V.

 

Dzień Wszystkich Świętych. — Tezy. — Potęga ich. — Umiarkowanie. — Opatrzność. — List do Albrechta. — Obojętność biskupów. — Rozpowszechnienie tez.

 

                   Słowa Lutra nie wywarły trwałego wrażenia; Tecel, nie dbając o nie zupełnie, sprzedawał dalej swe odpusty i mawiał, jak dotąd, bluźniercze swe mowy *). Azaż miał Luter krzyczące nadużycia te znosić w milczeniu? Jako pasterz nie omieszkał on wpłynąć usilnie na umysły tych ludzi, którzy się duchownej opiece jego powierzyli; tudzież jako kaznodzieja odzywał się z ambony, ostrzegając swych słuchaczów. Musiał na końcu przemówić jeszcze jako teolog, jako człowiek zaznajomiony z nauką słowa Bożego, a to nie w konfesyonale tylko do kilku dusz spowiadających się, ani też do zgromadzenia wierzących w kościele wittenberskim, lecz do wszystkich, co równie jak on, byli nauczycielami słowa Bożego. W tym celu powziął Luter niechybny zamiar.

Nie chciał on zaczepiać kościoła, ani oskarżać papieża; owszem głęboka cześć, którą serce jego dla papieża przejęte było, nie dozwalała mu milczeć na widok nadużyć, które powadze papieża uwłaczały. Luter chciał bronić papieża, tudzież imię jego od nadużyć, których się źli ludzie przeciwko niemu

 

*) Cujus impiis et nefariis concicmibus incitatus Lutherus studio pietatis ardeus editit propositiones de indulgentiia. Melanchth. V. Luth,

 

— 212 —

 

dopuszczali, pokrywając przebrzydły swój handel imieniem papiezkiem. Luter nie myślał o przeobrażeniu rzeczy, mającem obalić pierwszeństwo papieża; spodziewał się owszem, że papież i katolicyzm po jego staną stronie, występując razem z nim przeciwko bezwstydowi mnichów*).

Uroczystość Wszystkich Świętych niepomierne miała znaczenie dla Wittenbergi, a szczególnie dla kościoła, który wybudował i relikwiami napełnił sam książę elektor. Po nabożeństwie miano wystawić relikwie srebrem, złotem i drogimi kamieniami przepysznie ozdobione i pokazać takowe ludowi, upojonemu wspaniałością widoku**). Kto w dzień ten zwiedził kościół i z grzechów się wyspowiadał, ten znacznych dostąpił odpustów. Z tegoż to powodu przybywały zawsze w ten uroczysty dzień wielkie tłumy pielgrzymów do Wittenbergi.

W wieczór poprzedzający święto, dnia 31. października 1517, przystąpił Luter pełen odwagi do onego kościoła, do którego się zewsząd tłumy zabobonnych pielgrzymów schodziły, i przybił na drzwiach jego dziewięćdziesiąt pięć tez, czyli zdań, napisanych przeciwko nauce o odpustach. Ani książę elektor, ani Staupitz, ani Spalatin, słowem nikt, ani najściślejsi nawet przyjaciele Lutra nie wiedzieli o tem postanowieniu jego ***).

W słowach wstępnych powiedział Luter, że napisał zdania te dla wyświetlenia prawdy, powodując się niejako uczuciem miłosierdzia. Oświadczył też gotowość swą do bronienia takowych następnego dnia przeciwko komukolwiek na wszechnicy. Zdania te ogromne sprawiły wrażenie; czytano i powtarzano takowe. Pielgrzymowie, wszechnica, całe miasto nad niemi się wzruszyło.

Oto niektóre z tych zdań mnicha, jako z pióra jego wyszły i na drzwiach kościoła wittenberskiego przybite były:

1. Gdy mistrz i pan nasz Jezus Chrystus powiada: „pokutujcie,” to żąda tem samem, aby całe ziemskie życie wierzących weń jedną było, ciągłą i nieprzerwaną pokutą.

2. Przez słowo to nie powinniśmy i nie możemy rozumieć jedynie sakramentu pokuty, czyli spowiedzi i zadośćuczynienia za grzechy, jako takowy przez urząd duchowny pełniony bywa.

