VIII.
Trzecie spotkanie. — Skarb odpustów. — Wiara. — Pokorna prośba. — Odpowiedź legat., — Odpowiedź Lutra. — Gniew legata. — Luter się oddalił. — Pierwszy krok rozerwania.
Dnia 14. października, było to w piątek, wybrał się Luter w towarzystwie radców elektora do pałacu legata. ”Włosi otoczyli go i tym razem gromadnie, biorąc liczny udział w spotkaniu się obydwóch. Luter postąpiwszy naprzód wręczył legatowi na piśmie swą, odpowiedź, na którą otoczenie kardynała spoglądało ze .zdumieniem jakby na jaką niesłychaną zuchwałość. W piśmie tem oświadczył Luter, eo następuje:
„Przewielobność Wasza zrobiła mi przedstawienia co do dwóch artykułów. Przytoczyła najprzód ekstrawagantę papieża Klemensa VI., która ma dowodzić, że skarb odpustów stanowią zasługi Pana naszego Jezusa Chrystusa, tudzież i zasługi Świętych Pańskich, czemu ja zaprzeczyłem.”
„Panormitanus, (tem imieniem oznaczył Luter Ivona, autora słynnego zbioru ustaw kościelnych, znanych pod tytułem „Panormia”; Ivon był pod koniec jedenastego wieku biskupem miasta Chartres), powiada w pierwszej księdze dekretałów, że w sprawach, dotyczących się wiary, wyżej od papieża stoi nie tylko sobór powszechny, lecz każdy chrześcianin wierzący, jeźli za sobą. ma lepsze wyroki, lepsze zdania i dowody, aniżeli papież. Głos miłego Pana naszego Jezusa Chrystusa znaczy daleko więcej od głosu wszystkich innych ludzi, bez względu na to, czem takowi są, lub jak się nazywają.
„To mię niepokoi; najbardziej zaś turbuje mię ta okoliczność, iż częściej już wspomniana ekstrawaganta niektóre zupełnie fałszywe nauki w sobie zawiera. Tak najprzód uczy ona, że zasługi Świętych stanowią skarb, pomimo że całe Pismo św. poświadcza, iż obfitszą od Boga bierzemy zapłatę, aniżeśmy zasłużyli. Tudzież powiada prorok w Psalmie 143
— 326 —
tak: „Panie! nie wchodź w sąd z sługą twoim; albowiem nie będzie usprawiedliwiony przed obliczem twojem żaden żywiący.” Św. Augustyn zasię powiada w 9. księdze swych Wyznań; „Biada życiu człowieka, i najwznioślejszemu i najchwalebniejszemu biada! jeźliby z wykluczeniem miłosierdzia osądzone zostało.”
„A zatem ani Święci nie dostępują zbawienia dla własnych swych zasług, ale jedynie przez zmiłowanie Boże, jako ja wykazałem. Przy tem ja mocno obstawam i nie dam się zachwiać, albowiem powinniśmy daleko więcej słuchać słowa Pisma świętego, które uczy, że zasługi Świętych są za małe i niedostateczne, aniżeli słów ludzkich, które powiadają, że Święci mieli zasług aż zanadto, ba więcej nawet, niźli potrzebowali. Papież bowiem nie stoi ponad słowem Bożem, ale niżej słowa Bożego.”
Luter postąpił jeszcze o krok dalej i wykazał, jako odpusty, jeźli zasługą Świętych Pańskich być nie mogą, ani na Chrystusowej zasłudze się opierają. Do tego nie przynoszą one żadnego owocu, albowiem uwalniają człowieka tylko od pełnienia dobrych uczynków, jako to dawania jałmużny i modlenia się. „Zasługa Chrystusowa nie jest skarbem odpustów, przez które stawa się wykonywanie tego, co jest dobre, zbytecznem; owszem zasługa Chrystusowa jest skarbem łaski, która serce człowieka przywraca do życia. Zasługa bowiem Chrystusowa udziela się właściwie człowiekowi sama od siebie, bynajmniej nie przez papieża, lecz przez Ducha Świętego, który nie potrzebuje do tego ani środków zewnętrznych ani odpustów ani nawet władzy kluczów. Kto o lepszej wie nauce,” dodał na końcu Luter, „to niechajże gada, a ja chętnie swoją odwołam.”
Następnie do drugiego przechodząc artykułu oświadczył Luter tak: „Ja powiedziałem, że żaden człowiek nie może przed Bogiem zostać usprawiedliwiony, jako jedynie przez wiarę; a zatem musi człowiek mocno wierzyć w to, że usprawiedliwionym zostaje. Jeźli zaś o tem wątpi, to wzbrania łasce przystępu do siebie. Wiara staje się sprawiedliwością i życiem człowieka usprawiedliwionego.”
Dla udowodnienia prawdy powyższych nauk przytoczył Luter znaczną liczbę wyroków Pisma świętego.
