III.
Leon X. — Potrzeby papieża. — Albrecht moguncki. — Najem
sprzedawania odpustów. — Franciszkanie i Dominikanie.
Na stolicy papieskiej siedział naonczas nieco inny papież, aniźli zaś
Borgia; potrójną koronę nosił Leon X., pochodzący z domu znakomitej rodziny
Medyceuszów. Biegłość w sprawach zewnętrznych, otwartość duszy, dobroć i
uprzejmość serca odznaczały jego charakter. W obejściu był on nadzwyczaj
uprzejmym ; szczodrobliwość jego nie znała granic. Obcowanie Leona było co
przynajmniej lepsze od obcowania jego dworu, lubo, jako sam kardynał Pallavicini przyznaje,
nie pozostawało bez nagany. Z charakteru będąc człowiekiem przyjemnym posiadał
Leon wiele przymiotów, które są ozdobą wielkich książąt. Opieką swą otaczał on
nauki i sztuki piękne. W obecności jego przedstawiano na scenie pierwsze
włoskie dramy; nie wiele może pochodzi takowych z czasów jego, których
przedstawienia sam nie byłby widział. Za muzyką przepadał on formalnie. Codzień
słyszeć było dźwięk instrumentów w pałacu jego; słyszano nawet, jako papież
powtarzał sobie nieraz po cichu melodye aryj, które przed nim odśpiewano. Nie mniej
*) Fessi erant Germani omnes ferendia explicationibus, mundiaa tionibus et infinitis imposturig
Eomanensium nebulonum. Luth. opp. lat. in praefat.
— 201 —
był on zwolennikiem przepychu; nie szczędził nigdy pieniędzy na urządzanie wspaniałych uroczystości, zabaw, teatrów, tu dzież co do wyznaczania podarunków i nagród. Żaden dwór w świecie nie mógł, co do przepychu i zabaw, przyrównywać się do dworu papieża. Gdy rozniosła się wieść, iż Juliusz Medicis ma zamiar, razem z młodą swą małżonką osiedlić się w Rzymie, to kardynał Bibliena, najpoufniejszy doradca Leona, te powiedział słowa: „Bogu dzięki, albowiem tylko dworu pięknych pań nam dotąd brakowało"*). A więc dwór pięknych pań należał głównie do uzupełnienia dworu papieża. Co się atoli uczucia religijnego dotyczy, to tego u Leona nie było zgoła ani śladu. Sarpi powiada o nim**): „Był to człowiek tak przyjemny, iż możnaby go nazwać doskonałym, gdyby tylko choć trochę był miał wyrozumienia dla spraw religii, i choć trochę był skłonnym do pobożności, o którą się nigdy prawie nie troszczył."
Leon potrzebował wielkich sum pieniędzy. Trzeba było wielkie pokrywać wydatki, jako to pełnić czyny szczodrobliwości, mieć codziennie pugilares pełen złota, który zwykł był rzucać przed lud, urządzać w Watykanie rozkoszne widowiska, nieskończonym wymogom pokrewnych i rozpustnych swych dworaków czynić zadosyć, zgotować bogatą wyprawę swej siostrze, która wychodziła za mąż za księcia Cibo, nieślubnego syna po papieżu Innocentym VIII., tudzież ponosić koszta poczynione na nauki, sztuki i zabawy. Krewny jego kardynał Pucci, który tak samo umiał zagrabiać pieniądze, jako je trwonił Leon X., udzielił papieżowi rady, aby powiększył swe dochody przez ogłoszenie odpustu Papież wydał bullę, ogłosiwszy nią powszechny odpust, z którego dochodu miał powstać kościół św. Piotra, niby pomnik chwały duchowieństwa. Odręcznem pismem, wydanem w Rzymie w miesiącu listopadzie r. 1517 i zaopatrzonem papiezką pieczęcią rybitwy, zażądał papież od komisarza swego, przełożonego nad odpustami, 147 dukatów w złocie, celem zapłacenia pewnego rękopisu 33. księgi Liwiusza. — Był to zaiste jeszcze najlepszy sposób użycia pieniędzy zebranych w Niemczech, lepszy niż każdy inny praktykowany przez papieżów, lubo zawsze to zastanawia, iż trzeba było najprzód dusze ludzkie wybawić z oczyśćca, by z dochodów zebranych nabyć rękopis opisu wojen rzymskich.