 

 *) Et in iis certus mihi videbar, me habiturum patronum papam, cujus fiducia tunc fortiter nitebar. Luth. Opp. lat. Praef.

 **) Quas magnifico apparatu populis publice ostendi curavit. Cochlaeus. p. 4.

 ***) Quum hujus disputationis nullus etiam intimorum amicorum fuerit conscius. Luth. Opp. I. p. 186.

— 213 —

 

3. Również nie powinniśmy rozumieć przez to jedynie wewnętrznej pokuty, owszem pokuta wewnętrzna, jeźli na zewnątrz rozmaitego umartwienia ciała nie sprawia, nie jest niczem, a najmniej pokutą.

4. Skrucha i żal tejże właściwy, czyli prawdziwa pokuta, ta trwa tak długo, jako człowiek pokutujący w samym sobie upodobania nie znajduje, to jest, aż do wejścia w żywot wieczny.

5. Papież nie chce ani nie może odpuścić inne kary, chyba te, które sam według upodobania swego lub w myśl kanonów, czyli ustaw papiezkich, ustanowił.

6. Papież nie może odpuścić żadnej winy, chyba jedynie w tej myśli, iż ogłasza i potwierdza, że człowiekowi odpuścił grzechy Bóg; lub też, gdy czyni to w takich wypadkach, których rozstrzygnięcie władzy swojej zastrzegł. Gdyby kto o wypadki te nie dbał, to wina jego pozostałaby zupełnie nie zmazaną ani odpuszczoną.

8. Canones poenitentiales, to znaczy ustawy przepisujące, jako człowiek spowiadać się i pokutować powinien, dane są tylko dla żyjących, i nie godzi się według własnego brzmienia ich wkładać takowe na umierających.

21. Błądzą kaznodzieje odpustowi, którzy powiadają, że przez odpust papieża zostaje człowiek wybawiony z wszelkiego potępienia i niechybnie bywa zbawiony.

25. Równą moc nad oczyśćcem, jaką papież powszechnie co do całego posiada kościoła, ma w szczególności każdy biskup i każdy ksiądz w swem biskupstwie i swej parafii, słowem ma takową względem dusz, swojej powierzonych opiece.

27. Ludzkie tylko wymysły głoszą tacy, którzy nauczają, że, skoro grosz w skrzyni brzęknie, w tej samej chwili dusza z oczyśćca do nieba się przenosi.

 28. To zaś jest pewną, iż, skoro grosz zabrzęknie w skrzyni, przychodzi łakomstwo i chciwość zysku, tudzież iż takowa pomnaża się i stawa się wielką. Pomoc zaś i przyczynienie się kościoła za nami zawiśnie jedynie od woli i upodobania Bożego.

32. Ci, którzy przez odpusty zbawienia wiecznego pewnymi być mniemają, wpadną razem z mistrzami swymi w paszczękę szatana.

35. Sprzeciwiają się nauce chrześciańskiej, którzy utrzymują, że ludziom mającym zamiar wybawienia duszy z oczyśćca, czyli kupienia sobie listu odpustowego, nie potrzeba już skruchy ani żalu serca za grzechy ich.

— 214 —

 

36. Każdy chrześcianin, który grzechów swych prawdziwie i skruszonem sercem żałuje, dostępuje i bez listów odpustowych zupełnego odpuszczenia kary i winy swojej.

37. Każdy prawdziwy chrześcianin, czy to żyjący jeszcze, czy już umarły, jest uczestnikiem wszelkiej łaski Chrystusa i kościoła, którą i bez nabycia odpustowego listu daruje mu Bóg.

38. Przeto jednak nie powinniśmy bynajmniej gardzić odpuszczeniem papiezkiem i rozdawaniem takowego. Albowiem, jako powiedziałem, odpuszczenie papieża jest ogłoszeniem Bożego odpuszczenia.

40. Prawdziwa skrucha i prawdziwy żal szuka kary, i lubi takowa; lecz łagodność odpustów uwalnia od kary, i sprawia, przynajmniej w miarę sposobności, wstręt do takowej.

42. Powinniśmy nauczać lud chrześciański, że nie jest to umysłem ani zdaniem papieża, jakoby kupowanie odpustów miało się równać jakiemukolwiek uczynkowi miłosierdzia.

