— 194 —
II.
Spowiednik ks. Franciszkanin. — Dusza na cmentarzu. — Szewc z miasta
Hagenau. — Studenci. — Mykoniusz. — Pogadanka z Teclem. — Dowcipny pomysł
pewnego szlachcica. — Mowy rozsądnych i ludu. — Górnik w miasteczku Schneeberg.
Sprzedawanie odpuszczenia grzechów stało się powodem niejednego szczególniejszego zajścia. Przytaczamy tu kilka takich zdarzeń, ponieważ uważamy je za znamiona onych czasów i ponieważ mężowie, których przygody opowiemy, sami takowe opisali.
W Magdeburgu nie chciał Tecel wydać listu odpustowego pewnej bogatej pani, póki by z góry nie zapłaciła mu sumy przez 100 złr. Ta zaś zasięgła najprzód rady swego zwyczajnego spowiednika, pewnego ks. Franciszkanina, który jej rzekł, że „Bóg udziela odpuszczenia grzechów za darmo, i nie sprzedawa takowego"; ale wyraził przytem życzenie, aby rada, której jej udzielił, nie doszła uszu Tecla. Handlarz atoli dowiedziawszy się jednak o zdaniu tak mało sprzyjającem sprawie jego, podniósł krzyk wniebogłosy, że taki rajca sumienia godzien chyba, aby go wypędzono lub spalono*).
Nie często natrafiał Tecel na mężów tak oświeconych, którzy by stawiali mu opór, rzadziej jeszcze na takich, którzy by się na podobny opór odważyli. W całości miał on z zabobonnem pospólstwem nie trudną sprawę. Przyszedłszy do miasta Zwickau zatknął tam czerwony krzyż. Poczciwe obywatelstwo garnęło się zewsząd do skrzyni, rzucając w nią pieniądze, które dusze jego zbawić miały. Tecel obfity zrobił połów. Przed odjazdem prosili go kapłani i pomocnicy jego o urządzenie wesołego wieczorka na pożegnanie. Przeciwko takiemu żądaniu nie dało się nic powiedzieć; lecz jakże takowe wypełnić, kiedy pieniądze były już przeliczone i obwarowane pieczęcią? Następnego poranka kazał Tecel zadzwonić wielkim dzwonem; kto żyw, pobiegł do kościoła. Ponieważ już skończył się odpust, przypuszczał każdy, iż musiało zajść coś nadzwyczajnego. „Miałem zamiar," odezwał się Tecel do zgromadzonych, „dziś rano opuścić wasze miasto, lecz w nocy słyszałem jęki, które mię ze snu obudziły. Słucham, aż przekonałem się, że pochodzą z cmentarza. Ach! biedna jakaś dusza wołała na mnie, zaklinając mię, abym i ja z okropnych
*)
Scultet. annal. evangel. p. IV.
— 195 —
wybawił katuszy! Pozostanę tedy tutaj o jeden dzień dłużej; może uda mi się w sercach chrześcian wzbudzić współczucie dla tej biednej duszy. Ja pierwszy składam dla niej od siebie pewien dar; kto w ślady moje nie pójdzie, godzien jest potępienia. Czyjeż serce miało na takie wezwanie zostać obojętne? Któż mógł wiedzieć, co to za dusza, która tak na cmentarzu jęczała? Sypnięto tedy nie mało pieniędzy, a Tecel, kapłani i pomocnicy jego wyprawili sobie sutą biesiadę, której koszta opłacono pieniędzmi, zebranemi za zbawienie wyż wymienionej duszy *).
W miasteczku Hagenau rozpoczęto r. 1517 targ odpustów. Żona pewnego szewca, korzystając z pozwolenia, które instrukcya generalnego komisarza było ogłoszone, kupiła sobie wbrew woli swego męża za jeden złoty reński list odpustowy. W krotce potem umarła. Ponieważ wdowiec nie zamawiał czytania mszy za dusze umarłej, dla tego proboszcz zaniósł na niego skargę o pogardę religii. Sędzia zawezwał szewca do sądu. Ten przyszedł, zabrawszy z sobą do kieszeni list od pustowy zmarłej swej żony. „Czy żona wasza umarła?" za pytał go sędzia. — „Tak jest." — „Cóż uczyniliście dla niej?" — „Pogrzebałem jej ciało, a duszę poruczyłem Panu Bogu." — „Czy daliście na czytanie mszy za duszę umarłej?" — „Nie, tego nie było potrzeba; ona wprost po śmierci dostała się do nieba." — „Zkądże o tem wiecie?" — „Oto jest dowód!" W tem wyjąwszy z kieszeni list odpustowy podał go szewc sędziemu, który w obecności proboszcza czytał głośno, co tam stało na pisano, że w chwili śmierci dusza jej nie pójdzie do oczyśćca, ale wprost do nieba. „Jeżli proboszcz utrzymuje," odezwał się szewc, „że tutaj czytanie mszy jeszcze jest potrzebne, to najświętszy Ojciec, papież oszukał mą żonę; jeźli zaś mszy już nie potrzeba, to proboszcz mię chce oszukać." Przeciwko temu nie dało się nic powiedzieć; oskarżonego szewca musiał sędzia uwolnić. Zdrowy rozsądek ludu potępiał to nabożne oszustwo **).
