X.

Pisma dla ludu, — Ojcze nasz. Przyjdź królestwo Twoje,

Bądź wola Twoja. Chleb nasz. — Kazanie o pokucie. Odpuszczenie pochodzi od Chrystusa.

 

Takie były boje, które nasz szermierz słowa Bożego za­raz na wstępie do aryny staczać być zmuszony. Lecz spory, odbywające się na wysokościach społeczeństwa, one dysputy akademiczne nie mają prawie dla chrześcianina bezpośredniego znaczenia. Za najpiękniejsze zwycięstwo zwykli to sobie po­czytywać nauczyciele ludzcy, jeźli udało się im hałasem nauk swych zwrócić na siebie uwagę pewnych kół społeczeństwa, lub zapełnić takowemi kilka kart druku. Z zewnętrznego ta­kiego powodzenia czują się już zadowoleni; rozchodziło się im bowiem prawie tylko o zaspokojenie swój własnej miłości lub o sprawę pewnego stronnictwa, nie zaś o prawdziwe dobro ludzkości. Prace ludzi takich podobne są do dymu, który także zrazu odurza oczy, w krotce atoli znika bez śladu. One nie wznieciły zapału w sercach ogółu, owszem takowe ledwie po­ruszyć zdołały.

Inaczej ma się rzecz co do prawdziwego chrześcianina. Temu bowiem nie o wrażenie się rozchodzi, jakie na umysły ogółu, albo na umysły akademicznych słuchaczów wywrzeć potrafi. Chrześcianin ma na oku zbawienie dusz. Z tegoż to powodu zaniecha on ponętnej szermierki, w jakąby się bez wszelkiej obawy ze zwolennikami świata i spraw jego zapuścić mógł, a natomiast poświęca się cichym umysłowym pracom, które do chaty wieśniaka i do skromnej izdebki rzemieślnika światło i życie szerzyć są w stanie. Tak postąpił sobie Luter; albo powiedzmy lepiej, że stosując się do rozkazu Bożego peł­nił on jedno, nie zaniedbując przytem drugiego. Luter walczył przeciwko nadużyciom inkwizycyi, tudzież przeciwko kancle­rzom uniwersyteckim i mistrzowi świętego pałacu; równocześnie atoli nie przestał on pracować koło rozszerzania wśród ludu zdrowszych pojęć religijnych. Z tego powodu wydał Luter pod­ówczas niektóre pisma ludowe, między któremi w pierwszym rzędzie wymienić należy jego kazania o dziesięciu przykazań Bożych, tudzież popularny wykład Modlitwy Pańskiej dla pro­stego i nieoświetlonego przeznaczony ludu*).

 

*) Luth. Opp. Leipzig VII. p. 1086.

 

— 259 —

 

Kazania o przykazaniach miewał Luter, jakośmy wyż wspomnieli, dwa lata przed­tem w kościele wittenberskim. Ciekawy jest sposób przema­wiania Lutra do ludu. Nie będzie tedy od rzeczy, jeźli przy­toczymy tutaj niektóre z słów Lutra, które on, jako się w przedmowie do drugiego z powyższych pism wyraża, sam wydał, aby „biegły w świat.”

Modlitwa, czyli ono tajemnicze wewnętrzne nabożeństwo, odbywające się w świątyni serca, stanowi niejako punkt wyjścia, od którego się wszelkie przeobrażenie życia i prawdy zaczynać powinno. Przeto też Luter od modlitwy zaczyna, a wśród pracy rośnie widocznie potęga słów i nauki jego.

„Jest to sposobem modlitwy, że człowiek nie gada wiele słów, ale zato tera obfitsza i głębsza jest myśl i znaczenie takowych. Im mniej słów, im lepsza modlitwa. Nie wiele słów a dużo myśli, to sposób chrześciański; nie wiele myśli, to sposób pogański.

„Zewnętrzne mruczenie i mechaniczne paplanie modlitwy bez uwagi serca, to cielesna tylko i pozorna modlitwa. To się bowiem ludziom tylko wydaje modlitwą. Gdzie atoli człowiek z głębi serca swego pragnie Pana, gdzie wzdycha i tęskni do niego z całej duszy swojej, tara jest ona prawdziwa duchowna modlitwa. Pierwsza z nich wytwarza obłudników i usypia ducha, druga atoli poświęca serca i czyni nas dziećmi Bożemi, bojącemi się Pana.