43. Powinniśmy nauczać chrześcian, że kto biednemu pomocy udziela, lub pożycza potrzebującemu, czyni przez to lepiej, aniźli gdy sobie list odpustowy kupuje.

44. Albowiem przez czyny miłości rośnie chrześciańska miłość, i człowiek stawa się pobożniejszym; przez nabycie odpustu atoli nie staje się człowiek lepszym, owszem czuje się tylko bezpieczniejszym i wolniejszym od kary za grzech.

45. Powinniśmy nauczać chrześcian, że człowiek taki, który widzi brata swego potrzebującego, a mimo to pieniądze swe wyda na zakupienie odpustu, nie kupuje sobie odpustu papieża, lecz ściąga na siebie niełaskę Boga.

46. Trzeba nauczać chrześcian, że, jeżu nie są zbyt boga tymi, powinni lepiej pieniądze swe obrócić na potrzeby swego domu, a nie marnować takowych na nabywanie odpustów.

47. Powinniśmy nauczać chrześcian, że kupowanie odpustów jest zupełnie rzeczą dowolną, a nie powinniśmy usilnie takowego nakazywać.

48. Powinniśmy nauczać chrześcian, że papież potrzebuje więcej pobożnych naszych modłów, a dla tego, gdy odpusty rozdziela, miałby po nas lepiej żądać takowych, aniźli pieniędzy.

49. Trzeba nauczać chrześcian, że odpust papieża dobrą jest rzeczą, gdy kto ufności swej w nim nie pokłada, a znowu, że nie ma nic szkodliwszego, niźli gdy kto uzyskawszy dla siebie list odpustowy od bojaźni Bożej odstąpi.

50. Trzeba nauczać chrześcian, że gdyby papież wiedział, jakich okrucieństw się ci dopuszczają, co odpusty sprzedawają,

— 215 —

 

to wolałby kościół św. Piotra widzieć zamieniony w popioły, aniżeli budować go kosztem skóry, ciała i kości swych owieczek.

51. Trzeba nauczać chrześcian, iż papież, jakto powinnością jego jest, chętnieby własne swe pieniądze, choćby mu na to kościół św. Piotra sprzedać wypadało, rozdał między tych ludzi, od których teraz handlarze odpustowi pieniądze wyłudzają.

52. Przez nabycie odpustu wyglądać zbawienia, to rzecz nikczemna i wierutne kłamstwo, chociażby na dowód tego komisarz papiezki, ba nawet sam papież, duszę swą dał w zastaw.

53. Nieprzyjaciółmi Chrystusa i papieża są, którzy przez wzgląd na zachwalanie odpustów słowo Boże po innych kościołach głosić zabraniają.

54. Papież nie może być innego zdania jak tylko tego, iż, kiedy odpusty (które są najmniejszą rzeczą), odbywają się przy odbiciu dzwonu, wśród uroczystego pochodu i ceremonij, to tem bardziej powinniśmy wielbić i sławić Ewangelią (która jest największą rzeczą), a zwłaszcza odgłosem stu dzwonów, stu pochodów i ceremonij.

62. Prawdziwy i zacny skarb kościoła, — to Ewangelia święta, głosząca chwałę i łaskę Bożą.

65. Skarby Ewangelii są zatem onemi siećmi, któremi w dawniejszych czasach zamożnych i bogatych ludzi łowiono.

66. Skarby odpustu atoli są siećmi, któremi teraz pieniądze i bogactwo ludzi łowią.

67. Odpusty, które kaznodzieje za największą łaskę ogłaszają, zaiste na to zasługają, aby je za wielką łaskę uważano, albowiem wielkie zyski i rozkosze przynoszą.

68. A jednak odpust takowy najmniejszą zaprawdę jest łaską, jeźli go obok łaski Bożej i błogości krzyża Chrystusowego postawimy i z niemi go porównamy.

71. Kto prawdzie odpustów papiezkich zaprzecza, niechaj przeklęty będzie.

72. Lecz kto wbrew swawolnym i bezbożnym mowom kaznodziei, zachwalających odpusty, piecza i staranie o duszę swoją zachowa, ten niechaj będzie błogosławiony.

76. My przeciwko temu powiadamy, że co do zgładzenia winy, to odpust papieża ani najmniejszego codziennego grzechu zmazać nie może.