Pewnego razu kazał Tecel w Lipsku, zaprawiając mowę swą podobnemi bredniami, jakieśmy wyż wykazali. Z powodu tego opuścili dwaj studenci z wielkiem oburzeniem kościół tłumacząc publicznie, że niepodobna słuchać bajek i niedorzeczności, które ten mnich gada***). Jednym z nich miał to być młodzieniec imieniem Camerarius, późniejszy przyjaciel i biograf Melanchtona.
*) Löscher, Reform. Acta 1404. —
Luth. opp. XV., 443.
**) Musculi Loci cornmunes. p. 362.
***) Hoffmann, Ref.-Geschichte von Leipzig, p. 32.
— 196 —
Na nikogo atoli między ówczesnymi młodzieńcami nie wywarł Tecel większego wrażenia, niż na Mykoniusza, który później zasłynął jako reformator i dziejopis reformacyi. Odebrał on chrześciańskie wychowanie. Ojciec jego, mąż mający dobre imię pomiędzy współobywatelami swymi w ziemi Franków, odzywał się do niego nieraz temi słowy; „Synu mój, módl się pilnie, albowiem jedynie Bóg dawa nam wszystko za darmo. Krew Chrystusowa, to jedyny okup za grzechy wszystkich ludzi. Chociażby przez krew Chrystusową tylko trzej ludzie zbawieni zostali, to jednak ufaj i wierz mocno, że jednym z nich jesteś ty*). Byłoby to bowiem bluźnierstwem dla krwi Chrystusowej, gdybyśmy o zbawiającej mocy jej powątpiwali." Dalej ostrzegał on syna przed handlem odpustów, który prawie naonczas w Niemczech pojawiać się zaczynał, dodawając, że „odpust rzymski jest tylko siecią do łowienia pieniędzy i oszukiwania dobrodusznego ludu. Grzechów odpuszczenia bowiem i żywota wiecznego za pieniądze nie kupi nikt."
W trzynastym roku życia jego wyprawili go rodzice do szkoły do miasta Annaberg. Za niedługo potem przybył do Annaberg Tecel i został tam przez dwa lata. Kazania jego żywe budziły zajęcie. „Nie ma środka," krzyczał Tecel piorunującym głosem, „do zjednania sobie zbawienia wiecznego, wyjąwszy zadośćuczynienie przez dobre uczynki. Lecz zadośćuczynienia takiego nie jest człowiek w stanie dopełnić, a zatem musi go sobie za pieniądze kupić od rzymskiego papieża" **),
Mając ztąd odjeżdżać z większym jeszcze kazał on naciskiem. „Wnet," wołał Tecel, grożąc słuchaczom, „wnet już podniosę krzyż i zamknę bramy nieba***); zgaszę światłość słońca łaski, które teraz jeszcze przed obliczem waszem jaśnieje." Potem znowu uprzejmemi napominając ich słowy powiedział tak: „Dziś jest dzień zbawienia, oto teraz czas przyjemny." I znowu podnosząc głos wołał jako istny krzykacz †) papiezki do mieszkańców okolicy, żyjących przeważnie z górnictwa, te mówiąc słowa: „Przynoście, wy obywatele Annabergu dużo pieniędzy na zakupienie odpustów, a górnicze zakłady wasze wydadzą wam od razu wielką obfitość szczerego srebra." Na końcu, było to około Zielonych Świątek, oświadczył Tecel, iż Bogu na chwałę zechce biednym ludziom dać listy odpustowe za darmo.
*) Si tantum tres homines essent salvandi per sanguinem Christi, certo Statueret unum se esse ex tribus illis. Melch. Adam. Vita Myconii.
**) Si nummis redimatur a pontifice romano. Melch.
Ad. V. Myconii.
***) Clausurum januam coeli. Ibid.
†) Stentor pontificius. Ibd.
