VIII
Wrażenie
na umysły słuchaczów. — Zabiegi wrogów. — Chrześcijańska księżna. — Trwoga
Melanchtona. — Odpowiedz ewangelików.
Stronnictwo
katolickie nie spodziewało się takiego określenia wiary. Nie było tam
najmniejszego lekceważenia przeciwnika, owszem nic innego, jak tylko poważne i
spokojne wyznanie Chrystusa, którym w zupełności wroga rozbrojono. Serca
słuchaczów wahały się na chwilę i wielu ich żałowało przez wzgląd na własną
spokojność duszy, że przy czytaniu byli obecni. Wrażenie było tak ogromne, iż w
pierwszej chwili można było uważać sprawę za wygraną. Nawet biskupi zgromili
Ecka i Fabra za ich krzykactwa. Biskup Augsburga rzekł: “Co luteranie czytali,
jest prawdą, czystą prawdą; temu nie możemy zaprzeczyć.” — “Wyście mi zupełnie
co innego o tej sprawie i nauce mówili,” zarzucił Eckowi książę Bawarii.
“Jesteście teraz w stanie przekonywającymi dowodami wyznanie elektora obalić
?” — “Dowodami z pism apostołów i proroków, nie,” odparł Eck, “ale obalimy je
wyrokami Ojców i ustawami soborów.” — “A więc luteranie są w piśmie, my zaś
obok niego!” odrzekł książę.
Arcybiskup
Kolonii Hermann, pfalcgraf Fryderyk, książę Brunświku Erych, książę
Mecklenburgski Henryk i książęta Pomorza przechylili się wskutek Konfesji na
stronę ewangelików, arcybiskup zaś Kolonii popierał od tej chwili
rozpowszechnianie nauk ewangelicznych w granicach swego państwa.
Większe
zgoła jeszcze wrażenie wywierała Konfesja za granicą. Karol rozesłał ją w
odpisie do wszystkich zagranicznych dworów; przetłumaczono ją na język
francuski, włoski, hiszpański i portugalski, tak że się omal nie sprawdziło, co
powiedział Luter: “Nasza Konfesja dostanie się na dwory wszystkich królów i
książąt, a głos jej dojdzie aż do krańców ziemi.” Nauka jej obaliła wszelkie
posady, wytworzyła dokładniejsze pojęcia o reformacji, torując tym sposobem
prawdzie Bożej drogę i do innych krajów.
W
tej chwili podniósł Luter na nowo swój głos, domagając się wolności sumienia i
zupełnej swobody wyznania i wiary. Równocześnie wezwał ewangelików, aby
opuścili sejm i do domu powrócili. Luter nie spodziewał się od sejmu żadnych
szczególniejszych względów, owszem był przekonanym, że dawna nieprzyjaźń
przeciw Ewangelii na nowo się obudzi. Ewangelicy zrobili, co do nich należało,
przed cesarzem i państwem wyznali Chrystusa i nic więcej uczynić nie mogą. “Ja
was już z tego sejmu rozpuszczam do domu, do domu, do domu!” napisał Luter,
“sam zaś życzyłbym sobie ostatnią być ofiarą tego soboru, tak jak niegdyś Hus
był w Konstancji.”
Następną
noc spędził cesarz bezsennie na łożu; sprawa wydawała się tak zagmatwaną, iż
trudno było znaleźć wyjście. Z poranku przyszedł do niego najprzód pfalcgraf,
wyglądając nie mniej strapionym, i radził Karolowi, że koniecznie trzeba się
będzie na niektóre ustępstwa zgodzić, jak już czasu swego cesarz Maksymilian
miał zamiar zezwolić na pożywanie Wieczerzy Pańskiej pod obiema postaciami, na
małżeństwo duchownych i zupełną swobodę w sprawie postów. Karol przyjął myśl
podaną, ale w tej chwili weszli Granvella i Campeggi i znów mu ją z głowy
wybili.
