VIII.
List do Galatów. — Chrystus za nas. — Zaślepienie przeciwników. — O Wieczerzy Pańskiej. — Luter zwolennikiem Czechów. — Ecka zaczepiają. — Eck wybiera się do Rzymu.
Luter nie cofał się bynajmniej, owszem postępował naprzód. O tymże czasie (we wrześniu 1519) wydał on wykład listu do Galatów i zadał praca tą jeden z najdotkliwszych ciosów nauce papiestwa. Późniejsze wydanie wykładu tego było wprawdzie jeszcze lepsze, ale i w tem pierwszem znajdujemy już naukę o usprawiedliwieniu z wiary jaśnie i dobitnie wyświetlona. Każde słowo nowego apostoła tego tchnęło życiem; Bóg użył go za, naczynie, którem rozlewał światłość prawdy swojej do serc narodów. „Chrystus,” — tak przemawia Luter do ludu chrześciańskiego — „wydał samego siebie za grzechy nasze. Nie dał on za nas złota albo srebra, nie dał człowieka ani wszystkich aniołów, ale dał, co nade wszystko największe jest, samego siebie. A skarb ten, z żadnymi skarby nieporównany, wydał za co? — za grzechy nasze. Gdzież są tedy, którzy w zarozumiałości siłę woli naszej tak wysoko podnoszą? Gdzież pozostały nauki moralistów i filozofów? Gdzież potęga i silą zakonu? Kiedy zatem grzechy nasze tak są ogromne, iż do zgładzenia ich tak wielkiego potrzeba było okupu, azaż możemy jeszcze spuszczać się na dobroć woli naszej, na potęgę zakonu i ludzkie nauki, abyśmy przez takowe sprawiedliwości dostąpili? Dokądże wymysłami tymi łudzić się będziemy? Nie pokrywajmy tedy nieprawości naszej pokryciem kłamliwej sprawiedliwości, nie wzbijajmy samych siebie w obłudę, albowiem nic na świecie zbawić nas nie może.”
1) Luth. Opp. lat. Praef.
— 57 —
Jako z jednej strony wykazał Luter, iż niema zbawienia, oprócz jedynie tylko w Chrystusie, tak znowu z innej strony nie omieszkał wyjaśnić sposobu, jakim zbawienie to odnawia serce człowieka i staje się obfitem źródłem dobrych uczynków. „Kto prawdziwie przyjął słowo Chrystusowe i zachował je, ten ma ducha miłości. Jeźli już takiego człowieka kochasz, który ci może dwadzieścia złotych podarował, lub usługę jaką wyświadczył, lub też innym jakim sposobem życzliwość swą udowodnił, jakże daleko więcej musisz miłować tego, który nie złoto lub srebro ale samego siebie wydał za ciebie, który za ciebie otrzymał rany, za ciebie krwią się pocił, za ciebie śmierć podstąpił, — słowem, który za wszystkie grzechy twoje zapłacił i śmierć połknął a tobie niebo i Ojca łaskawego wyjednał! Jeźli go nie kochasz, to chyba czynów jego sercem nie pojąłeś, chyba wiary nie masz w takowe, albowiem wiara przez miłość jest skuteczną.” — „List ten moim jest listem; ja go sobie poślubiłem,” powiada Luter o liście do Galatów.
Przeciwnicy popychali go naprzód; gdyby nie oni, to Luter nie byłby tak prędko postępował. Z pobudki Ecka uderzyli księża Franciszkanie miasta Jüterbogk ponownie na Lutra. W odpowiedzi swej potwierdził Luter wszystkie swoje dawniejsze zdania; co więcej, wystąpił oraz przeciwko błędom, które dopiero, nie dawno temu, wykrył 1). „Chciałbym też wiedzieć,” powiada Luter, ,,mocą którego wyroku Pisma świętego została papieżowi dana moc kanonizowania świętych, tudzież dla czego takie ogłoszenie kogoś świętym ma być potrzebne i do czego pożyteczne?” „Ale niech sobie maja,” dodał Luter, „niech sobie kanonizują, kogo chcą!” 2)
Nowe zaczepki te Lutra nie doznały odpowiedzi. Zaślepienie wrogów nie mniejszą było dlań korzyścią od własnej jego odwagi. Podrzędnych rzeczy bronili przeciwnicy ze wszelką zapalczywością, ale gdy Luter na podwaliny rzymskiego kościoła rękę swą wyciągnął, to ani jeden z nich nie zabrał głosu. Niektórych naprzód wysuniętych okopów broniono z zapałem, ale przytem nie spostrzegł nikt, jako nieustraszony wróg, dostawszy się do wnętrza warowni, śmiałą ręka w niej chorągiew prawdy wywiesił. Później dziwowała się nad tem drużyna ochotników, stojących w obronie warowni, i nie mogła pojąć, jakim sposobem mury jej zostały podkopane, tudzież miasto zapalone, które już waliło się wśród płomieni. Przecież oni,
1) Defensio contra malignum Eccii judicium.
