47   

 

VI.

Współudział świeckich. — Zdanie Lutra. — Wyznania i chluby Ecka.     Skutki   dysputy.     Poliander.      Cellaryusz.  — Młody  książę  anhalcki.     Studenci  lipscy.      Cruciger.   Powołanie Melanchtona. —  Uwolnienie Lutra.

 

                  Przez dwadzieścia dni brali książęta, rycerze i inni świeccy żywy udział w powyższych rozprawach i słuchali takowych bez przerwy. Dziś nie łacno pozyskałbyś ludzi światowych ani na kilka minut do podobnych rzeczy. Książę pomorski Barmin i książę Jerzy szczególniejsza między innymi odznaczali się uwaga. Natomiast znowu, jako pewien naoczny świadek donosi, spało kilku teologów, sprzymierzonych z Eckiem, spokojnie podczas odbywających się rozpraw. Na końcu dysputy trzeba było ich budzić, aby obiadu nie zamieszkali.

                  Najprzód wyjechał z miasta Luter, za nim wyruszył Karlstadt; Eck pozostał jeszcze przez kilka dni w Lipsku. Dysputa zakończyła się, nie zostawszy wyraźnie rozstrzygniętą. Każdy ją według własnego sposobu swego tłumaczył. Luter powiedział o niej: „Pobyt w Lipsku był tylko marnowaniem czasu, a nie dochodzeniem prawdy. Cały ten szereg wniosków i sofismatów ich doznał już od dwu lat od naszych Wittenberczyków daleko ostrzejszej i wybitniejszej odprawy. Ci bowiem oświecili go tak, iż wszystkie kości jego policzyć było można, gdy tymczasem Eck ledwie że powierzchownie dotknął się sprawy. Ale natomiast krzyczał on w przeciągu jednej godziny daleko więcej, niżli my w przeciągu dwu lat” 1).

                  W listach, do niektórych przyjaciół napisanych, przyznał się Eck po części do przegranej; klęskę swa atoli rozmaitemi tłumaczył okolicznościami. Na dniu 29. lipca napisał on do inkwizytora Hochstraten te słowa: „Wittenberczycy przemogli mię w kilku punktach, a to dla tego, ponieważ najprzód mieli z sobą książki, a po drugie, iż wszystko do protokołu zapisywali, który potem w domu spokojnie mogli przejrzeć. A na końcu było ich kilku, było dwóch Doktorów (Karlstadt i Luter), dalej jeden wikary augustyańskiego zakonu, Lange, dwóch Licentiatów, Amsdorf i jakiś bardzo zuchwały siostrzeniec Reuchlina (Melanchton), tudzież trzech Doktorów prawa i kilku Magi­strów. Ci wszyscy pomagali publicznie, lub też oprócz godzin

 

1) Luth. Epp. I. 291.

 

    48   

 

dysputy. Ja zaś byłem sam jeden; jedynym towarzyszem była mi sprawiedliwość mej sprawy.” Eck zapomniał o Emserze, o biskupie i teologach lipskich 1).

                  Ale tylko w listach do prywatnych osób pisanych wyśli­znęły się Eckowi podobne zeznania. Publicznie odzywał się zupełnie inaczej. On i lipscy przyjaciele jego trąbili na wszy­stkie strony świata o swem zwycięstwie, rozszerzali fałszywe wieści, i wszyscy zwolennicy ich powtarzali za nimi wyniosłe ich mowy. „Eck wszędzie tryumfuje,” napisał Luter 2). Lecz w samym obozie rzymskim kłócono się o laury. „Bez naszej pomocy,” powiadali lipscy teologowie, „byłby Eck poniósł kieskę.” „Teologowie lipscy, to poczciwi są ludzie,” rzekł Eck, „ale ja daleko lepsze miałem o nich zdanie; ja sam wszy­stko musiałem zrobić.” — „Otóż widzisz,” napisał Luter do Spalatina, „oni nową Iliadę czy Aeneidę śpiewają. Mnie zrobią Hektorem albo Turnusem, Eck jest ich Achillem lub Aeneaszem. Jednego tylko nie wiedzą, a zwłaszcza czy Eckowe, czy lipskie wojsko zwycięstwo odniosło. Co do mnie, to mogę po­wiedzieć, iż Eck zawsze krzyczał a Lipszczanie zawsze mil­czeli” 3).

                  Sprytny, delikatny i trochę przemądrzały Mosellanus tego był zdania, że w oczach tych ludzi, którzy sprawy nie rozumieją i w naukach scholastyków swój wiek zeżyli, uchodził Eck za zwycięscę; o zwycięstwie Lutra nie mówią zaś wiele dla tego, ponieważ liczba ludzi uczonych, rozsądnych i takich, którzy samych siebie nie wynoszą, bardzo jest szczupła 4).

