Piętnasta księga

Reformacja Anglii

1517—1530

 

Czworakie źródło reformacji. — Stosunki polityczne. — Grecki Nowy testament Erazma. — Arcybiskup Lee.

 

Według natury rzeczy mogły się cztery potęgi stać źródłem reformacji, a mianowicie papiestwo, biskupi, władza królewska i Pismo święte. Reformacja Anglii wyrodziła się w zupełnym słowa znaczeniu z Pisma świętego. Ono jedno może być źródłem prawdziwej reformacji, bo zawiera świa­dectwo o wcieleniu, życiu, męce, śmierci i wzmartwychwstaniu Syna Bożego, a za pomocą świadectwa tego wytwarza Duch Święty w sercu człowieka wiarę żywą, przez która przed Bo­giem usprawiedliwieni bywamy. Wiara ta budzi w nas życie nowe i spaja serca z Chrystusem, nie potrzebując do tego po­średnictwa biskupów lub papieża, które więcej oddala niż zbliża człowieka do Pana. Reformacja wynikająca ze słowa Bożego odnowiła chrześcijaństwo, jakie powinno być w duchu i praw­dzie, zerwała więzy zewnętrznych obrządków i praktyk, którymi je skrępowała hierarchia, i odrodzeniem serc wierzących na odrodzenie całego kościoła wpłynęła.

Reformacja Anglii może w większej jeszcze mierze jest owocem słowna Bożego niż reformacja innych krajów Europy. Nie napotykamy w niej mężów takich, jakimi byli Luter, Zwingli i Kalwin, ale za to tym bardziej widzimy rozpowszechnione słowo Boże, tym skuteczniejszą objawia się jego potęga, tym bardziej staje się pochodnia pałającą, której światłość na wy­spach Brytanii od roku 1517, szczególnie zaś od roku 1526 aż po dziś dzień jaśnieje.

Reformacja nie mogła pochodzić od papiestwa, bo nikt samego siebie z tronu nie obala, ani od biskupów, którym na zachowaniu zewnętrznej władzy swej zależało, ani też w reszcie z woli królewskiej, bo religijne odrodzenie narodu nie da się nakazać z tronu jak zewnętrzna jaka sprawa lub organizacja. Mężowie, jakimi byli Samuel, Dawid, Jozjasz i inni, mogą wprawdzie w czasach religijnego upadku wpłynąć na podnie­sienie religijnego ducha narodu, ale religią ludowi odebrać lub jaką inną mu nadać — tego żaden król nie jest w stanie uczynić. A zatem mylne jest zdanie, jakoby reformacja Anglii wskutek rozkazu królewskiego powstała, owszem w sprawach tych widoczną jest ręka inna, nie ziemskiego ale niebieskiego króla. Co ziemska władza uczyniła, jest niczym w porównaniu do tego, co uczynił Pan. Bóg wtenczas już zapewnił zwycię­stwo reformacji, gdy jeszcze król wszelkimi siłami przeciwko niej walczył.

Czasowi, od którego zaczynamy, nie brakło na wielkich wypadkach dziejowych. Franciszek I. przekroczywszy szczyty alpejskich gór, odniósł zwycięstwo pod Marignanem. wskutek którego całą północną część ziemi włoskiej zagarnął. Cesarz Maksymilian zagrożony wojskami zwycięscy, spoglądał w stronę północy, w Henryku VIII. kładąc nadzieję. Chciał go za syna przybrać i następcą swym przeznaczyć; angielskie wojska miały podbić Francję a potem połączywszy się z niemieckimi udać się w drogę do Rzymu, gdzie by Henryk z ręki papieża przyjął koronę cesarza rzymskiego. Franciszek zaś widząc na co się zanosi, zawarł sojusz z królami Danii i Szkocji, ba nawet Anglią najechać i tam ledwie co przygasłą wojnę domową od­nowić postanowił. Szczęściem dla krają nie przyjął Henryk wniosków cesarskich i tym sposobem ocalił ojczyznę od prze­lewu krwi. Natomiast innego rodzaju zawrzeć miała w niej walka.

Wielkie dzieło 16. wieka się rozpoczęło. Z pewnej dru­karni bazylejskiej wyszła niewielka księga i znalazła drogę przez morze do Anglii; był to Nowy testament Pana naszego Jezusa Chrystusa, wydany przez Erazma w oryginale, tj. w greckim języku, do którego wydawca dodał ścisły przekład na język łaciński. Księga ta dla całej ludzkości tak ważna, bo za­wierająca zarody nowego żywota, dostała się do Anglii i takie w kraju tym spowodowała przeobrażenie wszystkich stosunków społecznych, jakiego po prostu pojąć nie można.

