IX.

Konfutacja. — Karol się nie zgadza. — Nowe opracowanie. — Czytanie jej. — Ewangelicy uciekają się do Pana.

 

Komisja obrana celem odparcia nauk Konfesji schodziła się na każdy dzień, układając swe dowody i nienawiść swą gromadząc. Wreszcie dnia 13. lipca ukończywszy pracę oddała ją do rąk cesarza. Karol nie mało się zdumiał odebrawszy z rąk Ecka dzieło obejmujące aż 290 stronnic, pełne zarzutów i obelg. Oprócz tego rozpowszechniali teologowie rzymscy w Augsburgu mnóstwo ulotnych pisemek, wyszydzających refor­matorów i naukę ich. Między wtajemniczonymi w sprawę było zresztą powszechne zdanie, że praca teologów to istna zagmatwana plątanina, tchnąca namiętnością i pragnieniem krwi. Karol sam zanadto wykształconego był umysłu, iżby nie odczuł różnicy jaka między rubasznym sposobem Konfutacji i poważną godnością Konfesji zachodziła. Wstydząc się przedłożyć takową sejmowi, zgniótł manuskrypt w ręku, iż ledwie kilka kart nie­uszkodzonych zostało; potem rozkazał teologom, aby krótszą, treściwszą i poważniejszą odpowiedź ułożyli. Sprawa jednak nie była tak łatwą, bo teologowie zmieszani nauką i poważnym tonem Konfesji nie wiedzieli, jak się wziąć do dzieła, tak iż do ponownego opracowania Konfutacji aż trzech tygodni czasu potrzebowali.

Cesarz i duchowieństwo nie mieli jednak wielkiej ufności w skutki naukowej ich pracy, dlatego spróbowali polityki, spodzie­wając się, że na tej drodze prędzej dojdą do celu. Dnia 15. lipca przyszli elektorowie Moguncji i Brandenburgii tudzież margra­biowie Fryderyk i Jan Albrecht do margrabiego brandenburskiego, wzywając go, aby od tej nowej wiary odstąpił i na nowo przystał do tej, co od dawna istnieje; w takim razie może się od cesarza wszelkiej łaski spodziewać, gdy w przeciwnym razie grozi mu gniew Karola.

Dnia 16. sierpnia udali się książę bawarski Fryderyk i hrabia Nassau w towarzystwie kilku panów do elektora Sa­ksonii, odzywając się do niego: “Prosiliście cesarza o zezwolenie na związek małżeński syna Waszego z księżniczką ziemi Jűlich, tudzież o udzielanie mu godności elektora. Jego Cesarska Mość oświadcza Wam, iż prośbie Waszej nie stanie się zadość, jeśli nie porzucicie nauki Lutra, której najpotężniejszym obrońcą jesteście.” Książę bawarski użył prośby i groźby, aby elektora zachwiać, nie omieszkał nawet nadmienić, że go o sojusz ze Szwajcarią posądzają, co za oczywisty bunt poczytywano. W rzeczy samej przybyli do Augsburga Szwajcarowie Bucer i Kapito, szukając porozumienia z Melanchtonem, ale na próżno, bo ich Melanchton ani nie przyjął u siebie.

