II.

List Lutra do cesarza. — Niebezpieczne położenie Lutra. — 1nstrukcya Fryderyka co do zachowania się wobec kurii rzymskiej. — Zdanie Lutra. — Obawy Melanchtona. — Szlachta nie­miecka sprzyja reformacji — Schauenburg. — Sickingen. — Ulryk von Hutten. — Spokój Lutra. — Jego położenie staje się swobodniejszym — Wiara źródłem uczynków. — Co wiara daje. — Sąd Lutra o jego pismach.

 

Przewidywał to Luter, że sprawa reformacyi niebawem zwróci na siebie uwagę nowego cesarza, dla tego wystosował do Karola, bawiącego jeszcze w Madrycie, następujący list: „Ponieważ sprawa, której ja bronię, godną jest, aby przed

 

   67   

 

niebieskim stawiła się Majestatem, przeto zajmie ona niezawodnie uwagę i świeckich książąt. Karolu! władco nad królami tego świata! oto, ja padam do kolan najmiłościwszego Majestatu Twego i zaklinam Cię, abyś nie moja osobę, ale sprawę prawdy Bożej, dla której obrony Bóg miecz ci powierzył, pod skrzydła opieki swojej przyjąć zechciał” 1). Młody cesarz rzucił zapewnię ten szczególniejszy list niemieckiego mnicha do kosza, żadnej nań nie dawszy odpowiedzi.

Podczas gdy się Luter na próżno do Madrytu odnosił, podnosiła się w pobliżu jego burza, grożąca mu niebezpieczeń­stwem. W Niemczech obudził się fanatyzm. Niezmordowany prześladowca Lutra, Hochstraten, wyciągnął kilka zdań z pism jego. Wszechnice miast Kolonii i Lowanium potępiły na żądanie inkwizytora dzieła reformatora. Wszechnica erfurcka, która zawsze jeszcze żywiła urazę do Lutra z tego powodu, iż obrał Wittenbergę, równy zamierzała wydać o dziełach jego wyrok. Luter dowiedziawszy się o tem, tak stanowczy do Langiego napisał list, iż przerażeni teologowie erfurccy zachowali się w milczeniu. Tymczasem wystarczał już wyrok powyższych dwóch wszechnic do wywołania wzburzenia umysłów. Co więcej, duchowni Miśnii, stojący po stronie Emsera, oświadczyli, według doniesienia Melanchtona, publicznie, że to nie jest grzechem zamordować Lutra 2), „Teraz nastał czas,” powiada Luter, „iż każdy, który nas zabije, będzie mniemał, że Bogu posługę czyni.” W rzeczy samej nie pozostały podobne mordercze za­miary bez skutku.

Pewnego wieczora stał Luter koło augustiańskiego kla­sztoru. Jakiś obcy mężczyzna, trzymając pistolet ukryty w rę­kawie, tymi zagadnął go słowy: „Dla czegóż tak sam jeden idziesz?” „Ja pod Bożą stoję osłona,” odpowiedział Luter, „Bóg jest siłą i tarczą moja. Cóż mógłby tedy uczynić mi człowiek?” Na te słowa pobladł nieznajomy i uciekł 3). Serra Longa, znany nam już z mów jego w Augsburgu, napisał o tymże czasie do księcia elektora: „Niechaj Luter nie znajdzie w państwie Waszej książęcej Mości przytułku, ale owszem niechaj od wszystkich ludzi będąc opuszczony, pod szczerym niebem ukamienowany zostanie. To dla mnie byłoby daleko przyjemniejszą, niż gdybym od Was 10.000 talarów otrzymał” 4).

 

1) List z dnia 15. stycznia 1520. Luth. Epp. I. 392.

2) Luth. Epp. I. 383.

3) Keith.

4) Tenzel Hist. Ber. II. 168.