Erazm wydając tą księgę prawie już na progu do czasów nowszych, najmniejszego chyba nie miał pojęcia, co krok jego znaczy, bo inaczej trudno byłby go uczynił. Widział on wpraw­dzie przed sobą dzieło wielkie, czekające wykończenia, ale się także spodziewał, iż wszyscy ludzie, kochający sprawiedliwość i prawdę, do niego ręce przyłożą. „Na gruzach chrześcijaństwa powinna stanąć świątynia Ducha; mocarze świata składają w ofierze marmury, złoto i kości słoniowe, ja zaś jako człowiek nędzny i biedny przynajmniej fundament założę,” rzekł Erazm i podał wiekowi swemu Nowy testament w języku greckim. Na ludzkie podania pogardliwym spoglądając okiem w te ode­zwał się słowa: „Naukę o zbawieniu powinien kościół czerpać z czystej i pełnej krynicy, wytryskającej ze serca Bożego, a nie z onego mętnego i śmierdzącego bagna, jakiem są ludzkie wymysły.” Niektórzy przyjaciele zwrócili uwagę jego na nieprzezwyciężone trudności, jakie z istniejących okoliczności wynikały. Erazm odpowiedział im: „Jeśli łódka kościoła nie ma zginąć wśród burzy, to tylko jedna kotwica może ją ocalić, a mianowicie słowo niebieskie, które z serca ojca pochodzi i dziś jeszcze przez Pisma święte przemawia i działa.” Tymi słowy utorował Erazm Pismu świętemu drogę do Anglii.

Ledwie że się księga do kraju dostała, to też od razu z ogromnym powitano ją zapałem. Może nigdy żadna księga podobnego przyjęcia nie doznała. Nowy testament znalazł się w ręku wszystkich uczonych, czytano go z podziwieniem, po­chłaniano formalnie jego opowiadania, przyciskano do ust i do serca. Słowa jego stały się światłością wśród ciemności i zabo­bonu. — Ale niedługo tak było, bo niebawem pojawił się opór. Franciszkanie, Dominikanie, biskupi, księża podnieśli krzyki w niebogłosy; nie znajdując atoli posłuchania wśród oświeceńszej części narodu rzucili się na motłoch uliczny opowia­dając, jakie się to straszne kacerstwa w tej księdze znajdują, tudzież że papiestwo niechybnie upadnie, jeśli taka trucizna dłużej podziała. Krzyki ich jednak niewiele pomogły, owszem obudziły ciekawość ludu i przyczyniły się do rozpowszechnienia słowa Bożego. Wprawdzie był to grecki Nowy testament z ła­cińskim przekładem, a więc dla rdzeni narodu niezrozumiały, ale zawsze był już początek zrobiony i niebawem należało ocze­kiwać przekładu na język angielski. Erazm sam o tym po­wiada: „Tajemnic królów nie godzi się wprawdzie wyjawiać, ale tajemnice Jezusa Chrystusa powinien cały świat wiedzieć. Pismo święte trzeba na wszystkie języki przełożyć, tak aby je nie tylko w Szkocji i Irlandii ale i w Turcji i czytać mogli. Wyroki Hoże powinien sobie powtarzać rolnik, gdy idzie za pługiem, tkacz za krosnami, gdy cewki przesuwa, pielgrzym zmęczony, gdy w cieniu drzewa szuka odpoczynku. Oni wszyscy słowem Bożym krzepić się powinni. Tak Erazm nowy zapo­wiadał wiek, a przepowiednia jego w tysiącach rodzin się ziściła. Anglii zaś dostało się do spełnienia zadanie, aby po upływie trzech wieków Pismo święte do rąk wszystkich narodów podała.

Przeciwnicy Nowego testamentu nieźle stanowisko swoje pojęli walcząc nie przeciw greckiemu wydaniu, ale przeciw łaciń­skiemu przekładowi Erazma. Na ten uderzali skarżąc, że się z Wulgatą, tj. dawnym łacińskim przekładem Hieronima nie zgadza, że Erazm chce być mędrszym od świętego Hieronima, że popełnił grzech przeciw Duchowi Świętemu, który mu ani w tym ani przyszłym żywocie nie będzie odpuszczony. Gadania te wpra­wdzie wiele nie pomogły, ale jednak nie przestawano krzyczeć na Erazma, nazywając go kacerzem, oszustem, półgłówkiem, ba nawet antychrystem.

