— 275
—
II
Sejm w Augsburgu. — Cesarz pisze do papieża. — List elektora
do Roverego, — Pozwanie Lutra do Rzymu. — Wewnętrzny
pokój Lutra. — Pośrednictwo wszechnicy. — Breve papiezkie.
— Oburzenie Lutra. — List papieża do elektora.
Luter potrzebował zaiste takich zastępów, albowiem wielcy świata tego, tudzież państwa i kościół zawarli z sobą sojusz i poczęli skupiać siły swe celem usunięcia tego naprzykrzającego się mnicha. Gdyby na tronie cesarzów był siedział książę, odznaczający się męstwem i silą, to niezawodnie, korzystając z takowego podniesienia się umysłów, byłby się oparł na słowie Bożena i uczuciach narodu swego, i prastarą walkę z papieztwem na nowe wprowadził tory. Lecz Maksymilian był staruszkiem stojącym tuż nad grobem, a oprócz tego gotowym poświęcić wszystko, byle tylko dopiął, co za właściwe zadanie życia swego poczytywał, mianowicie pomnożenia chwały i wielkości domu swego, tudzież i wyboru wnuka swego na tron cesarski. Cesarz Maksymilian odbywał prawie podówczas sejm w Augsburgu; sześciu elektorów było osobiście obecnych, wszystkie państwa niemieckie miały tam swych zastępców, z Francyi, Węgier i Polski przybyli posłowie. Książęta i posłowie z wielkim występowali przepychem. Wojna przeciwko Turkom stała na porządku dziennym toczących się obrad, a legat, przez Leona X. wysłany, gorąco do niej pobudzał umysły. Stany atoli nie zapomniały, jak zły zazwyczaj robiono dotąd użytek z posiłków przez nie stawianych, dla tego oświadczono za radą księcia elektora Fryderyka, że wezmą sprawę tę pod rozwagę, przyczem nie omieszkano nowe wynurzyć żale przeciwko Rzymowi. Wtenczas pojawiła się broszurka
— 285 —
napisana po łacinie, która zwracała uwagę książąt niemieckich na bliskie ich niebezpieczeństwo. „Wy chcecie wypędzić Turka,” tak stało tara napisano. „Toć zaiste chwalebna jest rzecz, ale co do osoby jego znajdujecie się w obłędzie. Powinniście go bowiem szukać we Włoszech, a nie w Azyi” *).
Inna jeszcze ważna sprawa zajmowała uwagę sejmu. Było życzeniem Maksymiliana, aby wnuk jego Karol, ówczesny król Hiszpanii i Neapolu, został mianowany królem rzymskim i następcą jego na tronie cesarskim, Leon X. zanadto znał swoje własne korzyści, aniżby miał sprzyjać wyniesieniu na tron cesarski człowieka, którego potęga w ziemi włoskiej mogłaby stać się zgubną dla papieża. Cesarzowi zdawało się, że największą część elektorów i stanów pozyskał już dla swych widoków, gdy tymczasem książę elektor Fryderyk stanowczo wystąpił przeciwko zamysłom cesarza. Nadaremne były tu prośby samego cesarza, nadaremne namowy jego ministrów i najlepszych przyjaciół elektora; ten bowiem niczem nie dał się zachwiać, i udowodnił przy tej sposobności taką stałość charakteru, która od tego, co za dobre i sprawiedliwe uznała, niczem odwieść się nie da. Zamiary cesarza nie ziściły się.
Nuż wziął się monarcha ten do ubiegania się o przychylność papieża, do którego w dowód przywiązania swego napisał dnia 5. sierpnia następujący list: „Przenajświętszy Ojcze! Przed niedawnym czasem dowiedzieliśmy się, że niejaki braciszek augustyański, imieniem Marcin Luter, postanowił różne nauki i zdania, dotyczące się odpustu. Rzecz ta tem bardziej nam się nie podoba, ponieważ braciszek ten wielu znalazł obrońców, a między nimi nawet potężne książęta. Jeźli Świętobliwość Wasza i Przewielebni ojcowie kościoła wpływu swego nie użyją, aby zarazie tej tak najprędzej położyli koniec, to zgubni doktorowie ci uwiodą nietylko prosty lud, lecz i wielkie porwą z sobą książęta ku upadkowi ich. My będziemy dbać o to, aby wszystko, cokolwiek Świętobliwość Wasza w sprawie tej Bogu na chwałę postanowi, w obrębie państw naszych ściśle zostało wykonane” **).
