V.

 

Wszechnica wittenberska,. — Pierwsza nauka. — Wykłady biblijne. — Zwrócenie uwagi. — Kazania w Wittenberdze. —           Stara kaplica. — Wrażenie.

 

                   Roku 1502 założył książę elektor saski Fryderyk nową wszechnicę w mieście ” Wittenberg, i oświadczył w liście fundacyjnym, iż on i lud jego trzymać się będą nauk wszechnicy tej jakby wyroczni. Pisząc słowa te nie mógł jeszcze książę wyobrazić sobie, w jak wspaniały sposób sprawdzić się miały takowe. Na założenie wszechnicy wywierali niepomierny wpływ dwaj mężowie, liczący się do szkoły przeciwnej scholastyce; a mianowicie byli nimi Pollich von Meilerstadt, Doktor filozofii, prawa i medycjny, i Staupitz. Patronem obrała sobie wszechnica św. Augustyna; był to wybór mający swoje znaczenie. Wysoka ta szkoła, wielkiemi odznaczona swobodami, słynna z wysokiego stanowiska swego jako najwyższej władzy rozstrzygającej w rozmaitych trudnych sprawach spornych, była ona rzeczywiście jakby stworzoną na kolebkę reformacyi i nie mało się też przyczyniła do dalszego duchowego rozwoju Lutra i jego dzieła.

*) Luth. epp. I. 5. z: dnia 17. marca 1509.

 

— 136 —

 

                   Przybywszy do Wittenbergi udał się Luter do augustyańskiego klasztoru, gdzie wyznaczono mu osobną komórkę na pomieszkanie; albowiem i profesorem będąc pozostał Luter          zawsze jeszcze mnichem. Miał on wykładać naukę fizyki i dialektyki. Powierzono mu urząd ten niewątpliwie biorąc wzgląd na filozoficzne studya jego. odbywane w Erfurcie, i na godność magistra nauk wyzwolonych. A zatem przynęcony był Luter, który słowa Bożego łaknął i pragnął, poświęcać się zgoła  tylko filozofii Aristotelesa. Czując potrzebę chleba żywota, któren sam Bóg światu temu dał, zniewolony był Luter zajmować się wymysłami ludzkimi. Jakież to dla duszy jego jarzmo, i jakże on żalił się nad niem! „Bogu dzięki,”  pisał do Jana Braun, „wiedzie mi się nie źle, tylko że na gwałt muszę zajmować się filozofia. Chętnie byłbym zaraz po mojem przybyciu do Witten      bergi wykładał teologia, ale taka (dodaje on, by nie myślano o sposobie ówczesnej teologii), która bada w orzechu jądro, w zbożu kłos, a w kościach szpik*). Lecz bądź co bądź, Bóg jest Bogiem,”  dodawa on z ufnością, która przez całe życie go pokrzepiała, „człowiek zgoła zawsze myli się w swem zdaniu, lecz On jest Bogiem naszym i prowadzi nas w łasce swej od wieków aż na wieki.”  Z prac atoli, do których się tutaj czuł przynęconym, nie mało skorzystał Luter później, gdy przeciwko błędom scholastycznym rozpoczął bój.

                   Lecz na tymczasowem pozostać stanowisku nie miał on zamiaru; życzenie serca jej musiało się spełnić. Owa tajemnicza siła, która go przed laty od prawa do klasztoru zawiodła, prowadziła go od filozofii do biblii. Gorliwie się tedy zajął studyami starożytnych języków, greckiego i hebrajskiego, chcąc umiejętność i naukę swą ze samego czerpać źródła. Przez całe życie był on niezmordowanym robotnikiem**). W kilka miesięcy po wstąpieniu swem na wszechnicę ubiegał się Luter o godność bakałarza teologii, która mu z końcem marca r. 1509 z szczególniejszem poleceniem biblijnej teologii, ad biblia, udzielono.

                   Odtąd miewał Luter codziennie o pierwszej godzinie po południu wykłady o biblii. Była to dla profesora i dla uczniów nader zacna godzina, która ich coraz głębiej wprowadzała w pojęcie myśli objawienia Bożego, przez tak długi czas zakrytego, a zwłaszcza równie dla ludu jako i dla szkoły.