Przez
chwilę znajdowało się stronnictwo rzymskie w istnym osłupieniu, ale znów
otrzeźwieli. “Ja zostanę przy matce, przy matce!” ozwał się arcybiskup
Wűrzburga, rozumiejąc przez to kościół rzymski. Trafnie odpowiedział na to
Brenc: “Ale nad matką o Ojcu i o Synu nie zapominajcie!” — “Dobrze,” rzekł
arcybiskup Salcburga do jednego z przyjaciół, “ja nic nie mam przeciw Wieczerzy
Pańskiej pod dwiema postaciami ani przeciw małżeństwu duchownych, zgadzam się
na reformę mszy i na swobodę co do postów i innych tradycji, ale że prosty
mnich nas wszystkich reformować ma, mnich nas! to przecież nie uchodzi!” — “Ja
się i na takie nabożeństwo zgodzę, jakie w Wittenbergu obchodzą,” rzekł któryś
inny z biskupów, “ale żeby odnowienie miało z tej dziury, z tego kąta
pochodzić, do tego przecież dopuścić nie możemy.” Melanchton przedstawiał
arcybiskupowi Salcburga, że jednak bądź co bądź koniecznie potrzeba
reformy. “Cóż tyle chcecie reformować?”
odparł arcybiskup; “myśmy się i tak nigdy do niczego nie zdali!”
Cesarz,
o którego się najsprzeczniejsze prądy odbijały, udawał na pozór, jakoby wobec
sprawy zupełnie był obojętnym, w rzeczy samej usiłował się jednak zrozumieć, o
co chodziło. Kazał sobie sporządzić dokładny przekład Konfesji na język francuski,
w którym by ani słowa nie brakło. Z powodu tego mniemali ewangelicy, że cesarz
jest sercem po ich stronie, lubo względy polityki nie pozwalają tego pokazać.
Dworzanie atoli wyprowadzili ich z błędu, wskazując na kardynałów i biskupów
otaczających Karola, których wpływom cesarz zanadto ulegał. Co zaś do Włochów,
to sekretarz stanu Schepper rzekł do Melanchtona i Jonasza, że gdyby ewangelicy
mieli pieniądze, mogliby od nich jaką chcą religią uzyskać, ale z pustą
kieszenią nie da się nic zrobić!
W
niedzielę, dnia 26. czerwca przybyli na wezwanie wszyscy wysłańcy miast
cesarskich do pałacu cesarza i czekali w przedpokojach. Karol rozpoczął układy
z najsłabszymi stanami ewangelickiego stronnictwa, aby zgromiwszy tych, rzucił
się potem na książęta. Pfalcgraf wezwał imieniem cesarza te miasta, które się
na uchwałę zeszłorocznego sejmu nie zgodziły, aby to natychmiast uczyniły.
Pora sprzyjała, między miastami panowało rozerwanie; korzystając z chwili
można było powiększyć niezgodę, a potem według zasady starodawnych Rzymian:
“rozdwajać i rządzić.” jednych i drugich zmusić do posłuszeństwa. Lecz mimo
trudności położenia nie dały się miasta zastraszyć, owszem wyprosiły sobie w
tak ważnej sprawie dzień czasu do namysłu, po upływie którego oświadczyły cesarzowi,
że bez narażenia sumienia swego przed Bogiem na postanowienie sejmu spirskiego
zgodzić się nie mogą.
W
ten sam dzień 27. czerwca zebrało się całe stronnictwo katolickie u cesarza na
naradę, jaką odpowiedź na Konfesję augsburgską wydać należy. Przedstawiono w
tym względzie trzy wnioski. Stronnicy papieża rzekli: “Wywody Konfesji
powinniśmy zupełnie pominąć milczeniem, a co do Lutra i zwolenników jego między
książętami, teologami i ludem, to do nich po prostu za pomocą oręża
postanowienie sejmu wormackiego zastosujemy.” — Politycy zaś radzili: “Oddajmy
Konfesję nieuprzedzonym sędziom do oceny, a ostateczne załatwienie sprawy
poruczmy cesarzowi. Czytanie Konfesji było apelacją do cesarza, a zatem niech
mają sędziego, którego żądali.” — Zwolennicy trądycji i nauki kościoła zaś
oświadczyli się za refutacją czyli naukowym obaleniem wywodów Konfesji, którą
cesarz podpisem swoim zatwierdzi.