Lecz nie wystarczyło pobudzać przeciw niemu nienawiść ludu, póki go wyższe warstwy społeczeństwa ceniły, póki się sam król Henryk VIII. publicznie przyjacielem jego nazywał. Cóż się stanie, gdy rozpowszechnianie Nowego testamentu i nadal opieki królewskiej doznawać będzie? Postanowiono zatem uprzedzić serce Henryka przeciw Erazmowi, albowiem króla pozyskawszy, można było uważać sprawę za wygraną. Pewnego dnia wystąpił podczas nabożeństwa w nadwornej kaplicy jakiś kaznodzieja, piorunując na Nowy testament Erazma. Słowa jego wywołały szyderczy uśmiech na ustach Henryka, który po na­bożeństwie wezwał kaznodzieję do siebie. Obróciwszy się do Tomasza Morus rzekł do niego: „Teraz wystąp przeciw niemu w obronie greczyzny, a ja będę słuchał waszej dysputy.” Dwór stanął półkolem stanowiąc niby trybunał naukowy, i nuż miała zacząć się rozprawa. Kaznodzieja drżąc na całym ciele, wy­stąpił przed tron króla, upadł na kolana i błagającym odezwał się głosem: „Ja nie wiem, co za duch mię pędził.” — „Jużci chyba duch szaleństwa, a nie duch Jezusa Chrystusa,” odrzekł król. „A czytałeś ty kiedy Erazma?” — „Nie, Najjaśniejszy Panie.” — „To istnym durniem jesteś.” — „A tak,” odrzekł ksiądz, „przecie czytałem tam coś o głupstwie.” — „Najjaśniejszy Panie, oto żyjące jego wyobrażenie,” dodał złośliwie sekretarz stanu. Zmieszany ksiądz zapłonił się, nie wiedząc co powiedzieć, aż w końcu rzekł: „Ja nie mam nic przeciw greczyznie, bo pochodzi od hebrajszczyzny.” Wszyscy w śmiech, król zaś oburzony zgromił kaznodzieję, aby mu się więcej na oczy nie pokazał.

Erazm nie mało się zdziwił na widok wzburzenia, jakie księga przezeń wydana spowodowała. Jemu się zdawało, że praca jego zupełnie potrzebom czasu odpowiada, że pora sprzyja, aby się słowo Boże do rąk wszystkich uczonych dostało. Ale słońce nie może się pokazać na niebie, iżby go wszystkie stwo­rzenia nie spostrzegły. O tym samym czasie zabrał głos mnich wittenberski, potężnymi słowy zwiastując poranek, który się zbliżał. Lękliwy Erazm bił się w piersi, mówiąc: „Ach, któżby pomyślał, że stąd taka wrzawa powstanie.”

Na czele wrogów Erazma i Nowego testamentu był Edward Lee, podówczas kaznodzieja na dworze króla a później arcy­biskup Yorku. Z początku żył Lee w najlepszej przyjaźni z Erazmem, lubo czuł, że obok tej wyroczni nauk jego gwiazda zupełnie maleje i znika. Szukał tedy sposobnego czasu, aby zerwać z uczonym i przeciw niemu wystąpić. O charakterze męża tego nie mamy dokładnych wiadomości; nie brakło mu talentu i nauki, ale wiara jego była w głowie nie w sercu, o odrodzeniu człowieka z Ducha Bożego najmniejszego nie miał pojęcia. Słowem Lee był dla Anglii, czym w Niemczech był Eck, z tą chyba różnicą, iż Lee więcej od tamtego posiadał rozumu i taktu.

Gdy Nowy testament Erazma wyszedł z druku, zerwał Lee stosunki z przyjacielem i najzaciętszym został mu wrogiem. Lubo z urodzenia dumny, otoczył się odtąd gronem mężów nauki, których do stołu zapraszał, przy każdej sposobności wszczepiając w serca ich nienawiść do Erazma i do jego dzieła. Nie dosyć na tym, Lee wstąpił w układy ze wszystkimi kla­sztorami mającymi w oczach ludu jaką taką powagę, jednając sobie pięknymi słowy i piękniejszymi darami jak i gdzie mógł pomocników do walki przeciw filozofowi. Celem, do którego dążył, było obalenie powagi Erazma i zniszczenie Nowego te­stamentu. Przy tym nie ograniczył się do ustnego podburzania umysłów, owszem nawet do pióra się brał, lubo na tym polu nie mógł się mierzyć z Erazmem, i napisał niektóre złośliwe uwagi do greckiego Nowego testamentu, których jednak nie wydał drukiem, ale w odpisie pomiędzy uczonymi i po klaszto­rach rozpowszechniał.

Tak wśród ludu coraz większe budziło się oburzenie przeciw Erazmowi i pracy jego; rozmawiano o nim wszędzie, na publicznych miejscach, na biesiadach, w ściślejszych zgromadzeniach, w aptekach, w łaźniach, na kazalnicach, w salach akademickich, w księgarniach, chatach i pałacach. Karmelici, Dominikanie, sofiści i wszyscy tego rodzaju mędrkowie poruszyli niebo i ziemię, usiłując się uczonego i pracę jego do naj­głębszego potępić piekła. Po cóż Nowy testament? Albóż to duchowieństwa nie mamy? Taka istniała wrzawa, jakby jaki straszliwy wróg wtargnął do kraju, a może nigdzie w Europie nie doznała reformacja w początkach swych tak wielkiej nieprzyjaźni jak w Anglii.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1