XII
Elektor
chce odjeżdżać. — Próby. — Apologia Melanchtona. Ostatnie spotkanie, —
Zakończenie sejmu.
Luter
wydał hasło do powrotu! — Stany ewangelickie stroiły się tedy do wyjazdu, aby
jak najprędzej opuścić Augsburg. W sobotę dnia 17. września o 10. godzinie
wieczór wezwał książę Luneburski Ernest do domu swego wysłańców Norymbergi,
donosząc im, że się elektor saski wybiera w drogę do domu. Widząc bowiem, jak
trudną utrzymać pokój, gotów jest w obronie Ewangelii nawet wszystko utracić,
co z łaski Bożej ma. Tymczasem jednak powinna sprawa wyjazdu jego pozostać w
tajemnicy. Lecz nie pozostała, bo tej samej nocy książę Brunświku Henryk
przybiegł do elektora, zaklinając go, aby nie wyjeżdżał; cesarz sam udzieli mu
pozwolenie.
W
poniedziałek dnia 19. września rozkazał elektor saski służbie swojej, aby na
dziesiątą godzinę wszystko było przygotowane do podróży; po audiencji u
cesarza chciał z dworem swoim wyruszyć do domu. Lecz gdy przyszedł do cesarza,
oznajmiono mu, iż Karol koniecznie żąda, aby jeszcze trzy, cztery lub sześć dni
zabawił. Elektor powróciwszy do domu bardzo był niespokojny, sprawa bowiem
wydawała mu się nie inaczej, jak gdyby go miano za jeńca. Z tego powodu koniecznie
i wbrew woli cesarza zamyślał wyjechać, tylko margrabia brandenburski nakłonił
go do zostania. Przy sposobności spotkania się z cesarzem, oświadczył elektor,
iż jeszcze do piątku, dnia 23. września zabawi, ale potem bez względu na stan
spraw publicznych wyruszy do domu.
Cesarzowi
nie pozostało nic innego, jak uchwały sejmu ująć w formę edyktu i takowy
podpisem swym zatwierdzić. Aby zaś ewangelicy nie powiadali, że się z treścią
edyktu nie zgadzają, przeczytał im pfalcgraf jego osnowę, która z resztą nie
wiele co innego jak wojnę i obelgi zawierała. Cesarz wyznaczył ewangelikom
termin aż do 15. kwietnia przyszłego roku, żądając po nich, aby do tego czasu
poddali się Rzymowi. Oprócz tego żądał, aby wespół z nim zwolenników nauki
Zwinglego wytępili, aby żadnych książek ewangelickich nie drukowali ani
rozpowszechniali ani też nikogo do “sekty” swojej nie przyjmowali, gdyż
wyznanie wiary ich naukami Pisma obalone zostało. — A więc ewangelików
publicznie nazwano sektą, nauce słowa Bożego przeciwną! Z góry przeczuwano, iż
słowy tymi boleśnie dotkną serca ewangelików, bo przy wejściu na salę podano im
potajemnie do ręki kartkę, na której było napisano, aby się nie sprzeciwiali,
gdyż po dniu 15. kwietnia cesarz chętnie wyznaczony im termin przedłuży.
Ewangelicy jednak wiedzieli, co o tym myśleć należy. Bruck zabrawszy głos,
odpowiedział na odczytany projekt edyktu cesarskiego te słowa: “My utrzymujemy,
że się nasza Konfesja wyłącznie na słowie Bożym zasadza, ani jej nikt Pismem
świętem obalić nie zdoła. My spokojnie z nią niegdyś na sądzie Pańskim staniemy,
bo nie zawiera nic jak tylko prawdę słowa Bożego.” Oprócz tego dodał, że
ewangelicy zbili wywody katolickiej Konfutacji, a to mówiąc podał cesarzowi Apologią,
prawie co ukończoną przez Melanchtona. Pfalcgraf wziął ją do ręki i podawał
cesarzowi, gdy w tej chwili szepnął mu coś brat jego Ferdynand do ucha. Cesarz
skinął na pfalcgrafa, aby Apologią oddał Bruckowi na powrót, tudzież kazał
ewangelikom powiedzieć, aby następnego poranku o ósmej godzinie z rana znowu
przed nim stanęli.
W
tej jeszcze chwili próbowano pośredniczenia, ale na próżno. Cesarz przekonawszy
się, że nic nie wskóra, kazał zgromadzonym stanom ewangelickim w szyderczych i
surowych słowach oświadczyć, że się na przedłożoną formę edyktu zgodzić muszą,
bo inaczej w połączeniu z katolickimi stanami z mieczem w ręku przeciw nim
wystąpi. “My się na taki edykt nie zgodzimy,” stanowczo książęta ewangelickie
odparły. “Cesarz też ma sumienie,” odrzekł Joachim brandenburski; “jeśli się
nie poddacie, to on w połączeniu z papieżem i innymi książętami pomyśli, jakby
sektę i błędy wasze najskuteczniej wy tępić.” Lecz i ta pogróżka nie pomogła,
ewangelicy odpowiedzieli spokojnie i z powagą: “Przeciwnicy nasi, nie znając
ufności w Bogu, drżą przed cesarzem jak trzcina poruszona od wiatru, a dlatego
myślą, że i my tak samo powinniśmy drzeć.
