy są według stanu duchownymi, różnią się tylko od siebie co do powołania.

„Ponieważ zaś zwierzchność świecka od Boga jest postano­wiona, ku karze źle czyniących i dla obrony dobrze czyniących, dla tego powinna takowa wykonywać urząd swój wśród chrześciaństwa, a nie robić wyjątków ani zważać na osobę bądź to papieża, bądź biskupów lub duchownych, mnichów, zakonnic ani kogokolwiek innego. Św. Paweł o wszystkich chrześcianach powiada: „Każda dusza (a zatem i papież), niech będzie zwierzchnościom wyższym poddana, boć zwierzchność nie darmo miecz nosi” (Rzym. 13, 1. 4.).

Tak obalił Luter i te inne dwa mury, wykazawszy wszy­stkie nadużycia Rzymu. Według popularnego sposobu swego wyświetlił on najgłówniejszego rodzaju skażenie, nad którem się od wieków użalano. Nigdy dobitniejszej nie doznała sprawa papiestwa odprawy. Zgromadzeniem, do którego Luter prze­mawiał, był kościół; władza, której nadużycia gromił, było papiestwo, które od wieków narody Europy w jarzmo swoje za­przęgło. Luter domagał się głośno reformy, która, póki świat jest światem, zawsze na całe chrześciaństwo, ba na ludzkość cala niepomierny wpływ wywierać będzie.

Odprawę swą rozpoczął Luter od osoby papieża. „Straszna to i przerażająca rzecz, ze się wikarym Chrystusowym zowie, a przytym z takim występuje przepychem, jakiego ani cesarz

 

     78   

 

nie używa. Azaż Chrystus Pan lub apostoł jego Piotr tak się nosili ? Oni powiadają o papieżu, że jest panem całego świata. To jest fałszem, albowiem sam Pan Jezus, którego namiestnikiem papież być chce, powiedział przed Piłatem: „Królestwo moje nie jest z tego świata.” „A jakoż może zatem zarząd namiestnika dalej sięgać, niźli berło pana jego?”

Następnie opisuje Luter skutki panowania papieża. „Do czegóż potrzeba wśród chrześciaństwa tych ludzi, których kardy­nałami nazywają? Na to zaraz ci odpowiem. We Włoszech i Niemczech dużo jest bogatych klasztorów, prebend, probostw i tak dalej. Nie wiedziano, jakoby te bogactwa sprowadzić do Rzymu, dla tego mianowano kardynałów i przeznaczono takowe kardynałom. Już to oni potrafili, jak tego przykład włoskiego kraju dowodzi, wyzyskać i wypróżnić klasztory, biskupstwa, miasta i co było.”

Potem zwraca oko swoje na lud chrześciański: „Zabrawszy z kraju włoskiego, co zabrać się dało, przychodzą nam teraz do Niemiec. Z początku występują ostrożnie, ale zaczekajmy tylko, oni równy, co ziemi włoskiej, i nam przygotowują los. Już i tak kilku mamy kardynałów. Co tu Rzymianie szukają, nie wiedzą jeszcze Niemcy, ale dowiedzą Bię, gdy wszystkie biskupstwa, probostwa, i co jest, aż do ostatniego szeląga przejdzie w ręce obcych. . . . Jakże my do tego przycho­dzimy, abyśmy się na takie łupiestwo mienia naszego zgodzili? Królestwo Francji nie dopuściło u siebie do tego, a my Niemcy mielibyśmy tym sposobem dać wystrychnąć się na dudków? A gdyby tylko majętność nam zabrali, to jeszcze pół biedy; ale co gorsza, oni pustoszą nasze kościoły, pozbawiają owieczki Chrystusowe pobożnych pasterzów i porzucają służbę słowa Bożego.”

Następnie przechodząc na praktyki papieża, przedstawia Luter w jaskrawych kolorach wszystkie one sposoby ściągania pieniędzy z Niemiec, jako to annaty, pallia, kommendy, admi­nistracje, inkorporacje, reserwacye itp. . . Luter wzywa szlachtę niemiecką, aby łupiestwu temu położyła koniec. Biorąc reformę papiestwa pod rozwagę, pisze Luter dalej: „Śmieszna i prawie dziecinna to rzecz, gdy się papież chlubi, że jest prawowitym dziedzicem korony i państwa cesarskiego. Któż dał mu takowe? Azaż może Chrystus Pan, który powiada: „Królowie narodów panują nad nimi — lecz wy nie tak” (Luk. 22, 25.). Jakże możnaby równocześnie rządzić cesarstwem, a przytem kazać, modlić się, oddawać się naukom i mieć pieczą o ubogie? Chrystus zakazał uczniom swoim, aby z sobą nie brali sukien

 

    79   

 

ani pieniędzy. Trudna już bowiem urzędu tego pilnować, wła­snym oraz zarządzając domem. A papież chce rządzić cesar­stwem i równocześnie być papieżem.”