 

    68  

 

Przeważnie atoli z Rzymu przeciwna wionęła burza. Nie­jaki szlachcic turyński, Walenty Teutleben, był wikarem arcy­biskupa mogunckiego, tudzież gorliwym zwolennikiem papiestwa. O tymże czasie piastował on urząd posłańca elektora przy kurii rzymskiej. Teutleben wstydził się, że pan jego kacerskiemu sprzyja mnichowi, tudzież martwiło go, że nieostrożne zachowanie to posłannictwu jego niemałe sprawia w Rzymie tru­dności. Spodziewał się tedy, że rzuceniem postrachu uda mu się nakłonić księcia do wydania teologa, podnoszącego bunt, w ręce Rzymu. Dla tego napisał do elektora: „Ja tutaj posłuchu z tego powodu nie znajduję, ponieważ Luter Waszej doznawa opieki.” Lecz Rzymianie zawiedli się, mniemając, iż tym spo­sobem mądrego Fryderyka zastraszą. Wiedział książę, iż wszystkie dekrety kancelarii papieskiej wbrew woli Bożej i prądowi ducha narodu nic nie wskórają. Dla tego rozkazał po­słańcowi swemu, aby dał papieżowi do zrozumienia, że on bynaj­mniej nie broni Lutra, ale że Luter sam obronę swą prowadzi, tudzież że Doktor dawno już otrzymał rozkaz, aby wszechnicę i ziemie saskie opuścił. Dawno niechybnie byłby on to uczynił, gdyby legat papieski, Karol Miltic, sam nie był prosił księcia, aby Lutra z państwa swego nie wysyłał. W innych bowiem okolicach większa jeszcze mógłby znaleźć wolność pisania i dzia­łania tego, co mu się podoba. Dalej usiłował się elektor spro­stować zdanie Rzymu. „Niemcy mają teraz znaczną liczbę uczo­nych, którzy się na wszystkich językach i naukach znają. Nawet i świeccy zaczynają już sprzyjać naukom i cenić Pismo święte. Jeśli Rzym sprawiedliwe warunki Lutra potępia, to trudną będzie przywrócić pokój. Nauka jego w wielu sercach głębokie za­puściła korzenie. Jeśli ją nie świadectwami wyroków Pisma, ale piorunami duchownej władzy wniwecz obrócić usiłują, to chyba tylko straszliwe, srogie, zgubne i szkodliwe wywołają rozruchy” 1).

Elektor tyle miał zaufania do Lutra, iż kazał donieść mu o liście Teutlebena, tudzież o innym jeszcze, napisanym przez kardynała San Giorgio, z których Luter przekonał się o grożącem mu niebezpieczeństwie. To wzruszyło go i zatrwo­żyło na chwilę; ale w okamgnieniach takich zajaśniała wiara jego w całej swej sile. Często, gdy się słabym wydawał i bliskim rozpaczy, podnosił się nagle znowu wśród burzy i w znaczniejszej zgoła, niż dotąd, występował wielkości. Gorąco życzył on sobie wyswobodzenia z podobnych pokuszeń, ale na warunki, pod

 

1) Luth. Opp. L. XVII. 298.

 

    69   

 

którymi mu pokój podawano, żadną miarą zgodzić się nie mógł. „Ja mam milczeć; owszem i chętnie to uczynię, jeśli mi tylko na to pozwolą, tj. jeśli i przeciwna strona milczeć będzie. Kto posadę moją mieć chce, niech ją bierze. Kto pisma moje spalić chce, niech je pali. Ja gotów jestem do przestrze­gania pokoju, byle tylko prawda ewangeliczna pogrzebaną nie została. Ja nie żądam ani kardynalskiego kapelusza, ani złota — nie z tego wszystkiego, co podnosi Rzym. Byle tylko ludowi drogę zbawienia otwarli, to ja jestem spokojny i nie żądam niczego więcej. Groźbą nie przestrasza mię żadną, ani też żadną nie zwabią obietnicą” 1).

