— 176 —

 

XI.

 

Swoboda i niewola. — Zdania. — Natura człowieka. — Prośba w Erfurcie. — Eck. — Urban Regiusz. — Skromność Lutra.

 

                   Luter z wielką gorliwością rozpoczął prace swe na nowo, sposobiąc kilku młodych teologów do egzaminu, którym mieli uzyskać zezwolenie na publiczne wykładanie nauk na wszechnicy. Najwięcej cieszyło go, że promocya miała wypaść na hańbę Aristotelesa, któremu jak najwięcej życzył nieprzychylnych.

                   To też była przewodnia myśl zdań, które Luter przy tej sposobności ułożył. Głównym przedmiotem rozprawy miała być nauka o swobodnej woli człowieka, którą już w zdaniach Feldkirchena poruszył, a teraz zgłębił gruntowniej. Od czasów powstania chrześciaństwa nieustawały prawie, raz cichsze, to znowu zaciętsze spory naukowe, dotyczące się kwestyi, czy wola człowieka jest swobodną albo czy nią nie jest. Niektórzy scholastycy idąc w ślady Pelagiusza i innych nauczycieli, utrzymywali, że człowiek sam w sobie posiada swobodę czyli zdolność do miłowania Boga i czynienia dobrego. Luter zaprzeczał tej zdolności, nie dla tego, by ją człowiekowi oderwać, lecz dla tego, by mu ją nadać. Nie rozchodzi się właściwie w tej ważnej kwestyi tyle o swobodę i niewolę człowieka, jako więcej o to się rozchodzi, czy swoboda ta pochodzi od Boga, czy pochodzi od człowieka. Ci, którzy za swobodą przemawiają, mówią do człowieka tak: ty jesteś w stanie dobrze czynić; większej zdolności ci nie potrzeba. Inni znowu, których zwolennikami niewoli nazwano, powiadają do człowieka: ty prawdziwej swobody nie posiadasz, Bóg podawa ci ją przez Ewangelią. Po jednej stronie gadają o wolności, by zachować stan niewoli; po drugiej znów mówią o niewoli, by urzeczywistnić stan wolności. Tak walczono za czasów apostoła Pawła, tak za czasów Augustyna i Lutra. Jedni wołają: „Nie zmieniać niczego!”  — ci są zwolennikami niewoli; drudzy zaś wołają: „Pokruszcie wasze kajdany!”  — ci walczą za prawdziwą duszy naszej wolność.

                   Wprawdzie nie powinniśmy w tej jednej spornej sprawie upatrywać naturę całej reformacyi. Jest ona tylko jedną z tych nauk, które Doktor wittenberski postanowił. Przedewszystkiem nie powinniśmy upatrywać w prądzie reformacyi jakichś tam fatalistycznych zasad, jakiejś walki przeciwko wolności ducha; owszem duch ludzki najwznioślejsze wyzwolenie

 

— 177 —

 

swoje zawdzięcza prawie reformacyi. Ona to zerwała więzy, którymi duchowieństwo skrępowało myśli ludzkie, ona postanowiła zasadę i prawo wolności, prawo wolnego badania rzeczy i przywróciła wiekowi swemu, tudzież i nam przyszłym pokoleniom wolność umysłu. Również i to mylne jest zapatrywanie, które powiada, że reformacya wprawdzie ducha człowieczego z jarzma ludzkich wymysłów wybawiła, ale że zniewoliła go za to pod wszechmocne jarzmo łaski Bożej. To prawda, że zamiarem jej było odnieść wolę człowieka do źródła woli Bożej, podbić ją zupełnie pod władzę tejże i zlać wolę człowieka z wolą Bożą; ale któryż filozof ośmieliłby się zaprzeczyć temu, że w zupełnej jedności z wolą Bożą spolega dla człowieka jedyna, najwyższa i doskonała wolność, tudzież że człowiek tylko wtenczas zupełnie jest wolnym, jeżli w sercu jego najwyższa sprawiedliwość i wieczna prawda jedynie i wyłącznie panują.

                   Oto następują niektóre z onych 99 zdań, które Luter naprzeciwko zasadom pelagianizmu i racyonalizmu teologii scholastycznej postanowił.

                   „Prawda jest, że człowiek, stawszy się złem drzewem, nie może ani chcieć, ani czynić nic innego, jedno tylko złe.”