„Papież nie powinien także przybierać tytułu króla Nea­polu i Sycylii, równie nie powinien roszczyć sobie prawa do Bolonii, Imoli, Ravenny i wszystkich tych ziem, nad któremi sobie rządy przywłaszczył. Albowiem św. Paweł mówi: Żaden, który żołnierkę służy, nie wikle się sprawami tego żywota! (2. Tym. 2, 4.). W żołnierce tej powinien papież być wodzem, stojącym na czele, a oto! on prawie wikle się sprawami tego świata bardziej, niż jaki cesarz lub król. A zatem trzebaby mu od tego dopomódz. Niechaj cesarz i świeccy panowie nad kra­jami i poddanymi panują, a papieżowi niech wskażą biblią i książki do modlitwy, aby Ewangelią kazał i modlił się.”

Jako przeciwko świeckiej władzy papieża we Włoszech, tak występuje Luter i przeciwko duchownej władzy jego w Niemczech. „Najprzód trzebaby ze wszystkich krajów niemie­ckich wszystkich wysłańców papieskich powypedzać, bo przy­chodzą do nas tylko, aby nieprawnym sposobem nasze mienie zabierali. Oto, unieważniają przysięgi, rozrywają święte więzy i śluby, którymi sobie ludzie nawzajem przed obliczem Bożem wierność i posłuszeństwo ślubowali !”

Chrześciański ten obrońca narodu nie poprzestał na tem. Papieżowi powiedziawszy prawdę, wystąpił następnie przeciwko rozlicznym nadużyciom, połączonym z papiestwem. Świątynię kościoła ze wszystkiego trzeba było rumowiska oczyścić, Luter zwraca oko swe najprzód na mnichów.

„Dalej napotykamy one wielką zgraję ludzi, którzy bardzo wiele ślubują, a bardzo mało dotrzymują. Nie obrażajcie się nad tem, Wielmożni panowie, ale takie jest moje szczere przeko­nanie! Słodka i gorzka to prawda, ale jednak prawdą jest, że czas byłby już nie budować więcej klasztorów. Zaprawdę, i tak ich już za wiele; dałby Bóg, by ich lepiej nie było. Nic dobrego nie wynikło ani nie wyniknie z tego, że się człowiek za żebraniną po świecie wałęsa.”

Następnie przechodzi na małżeństwo duchownych, o którem na tem miejscu po pierwszy raz się odzywa:

„Widzimy też, jak bardzo duchowni podupadli, a jako niejednemu z nich ciążą na sumieniu żona i dzieci. A któż troszczy się o to, aby mu dopomódz ? Papież i biskupi pozosta­wiają wszystko tak, jak co jest; niech zginie, co ginąć zaczęło. Ja zaś poczytuję sobie to za sprawę sumienia, abym usta moje otworzył i powiedział prawdę, nie zważając na to, czy się

 

    80   

 

papież i biskupi nad tem gorszą lub nie. Według ustanowienia Chrystusa Pana i apostołów jego powinno każde miasto mieć swego proboszcza albo biskupa, jako św. Paweł wyraźnie pisze (do Tytus. 1). Proboszcza tego nie należy się przymuszać, aby nie, miał poślubionej sobie małżonki, owszem powinien mieć takową, jako św. Paweł pisze (1. Tym. 3, l—3.): „Biskup ma być nienaganiony, maż jednej żony.” Taki sposób prze­chował się w greckim kościele aż do dziś dnia. Stolica rzymska atoli wydała ogólny rozkaz, zakazując duchowieństwu swemu żyć w stanie małżeńskim, co nie według Bożego uczyniła rozkazu (1. Tym. 4. 3.). A przez to tyle powstało złego, co się ani opisać nie da. Cóż tu robić!? Nieraz napotykamy pro­boszcza, który skądinąd jest bez nagany, wyjąwszy tę jedną okoliczność, iż żyje w nierządzie z kobieta, z która chętnie chciałby w uczciwem żyć małżeństwie. Co do takiego wypadku, to ja powiadam, że dla uspokojenia sumienia swego powinien ją poślubić i żyć z nią w uczciwem małżeństwie, nie dbając o zakaz papieża. Więcej bowiem powinniśmy dbać o zba­wienie duszy naszej, aniżli o tyrańskie i niesprawiedliwe ustawy, których nie nakazał nam Bóg.” Tym sposobem dążył re­formator do przywrócenia czystości obyczajów wewnętrz ko­ścioła. „Koniecznie trzebaby znieść cześć dni świątecznych, i pozostawić tylko niedzielę i wielkie święta. Ileż to bowiem w te rozmaite święta dzieje się różnych nadużyć przez pijatyki, gry, próżnowanie i inne tego rodzaju grzechy! Taką koleją wyzywamy gniew Boży w dni świąteczne daleko więcej, niż w dni powszednie.”

Następnie, przechodząc na wszechnice i szkoły, powiada o nich Luter tak: „Ja obawiam się, że nasze wysokie szkoły, które Pisma świętego nie uczą, ani znajomości takowego do serc młodzieży nie zaszczepiają, niczem innem nie są, jedno bramami piekła. Tego zaiste nie radzę nikomu, aby dziecko swoje do takiej wysłał szkoły, w której Pisma św. na pierwszem miejscu nie uczą. Wszystko bowiem, co z słowa Bożego bez ustanku siły swej nie czerpie, koniecznie musi zginąć.” Potężną prawdę tę powinneby rządy, nauczyciele i ojcowie rodzin po wszystkie wieki w sercu swem zachować.

