Czwarta księga. Luter przed   legatem.

Od maja aż do grudnia roku 1518.

 

I.

Rezolucye.    Pokuta.    Papież Leon X. List Lutra do

biskupa jego.    Luter pisze do papieża. List Lutra do

jeneralnego wikarego. — List Roverego do księcia elektora.

Jego mowa o klątwie.   Wpływ i siła Lutra.

 

Prawda Boża, podniósłszy głowę swą wśród chrześciaństwa, zwyciężyła z kolei pomniejsze narzędzia papieztwa. Teraz wy­padało jej rozpocząć walkę z samą głową rzymskiego kościoła. Takim sposobem występuje zatem Luter przeciwko Rzymowi.

Do kroku tego zdecydował się Luter po powrocie swym z Heidelbergu. Pierwsze zdania jego o odpuście zostały zu­pełnie fałszywie pojęte; Luter postanowił określić je dla tego jaśniej. Ślepa nienawiść nieprzyjaciół jego, jaka się na każdym kroku pojawiała, wykazała mu potrzebę pozyskania serc wyksztalceńszych warstw społeczeństwa dla prawdy Bożej. Po­stanowił tedy Luter odnieść się do rozsądku ludu, i w tym celu potrzeba było jaśnie i dobitnie rozwinąć zasady nowego przekonania swego. Ponieważ atoli przypuszczać należało, że i Rzym głos swój podniesie, dla tego nie omieszkał Luter przesłać i jemu uwagi swoje, które tym sposobem podał niby jedną ręką ocenie bezstronnych i światłych wśród narodu mę­żów, a drugą znowu złożył takowe u stopni papiezkiego tronu.

Objaśnienia do tez, które Luter nazwał rezolucjami*), nadzwyczajnem odznaczały się umiarkowaniem. Ustępy, które tylko niejakie sprawie mogły zgorszenie, usiłował się nieco

 

*) Luther Opp. Leipz. XVII. p. 29—113.

 

    275   

 

złagodzić, we wszystkiem prawdziwej skromności dawając do­wody. Lecz w przekonaniu swem pozostał Luter niezachwiany, odważnie wszystkie broniąc zdania, od których, nie ubliżywszy prawdzie, odstąpić nie mógł. Nie zamilczał o tem i teraz, iż chrześcianin, prawdziwie pokutujący, dostępuje odpuszczenia grzechów swych i bez papiezkiego odpustu; owszem wyraźnie dodał, iż papieżowi, równie jako każdemu i najniższemu ducho­wnemu, przysługuje jedynie prawo ogłoszenia tego, co uczynił już sam Bóg, tudzież jako rzekomy skarb, niby to ze zasług przez Świętych Pańskich dokonanych utworzony, wierutną jest bajką i ludzkim tylko wymysłem, i oraz jako Pismo św. jedyną regułę wiary naszej stanowić powinno. O niektórych z powyż­szych zasad tych przytaczamy w następującem własne jego słowa.

Luter opisuje najprzód znaczenie i naturę prawdziwej pokuty; następnie wykazuje, jako takowa przez ducha Bożego •w sercu człowieka powstaje, i jak odmienną jest od zewnętrznych mechanicznych ceremonij kościoła rzymskiego. „Grecki wyraz „metanoeite” znaczy tyle, co przyjmijcie umysł inny i rozumienie inne; odmieńcie sposób myślenia waszego, abyście odtąd skie­rowali umysł swój do rzeczy niebieskich, wy, którzyście się do­tąd o ziemskie tylko rzeczy troszczyli. Chrystus jest mistrzem ducha a nie litery, słowo jego jest duchem i żywotem; ztad już wynika, że takiej uczy nas pokuty, która się w duchu i prawdzie odbywa, a nie zaś takiej, która jako ceremonią ze­wnętrzną i obłudnicy, jak najwyżej o sobie myślący, wykonać są w stanie. Takiej pokuty, powiadam, konieczne naucza nas Chrystus Pan, którą w każdem powołaniu człowiek pełnić może; takiej wymaga on, którą i król w purpurze swej i ksiądz w ornacie i książę, piastujący godność swa, nie mniej pełnić jest w stanie, aniżeli mnich wśród ceremonij zakonu lub żebrak w nędzy ubóstwa swego żyjący, równie jako Daniel i towarzysze jego przed obliczem Bożem pokutowali wśród zgiełku życia w mieście Babylonie.”