Takie zasady przywróciły wkrótce Lutrowi wojownicze jego usposobienie. Milszym znowu wydawał się mu bój chrześcijanina, niźli spokojne pożycie w zaciszu. Nagle znowu obudziło się w sercu jego życzenie zwalczenia Rzymu. Następnego poranka te napisał słowa: „Namyśliłem się ostatecznie. Nie dbam już więcej ani o gniew ani o łaskę Rzymu. Niema odtąd zgody między mną. i papiestwem, niema społeczności! Niech mię potępią i pisma moje spala! — to i ja potępię i w obliczu całego świata spalę ustawy papieskie, to gniazdo wszystkiego kacerstwa. Całe moje dotąd przestrzegane umiarkowanie było do niczego; ja porzucę je” 2).

Przyjaciele Lutra nie byli tak spokojni. W Wittenberdze wielka panowała trwoga. „My nadzwyczajnych wyglądamy zda­rzeń,” pisze Melanchton. „Ja wolałbym umrzeć, niźli od tego człowieka zostać oderwanym. Zginiemy, jeśli nam nie pomoże Bóg” 3). — W miesiąc później napisał Melanchton te słowa: „Nasz Luter jeszcze żyje; oby mu Bóg długie jeszcze dał lata! Zbirowie Rzymu wszystkiego dokładają, aby go wniwecz obrócili. Módlcie się, aby nam żył, ten jedyny mściciel krzywdy świętej teologii” 4).

Modlitwa ta została wysłuchaną. Przestrogi elektora, które przez posła swego w Rzymie wynurzyć kazał, wcale były uzasadnione. Słowo Lutra znalazło przyjęcie w chatach wie­śniaczych i po klasztorach, między mieszczaństwem i po zamkach rycerzów, na wysokich szkołach i w pałacach królewskich. „Jeśli tylko jednego człowieka nawróciłem,” powiedział Luter do Jerzego, księcia Saksonii, „to nie mam już nic naprzeciwko

 

1) List z dnia 10. lipca 1520.

2) List z dnia 10. lipca 1520. Epp. I. 466.

3) Corp. Ref. I. 160 i 163.

4) Corp. Ref. I. 190.

 

    70   

 

temu, aby wszystkie księgi moje spalono” 1). A oto, nie jeden człowiek, lecz wielka liczba ludzi znalazła światłość w pismach skromnego mnicha. Dlatego też na każdym miejscu zgłaszali się mężowie, którzy bronić go byli gotowi. W Watykanie sposobiono miecz, którym Lutrowi miano zadać cios, a w Niem­czech powstawali bohaterowie, którzy mu chcieli być tarczą. Prawie wtenczas, gdy biskupi gniewem pałali, gdy książęta milczały a lud wyczekiwał, gdy z miasta, na siedmiu wzgórzach położonego, huk dalekiego grzmotu uszu dochodził — prawie wtenczas ocucił Bóg szlachtę niemiecką, aby sługę jego oto­czyła wałem.

Jeden z najpotężniejszych rycerzów Frankonii, niejaki Sylwester von Schauenburg, wysłał syna swego do Wittenbergi z listem do reformatora, do którego te napisał słowa 2): „Życiu waszemu grozi niebezpieczeństwo. Gdyby was elektorowie, książęta lub miasta opuściły, to nie uchodźcie do Czech, gdzie już wielu bardzo uczonych mężów nie mało wycierpieć musiało, ale przyjdźcie do mnie. Ja i krocie szlachty, którą za pomocą Bożą koło siebie zgromadzę, staniemy w waszej obronie” 3).