Sprawy te nie mało oddziaływały na umysł elektora Jana; on bowiem uchodził za głowę ewangelickiego stronnictwa i wszelka nienawiść wrogów o jego się obijała osobę. Cesarz dotąd ani słowa z nim nie przemówił. W dzień następujący po świętym Jakubie odbyła się wielka uroczystość u dworu. Karol przywdziawszy płaszcz cesarski, którego wartość na 200.000 dukatów ceniono, podejmował z powagą i grzecznością niektóre książęta, rozdając im tytuły i godności. Elektora saskiego zupełnie pominięto; co więcej, niebawem dano mu do zrozumienia, że go cesarz z kraju wypędzić ba nawet jeszcze gorzej ukarać zamierza. Nie dziw, że go zachowanie i zamiary cesarza boleśnie obchodziły. Ale w końcu zastanowiwszy się nad sprawą przyszedł elektor do przekonania, że nie ma in­nej drogi, jak albo się na niełaskę cesarza narazić, albo się Chrystusa zaprzeć. Wobec takiej konieczności nie namyślał się ani na chwilę; wolał wszystko utracić co miał, ale Pana swego się zaprzeć, nie — nigdy. Tak odzyskawszy spokój serca wezwał do siebie teologów, aby się wspólnie z nimi naradzić. Mężowie ci pragnąc pana swego ocalić, rzekli do niego: “Najmiłościwszy Panie, pomnijcie, że miecz Ducha, to jest słowo Boże, nie przez ziemski miecz, ale jedynie przez silne ramię Wszechmocnego się utrzymuje i zwycięża. Dla nas nie powin­niście narażać siebie, dzieci, poddanych, ziemi i korony swojej na niebezpieczeństwa. My się lepiej sami w ręce wroga wy­damy, błagając go, aby się wylaniem naszej krwi zaspokoił.” Elektor cofnął wnioski ich z rozczuleniem, oświadczając sta­nowczo, że i on co do swojej osoby “Zbawiciela swego chce wyznać.”

Dnia 21. lipca odpowiedział elektor Jan na groźbę, którą go pięć dni przedtem cesarz próbował zastraszyć. W odpo­wiedzi udowodnił, iż mu cesarz nie może odmówić godności elektorskiej, bo mu się w spadku po bracie należy, a już i tak mu ją na sejmie w Wormacji uroczyście przyrzeczono. Dok­torom swoim wprawdzie na oślep nie wierzy; ale przekonawszy się, że zgodnie z Pismem świętem uczą, nie może się prawdy Bożej zaprzeć, owszem bez namysłu wyznaje, co w Konfesji Augsburgskiej podpisał. “Dla tego błagam Waszą Cesarską Mość i proszę, aby w rzeczach dotyczących się zbawienia duszy, mnie i moim poddanym jedynie przed Bogiem sprawę zdawać pozwoliła.” Podobną i margrabia wydał odpowiedź. A zatem nie udał się podstęp, jakiego użyto.

Sześć tygodni upłynęło, jak w sali cesarskiego pałacu czytano Konfesję, a jeszcze nie było odpowiedzi. Niektórzy mniemali, że już w ogóle takowej nie będzie. Nareszcie ukoń­czyli teologowie rzymscy swą pracę, i przejrzawszy ją, oddali cesarzowi do zatwierdzenia. Potęga cesarza najlepszą była im powagą. Dnia 3. sierpnia zebrały się znowu stany Rzeszy nie­mieckiej w kaplicy biskupiego pałacu w Augsburgu, aby słuchać Konfutacji, wypracowanej przez teologów rzymskich. Znowu zajął cesarz miejsce na tronie, koło niego usiadły książęta. Za­tem pfalcgraf, którego “ustami cesarza” przezwano, zwróciwszy się do książąt ewangelickich, zabrał głos i rzekł, że Jego Ce­sarska Mość podała Konfesję do oceny kilku mężom, znanym z nauki, pobożności i bezstronności; odpowiedź ich Jego Ce­sarska Mość gruntownie zbadawszy jako swą własną przyjęła, zaczem wszystkim stanom rozkazuje, aby się jednomyślnie na nią zgodziły. Następnie podał Konfutację Aleksandrowi Schweiss, aby ją odczytał.

