23   

 

III.

Przybycie  Ecka  i profesorów  wittenberskich.     Amsdorƒ.  — Studenci.   — Upadek Karlstadta;  ogłoszenie. — Eck i Luter.

— Zamek Pleissenburg.  — Czy powołać sędziów?  Luter  się sprzeciwia. — Eck się zgadza.

 

                W mieście Frankfurcie zebrali się książęta elektorowie celem wyboru nowego cesarza (w czerwcu 1519); w Lipsku zgromadzili się teologowie dla odbycia rozprawy, o którą wten­czas niewiele troszczył się świat. Ale w przyszłości okazało się, iż co do znaczenia jedno zebranie nie ustępowało drugiemu.

Eck pierwszy stanął na miejscu. Przybył on do Lipska dnia 21. czerwca. W towarzystwie jego znajdował się pewien młody człowiek pochodzący z Ingolstadtu, imieniem Poliander. Ten miał ułożyć sprawozdanie o przebiegu dysputy. Mistrzowi scholastycznej teologii wszelkie możliwe składano hołdy. W kapłańskiem ubraniu kroczył on w dzień Bożego Ciała wśród licznej procesy! przez wszystkie ulice Lipska. Wszyscy pragnęli go widzieć. Wszyscy mieszkańcy miasta po jego stali stronie, utrzymuje Eck; „po mieście jednak,” jak on sam wspomina, „rozchodziły się głuche wieści, że w boju tym zostanie prze­zwyciężony.”

                W dzień po święcie Bożego Ciała, a było to w piątek dnia 24. czerwca, t. j. w sam dzień świętego Jana, przybyli Wittenberczycy. Nasamprzód jechał Karlstadt siedząc w otwartym powozie swoim sam jeden. Za nim jechał książę pomorski Barmin, który w Wittenberdze ukończył nauki i Rektorem wszechnicy obrany został. Obok niego siedzieli obaj znakomici teologowie i Ojcowie reformacyi, a mianowicie Melanchton i Luter. Melanchton nie chciał opuścić przyjaciela swego. „Żołnierz Pański, Marcin,” powiedział Melanchton do Spalatina, „wzruszył bagno; aż mię gniew bierze, gdy sobie wspomnę, jak niegodnie sobie teologowie papiescy względem niego postąpili. Ty tylko Spalatinie, bądź stałym i po naszej pozostawaj stronie” 1). Było to wyraźnem życzeniem Lutra, aby mu „wierny jego Achates” towarzyszył do Lipska.

                Wikary augustyańskiego zakonu Jan Lange, kilku Doktorów prawa, kilku Doktorów filozofii, dwóch Licentiatów teologii i inni duchowni, w których liczbie się także Mikołaj Amsdorf

 

1) Corpus Reform. I. 82.

 

    24   

 

znajdował, zamknęli pochód Wittenberczyków. Amsdorf pochodził z pewnego znakomitego domu w Saksonii. Porzuciwszy wyśmie­nitą karyerę, która mu się z powodu jego wysokiego rodu otwierała, poświęcił się naukom teologii. Tezy Lutra o odpustach zjednały serce jego dla prawdy; w myśl tejże złożył Amsdorf otwarcie wyznanie swej wiary. Silny jego i popędliwy charakter stał się dla Lutra, który i tak prędkiego był usposobienia, bodźcem nieraz i do nierozważnych czynów. Sam z wysokiego pochodząc domu nie bał się Amsdorf wielkich tego świata, owszem odzywał się do nich nieraz ze śmiałością, graniczącą z grubiaństwem. „Ewangelia Jezusa Chrystusa,” powiedział Amsdorf razu jednego na zebraniu szlachty, „jest dla biednych i uciśnionych, a nie dla was, wy książęta, panowie i dworzanie, którzy na każdy dzień hojnie używacie” 1).

                Oprócz powyższego orszaku towarzyszyło, jak Eck donosi, Doktorowi przeszło 200 studentów; ci uzbrojeni włóczniami i hellebardami otaczali powozy Doktorów, dumni z swej będąc sprawy, tudzież gotowi bronić takowej.

