VII.

Dzień 25. czerwca 1530. -— Konfesja — Względy na kościół katolicki. — Wrażenie na umysły słuchaczów.

 

Nadszedł nareszcie dzień 25. czerwca, w przebiegu reformacji może największy, dzień, który w historii chrześcijaństwa i ludzkości do najwznioślejszych należy. Cesarz obiecał słuchać Konfesji w pałacu biskupim, ale kaplica jego mogła ledwie 200 osób pomieścić. We dworze pałacu było już przed trzecią godzina pełno ludzi, pragnących choćby kilka słów pochwycić; niektórzy cisnęli się nawet do samej kaplicy, ale służba ce­sarska wydaliła wszystkich, co nie należeli do sejmu.

Karol V. usiadł na tronie, po prawej i po lewej stronie zajęli miejsca swe elektorowie Rzeszy niemieckiej i zastępcy ich, za tymi usiadły książęta i posłowie miast cesarskich. Legat papieża nie był obecny, chcąc tym sposobem okazać, że się na czytanie wyznania ewangelików nie zgadza. Gdy członko­wie sejmu miejsca swe zajęli, powstał elektor saski Jan, razem z synem swym Janem Fryderykiem, powstali Filip heski, mar­grabia Jerzy, książę Anhaltu Wolfgang, książę Luneburgu Ernest i brat jego Franciszek, tudzież posłowie miast Norymbergi i Reutlingen, oko ich pałało natchnieniem, z oblicza promieniała otucha i męstwo. Pierwsi chrześcijanie usiłowali się także wiarę swą przed cesarzami Rzymu usprawiedliwić, lecz apologie ich ledwie się do rąk cesarskich dostały. Teraz atoli usiadł na tronie swym najpotężniejszy monarcha dwóch światów, obok niego brat jego król Ferdynand, a naokoło świetny orszak elek­torów, książąt, prałatów i posłów zagranicznych państw, aby słuchać apologii broniącej odrodzonej wiary Chrystusowej. Pa­nowie ci nic innego tak nie pragnęli, jak wytępienia reformacji, ale jednak wyższa jakaś tajemnicza siła zniewoliła ich do słuchania Konfesji. Spoglądając na to zgromadzenie mocarzy mimo­wolnie przenosimy się myślą do przeszłości, do sali sejmowej w Wormacji. Dziewięć lat odtąd upłynęło, a jakże się rzeczy zmieniły! Wtenczas widzieliśmy jednego jedynego biednego mnicha, co w tej samej sprawie stawał przed cesarzem i pań­stwem — a teraz na miejscu jego stoi pierwszy elektor Rzeszy niemieckiej, stoją książęta i posłowie miast. Okoliczność ta już sama w sobie o ogromnym świadczyła zwycięstwie! Jakież myśli musiały wtenczas serce Karola V. przejmować!

Cesarz ujrzawszy, że książęta ewangelickie z krzeseł po­wstały, skinął ręką na znak, aby usiadły. W tym wystąpili obaj kanclerze elektora, Rruck i Bayer, na środek sali i stanęli naprzeciw tronu cesarza, trzymając w ręku jeden z nich niemiecki a drugi łaciński egzemplarz Konfesji. Cesarz żądał, aby ła­ciński tekst odczytano, lecz elektor saski stanąwszy przemówił, że na zgromadzeniu książąt niemieckich i na niemieckiej ziemi należy odczytać Konfesję w tekście niemieckim. Język łaciński nie był dla większej części książąt zrozumiałym, wskutek czego czytanie po łacinie najmniejszego nie mogło wywrzeć wrażenia. Żądanie cesarza nie miało zatem innego celu, jak mimo czyta­nia zatulić usta ewangelikom. W końcu jednak zgodził się Karol na wywody elektora saskiego.

Na znak dany zaczął kanclerz Bayer czytać Wyznanie wiary ewangelickiej, wymawiając zwolna dźwięcznym i wy­raźnym głosem każde słowo, tak iż nie tylko w kaplicy ale i na dworze świadectwo wiary słyszano.

“Najjaśniejszy, Najpotężniejszy, Niezwyciężony Cesarzu, Najmiłościwszy Panie! Stanęliśmy przed Waszą Cesarską Mością, aby odnowić jedyną i prawdziwą religią, jako wszyscy pod wodzą jednego Chrystusa stoimy i walczymy, gdyby jednak spory te nie dały się w drodze pokoju załatwić, to my chętnie sprawy naszej na powszechnym, niezawisłym chrześcijańskim soborze bronić będziemy.”

Po tych wstępnych słowach czytał Bayer Konfesję we­dług całej jej osnowy:

 

CZĘŚĆ PIERWSZA.

 

Główne artykuły wiary.

 

Artykuł l

O Bogu

Zgodnie z kościołem powszechnym uczymy, że uchwała soboru Nicejskiego o jedności istoty Bożej i o trzech osobach jest prawdziwą, i bez wszelkiego powątpiewania tak wierzyć należy. Mianowicie, że jedna jest istota Boża, która zowie się i jest Bóg wieczny, niecielesny, niepodzielny, niezmierzonej mocy, mądrości, dobroci, twórca i zachowawca wszech rzeczy, widzialnych i niewidzialnych; że jednak trzy są osoby tej samej istoty, mocy, i współwieczne: Ojciec, Syn i Duch Święty. Wyrazu “osoba” używamy tu w tym znaczeniu, w jakiem go używali w tej sprawie pisarze kościoła, to jest, iż znaczy nie cząstkę, ani też przymiot jakiej rzeczy, lecz to, co samo przez się istnieje.

Przeto potępiamy wszystkie herezje przeciwko temu arty­kułowi powstałe, jako to: Manichejczyków, którzy przyjmowali dwa pierwiastki, dobry i zły; również Walentynianów, Arian, Eunomian, Mahometan, i wszystkich im podobnych. Potępiamy też Samosateńczyków, dawnych i nowszych, którzy twierdzą, że istnieje tylko jedna osoba, o Słowie zaś i Duchu Świętym chytrze i bezbożnie rozprawiają, jakoby te nie były oddzielnymi osobami, lecz, że Słowo znaczy głos, a Duch siłę stworzoną, działającą we wszystkich rzeczach.

 

Artykuł 2

O grzechu pierworodnym

Dalej nauczamy, że po upadku Adama wszyscy ludzie, naturalnie spłodzeni, rodzą się w grzechu, to jest bez ufności do Boga, a nadto z pożądliwością złego; że ta choroba czyli wrodzone skażenie jest prawdziwie grzechem potępiającym, i sprawiającym już teraz śmierć wieczną wszystkim tym, którzy się nie odrodzą przez Chrzest i Ducha Świętego.

Potępiamy Pelagian i innych, którzy przeczą, że pier­wotne skażenie jest grzechem, i, aby ująć chwały zasługom i dobrodziejstwom Chrystusa, utrzymują, że człowiek przez siły własnego rozumu przed Bogiem usprawiedliwionym być może.