Narada
zbyt stała się burzliwą, albowiem zwolennicy skrajnych i zwolennicy umiarkowanych
zasad zajadle na siebie uderzali. Najwięcej dokazywali książę saski Jerzy i
elektor brandenburski Joachim, większa nawet udowadniając żarliwość niż
książęta kościoła. “Gdy na luteranów ruszymy,” rzekł hrabia Werdenberg, “to ja
z największą rozkoszą dobywam miecza i przysięgam, że go w pochwę nie włożę,
nim ów ‘Mocny Gród’ Lutra na kawałki pokruszę.” W kilka dni później umarł ten
pan — skutkiem rozpustnego życia. Książę Brunświku tudzież arcybiskup Moguncji
Albrecht i biskup Augsburga najmniej byli zawzięci, ostatni z nich oświadczył
nawet, że się z ewangelikami trzeba porozumieć i zgodzić na żądanie ich co do
Wieczerzy Pańskiej tudzież małżeństwa duchownych, a jeśli co więcej oprócz tego
żądają, to i w tym dla zachowania pokoju zrobić ustępstwa.” Na taką radę
odpowiedzieli arcybiskup Salcburga i elektor Brandenburgii: “Luteranie wręczyli
cesarzowi pismo, napisane czarnym atramentem na białym papierze; my na miejscu
cesarza odpowiedzielibyśmy im pismem z czerwonymi literami.” Na to odparł
biskup Augsburga mówiąc: “Panowie, jeśli tego chcecie, to miejcie się dobrze
na pieczy, aby wam te czerwone litery w oczy nie trysły.”
Karol
życzył sobie mieć w ręku skargę, przez katolickie stronnictwo na stany
ewangelickie wniesioną; w ten sposób zostałby bowiem sędzią polubownym wśród
Rzeszy niemieckiej i niemało wzmocniłby przez to władzę i majestat cesarski.
Lecz stronnictwo katolickie nie wyświadczyło mu tej usługi, owszem uważając
siebie za jedynie uprawnioną partię, żądało wprost od cesarza, aby stany ewangelickie
jako sprzeciwiające się ustawom państwa, mocą oręża do posłuszeństwa nakłonił.
Cesarz stał się po prostu wykonawcą uchwał, które większość sejmu powzięła.
Pierwszą jej uchwałą było, aby katoliccy duchowni wypracowali refutację
Konfesji i aby cesarz zatwierdził, takową. Pod kierownictwem Ecka i Fabera
zajęło się tą pracą około dwudziestu duchownych, z których jednak nikt nie mógł
co do nauki mierzyć się z Melanchtonem. Lecz o to nie chodziło, aby dowodami
zbić Konfesję, tej pracy nie myślało sobie katolickie stronnictwo zadawać.
Jemu wystarczyło wyszydzić takową, i obelgami i szyderstwem ogłuszyć
przeciwnika. Gdzie zaś dowody teologów nie wystarczyły, lub sprawy zupełnie
zbić nie zdołały, tam miecz Karola zaważył na szali i dokonał reszty. Nie ulegało
wątpliwości, iż takimi argumentami nietrudno będzie zwyciężyć wroga. Luter
przewidywał co nastąpi, i napisał do przyjaciół swych w Augsburgu: “Pewnie już
macie odpowiedź przeciwników, na którą czekacie. Ot, będą jak zwyczajnie
wołać: Ojcowie, ojcowie, ojcowie, kościół, kościół, kościół, trądycja,
obrządki; ale o Piśmie świętem nie będzie ani wzmianki. A potem ze wszystkich
stron posypią się chluby i chwały aż pod niebiosa, a znowu groźby i obelgi do
samego piekła.”