*) Ranke, römische Päpste. I. 74.
**) Concil. Trident. p. 4. Pallavicini chciał"
obalić twierdzenie Sarpiego, lecz potwierdził je tylko: suo plane officio defuit,
venationes, facetias, pompas adeo frequentes. Conc. Trid. hist.
— 202 —
W Niemczech żył naonczas pewien młody książę, który pod wielu względami był żyjącem wyobrażeniem Leona X., a mianowicie był to Albrecht, młodszy brat księcia Joachima elektora Brandenburgu. Licząc niespełna lat dwadzieścia i cztery został Albrecht już arcybiskupem i księciem elektorem Moguncyi i Magdeburgu; we dwa lata później otrzymał kapelusz kardynała.
Albrecht nie posiadał ani cnót ani występków, któremi się zkadinąd wielcy dygnitarze kościoła odznaczają. Był to człowiek młody, lekkomyślny, światowy, lecz dla uczuć szlachetniejszych przystępny; poznał on niektóre nadużycia istniejące wśród kościoła i nie troszczył się wiele o fanatyzm mnichów, znajdujących się w jego otoczeniu. Poczytywał to za rzecz sprawiedliwą, zrobić przyjaciołom Ewangelii niektóre ustępstwa. W sercu swem nie był on nieprzyjaźnie usposobiony dla Lutra. Jeden z grona najznakomitszych reformatorów, Capito, był przez długi czas jego kanclerzem, doradcą i powiernikiem. Albrecht bywał zwyczajnie na jego kazaniach. „On nie gardził Ewangelią," powiada Capito, „owszem przeciwnie wysoko cenił on takowa, i przez długi czas nie dopuścił, aby zakonnicy wpadli na Lutra." Ale jemu byłoby się podobało, żeby Luter osoby jego nie tknął. Błędne nauki i występki niższego duchowieństwa, te niechaj sobie karci, lecz niech nie wyjawia grzechów biskupów i książąt. Przede wszystkiem chodziło mu o to, aby jego imię w sprawę tę nie było wplatane. „Popatrz się," rzekł później do
Lutra dobroduszny Capito, który, jak to zwykle bywa samego siebie łudził, „popatrz na przykład Jezusa Chrystusa i apostołów jego; oni ganili faryzeuszów, tudzież i onego cudzołożnika w Koryncie, lecz nigdy nie wymieniali złoczyńców po imieniu. Ty nie wiesz, jakie jest serce biskupów, oni może nawet lepsi są, aniżli sam to przypuszczasz." Lecz serce Albrechta stało się dla reformaeyi obce, więcej z powodu jego lekkomyślnego i światowego usposobienia, aniżeli przez jego dotkliwość i obawę dla swej próżności. Młody arcybiskup - ele ktor był w Niemczech, jako Leon X. w Rzymie, człowiekiem uprzejmym, pełnym sprytu; postać jego odznaczała się pięknością, on kochał się w przepychu, był rozrzutnym, tudzież przyjacielem stołowych rozkoszy, pięknych pojazdów, wspaniałych gmachów, zwolennikiem rozkosznego życia i obcowania z uczonymi. Dwór jego należał do najwspanialszych wśród państwa. Wszelki promień światła, jeźli w ogóle który serce jego oświecił, był Albrecht bez namysłu gotów poświęcić za ziemskie rozkosze i władzę świecką. Mimo to nie ugasł w sercu jego aż do śmierci pewien opór lepszego przekonania; więcej niżli
— 203 —
jeden raz dał on dowody umiarkowania swego i poczucia słuszności.