Następnie, przechodząc do wstępnych słów „Ojczenasza,” powiada Luter dalej: „Między wszystkiemi imionami niema in­nego imienia, któreby nam równie sposobiło przystęp do Boga, jako imię „Ojca.” Nie byłoby to już tak miłem i pocieszającem, gdybyśmy powiadali: Panie, albo Boże, albo sę­dzio! Przeto i Panu Bogu podoba się rzecz ta najlepiej, boć niema milszego głosu, nad głos dziecięcia, odzywającego się do ojca swego.

„Któryś jest w niebiesiech.” Kto wyznawa, że Ojca ma i jako tenże w niebiesiech przebywa, ten czuje się być na ziemi i w niedoli. Ztąd wynika tęsknota serca równie jako u dziecięcia, które opuściwszy dom rodzicielski tuła się po obcej ziemi wśród nędzy i głodu. W słowach tych odbija się niby błaganie: „Ach Ojcze, ty jesteś w niebiesiech, a ja nędzna dziecina twoja, ja tułam się daleko od ciebie w nędzy i niedoli, w trwodze, ucisku i niebezpieczeństwie tu na tej ziemi.

„Święć się imię Twoje.” Kto się gniewa, zazdrości, klnie i potwarza, ten znieważa imię Boże, na które jest

 

— 260 —

 

ochrzczony. Ludzie tacy czynią prawie tak, jak gdyby kapłan z kielicha świętego poił wieprze, lub czerpał nim gnojówkę.

„Przyjdź królestwo Twoje.” Oni nabywają sobie dobra, budują pałace i zbierają wszystko, co jedno świat dać może; ale modlitwę tę zmawiają tylko usty swemi, podobni będąc do ołowianych piszczałek w organach, które także w ko­ściele piszczą i huczą, lubo ani rozumu, ani języka nie mają.”

Potem występuje Luter przeciwko naonczas bardzo roz­powszechnionymi! obyczajowi odbywania pielgrzymek i powiada tak: „Jeden biegnie do Rzymu a drugi do św. Jakuba, jeden buduje kaplicę a drugi spełnia ten lub ów ślub, który w sercu swem wobec Pana Boga złożył; ale o tę jedyną rzecz, której przede wszystkiem potrzeba, a mianowicie, aby serca swe Bogu po­święcili i królestwem jego się stali — o to jedno nie dba nikt. Cnoty prawdziwej nie przyniesiesz sobie człowiecze tam z któregoś innego kraju,; lub tam z poza morza; ta owszem w własnem twem sercu wyrodzić się musi.

Przerażającą jest słyszeć, gdy powiadamy: „Bądź wola Twoja.” Azaż bowiem znajdziesz jakiekolwiek miejsce, gdzieby wola ta działa się w kościele? Ztąd pochodzi, że powstawa biskup przeciwko biskupowi, kościół przeciwko kościo­łowi, ksiądz przeciwko księdzu, mnich przeciwko mnichowi, zakonnica przeciwko zakonnicy; a ci wszyscy wałcza wespół z sobą, wadzą się między sobą. wojują z sobą, i niema miejsca, gdzieby niepokoju nie było. Co 2aá przy wszystkiem tem naj­dziwniejszą się wydaje, to jest ta okoliczność, iż każda strona chce mieć słuszność, każda najlepszymi powoduje się zamia­rami, a tym sposobem, niby to ku czci i chwale Bożej, pełnią wszystkie strony dzieło szatana!”

Dla czegóż powiadamy: „Chleba naszego?” Dlatego, ponieważ nie o zwyczajny prosimy chleb, którym i poganie żyją. a któren Bóg i bez naszej dawa prośby; lecz o nasz prosimy chleb, jako o chleb dzieci ojca naszego w niebiesiech.

„A cóż to jest ten chleb Boży?” Nie jestci nam nikt inny, jedno sam Pan nasz Jezus Chrystus, jako powiada o tem, mó­wiąc: „Jara ci jest on chleb żywota, który zstępuje z nieba i żywot daje światu” (Jan. 6.). Niechaj się tedy nikt nie da ani przez słowa ani przez pozór omamić; ale o tem niechaj pamięta, że wszelkie kazanie i wszelka nauka, która sercu naszemu Jezusa Chrystusa nie przynosi, ani obrazu jego w du­szy naszej nie odtwarza, nie jest chlebem powszednim ani duszy naszej pokarmem.