                Tym sposobem przybyła powyższa drużyna do Lipska. W pobliżu bramy od strony miasta Grimma, niedaleko od cmentarza św. Pawła, złamało się koło u powozu Karlstadta. Archidyakon, którego próżności uroczysty wjazd ten schlebiał nie mało, wpadł naraz w błoto. Nie odniósł wprawdzie żadnego skale­czenia, tylko że ztąd aż do swojego pomieszkania musiał iść piechotą. Powóz Lutra, jadący tuż za Karlstadtem, wyprzedził tegoż i odwiózł reformatora bez wszelkiego wypadku do po­mieszkania. Zgraja, która ciekawością zdjęta wyszła przypatrzyć się pochodowi wittenberskich szermierzów, upatrywała w powyższem wydarzeniu niepomyślny znak dla Karlstadta. Po całem mieście rozpowszechniło się domniemanie, że Karlstadt poniesie klęskę, a Luter zwycięży 2).

                Adolf, biskup Merseburgu, nie umiał niepokoju swego powstrzymać. Dowiedziawszy się o przybyciu Karlstadta i Lutra, rozkazał, nim jeszcze reformatorowie z powozu wysiedli, na drzwiach kościołów przybić ogłoszenie, w którem wszystkim dysputującym karą klątwy zagroził. Książę Jerzy zdumiał się nad zuchwałością biskupa, rozkazał radcy miasta, aby powyższe ogłoszenie zerwano, tudzież aby sługę, który takowe przybił, wrzucono do więzienia 3). Książę zjechał do Lipska z całym swoim dworem. W orszaku jego znajdował się także Hieronim

 

1) Melchior Adam, Vita Amsdorf, Weissmann Hist. eccl. I. p. 1444.

2) Seb. Fröschel, vom Priesterthum, Wittenb. 1584.

3) Luth.  Opp.  L. XVII.  p. 245.

 

     25   

 

Emser, w którego domu w Dreźnie spędził Luter pamiętny ów wieczór 1). Według istniejącego zwyczaju przesłał Jerzy oby­dwom dysputantom podarunki. „Mnie,” donosi Eck z pewną dumą, „podarował książę pięknego jelenia, Karlstadtowi zaś tylko sarnę” 2).

                Ledwie że się Eck o przybyciu Lutra dowiedział, to od razu go odwiedził. „Cóż to?” zapytał się Eck, „powiadają, że ty ze mną dysputować nie chcesz!”

                Luter odpowiedział, iż jemu nie wolno, ponieważ mu książę Jerzy dysputować zakazał.

                Eck: „Jeźli z tobą nie mam dysputować, to i z Karlstadtem dysputować nie będę. Ja dla ciebie tutaj przybyłem.” Po chwili namysłu zapytał się Lutra: „A jeźli ci u księcia pozwo­lenie wyrobię, czy potem wystąpisz?”

                Luter (uradowany): „Wyjednaj mi pozwolenie, a będziem z sobą dysputowali!”

                Eck pobiegł do księcia, usiłował się wybić mu z głowy jego obawy, tudzież przekonać go, że zwycięstwo niechybnie po jego będzie stronie, że powaga papieża na tem nie ucierpi, że owszem nową okryje się chwała. „Głowę trzeba złamać. Póki Luter stoi, to wszystko stoi; ale niechaj on upadnie, a wszystko się skończyło.” Jerzy wydał od siebie odnośne pozwolenie.

                W pałacu swoim, Pleissenburg zwanym, kazał książę odpowiednio celowi dysputy przyrządzić wielką salę. Urządzono dwie ambony jedną przeciwko drugiej, postawiono stoły dla użytku notaryuszów, którzy przebieg dysputy skreślić mieli, tudzież ławki dla słuchaczów. Ambony i ławki przyozdobiono pięknymi kobiercami. Na kazalnicy wittenberskiego nauczyciela wisiał obraz świętego Marcina, od którego miał imię swe Luter; na kazalnicy Ecka wisiał znowu obraz świętego Jerzego. Spoj­rzawszy na ten obraz rycerza, odezwał się zarozumiały Eck temi słowy: „Zobaczymy, czy i ja przeciwników moich nie rzucę o ziemię!” Wszystko naokoło świadczyło o wielkiej wadze i doniosłości, jaką rozprawie tej przypisywano.

                Dnia 25. czerwca odbyło się na zamku zebranie celem ustanowienia porządku rozprawy. Eck, który nie tyle treścią przytoczonych dowodów, ile raczej zewnętrzną akcyą mówcy i sposobem mówienia walczyć umiał, oświadczył się od razu, że tylko wolno, z pamięci dysputować będą, tudzież aby notaryuszowie mów ich nie spisywali.

 

1) Obacz: II. księgę, rozdz. 10.

2) Seckendorf p. 190.