 

Artykuł 3

O Synu Bożym

Dalej uczymy, że Słowo, to jest Syn Boży, przyjął naturę ludzką w łonie błogosławionej dziewicy Marii, tak że w Nim dwie natury, boska i ludzka, w jednej osobie nierozłącznie są połączone, jeden Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, urodzony z Maryi dziewicy, który istotnie poniósł mękę, był ukrzyżowany, umarł i pochowany, aby nam zjednał łaskę Ojca, i był ofiarą nie tylko za winę pierworodną, lecz i za wszystkie grzechy popełnione przez ludzi.

Również uczymy, że On zstąpił do piekieł i prawdziwie zmartwychwstał dnia trzeciego, następnie wstąpił na niebiosa, aby usiadłszy po prawicy Ojca. rządził wiecznie i panował nad wszystkimi stworzeniami, aby uświęcał weń wierzących przez Ducha Świętego, w ich serca wylanego, żeby tenże niemi rządził, pocieszał ich, ożywiał i bronił przeciw diabłu i mocy grzechu.

Tenże Chrystus jawnie powróci, aby sądzić żywych i umarłych itd. podług symbolu Apostolskiego.

 

Artykuł 4

O usprawiedliwieniu

Również nauczamy, że ludzie nie mogą być usprawiedli­wieni przed Bogiem przez własne siły, zasługi lub uczynki, lecz że z łaski bywają usprawiedliwieni dla Chrystusa, przez wiarę, gdy wierzą, że są przyjęci do łaski, i że im odpuszczone są grzechy dla Chrystusa, który śmiercią swoją zadość uczynił za grzechy nasze. Tę wiarę policza Bóg przed Sobą zamiast sprawiedliwości. List do Rzymian, rozdz. 3. i 4.

 

Artykuł 5

O służbie kościoła

Abyśmy tej wiary dostąpili, postanowiony jest urząd nau­czania Ewangelii i udzielania Sakramentów. Przez Słowo al­bowiem i przez Sakramenty, jakby przez narzędzia daje się Duch Święty, sprawujący wiarę, gdzie i kiedy się Bogu podoba, w tych ludziach, którzy słuchają Ewangelii, czyli, że Bóg nie dla naszych zasług, ale dla Chrystusa usprawiedliwia tych, którzy wierzą, że dla Chrystusa przyjęci są do łaski.

Potępiamy Anabaptystów i innych, którzy mniemają, że ludzie mieć mogą Ducha Świętego bez słowa zewnętrznego, przez własne przygotowania i uczynki.

 

Artykuł 6

O nowym posłuszeństwie

Dalej nauczamy, że wiara ta powinna wydawać dobre owoce, i że należy dobre przez Boga nakazane uczynki speł­niać wedle woli Bożej, jednakże nie w mniemaniu, jakobyśmy przez uczynki zasługiwali na usprawiedliwienie przed Bogiem. Albowiem odpuszczenia grzechów i usprawiedliwienia dostępu­jemy przez wiarę, jak o tym świadczy słowo Chrystusa: “Gdy uczynicie wszystko, to mówcie: słudzy nieużyteczni jesteśmy.” Podobnież uczą i dawni pisarze kościoła. Ambroży bowiem mówi: “To postanowionym jest od Boga, że każdy, kto wierzy w Chrystusa, będzie zbawiony bez uczynków, jedynie przez wiarę, otrzymując grzechów odpuszczenie z łaski.”

 

Artykuł 7

O kościele

Dalej nauczamy, że jeden święty Kościół wiecznie trwać będzie. Kościół zaś jest zgromadzeniem świętych, w którym Ewangelia wiernie wykładaną i Sakramenty wiernie udzielane bywają. Do prawdziwej jedności kościoła wystarcza zgoda w nauce Ewangelii i w udzielaniu Sakramentów. Koniecznym zaś nie jest, aby wszędzie były jednakie ludzkie tradycje albo jednakie ob­rządki lub ceremonie, przez ludzi ustanowione. Tak bowiem mówi Paweł: jedna wiara, jeden Chrzest, jeden Bóg i Ojciec wszystkich itd.

 

Artykuł 8.

Kościół czym jest?

Aczkolwiek Kościół właściwie jest zgromadzeniem świętych i prawdziwie wierzących, wszelako gdy w tym życiu wiele znajduje się obłudników i złych łudzi, godzi się używać Sakramentów, choćby udzielanych przez grzeszników, wedle wyroku Chrystusowego: Na stolicy Mojżeszowej usiedli nauczeni w Piśmie i faryzeusze itd. W rzeczy samej Sakramenty i Słowo, przez postanowienie i rozkazanie Chrystusowe są skutecznymi, chociażby przez złych ludzi podawane były.

Potępiamy Donatystów i tym podobnych, którzy uczyli, że się nie godzi posługiwać złymi szafarzami w kościele, i którzy mniemali, że służba takich jest nieużyteczną i niesku­teczna.

 

Artykuł 9

O Chrzcie

O Chrzcie uczymy, że koniecznym jest do zbawienia, i że przez Chrzest podawana bywa łaska Boża, i że należy chrzcić dzieci, które przez Chrzest zaofiarowane Bogu, do łaski Bożej zostają przyjęte.

Potępiamy Anabaptystów, którzy odrzucają Chrzest nie­mowląt, tudzież twierdzą, że niemowlęta bez Chrztu zbawienia dostępują.

 

Artykuł 10

O Wieczerzy Pańskiej

O Wieczerzy Pańskiej uczymy, że ciało i krew Chrystusa Pana są prawdziwie obecne, i spożywającym rozdawane by­wają w Wieczerzy Pańskiej; inaczej uczących odrzucamy.[1]

 

Artykuł 11

O spowiedzi

O spowiedzi uczymy, że prywatne rozgrzeszenie w ko­ściele zachować należy, jakkolwiek nie jest potrzebnym, aby przy spowiedzi wszystkie grzechy wyliczano. Jest to bowiem niemożliwą rzeczą podług Psalmu: “Występki któż zrozumie?”

 

Artykuł 12

O Pokucie

O pokucie nauczamy, że kto po Chrzcie zgrzeszy, może otrzymać odpuszczenie grzechów każdego czasu, jeżeli się na­wróci, i że kościół takim powracającym do pokuty absolucji udzielać powinien. Pokutę zaś stanowią dwie części. Naj­przód skrucha czyli przerażenie powstałe w sumieniu przez przyznanie grzechu; drugą jest wiara pochodząca z Ewangelii albo z rozgrzeszenia, i ufająca, że grzechy dla Chrystusa są odpuszczone, przez co sumienie bywa pocieszane i z bojaźni wyzwolone. Potem następować powinny dobre uczynki, które są owocem pokuty.

Potępiamy Anabaptystów, którzy nauczają, że raz uspra­wiedliwieni nie mogą postradać Ducha Świętego, również tych, którzy utrzymują, że niektórzy w tym życiu dochodzą do takiej doskonałości, iż już grzeszyć nie mogą.