Dalej znajdujemy tam następujące słowa; „Ja nie dbam o to, czy się co podoba lub nie podoba papieżowi, który także, równie jak inni ludzie, jest człowiekiem. Wielu było papieży, którym nie tylko błędy i występki, ale nawet najdziwaczniejsze po prostu podobały się rzeczy. Ja słucham papieża tylko jako papieża, to jest o ile takowy przemawia przez ustawy i według ustaw kościoła, lub o ile w połączeniu ze soborem jaką wydawa uchwalę lub rozporządzenie; ale nie słucham go, gdy według własnej mówi głowy, abym razem z niektórymi, co nie namyślali się bluźnić Chrystusowi, nie musiał wyznać

 

    276   

 

i powiedzieć, że straszliwe mordy, których Juliusz II. między chrześcianami dokonał, nie są niczem innem jedno prawdziwemi dobrodziejstwami, które pobożny pasterz owieczkom Chry­stusowym wyświadczył.**

„Nad tem nie mało się też dziwię, kto pierwszy dzi­waczna naukę tę wymyślić mógł, a mianowicie, że są dwa miecze, jeden duchowny, a drugi świecki czyli żelazny, aby papież, który obydwa posiadać ma, stał się nam nie ojcem łaskawym, lecz księciem i tyranem. Obacz tylko, azali może Bóg w popędliwości swojej nie odebrał nam tego miecza, któ­regośmy nie chcieli, a nie zostawił, któryśmy mieć chcieli. Albowiem czyż były gdzie w świecie okropniejsze wojny i klęski straszliwsze, niźli wśród chrześciaństwa? Dziwi mię tylko, dla czego owa mądra głowa, która powyższą naukę wymyśliła, i zna­czenia dwóch kluczów nie w ten sam tłumaczy sposób, a mia­nowicie, że jeden klucz otwiera drzwi do bogactw tego świata, a drugi do skarbów nieba.”

„Niemożebną jest, aby człowiek nie mający Chrystusa, miał być chrześcianinem. Jeźli atoli Chrystusa ma, to ma oraz i wszystko, co jest Chrystusowe. Wtemci zależy wesołość na­szego sumienia, że grzechy nasze nie są przez wiarę więcej nasze, lecz Chrystusowe, na którego Bóg wszystkie grzechy nasze włożył., i który je zaniósł na drzewo krzyża. Natomiast wszystka sprawiedliwość Chrystusowa staje się naszą własną sprawiedliwością, albowiem rękę swą kładzie na nas, i okrywa nas i zasłania płaszczem swym on Zbawca nasz, któremu niech będzie chwała na wieki wieków.”

Wobec takiego rozumienia o obfitości i bogactwie zba­wienia naszego w Chrystusie Jezusie, jakież miały tu jeszcze mieć znaczenie papiezkie odpusty?

Luter wystąpił przeciwko papieztwu, ale o osobie Leona X. odzywał się z poszanowaniem. „Obecne czasy nasze,” po­wiada on, „tak bardzo pogrążone są w upadku, iż nawet wielcy mężowie nie są w stanie przynieść pomoc kościołowi. W osobie Leona X. mamy teraz bardzo dobrego papieża; jego szczerość i głęboka nauka podoba się wszystkim dobrze myślącym. Lecz cóż może mąż ten, tak miły i uprzejmy, zaradzić tu sam jeden? On zaiste godzien jest, aby w innych lepszych czasach siedział na stolicy papiezkiej. My zaś zasłużyliśmy na to, aby w na­szych czasach tylko tacy panowali nam papieże, jakimi byli Juliusz II. i Aleksander VI.”

„Krótko i bez ogródki mówiąc, kościół potrzebuje po­prawy, a takowa nie jest rzeczą jednego człowieka, jakim

 

    277   

 

jest papież, ani też wielkiej liczby kardynałów, jak tego ostatni dowiódł nam sobór, owszem jest rzeczą całego świata, co więcej, ona jest dziełem, które do samego Pana Boga należy. O czasie atoli, w którym reforma taka nastąpić ma, wie tylko sam Bóg, który stworzył czasy. Tama została już na jednem miejscu przerwana, a nie w naszej jest już mocy zagrodzić drogę wzmagającej się topieli.