Albrecht potrzebował, równie jako Leon, pieniędzy! Dom Fuggera, owego bogatego kupca w Augsburgu wypożyczył mu takowych; lecz teraz chodziło o spłacanie długów. Miał w prawdzie Albrecht dwa arcybiskupstwa i jedno biskupstwo, ale mimo to nie miał pieniędzy na zapłacenie swego biskupiego płaszcza, zwanego pallium. Szatę tę z białej zrobioną wełny, i czarnymi przetykana krzyżami, przesyłali papieże, pobłogosławiwszy ją poprzednio, wszystkim arcybiskupom jako oznakę ich godności. Ale przypadało odbiorcy zapłacić za takowa papieżowi 26.000, lub jako inni poświadczają 30.000 reńskich. Tym sposobem wpadł Albrecht na myśl postąpić sobie celem uzyskania pieniędzy tak, jako postąpił papież, i udał się do niego z prośbą o odstąpienie mu jeneralnego najmu odpustów na kraje niemieckie, lub jak wyrażano się w Rzymie, „niemieckich grzechów!"
Niekiedy wyzyskiwali papieże sami tę sprzedaż, prowadząc ją w własnym zarządzie; niekiedy znowu wynajmowali ja tak, jako dziś rządy pojedynczych państw wynajmują zakłady gry. Albrecht ofiarował Leonowi, żeby się zebranymi podzielili zyskami. Leon zgodził się na to, ale żądał niezwłocznego zapłacenia należności za pallium. Albrecht, spodziewając się prawie w drodze sprzedaży odpustów potrzebne zebrać pieniądze, udał się o pomoc do Fuggerów, którzy uważając interes zyskownym, wypłacili Albrechtowi pod pewnymi warunkami zażądaną sumę i stali się tym sposobem kasyerami przedsiębiorstwa. Byli oni niby ówczesnymi nadwornymi bankierami; później wyniesiono dom ich, w uznaniu wyświadczonych przez nich usług. do godności hrabiów.
A zatem podzielili się między sobą papież i arcybiskup łupami zebranymi z poczciwych niemieckich dusz; rozchodziło się jedynie o ludzi sposobnych do wykonania przedsiębiorstwa. Najprzód ofiarowano takowe księżom Franciszkanom, z którego to powodu został jeden gwardyan zakonu arcybiskupowi przydzielony. Lecz ci zakonnicy nie wiele okazywali do tego chęci, gdyż sprawa uchodziła między poczciwymi ludźmi za brudną. Augustyanie, w których łonie więcej jeszcze, niż wśród innych zakonów, znajdowało się ludzi uczonych, byliby tem mniej się zdecydowali. Przytem znowu lękali się Franciszkanie ściągnąć na siebie niełaskę papieża, który jenerała ich, imieniem Forli, wyszczególnił udzieleniem kardynalskiego kapelusza, za który jednak ubogi zakon ten zapłacić musiał 30.000 reńskich.
— 204 —
Dlatego uważał gwardyan za rzecz stosowniejszą, nie odmawiać wprost swego poparcia, ale najrozmaitsze podnosił przy tem przeszkody. Nie mogąc się z nim ujednać postanowił Albrecht według udzielonej mu rady prowadzić interes na własną swą rękę. Natomiast okazywali księża Dominikanie nie małą chętkę zagrabienia pewnej części zysku, który przedsiębiorstwo to za powiadało. Tecel, który w rzemieśle tem zjednał sobie już imię, udał się do Moguncyi, ofiarując arcybiskupowi swe usługi.
Wiedziano tutaj o jego zręczności, której przy sprzedawaniu odpustów przez krzyżaków w Prusiech i Inflantach niepospolite
złożył dowody; zgodzono się tedy na jego wnioski, i powierzono
całą sprawę Dominikanom" *).
–––––––––– • ––––––––––