292   

 

III.

Rusznikarz Schwarzerd. Jego żona. — Filip. — Jego zdol­ności. Jego nauki. Biblia. — Powołanie do Wittenbergi, — Odjazd i podrób Melanchtona. Lipsk. Zawiedzione na­dzieje. — Radość Lutra. Porównanie. — Odrodzenie sposobu nauki. Nauka jeżyka greckiego.

 

Zanim jeszcze powyższy list i breve papiezkie do Witten­bergi nadeszło, a zatem prawie wtedy, gdy Luter jeszcze obawiał się konieczności stawienia się w Rzymie, nastąpiło zdarzenie, które mocną Lutrowi sprawiło radość. Od dawna czuł on potrzebę przyjaciela, któremuby mianowicie w chwi­lach ciężkiej próby mógł serce swoje otworzyć, którego miłość byłaby mu wśród czarnych życia godzin pociechą; — a oto, przyjaciela takowego nadesłał mu Bóg w osobie Melanchtona.

Jerzy Schwarzerd był poczciwym rusznikarzem w mia­steczku Bretten w ziemi palatyńskiej. Dnia 14. lutego 1497 po­wiła żona jego synka, któremu we chrzcie św. nadano imię Filipa. Taki był wiek dziecinny Melanchtona. Książęta Pfalcu, Bawaryi i Saksonii ceniły rusznikarza dla wybitnej prawości jego charakteru. Nieraz brał on za towar swój niższe ceny, niźli mu podawano, nieraz oddawał nawet ubogim kupującym pie­niądze ich napowrót. Zwykle stawał Schwarzerd już o północy; potem uklęknąwszy modlił się nabożnie, Jeźli kiedy przed świ­taniem uczynić to omieszkał, to przez cały dzień bywał potem ponury. Żona jego Barbara była córką poważnego radcy miejskiego Jana Reuter; była to kobieta czułego serca, przytem rozumna i przezorna, może nieco zabobonna. Wiele da­wniejszych niemieckich przypowieści ludowych od niej pochodzi.

W jedynastym roku życia swego utracił Filip ojca, który we dwa dni przed śmiercią zawoławszy małego Filipa do łoża swego, serdecznie napominał go, aby po wszystkie dni swe pa­miętał na Pana Boga swego „Straszliwe burze.” powiedział umierający, „zatrzęsą światem; ”wielkich ja rzeczy dożyłem, ale na większe jeszcze się zanosi. Niech Bóg prowadzi cię, on niech kroki twoje kieruje!” Otrzymawszy błogosławieństwo ojca musiał młody Filip wybierać się do miasta Speyer, aby przy śmierci ojca nie był obecnym. Ze łzami w oczach po­żegnał się tedy z umierającym.

Dziadek chłopca, czcigodny radca Reuter, który także jeszcze miał syna, zastępował wobec Filipa miejsce ojca i przyjął go

 

    293  

 

razem z bratem jego Jerzym do domu swego. W krotce po­tem powołał on dla trzech chłopców tych nauczyciela w osobie zacnego Jana Hungarus. który potem aż do najpóźniejszej sędziwości swej gorliwym był kaznodzieja Ewangelii. Hungarus nie pobłażał uczniowi, owszem i za najmniejsze błędy go karał, ale czynił to z mądrością; „i tym sposobem,” powiada Melanchton r. 1554, „stałem się gramatykiem. On kochał mię, jakby syna, ja kochałem jego, jakby ojca, i spodziewam się, że w żywocie wiecznym znowu połączymy się z sobą”*).

Młody Filip odznaczał się nadzwyczajnemi zdolnościami ducha, tudzież łatwością pojmowania nauk i biegłością w od­dawaniu tego, co pojął. Próżnować, choćby na chwilę tylko, nie był on w stanie; zawsze odszukał on sobie kogoś, z którymby rozmawiał o tem. co na naukach usłyszał**). Przychodzili nieraz do miasteczka Bretten i odwiedzali Reutera uczeni przy­jaciele. Z nimi wdawał się młody wnuk w rozmowę i w tak głębokie zapuszczał się badania, iż się nad tem słuchacze zdumiewali. Niepospolite zdolności ducha łączyły się u niego z wielką łagodnością serca, która jednała mu natychmiast łaskę wszystkich ludzi. Filip jąkał się trochę, lecz postąpił sobie równie, jak ów słynny grecki krasomówca, usiłując się zapobiedz ułomności tej, tak iż w późniejszych latach nic już prawie w tym względzie dostrzedz nie było można.