Stronnictwo rzymskie pochwaliło niektóre artykuły Kon­fesji, inne zaś odrzuciło. Do pierwszych należały artykuły o Trójcy św., o Chrystusie Panu, o chrzcie, o potępieniu, o źródle grzechu i potrzebie wiary przy przyjmowaniu Sakramentów świętych. W tym względzie zrobiono ewangelikom ustępstwo, na które się dwanaście lat przedtem legat papieski Kajetan de Vio w rozmowie z Lutrem w Augsburgu żadną miarą zgodzić nie chciał. Wszystkie inne nauki Konfesji potępiono. Gdy się czytanie Konfutacji skończyło, zabrał znowu pfalcgraf głos, oświadczając, iż Jego Cesarska Mość uznaje powyższe artykuły za prawowierne, katolickie i zgodne z Ewangelią, a zatem wzywa protestantów, aby porzuciwszy Konfesję wszystkie przeczytane artykuły przyjęli; inaczej bowiem nakazuje cesa­rzowi stanowisko jego jako obrońcy i patrona kościoła rzymskiego przeciw nim wystąpić. Pomiędzy słuchaczami znajdował się w kaplicy poseł norymberski Joachim Camerariusz, znakomitą obdarzony pamięcią, który wszystko spisał, co mógł spamiętać.

Wezwanie cesarza żadnej nie pozostawiało wątpliwości; tu wypadało albo się poddać albo się na miecz cesarza narazić. Książęta ewangelickie odparły, iż koniecznie muszą zbadać sprawę gruntownie, tym bardziej, że niektóre nauki ich przy­jęto, inne zaś odrzucono. Z tego powodu proszą o odpis Kon­futacji. Stronnictwo katolickie naradzało się długo nad tym żądaniem; w końcu wystąpiwszy pfalcgraf rzekł, że pora już spóźniona i z tego powodu Jego Cesarska Mość kończy na dziś posiedzenie, ewangelikom zaś później na żądanie ich odpowie. Cesarz opuścił salę zniechęcony oporem ewangelików, ci znowu udali się do domu pełni będąc spokoju i otuchy, przekonali się bowiem, iż wrogowie ich sprzyjają hierarchii, ale Ewangelii prawie zupełnie nie znają.

Dnia 4. lipca i 5. z rana naradzał się Karol ze stronnictwem rzymskim. Niektórzy mniemali, że droga dysputy nie poprowadzi do porozumienia, owszem, że nie pozostaje nic innego, jak zmusić protestantów do posłuszeństwa, jeśli dobrowolnie nie ulegną. Mimo to postanowiono pośredniczących spróbować środ­ków, albowiem takowe najbardziej polityce Karola odpowiadały.

Dnia 5. lipca popołudniu oświadczył pfalcgraf ewangelikom, że cesarz zgadza się na udzielenie odpisu Konfutacji, ale pod trzema warunkami. Po pierwsze nie mają prawa na nią odpo­wiedzieć, po wtóre powinni się z cesarzem pojednać, a w końcu zobowiązują się nie dać Konfutacji nikomu ani do czytania a tym mniej dla druku. Rozumie się, że na takie warunki nie było można się zgodzić. Kanclerz Bruck rzekł: “Zwolennicy papieża dają nam swój papier tak jak ów lis, co do siebie bociana zaprosił. Jeśli się ludzie bez naszej winy o Konfutacji dowiedzą — a jakże temu zapobiedz? — to nam to potem poczytają za zbrodnię. Na tak chytry wniosek trudno się zgodzić! Niektóre artykuły i tak już przez Camerariusza mamy, a stąd nam nikt zarzutu nie zrobi.” Następnego dnia, 6. sierpnia oświadczyli ewangelicy na sejmie, że pod wymienionymi warun­kami wolą nie żądać odpisu Konfutacji, pozostawiając sprawę Bogu i łasce cesarza. Taką koleją odrzucili wniosek, który Karol za szczególniejszy dowód łaski swojej uważał.

