VII.
Eck zaczepia Melanchtona. — Melanchton broni się.
— Wykładanie Pisma
świętego. — Stałość Lutra. — Czescy Bracia. — Emser. — Staupitz.
Upojony szczęściem z powodu niby to odniesionego zwycięstwa wzbił się Eck w dumę i miotał na Lutra obelgami, nie zostawiając w nim ani krzty dobrego 1). Równocześnie napisał list do księcia elektora saskiego. Jako zręczny wódz umie korzystać z zamieszania, które wśród szeregów pobitego wroga powstawa, tak śpieszył i Eck wyjednać u księcia ważne ustępstwa. Zanim jeszcze wyrok zapadnie co do kroków względem osoby Lutra, domagał się Eck na razie spalenia jego pism, a to nawet i takich, których sam nie czytał. Udał się tedy z prośba do księcia o zwołanie prowincyalnego synodu. „Trzeba koniecznie zawczasu zapobiegać, aby się to plugastwo nie rozwielmożyło” — takie były słowa surowego Doktora 2).
Nie dosyć mu było miotać obelgi na Lutra; co więcej, nieroztropność jego kazała mu wyzwać do boju i Melanchtona Tenże stał w przyjaznych stosunkach do zacnego Oekolampadiusza i wystosował do niego opis dysputy lipskiej, w którym odzywał się o Ecku z uznaniem. Mimo to uczuła się duma ingolstadzkiego Doktora tera obrażoną. Od razu wystąpił więc z odezwą przeciwko wittenberskiemu gramatykowi, który wprawdzie nie jest bez znajomości greckiego i łacińskiego języka, ale odważył się wydać pismo do publiczności, w którem niby osobę Doktora Ecka wydał na pośmiewisko 3).
Melanchton wydał odpowiedź. Było to pierwsze jego pismo teologiczne, napisane onym delikatnym klasycznym stylem, którym wszystkie dzieła zacnego męża tego się odznaczają.
1) Melanchth. Corp. Reform. I. 106.
2) Luth. Opp. I. VXII.
271.
3) Luth. Opp. lat. I. 327.
— 54 —
Melanchton rozwinął w niem zasady wykładania Pisma świętego i wykazał, jako księgi biblii nie według zdań Ojców kościoła, ale owszem pisma Ojców kościoła według ksiąg biblii wykładać należy. „Ileż to razy pomylił się Augustyn, Hieronim, Ambroży; ileż razy były zdania ich różne od siebie! Jakże oni często błędy swe odwoływali! Pismo zaś jest tylko jedno; jest jednem jedynem tchnieniem Boga, czystem i wszędzie prawdziwem. Zarzucają Lutrowi, iż dwuznacznego wykładu przez Ojców podanego nie przyjmuje. Ale dla czegóż miałby go przyjąć? Jego wykład znanego wyroku Mateusza: „Tyś jest Piotr, a na tej opoce zbuduję kościół mój,” zgadza się z wykładem Origenesa, który sam jeden waży tyle, co wielu innych razem, dalej z wykładem Augustyna, w jego homilii podanym, z wykładem Ambrożego w szóstej księdze jego o ewangelii Łukasza, tudzież z wykładem wielu innych pisarzów, których imion nie podawam. — Czyżby się Ojcowie między sobą, mieli sprzeciwiać? — Alboż w tem coś nadzwyczajnego? — Ja wierze Ojcom, ponieważ Pismu świętemu wierzę. Myśli Pisma są proste, jako sama boska prawda jest prostą. Watek ich nie trudno da znaleść się przez porównanie z sobą wyroków Pisma; tudzież z osnowy i związku mowy da się cała filozofia, której wobec Pisma używać powinniśmy, temi określić słowy: Pismo powinno być miarą i kamieniem probierczym wszystkich zdań i nauk ludzkich” 1).
Od dawna nie słyszano tak potężnych prawd w tak jasny i wymowny rozwiniętych sposób. Na swojem miejscu stanęło słowo Boże, na swojem znowu Ojcowie kościoła. Nakreślona została prosta droga, wiodąca do zbadania myśli Pisma św. Słowo stanęło wysoko ponad wszystkiemi trudnościami wykładu, jakie ówczesna sprawiała teologia. Obecnym i przyszłym pokoleniom podał Melanchton wskazówki, jak odpowiadać należy ludziom, którzy równie jako Eck sprawę tylko zagmatwać usiłują. Na widownia wystąpiła wątła postać gramatyka, a za pierwszem poruszeniem rąk jego zachwiały się silne i potężne plecy scholastycznego szermierza.