                   „Fałszem jest, jakoby wola człowieka, sobie samej będąc oddana, mogła czynić dobre lub złe, albowiem nie jest wolna, lecz uwięzioną.”

                   „Nie jest to w mocy woli człowieczej chcieć wszystko, albo też nie chcieć, co przed nami jest.”

                   „Człowiek nie może według przyrodzonej natury swej chcieć, aby Bóg był Bogiem. Owszem on sam wolałby być Bogiem, tak iżby Bóg nie był Bogiem.”

                   „Najlepszem i niewatpliwem przysposobieniem i jedyną zdolnością do łaski Bożej jest odwieczne wybranie i przeznaczenie przez Boga.”

                   „Fałszem jest, jakoby człowiek uczyniwszy wszystko, co od siły jego zależy, usunął już wszystkie trudności, znajdujące się na drodze jego do łaski.”

                   „Słowem, natura człowieka nie posiada ani prawdziwej znajomości rzeczy, ani dobrej woli” *).

                   „Ze strony człowieka nie idzie nic naprzeciwko łasce, zbliżającej się do nas, celem przyjęcia takowej, wyjąwszy chyba słabość naszą, ba nawet i odpór.”

                   „Niema cnoty moralnej, w którejby nie było dumy, żałości, słowem grzechu.”

 

*) Optima et infallibilis ad gratiam praeparatio et unica dispositio est aeterna Dei electio et praedestinatio. Luth. opp. I. 56.

 

— 178 —

 

                   „Od początku aż do końca nie jesteśmy panami, lecz niewolnikami naszych czynów.”

                   „Nie stawamy się sprawiedliwymi przez czyny sprawiedliwe, lecz stawszy się sprawiedliwymi, pełnimy sprawiedliwe czyny.”

                   „Kto mówi, że teolog nie będący logikiem, jest kacerzem i awanturnikiem, ten kacerską i awanturniczą ustanawia zasadę.”

                   „Żadna formuła sylogizmu nie zgadza się z wyrazami Bożymi”  *).

                   „Gdyby formuły sylógizmu dały się zastosować do rzeczy Bożych, to artykuł o Trójcy świętej należałby do dziedziny wiedzy, a nie wiary.”

                   „Słowem, Aristoteles jest dla teologii tem, co ciemność dla światłości.”

                   „Człowiek większym jest wrogiem łaski Bożej, niżli zakonu.”

                   „Kto w stanie łaski Bożej nie stoi, bezustannie grzeszy, chociażby i zabójstwa, kradzieży, cudzołóstwa nie pełnił.”

                   „Grzeszy człowiek taki, albowiem zakonu Bożego według ducha nie wykonywa.”

                   „Nie zabijać, nie cudzołożyć, a zwłaszcza jedynie na zewnątrz przez zaniechanie samego czynu, to chyba sprawiedliwość obłudników.”

                   „Zakon i wola człowieka, to bez pośrednictwa łaski Bożej dwaj nieprzejednani wrogowie”  **).

                   „Czego zakon wymaga, tego wola nigdy nie czyni, chyba że jej bojażń albo miłość na pozór udawać każe, jako by to uczynić chciała.”

                   „Zakon jest katem woli człowieka, który tylko przez dziecię, które się nam narodziło (Izaj. 9. 6.), zwyciężony być może”  ***).

                   „Zakon potęguje grzech, albowiem wyzywa i odpycha wolę.”

                   „Lecz łaska Boża zasila sprawiedliwość przez Jezusa Chrystusa, który wpawa w serce człowieka miłość zakonu.”

                   „Każdy uczynek wynikający z zakonu wydawa się na zewnątrz dobrym, lecz na wewnątrz jest grzechem.”

                   „Jeźli wola człowieka nie doznawszy łaski Bożej w myśl

zakonu działa, to czyni to z samolubnych pobudek.”

 

*) Nulla forma syllogiatica tenet in terminis divinia. (Luth. Opp. I. 56).

**) Lex et voluntas sunt adversarii duo sine gratia dei implacabiles. Ibid.

***) Lex est exactor voluntatis, qui non superatur, nisi per parvulum, qui natus est nobia. Luth. Opp. I. 56.

 

— 179 —

 

                   „Przeklęci są wszyscy, którzy czynią uczynki zakonu.*

                   „Błogosławieni wszyscy, którzy czynią czyny łaski Bożej.”