                  Dysputa lipska nie mogła przeminąć jako dym, nie pozo­stawiwszy po sobie śladu. Żaden czyn, któregośmy z zaparciem samych siebie dokonali, nie może pozostać bez owocu.

                  Słowa Lutra dziwną wywierały siłę na umysł niejednego słuchacza. Prawda Ewangelii przezwyciężyła serce niejednego z liczby tych ludzi, którzy codziennie gromadami salę zamkową zalegali; co więcej, nawet bardzo stanowczy przeciwnicy reformy stali się jej zwolennikami. Poliander, sekretarz i uczeń Ecka, przechylił się na stronę reformacji, i począwszy od roku 1522 głosił publicznie Ewangelią w Lipsku. Jan Cellaryusz, profesor hebrajskiego języka, należał do najzaciętszych wrogów reformy. Słowa Lutra pobudziły go do głębszego badania Pisma świę­tego. Wkrótce porzucił potem Cellaryusz stanowisko swoje

 

1) Corpus Reform. I. 83.

2) Luth. Epp. I. 290.

3) Luth. Epp. I. 305.

4) Seckendorf 207.

 

    49   

 

i udał się skromnie do Wittenbergi, gdzie u nóg Lutra słuchał jego nauk. Później został on pastorem w Frankfurcie i Dreźnie.

                  W liczbie tych którzy obok księcia Jerzego miejsca dla dworu przeznaczone zajmowali, siedział dwunastoletni książę, pochodzący z rodu wsławionego w wojnach z Saracenami. Był nim Jerzy, książę Anhaltu, który prawie wtenczas pod okiem nadzorcy swego w Lipsku odbywał nauki. Młody książę od­znaczał się już wtenczas gorącem zamiłowaniem do nauk i nadzwyczajną miłością prawdy. Powtarzał on często wyrok mądrego Salomona: że „nie przystoją księciu usta kłamliwe” (Przyp. Sal. 17. 7). Dysputa lipska obudziła w sercu pacholęcia myśli poważne, i zjednała je dla sprawy Lutra l`). Gdy mu później pewne biskupstwo ofiarowano, zachęcali go bracia i po­krewni do przyjęcia takowego, albowiem przez to otwierała mu się droga do najwyższych dostojeństw w kościele. Młody książę nie dał się jednak niczem do tego nakłonić. Po śmierci matki swojej, potajemnej zwolenniczki nauk Lutra, odziedziczył on wszystkie pisma reformatora. Jerzy zasyłał nieraz gorące modlitwy do Pana, aby serce jego nakłonił do prawdy; często ze łzami modlił się w komórce swojej, wołając: „Obchodź się z sługa swoim według miłosierdzia twego, a ustaw twoich naucz mię!” (Ps. 119. 129.). Modlitwa jego została wysłuchaną. Utwierdziwszy się w przekonaniu prawdy stanął książę nieza­chwianie po stronie Ewangelii. Nadaremno nalegali nań opiekunowie, a szczególnie książę Jerzy, prośbami i przedstawieniami. Młody książę niczem nie dał się zachwiać, owszem sam wpłynął na przekonanie opiekuna swego tak dalece, iż mu książę Jerzy nic więcej odpowiedzieć nie umiał. Sam atoli chciał w łonie starego pozostać kościoła, albowiem żaden stary pies — tak wyraził się Jerzy — nie da się więcej wyuczyć. Później znowu tego zacnego spotkamy księcia; należy on do liczby najszlachetniejszych charakterów z czasów reformacyi. Sam w własnej osobie głosił on poddanym swym prawdę Bożą i nie­raz zastosowano do osoby jego słowo, które dziejopis Dio o cesarzu Marku Antoninie powiedział, a mianowicie, że „przez całe życie pozostał równym sobie i bił człowiekiem, w którym nie było zdrady ” 2).

                  Przede wszystkiem zaś przyjęli studenci słowa Lutra z za­pałem. Dostrzegli oni od razu różnicę, zachodzącą między Dokto­rem wittenberskim i ingolstadzkim kanclerzem. Po jednej

 

1) Luth. Opp. W. XV. 1440.

2) Melch. Adam. Vita Georgii Anhalt 248.