„Niechaj tedy Wasza najprzewielebniejsza ojcowska Miłość zechce wstawić się za mną u Najświętszego Pana papieża naszego, Leona X., aby tak wielkiej i surowej niełaski raczył nie okazywać przeciwko mnie. Dusza moja szuka jedynie światłości prawdy. Ja bynajmniej nie jestem tak
— 327 —
zarozumiałym ani próżnej chwały chciwym, iżbym się wstydził odwołać to, co może w nauce mojej nie zgadza się z prawdą; owszem z jak największa uczynię to radością, byle tylko prawda zwyciężyła. Lecz niechaj na mnie nie nalegają, abym wbrew przekonaniu sumienia mego niecoś miał uczynić.”
Legat, wziąwszy do ręki oświadczenie Lutra, przejrzał je pobieżnie i odparł zimno: „Wszystko, coś tu napisał, to tylko daremna gadanina; wiele słów spisałeś, na te dwa artykuły głupią dałeś odpowiedź, i zabazgrałeś papier swój wielą, wyrokami Pisma św., które się do tego nie odnoszą.” Potem odrzuciwszy pismo Lutra z pogardą na bok, jakby o takowe nie dbał zupełnie, zaczął znowu kardynał uciekać się do tego samego środka, który przy przeszłam spotkaniu tak okazał się korzystnym, a mianowicie wziął się jak najgłośniej krzyczeć: „Odwołaj!” Luter stał zupełnie niezachwiany. „Bracie!” odezwał się do niego de Vio po włosku, „ostatnim razem byłeś wcale dobrym, a teraz stałeś się zupełnie złym!” Potem znowu długą rozpoczął mowę, uciekając się do nauk świętego Tomasza, tudzież podnosił powyższą ekstrawagantę Klemensa VI. i utrzymywał stanowczo, że na mocy tejże stawają się chrześcianie przez odpusty uczestnikami zasługi Chrystusowej. Koniecznie chciał on zmusić Lutra do milczenia; ten po razy kilka chciał zabrać! głos, ale de Vio zaczął znowu krzyczeć i piorunować; zależało mu bowiem na tem, aby koniecznie nie dopuścić Lutra do słowa.
Po pierwszy raz osiągnął kardynał środkiem tym swój zamiar, ale po raz drugi umiał już temu Luter zapobiedz. Na końcu nie umiał się już Doktor w oburzeniu swem powstrzymać, i wystąpiwszy zdumieniem napełnił serca widzów, którzy go już gadaniami prałata uważali przemożonym. Podniósłszy potężny swój głos uczepił się Luter naraz onego ulubionego wyroku kardynała i odpłacił mu należycie za zuchwałość wdawania się z nim w dysputę. „Odwołaj, odwołaj,” odpowiedział de Vio, wskazując przy tem na powyższy ustawę papiezką, „To niech i tak będzie!” odrzekł Luter. „Jeźli ta ustawa dowodzi, że zasługi Chrystusowe stanowią skarb dla odpustów, to ja według woli i upodobania Przewielebności ”Waszej odwołam.”
Włosi zdumieli się nad tak niespodziewaną odpowiedzią, nie posiadając się zgoła z radości, że przeciwnik tym sposobem wpadł w ich sieci. Kardynał rozśmiał się na głos jakby w gorączce, przy czem atoli zawsze się oburzenie i gniew przebijały, i skoczywszy wyjął książkę, w której się ta
— 328 —
szczególniejsza ustawa znajdowała; odszukał takową i znalazłszy czytał ja., pewien będąc zwycięstwa, głosem chełpliwym i drżącym ze wzruszenia. Na twarzach Włochów malowała się radość, radcy księcia elektora stali pełni niepokoju i obawy, jedyny Luter wyczekiwał spokojnie chwili zamachu. Nareszcie, gdy kardynał prawie ono rozstrzygające czytał zdanie, w którem stoi napisano, że Chrystus Pan przez mękę swą skarb zjednał, to Luter naraz, przerywając mu, te powiedział słowa: „Najprzewielebniejszy Ojcze, niech Przewielebność Wasza zastanowi się nad tym wyrazem „zjednał” (acquisivit), i niech nad nim pilnie rozważa. Chrystus zasługami swemi zjednał skarb, a zatem nie zasługi jego są tym skarbem; albowiem, używając wyrazu filozofów, co innego jest rzecz jakaś, a co innego skutek tejże rzeczy. Zasługi Chrystusowe udzieliły papieżowi moc, dawać ludowi takie odpusty; ale ręka papieża nie rozdawa zasług Chrystusa jako takowych. A zatem mój wniosek jest prawdziwy, i ustawa, na którą się Przewielebność Wasza tak stanowczo powoływała, wydawa świadectwo za prawdą, wypowiedzianą przeze mnie.”