                   „Dobrym zakonem, z którego żywot pochodzi, jest miłość Boża, rozlana w sercach naszych przez Ducha Świętego” (Rzym. 5., 5.).

                   „Łaska nie jest nam dana, abyśmy częściej i łatwiej dobre czyny czynili, lecz dla tego, ponieważ bez łaski nie jesteśmy w stanie czynić uczynki miłości.”

                   „Boga miłować znaczy tyle, co samego siebie nienawidzieć i prócz Boga nie znać niczego”  *).

                   A zatem przypisuje Luter wszystko dobre, co człowiek wypełnić może, jedynie Bogu. Nie rozchodzi się tedy o poprawę, niby o łatanie woli człowieka, owszem całkiem nowa wola musi być mu darowaną. Tylko Bóg może to powiedzieć, bo on jedynie może to wykonać. Jest to jedna z największych

i najważniejszych prawd, które w ogóle duch ludzki poznać jest w stanie.

                   Lecz utrzymując zasadę o bezwładności woli człowieka umiał Luter ominąć błąd przeciwnego znowu rodzaju. Powiada on w ósmem zdaniu tak: „Ztąd nie wynika, jakoby wola człowieka z natury była złą, a zatem, jak uczą manicheusze, istota złego**). Natura człowieka była pierwotnie dobra, lecz odwróciła się od dobrego, które jest Bóg, i zwróciła do złego. Ale jednak pozostawa jej wzniosłe i święte pochodzenie, i za pomocą Bożą może takowa stać się zdolną odzyskać je na nowo. Zadaniem chrześciaństwa jest przywrócić ten stan pierwotny. Ewangelia wyobraża nam człowieka w stanie poniżenia

i bezwładności, lecz oraz znajdującego się w środku pomiędzy stanem podwójnej chwały i podwójnej wielkości, a mianowicie chwały minionej, którą utracił i chwały przyszłej, do której jest powołany. Ta ci jest prawda; człowiek wie o tem, a jeżli się tylko nad nią zastanowi, to nie trudno pozna, że wszystko to, co mu o obecnej jego czystości, mocy i wielkości powiadają, szczerem jest kłamstwem, którern usiłują się ukołysać i uśpić jego dumę.”

                   Luter powstał w tezach tych nietylko przeciwko rzekomej dobroci woli człowieka, lecz także przeciwko rzekomej zdolności naszego rozumu, jakoby takowy rzeczy Boże poznać był w stanie. Nauka scholastyków równą, co woli człowieka,

 

*) Luth. Opp. Lips. XVII. p. 143.

**) Nec ideo sequitur, quod sit naturaliter mała, id est natura mali secuudum Manichaeos. Luth. Opp. ibd.

 

— 180 —

 

rozumowi jego przypisy wała dobroć. W gruncie rzeczy była teologia ta pewnym rodzajem racyonalizmu, to też one powyższe zdania Lutra wyglądają tak, jakby wprost przeciwko racyonalizmowi dnia dzisiejszego skierowane były. W tych tezach, które stały się powodem powstania reformacyi, uderzył Luter na kościół

i zabobon ludu, który naukę Ewangelii zaprawił naukami o odpustach, oczyśćcu i o wielu innych nadużyciach. W wyżwymienionych zaś tezach powstał Luter przeciwko naukom szkoły i racyoaalizmu, które to z Ewangelii uprzątnęły niby naukę o wszechmocności, objawieniu i łasce Bożej. Reformacya zwróciła się najprzód przeciwko racyonalizmowi, a potem dopiero przeciwko niedowiarstwu; określiła tedy najprzód prawa Boże, zanim wzięła się do oczyszczenia nauki z naleciałości ludzkich. Powiedziała najprzód, co być powinno; a potem dopiero, co być nie powinno. Prawdy tej nie uwzględniano dotąd dostatecznie; a jednak nie mając odpowiedniej znajomości rzeczy nie podobna ocenić sprawiedliwie wewnętrznej natury tego odrodzenia religijnego.