— 197 —
Młody Mykoniusz, który między słuchaczami Tecla się znajdował, uczuł nieprzezwyciężoną chęć korzystania z tej obietnicy. Przystąpiwszy tedy do komisarza rzekł do niego po łacinie: „Ja jestem grzesznikiem i ubogim; ja potrzebuję odpuszczenia za darmo." — »Tylko tacy ludzie, którzy dla kościoła mają rękę pomocną, to znaczy, którzy pieniędzy dadzą, stawają się uczestnikami zasługi Chrystusowej," odpowiedział kramarz. — „Cóż mają tedy znaczyć te wasze obietnice darowania odpustów za darmo, które na drzwiach i ścianach kościoła stoją ogłoszone?" — „Dajcie choćby tylko jeden grosz," rzekli do niego ludzie należący do otoczenia Tecla, gdy widzieli, że wstawiennictwo ich u komisarza za młodym studentem nie odnosiło skutku! — „Nie mogę." — „To przynajmniej sześć szelągów." — „Nie mam ich." — Dominikanie zaniepokoili się, że rozchodzi się tu może o wyplatanie jakiegoś figla. „Słuchaj," rzekli do niego, „my podarujemy ci tych sześć szelągów." Na to zawołał młodzieniec 'L oburzeniem: „Ja nie chcę kupionego odpustu, bo na to nie potrzebowałbym niczego więcej, jak tylko sprzedać książkę do nauki. Lecz ja chcę odpustu za darmo, dla woli Bożej. Wy kiedyś odpowiecie za to przed Bogiem, żeście dla sześciu szelągów duszy człowieka na wieki zginąć pozwolili." — „Któż posłał cię do nas, abyś wobec nas użył podstępu?" pytali go handlarze. — „Tylko życzenie dostąpienia łaski Bożej przywiodło mię przed tak
wielkich panów," odpowiedział Mykoniusz i odszedł.
„W głębi duszy," pisze Mykoniusz, „bolałem nad tem, iż mię tak niemiłosiernie odprawiono. Lecz w sercu mem uczułem głos pocieszy cielą, który mówił do mnie, że jest w niebie Bóg, co bez pieniędzy i za darmo dla Syna swego Jezusa Chrystusa pokutującym grzesznikom grzechy ich odpuszcza. Gdym od ludzi tych się odwracał, poruszył Duch Święty serce moje. Rozpłakałem się żałośnie i obfite wylewając łzy modliłem się do Pana: O Boże mój, ci ludzie odmówili mi odpuszczenia grzechów dla tego, że nie mam pieniędzy; lecz ty Panie, zlituj się nade mną i odpuść mi grzechy me z łaski Twojej. Powróciwszy do mego pokoju, zdjąłem tam z biurka mego krzyż, a postawiwszy go na krześle ukląkłem przed nim. Uczuć moich nie jestem w stanie opisać. Prosiłem Boga, aby mi był ojcem i prowadził kroki moje według upodobania swego. W tej chwili uczułem pewną odmianę i przeobrażenie wewnętrznej natury mojej. Co mię przedtem napełniało radością, to stało mi się odtąd wstrętnem. Z Bogiem żyć, Jemu się podobać, to najszczerszem było mem życzeniem."
— 198 —
Tym sposobem sam Tecel przygotowywał reformacyą. Przez haniebne nadużycia torował on drogę dla czystszej nauki i napawał serca szlachetnych młodzieńców oburzeniem, które czasu swego gwałtownie miało wybuchnąć na zewnątrz. Następujące zdarzenie jest tego dowodem.
Pewien saski szlachcic, który w Lipsku słuchał kazań Tecla, nie mało się na kłamstwa jego oburzył. Przystąpiwszy tedy do niego zapytał się go, azali jest także w stanie odpuścić takie grzechy, które człowiek dopiero w przyszłości popełnić zamierza? „Tak jest," odrzekł Tecel, „i do tego jestem przez papieża upełnomocnionym." „Jeźli się tak rzecz ma, to chciałbym na pewnym nieprzyjacielu wykonać niewielką zemstę, nie narażając jednak życia jego na niebezpieczeństwo. Oto dam wam dziesięć talarów, jeźli mi wygotujecie list odpustowy, którym bym się zupełnie zdołał usprawiedliwić." Tecel podnosił trudności, na końcu zgodzili się na 30 talarów. Nie długo potem opuścił mnich miasto Lipsk. W lesie między miastami Jüterbogk i Trebbin położonym zajął szlachcic stanowisko wraz ze swą służbą, wyczekując na Tecla. Skoro się mnich zjawił, uderzyła nań drużyna i wymłóciwszy mu należycie skórę, odebrała skrzynie pełną pieniędzy, którą z sobą wiózł inkwizytor. Tecel podniósł krzyk o wyrządzenie mu
gwałtu i podał sprawę do sądu. W tem przedłożył szlachcic swój list odpustowy, zwalniający go z góry od wszelkiej kary i własną ręką Tecla wygotowany. Książę Jerzy bardzo się z początku rozgniewał, lecz ujrzawszy list ten odpustowy, rozkazał oskarżonego wypuścić na wolność*).