Dalej omawia Luter stosunek kraju i cesarza niemieckiego do papieża, i wykazuje, jako rdzeń i jądro wszelkiej zewnętrznej władzy papieże sobie przywłaszczyli, pozostawiwszy cesarzom jedynie łupinę i pozór takowej. Na końcu powiada Luter tak: „Ja sam to czuję, że trochę za wysoka wyśpiewałem pieśń, że niejedno poruszyłem, co ludzie za niemożebną rzecz uważać

 

    81   

 

będą. Ale cóż mam robić!? Ja muszę to wypowiedzieć. Wolę, że świat się na mnie gniewa, aniżby gniewać się miał Bóg. Cóż mogą mi więcej odebrać oprócz życia? Nieraz podawałem dotąd przeciwnikom moim pokój, ale jako widzę, zawsze dalej tylko parł mię przez nich Bóg, abym więcej jeszcze do woła­nia otworzył usta ...”

Skądże wzięła się mnichowi temu tak głęboka znajomość rzeczy i tak trzeźwy sąd o sprawach, które stanom Rzeszy niemieckiej niekiedy prawie nie do rozwiązania się wydawały? Skądże wzięła się Niemcowi temu taka odwaga, iż wśród narodu, od wieków trzymanego na uwięzi, podniósł swą głowę i tak, potężne zadawał ciosy papiestwu? Jakaż to tajemnicza siła musiała go ożywiać? Zaiste, i do niego odezwało się słowo wiekuistego Boga, które niegdyś przed dawnymi czasy do sługi swego powiedział Pan: „Otom uczynił twarz twoją twardą przeciwko twarzy ich; a czoło twe twarde przeciwko czołu ich. Uczyniłem czoło twe jako diament i twardsze nad skałę; nie bójże się ich” (Ezech. 3, 8.).

Powyższa odezwa do szlachty niemieckiej dostała się za nie­długo do rąk wszystkich ludzi, dla których była przeznaczoną, W Niemczech rozpowszechniła się lotem błyskawicy. Przyjaciele Lutra drżeli z trwogi, Staupitz i inni zwolennicy reformatora, któ­rzy łagodnem pośredniczeniem sprawę załatwić pragnęli, uważali jego sposób wyrażania się za nadto szorstkim. Luter odpowiedział na to: „Czego się dziś przezornie i z lekka tylko dotkniesz, to jutro w zapomnienie przechodzi, i nikt się o to więcej nie pyta.” Przy tem zostawał, jak zawsze, tak i teraz pełen pokory. Luter sam usposobienia swego wytłumaczyć nie umiał. „Ja nie wiem, co o sobie powiedzieć mam. Może jestem poprzedni­kiem Filipa (Melanchtona); ja toruję mu drogę w okazaniu ducha i mocy, jako niegdyś czynił Eliasz, a on potem zgromi dnia pewnego Izraela i zburzy dom Achaba” 1).

Ale nie było potrzeba czekać innego; już bowiem zjawił się ten, który przyjść miał; dom Achaba już był spustoszony. Dnia 26. czerwca wyszło pismo jego do szlachty niemieckiej, a zaraz w krótkim czasie rozprzedano 4000 egzemplarzy dzieła tego. Jest to prawie niesłychana naonczas liczba. Powszechne zdumienie ogarnęło umysły. Wśród całego narodu niemałe po­wstało ożywienie. Ona siła i prawda, przemawiająca do serca, ono życie i zapał szlachetny, którym dzieło to tchnęło, uczyniły takowe za niedługo istnym pismem ludowym.

 

1) Luth. Epp. I. 478.

 

    82   

 

Odczuwano powszechnie, że tylko prawdziwa miłość narodu tak przemawiać jest w stanie. Niejasne pojęcia o rzeczach, jakie oświeceni nawet mężowie mieli, zostały tu naraz wyświetlone i sprostowane. Urojenia i roszczenia Rzymu stały się dla każdego widoczne. W Wittenberdze nie wątpił już ani jeden człowiek, że papież prze­ciwnym jest Bogu. Co więcej, nawet na lękliwym i przezornym dworze elektora nie znalazły słowa Lutra nagany, lubo tam jeszcze wyczekiwać chciano. Szlachta atoli i lud nie wycze­kiwali. Lud począł się budzić. Głos reformatora ocucił go. Całe zastępy garnęły się około chorągwi podniesionej ręka refor­matora. Żadne inne pismo nie byłoby mu równej, co to, oddało usługi. W pałacach i zamkach, w domu mieszczanina i chatce rolnika równy panował zapał. Całe społeczeństwo stało przy­gotowane i uzbrojone przeciwko piorunowi Watykanu, który na tego trybuna narodu cisnąć miano. Całe Niemcy stały w pło­mieniach. Niech i bulla klątwy nadejdzie, wszak ognia zagasić nie zdoła.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1