Takie myśli wypowiadał Luter wobec wykształconych mężów ojczyzny swojej. Zbliżało się święto Zielonych Światek, i na święto to, w które niegdyś apostołowie pierwsze wydali świadectwo wiary swej w Chrystusa z martwych wzbudzonego, wydał i ogłosił Luter, niby nowy apostoł Jezusa Chrystusa, powyższe, silą i życiem tchnące dzieło swoje, w którem wyraził tęsknotę serca swego za powstaniem kościoła Chrystusowego od umarłych. Dnia 22. maja 1518, było to w sobotę poprze­dzającą dzień Zielonych Świątek, przesłał Luter pismo to na ręce przełożonego sobie biskupa brandenburskiego, następujące dołączając słowa *):

„W Bogu Najprzewielebniejszy Ojcze! Gdy przed niejakim czasem zaczęła kraju w naszym rozszerzać się nowa i niesłychana dotąd nauka o odpustach apostolskich, zdumieli się nad nią uczeni i prostaczkowie, a wielu ludzi, częścią osobiście mi znajomych, częścią też i nieznajomych, udało się do mnie z prośbą, abym ustnie lub piśmiennie wydał swoje zdanie o nowatorstwie, nie chcę już powiedzieć o zuchwalstwie, po­wyższej nauki. Ja milczałem z początku. Lecz nareszcie spra­wa ta zaszła tak daleko, iż stała się dla powagi papieża wprost niebezpieczną.

„Cóż było tu robić? Ja nie chciałem nauki tej ani po­chwalić ani potępić, ale otworzyłem dysputę nad ważną tą sprawą, dopókiby jej sam kościół święty nie załatwił.

„Ponieważ nikt nie wystąpił do walki, do której cały świat wezwałem, ponieważ tezy moje przyjęto nie jako przedmiot dysputy, lecz jako pozytywna i prawdziwa naukę, to czuje się dla tego spowodowanym, wydać do niej niektóre objaśnienia. Niechaj Wasza miłość biskupia zechce przyjąć te niemądre mowy. Aby zasię wszystek świat poznał, że nie jakaś osobista zuchwałość w sprawie tej kroki moje kieruje, dla tego proszę usilnie, aby Przewielebność Wasza zechciała wziąść do ręki atrament i pióro, i wykreślić wszystko, co się Przewielebności ”Waszej nie podoba., lub nawet wrzucić to w ogień i spalić.

 

*) Lutheri Epp. L p. 114.

 

    278   

 

Ja wiem o tem, że Jezus Chrystus pracy i usługi mojej nie potrzebuje, albowiem i beze mnie jest on w stanie przynieść kościołowi swemu dobre poselstwo. Klątwy i groźby przeciwników moich także mię nie przestraszają, owszem przeciwnie. Gdyby oni tak zuchwałymi i bezwstydnymi nie byli, to ja w niczem bym się nie odezwał, owszem usunąłbym się gdzieś do kąta i oddał bym się w pokoju swoim studiom. Jeźli sprawa ta nie jest Bożą sprawa, to niechaj nie będzie ani moją ani sprawą żadnego człowieka; słowem, niechaj nie jest niczem. Chwała i cześć niech będzie temu, któremu jedynie się należy!”

Wobec głowy kościoła był Luter jeszcze wtenczas prze­jęty głębokiem poszanowaniem, miał on bowiem jeszcze mocną wiarę, że Leon X. jest mężem sprawiedliwości, że ma serce kochające prawdę. Z tego też powodu napisał on do niego na dniu Trójcy ś w. r. 1518 pokorny list, którego tutaj niektóre podajemy ustępy”*).

„Przenajświętszemu Ojcu Leonowi X., naczelnemu bisku­powi, zasyła braciszek Marcin Luter, augustyanin, życzenie wiecznego zbawienia!”

„Doszło uszu moich, Przenajświętszy Ojcze, że imię moje źle jest osławione, z czego wnoszę, że niektórzy przy­jaciele bardzo mię wobec Świętobliwości Waszej oczernili, jako mię też kacerzem, odszczepieńcem, krzywoprzysięzcą i nie wiem, ilu innemi i jakiemi imionami nazywają. Oto muszę ja słyszeć i widzieć rzeczy takie, przed któremi trwoży się serce moje. Niechajże Wspaniałość Wasza wysłucha i mnie, który jestem niezręcznym i niedoświadczonym człowiekiem, prawie jako dziecko.”