                   W każdym razie wydawają się one prawdy, które Luter z taką przedstawił siłą, jakby zupełnie były nowe. Nie trudną byłoby bronić je w Wittenberdze, gdzie wpływ Lutra przeważał ; lecz możnaby go posądzić, iż takie obrał sobie miejsce do boju, na którem żaden przeciwnik przeciwko niemu wystąpić nie mógł. Więcej musiała rozpowszechnić się prawda, jeźliby miejscem boju jaką inną obrano wszechnicę; publiczne zaś roztrząsanie takich zasadniczych nauk wywołało reformacyą. Zwrócił tedy Luter oko swe na uniwersytet erfurcki, którego teolodzy nie małą do niego okazywali urazę.

                   Luter przesłał zdania swe do erfurckiego przeora Lange i napisał do niego tak: „Z niezmierną ciekawością wyczekuję zdania twego o tych paradoksach, może aż zanadto jestem niespokojny. Przypuszczam bowiem, iż wasi teolodzy uznają to, co mnie się ortodoksyjnem (prawowiernem) wydaje, za

paradoksyą (niedorzeczność), może nawet i za kakodoksyą (zgubną naukę*). Donieś mi o teru, jak możesz najprędzej. Oświadcz Wydziałowi teologicznemu i wszystkim innym nauczycielom, że jestem gotów przyjść do was i bądź to na wszechnicy, bądź w klasztorze bronić te zdania.”  Wszechnica atoli nieprzyjęła tego wyzwania Lutra; zakonnicy erfurccy zaś kazali powiedzieć Lutrowi, że się im zdania jego jak najbardziej niepodobały.

 

*) Imo cacodexa videri suspicor. Luth. Epp. I. 6.

 

— 181 —

 

                   Luter chciał przesłać takowe jeszcze gdzieś indziej, i zwrócił przytem uwagę swą na męża, który w dziejach reformacyi niepoślednią odegrał rolę, a dla tego na bliższe zasługuje zaznajomienie się z nim.

                   W bawarskiem mieście Ingolstadt nauczał na wszechnicy znakomity profesor, imieniem Jan Mayer; urodził się on w wiosce Eck w Szwabii. Luter wysoko cenił talent i naukę jego. Był to człowiek bystrego rozumu, czytał dużo i miał wyborną pamięć; odznaczał się równą nauce swej wymową, głos jego

świadczył o żywości ducha. Dla południowych Niemiec miał Eck pod względem ducha to samo znaczenie, co Luter dla północnych; obydwaj byli znakomitymi owego czasu teologami, różniąc się jednak od siebie co do kierunku teologii. Ingolstadt współzawodniczył prawie z Wittenbergą o pierwszeństwo; sława obydwóch tych nauczycieli wabiła ze wszystkich stron studentów pragnących wiedzy. Tudzież osobiste przymioty tychże nauczycieli jednały im serca uczącej się młodzieży. Charakter Ecka nie uszedł zarzutów, lecz jeden wypadek z życia jego wystarczy na dowód, że umysł jego przynajmniej naonczas nie był dla szlachetnych wzruszeń nieprzystępnym.

                   W gronie studentów, których sława Ecka do Ingolstadtu zwabiła, znajdował się pewien młody człowiek, imieniem Urban Regiusz. Rodzice jego mieszkali nad brzegami pewnego alpejskiego jeziora. Regiusz poświęcał się naukom najprzód w mieście Breisgau w Freiburgu, potem udał się do Ingolstadtu, by

tam słuchać Ecka, którego względy przez pilne uczęszczanie na filozoficzne jego wykłady zaskarbić sobie umiał. Ponieważ młodzieniec ten sam musiał starać się o potrzeby swoje, dla tego przyjął on posadę towarzysza i nadzorcy kilku uczniów szlacheckiego rodu, przyczem jednak nie tylko nad zachowaniem i studyami ich czuwać, lecz także odzenie i książki dla nich zakupywać się zobowiązał. Młodzi panicze stroili się w wykwintne ubiory i wiedli nader rozrzutne życie. Kegiusz znalazłszy się z powodu tego w kłopotach udał się do rodziców ich z prośbą, aby synów odwołali do domu. „Miejcie tylko cierpliwość!”  odpowiedziano mu na to. Lecz długi rosły, wierzyciele domagali się pieniędzy; Rygiusz nie wiedział, co począć. Naonczas werbował cesarz żołnierzy do wojny przeciwko Turkom. Wysłańcy jego przyszli do Ingolstadt; Urban dał się w rozpaczy zapisać w poczet rekrutów. Nadchodziła chwila wymaszerowania, Regiusz stał w szeregach w wojskowym ubiorze, gdy w tej chwili pojawił się na rynku miasta Doktor Eck

razem z kolegami swymi. Z zadziwieniem spostrzegł on Urbana

 