 

*) Theologia, quae nucleum nucis et medullam tritici et medullam ossium scrutatur. (Luth. Ep. I. 6.)

**) In studiis literarum corpore äc mente indefessus. (Pallavicini, bist. Gon. Trident. I. 16.)

 

— 137 —

 

                   Miewał on najprzód odczyty o psalmach, potem o liście apostoła Pawła do Rzymian. Przez badanie listu tego szczególnie olśniła serce jego światłość prawdy. W cichej komórce swej niejedną spędzał on godzinę nad Pismem świętem, mając przed sobą list ten apostoła otwarty! Przyszedłszy na 17. wiersz pierwszego rozdziału, czytał tam Luter wyrok wyjęty z księgi proroka Habakuka (2, 4): „Sprawiedliwy z wiary swej żyć będzie.”  Ta nauka zastanowiła go. Sprawiedliwy zatem innem żyje życiem, aniźli inni ludzie; życia tego zaś nabywa człowiek przez wiarę. Słowo to przyjął Luter do serca swego tak mocno, jakby je sam złożył tam Bóg; ono odkryło mu tajemnice chrześciańskiego życia, i pomnożyło takowe w sercu jego. Nieraz wśród nawału rozmaitych prac zdawało się Lutrowi, jakby słyszał to słowo, iż sprawiedliwy z wiary swój żyć będzie*). Odczyty tym przygotowywane sposobem były wtenczas nowością. Mówił tutaj nie krasomówca wymowny, nie scholastyk pedantyczny, lecz chrześcianin, który mocy objawionej prawdy Bożej na samym sobie doznał, który prawdę tę z biblii i ze skarbu własnego serca czerpając, udzielał takowej w sposób żywotny zdumionym swym słuchaczom. Nie było to ludzkie nauczanie, to była nauka pochodząca od Boga.

                   Nowy ten sposób wykładania prawdy zwracał uwagę słuchaczów; daleko sięgała chwała Lutra i zwabiła wielką liczbę obcych studentów na tę, nie dawno temu, założoną wszechnicę. Nawet i profesorowie przychodzili na te odczyty, między nimi i Melierstadt, którego często światłością świata zwano — on pierwszy rektor uniwersytetu, co już w Lipsku walczył przeciwko śmiesznym subtelnościom scholastyki i zaprzeczał twierdzeniu, że „światłem, które w pierwszy dzień zostało stworzone, jest teologia,”  co utrzymywał, że fundamentem teologii powinna być nauka umiejętności. Melierstadt powiedział te słowa: „Ten mnich wszystkich doktorów wniwecz obróci, on nową ustanowi naukę i odnowi kościół, ponieważ opiera się na słowie Chrystusowem, a słowa tego nie zwycięży ani nie obali żaden człowiek, chociażby się przeciwko niemu uzbroił we wszystką zbroję filozofii, sofistów, i zwolenników Scota, Alberta i Tomasza**).

                   Ono narzędzie w ręku opatrzności, którem posługiwał się Bóg dla rozwinięcia darów i skarbów w duszy Lutra spoczywających, a mianowicie Staupitz wezwał Lutra, aby w augustyańskim kościele powiedział kazanie. Młody profesor żadnym

 

*) Seckendorf p. 55j

**) Melch. Adam vita Lutheri p. 104.

 

— 138 —

 

sposobem na to zgodzić się nie chciał; pragnął on ograniczyć się jedynie do nauczycielskiej katedry; przed kazalnicą czuł on pewną nieprzezwyciężona obawę. Nadaremno prosił go Staupitz; „nie, nie,”  odparł Luter, „nie mała to rzecz na miejscu Boga mówić do ludzi”  *). Zaiste rozczulającą jest ta pokora onego wielkiego reformatora kościoła! Staupitz obstawał za swem żądaniem. Ale przemyślny Luter wynajdywał (jako się pewien biograf o nim wyraża), piętnaście powodów, pozorów, wybiegów, by się z powołania tego wywinąć. Naostatek, gdy naczelnik zakonu augustyańskiego przy swem stanowczo się upierał, oświadczył mu Luter: „Ach, życie mi odbieracie, panie Doktorze; tak nie mógłbym ani przez ćwierć roku wytrzymać!”