Luter opowiada o powstaniu całej tej sprawy i pisze dalej tak: „W całym kraju niemieckim gadają ludzie i na­rzekają prawie już po wszystkich gospodach na łakomstwo księży; a Co więcej, jako powszechnie słychać, nawet o władzy kluczów i władzy naczelnego biskupa nie mówią dobrych rzeczy. Co do mnie, to ja, prawdę powiedziawszy, ilekroć takowe rzeczy słyszę, lub o nich się dowiem, zawsze zapa­lałem się nad niemi gniewem, dla chwały Chrystusowej, jako mnie się wydawało; inni może powiedzą, że wzburzała się we mnie młoda i ciepła krew. Wezwałem dla tego kilku prałatów kościoła. Lecz niektórzy drwili sobie ze mnie, inni zaś zatulili uszy swoje. Albowiem postrach imienia Świętobliwości Waszej przerażał ich. W końcu wydałem od siebie kartkę, na której napisałem kilka zdań o odpuście.”

 

*) Lutheri Epp. I. p. 121.

 

    279   

 

„Stad, Najświętszy Ojcze, powstał tak wielki ogień, który, jako oni krzyczą, cały świat niemal już zapalił!”

„Cóż ja tedy mam uczynić? Odwołać nie mogę i nie chcę, a jednak widzę, że tylko zazdrość i nienawiść wielką przez to obu­dziłem, wydawszy ową dysputę mą na świat. Do tego wbrew mojej woli muszę ja ten mój zakątek opuścić i wystąpić na widownię. Ciężko mi przypada krok ten uczynić, bom ja nie jest czło­wiekiem uczonym, nie mam też doświadczenia, ani mię stać na tak wielkie rzeczy, a to prawie w tym złotym wieku, w którymby nawet Cicero, gdyby dziś żył, może w kącie się ukrył. Jedynie ta wielka potrzeba i ucisk zmuszają mię, abym choć jako gęś gęgał pomiędzy łabędziami.

„Z tego powodu, pragnąc i przeciwników moich zaspokoić, i życzeniom i żądaniom wielu innych uczynić zadosyć, wydawam na świat te myśli moje. Wydawam je dla tego, Najświętszy Ojcze, abym pod opieką imienia Świętobliwości Waszej i w cie­niu Jej skrzydeł odpoczął bezpieczniej. Z tego oświadczenia mego niech wszyscy poznają, jeźli inaczej tego chcą, z jąkają czystością i skromnością szukałem i poważałem zwierzchność duchowną, nie wyjmując wysokiej władzy i godności kluczów. Gdyby zachowanie moje, co do powyższej sprawy, nie odpowia­dało zasadom sprawiedliwości, azaż Jego książęca Mość elektor saski, książę Fryderyk i pan mój, którego miłość do chrześciańskiej i apostolskiej prawdy powszechnie jest znaną, byłby do tego dopuścił, aby na wszechnicy jego w Wittenberdze znaj­dował się człowiek, tak niebezpieczny i tak szkodliwy, za jakiego mię okrzyczeli i opisali?”

„Z tego powodu, Najświętszy Ojcze, upadam do kolan Świętobliwości Waszej, i oddawam się opiece Waszej ze wszystkiem, co mam i czem jestem. Niechaj Świętobliwość Wasza postąpi zemną, jak się Jej podoba; do Waszej Świątobliwości należy sprawę mą pochwalić lub też potępić, przyznać lub od­mówić mi słuszności, życie mi darować lub takowe odebrać. Jakikolwiek nastąpi wynik, ja nie przyjmę go inaczej jedno tak, jakby głosem Świętobliwości Waszej przemówił do mnie sam Chrystus, jakby on sam działał i mówił przez Was. Jeźlim na śmierć zasłużył, to nie wzbraniam się umrzeć, albowiem Pańska jest ziemia i cokolwiek na niej jest. Jemu niech będzie chwała na wieki! Amen. On niechaj nad Świętobliwością Waszą czuwa aż na wieki. Amen.