— 182 —

 

w szeregu rekrutów. „Urbanie Regiusz!”  odezwał się Doktor, zmierzywszy go ostrym wzrokiem. „Tak jest, jestem nim,”  odrzekł rekrut. „A po cóż tutaj” ? Rekrut opowiedział mu o swych biedach. „Ja już sprawę tę załatwię,”  odpowiedział Eck, wziął z ręki jego helebardę i wykupił rekruta. Rodzice paniczów, którym Doktor niełaską księcia zagroził, nadesłali pieniądze potrzebne do zapłacenia długów. Urban Regiusz odzyskał tym sposobem wolność i stał się później mężna podporą reformaeyi.

                   Na, Doktora Eck zwrócił Luter myśli swe, przypuszczając, iż on może będzie pomocnym do rozpowszechnienia w południowych Niemczech zdań jego o pelagianizmie i scholastycznym racyonalizmie. Nie przesłał ich jednak wprost do profesora, lecz uczynił to na ręce wspólnego im i obydwom zacnego przyjaciela ich, Krysztofa Scheurl, sekretarza miasta Nürnberg, prosząc go uprzejmie, aby zdania te zechciał przesłać do pobliskiego Ingolstadtu na ręce Doktora Eck. „Przesyłam Wam moje bardzo parodoksyjne, nawet jako niektórzy mniemają, kakistodoksyjne (kakistodoxas) propozycye: oddajcie je w ręce bardzo uczonego i zdolnego Ecka, abym się dowiedział, co on o nich sądzi”  *). Tak odzywał się Luter o Ecku; tak ścisła łączyła ich naonczas przyjaźń, a nie Luter był to, co związek ten zerwał.

                   Jednak nie na tem to polu miało przyjść między nimi do starcia. Nauki wprawdzie w zdaniach tych wypowiedziane, niezaprzeczenie ważniejsze jeszcze były od tych, które w dwa miesiące później cały kościół wzruszyły; lecz mimo wszelkich wyzywan Lutra nie zwróciły one na siebie uwagi publiczności. Czytano je w szkołach, ale poza obrębem tychże nie wywarły one zgoła żadnego wrażenia.

                   Tu bowiem rozchodziło się o tezy ograniczające się do nauk teologicznych, zdania zaś później wydane dotyczyły się złego, które pośród ludu grasowało, a teraz ze wszech stron naród niemiecki jakby powodzią zalało. Póki Luter zapomniane odgrzewał nauki, dopóty milczeli wszyscy; cały świat zaś zwrócił swą baczność, gdy Luter dotknął nadużyć, sprawiających powszechna zgorszenie.

                   W jednym i drugim wypadku miał Luter zamiar wywołać dysputy teologiczne, jakie na wszechnicach były we zwyczaju. Zamiary jego do tego ograniczały się zakresu; nie przyszło mu bynajmniej ani na myśl zostać reformatorem kościoła.

 

*) Eccio nostro, eruditissimo at ingeniosissimo viro exhibete, ut ftudiam et videam, quid vocet illas. Luth. Epp. I. 63.

 

— 183 —

 

Zanadto był on w sercu swem pokornym, ba nawet stawał się przez to po prostu lękliwym i niepewnym siebie. „Ja nie zasługuję dla nieuctwa mego, chyba żebym gdzieś w kącie pozostał, aby nikt pod słońcem o mnie nie wiedział*). Lecz z zacisza tego, w którem nikomu nieznany pozostać on pragnął, wszechmocna wyprowadziła go ręka. Okoliczności pewne, od woli Lutra nie zawisłe, parły go na pole walki, a tak wybuchła wojna. Okoliczność ta, ręką Opatrzności sporządzona, niechaj teraz zajmie naszą uwagę.

 

*) Luth. Opp. W. XVIII. 1944.

 

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1