Obok
zaciekłości wrogów tym bardziej jaśnieje światło wiary zwolenników Ewangelii,
których sobie nawet w obozie przeciwników zjednali. W cesarskim pałacu w
Augsburgu widywano nieraz Melanchtona, Spalatyna i innych nauczycieli słowa
Bożego, gdy przychodzili na wezwanie, odwiedzając siostrę Karola V., Marię,
która była wdową po królu węgierskim Ludwiku II. Ta młodą jeszcze będąc
dziewicą, bawiła przez niejaki czas na dworze dziada swego cesarza
Maksymiliana. Tam dostały się jej do rąk pierwsze pisma Lutra, które pilnie
czytała i z całego serca pokochała. Roku 1526 poległ małżonek jej pod Mohaczem
w bitwie przeciw Turkom, nie pozostawiwszy żadnego potomstwa. Luter napisał do
Maryi list pocieszalny, odzywając się do niej: “Niech Wasza królewska Mość
znajdzie pociechę w Chrystusie Jezusie, onym prawdziwym oblubieńcu swej duszy.”
Do listu załączył prześliczny wykład najpiękniejszych psalmów pocieszalnych
32, 62, 94 i 109. Od tego czasu oddała się królowa zupełnie Panu Bogu i słowu
jego, tym więcej, iż nie miała dzieci, które by ją ze światem i sprawami jego
łączyły. Pomieszkanie Marii było niby świątynią nabożeństwa; obcowaniem swym
prowadziła serca osób otoczenia swego do Chrystusa i Ewangelii.
Trzeciego
dnia po odczytaniu Konfesji przybyła Maria do Augsburga w towarzystwie królowej
czeskiej, małżonki króla Ferdynanda i kapelana swego Jana Henkel, także
zwolennika Ewangelii. W Augsburgu nie mogła przez wzgląd na braci okazywać
jawnie przywiązania swego do słowa Bożego, natomiast religijne rozmowy, które z
Melanchtonem, Spalatynem i Henklem miewała, nieopisaną słodyczą napawały jej
serce. Mężowie ci znowu nie mogli się nadziwić nad jej pobożnością i prostotą
dyszy. Maria władała pięcioma językami, czytając po niemiecku, po francusku, po
włosku, po czesku i po łacinie. Nie ograniczała się także do onych rozmów
pobożnych, owszem w własnym mieszkaniu urządzała nabożeństwa ewangelickie. W
takiej chwili zasiadała pokornie do słuchania słowa Bożego z łacińską biblią w
ręku, szukając w Piśmie świętem potwierdzenia tego, co kaznodzieja na kazaniu
powiedział. Wieść o tych nabożeństwach doszła uszu cesarza i króla, którzy
wszystko uczynili, aby serce siostry od Ewangelii oderwać, ale na próżno.
Cesarz okazał się zresztą wobec ulubienicy swojej nader pobłażliwym, Maria zaś
łagodziła, ile mogła umysł jego, aby go powstrzymać w zapędach sprawie
Ewangelii przeciwnych.
Ale
Maria czytała biblią nie tylko na własnych pokojach, owszem kochając przyrodę
nieraz dosiadała konia i z dworem swym pędziła na pola, na góry i w lasy, gdzie
całe dnie spędzała. Zmęczona łowami kazała często ustąpić strzelcom i oddalić
psiarnię, a potem samotna usiadłszy w cieniu wysokiego drzewa brała do ręki
biblią i w wyrokach Bożych się zatapiała. W takiej chwili zapominała o
wszystkim, co ją otaczało, szukając w modlitwie zbawiciela swego. Po śmierci
Małgorzaty roku 1530 oddał jej Karol namiestnictwo nad Niderlandami.
–––––––––– • ––––––––––