Na dniu Trójcy świętej r. 1518.

„Braciszek Marcin Luter, augustyanin.”

 

    280   

 

Jakąż prawdą i pokorą tchnie ta obawa, albo lepiej to wyznanie Lutra, który niepokoi się, aby młodociana i gorąca krew jego może przecie zanadto jeszcze prędko nie była się wzburzyła! Tak odzywa się człowiek serca szczerego, który w niczem wysoko o sobie nie rozumie, a nawet tam, gdzie według słowa Bożego postępuje, nie czuje się próżnym obawy, aby może, choćby nieświadomie, nie powodował się namiętno­ściami własnego serca. To nie jest sposób mówienia wysokomyślnych żarliwców. Luter życzył sobie zjednać przychylność Leona X. dla sprawy prawdy, i przez to wszelkiemu zapobiedz rozerwaniu w kościele, tudzież życzył sobie widzieć, jako sprawa poprawy kościoła z góry przez naczelników tegoż po­pieraną zostanie. Jego to zaprawdę nie należy obwiniać o zer­wanie jedności kościoła na Zachodzie, nad czem tak często mężowie wszystkich prawie stronnictw i przekonań ubolewają. Luter poświęcił dla ocalenia takowej wszystko, z wyjątkiem prawdy. Nie Luter, lecz przeciwnicy jego rozerwali u stóp krzyża Chrystusowego suknie Pańską, a mianowicie przez to, iż nie chcieli uznać zupełność i doskonałość zbawienia, zjednanego nam przez Jezusa Chrystusa.

Napisawszy list ten wziął się Luter tegoż samego dnia do pisania listu przyjacielowi swemu i naczelnikowi zakonu, jeneralnemu wikaremu Staupitz, za którego pośrednictwem życzył sobie Luter przesłać rezolucye do rąk Leona X.”*).

„Proszę Cię,” pisze do niego Luter, „abyś to dziecinne pismo moje przyjął odemnie i przesłał takowe pobożnemu papieżowi Leonowi X. Nie chcę przez to Wielebność Waszą narażać na równe niebezpieczeństwa, na jakie ja się wystawiam; ja na własną działam rękę. ”Widzi zaprawdę Chrystus, kogo sprawa ta dotyka, czy mnie albo czy też jego; bez woli jego nie może mówić język żadnego papieża, albowiem On w ręku swem dzierży serca królów.”

„Co się zaś gniewu przyjaciół moich dotyczy, którzy mi się odgrażają, to nie wiem, cobym innego odpowiedzieć miał, jako chyba słowo Reuchlina, który mówi, że człowiekowi ubo­giemu nie trzeba lękać się niczego, albowiem nie może utracić nic. Ja nie mam ani majętności ani pieniędzy, ani też nie pragnę takowych. Jeźlim miał cześć i imię dobre, to niechaj sobie go bez ustanku wniwecz obraca ten, który to czynić zaczął. Pozostaje mi jedynie moje nędzne ciało, wielą już wycieńczone klęskami. Jeźli to użyciem podstępu i przemocy wniwecz

 

*) Luth. Epp. r. p. 118.

 

    281   

 

obrócą, mniemając, że się przez to Bogu przysłużą, to zaiste okropna wyrządzą mi szkodę, ukróciwszy czas życia mego o jedną godzinę lub dwie. Mnie dosyć na tem, że miły Pan mój Jezus Chrystus najsłodszym jest mi wybawicielem i naj­wierniejszym moim arcykapłanem. Jego ja chwalić i wielbić będę, póki mi życia staje. Jeźli zaś kto inny nie chce mu wespół zemną, dziękować, to cóż mnie do tego ?”

Stowa te przedstawiają nam obraz serca Lutrowego.

O tym samym czasie, gdy Luter, pełen będąc zaufania, zwra­cał oko swoje w stronę Rzymu, knował już Rzym zemstę i zgubę przeciwko niemu. Na dniu 3. kwietnia napisał kardynał Raphael de Rovere imieniem papieża list do księcia elektora Fryderyka, w którym podniósł, że w Rzymie mają powody wątpić o prawowierności jego, i aby wystrzegał się, a nie ota­czał opieką swą Lutra. Przy tej sposobności zauważał Luter: „Kardynał Raphael nie małą ma ochotę, wydać mię za pośre­dnictwem księcia elektora Fryderyka na spalenie”*). A zatem zaczął już Rzym ostrzyć miecz swój przeciwko Lutrowi, usiłując się pierwszy zadać mu cios odwróceniem od niego laski obrońcy jego; albowiem jeźliby Fryderyk odmówił Lutrowi opieki, to fraszką byłoby już Rzymowi, dostać go w swe szpony.