Powyższy list został niezawodnie napisany wskutek jakiejś burzliwej rozprawy, która się między cesarzem i Fryderykiem odbyła. Na tym samym dniu napisał elektor, dowiedziawszy się może niecoś o liście cesarza do papieża, także list do Raphaela de Rovere, już to dla tego, aby sparaliżować cios cesarza
*) Schröckh. Kirch.-Gesch. nach der Reform. I str. 156.
**) Raynald ad a. 1518.
— 286 —
i w bezpośredniej stanąć styczności z Rzymem. Elektor powiedział w liście tyra, co następuje:
„Jest to każdego razu moje zdanie i moja wola, okazać się świętemu powszechnemu kościołowi posłusznym, ani ja też nigdy nie poważyłem się dotąd, bronić pisma lub kazania Doktora Marcina Lutra. Jako słyszę, oświadczał się Doktor Marcin zawsze gotowym, w razie zapewnienia mu wolnego pochodu i bezpieczeństwa, bronić naukę swą w obliczu bezstronnych, uczonych i chrześciańskich sędziów, a jeźli tamci z Pisma świętego naukę jego jako błędną wykażą, to on chętnie przyjmie (naukę ich i okaże się posłusznym” *).
Leon X. nie dbał dotąd wcale o powyższe sprawy, ale na hałas, który zakonnicy i teolodzy podnieśli, musiał się ocucić. Ustanowił tedy w Rzymie duchowny trybunał w sprawie Lutra; Sylvester Prierias, ten zacięty wróg Lutra, był oskarżycielem i oraz sędzią jego. Nie zwlekano ze sprawą, owszem od razu wystosowano do Lutra pozew, według którego miał się tenże w przeciągu 60 dni osobiście stawić przed trybunałem w Rzymie. Luter wyczekiwał spokojnie pomyślnych skutków, jakich się po pokornym liście swym do papieża spodziewał, gdy naraz dnia 7. sierpnia, we dwa dni po odesłaniu listów cesarza i elektora, doręczono mu pozew rzymskiego trybunału. „Gdym ja błogosławieństwa wyczekiwał,” powiada Luter, „to na miejsce jego uderzył piorun. A zatem ja byłem tą owieczką, co wilkowi mąci wodę. Tecel został nietknięty, a ja miałem się dać połknąć!”
W Wittenberdze wywołał pozew ten nie małe przerażenie; albowiem cokolwiek Luter począł, w każdym razie wydawało się niebezpieczeństwo nieuniknionem. Jeźliby do Rzymu się udał, to musiał tam paść ofiarą swych nieprzyjaciół. Jeżliby zaś odstawić się wzbraniał, to przypuszczać należało, iż według zwyczaju zostanie w nieobecności osadzony. Wiedziano o zleceniach papieża do legata swego, który wszystkiego dołożyć miał, aby wszelkim możliwym sposobem pozbawić Lutra łaski cesarza i książąt niemieckich. Przyjaciele jego w niemałym byli kłopocie. Azaż miałby ten nauczyciel prawdy Bożej sam ponieść głowę swą do miasta onego, które się upoiło krwią Świętych i męczenników dla wiary Jezusa Chrystusa? Azaż każda głowa, podnosząca się w łonie kościoła, pod mieczem katowskim upaść miała? Czyż musiał zaiste uledz i ten mąż, który, jako się wydawało, od Boga powołany został do stawienia
*) Lutheri Opp. I. XVII.
p. 169.
— 287 —
oporu onej potędze, której się nic dotąd oprzeć nie zdołało? Nawet sam Luter tego był przekonania, iż tylko książę elektor ocalić go może; wolał atoli umrzeć, aniźli jego w jakie zaprzątać niebezpieczeństwa. Nareszcie ujednali się przyjaciele jego co do sposobu postępowania, który elektorowi żadnego nie mógł sprawić niebezpieczeństwa, a mianowicie potrzeba tylko było odmówić Lutrowi bezpiecznego pochodu, a już ta okoliczność usprawiedliwiała go. że nie stawił się w Rzymie.
Dnia 8. sierpnia napisał Luter do Spalatina, azaliby książę elektor nie zechciał użyć wpływu swego do tego, aby jego na niemieckiej przesłuchano ziemi. Tudzież napisał i do Staupitza następujący list:
„Patrz, jaką na mnie nastawili paść, i jako otoczony jestem cierniem. Lecz Chrystus żyje i króluje, wczoraj i dziś, tenże i na wieki. Sumienie moje dawa mi świadectwo, że prawdy uczyłem, chociażby zgorszenie i o dziesięć kroć większe było dla tego, że jej uczę. Kościół jest jako żywot Rebekki; dzieci się w nim nawzajem potrącają nawet i z niebezpieczeństwem samej matki. Z resztą módl się za mną do Pana, abym w doświadczeniu tem za nadto wielkiej nie okazywał otuchy. Niechaj im Bóg grzechów ich nie policzy!”