Trudno opisać oburzenie, gniew i przerażenie sejmu, gdy odpowiedź tę usłyszano. Ze wszech stron odzywały się głosy: to bunt, to wojna! Jerzy saski, książęta bawarskie i wszyscy żarliwsi zwolennicy papieża aż zębami z gniewu zgrzytali, i nie wiele brakło, żeby w obecności cesarza przyszło do pięści. Wtem powstał arcybiskup Albrecht i elektor brandenburski, prosząc ewangelików, aby zakończyli sprawę i nie drażnili ce­sarza do gniewu. Tak zakończyło się posiedzenie sejmu wśród gniewu, goryczy i niepokoju.

Na żadnym posiedzeniu sejmu jeszcze do tak burzliwych scen nie przyszło. Z początku łudzono się nadzieją spokojnego pogodzenia obydwóch stronnictw, ale powoli okazało się, że obietnice wypowiedziane przy zwołaniu sejmu były tylko maską, która teraz upadłszy nie pozostawiła innej drogi, jak poddanie się lub miecz. Jedna i druga strona przyszła powoli do tego przekonania.

W Rzymie zwołał papież dnia 6. lipca kardynałów na naradę w sprawie żądania ewangelików co do pożywania Wie­czerzy Pańskiej pod obiema postaciami, małżeństwa duchownych, wzywania Świętych przy mszy itd. Kardynałowie orzekli, że takie ustępstwa sprzeciwiają się religii, karności i ustawom kościoła i dla tego na nie zgodzić się nie można. Trzeba zatem podziękować cesarzowi za jego gorliwość w spra­wie pozyskania odszczepieńców. — Rozumie się, że wszelkie pośredniczenie stało się odtąd niemożebnym.

Natomiast Campeggi tym większej dokładał staranności, odzywając się prawie tak, jakby sam był papieżem, obecnym w Augsburgu. Napisał on do Karola następujący list: “Cesarz powinien zawrzeć sojusz z książętami katolickimi. Jeśli bun­townicy ani dla gróźb ani obietnic nieprzystępni, i nadal się przy szatańskiej swej drodze będą upierać, to niech Wasza Ce­sarska Mość użyje ognia i miecza, niech majątki kacerzy na własność zabierze, i ten chwast jadowity do szczętu z ziemi wykorzeni. Resztki kacerstwa wezmą potem święci inkwizy­torowie w swoją opiekę i postąpią z nimi tak, jak w Hiszpanii z Maurami postąpiono. Na wszechnicę wittenberską rzucimy klątwę, książki kacerskie wydamy na spalenie, mnichów zaś zbiegów na powrót do klasztorów wepchniemy. A więc ener­gicznie i stanowczo do dzieła!”

Papież i cesarz stroili się do boju, książęta ewangelickie zaś lubo w głębi serca oburzone, tak cicho się zachowywały, iż cesarz z pozornej ich słabości korzystać postanowił. Lecz poza tą spokojnością ukrywała się siła, jakiej synowie świata tego nie pojmują. “Nic nam innego nie zostaje,” westchnął Melanchton, “jak upaść do kolan Chrystusowi!” Równocześnie wezwał Lutra do modlitwy, tak samo wezwał Brenc swój zbór. Ze wszystkich ewangelickich serc wydobył się jakby jeden okrzyk ucisku i wiary do Boga, bo też było trzeba modlitwy; ale i to prawda, że kościół obowiązku swego nie zaniedbał. Z kilku miast pisano do elektora: “Na każdy dzień zgroma­dzamy się do modlitwy, błagając Pana, aby Waszej elektorskiej Mości użyczył siły, łaski i zwycięstwa.” Największym jednak szermierzem na polu wiary i modlitwy był sam Luter; z każdego słowa listów, które wtenczas pisał, tchnie pewna spokojna i niezachwiana duszy jego odwaga i ufność, która w miarę rosną­cych niebezpieczeństw tym większą się okazuje. W porównaniu do wzniosłej prostoty i siły jego modłów niknie wszelka poezja, w jaką ludzie modły swe ubierają.