Potępiamy Nowacjan, którzy nie chcieli rozgrzeszać po Chrzcie upadłych a wracających do pokuty.

Odrzucamy i tych, którzy nie uczą, że dostępujemy przez wiarę odpuszczenia grzechów, lecz każą nam zasługiwać na łaskę przez własne zadośćuczynienie.

 

Artykuł 13

O używaniu Sakramentów

O używaniu Sakramentów nauczamy, że Sakramenty po­stanowione są, nie na to tylko, aby były znakami wyznania pomiędzy ludźmi, ale raczej, aby były znamionami i świa­dectwami woli Bożej względem nas, ustanowionymi na to, aby pobudzały i utwierdzały wiarę w tych, którzy ich używają. Przeto należy Sakramentów tak używać, żeby się z niemi łą­czyła wiara, ufająca przyrzeczeniom, które przez Sakramenty udzielane i objawiane bywają.

Potępiamy zatem tych, którzy nauczają, że Sakramenty przez samo ich używanie już usprawiedliwiają (ex opere operato) i którzy sądzą, że wiara ufająca w odpuszczenie grzechów nie jest koniecznie potrzebną przy używaniu Sakramentów.

 

Artykuł 14

O urzędzie kościelnym

O urzędzie kościelnym nauczamy, że w kościele nikt pu­blicznie nauczać ani Sakramentów udzielać nie powinien, jeżeli nie jest do tego prawnie powołanym.

 

Artykuł 15

O obrzędach kościelnych

O obrzędach kościelnych nauczamy, że zachować należy takie obrzędy, które bez grzechu mogą być zachowane i które przyczyniają się do utrzymania pokoju i dobrego porządku w kościele, jako to: pewne uroczystości, święta i tym podobne. O takich rzeczach jednak należy napominać ludzi, aby sobie sumienia nie obciążali, sądząc, jakoby takie obrzędy konieczne były do zbawienia.

Nadto upominać należy, że tradycje ludzkie postanowione w celu przebłagania Boga lub pozyskania łaski albo też zadość­uczynienia z powodu popełnionych grzechów, przeciwne są Ewangelii i nauce o wierze. Dla tego też ślubowania i tradycje o pokarmach, o pewnych dniach i tym podobne, jeżeli są usta­nowione ku zasłużeniu łaski i zadośćuczynieniu z powodu popełnionych grzechów, są bezużyteczne i Ewangelii przeciwne.

 

Artykuł 16

O państwie

O państwie świeckim uczymy, że prawne ustawy pań­stwowe istnieją za dobrą sprawą Bożą, że chrześcijanie mogą piastować urzędy, wymierzać sprawiedliwość, wydawać wyroki wedle istniejących praw cesarskich i innych, że mogą kary podług prawa wymierzać, słuszne wojny prowadzić, wojskowo służyć, prawne zawierać umowy, własność posiadać, przysięgi na żądanie sądów wykonywać, żenić się i za mąż wychodzić.

Potępiamy Anabaptystów, którzy wykonywania wyżej wspomnianych obowiązków chrześcijanom zabraniają.

Potępiamy także i tych, którzy doskonałości chrześcijańskiej nie zasadzają na bojaźni Bożej i wierze, lecz na usu­waniu się od spełnienia spraw obywatelskich, gdyż Ewangelia uczy wieczną serca sprawiedliwość; nie znosi jednak ani spo­łecznego ani domowego stanu, lecz owszem te obowiązki jako urządzenia Boskie zachowywać i w nich miłość wykonywać rozkazuje. Dlatego chrześcijanie powinni koniecznie podlegać zwierzchnościom swoim i prawom, chyba, gdyby grzechy speł­niać kazano; w takim razie więcej Boga aniżeli ludzi słuchać trzeba. Dzieje Ap. 5. 29.

 

Artykuł 17

O przyjściu Chrystusa na sąd

Dalej nauczamy, że Chrystus ukaże się w końcu świata dla sądu i wskrzesi wszystkich umarłych; pobożnym i wybranym da życie i wieczną radość, bezbożnych zaś ludzi i diabłów potępi, aby wiecznie cierpieli.

Potępiamy Anabaptystów, którzy mniemają, że męki ludzi potępionych i diabłów kiedyś się skończą.

Potępiamy i tych, którzy obecnie rozsiewają pojęcia ży­dowskie, że przed zmartwychwstaniem, po przytłumieniu wszę­dzie bezbożnych, pobożni panowanie nad światem posiądą.

 

Artykuł 18

O wolnej woli

O wolnej woli nauczamy, że wola ludzka ma pewną swo­bodę do wykonywania obywatelskiej sprawiedliwości i swo­bodny wybór w rzeczach rozumowi podległych. Ale bez Ducha Świętego nie ma siły wykonywania sprawiedliwości duchowej, gdyż człowiek wedle ciała nie pojmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego; sprawiedliwość bowiem duchowa rodzi się w sercu, gdy ją Duch Święty przez słowo poczyna. Tak też mówi Augustyn tymi słowy w 3 księdze swego Hipognosticon:

“Przyznajemy, że wszyscy ludzie posiadają wolną wolę, mającą wprawdzie sąd rozumu, ale nie tak, aby przezeń spo­sobną była bez Boga cośkolwiek poczynać i istotnie wykonywać w sprawach tyczących się Boga, ale wolna wola ludzka objawia się w sprawach życia doczesnego, tak dobrych, jak też i złych. W dobrych mówię, które pochodzą z pewnej wrodzonej zdolności jako to: uprawa roli, chęć jedzenia i picia, wybór przyjaciela, wybór odzieży, budowa domu, małżeństwo, hodowla bydła, umiejętność rozmaitych rzeczy pożytecznych i cokolwiek wreszcie należy dobrego do życia doczesnego. To wszystko nie bez zrządzenia Boskiego istnieje, owszem z Niego i przez Niego samego jest i poczęło się. W złych zaś mówię, jako: bałwo­chwalstwo, mężobójstwo itd.

Potępiamy Pelagian i innych, którzy nauczają, że bez Ducha Świętego, jedynie mocą naturalnych sił, możemy Boga nade wszystko miłować, także przykazania Boże wykonywać, co do istoty samych czynów. Bo chociaż natura jest w stanie spełniać w pewnym względzie czyny zewnętrzne (może bo­wiem powściągnąć ręce od kradzieży, od zabójstwa), to jednak nie może ona spowodować wewnętrznych pobudek serca, jakimi są: bojaźń Boga, ufność w Bogu, czystość, cierpliwość itd.

 

Artykuł 19

O przyczynie grzechu

O przyczynie grzechu nauczamy, że chociaż Bóg wszystkie rzeczy tworzy i utrzymuje, przyczyną grzechu jednakże jest wola złych, mianowicie diabła i ludzi bezbożnych, która bez współdziałania Boga, od Niego się odwraca, jak to Chrystus mówi u Jana w rozdziale 8.: “Gdy mówi kłamstwo, z swego własnego mówi.”