Im słabszym był Eck, to tem bardziej krzyczał. Chlubami i skargami chciał zapewnić sobie zwycięstwo, którego nie odniósł dowodami. Wtórowały mu głosy wszystkich zakonników i zwolenników Rzymu. Po całych Niemczech odzywały się zarzuty, czynione Lutrowi. Luter jednak nie dał się tem zachwiać. Na końcu komentarza o zdaniach, które były
1) Corp. Reform. I. 114. s. Defensio
contra Eckium.
— 55 —
przedmiotem rozprawy lipskiej, napisał Luter te słowa: „Im więcej mi bluźnią, tem bardziej chlubię ja się z tego. Prawda, którą jest Chrystus, musi rość, a mnie musi ubywać. Więcej cieszę ja się nad głosem oblubieńca i oblubienicy, aniźli lękam się hałasu i krzyku otyłych zalotników. Nie ludzie bowiem, tj. przeciwnicy moi, są przyczyną i czynicielmi złego, a dla tego do tych żadnej nie czuję nienawiści. Źródłem i czynicielem złego jest owszem sam książę ciemności, którego ja po cieniu jego poznawam. Lecz większy jest ten, który jest w nas, aniźli ten, co jest na świecie. Wyrok czasu naszego myli się, ale przyszłość niezawodnie lepszy niegdyś wyda sąd” 1).
Gdy z powodu dysputacyi lipskiej powiększyła się w Saksonii liczba wrogów Lutra, to poza granicami kraju w tym samym stosunku wzrosła liczba jego przyjaciół. „Ty jesteś w Saksonii,” napisali Bracia czescy do Lutra, „tem samem, czem w Czechach był Huss. O Marcinie! wołaj do Pana i bądź silnym w Panu!”
O tymże czasie wybuchł spór między Emserem, profesorem w Lipsku i Lutrem. Emser napisał do pewnego gorliwego zwolennika Rzymu, niejakiego Doktora Zack w Pradze, list, w którym udawał, jakoby zaprzeczał twierdzeniu, że Luter sprzyja Hussytom. W rzeczywistości chodziło mu atoli o utwierdzenie takowego podejrzenia. Luter przejrzał zamysły uczonego lipskiego Doktora i postanowił silna dłonią zerwać zasłonę, która dawniejszy znajomy jego z Drezna chciał okryć swą do Lutra nieprzyjaźń. Napisał więc list do „Emsera herbu Kozła,” — takiego herbu używał bowiem profesor. Na końcu listu stały następujące, dla Lutra charakterystyczne słowa: „Ja wszystkich ludzi kocham, ale nikogo się nie lękam” 2).
Gdy nowi przyjaciele i wrogowie na widownią
występowali, to dawni przyjaciele zaczęli odrywać się od Lutra. Usposobienie
Staupitza, który niegdyś z ciemności erfurckiego klasztoru Lutra powołał,
stawało się coraz ozięblejsze. Polot Lutra stał się dlań za wysokim. Staupitz
nie mógł mu dorównać. „Ty mię opuszczasz,” napisał Staupitz, „ja byłem dziś
bardzo z tego powodu znękanym, jako dziecię, które matka od piersi odstawiła.
Całą noc śniłem o tobie. Ty oddalałeś się, a ja płakałem i gorzkie przelewałem
łzy. Potem jednak podałeś mi rękę, prosząc mię, abym się uspokoił, gdyż znowu
miałeś powrócić” 3).
1) Luth. Opp. lat. I. 310.
2) Luth. Epp. I. 252.
3) Luth. Epp. I. 342.
— 56 —
Pojednawczy umysł Miltica nowych
dokładał usiłowań celem przywrócenia spokoju; ale wzburzenie umysłów nie dało
się po odbytej walce uśmierzyć. Zabiegi Miltica były nadaremne. Udał się więc
do księcia elektora, chcąc wręczyć mu złotą, różę3 która tymczasem
była nadeszła. Ale książę nie odebrał jej nawet osobiście. Fryderyk przejrzał
podstępy Rzymu i nie dał się więcej oszukać 1).
–––––––––– • ––––––––––