Wyżej poznaliśmy już niezachwianą odwagę Franciszka von Sickingen, tego bohatera wieku swego. Sickingen pokochał reformatora, bo uważał go miłości swej godnym, tudzież po­nieważ go mnisi prześladowali. „Moje usługi, moja krew i mienie, słowem wszystko, co mam, na wasze oddaję zawo­łanie,” napisał Sickingen. „Wy chcecie chrześcijańską wolność ocalić, a ja wiernie wytrwam przy was” 4). Równie odzywał się Hartmuth von Kronberg. Tak samo przemawiał Ulryk von Hutten, ten wieszcz i mężny rycerz 16. wieku, na każdym miejscu za Lutrem. Ale jakaż zachodziła różnica co do charak­teru obydwóch tych mężów! Hutten napisał do reformatora: „Mieczów, łuków, strzał i bomb nam potrzeba, abyśmy wściekłość szatana poskromili.” Przeciwnie zaś odezwał się Luter: „Ja nie chcę, aby dla obrony Ewangelii użyto broni i rozlewu krwi. Słowem został przezwyciężony świat, słowem ocalony kościół, mocą słowa musi tedy zostać odnowiony.” „Ja wniosku jego nie odrzucam,” rzekł Luter odnośnie do listu Schauenburga, „ale ja jedynie na opiece Chrystusa spolegam”5). Tak nie powiadali papieże rzymscy, gdy we krwi Albigensów i Waldensów

 

1) Luth. Opp. Leipz. XVH. 392.

2) Tamże 381.

3) Corp. Ref. I. 201.

4) Corp. Ref. I. 132.

5) Luth. Epp. L 4á8.

 

    71    

 

brodzili. Odczuł też Hutten różnicę, która między jego i Lutra sprawą zachodziła; dla tego napisał do niego według wspaniałomyślnego sposobu swego tak: „Moja sprawa jest ludzką, ale ty jesteś doskonalszym, bo ty jedynie od boskich rzeczy zawiśniesz” 1). Potem wybrał się w drogę, aby, ile można, po­zyskać umysł Ferdynanda i Karola V. dla prawdy. Słynniejszego jeszcze znalazł o tymże czasie Luter obrońcę w osobie Erazma, na którego rzymscy katolicy powołują się tak często jako na wroga reformacji Znakomity ten mistrz nauk wydał świadectwo za sprawą Lutra; uczynił to wprawdzie w sposób jemu wła­ściwy, aby nie dać pozoru, jakoby bronił Lutra. Na dniu 1. listopada 1519 napisał on list do Alberta, arcybiskupa Moguncyi i prymasa niemieckiego, w którym w jaskrawy sposób przedstawił obraz istniejącego w kościele zepsucia. Na końcu te dodał słowa: „Stosunki te obudziły gniew Lutra i zniewoliły go do wystąpienia przeciwko bezwstydowi niektórych nauczy­cieli. Bo jakiejże innej domyślać się pobudki u męża, który ani dostojeństw nie szuka ani pieniędzy nie żąda? Luter poważył się powątpiewać o mocy odpustów, ale inni przed nim podnosili takową zanadto wysoko. On odważył się nieco nad miarę mówić o władzy rzymskiego biskupa, ale inni ją przed nim nad miarę wysławiali. On odważył się wypowiedzieć powątpiewania swoje co do spowiedzi, ale mnisi nie przestawali nadużywać konfesjonału, uważając go siecią dla odłowu sumienia ludzkiego. Pobożne dusze bolały nad tem, nie słysząc na pu­blicznych nabożeństwach zgolą nic o Chrystusie, i widząc oraz, jako kazanie służy jedynie chciwości zysków i chwały, tudzież schlebianiu i oszukiwaniem 2). Tyra to okolicznościom przypisać należy powstanie onych odważnych słów Lutra.” Taki był sąd wydany przez Erazma o stosunkach kościoła i osobie reformatora. Ulryk von Hutten, który podówczas bawił na dworze arcy­biskupa Moguncyi, podał powyższy list Erazma do publicznej wiadomości. Słowa jego nie pozostały bez wrażenia.

I inni, mniej słynni mężowie, skupiali się wtenczas ze wszystkich stron około Lutra. Doktor Botzheim, kanonik miasta Konstancji, napisał do niego te słowa: „Gdy już całego świata, a przynajmniej dobrej jego części, t. j. wszystkich prawdziwych chrześcijan stałeś się przyjacielem, to i moim musisz być przy­jacielem, czy już sam zechcesz, lub czy nie” 3). „Nic mię tak bardzo nie cieszy, jako ta okoliczność, iż przecie doczekałem

 

1) Luth. Opp. lat. II. 175.