Po śmierci dziadka udał się Filip razem z bratem i młodym wujem swym Janem do szkoły miasta Pforzheim, gdzie w domu pewnej pokrewnej sobie i oraz siostry słynnego Reuchlina mieszkali. Filip odznaczał się nadzwyczajnem pra­gnieniem wiedzy i niepospolite robił w naukach postępy pod kierownictwem Jerzego Simlera; szczególniejsze zaś miał on zamiłowanie do greckiego języka. Reuchlin częściej przybywał do Pforzheim, poznał w domu swej siostry bliżej chłopaków i zdumiał się nad odpowiedziami Filipa. Wtenczas podarował mu Reuchlin grecką gramatykę i biblią, prawie te dwie książki, koło których przez całe jego życie obracały się wszystkie prace Filipa.

Gdy Reuchlin z drugiej swej do Wioch powrócił podroży, obchodził 12-letni Filip dzień powrotu jego odegraniem łaciń­skiej komedyi, którą sam był napisał. Pojedyncze role roz­dzielono pomiędzy współuczniów. Reuchlin nieopisaną z chłopca tego miał radość; ucałowawszy go włożył mu przez żart na

 

*) Melanchth. Explic. evang.

**) Camerar. Vit. Mel. p. 7

 

    294   

 

głowę czerwony kapelusz, który sam jako Doktor nauk wy­zwolonych był otrzymał. Wtenczas przemienił także familijne nazwisko Filipa na greckie „Melanchton,” jakoby w greckiem tłumaczeniu zamiast Schwarzerd powiedzieć należało, stosując się do ówczesnego zwyczaju, według którego uczeni imiona swe na język łaciński lub grecki przekładali.

Licząc lat dwanaście dostał się Melanchton na wsze­chnicę heidelberską; tam mógł już zaspokoić swe pragnienie wiedzy; tam też dostąpił już w czternastym roku życia akademicznego stopnia bakałarza. Roku 1512 powołał go Reuchlin do Tubingen, gdzie podówczas wielka znajdowała się liczba znakomitych uczonych. Tam uczęszczał Melanchton na odczyty teologii, medycyny i prawa, wszechstronnego szukając wykształ­cenia ducha swego, jako w ogóle nie gonił on nigdy za chwałą i poklaskami, lecz pragnął tylko zbogacić się w skarby umie­jętności i nauki.

Najbardziej zajmowało uwagę jego Pismo święte. Spo­strzegli chrześcianie miasta Tubingen, że Melanchton często w kościele trzymał w ręku książkę i czytał w niej podczas nabożeństwa. Książka ta była większa od książki do modlitwy, i stąd rozniosła się pogłoska, jakoby Filip podczas nabożeństwa świeckie czytał książki. W krotce atoli wykazało się, że przed­miotem podejrzenia była biblia, nie dawno temu u Jana Frobeniusza w Bazylei wydrukowana. Przez całe życie swoje czy­tywał on z wielką w niej pilnością; do każdego zabierał ją z sobą zebrania, do którego udać się mu wypadało*). Me­lanchton odwrócił się od nauk scholastyki, trzymając się je­dynie prostego słowa Ewangelii Chrystusowej. Wtenczas napisał Erazmus do Oekolampadiusza te słowa: „Ja wysokie mam zdanie o Melanchtonie i wielkich po nim spodziewam się rzeczy. Oby wolą Chrystusa było, aby długie przeżył nas lata. Erazma odstawi on zupełnie do cienia”**).

Roku 1514, licząc lat 17, został Melanchton Doktorem filozofii i rozpoczął zawód akademicznego nauczyciela. Umiejętny i powabny sposób nauczania jego różnił się korzystnie od niesmacznego wykładu, jakiego trzymali się dotąd nauczyciele, a szczególnie zakonnicy. Tudzież brał Melanchton żywy udział w walce Reuchlina przeciwko ówczesnym obskurantom. Powabny sposób jego rozmowy, jako też łagodne jego i delikatne zna­lezienie się jednały mu serca wszystkich znajomych; w świecie

 

*) Camerar Vita Mel. p. 16.

**) Erasm. Epp. I. p. 405.

 

    295   

 

naukowym zjednał sobie Melanchton niebawem imię i nieza­chwianą powagę.