 

Artykuł 20

O dobrych uczynkach

Fałszywie oskarżają nas, jakobyśmy dobrych uczynków zakazywali. Albowiem dzieła tych, którzy pisali o dziesięciu przykazaniach, i inne podobnej treści świadczą, że pożytecznie nauczaliśmy o wszelkich życia okolicznościach i obowiązkach, a mianowicie jaki rodzaj życia i jakie uczynki w każdym po­wołaniu Bogu się podobają. Dawniej o rzeczach tych kazno­dzieje mało nauczali, od ludzi wymagając dziecinnych i niepo­trzebnych rzeczy, jako to święcenia pewnych świąt, pewnych postów, bractw, pielgrzymek, nabożeństwa do świętych, ró­żańców, życia zakonnego i tym podobnych rzeczy. Obecnie przeciwnicy nasi będąc upomnieni, zaniechali tego i już o tych niepotrzebnych rzeczach nie głoszą jak dawniej. Poczynają też o wierze wzmiankować, o której przed tym dziwne było milczenie. Głoszą oni, że nie tylko przez uczynki usprawiedli­wieni bywamy, lecz łączą wiarę z uczynkami, i nauczają, że usprawiedliwieni bywamy przez wiarę i przez uczynki. Nauka ta jest znośniejszą od poprzedniej, i więcej dać może pocie­szenia niż owa dawniejsza.

Ponieważ zaś nauka o wierze, która powinna być pierwszą nauką kościoła, tak długo pozostawała w zapomnieniu, jak to nam wszyscy przyznać muszą, że o sprawiedliwości z wiary w kazaniach najgłębsze panowało milczenie, a natomiast w kościele uprawianą była nauka o uczynkach, tedyśmy co do wiary nauczali w kościołach w sposób następujący:

Po pierwsze, że uczynki nasze Boga przebłagać nie mogą ani też zasłużyć na odpuszczenie grzechów lub łaskę Różą i usprawiedliwienie. Owszem takowego dostępujemy jedynie, gdy wierzymy, że dla Chrystusa przyjęci bywamy do łaski, albo­wiem Chrystus sam jeden ustanowiony jest jako pojednanie i pośrednik, przez którego ubłaganym bywa Ojciec. Kto więc ufa, że za pomocą uczynków zasłużyć może na łaskę, ten gardzi zasługą i łaską Chrystusa i szuka bez Chrystusa, mocą ludzkich sił drogi do Boga, gdy tymczasem Chrystus powiedział o sobie: “Jam jest droga, prawda i żywot.” Jan 14, 6.

Tę naukę o wierze wszędzie u Pawła znajdujemy, tak do Efezów 2, 8: “Albowiem łaską jesteście zbawieni przez wiarę, i to nie jest z was, dar to Boży jest” itd.

Aby zaś nikt nie uczynił zarzutu, że wymyśliliśmy nowy słów Pawła wykład, niechaj posłuży za dowód, że nauka ta ma za sobą świadectwa Ojców. Augustyn w wielu księgach broni łaski i usprawiedliwienia przez wiarę przeciwko zasłudze z uczynków. Podobnie uczy Ambroży w księdze: “O powo­łaniu narodów” i w innych. Oto co powiada w księdze o powołaniu narodów: “Marnym byłoby odkupienie przez krew Chrystusa, ani by też miłosierdzie Boże nad uczynkami ludzkimi nie miało przewagi, gdyby usprawiedliwienie, które następuje przez łaskę, zawdzięczanym być miało poprzednim zasługom; wtenczas odkupienie nie byłoby darem dobroczyńcy, lecz zasługą dobrze czyniącego.”

Jakkolwiek nauka ta u niedoświadczonych jest w po­gardzie, jednak bogobojne i lękliwe sumienia znajdują w niej wiele pociechy, albowiem sumienia nie można uspokoić przez żadne uczynki lecz tylko przez wiarę, z wszelką ufnością wie­rząc, że Chrystus za nas Boga przebłagał, — jak o tym uczy Paweł w liście do Rzymian 5, 1: “Będąc tedy usprawiedliwieni z wiary, pokój mamy z Bogiem.” Cała ta nauka tyczy się owej wewnętrznej walki przestraszonego sumienia, i bez owej walki nie może być zrozumianą. Dlatego też o sprawie tej źle sądzą ludzie nieświadomi i światowi, którzy marzą, że chrześcijańska sprawiedliwość nie jest niczym innym jak obywa­telską i filozoficzną sprawiedliwością.

Dawniej trapiono sumienia nauką o uczynkach, bo nie słyszały one nic o pocieszeniu Ewangelii. Jednych wygnało strwożone sumienie na puszczę, do klasztorów, gdyż sadzili, iż przez życie klasztorne zasłużą na łaskę u Boga. Drudzy inne wymyślili uczynki, aby zasłużyć na łaskę i dać zadość­uczynienie za grzechy. Z tego to powodu gwałtowną stało się potrzebą tę naukę o wierze w Chrystusa opowiadać i wzna­wiać, by sumienia lękliwe nie były pozbawione pociechy, lecz aby wiedziały, że dostąpić można łaski i odpuszczenia grze­chów, oraz usprawiedliwienia przez wiarę w Chrystusa.

Przy tym przypominamy ludziom, że ten wyraz “wiara” nie oznacza li tylko historycznej wiadomości, jaką diabeł i ludzie bezbożni także miewają, lecz oznacza wiarę, która wierzy nie tylko historią, lecz i wskutek historii, to jest w odpu­szczenie grzechów, mianowicie, że przez Chrystusa mamy łaskę, usprawiedliwienie i grzechów odpuszczenie.

Kto zatem wie, że przez Chrystusa ma łaskawego Ojca, ten zna prawdziwie Boga, wierzy, że jest przedmiotem pieczo­łowitości Bożej, wzywa Go, wreszcie nie jest bez Boga, jak poganie. Diabli bowiem i bezbożni nie mogą wierzyć w ten artykuł o odpuszczeniu grzechów. Stąd też nienawidzą Boga jako wroga, nie wzywają Go i nie spodziewają się od Niego niczego dobrego. Augustyn także co do wyrazu “wiara” w ten sposób napomina czytelnika i uczy, pokazując, że słowo to w Piśmie świętem nie oznacza wiedzy, którą i bezbożni posia­dają, ale ufność, która pociesza i pokrzepia strwożone umysły.