 

    50   

 

stronie był duch i życie, po drugiej tylko próżne rozumowania! Poznała to kształcąca się młodzież, jako Luter na słowie Bo-żem się opiera, a Doktor Eck ludzkich tylko trzyma się podań. To też skutki dały się uczuć zaniedługo. Sale lipskiej wsze­chnicy wypróżniły się prawie od czasu odbycia dysputy. Do tego przyczyniła się i ta okoliczność, że miastu groziła dżuma. Nie brakło zaiste wszechnic, dokądby się studenci udać mogli; Erfurt, Ingolstadt i inne miasta chętnie byłyby ich przyjęły; ale potęga prawdy wabiła ich do Wittenbergi, gdzie się odtąd liczba kształcącej się młodzieży podwoiła  1).

                  Między tymi znajdował się pewien 16-letni młodzieniec nader melancholicznego usposobienia. Mówił on bardzo mało i wyglądał podczas wesołych schadzek i zabaw współuczniów swoich zawsze, jak gdyby w głębokich zatopiony był myślach. Rodzice jego mieli go z początku za upośledzonego na umyśle, lecz chłopak takie robił postępy w naukach i taka odznaczał się pilnością, iż zaniedługo nie małe w nim zaczęli pokładać nadzieje Proste jego i serdeczne usposobienie, jego szczerość skromność i pobożność zjednały mu serca nauczycieli i współ­uczniów. Mosellanus przedstawiał go za wzór całej wszechnicy. Imię młodzieńca tego, pochodzącego rodem z Lipska, było Kacper Kruciger. Później został on ścisłym przyjacielem Melanchtona, tudzież pomocnikiem Lutra przy przetłumaczeniu biblii 2).

                  Dysputa w Lipsku inne jeszcze, oprócz wymienionych, wy­dała owoce. Teolog reformacji, Melanchton, odebrał tam we­wnętrzne powołanie do służby Pańskiej. Skromnie i cicho przysłuchiwał się on rozprawom, żadnego prawie nie biorąc w nich udziału. Dotąd zajmował się wyłącznie nauka literatury. Powyższe rozprawy stały się atoli dla duszy jego nowym po­pędem, zwracającym umysł wymownego profesora na pole nauki teologii. Odtąd stawiał on wzniosłą umiejętność swa daleko niżej słowa Bożego, poświęcając takową służbie prawdy Ewan­gelii. Dziecinnym umysłem i prostota serca przywłaszczył on sobie prawdę ewangeliczna, z zachwycającym wdziękiem i prze­zroczystością tłumaczył słuchaczom swym nauki zbawienia. Od­ważnie kroczył Melanchton naprzód po nowo obranej życia swego kolei, powtarzając w sercu swem zawsze tę prawdę, że Chrystus nie opuści swoich 3). Odtąd szli obydwaj przyjaciele razem z sobą, wespół walcząc za wolność i prawdę, jeden siła

 

1) Pfeifer. Histor. Lips. 356.

2) Melch. Adam. Vita Crucigeri.

3) Corpus Reform. I. 104.

 

    51   

 

apostoła Pawia, drugi łagodnością apostoła Jana. Luter cudo­wnie nakreślił odmienne ich powołanie temi słowy: „Ja muszę na placu boju walczyć z wrogami i djabłami. Dla tego pisma moje są tak wojownicze i burzliwe. Ja muszę uprzątać chruście i ciernie, korczować pole i oczyszczać je z pni i korzeni, tu­dzież zasypywać bagna i jary. Ja jestem jako ten prosty rębacz w lesie, co drogi gotuje i przyrządza ścieżki. Ale magister Filip idzie sobie naprzód cicho i powoli, uprawia role i sadzi drzewa, sieje nasiona i polewa je ochoczo według darów, któ­rymi tak hojnie wyposażył go Bóg” 1).