— »Tedy w imię Boże!”  odrzekł Staupitz, „Bóg potrzebuje zdolnych i poddanych mu mężów i tam u siebie!”  Luter musiał się poddać.

                   W pośrodku rynku w Wittenberdze stała stara drewniana kaplica, mająca trzydzieści stóp długości, dwadzieścia szerokości. Stare jej i ze wszystkich stron podparte ściany każdej chwili groziły upadkiem. Była tam stara z desek sklejona kazalnica dla kaznodziei, licząca trzy stopy wysokości. W tej lichej kaplicy wystąpił po raz pierwszy na ambonę kaznodzieja poprawy kościoła. Bóg chciał nadać dziełu, które cześć jego przywrócić miało, jak najskromniejszy początek. Pod kościół augustyański zakładano dopiero fundamenta, i na razie aż do jego wykończenia używano tej spróchniałej budowli. „Budowlę tę,”  powiada pewien współcześnik Lutra, który o tem donosi**), „można by przyrównać do żłóbka, w którym się Chrystus narodził. W tak lichym namiocie miał z dopuszczenia Bożego niby po raz drugi narodzić się światu umiłowany Syn Boży. Między tysiącami kościołów katedralnych i parafialnych, których pełen

jest świat, nie obrał Bóg naonczas ani jednego dla zwiastowania żywota wiecznego.”

                   Luter kazał; wszystkie ruchy jego sprawiały wrażenie. Jego charakterystyczne rysy twarzy, jego szlachetna postać, jego czysty i dźwięczny głos zachwycał słuchaczów. Przeważna część kaznodziei przed nim szukała więcej ubawić niż nawrócić zbór w kościele zebrany. Wielka powaga, jaką tchnęły kazania Lutra, tudzież ona radość serca, którą napawała go znajomość prawd Ewangelii, wszystko to nadawało wymowie jego taką potęgę, taki zapał i takie namaszczenie, jakiego poprzednicy jego nie znali.

 

*) Fabricius, centifol. Lutheri. p. 33. Mathesius p. 6.

**) Mjconius.

 

— 139 —

 

„Luter,”  — tak wyraża się jeden z wrogów jego*) — „posiadał szybki i żywy rozum, szczęśliwą pamięć ; językiem macierzyńskim władał on z szczególniejszą biegłością, a co do wymowy, nie ustępował pierwszeństwa nikomu z swych współcześników. Z kazalnicy mówił, jakby potężną jakąś przejęty namiętnością, słowom odpowiadające towarzyszyły giesta. Umysły słuchaczów niesłychanym porywał sposobem i unosił je z sobą jakby strumień górskich wód. U ludów północnych rzadką jest taka siła i piękność wymowy.” „Posiadał on,”  powiada o nim Bossuet**), „żywą i porywającą wymowę, która unosiła dusze ludu i zachwycała je.”

                   W krotce okazała się kaplica za ciasną dla mnóstwa gromadzących się słuchaczów. Rada miasta Wittenbergi wybrała Lutra miejskim kaznodzieją i odtąd miewał on kazania w kościele parafialnym. Tu większe jeszcze sprawiał on wrażenie. Potęga jego ducha, wymowa języka, dobitność nauki napawały serca słuchaczów zdumieniem. Sława jego sięgała daleko, Fryderyk Mądry sam pewnego razu przybył do Wittenbergi, jedynie by słyszeć kazanie Lutra.

                   Nowe dla Lutra nastało życie. Miejsce gnuśnego życia w klasztorze zajęła wielka czynność. Swoboda, praca, żywa i nieprzerwana czynność, która tutaj zewsząd nań czekała, przywróciły Lutrowi do reszty pokój serca i równowagę umysłu. Teraz czuł się na swem miejscu; za niedługo atoli miał rozpocząć się majestatyczny rozwój dzieła Bożego przed obliczem całego świata.

 

*) Florimund Raymund hist. Haeres. c. 5.

**) Histoir des variat ks. I.

 

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1