(opp. lat. p. 356.)
2) Luth. Opp. lat. 367.
— 58 —
walcząc przeciwko nieprzyjacielowi, przekonani byli, że warownia sama żadnym sposobem nie jest do zdobycia. Tak się niekiedy ciężkie klęski wydarzają.
O tymże czasie począł Luter zajmować się myślami o Sakramencie Wieczerzy Pańskiej, szukając takowego we mszy nadaremno. Wkrótce po powrocie swym z Lipska powiedział Luter o nim kazanie. Są to pierwsze słowa jego o przedmiocie, który potem stał się powodem rozerwania w łonie ewangelictwa. Nauka jego nie była wtenczas jeszcze tak ściśle określoną. „Co do świątości ołtarza,” powiada Luter, „to na trzy rzeczy przede wszystkiem trzeba uważać. Pierwsza jest widzialny znak Sakramentu, drugą jest wewnętrzne znaczenie takowego, a trzecia jest wiara. Znak musi być zewnętrznym, czyli widzialnym, wewnętrzne znaczenie jego jest niewidzialnem bo duchowem, a wiara przywłaszczamy sobie skutki Sakramentu.” Gdyby reformatorowie do tego ogólnego określenia św. Sakramentu się byli ograniczyli, to nie byłoby doszło do rozerwania jedności kościoła ewangelickiego.
Luter powiedział dalej tak: „Ja uważam za rzecz konieczną, aby znowu przez uchwałę soboru przyszło w kościele do tego, iżby wszystkim ludziom udzielano Wieczerzę Pańska pod obiema postaciami, tak jak to względem duchownych czynią.. Nie myślę przy tem, iżby może jedna postać nie wystarczała, albowiem już samo pragnienie świętego Sakramentu wystarcza.” Odważne słowa te podobały się zgromadzeniu. Niektórzy słuchacze jednak gorszyli się i oburzali nad tom, wołając głośno, że to fałsz i zgorszenie l).
On zaś mówił dalej: Nie ma ściślejszego, głębszego i tak nierozdzielnego połączenia, jako gdy się dusza człowieka z onym chlebem żywota połączy. My się w Sakramencie z Chrystusem połączamy; on działa i cierpi za nas, jak gdyby sam był nami. Jego prześladują grzechy nasze, a nas broni sprawiedliwość jego.”
Rozwinąwszy tedy naukę prawdy wystąpił Luter równocześnie przeciwko jednemu z zasadniczych błędów Rzymu. Kościół rzymski uczy, że Sakrament święty skutkuje sam w sobie, bez względu na usposobienie duszy człowieka 2). Nauka taka nader jest dogodną, a do tego duchowieństwu rzymskiemu znaczne przynosi dochody. Luter wystąpił przeciwko niej (opus operatum) i postanowił na miejscu jej naukę, według której
1) Luth. Opp. L. XVII.
272.
2) Cone. Trid. sess. 6. can. 8.
— 59 —
dla zbawiennych skutków Sakramentu ze strony człowieka, przyjmującego takowy, potrzeba wiary i szczerego pragnienia serca (opus operantis).
Silny opór ten musiał wpłynąć na obalenie zastarzałego zabobonu; lecz w tej chwili nikt na to nie zważał. Rzym milczał wobec nauk, przeciwko którym sprawiedliwe miał powody występować, a natomiast z całej siły uderzył na uwagi Lutra, na początku rozprawy jego o udzielaniu Wieczerzy Pańskiej pod obiema postaciami wypowiedziane, lubo takowe mniejszej od powyższej nauki były doniosłości. Kazanie to wyszło drukiem w miesiącu grudniu. To też od razu podniósł się powszechny krzyk na powyższe kacerstwa Na dworze drezdeńskim, gdzie koło świat Narodzenia Pańskiego kazanie to czytano, powiadano jednomyślnie: „To szczera i czysta nauka Czechów; a w niemieckim języku ją wypowiedziano, aby ją pospolity lud zrozumiał” 1). Nabożeństwo księcia Jerzego doznało ztąd przeszkody a dla tego napisał on do krewnego swego Fryderyka te słowa: „Od czasu wyjścia kazania tego przyjmowało w Czechach przeszło o 6000 osób więcej Wieczerza Paniką pod obiema postaciami. Wasz wittenberski profesor, Luter, zostanie jeszcze nareszcie biskupem Pragi i głowa wszystkich kacerzów!” — Inni znów krzyczeli, że to rodowity Czech, że z czeskich rodziców jest zrodzony, tudzież w Pradze wychowany, gdzie z pism Wiklefa nauki swoje zaczerpnął.