79. Kto powiada, że krzyż godłem papiezkiem ozdobiony i w ziemię zatknięty, te same, co krzyż Chrystusów, sprawia skutki, ten bluźni Bogu.

— 216 —

 

80. Biskupi, duszpasterze i teolodzy, którzy mniemają, że rzeczy takie wobec pospolitego człowieka gadać jest wolno, ciężko kiedyś za to przed Bogiem odpowiadać będą.

81. Takie sromotne i bezwstydne kazanie i zachwalanie odpustów sprawia, że nawet uczonemu człowiekowi nie łatwą jest bronić cześć i powagę papieża od oszczerców jej, ba nawet od przebiegłych i ostrych uwag, jakie już pospolity człowiek przeciwko niej podnosi.

86. Do takowych należą zapytania, jako np. takie: Dla czegóż papież nie buduje lepiej za własne swe pieniądze kościoła św. Piotra, zamiast iż ma takowe zdzierać z ubogiego chrześciańskiego ludu, kiedy wie o tem każdy człowiek, iż majątkowi papieża ani z daleka nie dorównają dobra i najbogatszego Crassusa,

92. O byśmy mogli pozbyć się wszystkich takich kaznodziei, którzy do zboru Chrystusowego wołają: Pokój, pokój, a oto nie masz pokoju.

94. Powinniśmy napominać chrześcian, aby usiłowali się naśladować Chrystusa, jako głowy swej, a to wśród krzyża śmierci i pieklą.

95. Powinniśmy lepiej przez uciski wchodzić do królestwa Bożego, aniźli przez zapewnianie pokoju w fałszywej zostawać bezpieczności.

Oto początek dzieła. W tych zdaniach spoczywały zarody reformacyi. Zawarty był w nich zamach, wymierzony na nadużycia odpustów, i ta prawie okoliczność najgłębsze wywarła wrażenie. Lecz myślą przewodnią zamachu tego była nauka, która, lubo na razie nie zwracała na siebie uwagi ogółu, to jednak z czasem budowę papieztwa obalić musiała. Nauka Ewangelii o udzieleniu odpuszczenia grzechów za darmo, bez naszej zasługi i godności, po pierwszy raz znowu została w nich publicznie wypowiedzianą. Odtąd musiało rość słowo Boże. Kto bowiem wierzył w odpuszczenie, jako takowe ów nauczyciel wittenberski głosił, kto w myśl nauki jego szukał pokuty, nawrócenia i poświęcenia serca, azaż mógł dbać jeszcze o nauki i praktyki przez ludzi wymyślone? Zaiste nie; owszem wyzwalając się coraz więcej z więzów Rzymu musiał chrześcianin taki według natury rzeczy dążyć do wolności dziatek Bożych. Wobec blasku tej prawdy Ewangelii zniknąć musiały wszystkie ludzkie błędy. Prawda, która w duszy Lutra wznieciła światłość, miała stać się światłością całego kościoła. Poprzedzający reformatorowie nie przyszli do jasnej znajomości powyższej prawdy, przeto też usiłowania ich nie wydały owoców. Luter

— 217 —

 

to sam w późniejszych latach uznał, że głoszeniem nauki o usprawiedliwieniu z wiary położył siekierę do korzenia drzewa. „My uderzyliśmy na naukę zwolenników papiezkich, Hus atoli i Wiklef wymierzyli ciosy swe przeciwko życiu ich. Przeciw nauce papieztwa wystąpić, znaczy prawie tyle, co porwać gęś za szyję. Wszystko bowiem ze słowa pochodzi, które zagarnął i zfałszował papież. Ja odniosłem zwycięztwo nad papieżem, ponieważ moja nauka jest z Boga, a jego nie.”