Do kanclerza Brucka pisał Luter na dniu 5. sierpnia na­stępujące słowa: “Niedawno temu, widziałem dwa cuda. Sto­jąc u okna patrzałem na gwiazdy niebieskie; widziałem cały błękit sklepienia Bożego, ale nigdzie nie dostrzegłem słupa, na którym mistrz to wielkie sklepienie zbudował; a przecież niebiosa nie runęły, owszem rozpostarcie aż po dziś dzień stoi niewzruszone. Potem widziałem wielki, czarny obłok ciężarny, jak się nad nami przesuwał mieszcząc w sobie istne morze wód, a jednak nie widziałem ani stągwi ani podłogi, na której by spoczywał, ani też na nas nie upadł, owszem wrogo rzu­ciwszy okiem dalej sobie poleciał. Bóg zaiste najlepiej wie czas, miejsce i sposób, jak nam pomoże; on nas nie opuści ani nas odrzuci. Katowska sprawa tych ludzi, co prawda, nie doszła jeszcze ani do połowy; nasza tęcza jest blada, chmury ich zaś gęste, ale w końcu się okaże, kto zwycięży. Jeśli Chrystus zwy­cięstwo odniesie, to mniejsza że Luter zginie, bo wtenczas jednak z Chrystusem zwycięży.”

Stronnictwo rzymskie podnosiło okrzyki zwycięstwa. Dok­torowie jego odpowiedzieli na Konfesję, a dlatego według ich zdania byli i ewangelicy winni uznać siebie za zwyciężonych, za przekonanych tudzież zgodzić się na wywody Ecka i mnichów, słowem wszystko miało znów być tak, jak niegdyś bywało. Takie były obliczenia cesarza! Z tego powodu nalegał na ewangelików, wzywając ich do poddania się; ale ci zamiast żądaniom cesarza uczynić zadość zapowiedzieli piśmienną obronę swej wiary. Cesarz spojrzał na swój miecz i wszystkie książęta orszaku jego toż samo uczyniły. Była to dosyć znacząca odpowiedź, elektor Jan dobrze ją zrozumiał, ale jednak nie dając się za­straszyć krótkim swym odpowiedział przysłowiem: “Prosta droga jest najkrótsza.” Owa nieugięta siła jego wierności zje­dnała mu w historii tytuł i imię Jana Stałego. Lecz nie był on sam jeden; obok niego stały inne książęta ewangelickie, które lubo na dworze wychowane i skądinąd cesarzowi po­słuszne, jednak w sprawach wiary i sumienia nieugiętą stałość umysłu udowodniły.

Cesarz chcąc margrabiego pozyskać, dał mu znać, że pod pewnymi warunkami nie będzie mu w objęciu pewnych jego posiadłości na Śląsku przeszkadzał. Margrabia odpowiedział: “Jeśli Chrystus jest Chrystusem, to ja prawdziwą naukę jego wyznałem.” — “Ale czy też ty wiesz, na co się narażasz?” zapytał elektor Joachim, pośrednicząc w tej sprawie. — “Pe­wnie, że wiem. Będą mię chcieli z kraju wypędzić; niech się dzieje wola Boża.”

Książę Anhaltu spotkawszy pewnego dnia Ecka, rzekł do niego: “Wy o wojnie myślicie, doktorze; ale znajdziecie prze­ciwników. Jam w życiu moim więcej niż jedną kopię w usłudze przyjaciół pokruszył. Pan mój Jezus Chrystus zasłużył na to, abym toż samo dla niego uczynił.” Wobec takiego położenia rzeczy trudną było orzec, czy Karol nie powiększył rany, za­miast takową zagoić. Podobne myśli i uczucia objawiały się między mieszczaństwem i wśród ludu wiejskiego.