O tymże czasie miał książę elektor Fryderyk zamiar po­wołać na wszechnicę wittenberską jakiego znakomitego uczonego na posadę nauczyciela starożytnych języków. Zasiągnął tedy w sprawie tej zdania Reuchlina, który polecił mu Melanchtona. Poznał to od razu Fryderyk, ile prawie ten miody nauczyciel mógł wszechnicy jego przysporzyć chwały i znaczenia. Reuchlin ucieszył się nad wspaniałem polem pracy, które się młodemu ulubieńcowi jego otwierało i napisał do niego słowo, które niegdyś do Abrahama powiedział Bóg, mówiąc: „Wynijdź z ziemi twej i od rodziny twojej i z domu ojca twego, i uwielbię imię twoje i będziesz błogosławieństwem;” a od siebie dodawając odezwał się Reuchlin dalej: „tak jest, ja tusze, że tak ci się powiedzie. Filipie kochany, ty dzieło moje i nadziejo moja l” *) Melanchton uznał powołanie to za głos Boga. od­zywający się do niego; wszechnica, lubo było tam kilku ludzi jemu zazdrosnych i nieżyczliwych, z żalem wypuściła go z grona swych nauczycieli. Melanchton pożegnał ojczyznę, powtarzając w sercu swem: „Niech się dzieje wola Pańska!” Wtenczas liczył on lat 21.

Najprzód odbywał Melanchton podróż swe konno w to­warzystwie kilku kupców, tak jako się na puszczy przyłączają podrożał do większych karawan; nie znał on bowiem, jako Reuchlin donosi, ani dróg ani miejscowości swej podroży. W Augsburgu przedstawił się księciu elektorowi, w Nürnbergu odwiedził zacnego Pirkheimera, z którym już przedtem zabrał znajomość, w Lipsku zawarł przyjaźń z słynnym nauczycielem języka i li­teratury greckiej, Mosellanem. W Lipsku urządziła akademia na cześć jego ucztę. Liczba potraw była dosyć znaczna, a za każdem nowem daniem powstawał jeden z obecnych pro­fesorów i zwróciwszy się do Melanchtona., łacińską, dobrze na­przód obmyślaną witał go przemową. Melanchton odpowiadał na każdą bez przygotowania, ale nareszcie sprzykrzyło mu się już to ustawiczne odpowiadanie, dla tego odezwał się do zgroma­dzonych w te słowa: „Przezacni panowie, pozwólcie mi, abym na wszystkie wasze przemowy raz na zawsze odpowiedział: Nie będąc do tego przygotowany nie jestem ja w stanie ułożyć odpowiedzi moje w takiem urozmaiceniu, jakiego wasze prze­mówienia wymagają.” Odtąd przynoszono już na stół półmiski nie wygłaszając mów**).

 

*) Corpus reformat. I. str. 33.

**) Camerar. Vita Melanchth. 26.

 

    296   

 

Siostrzeniec Reuchlina przybył do Wittenbergi dnia 25. sierpnia 1518, prawie we dwa dni po podpisaniu papiezkiego breve, które Leon X. wydał do legata swego Kajetana, tudzież od podpisaniu listu do księcia elektora.

Wittenberscy profesorowie nie podejmowali Melanchtona z równą, co lipscy, uprzejmością. Pierwsze wrażenie nie od­powiadało oczekiwaniom ich. Ujrzeli bowiem młodzieńca szczu­płej postawy, który wyglądał jeszcze młodszym, a niźli rzeczy­wiście był; całe zachowanie jego świadczyło o pewnej jakiejś wątłości i nieśmiałości jego usposobienia. A ten skromny mło­dzieniec miał być onym słynnym nauczycielem, którego naj­znakomitsi mężowie ówcześni, Reuchlin i Erazmus tak gorliwie polecili! Melanchton zaznajomił się od razu z Lutrem, lecz ani ten, ani koledzy jego nie spodziewali się dużo po onym mło­dzieńca, co tak nieśmiały i niepewny siebie być się wydawał.

W cztery dni po przybyciu swem, dnia 29. sierpnia, miał Melanchton mowę inauguracyjną; w uroczystości tej brała udział cała wszechnica. „Chłopiec czyli młodzieniec ten, jeźli go według wieku oceniamy”*), pisze Luter, „tak doborową prze­mówił łaciną, tyle okazał nauki i wiedzy, tudzież takiego wy­kształcenia ducha i tak trafnego o rzeczach sądu dał dowody, iż podziwieniem napełnił wszystkich, co go słyszeli.”