Przyjaciele Lutra nie ograniczali się do narad i żalów. Imieniem księcia napisał Spalatin do sekretarza cesarskiego Rennera: „Doktor Marcin zgadza się, aby którakolwiek wszechnica na ziemi niemieckiej została mianowaną trybunałem w toczącej się sprawie, byle nie erfurcka, lipska i frankfurcka nad rzeką Odrą, które poniekąd żywią pewne uprzedzenia” *).
Tudzież wszechnica wittenberska udała się do papieża z następującą prośbą: „Słabość Lutra jako też rozliczne niebezpieczeństwa podroży utrudniają mu wykonanie rozkazu Świętobliwości Waszej i czynią takowe zgoła niemożebnem. Cierpienia i prośby jego nakazują nam mieć litość z jego osoba. Przeto jako posłuszni synowie prosimy Świętobliwość Waszą, aby Takowa chciała uważać go za człowieka, który nigdy nie splamił się naukami, sprzeciwiającemi się zasadom rzymskiego kościoła.”
Tego samego dnia wstawiła się wszechnica za Lutrem do szlachcica saskiego, Karola von Miltitz, szambelana papiezkiego, który w nadzwyczajnych znajdował się łaskach u Leona X. Świadectwo, wydane na rzecz Lutra, brzmiało jeszcze korzystniej: „Czcigodny ojciec Marcin Luter, zakonnik augustyański jest najbardziej uczonym i najbardziej poważanym członkiem naszej
*) Luth. Opp. L. XVII. p. 173.
— 288 —
wszechnicy. Od lat kilku znana jest nam jego biegłość, jego nauka i ogromne wiadomości co do nauk ścisłych i sztuk wyzwolonych, tudzież czystość jego obyczajów i chrześciańskie prowadzenie siebie”*).
Czynny ten współudział wszystkich, którzy w jakichkolwiek stali z Lutrem stosunkach, szczególniejszą sprawia cześć Lutrowi.
Gdy zatem wszyscy z gorączkowa ciekawością wyglądali wyniku całej powyższej sprawy, wzięła takowa naraz obrót, nad wszelkie spodziewanie łatwiejszy. Legat papiezki de Vio czuł się przez to niezmiernie upokorzonym, że mu się zamiar wywołania powszechnej wojny przeciwko Turkom nie udał. Pałał tedy żądzą, i stosownej szukał sposobności, uświetnić posłannictwo swoje w Niemczech przeprowadzeniem jakiego innego, ważnego czynu. Stłumienie kacerstwa byłoby mu wspaniały zjednało wjazd do Rzymu, dla tego odniósł się de Vio do papieża z prośbą, aby mu sprawę tę na miejscu załatwić pozwolono. Od siebie znowu poczuwał się Leon X. do wdzięczności wobec Fryderyka Mądrego z tego powodu, ponieważ tenże zapobiegł wyborowi młodego Karola na tron cesarski, tudzież wydawało się papieżowi, że może i w przyszłości pomoc księcia tego mogłaby stać się pożądania godną. To też nie robiąc nawet wzmianki o pozwie, doręczonym Lutrowi, upoważnił Leon bez dalszych korowodów brevem papiezkiem z dnia 25. sierpnia legatu swego, aby śledztwo w Niemczech przeprowadził i tamże całą załatwił sprawę. Papież nie utracił przez to nic., a jeźliby Lutra do odwołania nakłoniono, to mogło jeszcze obejść się i bez zgorszenia i rozgorączkowania umysłów, jakieby niewątpliwie za pojawieniem się Lutra w Rzymie nastąpiło.
„Wydawamy ci rozkaz,” tak brzmi odnośny ustęp papiezkiego breve, „abyś wspomnionego Lutra, który już przez miłego nam Hieronyma, biskupa Askalonu, został ogłoszony kacerzem, do osobistego wezwał stawienia się przed Tobą, tudzież abyś go prześladował i niezwłocznie uwięził. Do tego celu wezwij pomocy w Chrystusie ukochanego syna naszego Maksymiliana i wszystkich książąt niemieckich, jako też wszystkich wszechnic i wszystkich władz świeckich i duchownych. Zachowaj go dobrze, aby koniecznie przed Nas odstawiony został. Jeźli się nawróci, i wszedłszy w siebie bez wszelkiego wezwania, z własnego popędu o łaskę błagać będzie, to dawamy Ci pełnomocnictwo przyjąć go znowu na macierzyńskie łono świętego kościoła. Jeźli atoli przy uporze swym pozostanie,
*) Luth. Opp. lat. L 183, 184.