2) Erasm. Opp. III. p. 515.

3) Walchner. p. 107.

 

    72   

 

się czasu, w którym słowo Boże ponownie dawnym zajaśniało blaskiem.” Kacper Hedio, kaznodzieja w Bazylei, napisał do reformatora: „A więc naprzód, oswobodzicielu! Bądź ty wodzem naszym, a my pójdziemy za tobą jako nierozdzielna twoja dru­żyna” 1).

Tak działo się, że raz na Lutra nacierali nieprzyjaciele a, znowu w obronie jego powstawali mu przyjaciele. „Tak chwieje się łódka żywota mego kołysana wiatrem. Raz nadzieja góra, a raz znowu bojaźń,” napisał Luter 2). Rozliczne atoli dowody współczucia korzystny na umysł jego wywarły wpływ. „W tem jest ręka Pańska widoczną,” zauważał Luter. Prze­konał się, że nie jest sam jeden, że owszem słowa jego wydały owoce; a myśl ta nowa napoiła go odwaga. Nowych znalazł obrońców, którzy w danym razie od gniewu Rzymu bronić go byli gotowi. A zatem nie lękał się już tyle rozmaitych kłopotów, które z powodu jego osoby dla księcia elektora wyniknąć mogły. Uczuł się swobodniejszym i w postanowieniach swych stał się więcej stanowczym. W ogóle była epoka ta w życiu Lutra pod względem jego umysłowego rozwoju nader ważna. Wtenczas napisał on do kapelana elektora następujące słowa: „Rzym musi to uznać, że sprawa jego gorzej jeszczeby stanęła, gdyby mię wskutek gróźb Rzymu z Wittenbergi wydalono. Nie w Cze­chach, lecz w jądrze samego niemieckiego państwa żyją mężowie, którzy mię od skutków klątwy papieskiej zasłonić są gotowi. Żem nieprzyjaciołom moim wszystkiego jeszcze nie podał, co dla nich przygotowałem, to uczyniłem to nie przez własną, skromność lub bojaźń przed tyraństwem ich, ale jedynie dla tego, ponieważ obawiałem się, abym krokiem tym księcia ele­ktora lub wszechnicy wittenberskiej nie naraził na nieprzy­jemności. Teraz już w obawie tej nie jestem, i z większą stanowczością przeciwko Rzymowi wystąpić zamierzam” 3).

Nadziei swej nie pokładał jednakowoż Luter w wielkich tego świata. Nieraz proszono go o to, aby jedno z pism swoich poświęcił księciu Janowi, bratu księcia elektora, a on tego jednak nie uczynił. „Ja nie chciałbym,” rzekł Luter, „aby Pismo święte któremukolwiek innemu imieniowi służyło oprócz imienia Pańskiego.” Później atoli namyśliwszy się, po­święcił mu „Rozprawę o dobrych uczynkach.” W piśmie tem określił Luter naukę o usprawiedliwieniu z wiary z większą, niż gdziekolwiek indziej, dobitnością.. W nim wyświetlił oną

 

1) Kappens Nachlese II. 433.

2) Luth. Epp. I. 443.

3) Luth. Epp. I. 465

 

    73   

 

potężną prawdę objawienia Bożego, którą wyżej miecza Huttena i wojsk Sickingena, tudzież obrony książąt i elektorów oceniał.