I my zapomnieliśmy za dni naszych zasadniczej nauki tej o usprawiedliwieniu z wiary, aczkolwiek odmiennym od przodków naszych sposobem. Współczesny nam Harms, kaznodzieja w mieście Kiel, wyraża się o tem tak: „Za czasów Lutra wymagało dostąpienie odpuszczenia grzechów przynajmniej pieniędzy; dnia dzisiejszego odpuszcza sobie każdy człowiek sam grzechy swoje za darmo.” Obydwa te błędy są do siebie podobne. Może nawet błąd naszego wieku jest gorszy, bo tchnie większem od 16go wieku zapomnieniem Boga. Zasadnicza nauka o usprawiedliwieniu z wiary, która w wieku reformacyi wybawiła kościół Chrystusów z tak gęstej ciemności i błędów, ona jedyna jest w stanie odnowić i nasze pokolenie w duchu umysłu jego, położyć wątpieniom i chwiejności jego ostateczny koniec, tudzież wyzwolić je z zarazy samolubstwa, które rdzeń jego zatruwa, i przywrócić nam zachwianą sprawiedliwość i czystość obyczajów, słowem odnowić związek z Bogiem, od którego oderwał się ten świat.

Jako atoli zdania Lutra czerpały z jednej strony siłę swą z prawdy, z której wynikały, tak z innej znów strony nabierały takowej przez wiarę tego męża, który stanął w obronie ich. On to uchwyciwszy miecz słowa Bożego walczył, nim przejęty będąc wiarą w potęgę słowa tego, on czuł to w sercu swem, że człowiek spolegający na obietnicy wyroków Bożych, może się na coś odważyć, jako świeckie przysłowie powiada. „Kto dobrą jaką rzecz wykonać zamyśla” (tak powiada Luter odnośnie do dzieła przezeń podjętego), „niech czyni to przez wiarą w dobrą sprawę, lecz niech nigdy nie spolega ani na pomocy ani na pocieszę ludzi.” Niech nie lęka się ludzi, ani nawet całego świata. Albowiem zaiste nie kłamie słowo, które

mówi: że „lepiej mieć nadzieję w Panu; kto w nim ufa, nie będzie pohańbiony. Kto zaś nie chce lub nie może podjąć sprawę jaką sercem ufającem Bogu, ten niechaj lepiej niczego nie podejmuje” *).

 

*) Luth. Opp. Lip. 1. VI. p. 518.

— 218 —

Oczywiście, że Luter, przybiwszy tezy swe na drzwiach kościoła Wszystkich Świętych, cofnął się do cichej komórki klasztoru swego, pełen będąc pokoju wewnętrznego i radości nad czynem, który w imieniu Pańskiem w sprawie wiekuistej prawdy Bożej wykonał. Nie mała przebija się odwaga w słowach zdań jego, ale przy tem wszystkiem zawsze jeszcze widoczny jest duch zakonnika, który, co do powagi i znaczenia papieża, najmniejszego jeszcze nie żywi powątpiewania. Uderzając atoli na niektóre nadużycia, dotyczące się nauki o odpustach, wyświetlił Luter kilka istniejących błędów, których odkrycie musiało być papieżowi wstrętne już dla tego, ponieważ z niego wcześniej czy później wyniknąć mógł zamach, wymierzony przeciwko naczelnej władzy papieża. Luter nie umiał wtenczas jeszcze zdać sobie liczby z doniosłości kroku swego, lecz czuł to w sercu swem, iż istotnie na dużo się od ważył. Uważał tedy za rzecz potrzebną zmniejszyć wrażenie odważnego wystąpienia swego, o ile się to bez uszczerbku dla prawdy zrobić dało. Przedłożył zatem tezy swe jako przed stawienie wątpliwych jeszcze nauk, podawając takowe publicznej ocenie uczonych; dodał oraz według ówczesnego zwyczaju uroczyste oświadczenie, że nie chce przez to powiedzieć ani utrzymywać nic, coby w Piśmie św., w pismach Ojców kościoła, tudzież prawach i dekretałach stolicy rzymskiej uzasadnione nie było.

W późniejszych latach, spoglądając na niezmierzone i nieoczekiwane skutki odważnego kroku swego, dziwował się Luter nieraz sam nad sobą, nie mogąc sobie wytłumaczyć, skąd mu taka wtenczas wzięła się odwaga. Inna niewidzialna i mocniejsza, od jego własnej, ręka kierowała sprawą ta, pro wadząc tego zwiastuna Ewangelii drogami przed nim zakrytemi. Gdyby bowiem od samego początku był Luter wszystkie przewidział trudności, to niezawodnie byłby trwogą zdjęty cofnął się przed niemi, i własnemi poszedł drogami. „Przypadkiem, nie dobrowolnie i z umysłu dostałem się w ten zamęt; wzywam na świadectwo tego samego Boga, który doświadcza serc wszystkich ludzi*).