Oprócz tego nauczamy, że konieczne jest dobre uczynki spełniać, nie tak abyśmy przez to mogli spodziewać się za­służyć na łaskę, lecz by wykonać wolę Bożą. Albowiem jedynie przez wiarę dostąpić można grzechów odpuszczenia i łaski. Ponieważ zaś Ducha Świętego dostępujemy przez wiarę, to i serca się odradzają, i pod wpływem nowych pobudek dobre uczynki wykonywać mogą. Tak bowiem mówi Ambroży: “Ro­dzicielką dobrej woli i sprawiedliwego czynu jest wiara.” Albo­wiem bez Ducha Świętego ludzkie siły pełne są bezbożnych popędów, i niedołężne są do spełnienia dobrych przed Bogiem uczynków. Nadto są one w mocy diabła, który popycha ludzi do rozmaitych grzechów, do bezbożnych wyrokowań, do ja­wnych zbrodni, jak to widoczne jest u filozofów, którzy jak­kolwiek sami skłonni są do życia uczciwego, nie mogli go jednak urzeczywistnić, owszem splamili się wieloma jawnymi występkami. Taka to jest krewkość człowieka, który bez wiary i bez Ducha Świętego własnymi tylko siłami się rządzi.

Z tego się łatwo okazuje, iż tej nauki nie należy obwi­niać o powstrzymywanie od dobrych uczynków, owszem nale­żałoby ją raczej pochwalić, gdyż wskazuje, w jaki sposób dobre uczynki wykonać możemy. Bez wiary bowiem natura ludzka w żaden sposób nie może spełniać pierwszego i drugiego przy­kazania. Bez wiary nie wzywa ona Boga, niczego się od Boga nie spodziewa, nie znosi krzyża, lecz szuka ludzkiej opieki i jej ufa. W ten sposób panują w sercu ludzkie namiętności i ludzkie zamysły, jeżeli niema wiary i ufności w Boga. Dlatego też i Chrystus powiedział: “Beze mnie nic nie możecie,” Jan 15. A kościół śpiewa: “Sine tuo numine nihil est in homine, nihil est innoxium” — co znaczy: “Boże! bez twej pomocy, człowiek jest niczym i pełen winy.”

 

Artykuł 21

O czci świętych

O czci świętych nauczamy, że pamięć świętych może być postawiona jako wzór do naśladowania ich wiary i dobrych uczynków, wedle powołania każdego; tak cesarz naśladować może przykład Dawida, wojując z Turkami i broniąc przeciwko nim ojczyzny. Obydwaj bowiem królami są. Ale Pismo święte nie naucza wzywania świętych lub błagania od nich pomocy, gdyż przedstawia nam jednego tylko Chrystusa jako pośrednika, pojednawcę, kapłana i orędownika. On to wzywany być wi­nien, bo przyrzekł, iż wysłucha próśb naszych, i ta cześć naj­więcej mu się podoba, aby we wszelakim utrapieniu był wzywany. I list Jana 2, 1: “Jeżeliby kto zgrzeszył, mamy orę­downika u Boga, Jezusa Chrystusa.”

Oto jest prawie suma nauki naszej. Widoczna jest, iż ta­kowa nie zawiera nic, co by sprzeciwiało się Pismu lub kościołowi powszechnemu lub też kościołowi rzymskiemu, o ile ten z pisarzy nam jest znany. Gdy więc rzecz tak się ma, zbyt su­rowo sądzą nas ci, którzy żądają by nas za heretyków miano. Nieporozumienie jedynie istnieje co do niektórych nadużyć, które bez należytej powagi do kościoła się wkradły; a gdyby i były w nich jakie różnice, toć godziło się, aby biskupi z powodu wyznania przez nas złożonego łaskawie i cierpliwie nas znosili; prawo bowiem kanoniczne nie jest tak surowe, aby wszędzie żądało tych samych obrzędów, które zresztą nigdy we wszystkich kościołach nie były jednakie. Wszakże u nas dawne obrzędy po większej części pilnie się zachowują. Wierutnym tedy oszczerstwem jest, jakoby wszystkie ceremonie, wszystkie dawniejsze postanowienia zostały w naszych kościo­łach zniesione. Atoli publiczne były skargi o to, że w zwy­kłym nabożeństwie tkwią pewne nadużycia. Ponieważ ich z dobrem sumieniem zatrzymać nie mogliśmy, przeto po części zostały zmienione.

 

CZĘŚĆ DRUGA

Artykuły, w których ocenione są zniesione nadużycia

 

Ponieważ kościoły nasze w żadnym artykule wiary od kościoła katolickiego się nie różnią, jedynie tylko niektóre nad­użycia pomijają, mianowicie takie, które nowe są i wbrew postanowieniom kanonów przez zepsucie czasu przyjęte zostały, upraszamy więc Waszą Cesarską Mość, abyś miłościwie wy­słuchać raczył tego, co zostało zmienione, i jakie były ku temu przyczyny, aby tym mniej zmuszony był lud wbrew su­mieniu swemu do zachowywania owych nadużyć. Nie chciej także Wasza Cesarska Mość wiary dawać tym, którzy w za­miarze wzbudzenia przeciwko nam nienawiści ludzkiej, rozpo­wszechniają pomiędzy ludem dziwne oszczerstwa. Takim sposo­bem naprzód rozdrażniwszy umysły dobrych ludzi, do niniejszego sporu dali powód, a teraz również podstępnie usiłują powię­kszać niezgodę. Wasza Cesarska Mość spostrzeże bez wątpienia, że wykład nauki i obrządki nasze nie równie łatwiej przyjąć można, niż ludzie źli i niechętni twierdzą. Zresztą z opowieści ludu i potwarzy nieprzyjacielskich o prawdzie sądzić nie można. W każdym razie jednak łatwo zrozumieć, że do poszanowania obrzędów i krzewienia pobożności wśród ludu nic tak nie po­maga, jak kiedy się owe obrzędy należycie odbywają.

 

Artykuł l

O obydwu postaciach Sakramentu

Świeckim osobom udzielamy obie postacie Sakramentu w Wieczerzy Pańskiej, dlatego, że taki obyczaj ma za sobą nakaz Pana. Ew. Mateusza 26, 27: “pijcie z tego wszyscy;” gdzie wyraźnie Chrystus co do kielicha wskazał, żeby wszyscy zeń pili.

I aby nikt nie mógł zarzucić, że się to samych tylko księży dotyczy, Paweł w liście do Koryntian przytacza przykład, z którego się okazuje, że w całym kościele obu po­staci używano. Przez długi czas pozostawał ten zwyczaj w ko­ściele, ale nie jest wiadomym, kiedy i przez kogo zmieniony został, chociaż kardynał Kuzanus podaje, kiedy zmiana ta uznaną została. Cyprian w niektórych miejscach wspomina, że ludowi krew Pańska dawaną bywała. Podobnież świadczy Hieronim gdy mówi: “kapłani posługując przy Eucharystii, krew Chrystusa pomiędzy lud rozdzielają.” Również papież Galaziusz nakazuje, aby Sakramentu nie rozłączano, dist. 2 de consecratione cap. Comperimus. Zwyczaj li tylko, i to niedawny, inaczej mieć chce. Pewnym jednak jest, że nie należy uznawać zwyczaju wprowadzonego wbrew rozkazom Bożym, jak o tym świadczą kanony, dist. 8 cap. Veritate, i następne. Ten zwyczaj bowiem nie tylko wbrew Pismu świętemu przy­jęty został, lecz również i wbrew dawnym regułom (kanonom) i praktykom kościoła. Stąd też ci, którzy woleli przyjmować Sakrament pod dwiema postaciami, nie bywali zmuszani, aby z obrazą własnego sumienia inaczej postępowali. A ponieważ takie rozerwanie Sakramentu nie zgadza się z postanowieniem Chrystusa, zaniechaliśmy procesji, która dotąd bywała we zwyczaju.