— 289 —
albo jeźli nie będzie można uwięzić go, to składamy na ręce Twoje pełnomocnictwo ogłosić go po wszystkich okolicach Niemiec za wyjętego z pod opieki prawa, tudzież wykląć i przekląć go, jako też rzucić na wszystkich zwolenników jego bullę klątwy i całemu nakazać chrześciaństwu, aby od niego stroniło. A celem jak najprędszego wykorzenienia zarazy tej pozwalamy Ci, abyś na wszystkich prałatów, zakony, wszechnice, stowarzyszenia, hrabiów, książęta i potentatów, — wyjąwszy jednego tylko cesarza — rzucił bullę klątwy, w razie gdyby wspomnionego Marcina i zwolenników jego nie przytrzymali, lub związanych do Ciebie nie odesłali. Gdyby, od czego niech Bóg uchowa, miało się jednak zdarzyć, żeby wspomnione książęta, towarzystwa, wszechnice, potentaci, lub ktokolwiek do liczby takowych należy, Marcina tego i zwolenników jego do siebie przyjęli, jemu publicznie lub potajemnie, pośrednio lub bezpośrednio pomocy lub rady udzielili, to i na te książęta, towarzystwa, wszechnice i potentatów wespół z miastami, miasteczkami, wsiami i zamkami ich rzucamy bulle klątwy, tudzież i na te miasta, miasteczka, wsie i zamki, w któreby wspomniony Marcin udać się zamyślał, a zwłaszcza na tak długi czas, póki w nich się zatrzyma i jeszcze przez trzy dni po jego odejściu. Co się zaś świeckich dotyczy, to takowi powinni słuchać rozkazów Twych bez ogródki i oporu natychmiast, inaczej bowiem ogłaszamy ich, — jedynego cesarza wyjąwszy — bezecnymi, pozbawionymi prawa do wszelkiej legalnej czynności, tudzież niegodnymi kościelnego pogrzebu, i pozbawiamy ich wszelkiej lenności, bądź im takowa przez stolicę apostolską. bądź przez jakiegokolwiek innego pana nadaną została” *).
Takie klątwy wypowiadały usta, które roszczą sobie przywilej zastępywania na ziemi tego, który mówi, że nie posłał Bóg syna swego, aby sądził świat, ale aby świat był zbawiony przezeń. Taki to gotowano Lutrowi los. Monarcha rzymski użył wszystkich środków do zgubienia Lutra, poruszył w tym celu wszystkie potęgi ziemi i nieba, nie szanując nawet grobowego pokoju umarłych. Upadek Lutra był zapieczętowany. Jakże uciec tu wobec takiego sprzysiężenia się wszystkich żywiołów? Ale jednakowoż pomylił się Rzym. Dekrety przezeń wydane nie były w stanie stłumić wzruszenie, które sprawił duch samego Boga,
Nie przestrzegano już w sprawie tej nawet ani pozoru ścisłego i bezstronnego śledztwa. Osądzono Lutra i ogłoszono
*) Breve Leonia X. ad Thomam.
— 290 —
go kacerzem pierwej jeszcze, zanim go przesłuchano, ba nawet przed upływem terminu jego stawienia się w Rzymie. Gdzie namiętności górę biorą — a to nie dzieje się nigdzie więcej., aniżeli w sporach, dotyczących się religii — tam nie dbają ludzie ani o formalności prawa. Wszędzie, gdzie prawdy niema, a to nie tylko w rzymskim kościele, lecz i wśród tych prądów w łonie ewangelickiego świata istniejących, które od prawdy odstąpiły, — tam wszędzie na różne trafiamy pogwałcenie ustaw, albowiem przeciwko Ewangelii niby to wszystkiego użyć jest wolno. Mężowie, którzy wobec innych wypadków uważaliby to za pokrzywdzenie swego sumienia, gdyby najmniejszą popełnić mieli niesprawiedliwość, ciż sami, gdy o sprawę chrześciaństwa, tudzież o świadectwo za temże wydane się rozchodzi, własnemi nogami depcą, wszystkie ustawy i prawa, przemawiające za takowem.