Luter poznał źródło powyższych nadużyć; dostała się bowiem do rąk jego książeczka, opatrzona pieczęcią arcybiskupa Moguncyi i Magdeburgu, w której wyszczególnione były wszystkie reguły dotyczące się sprzedaży odpustów. A zatem młody

 

*) Casu enim non voluntate nec studio in has turbas incidi; deum ipsum testor. (Luth. Opp. lat. Praef.)

— 219 —

 

ten prałat, wytworny ten pan i książę sam przepisał lub przynajmniej zezwolił na takie szalbierstwa. Luter upatrywał w osobie jego jedynie przełożonego, któremu należała się bojaźń i cześć*). Nie chcąc tedy szermować na oślep pragnął on przede wszystkiem nawrócić serca mężów stojących u steru rządów kościoła, i napisał do arcybiskupa pokorny, lecz nie mniej szczery list, który w sam dzień przybicia swych zdań do niego odesłał. List ten opiewał tak:

„W Bogu Najprzewielebniejszy Ojcze, Najjaśniejszy książę elektorze. Niech Wasza książęca Mość i Przewielebność łaskawie wybaczyć raczy, że ja, który jestem najmniejszym między ludźmi**), ośmielam się do Waszej Przewielebności napisać. Pan Jezus Chrystus jest mi świadkiem, że nie zapomniałem, jak maluczkim i wzgardzonym jestem człowiekiem; dla tego też przez długi czas zwlekałem z pisaniem tego listu. Niechaj Wasza Przewielebność raczy na mnie łaskawem wejrzeć okiem i wysłuchać łaskawie prośby mojej według biskupiej łagodności swojej.”

„Przewożą tu po kraju z miejsca na miejsce odpusty papiezkie, a czynią to w imię Waszej elektorskiej Mości. Nie karcę ani obwiniam, co do tej sprawy, tyle wielkiego hałasu, jaki kaznodzieje odpustowi sprawiają, bom go sam nie słyszał; potępiam atoli fałszywe tłumaczenie, które biedny, prosty i nieokrzesany lud ztąd dla siebie wysnuwa, utwierdzając się w tem przekonaniu, iż kto sobie list odpustowy zakupi, ten już zbawienia swego pewnym i bezpiecznym być może. Miły Boże; tym sposobem nauczają tutaj, kochany i pobożny Ojcze, biedne i Waszej opiece powierzone dusze ku śmierci a nie ku żywotowi; ciężkiego zasię i nader surowego zażąda kiedyś Bóg po Was rachunku za te dusze. Z tego powodu nie byłem w stanie dłużej jeszcze milczeć. Albowiem człowiek nie staje się pewnym zbawienia swego ani przez urząd ani czyn żadnego biskupa. Sprawiedliwy ledwie że będzie zbawiony, albowiem ciasna i ważka jest droga, która do żywota prowadzi. Przeczże tedy bałamucą kaznodzieje odpustowi lud i czynią go przez

fałszywe baśnie bezpiecznym i wszelkiej próżnym bojaźni?”

„Oto teraz tylko odpusty mają być kazane i zachwalane. A przecież najprzedniejszem, ba jedynem powołaniem biskupów jest, uczyć lud Ewangelii i miłości Chrystusowej; albowiem Chrystus nigdzie nie nakazał ogłaszać odpusty, lecz rozkazał

 

*) Napis listu brzmiał: Domino suo et pastori in Christo vene rabiliter metuendo. Epp. I, pag. 68.

**) Faex homiuum.

— 220 —

 

wyraźnie, aby głoszoną była Ewangelia. Jakiegóż niebezpieczeństwa, jakiejże trwogi wyglądać musi biskup, który każe  zamilknąć Ewangelii, i któremu więcej na sprzedawaniu odpustów, niźli na kazaniu Ewangelii zależy. W Bogu Najprzewielebniejszy Ojcze! W instrukcyi dla komisarzów, pod imieniem  Waszej elektorskiej Mości (bez wątpienia bez waszej wiedzy)  wydanej stoi napisano, że odpusty są, najdroższym skarbem, mocą którego człowiek z Bogiem pojednany zostaje, tudzież że tym, którzy listy odpustowe kupują, nie potrzeba więcej skruchy za grzechy, które popełnili.”