Sprawa handlu tego wszędzie zajmowała umysły i była przedmiotem rozmowy po zamkach, salach uniwersyteckich, po domach mieszczan, po gospodach, słowem wszędzie, gdzie schodził się lud **). Różne objawiały się zdania; jedni wierzyli w prawdę całej tej sprawy, drudzy oburzali się na nią. Większa część ludu, idąc za wskazówkami zdrowego rozsądku, potępiała z oburzeniem sprawę odpustów. Nauka ta była Pismu świętemu i prostym zasadom obyczajowości do tego stopnia przeciwna, iż uznał to w sercu swem każdy, kto choć trochę znał Pismo święte lub zdrowy miał rozum. Każdy wyczekiwał tylko chwili sposobnej, w którejby przeciwko nauce tej wystąpił. Szyderczym umysłom nie brakło zaprawdę powodu do
uszczypliwych uwag. Lud czujący już od lat nienawiść do
*) Albinus Meissn. Chronik L. Opp. W. XV. 44. Hecht, Vita Tezelii.
**) Luth opp. (Leipz.) XVI. 111 i 116.
— 199 —
duchownych z powodu rozpustnego ich życia, jedynie jeszcze przez obawę piekielnych kar okazywał im na zewnątrz pewne uszanowanie; teraz i ta przeszkoda upadła. Wszędzie dawały się słyszeć skargi i gorzkie szyderstwa o chciwości pieniędzy, jaką odznaczało się duchowieństwo.
Lecz na tem się nie skończyło. Owszem nawet i władza kluczów królestwa niebieskiego i powaga papieża nie uszły szyderczych uwag. „Dla czegóż nie wyzwoli papież wszystkich dusz razem z ognia czyśćcowego już dla przenajświętszej miłości i ze względu na największe dusz tych katusze, kiedy dla błahego grosza, ofiarowanego na budowę kościoła świętego Piotra, tak wielką liczbę dusz wybawia z oczyśćca? Do czegóż maja służyć jeszcze te wspaniałe pogrzeby i to odprawianie mszy za umarłych w pewnych porach roku ? Dla czegóż nie wyda on lepiej lub nie pozwoli zabrać napowrót legatów lub dotacyj
przeznaczonych dla probostw, które na intencyą zbawienia umarłych ustanowione zostały, jeźli zbyteczną jest modlić się za tych, co już są zbawieni ? Cóż to ma być za nowa świętość Boga i papieża, że za pieniądze pozwala bezbożnikowi i nie przyjacielowi wybawić bogobojną i Bogu miłą duszę, a nie zechce takowa bogobojna i miłą duszę wybawić za darmo już przez wzgląd na wielka jej nędze?" (Tezy Lutra 82—84).
Nie mało też dałoby się opowiadać o sprośnym i wstydu pozbawionym sposobie życia tych odpustowych kramarzy. Furmanom, gospodzkim i innym ludziom, którzy u nich jaką służbę pełnili, płacili oni nie pieniędzmi, lecz odpustowymi listami, dawając im takowe według potrzeby dla czterech, pięciu, ba i więcej dusz. Tym sposobem znajdowały się listy odpustowe jako u nas banknoty lub pieniądze papierowe w obiegu, a to po karczmach i po targach. „Dawać, dawać! to głowa, brzuch i ogon, słowem to suma ich mów," tak opowiadano sobie między ludem*).
Pewien górnik w miasteczku Schneeberg zapytał się jednego z kramarzy, czy też istotnie można wierzyć wszystkim tym opowiadaniom o mocy odpustów i o tak wielkiej potędze papieża, żeby za grosz wrzucony w skrzynię prawdziwie jedna dusza miała być wybawiona z oczyśćca ? Kramarz potwierdził to zapytanie. „To w takim razie," zauważał górnik, „jest ten papież człowiekiem bardzo niemiłosiernym, kiedy dla marnego grosza pozwala duszy człowieczej przez tak długi czas jęczeć w płomieniach. Jeźli pieniędzy nie ma, to niechaj każe zebrać naraz sumę 100.000 talarów, a potem niech uwolni wszystkie
*) Luth. opp. (Leipz.) XVII. 79.
— 200 —
dusze razem. My biedni ludzie chętnie na to zbierzemy kapitał razem z procentem."
Tak sprzykrzył się krajom niemieckim do ostateczności haniebny ten handel. „Oszustwa tych rzymskich łotrów," powiada Luter, „nie były już dłużej do wytrzymania" *). A jednak nie znalazł się ani jeden, biskup, ani jeden teolog, któryby odważył się wystąpić przeciwko szalbierstwu i oszustwom ich.
Umysły nie mało były zaniepokojone. Wyglądano niecierpliwie na wszystkie strony, czy nie zeszłe Pan Bóg zkąd człowieka, któryby dla wykonania tak koniecznie potrzebnego dzieła w dostateczną uzbrojony był siłę. Ale z nikąd nie pojawiał się mąż, na którego przyjście powszechnie czekano.
–––––––––– • ––––––––––