Książęta niemieckie zawsze o to się starały, by w oczach świata za dobrych uchodzić chrześcian. Najmniejsze jakie podejrzywanie o skłonności kacerskie wielkim napawało ich nie­pokojem. Z okoliczności tej umiał skorzystać Rzym, a ponieważ Fryderyk z całego serca wierze przodków swych sprzyjał, dla tego też pismo kardynała nie małe na nim wywarło wrażenie, Mimo to nie dał się Fryderyk ani teraz zachwiać w mądrej zasadzie swej, że co nagle, to po djable. Wiedział on dobrze, że nie zawsze bywa prawo po stronie siły. Tudzież przejął się wśród rokowań państwa z kuryą rzymską pewnem niedowie­rzaniem Rzymowi, przekonawszy się na każdym kroku o samo­lubnych dążnościach jego i poznał to Fryderyk, jako można być dobrym chrześciańskim książęciem nie będąc równocześnie niewolnikiem papieża.

„Fryderyk,” tak powiada, o nim Melanchton, „nie należał do liczby tych nieświętobliwych ludzi, którzy każde podnie­sienie pragną widzieć stłumione od razu w zarodzie. On poddał się pod wolę Bożą; on starannie czytał wszystkie wychodzące pisma, i nie chciał zezwolić na potępienie tego, co mu się pra­wdą być wydawało”**). Miał też i władzę do tego potrzebną.

 

*) Lutheri Opp. W. XV. p. 339.

**) Melanchthon Vita Lutheri.

 

    282   

 

Fryderyk był panem w swym kraju, a oprócz tego szczycił się wśród Rzeszy niemieckiej takiem poszanowaniem, które co najmniej równało się powadze samego cesarza.

Zdaje się, że Luter dowiedział się o liście Raphaela za­raz po dniu 7. lipca, jako dniu, na którym elektor takowy odebrał. Grożąca mu prawdopodobnie ekskomunika, jakiej się z listu tego domyślać należało, nakłoniła Lutra do wstąpienia na dniu 15. lipca na kazalnicę i wygłoszenia kazania odnośnej treści, które nie małe wywarło wrażenie. Luter rozróżnia między klątwą wewnętrzną i zewnętrzną; pierwsza wyklucza człowieka ze społeczności Bożej, druga od zewnętrznych ceremonij kościoła. „Żadne stworzenie, w duchownej społeczności z Bogiem żyjące, nie może duszy swej nakierować do społe­czności tej, ani też pojednać się z Bogiem na nowo, jeźli od­padło od niego, ale jedno i drugie czyni sam Bóg. Tak też z innej strony społeczności tej nie odbierze nam nikt, ani od­łączy nas od Boga, chyba że my to sami grzechami i nieprawościami naszemi uczynimy. — Błogosławiony, który umrze w stanie klątwy, którą niesprawiedliwie nań rzucono; albowiem jeźli dla sprawiedliwości tak ciężką ponosił karę, to otrzyma tam z łaski Bożej koronę wiecznego zbawienia.”

Odważne słowa te różne znalazły przyjęcie; wielu po­chwalało takowe, inni znowu unosili się gniewem.

Luter nie był już sam jeden. Wiara jego nie szukała wprawdzie i nie potrzebowała innej jako boskiej opieki, ale i tak skupiały się już około niego liczne zastępy, gotowe bronić go od nieprzyjaciół jego. Naród niemiecki usłyszał głos reforma­tora; słowa i pisma jego stały się istnemi błyskawicami, które oświecały i ożywiały dusze; siła wiary jego rozlewała się jakby istne strumienie ognia po oziębłych sercach całego ówczesnego pokolenia; tajemnicza ona siła życia, którą Bóg serce nad­zwyczajnego męża tego tak obficie wystroił, udzielała się i płynęła w obumarłe i skostniałe ciało kościoła chrześciańskiego. Chrześciaństwo dla prawdy Bożej zobojętniałe, przejęło się nowym zapałem wiary. Z każdym dniem zmniejszało się przywiązanie do zabobonów rzymskich, zmniejszała się liczba ku­pujących odpusty, a natomiast rosła chwała Lutra. Do niego zwracały się serca, ze wszech stron witano go oznakami mi­łości i czci jako nieulęknionego obrońcę prawdy i wolności*). O głębokości nauki jego nie każdy miał już wyobrażenie; pospólstwo