„Cóż mam innego uczynić, Najprzewielebniejszy biskupie i Najjaśniejszy książę elektorze, jako jedynie Waszą Przewielebność błagać przez Jezusa Chrystusa, aby Waszą książęca Mość raczyła mieć ojcowskie i troskliwe oko na tę sprawę i in strukcyą wyż wymienioną koniecznie usunąć zechciała, tudzież

 i nakazać kaznodziejom odpustowym, aby tak nie kazali. Inaczej bowiem mógłby kiedyś wystąpić człowiek naprzeciwko kaznodziejom i powyższej książce, i obalić nauki ich, z czegoby dla Waszej książęcej Mości wielka hańba powstała.”

Do listu dołączył Luter i tezy swoje, wyrażając w do pisie prośbę, by arcybiskup zechciał przeczytać takowe i prze konać się, jak niepewna i chwiejna, jest nauka o odpustach.

A zatem było życzeniem Lutra, aby stróże kościoła się ocucili i położyli koniec uciskom, które niszczyły kościół. Jakąż szlachetnością duszy i powagą tchnie ten list mnicha, napisany do jednego z najwyższych książąt kościoła i państwa! Nie można zgoła postąpić sobie stosowniej do przepisów Pisma  św. które mówi: Oddawajcie, co jest cesarskiego, cesarzowi;  a co jest Bożego, Bogu. Tak zaiste nie działają mężowie rewolucyi, którzy gardzą panami i bluźnią nosicielom koron. Tu odzywa się głos chrześcianina i duszpasterza, wydobywający się z głębi uciśnionego sumienia, a to głos oddawający każdemu należną mu cześć, ale nade wszystkie rzeczy bojący się Boga. Lecz nadaremne były jego prośby i błagania; młody Albrecht nie myślał o niczem innem, jedynie o rozkoszach i wyniosłych swych zamiarach. Na powyższe uroczyste wezwanie nie dał on zgoła żadnej odpowiedzi. Biskup brandenburski, do którego  dyecezyi miejsce pobytu Lutra należało, odznaczał się pobożnością i nauką. Na tezy, które przesłał mu Luter, odpowiedział biskup, że takowe zawierają zamach na władzę kościoła, że Lutrowi mogą sprawić nie mało kłopotów i niepokoju,  a w końcu, że sprawa ta jego siły przechodzi; „niechaj się lepiej zachowa spokojnie, bo ta sprawa jest wielką.” Książęta kościoła zatuliły uszy swe, by nie słyszeć głosu Bożego, który

— 221 —

 

 

dobitnie i wyraźnie odzywał się przez Lutra. Nie chcieli oni wyrozumieć znamion czasu, będąc porażeni ślepotą, która już niejedną potęgę i godność przywiodła do upadku. Obydwaj mniemali, jako się później Luter wyraził, „że papież musi być mocniejszym od biednego żebraka, jakim ja jestem.”

Lecz lepiej od biskupów poznał Luter zgubny wpływ odpustów na obyczajność i sposób życia ludu, z którym on zawsze pozostawał w styczności. O czem bowiem biskupi tylko z nie bardzo wiarogodnych doniesień się dowiedzieli, to wszystko widział Luter z bliska na własne swe oczy. Biskupi go opuścili, lecz nie opuścił go Bóg. Głowa kościoła, która zajmuje tron swój w niebie, i której dana jest wszelka moc na niebie i na ziemi, ona sama przygotowała rolę i złożyła ziarno swoje w ręku sługi swego. Bóg rozpowszechnił słowo prawdy wśród całej przestrzeni kościoła swego, na wszystkie strony roznosząc

takowe jakby szybkością wiatru.

Następnego dnia nie zjawił się nikt na wszechnicy celem wystąpienia przeciwko zdaniom Lutra. Handel Tecla zanadto był okrzyczany i osławiany, aniżby, oprócz niego i jego popleczników, kto inny ponieść zechciał rzuconą rękawicę. Tezy jednak nie miały ograniczyć się jedynie do murów sali uniwersyteckiej. Ledwie, że je na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze przybito, a oto na odgłos tego słabego uderzenia młotem odezwało się wśród całych Niemiec takie wstrząśnienie, iż zachwiały się podwaliny wyniosłego Rzymu, i mury, bramy i filary papieztwa zaczęły grozić upadkiem, a bohaterowie jego zostali spłoszeni i zdjęci trwogą. Z nimi wespół atoli ocuciło się wiele tysięcy ludzi i powstali ze snu powszechnego obłędu*).