Luter wystąpił przeciwko powyższym pogłoskom i opowiedział w pewnym liście spokojnie i z powagą historyą swego pochodzenia. „Ja urodziłem się,” powiada Luter, „w miasteczku Eisleben i zostałem w tamtejszym kościele św. Piotra ochrzczonym. Drezno jest miejscem od ziemi czeskiej najbliżej położonem, w którem ja kiedykolwiek bawiłem” 2).
List księcia Jerzego nie zdołał uprzedzić Fryderyka przeciwko Lutrowi. Kilka dni później zaprosił on Lutra na wspaniałą ucztę, na cześć posła dworu hiszpańskiego wydaną. Luter i Melanchton spierali się tam z posłańcem króla Karola3). Książę elektor kazał poprosić Lutra, aby sprawy swej bronił z umiarkowaniem. „Zanadto wielkie głupstwo,” napisał Luter do Spalatina, „nie podoba się ludziom, ale zanadto wielka mądrość nie podoba się Bogu. Ewangelii nie można bronić bez rozruchu i zwracania na siebie uwagi. Słowo Boże — to miecz, to wojna, to burzenie i zgorszenie i niszczenie, to trucizna.
1) Luth. Opp. L. XVII.
281.
2) Luth. Epp. I. 389.
3) Luth. Epp. I. 396.
— 60 —
Ono porywa nas, według słowa proroka, jako niedźwiedzica w drodze, jako lew w lesie. Ja nie szukam ani żądam niczego. Inny jest i większy odemnie, który szuka i żąda. Czy on stoi lub upadnie, to ja nic nie zyskam ani utracę” 1).
Według wszystkiego należało przypuszczać, iż Lutrowi więcej niż kiedykolwiek potrzeba będzie odwagi i wiary. Eck rozmyślał o zemście. Szermierz ten z areny lipskiej spodziewał się wawrzynów, a oto zamiast tychże zrobił siebie w obliczu wszystkich wykształconych mężów jedynie pośmiewiskiem. Siarczyste satyry pojawiały się przeciwko niemu. Oekolampad napisał takową pod nazwa: „List nieumiejętnych kanoników kapitulnych.” Słowa jego dokuczyły Eckowi do żywego. Pojawiła się inna satyra pod tytułem: „Skarga na Ecka,” napisana podobno przez Pirkheimera w Nürnbergu. Ton jej był tak ostry i oraz tak poważny, że skargę tę chyba jedynie z listami Pascal'a porównać można.
Luter wydał o największej części tych pism bardzo surowy sąd. „Uczciwszą jest walczyć otwarcie, aniźli kąsać wypadłszy z zasadzki,” zauważał Luter 2).
Kanclerz Ingolstadtu nie lada się w oczekiwaniach swych zawiódł. Rodacy opuścili go, a dla tego zabierał się do szukania pomocy po tamtej stronie Alp. Gdziekolwiek przybył, wszędzie posypały się pioruny na Lutra, Melanchtona, Karlstadta, ba na samego księcia elektora. „Pomyślałbyś zgoła,” powiada Luter, „że to chyba sam wszechmocny Bóg mówi.”
W miesiącu lutym 1520 wydał Eck traktat o naczelnej władzy papieża; pismo to odznaczało się zupełnym brakiem wszelkiej zdrowszej krytyki. Eck dowodził w niem, jako apostoł Piotr pierwszym był papieżem, panującym w Rzymie przez 25 lat. Następnie, pałając gniewem i pragnieniem zemsty wybrał się Eck do Włoch, by tam za rzekome zwycięstwa swe dostąpić nagrody i na papieskim Kapitolu sposobić pioruny, potężniejsze od słabego oręża scholastyki, które mu się w ręku rozpadło.
Poznał to Luter, co podróż ta znaczy i jakie dlań z niej wyniknąć mogą niebezpieczeństwa, ale jednak nie lękał się niczego. Spalatin, któremu się markotno zrobiło, wezwał Lutra, aby zażądał pokoju. „Nie,” odparł Luter, „póki on krzyczy, to ja pobojowiska opuścić nie mogę. Ja wszystko poruczam Bogu i wydawam okręt na wiatry i wały. To Pańska jest wojna. Dla
1) Luth, Epp. I. 417.
2) Luth. Epp. I. 426.
— 61 —
czegóż miałby Chrystus sprawę swą forytować w drodze pokoju? Azaż i on nie walczył własną krwią swoją, tudzież później wszyscy męczennicy po nim?” 1)
Oto obraz postawy, w której się z początkiem r. 1520 obaj szermierze lipscy znajdowali. Jeden pobudzał papiestwo do zgniecenia swego przeciwnika; drugi wyczekiwał wojny z tą. sama równowaga umysłu, z którą się pokoju wygląda. A w tym prawie roku miała zerwać się burza.
1) Luth. Epp. I. 425.
–––––––––– • ––––––––––