 

— 261 —

 

„Cóż to pomoże, że dla nas przygotowany jest chleb, jeźli nam go nikt nie da, ani my go używać nie możemy?” Rzecz wygląda prawie tak, jakby kto wielką wyprawił ucztę, ale nie postanowił nikogo, coby między gości roznosił chleb, rozdawał potrawy i nalewał wino. Wonią i widokiem potraw nasycić się mają. Dla tego o Chrystusie jedynie kazać powinniśmy.

„Ty pytasz się: Cóż to jest poznać Chrystusa, lub cóż takowe poznanie sprawia.” Na to odpowiedziałem ci: O Chrystusie nauczasz i poznawasz go wtenczas, gdy zrozumiesz słowo apo­stoła, który mówi 1. Kor. 1;, że „stał się nam mądrością od Boga i sprawiedliwością i poświęceniem i odkupieniem.” Prawdę tę zrozumiesz, skoro poznasz, jako wszystka mądrość twoja jest tylko głupstwem, zasługującem na potępienie, sprawiedliwość twoja tylko obrzydłą nieczystością, zbawienie twe tylko haniebnem potępieniem, słowem gdy z całego serca swego uczujesz. jako w obliczu Boga i wszystkiego stworzenia jego nie jesteś zaiste niczem innem, jako jedynie głupcem, grzesznikiem, nieczystym i potępionym człowiekiem. A to nie tylko usty swemi wyznać, lecz owszem całem sercem odczuć i wszystkimi uczynkami udowodnić powinieneś, jako niema dla ciebie innej pociechy i innego zbawienia, tylko jedynie w Chrystusie, który od Boga dany ci jest, aby przez wiarę w niego rozradowała się dusza twoja, i jego sprawiedliwość stała ci się opoką zbawienia twego. Dla tego wzywaj sprawiedliwości jego, i w niej jedynie ufność swą pokładaj. A zaprawdę, nie jestci wiara niczem innem, jedno pożywaniem chleba tego, jako mówi Pan nasz według św. Jana 6.: „Ojciec mój daje wam chleb on prawdziwy z nieba.”

Nic nie zdołało zachwiać Lutra w postanowieniu jego, zmierzającem do tego celu, aby otworzyć oczy ludowi, który dotąd ślepo wszelkim zachciankom duchowieństwa ulegał. Pisma Lutra rozpowszechniały się szybkością błyskawicy po wszystkich okolicach Niemiec, rozsiewając na każdem miejscu światłość nowego dnia. Ziarno prawdy obficie padało na rolę już przy­gotowaną. Ale pomnąc na tych, którzy byli daleko, nie zapomniał Luter i o tych, którzy byli w bliskości.

Z kazalnicy każdego kościoła dominikańskiego sypały się klątwy na głowę przebrzydłego kacerza. Luter szczególniejszym będąc ulubieńcem ludu. niezawodnie niewielą słowy byłby w stanie wzniecić wśród narodu bunt przeciwko zapalczywym swym wrogom; ale takie zwycięstwo byłoby w oczach jego po­dłością. Luter pracował jedynie nad duchowem oświeceniem swego narodu.

 

— 262 —

 

Sława jego, wzmagająca się z każdym dniem, tudzież jego odwaga, z jaka wśród ujarzmionego kościoła podniósł sztandar Ewangelii Chrystusowej, coraz więcej kazaniom jego jednały słuchaczów. Ciżba rosła z każdym dniem. Luter nie spuścił też nigdy celu swego z oka. Pewnego razu kazał w Wittenberdze o pokucie; później znowu powiedział kazanie, w którem wyświetlił niektóre główne zasady wiary ewangelickiej. Kazanie to stało się później bardzo głośnem.

Luter robi tutaj różnicę między odpuszczeniem Bożem i odpuszczeniem ludzkiem. „Dwojakie jest odpuszczenie, a mia­nowicie odpuszczenie kary kościelnej, i odpuszczenie winy. Przez pierwsze z nich przychodzi człowiek do pojednania z kościołem chrześciańskim na zewnątrz; przez drugie zaś, a mianowicie przez niebieskie odpuszczenie, bywa człowiek po­jednany z Bogiem. Jeźli człowiek sam w sobie nie znajdzie i nie uczuje takiego pokoju i radości serca i sumienia w obliczu łaski wiekuistego Boga, to mu żaden odpust nie pomoże, chociażby wszystkie odpustowe listy zakupił., które kiedykolwiek zostały wydane.”