 

    26   

 

                Karlstadt: Dysputa powinna według wzajemnego porozu­mienia się zostać spisaną, ogłoszoną i pod sąd publiczności podaną.

                Eck: Wszystkie mowy spisywać, to znaczy tyle, co nadwyrężać umysł dysputujących i przeciągać rozprawę do nie­skończoności. W takim razie znika zapał, który ożywiona dys­puta wywołała. Tok mowy nie może się należycie rozwinąć 1).

                Przyjaciele Ecka stanęli po jego stronie. Karlstadt atoli uparł się przy swojem i obrońcy sprawy Rzymu musieli się na to zgodzić.

                Eck: To niech i tak będzie, niechaj i wszystko spiszą; ale pismo notaryuszów nie śmie zostać publicznie ogłoszone, zanimby przez pewnych oznaczonych sędziów zbadane nie zostało.

                Luter: Azaż to prawda Ecka i zwolenników jego lęka się światła?

                Eck: Sędziów koniecznie potrzeba.

                Luter: Jakich sędziów ?

                Eck: Po ukończeniu dysputy możemy się porozumieć co do ich wyboru.

                Zwolennicy Rzymu byli tego przekonania, iż Wittenberczycy, skoro się na powołanie sędziów zgodzą, niechybnie za zwyciężonych ogłoszeni zostaną, albowiem przeciwnicy z góry już umówili się, komu rozstrzygający wyrok w powyższej dys­pucie powierzą. A znowu, Jeźliby na powołanie sędziów się nie zgodzili, wystawionoby ich na pośmiewisko, ogłaszając pu­blicznie, że lękają się sprawę swa bezstronnemu poddać sądowi.

                Reformatorom zależało na tem, aby w sprawie ich nie orzekały pojedyncze osoby, któreby według z góry ustalonego zdania rzecz oceniały, ale owszem aby wyrok o nich wydało całe chrześciaństwo. Reformatorowie chcieli do publicznej od­wołać się opinii. W gruncie rzeczy było im obojętną, choćby ich potępiono, byle tylko było im wolno w obliczu całego chrześciańskiego świata zabrać głos, i przez to choćby tylko kilka dusz doprowadzić do poznania prawdy. Luter powiedział, jak donosi Pallavicini, że cały świat powinien wydać swe zdanie, on trybunał tak wielki, iż nie znajdziesz urny, któraby głosy jego w sobie pomieściła 2).

                Rozstano się z sobą. Luter i przyjaciele jego rozmawiali wespół, mówiąc jeden do drugiego: „Patrzcie, jaka w tem ich przebiegłość! Oni z pewnością mają zamiar powierzyć sąd w tej sprawie papieżowi lub wszechnicom.”

 

1) Dzieła Melanchtona I. p. 193.

2) Pallavicini I. p. 55.

 

    27   

 

                W rzeczy samej wysłali następnego poranka teologowie rzymscy kogoś z pośród siebie do Lutra, przedstawiając mu za sędziego samego papieża. „Papieża!” odrzekł Luter, „a to dla mnie domysł zaiste nie lada!” — „Za nic w świecie nie można zgodzić się na tak nierówne żądanie!” zauważali jego przyjaciele. Eck wszedłszy z otoczeniem swojem w naradę, od­stąpił od wniosku co do osoby papieża i podał w powyższym celu niektóre wszechnice. „Nie odbierajcie nam przecież wol­ności, którąście nam ledwie co przyznali,” odparł Luter. „Na tym punkcie my nie ustąpimy,” odrzekli przeciwnicy jego. „W takim razie ja nie będę dysputował,” odpowiedział Luter.

                Na tem się rozstano. Całe miasto zajmowało się omawia­niem tej sprawy. Luter nie chce dysputować, nie chce zgodzić się na wyznaczenie sędziów, krzyczeli Rzymianie. Przekręcano słowa jego, przedstawiając i tłumacząc je na niekorzyść refor­matora. „Jakto? Cóż to? czyż on naprawdę nie chce dysputować?” pytali się najlepsi przyjaciele Lutra. Pobiegli wiec do niego i wynurzyli mu swoje obawy. „Nie chcecie dysputować? Czyż chcielibyście wszechnice i siebie na wieczne czasy okryć hańbą?” To znaczyło poruszyć słabą stronę serca Lutra. „Gdy tak,” odparł Luter z oburzeniem, „to przyjmuję warunki ich, ale zastrzegam sobie apelacyą, i na kuryą rzymską się nie zgadzam” 1).

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1