Luter, dowiedziawszy się później o powyższem breve papiezkiem, odezwał się o niem z oburzeniem; „Najdziwniejszą w całej sprawie jest ta okoliczność,” powiada Luter, „że breve datowane jest z dnia 23. sierpnia, a pozew mój znowu z dnia 7. sierpnia, tak, iż miedzy wezwaniem i osądzeniem istnieje przedział czasu obejmujący tylko 16 dni. Policzywszy wszystko, przychodzimy do tego wyniku, że Hieronimus, biskup Askalonu, wystąpił przeciwko mnie, wydał wyrok sądowy i ogłosił mię kacerzem nawet pierwej jeszcze, zanim pozew do rąk moich się dostał, albo przynajmniej w 16 dni po jego wysłaniu. Gdzież tedy pozostało tych 60 dni, które mi pozwem zastrzeżono? Termin ten rozpoczął się z dniem 7. sierpnia, a zatem dobiega do końca dopiero 7. października. Azaż taki jest sposób kuryi rzymskiej, że na jednym i tym samym dniu pozywa do siebie człowieka, mieszkającego gdzieś daleko, napomina, oskarża, osadza i potępia go, podczas gdy tenże nie wie o tem nic? Cóż tu na to odpowiedzieć? To pewna, że sobie mózgownicy nie oczyścili jarzmionką, zanim takie dzieło kłamstwa wydali od sobie” *).
Gdy z jednej strony Rzym taki potajemnie legatowi swemu powierzył piorun, to znowu usiłował się z innej strony uprzejmemi pochlebstwy odwrócić od Lutra serce tego księcia, którego potęgi najbardziej się lękał. Na tym samym dniu 23. sierpnia 1518 napisał papież list do księcia elektora. W liście tym nie omieszkał Leon użyć wszelkiej przebiegłości i chytrego podstępu, jakiemi się dawniejsza polityka odznaczała,
*) Luth. Opp. L. XVII. p. 176.
— 291 —
szczególniejszą zaś udowodnił zręczność w schlebianiu własnej miłości księcia.
„Kochany synu,” pisze papież, „gdy o szlachetnym i wsławionym rodzie Twoim i o Tobie pomyślimy, który rodu tego jesteś głową i ozdobą, gdy sobie przypomnimy, jakich usiłowań dołożyliście i Ty i przodkowie Twoi około utrzymania chrześciańskiej wiary, tudzież godności i chwały stolicy apostolskiej, to nie jesteśmy w stanie przypuścić, iżby odszczepieniec jakiś miał się pod opieką Wysokości Waszej ukrywać i śmiało na wszystkie strony rozszerzać swą truciznę. A jednak ze wszystkich stron donoszą nam, jako niejaki mnich Marcin Luter, członek augustyańskiego zakonu, to dziecię zgorszenia i bluźnierca Boga, niepomny szaty, którą nosi, i zakonu swego, który na pokorze i posłuszeństwie jest oparty, chlubi się z tego, że nie lęka się ani powagi ani kary żadnego człowieka, ponieważ czuje i wie siebie łaski i opieki Twojej pewnym. ”Wiemy my dobrze, jak bardzo człowiek ten się myli, ale i tak uważaliśmy za rzecz pożyteczną napisać do Waszej Wysokości i upomnieć Was według woli Bożej, jako potrzebną jest. aby chwała imienia chrześciańskiego księcia, jakim istotnie jesteś, od podobnych oszczerstw ocaloną została. Ty jesteś bowiem ozdobą, chwałą i wdzięczna wonnością Twego domu, a jako takowy powinieneś nie tylko wystrzegać się onego wielkiego występku, który ci zarzucają, lecz nawet i wszelkiego podejrzenia, na jakie cię bezmyślnie szaleństwo mnicha tego naraża.” Równocześnie oznajmił Leon X. elektorowi, że upoważnił kardynała sykstyńskiego do przeprowadzenia śledztwa w tej sprawie; rozkazał też oraz elektorowi, wydać legatowi wspomnionego mnicha, ażeby (jak to uzasadnia papież) pobożni mężowie teraźniejszego i przyszłego czasu nie skarżyli się i nie powiadali, że tak wysoki i chwalebny dom wspierał i krzewił najzgubniejsze to kacerstwo, jakie kiedykolwiek kościół Boży zasmucało. A zatem zarządził Rzym, co za najstosowniejsze uważał. Jedną ręka podawał upajające kadzidło chwały, a w drugiej trzymał potajemnie zemstę i przerażenie.
Wszystkie potęgi świata, a mianowicie cesarz, papież, legaci i duchowieństwo zawarły sojusz, i wystąpiły przeciwko pokornemu i skromnemu erfurckiemu mnichowi, który sam, jakośmy widzieli, ciężkiemi tylko walkami wewnętrznemi doszedł do poznania Ewangelii. „Schodzą się królowie ziemscy, a książęta radzą społem przeciwko Panu i przeciw pomazańcowi jego” (Ps. 22.).
–––––––––– • ––––––––––