Dalej znów powiada on tak: „Oni chcą najprzód dobre czynić uczynki, zanim jeszcze grzechy ich odpuszczone zostały. Rzecz atoli ma się inaczej. Grzechy twoje muszą tobie być odpuszczone, zanim jeszcze dobre czyny pełnić jesteś w stanie, albowiem nie uczynki wyganiają grzech, lecz wygnanie grzechu pełni dobre czyny. Dobre uczynki bowiem nie inaczej, jako jedynie w wesołości serca i czystości sumienia przed Bogiem pełnić można, a takowej nabywa człowiek dopiero przez odpu­szczenie winy.”

Na końcu przechodzi Luter do głównego celu kazania swego, jako też całej reformacji. Kościół usiadł na miejscu Boga i słowa jego; Luter rozkazuje mu z miejsca tego ustąpić i ugiąć się w wierze pod słowo Boże.

„Grzechy odpuszczać nie jest to w mocy lub urzędzie ani papieża, ani biskupa, ani żadnego duchownego, lub też któregokolwiek człowieka na świecie; to zależy jedynie od słowa Chrystusowego i od własnej twej wiary. Albowiem Chrystus nie miał zamiaru zasadzać pociechy naszej, nadziei i zbawienia naszego na słowie lub uczynku któregokolwiek człowieka, owszem on takowe oparł jedynie na samym sobie, na swem słowie i na swym uczynku. Twoja skrucha i twoje uczynki mogłyby cię oszukać, lecz Chrystus, Bóg twój, nie oszuka cię ani się zachwieje, ani też djabeł słowa jego nie obali.”

 

— 263 —

 

„Co do odpuszczenia winy, to papież lub biskup nie więcej uczynić nie może, niźli każdy inny choćby najskromniejszy duchowny; ba co więcej, gdzie księdza niema, tam uczyni toż samo każdy chrześcianin, chociaż byłaby to tylko skromna niewiasta, ba nawet i dziecię. Niechaj jakikolwiek chrześcianin powie ci: „Bóg odpuszcza tobie w imię Jezusa Chrystusa grzechy twoje,” jeźli ty tylko słowo to silną uchwycić możesz wiarą, tak jakby je sam powiedział Bóg, tedy zaiste w wierze tej dane ci jest odpuszczenie grzechów.”

„Jeźli atoli nie wierzysz w prawdę słowa tego, że od­puszczone są tobie grzechy twoje, to Pana Boga czynisz kłamcą i prawie tak się zachowujesz, jako ten, który więcej pewności i prawdy własnemu swemu mniemaniu przypisuje, aniżeli Bogu i słowu jego.”

„Moc odpuszczania grzechów nie należała za panowania starego zakonu ani do najwyższego ani do najniższego kapłana, takowa nie była powierzona ani królom ani prorokom, lub komukolwiek innemu wśród narodu, a w nowym testamencie posiada ją każdy chrześcianin. Otóż widzisz, jako cały kościół pełen jest odpuszczenia grzechów. Jeźli sumienie cię boli, a przyjdzie do ciebie pobożny chrześcianin, bądź to mężczyzna, bądź niewiasta, bądź staruszek, bądź młodzian, i pociesza cię, to pociechę jego z taką przyjmuj wiara, iżbyś prędzej śmierć podstapić wolał, aniżeli wątpić, iż słowo to od Boga pochodzi. Czuj tedy w sercu swem skruchę, i czyń, ile mo­żesz, zadosyć, byle jedynie nade wszystko w duszy twojej góro­wała wiara w odpuszczenie, z łaski dane i w słowie Chrystusowem nam obiecane. Ona niechaj we wszystkiem tak idzie naprzód, jako wódz na polu walki” *).

Tak przemawiał Luter do grona zdumionych i zachwy­conych słuchaczów. Upadły teraz wszelkie przegrody, sta­nowiące przedział między Bogiem i człowiekiem, które bezwsty­dne duchowieństwo dla sprośnego zysku swego wymyśliło. Człowiek stanął znowu wprost w obliczu swego Boga, Słowo o odpuszczeniu grzechów płynęło znowu czyste wprost jako deszcz z nieba, nie potrzebując przechodzić już onych niezliczo­nych nieczystych kanałów, które je zakalały. Świadectwo Boże nabrało znaczenia, pozbawione będąc onej fałszywej pieczęci, którą nań dotąd wyciskali ludzie. Zerwany został wyłączny przy­wilej duchowieństwa; kościołowi zaświtnęła jutrzenka wolności.

 

*) Luth. Opp. (L.) XVII. p. 162.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1