Ale my wołaliśmy do Pana, który słowu prawdy swojej upaść nie
pozwoli.” Ewangelicy sposobili się do
wyjazdu. Elektor saski przystąpił do cesarza sercem wzruszonym i ze łzą w oku;
podali sobie ręce na pożegnanie, przy czym cesarz z widocznym rzekł wzruszeniem:
“Wuju, wuju, tegom się po Was nie spodziewał” — i tak się rozstali. Było to o
drugiej godzinie po południu dnia 23. września.
O
trzeciej godzinie popołudniu opuścił elektor miasto w towarzystwie księcia
Luneburgu i książąt Anhaltu. “Chwała Panu Bogu, że się nasz ukochany książę
przecie z tego piekła wydostał,” westchnął Luter, gdy mu o odjeździe elektora
doniesiono.
Cesarz
dowiedziawszy się o wyjeździe książąt ewangelickich w ogromny wpadł gniew. “Co!
oni mnie jakiejś nowej wiary chcą uczyć? Ale na nauce się nie skończy, do tego
należą pięści, a potem się pokaże, kto silniejszy.” Tak samo odzywało się
najściślejsze otoczenie cesarza, gdy tymczasem u niektórych katolickich książąt
nieco łagodniejsze objawiały się zdania.
Karol
V. życzył sobie, aby hasło do tej krzyżowej wyprawy wyszło z Rzymu, z tego
powodu wystosował na dniu 4. października następujący list do papieża:
“Rokowania się skończyły, przeciwników za nic w świecie nie można było pozyskać;
ale ja też wszelką moją potęgą na nich uderzyć postanowiłem, i bardzo o to
proszę, aby Świątobliwość Wasza wszystkie chrześcijańskie książęta wezwała do
boju.”
Początek
w tym względzie zrobiono w Augsburgu. W ten sam dzień, gdy do papieża pisał,
wydał cesarz rozkaz, aby księża zakonu Franciszkanów na nowo w mieście osiedli.
Pewien mnich kazał: “Kto twierdzi, że Jezus Chrystus jeden za grzechy nasze
uczynił zadosyć, i że nas Bóg przez łaskę i bez naszych zasług zbawia, to
prawdziwy łotr! Przeciwnie, dwie są drogi do zbawienia; jedna zwyczajna, ta
prowadzi przez wykonanie przykazań Bożych, druga zaś, a mianowicie drogą
doskonałości, jest stan duchowny.” Po kazaniu rzucili się zakonnicy na ławki
kościelne, ustawione dla ludu, jak zwykle w ewangelickich kościołach bywa, i
pogruchotali i powyrzucali takowe na dwór. Potem dopiero odbyła się msza. Tak
brano się do przywrócenia katolickiego nabożeństwa w kościołach Augsburga i
okolicy.
Trzynastego
października kazał cesarz na zebraniu katolickich stanów odczytać projekt
edyktu augsburgskiego i tego samego dnia podpisał sojusz zawarty z papieżem.
Z
pomiędzy miast cesarskich odważyły się tylko dwa do podpisania Konfesji
augsburgskiej, a do nich się potem jeszcze cztery przyłączyły. Stronnictwo
katolickie myślało, że nietrudno będzie miasta te zastraszyć i od społeczności
ewangelickiej oderwać. Niemałe więc powstało zdumienie, gdy naraz 17. października
16 miast, i to najpotężniejszych w Niemczech, odmówiły płacenia podatku na
wojnę przeciw Turkom, jeśli się cesarz i sejm o zabezpieczenie pokoju wewnątrz
Rzeszy niemieckiej nie postarają. Bardziej jeszcze atoli zaniepokoiła stany
katolickie ta wiadomość, iż pomiędzy zwolennikami Lutra i Zwinglego do
porozumienia przyszło. Wspólne niebezpieczeństwa i uciski zbliżyły ich do
siebie.
Dnia
11. listopada odczytano edykt sejmu przed zgromadzonymi ewangelickimi stanami,
które jednak odrzuciły takowy, powołując się na zasadę, że w sprawach wiary i
sumienia ani sam cesarz nie ma prawa rozkazywać nikomu, bo “więcej trzeba słuchać
Boga niż ludzi.”
Dnia
19. listopada nastąpiło ostatnie uroczyste czytanie edyktu podpisanego przez
cesarza, zaczem posiedzenie sejmu zakończono. Elektor brandenburski prosił
cesarza, aby nie opuszczał kraju, póki jedność wiary nie będzie przywróconą, tudzież
kacerstwo wytępione; ale cesarz odpowiedział, że tylko do Niderlandów wyjeżdża.
Zaspokojono się tym oświadczeniem, spodziewając się, że miejsce układów i
rokowań niebawem zastąpi ogień i miecz. Była prawie siódma godzina z wieczora;
w sali ledwie się kilka pochodni paliło, przy których bladym świetle pojedyncze
postacie obecnych panów można było rozpoznać, aż się prawie w ciemności
rozeszli do domu. Skromnie i po cichu zakończył się sejm, który z tak wielką
okazałością i chlubą rozpoczęto.
Dnia
22. listopada podano edykt cesarza do publicznej wiadomości, a dnia 24.
listopada udał się Karol w drogę do Kolonii. Władca dwóch światów opuścił
miasto, ale nie jako zwycięzca, bo niewielka garstka chrześcijan stawiła mu
opór. Tak i największa potęga ziemska może się rozbić, gdy o skałę słowa Bożego
uderzy. Nad mocarzami świata panuje Bóg.
–––––––––– • ––––––––––