Po ukończeniu przemowy powitano go zewsząd życzeniami, największą zaś radość uczuł Luter. O zachwyceniu jego świadczą listy, pisane do przyjaciół. Na dniu 31. sierpnia napisał Luter do Spalatina te słowa; „W cztery dni po przybyciu swem po­wiedział Melanchton tak piękną i umiejętna mowę., iż jej powszechnie z zapałem i zdumieniem słuchano. Od razu porzuciliśmy przesądy nasze o nim, których powodem były lata młode i postać jego. Teraz chwalimy i podziwiamy jego słowa i dziękujemy księciu i tobie za posługę, którąście nam wy­świadczyli. Co do mnie, to ja nie chciałbym innego nauczyciela greckiego języka od niego. Ale ja lękam się, że słabowite usposobienie jego nie zniesie naszego sposobu życia, do tego szczupła płaca nie na długo przytrzyma go może między nami. W Lipsku mają się już chełpić, że nam go zabiorą. O kochany Spalatinie, nie poważaj lekce jego wieku i osoby, albowiem ze wszech miar zasługuje on na cześć i na uznanie” **).

Od razu rozpoczął leź Melanchton odczyty o Homerze i o liście apostoła Pawła do Tytusa. Wielką w tem okazywał

 

*) Luth. Epp. I. p. 141.

**) Luth. Epp. L p.  135.

 

    297   

 

on gorliwość, tudzież napisał do Spalatina te słowa: „Wszystkiego dołożyć pragnę, aby wszyscy uczeni i dobrze myślący mężowie stali się dla Wittenbergi życzliwymi” *). W cztery dni po mowie inauguracyjnej napisał Luter znowu do Spalatina: „Szczególniej polecam ci bardzo uczonego i bardzo uprzej­mego greka naszego Filipa. On do tego doprowadzi, iż wszyscy, i najwyżej i najniżej i w środku stojący ludzie wy­ucza się greckiego języka”**).

Melanchton uczuł wzajemny pociąg do Lutra; poznał on dobroć jego umysłu, tudzież sile ducha, odwagę i mądrość, jakiej nigdy jeszcze u żadnego nie znalazł człowieka, pokochał więc i uwielbiał Lutra z całego serca. „Jako tylko w ogóle można pokochać człowieka, tak kocham ja Marcina, któremu z całej duszy się oddaję,” pisze sam Melanchton”**).

Tym sposobem spotkali się z sobą Luter i Melanchton i zostali sobie przyjaciółmi na cale życie. Podziwiać musimy dobrotliwość i mądrość Boga, który dwóch co do usposobienia tak od siebie różnych, a jednak nawzajem tak1 sobie potrze­bnych sprowadził z sobą mężów. Luter więcej miał od Me­lanchtona ognia, zapału i siły. Melanchton znowu więcej od Lutra przezroczystości w nauce, więcej łagodności i pewnej cichej mądrości. Luter był dla Melanchtona bodźcem, Melanch­ton dla Lutra wędzidłem. Obydwaj razem byli podobni do dwóch przeciwnych sobie prądów elektrycznej bateryi, gdzie dodatni i ujemny prąd nawzajem się wyrównywają. Nie mając około siebie Melanchtona byłby Luter może nieraz dał się porwać za daleko, Melanchton zaś, pozbawiony Lutra, byłby chwiał się i tam nawet robił ustępstwa, gdzie robić takowe się nie godziło †). Luter niejedną rzecz doprowadzi]' do skutku gwałtem i siłą, Melanchton zdziałał zgoła nie mniej spokoj­niejszym i powolniejszym sposobem. Obydwaj zasię byli ludźmi prostego, wielkodusznego i otwartego serca, pałając miłością słowa żywota wiecznego, któremu przez całe życie z nieza­chwianą służyli wiernością i poświeceniem.

Przybycie Melanchtona do Wittenbergi stało się nie tylko tam, lecz w całych Niemczech, ba poniekąd w całym uczonym świecie, powodem pewnego przeobrażenia rzeczy.

 

*) Corp. Reform. I. 51.

**) Luth. Epp. I. 140.

***) Melanchth. Epp. I. p. 411.

†) Kalwin pisze do Sleidana: „Niech Bóg da mu (Melanchtonowi) więcej siły ducha, aby lękliwość jego późniejszym pokoleniom wielkiej nie wyrządziła szkody.