Pewnego razu odbywała się biesiada. Cesarz siedział u stołu w towarzystwie kilku książąt sprzyjających Rzymowi, wtem zgłosiła się gromadka komediantów, prosząc, aby im we­dług ówczesnego zwyczaju pozwolono bawić panów figlami. Najprzód wszedł na salę jakiś zgrzybiały staruszek w płaszczu doktora, niosąc naręcze drewien krzywych i prostych; podszedł pod komin, rzucił je na nalepę i odszedł. Na plecach miał napis: Jan Reuchlin. Za nim przyszedł inny mężczyzna, o żywych ruchach i pełen dobrego humoru, podszedł pod komin i układał drwa, aby się proste i krzywe pięknie zgadzały. Ro­bota jednak nie szła mu po woli, więc rozgniewał się i odszedł. Na plecach miał napis: Erazm z Rotterodamu. Za nim przy­szedł dziarskim krokiem mnich, niosąc w naczyniu rozpalone węgle; zapalił ogień, poukładał drwa i odszedł. Na plecach miał napis: Marcin Luter. Potem przyszła jakaś inna postać, ubrana w oznaki cesarskiego majestatu, piękna i wspaniała.

Widząc ogień, rozgniewała się i dobywszy miecza biła nim w pło­mienie, aby je zagasić. Ale iskry pryskające na wszystkie strony, tym bardziej rozniecały ogień. Postać cesarska odwróciła się zniechęcona i odeszła. Na grzbiecie jej nie było żadnego na­pisu, lecz wszyscy wiedzieli, kogo wyobraża. W końcu nowa zjawia się postać, okazała, w aksamitnym płaszczu szkarłatnym i wspaniałym mszalnym ubraniu; bialutka jak śnieg, komża sięgała aż po ziemię, a koło szyi lśniła się stuła, obficie dro­gimi kamieniami przyozdobiona. Ksiądz podszedł do komina poważnym stąpając krokiem, a ujrzawszy płomień tak bardzo rozszerzony, ze strachu i przerażenia aż ręce załamywał. Wtem ogląda się, czy nie znajdzie czego do gaszenia ognia. Stały tam dwa dzbany, jeden pełen wody, drugi oliwy. Ksiądz bieży, po­rywa dzban z oliwą i leje w płomienie; ogień bucha w górę a ksiądz z podniesionymi rękoma ucieka ze sali. Na plecach miał napis: Leon X. — Komedianci odeszli, nie czekając za­płaty, ani też nikt o znaczenie przedstawienia nie pytał. Dla wszystkich było zrozumiałe. Ale tak samo nikt go do serca nie przyjął, owszem większa liczba książąt katolickich odgry­wała rolę cesarza, gaszącego ogień zapalony przez Lutra. Zbro­jono się do wytępienia reformacji, a zbrojono nie tylko w kraju, lecz i za granicą. Książę Mantui obiecał nadesłać po­siłki, tysiąc jezdnych lekkiego znaku, również król Anglii Henryk VIII. przyrzekł wielkie sumy pieniędzy na cele wygładzenia kacerzy.

Naraz w nocy z soboty na niedzielę dnia 6. sierpnia, w mieście w Augsburgu niepospolity jakiś powstał ruch. Po uli­cach słyszano tętent koni, służba sejmowa biegała tam i sam, rada miasta zebrała się natychmiast na posiedzenie odebrawszy rozkaz cesarza, aby bramy miasta szczelnie zamknięto i miano je pod strażą. W koszarach panowało życie, pułki stanęły pod bronią i uszykowały się do boju. O trzeciej godzinie stanęły wbrew zwyczajom sejmowym oddziały wojska na straży u bram miasta; mieszkańcom dano znać, iż nikomu z miasta wyjść nie wolno tudzież aby miano baczne oko na elektora saskiego i jego przyjaciół. Jakież musiało być przebudzenie tych, co się łudzili nadzieją, że spór kościelny w drodze pokoju będzie załatwiony! Wszystkie one niesłychane środki ostrożności nie były niczym innym jak oczywistym hasłem do boju.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1