 

Artykuł 2

O małżeństwie kapłanów

Skarżono się publicznie na zły przykład księży niewstrzemięźliwych. Z tej to przyczyny miał powiedzieć papież Pius, że były wprawdzie powody, aby nie dozwalać kapłanom małżeństwa, lecz że nierównie większe są powody, dla których by im to prawo wrócić należało. Tak bowiem pisze Platina. Po­nieważ więc nasi kapłani chcieli pominąć takie zgorszenia publiczne, żenili się i nauczali, iż wolno im jest wstępować w związki małżeńskie. Naprzód, ponieważ Paweł mówi w pierw­szym liście do Koryntczyków 7, 2, 9: “Dla uwarowania się wszeteczeństwa, niech każdy ma swoją własną żonę.” Dalej znów: “lepiej w stan małżeński wstąpić, niż upalenie cierpieć.” Po wtóre Chrystus powiada Mat. 19, 12: “Nie wszyscy pojmują tej rzeczy,” w których to słowach naucza, że nie wszyscy ludzie znieść mogą bezżeństwo, gdyż Bóg stworzył człowieka dla rozmnażania się. Genes. 1, 28. Ani też nie jest w ludzkiej mocy, bez szczególniejszego daru i pomocy Bożej, naturalnego porządku odmienić. Przeto, którzy nie są zdolni do życia w bezżeństwie, powinni w stan małżeński wstępować. Albowiem żadne prawo ludzkie, żadne ślubowanie nie może niweczyć rozkazu i postanowienia Bożego. Z tego to powodu nauczamy, że kapłani mogą zawierać związki małżeńskie.

Wiadome także jest, że w dawnym kościele kapłani mieli żony. Gdyż i Paweł mówi w liście pierwszym do Tymo­teusza w rozdz. 3, 2: “Należy wybierać biskupów żonatych.” W Niemczech przed czterystu laty kapłani zmuszeni zostali do bezżeństwa, lecz stawili taki opór, iż arcybiskup Moguncki, gdy dekret papieża rzymskiego tej kwestii dotyczący, ogłosić chciał publicznie, niemal nie zginął wśród tłumu nacierających w gniewie kapłanów. A rzecz ta prowadzoną była tak surowo, że nie tylko zabroniono na przyszłość małżeństwa księży, ale także istniejące już małżeństwa rozrywano wbrew wszelkim prawom Boskim i ludzkim, nawet wbrew postanowieniom wy­danym nie tylko przez papieży, ale i przez najsławniejsze sobory.

Ponieważ w miarę tego, jak się świat starzeje, i natura ludzka powoli słabnie, należy przeto być opatrznym, aby więcej występków nie rozszerzyło się w Niemczech.

Dlatego ustanowił Bóg stan małżeński, aby był lekar­stwem dla ludzkiej krewkości. Wszakże i postanowienia ko­ścielne chcą, aby dla krewkości ludzkiej późniejszych czasów odstąpiono niekiedy od dawnego rygoru, czego też i w sprawie o której mowa, życzyć by sobie należało. Również kościołowi mogłoby zabraknąć pasterzy, gdyby nadal wzbronione im było małżeństwo.

Ponieważ zatem wyraźnym jest rozkaz Boży, ponieważ wiadomym jest zwyczaj w kościele, ponieważ bezżeństwo liczne zgorszenia, cudzołóstwo i inne rodzi zbrodnie, które karać powinien dobry rząd — przeto dziwne jest, że w żadnym innym kierunku ostrzejsze nie bywają wymierzane kary, aniżeli prze­ciwko żenieniu się księży. Bóg nakazuje otoczyć małżeństwo poszanowaniem. We wszystkich dobrze urządzonych państwach, nawet u pogan, prawa otaczają małżeństwo bardzo wielkim poszanowaniem. Zaś teraz śmiercią nawet bywają karani ka­płani, wbrew postanowieniom kościelnym, nie dla innego po­wodu, jak dla małżeństwa. Paweł nazywa zabranianie mał­żeństwa nauką diabelską (1 Tym. 4), co nie trudno pojąć, gdyż za pomocą tak wielkich kar zabraniają małżeństwa.

Ponieważ zaś żadne prawo ludzkie przykazania Bożego nie może znosić, tak samo i śluby prawa Bożego odmienić nie mogą. Toteż Cyprian radzi, ażeby za mąż wychodziły nie­wiasty, które poślubionej czystości nie zachowują. Słowa jego te są lib. I. epist. 11: “Jeśliby wytrwać nie chciały, albo nie mogły, lepiej jest, aby szły za mąż, niżby w ogień przez swoje rozkosze wpaść miały; a niechaj ani braciom, ani siostrom żadnego zgorszenia z siebie nie dają.”

Nawet postanowienia kościelne objawiają pewną łagodność względem tych, którzy przed dojściem do właściwego wieku ślubowali, jak się to po dzień dzisiejszy jeszcze dziać zwykło.

 

Artykuł 3

O mszy

Mylnie oskarżają zbory nasze, jakoby one mszę zniosły. Owszem zachowaną jest msza u nas, i z bardzo wielkim nabo­żeństwem bywa odprawianą. Zachowują się też prawie wszystkie zwykłe ceremonie, z wyjątkiem chyba, że przy łacińskich pie­śniach gdzieniegdzie śpiewane bywają i niemieckie dla nau­czenia ludu. Ceremonie bowiem jedynie na to są przydatne, aby nauczały prostaczków. I nie tylko Paweł (1 Kor. 14, 2) powiada, aby posługiwano się w kościele mową zrozumianą dla ludu, lecz i prawo ludzkie stanowi to samo. Naród przywykł, ażeby ci, którzy są do tego usposobieni, przyjmowali Sakra­ment wspólnie; to bowiem powiększa poszanowanie i świętość publicznych ceremonii. Nikt też bez poprzedniego przygoto­wania dopuszczonym nie bywa. Objaśniamy ludzi co do go­dności i sposobu używania Sakramentu, jak wielką mianowicie Sakrament daje pociechę strwożonym sumieniom, aby przyu­czyły się wierzyć Bogu, wszelkiego dobra się od Niego spo­dziewać i o nie się modlić. Takie nabożeństwo przyjemne jest Bogu, takie używanie Sakramentu żywi cześć dla Boga. Nie okazuje się zatem, aby u przeciwników naszych msze od­prawiane były z większym nabożeństwem aniżeli u nas.