                  Jako cichy ów zasiewca Melanchton przez dysputacya w Lipsku powołany został do pracy, tak znowu i on silny rę­bacz Luter uczuł przez nią nowe siły w członkach i nowa od­wagę w sercu. Największy wpływ wywarła dysputa na samego Lutra. Pod zwycięskiem przewodnictwem Doktora Ecka upadło w oczach reformatora, jako on sam o sobie wyznaje, do reszty znaczenie teologii scholastycznej. Zasłona, która mężowie szkoły i kościoła świątynie wiary zakryli, rozerwała się przed nim od wierzchu aż do dołu. Nowe badania do niespodzianych pro­wadziły odkryć. Ze zdumieniem, ale i oburzeniem oraz, ujrzał Luter cały ogrom skażenia na miejscu świętem. Przejrzawszy dzieje kościoła przyszedł do przekonania, że naczelna władza Rzymu jest owocem ambicyi i żądzy po jednej, a łatwowierności i ciemnoty po drugiej stronie. Pogląd Lutra na powołanie i na­turę kościoła Chrystusowego stał się pod niejednym względem szerszym i jaśniejszym. Chrześcianie Grecyi i Wschodu stali się  w oczach jego prawdziwymi członkami powszechnego kościoła. Czci i uwielbiania swego nie składał już widzialnemu naczel­nikowi, mieszkającemu nad brzegami Tybru, ale oddawał ją jednej jedynej głowie ludu Bożego, „niewidzialnemu, wiecznemu Zbawicielowi,” który według obietnicy swojej po wszystkie dni jest i będzie ze wszystkimi wierzącymi weń, z któregokolwiek narodu lub ziemi pochodzą. Kościół łaciński nie był już więcej w oczach jego katolickim, tj. powszechnym. Upadł on ciasny zakres, wśród którego się kościół rzymski zasklepił, a po za granicami jego otworzył się Lutrowi wspaniały widok na, roz­ległe przestrzenie królestwa Chrystusowego. Teraz dopiero po­znał Luter, że można być członkiem kościoła chrześciańskiego, nie będąc członkiem kościoła papieskiego. Szczególniejsze zaś wywierały na umysł jego wrażenie pisma Hussa. Ku nie małemu zdziwieniu swemu znalazł w nich naukę apostoła Pawła

 

1) Luth. Opp. W. XIV. 200.

    52   

 

i Augustyna, którą sam po tylu dopiero bojach wewnętrznych był poznał. „Nie wiedząc o tem," pisze Luter, „uczyłem wszystkiego i przestrzegałem tego, co Jan Huss. Równie nieświadomie uczył i Staupitz. Słowem, my wszyscy, nie wiedząc o tem, byliśmy Hussytami. Kownie są, nimi apostoł Paweł i Augustyn. Nie wiem zaiste, co o zdziwieniu mojem myśleć mam! Straszny to sąd Boży nad pokoleniem ludzkiem, że tak oczywista, przed więcej niż stu laty spalona, prawdę Boża zawsze jeszcze świat za przeklęstwo ma, i nie pozwala wypowiedzieć ani wyznawać takowej. Biada tej ziemi" 1).

                  Tym sposobem rozstał się Luter wewnętrznie z papiestwem, co więcej, istnego nabył wstrętu do takowego. Świad­kowie, którzy w każdym wieku przeciwko Rzymowi powstawali, stanęli teraz wszyscy przed okiem ducha jego, wydawając świadectwo o błędach i nadużyciach Rzymu! „O ciemnoto !" wykrzyknął Luter.

                  Milczeć o smutnych odkryciach tych nie było można. Duma wrogów, ich chełpienie się z niby to odniesionego zwy­cięstwa, tudzież zabiegi ich przeciwko światłości poczynione, wpłynęły na postanowienie Lutra. Mężnie kroczył on naprzód tą droga, na której postawił go Bóg, nie troszcząc się o cel, do którego takowa zaprowadzić mogła. Luter sam nazwał one porę czasem wyzwolenia swego z jarzma papiestwa. W przed­mowie do łacińskich swych pism odzywa się tak: „Ze mnie możecie powziąść sobie przykład, jak trudną jest rzeczą wybić się i wyzwolić z mocy błędów, które w całym świecie są przy­jęte, a długoletniem przyzwyczajeniem przeszły człowiekowi w ciało i krew. Siedm lat czytałem Pismo św. i wykładałem publicznie z wielka gorliwością, tak iż je zgoła całe na pamięć umiałem. Miałem już i pierwiastki znajomości i wiary w Pana mego Jezusa Chrystusa; wiedziałem, że nie przez nasze czyny sprawiedliwości i zbawienia dostępujemy, lecz jedynie przez wiarę w Chrystusa Pana; ba nawet otwarcie wypowie­działem, że papież nie według Bożego prawa jest głową ko­ścioła chrześciańskiego. A mimo wszystko to nie umiałem poznać, że papież koniecznie nie jest z Boga. Dla tego nie posądzam ja ani lekceważę tych, co się papieża trzymają, gdy sobie pomyślę, że ja sam po tyluletniem pilnem czyta­niu Pisma świętego jeszcze tak mocno z papiestwem byłem spojony."

 

    53   

 

Oto właściwe owoce dysputy w Lipsku, owoce, które same w sobie daleko więcej znaczą, niźli dysputa sama. Takowa była pierwszą szczęśliwie przebytą potyczką, która do dalszych bojów wojsko sposobi, tudzież odwagę i zapał jego podnosi.

 

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1