Tezy rozpowszechniły się po świecie szybkością błyskawicy. Przed upływem miesiąca dostały się do Rzymu. Pewien ówczesny dziejopis donosi, co następuje**): „Po upływie dwu tygodni rozpowszechniły się w całych Niemczech, po miesiącu prawie wśród całego chrześciaństwa, jakby posłami ich sami byli anieli, przynosząc takowe wszystkim ludziom. Nie da się opisać, jakie one wszędzie wywierały wrażenie.” W krotce przetłumaczono je na język holenderski i hiszpański, pewien podróżny sprzedawał je w Jeruzalemie. „Wszyscy użalali się na ciężar odpustów,” powiada Luter, „a ponieważ wszyscy biskupi i doktorowie milczeli, i nikt dzwonka sobie przywiązać nie miał ochoty, dla tego stał się naraz biedny Luter słynnym

 

*) Walther, Nachr. von Luther, 45.

**) Myconius, hist. ref. p, 25.

— 222 —

 

doktorem, albowiem, jako powiadano, znalazł się przecież jeden człowiek, co się na to odważył. Lecz ja nie lubiłem tej chwały, bo nuta pieśni stawała się dla głosu mego za wysoka.”

 Wielu ich, co w dzień Wszystkich Świętych do Wittenbergi przybyli, zabrało z sobą do domu zamiast odpustu tezy augustyańskiego zakonnika, i tym sposobem przyczynili się do rozpowszechnienia ich. Wszyscy je czytali, rozważali nad niemi i tłumaczyli takowe. „Po wszystkich wysokich szkołach i klasztorach przychodziło nad niemi do dysputy”*). Wszyscy pobożni zakonnicy, co szukając zbawienia duszy swej do klasztoru wstąpili, tudzież wszyscy inni szlachetni mężowie cieszyli się nad tak prostem i dobitnem wyznaniem wiary, życząc z całego serca, aby udało się Lutrowi rozpoczętego dopełnić dzieła. A zatem powstał przecież jeden człowiek odważny i podjął niebezpieczny ten bój. Przez to stało się zadosyć chrześciaństwu jako też sumieniu ludzkości. Umysły pobożne upatrywały w powyższych tezach śmiertelny cios, wszelkim zabobonom zadany: nowsza teologia powitała je z radością jako skuteczny zamach na dogmatykę scholastyków; książęta i zwierzchności uważały je za tamę, położoną przeciwko nadużyciom władzy duchowieństwa, lud zasię cieszył się wszędy, widząc jako ten nieustraszony mnich nienasyconemu skąpstwu Rzymu stanowczy wyznaczył kres.

 Jeden z najwybitniejszych współzawodników Lutra, Erazmus, wydał wobec księcia Jerzego świadectwo o tej sprawie, które jako z ust jego pochodzące tem więcej zasługuje na wiarę. „Lutrowi,” powiada on, „gdy na baśnie te uderzył, przyklaskiwali wszyscy, i każdy człowiek krok jego pochwalał.” Tudzież do kardynała Campeggio odezwał się Erazmus: „Ja znajduje, że, im czystsze obyczaje, im więcej ewangeliczna pobożność, to tem mniej oporu przeciwko Lutrowi. Życie jego znajduje nawet u tych pochwałę, którzy naukę jego potępiają. Świat przesycony nauką, w której tyle dziecinnych bajek i ludzkich wymysłów mu podawano, uczuł wstręt do takowej, i zapragnął onej czystej i skrytej wody żywej, która tryska z krynicy ewangelistów i apostołów. Luter zaś, co do zdolności umysłowych i gorliwości duszy, był mężem do wykonania dzieła tego jakby stworzonym” **).

 

*) Mathesius, str. 13.

**) Ad hoc praestandum mihi videbatur ille et natura compositus et accensus studio. Erasmi Epp. Campeggio Cardinali I. p. 680.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1