Wiadomo, że ludzie stateczni i poważni publicznie i głośno skarżyli się na haniebne profanowanie mszy przez to, iż z nich wyciągano zyski. Nie tajne bowiem jest, jak to nadużycie rozszerzyło się we wszystkich kościołach, w których odpra­wiane bywają msze jedynie dla zysku albo dochodu i wbrew wszelkim zakazom kościelnym. Paweł srodze grozi tym, którzy by się niegodnie z Sakramentem obchodzili, mówiąc (1 Kor. 11, 27): “A tak, ktoby jadł ten chleb, albo pił ten kielich Pański niegodnie, będzie winien ciała i krwi Pańskiej.” Ponieważ zatem u nas kapłani ostrzegani bywają o tym grzechu, zanie­chane zostały prywatne msze, gdyż one prawie wszystkie jedynie dla zysku odprawiane bywały.

Wspomniane nadużycia nie były nieznane biskupom, i gdyby swego czasu byli nadużycia usunęli, toć mniej byłoby teraz nieporozumień. Pobłażliwością sprawili oni, iż niejedno zgorszenie zakorzeniło się w kościele. Teraz nierychło skarżyć się na wielką klęskę kościoła, bo poruszenie to nie przez co in­nego powstało, jak z powodu owych nadużyć, które tak jawnymi się stały, iż nie mogły być dłużej cierpiane. Powstała też wielka co do mszy i o Sakramencie niezgoda. Zdaje się, że teraz świat ponosi karę z powodu tak długiej profanacji mszy, którą to profanacją przez tyle wieków w kościołach tolerowali ci, którzy mogli i winni byli naprawić złe. W zakonie bowiem napisano (Exod. 20, 7): “Kto imienia Bożego nadużywa, ten nie pozostanie bez kary.” A od początku świata żadna sprawa nie była jeszcze tak na targowisko rzucaną jak msza.

Przyłączyło się też mniemanie, które powiększyło do nie­skończoności liczbę mszy prywatnych, a mianowicie mnie­manie, jakoby Chrystus męką swoją zadość uczynił tylko za grzech pierworodny, a nadto ustanowił mszę, w której by przy­noszone były ofiary za codzienne przewinienia, śmiertelne i po­wszednie. Skąd upowszechniło się przekonanie, jakoby msza była dziełem gładzącym grzechy żywych i umarłych, a zwłaszcza przez samo jej zewnętrzne odprawianie (ex opere operato). Odtąd to poczęto rozprawiać, czy jedna msza za wielu odprawiona tyle waży, co każda z osobna, za jednego tylko odprawiona. Takie to rozprawy zrodziły ową nieskończoną mnogość mszy.

Nasi zarzucają, że takie mniemania nie zgadzają się z Pismem świętem i ujmę przynoszą chwale męki Chrystusowej. Męka bowiem Chrystusa była ofiarą i zadośćuczynieniem nie tylko za grzech pierworodny, lecz i za wszystkie inne grzechy jak to w liście do Hebrajczyków napisane jest, rozdz. 10, 10: “Jesteśmy poświęceni przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa, raz uczynioną.” Wiersz 14: “Albowiem, jedną ofiarą doskonałymi uczynił na wieki tych, którzy bywają poświęceni.”

Także Pismo święte uczy, że usprawiedliwieni bywamy przed Bogiem przez wiarę w Chrystusa, gdy wierzymy, że nam są odpuszczone grzechy przez Chrystusa. Jeżeli zaś msza przez to samo, że się ją odprawia (ex opere operato), gładzi grzechy żywych i umarłych, wtenczas usprawiedliwienie wynikałoby z odprawienia mszy, nie zaś z wiary, co nie zgadza się z Pismem.

Chrystus polecił: “Czyńcie na pamiątkę moją” (Łuk. 22, 19). Z czego wypada, że msza ustanowiona jest na to, aby wiara używających Sakramentu przypominała sobie, jakich dobrodziejstw przez Chrystusa nabywa i aby zatrwożone grze­chami sumienia budowała i pocieszała. Albowiem pamiętać o Chrystusie, to znaczy pamiętać o dobrodziejstwach Jego i odczuwać, iż one nam prawdziwie udzielane bywają. Nie dość jest przypominać sobie historię męki, gdyż nawet Żydzi i niepobożni wspominać ją mogą. Mszę dla tego odprawiać trzeba, aby w niej Sakrament udzielano tym, którzy potrzebują po­ciechy, jak o tym mówi Ambroży: “Ponieważ zawsze grzeszę, potrzeba mi zawsze przyjmować lekarstwo.”

Ponieważ zaś msza jest takim udzielaniem Sakramentu, przeto u nas odbywaną bywa jedna msza ogólna w pewne święta oraz w inne dni, jeżeli są tacy, którzy Sakrament chcą przyjąć i o to proszą. Zwyczaj ten w kościele nie jest wcale nowym. Pisarze przed Grzegorzem nie wspominają o mszy prywatnej, ale mówią wiele o mszy ogólnej. Chryzostom po­wiada: “Kapłan codziennie stoi u ołtarza, jednych do Komunii zachęcając, drugich powstrzymując.” Również z dawnych po­stanowień (kanonów) okazuje się, że jeden z kapłanów od­prawiał mszę, od którego inni prezbiterzy i diakoni przyj­mowali ciało Pańskie. Tak bowiem brzmią słowa kanonu Nicejskiego: “Diakoni niechaj podług porządku po prezbiterach od biskupa lub od prezbitera Komunią świętą przyjmują.” Paweł zaś co do Komunii poleca: (1 Kor. 11, 33) żeby jedni na drugich czekali, aby było wspólnym przyjmowanie Komunii.

Gdy więc msza u nas ma za sobą przykład kościoła, oparty na Piśmie świętem i na Ojcach kościoła, ufamy, że nam co do sposobu jej odbywania nikt zarzutu uczynić nie może, zwłaszcza, że publiczne ceremonie po większej części podobne są do dawniejszych. Różnica jedynie zachodzi co do liczby odbywanych mszy, którą to liczbę z powodu nader wielkich i jawnych nadużyć zmniejszyć byłoby bardzo pożyteczne. I za dawnych czasów, nawet w licznie uczęszczanych kościo­łach, nie odprawiano mszy codziennie, jak o tym świadczy Historia tripartita w księdze 9, rozdziale 38: “W mieście Aleksandrii zaś we środę i piątek bywa czytane Pismo święte i doktorowie je objaśniają, i wszystko czynią oprócz uroczystej oblacji.”