„Najprzedniejszy, najwyższy i ze wszech miar najszlache­tniejszy uczynek — to wiara w Chrystusa,” powiada Luter w powyższej rozprawie. „W tej wierze muszą się wszystkie czyny odbywać; z niej muszą czerpać niby życie wszystek dobry swój wpływ. Jeśli serce twoje ma to przekonanie, iż pewien czyn podoba się Bogu, to takowy bezwarunkowo jest dobrym, choćby co do rzeczy nie znaczył więcej, niż ledwie co podnieść źdźbło. A znowu jeśli poczucia tego nie masz, to czyn twój nie jest dobrym, choćbyś nawet umarłych z grobów wzbudzał. Wszystkie inne czyny może równie pełnić poganin, lub żyd, lub turek i każdy grzesznik. Ale tę mocną mieć wiarę, że się sprawa Bogu podoba, to wyłącznie jest tylko rzeczą chrześcijanina, którego łaska Boża oświeciła i utwierdziła.”

„Chrześcijanin, żyjący w wierze i ufności Boga swego, czyni wszystko z własnego popędu i z radością. Kto zaś w jedności z Bogiem nie zostaje, ten troszczy się i kłopoce, jakoby wymaganiom zakonu Bożego zadość uczynił, ten biega tam i sam, pyta się u tego i u owego, a przy tym wszystkim jednak nie znajduje pokoju, ale owszem zniechęcone i obciążone ma serce.”

„Ja każdego czasu wysoko podnosiłem wiarę. Oni zasię za najgłówniejszą poczytują rzecz, aby jak najwięcej uczynków, a to wielkich i długich uczynków wykonali, nie dbając przy tom o takową wiarę serca. Ale to według słów Chrystusowych prawie tyle znaczy, jako gdy kto na piasku i wodzie dom swój bu­duje (Math. 7, 27.).

„Ale przez to,” powiadają niektórzy, „że tylko jedynie wiarę każecie, powstrzymujecie ludzi od dobrych uczynków.” Ja powiadam: Gdyby jeden człowiek był jako tysiąc ludzi, jako wszyscy ludzie, ba nawet jako cały świat, to i tak dosyć byłoby mu zadano, a więcej nawet, niż dosyć. To mi tak wy­gląda, jako gdybym do chorującego człowieka powiedział: Gdybyś był zdrów, toby członki twoje powinność swą pełniły, a onby stąd wnioskował, że mu używania członków jego do pracy wzbroniłem! Przecież ja tylko wypowiedziałem zdanie, że mu najprzód zdrowia potrzeba. Tak i wiara musi być po­budką i siłą, musi być wewnętrzną sprężyną wszystkich uczynków naszych, bo inaczej nie jest niczym.”

„Ty się pytasz, gdzie wiarę i ufność tę znajdziesz i skąd weźmiesz takową? To wiedzieć, najpotrzebniejszą zaiste jest rzeczą. Ona jedynie od Pana Jezusa Chrystusa pochodzi, który

 

    74   

 

nam ją obiecał i daje za darmo. Przyjmij w serce swe Chry­stusa i obacz, jako w nim miłosierdzie swoje objawia ci Bóg i podaje takowe, bez wszelkiej zasługi twojej. Z tego obrazu łaski jego czerp wiarę i pewność odpuszczenia wszystkich grzechów twoich. Wiara nie wynika zatem z uczynków twoich, bo takowe jej nie wydawają, ale owszem wiara twoja płynąć musi z krwi i ran i śmierci Jezusa Chrystusa, albowiem Chrystus jest ona opoką, z której miód i oliwę ssamy” (5. Mojż. 32, 13.) 1).

Nie mogąc zaznajomić czytelnika z treścią wszystkich dzieł Lutra, podaliśmy krótką próbkę z powyższej prawie rozprawy jego o dobrych uczynkach, a to z tego powodu, po­nieważ o niej sam reformator taki wydał sąd: „Według mojego zdania jest to najlepsza pomiędzy mojemi księgami, lubo ja wiem o tem, że co się mnie najlepiej podoba, to zazwyczaj innym z powodu onego kwasu zupełnie się nie podoba” 2). Malanchton przesłał pisemko to jednemu z przyjaciół swoich, dodawszy do niego uwagę, że „żaden z greckich i łacińskich autorów nie umiał równie jak Luter zbliżyć się do ducha apostoła Pawła” 3).

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1