 

    298   

 

Kształcąc się w studyach greckich i łacińskich klasyków, tu­dzież i filozofii, takiego nabył Melanchton co do układania swych myśli porządku, jasności i dobitności logicznej, że wszystkie przedmioty nauki nabierały w uściech jego nieznanej dotąd jasności i dziwnego jakiegoś powabu. Pewien łagodny duch, z Ewangelii Chrystusowej wionący, przejął serce jego i tym sposobem ożywiał i użyźniał wszystkie wykłady Melanchtona. Najnudniejsze nawet nauki nabierały przezeń pewnego powabu i potrafiły zachwycić serca słuchaczów. Ustal odtąd ów pewien niesmak w nauczaniu, jaki scholastycy w świątynię umieję­tności wprowadzili, i nowy z Melanchtonem wchodzi w życie sposób nauczania i uczenia się. „Przezeń,” powiada znakomity historyk Plank, „stała się Wittenberga szkołą narodu.”

Było to rzeczą wielkiej wagi, że odtąd uczył na wsze­chnicy greckiego języka nauczyciel, posiadający gruntowną zna­jomość rzeczy, a szczególnie z tego powodu, iż nowy prąd nauk teologicznych wymagał od nauczycieli i od uczniów, aby źródła wiary chrześciańskiej poznali i badali w oryginale. Luter wziął się do pracy tej z całą gorliwością duszy jego właściwa. Poznanie prawdziwego znaczenia pojedynczych gre­ckich wyrazów, którego jeszcze dotąd nie miał, stało mu się niby pochodnią, nowe rzucającą światło na jego zapatrywanie teologiczne. Jakaż było mu pociechą i radością, gdy dowie­dział np., że grecki wyraz „metanoia,” który kościół rzymski tłumaczy przez wyraz pokuty, wyprowadzając ztąd potrzebę ludzkiego przebłagania Boga i ludzkiego zadosyćuczynienia za grzechy, ustanowionego przez kościół, — że powyższy, powiadam, wyraz oznacza właściwie tyle, co przez odrodzenie, prze­obrażenie i nawrócenie serca rozumiemy. Jakby gęsta naraz znikła mgła, tak rozjaśniło się teraz w duszy Lutra. Od­mienne tłumaczenie tego jednego wyrazu nadawa już piętno, każdemu z tych obydwóch kościołów właściwe.

Co do przyjaźni obydwóch tych wielkich mężów, to najwięcej zasługuje na uwagę ta okoliczność, iż sprawa przekładu Pisma świętego na język niemiecki nowy przez Melanchtona odebrała popęd. Już r. 1517 poczynił Luter w tym względzie niektóre próby i nabył sobie wszystkie odnośne greckie i łacińskie książki, jakie tylko były do dostania. Ale za wsparciem uko­chanego Filipa podniosła się praca Lutra na nowo. Luter we­zwał go do wzięcia udziału w badaniach swych, wobec tru­dniejszych wyroków, zasięgał jego zdania i tym sposobem po­stępowało prędzej i pewniej wspomnione ono dzieło reformatora, które słusznie do liczby największych dzieł jego zaliczyć należy.

 

    299   

 

Z innej znowu strony zaznajomił się Melanchton z onym nowym prądem teologii. Piękna ona i głęboka nauka o uspra­wiedliwieniu z wiary napełniła serce jego zdumieniem i ra­dością. Przyjmując atoli teologiczny systemat Lutra uczynił to Melanchton zupełnie samoistnie, i nadał takowemu według swego logicznego sposobu myślenia postać, duchowi jego wła­ściwą. Melanchton liczył dopiero lat 21, ale należał on do liczby owych wcześnie do dojrzałości umysłu dochodzących geniu­szów, którzy już w młodych latach całym ducha swego zaso­bem rozporządzają, i zaraz w chwili pierwszego wystąpienia swego stoją wobec świata w pełni rozwoju duchowej swej indywidualności.

Za niedługo przejęli się zapałem, serca nauczycieli oży­wiającym, także i uczniowie. Pomyślano o poprawie metody, by uprościć wykład nauk akademicznych, i zniesiono za przyzwo­leniem elektora niektóre wykłady, mające tylko formalne zna­czenie, a natomiast naukom klasycznym usiłowano się nowy nadać kierunek. Wszechnica wittenberska odrodziła się tym sposobem, i coraz bardziej uwydatniał się kontrast, który miedzy nią i innemi wszechnicami zachodził. Mimo wszystko to pozostawano i nadal w obrębie kościoła, i nikt nie domyślał się, jak wielka niebawem grozi walka przeciwko papieżowi.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1