 

*) Rarescebant manus largentium; Luthero autem contra augebatur auctoritas, favor, fides, aeatimatio, fama, quod tam liber acerque videretur veritatis assertor.    Cochlaeus. 7.

 

    283   

 

wiedziało tylko tyle, że nowy ten doktor wystąpił przeciwko papieżowi, i że potężne słowo jego wstrząsło pod­walinami królestwa księży i mnichów. Zamach Lutra równał się do płomieni ognia, wznieconego na wierzchołkach gór, który służył narodom za hasło do oznaczenia chwili powstania, by pokruszyć kajdany swej niewoli. Trudno pomyślał sobie reformator, że tak wielkie zdziałał już rzeczy, iż najznakomitsi mężowie narodu jego jednomyślnie ustępowali mu pierwszeństwa, uznawając go swoim przywódcą. Dla wielu atoli miała postać Lutra daleko wyższe jeszcze znaczenie. Słowo Boże stawało się w uściech jego mieczem obusiecznym, który przenika wszelkie tajnie duszy człowieka. W niejednem sercu gorące obudziło się pragnienie pewności odpuszczenia grzechów i wie­cznego żywota. Od pierwszych wieków swych nie widział ko­ściół Chrystusów takiego łaknienia i pragnienia sprawiedliwości, jakiem odznacza się wiek reformacyjny. Jeźli mowy Piotra pustelnika i świętego Bernarda tyle w średnich wiekach zdzia­łały, iż za wpływem ich całe narody pochwyciły krzyż ze­wnętrzny, idąc pod godłem jego na zdobywanie miejsc świętych, to słowo Lutra pobudziło ówczesne pokolenie do przyjęcia prawdziwego krzyża i prawdy zbawiającej. Zewnętrzne urządzenia kościoła wszystko zniszczyły, forma zewnętrzna pozbawiła kościół na wewnątrz życia duchowego; słowa Lutra stały się niby powiewem, który obumarłej roli chrześciaństwa nowe przywracał życie. Początkowo zachwycali się nad pismami Lutra równie ludzie wiary, jakoteż i niedowiarkowie; ci ostatni dla tego, ponieważ dodatnie nauki prawdy Bożej, które pó­źniej bliżej określone zostały, nie były w nich jeszcze zupełnie rozwinięte; ci pierwsi znowu dla tego, ponieważ zarody nauk tych upatrywali już w żywej wierze, która się na każdem miejscu w pismach Lutra odbijała. Z tego też powodu nie podobna opisać wpływu, jaki pisma te wywierały; w krótkim czasie pełno ich było w Niemczech, pełno w całym świecie. Odczuwano powszechnie, że tu nie rozchodzi się o powstanie jakiejś sekty tylko, ale owszem, że zabiera się na przeobra­żenie i odrodzenie całego chrześciaństwa. ”Wszyscy, którzy wtenczas za wianiem ducha Bożego się odrodzili, stawali po stronie tego męża, przez którego przemawiał głos Boży. Chrze­ściaństwo rozdzieliło się na dwa obozy; po jednej stronie stali ci, którzy mieczem ducha walczyli przeciwko formie, po dru­giej ci, którzy za pomocą formy walczyli przeciwko duchowi. Po stronie formy znajdował się wprawdzie wszelki pozór potęgi i wielkości, po stronie ducha zaś znajdowała się słabość tylko i liczebna mniejszość. Lecz forma, pozbawiona ducha, jest pustem, martwem ciałem, które za lada powie­wem wiatru się wali, a zewnętrzny pozór potęgi budzi tylko nienawiść do takowej i przyśpiesza jej koniec. Proste zasię słowo prawdy otoczyło Lutra istnymi zastępami przyjaciół słowa Bożego.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1