De Vio patrzał, trzymając jeszcze książkę w ręku, na odnośny wyrok i nie wiedział, co powiedzieć. W własnej bowiem swój złapał się sieci. Luter zaś, mocna ku nieopisanemu zdziwieniu Włochów trzymając go ręką, nie wypuścił go stąd tak łacno. Legat szukał sposobu, jakimby trudności te ominął, ale było to prawie rzeczą niepodobna. Porzuciwszy świadectwa Pisma św. i Ojców kościoła uparł się zajadliwie przy tej jednej Klemensa VI. nauce, a teraz złapał się w niej jakby w paści. Przy tem atoli był on zanadto chytrym, aniżby kłopotu swego dostrzedz pozwolił. Owszem dla pokrycia hańby swej przeskoczył on od razu na przedmiot inny, ze wszelką uderzając gwałtownością na on drugi artykuł Lutra. Luter atoli spostrzegłszy wybieg ten, nie wypuścił kardynała tak łacno, owszem mocniej jeszcze zamknął go w sieci, tak iż wszelkie wymknięcie stało się niemożebnem. „Niechaj Przewielebność Wasza (zauważał Luter z pewną delikatną i poważną ironią), sobie nie myśli, że my Niemcy nie mamy, albo nie znamy grammatyki. Inna jest rzecz, że skarb w ogóle istnieje, a inna zasię, że go ktoś nabędzie.”
„Odwołaj,” odparł de Vio, „odwołaj! Jeźli tego nie uczynisz, to cię do Rzymu wyślę; tam przed innymi staniesz sędziami, którzy są powołani wydać wyrok o tobie. Ja zaś rzucę na ciebie i na zwolenników twoich klątwę, i na ”wszystkich, którzy ci sprzyjają lub też sprzyjać będą; ja wyklnę ich ze społeczności
— 329 —
kościoła. Święta stolica apostolska upoważniła mię do tego. Albo czy myślisz, iż obrońcy twoi od tego mię powstrzymią ?*) Czy myślisz, że papież troszczy się o Niemcy? Papież ma więcej siły w swym małym palcu, aniźli wszystkie książęta niemieckie razem takowej posiadają” **).
„Niech Przewielebność Wasza,” odpowiedział Luter, „zechce mą na piśmie ułożoną odpowiedź i najuniżeńsze prośby moje, przesłać na ręce papieża Leona X.”
Legat był wesół, iż znowu będzie mógł przyjść nieco do siebie; potem uzbroiwszy się poczuciem wysokiego stanowiska swego, zwrócił się do Lutra pełen dumy i gniewu i rzekł do niego: „Odwołaj, albo mi się więcej na oczy nie pokazuj.”
Słowo to mocne wywarło na Lutra wrażenie. Nie odpowiedziawszy już ani słowa więcej ukłonił się i odszedł; radcy elektorscy poszli za nim. Kardynał pozostał sam wśród orszaku swych Włochów. Wskutek takiego rozczarowania spoglądano po sobie nawzajem, albowiem nikt się takiego wyniku rozprawy tej nie spodziewał. Taką koleją odepchnął od siebie ten dominikański sposób władzy kościelnej, okryty purpurą rzymskiego przepychu, pokornego przeciwnika swego z pogardą; Luter atoli poznał w sercu swem, że inna jeszcze jest potęga, a mianowicie chrześciańska nauka i wiara, której żadna, ani duchowna ani świecka władza w kajdany okuć nie zdoła. Wojownik ustępuje z pola walki, ale ustępuje jako zwycięzca.
Był to pierwszy krok do oderwania się kościoła od papieztwa.
Luter i de Vio nie spotkali się więcej w tem życiu, lecz wrażenie, jakie reformator wywarł na kardynała, wyryło w duszy jego ślady, nie dające się nigdy zatrzeć zupełnie. Co Luter o wierze powiedział, tudzież co de Vio z późniejszych pism Lutra wyczytał, zmieniło w niejednym względzie przekonanie kardynała. W komentarzu jego, napisanym o liście do Rzymian, znaleźli później teolodzy rzymscy takie nauki co do artykułu o usprawiedliwieniu grzesznika, które ich zdumieniem i niepokojem napawały. Reformator ustąpił z miejsca, ale nie odwołał; sędzia atoli, domagający się bez ustanku odwołania, zmienił powoli swe zdanie, i tym sposobem cofnął pośrednio swe błędy. Taka była nagroda niezachwianej wierności reformatora.
*) Luth. Opp. XVII. p. 197.
**) Luth. Opp. XVII. p. 1331.
— 330 —
Luter powrócił do klasztoru, gdzie gościnne znalazł przyjęcie. Nie zachwiał się on w wyznaniu prawdy, owszem wydał świadectwo za takową. Tym sposobem wykonał Luter, co do niego należało, — resztę zaś uczyni Bóg! Serce reformatora pałało radością i pokojem.
–––––––––– • ––––––––––