 

Artykuł 4

O spowiedzi

Spowiedź u nas w kościołach nie została zniesiona. Po­dajemy bowiem ciało Pańskie tylko tym, którzy należycie przedtem są doznani i otrzymali rozgrzeszenie. Pouczanym też bywa lud bardzo pilnie co do wiary, jaką mieć trzeba przy rozgrze­szeniu, o czym aż do naszych czasów prawie zupełnie prze­milczano. Nauczani bywają ludzie, aby absolucję poważali, dla tego, że jest głosem Boga i z polecenia Bożego się wyko­nywa. Władza kluczy u nas jest w poszanowaniu, i często bywa przypominana, jak wielką ona przynosi pociechę za­trwożonym sumieniom, oraz, że Bóg żąda wiary, abyśmy wie­rzyli tejże absolucji jako głosowi z nieba się odzywającemu, i że ta wiara w Chrystusa niezawodnie ma swoje skutki i otrzymuje przebaczenie grzechów. Dawniej niepomiernie zale­cane bywały zadośćuczynienia; o wierze zaś i zasłudze Chry­stusa żadnej wzmianki nie czyniono. Stąd też pod tym wzglę­dem najmniej zasługują na zarzut nasze kościoły. Nawet prze­ciwnicy bowiem w tym kierunku muszą nam oddać sprawie­dliwość, że nauka o pokucie bardzo pilnie jest u nas traktowaną i głoszoną.

Jednakże co do spowiedzi nauczamy, że wyliczanie prze­winień nie jest konieczne, ani też należy obciążać sumienia troską o wyliczanie wszystkich przewinień, gdyż niepodobień­stwem jest wymienić wszystkie winy, jak o tym świadczy Psalm 19, 13: “Występki, któż zrozumie?” Także Jeremiasz 17, 9: “Najzdradliwsze jest serce nade wszystko i najprzewrotniejsze, któż je pozna?” Gdyby więc te grzechy tylko były odpuszczane, które wyliczamy, nigdy by sumienie strwożone uspokoić się nie mogło, ponieważ wielu grzechów ani widzieć ani pamiętać niepodobna. Również i dawni pisarze świadczą, iż wyliczanie grzechów nie jest konieczne. Dekretalia po­wołują się na Chryzostoma, który tak mówi: “Nie mówię ci, abyś siebie publicznie oskarżał i wobec innych obwiniał, ale tego chcę, abyś posłuszny był prorokowi mówiącemu: ‘Odsłoń przed Bogiem drogę twoją.’  Wyznaj przeto w modlitwie grzechy przed Bogiem, sędzią prawdziwym. Z występków spo­wiadaj się nie językiem, ale według pamięci twego sumienia.”

I glossa o pokucie dist. 5. rozdział Consideret, przyznaje, jako spowiedź według ludzkiego prawa istnieje. Wszelako spo­wiedź, częścią dla wielkiego dobrodziejstwa absolucji, częścią dla pociechy i innych sumieniom pożytecznych rzeczy u nas utrzymaną została.

 

Artykuł 5

O różnicy w pokarmach

Powszechnym było przekonanie, nie tylko wśród ludu, lecz i pomiędzy nauczającymi w kościele, że rozróżnianie po­karmów i tym podobne podania ludzkie są uczynkami pożytecznymi ku zasłużeniu łaski i zadośćuczynieniem za grzechy. Że takie było powszechne zdanie, okazuje się z tego, iż niemal codziennie ustanawiano nowe ceremonie, nowe reguły, nowe święta i nowe posty, a doktorowie w kościołach wymagali owych uczynków jako nabożeństwa koniecznego ku zasłużeniu łaski, i groźnie niepokoili sumienia w razie pominięcia czego bądź. Z takiego przekonania o tradycjach powstały liczne niedo­godności w kościele.

Najprzód zaćmioną została nauka o łasce i usprawiedli­wieniu przez wiarę, która jest najprzedniejszą częścią Ewan­gelii i którą należy w kościele najpilniej wygłaszać i wykładać, aby zasługę Chrystusa dobrze poznano i aby wiarę, która ufa, że nam dla Chrystusa bywają grzechy odpuszczone, wysoko ponad uczynki stawiano. Stąd też i Paweł największy na to nacisk kładąc, zakon i tradycje ludzkie odrzuca, aby pokazać, że sprawiedliwość chrześcijańska jest czymś innym, aniżeli tego ro­dzaju uczynki, a mianowicie że jest wiarą, która wierzy, że grzechy za darmo dla Chrystusa odpuszczone bywają. Lecz ta nauka Pawła prawie zupełnie przytłumiona jest przez tradycje, które wyrodziły mniemanie, jakoby przez rozróżnianie pokarmów i inne obrzędy należało zasłużyć na łaskę i sprawiedliwość. Przy po­kucie nie czyniono żadnej wzmianki o wierze, zalecano poku­tującym owe zadośćuczynienia i zdawało się, że na takowych polega całkiem pokuta.

Po wtóre, owe tradycje przyćmiły przykazania Boskie, gdyż tradycje daleko wyżej stawiano niż przykazania Boże. Są­dzono, iż religia chrześcijańska polega jedynie na zachowywaniu pewnych świąt, obrzędów, postów i odzieży. Uczynki te słynęły przezacnym tytułem, jakoby były życiem duchowym i doskonałym. Tymczasem spełnianie przykazań Boskich w życiu codziennym nie miało żadnego znaczenia, bo że ojciec rodziny wychowywał swe potomstwo, że matka rodziła, że panujący kierował rzeczą pospolitą, wszystko to uważano za sprawy świeckie, niedoskonałe i daleko niższe od owych świetnych ob­rzędów. Błąd ten ciężko trapił sumienia pobożnych, których bardzo bolało, iż żyjąc w małżeństwie, sprawując urzędy i inne światowe powinności uważali to wszystko jako żywot niedoskonały, podziwiali mnichów i tym podobnych, i błędnie uważali życie ich jako więcej łaski u Boga mające.

Po trzecie, tradycje naraziły sumienia na wielkie niebez­pieczeństwa, bo niemożebne było przestrzegać wszystkich tradycji, gdy tymczasem ludzie sądzili, iż one są obowiązkowymi obrzędami. Gerson pisze, iż wielu przez to w zwątpienie wpadło, niektórzy nawet dopuścili się samobójstwa, widząc, że nie mogą zadość uczynić tradycjom, albowiem nie usłyszeli ża­dnego pocieszenia o usprawiedliwieniu z wiary i o łasce. Wi­dzimy summistów i teologów zbierających tradycje i szukają­cych sposobów jakby ulżyć sumieniom; lecz się im to nie udaje, owszem większe jeszcze narzucają pęta sumieniom. Szkoły i rady do tego stopnia zajęte były zbieraniem tradycji, iż nie starczyło im czasu na Pismo święte i na poszukiwanie w nim nierównie pożyteczniejszej nauki o wierze, o krzyżu, o nadziei, o zacności rzeczy obywatelskich i o pocieszę sumienia w ciężkich pokuszeniach. To też Gerson i inni teologowie bardzo na to narzekają, że te spory o tradycje przeszkadzają im zajmować się wyższymi działami nauki. Augustyn także zakazuje obciążać su­mienia podobnymi praktykami, a Januariusza słusznie upomina, aby wiedział, że te rzeczy traktować należy więcej obojętnie.

Dlatego też nie powinno się zdawać, że nasi poruszyli tę kwestję lekkomyślnie, powodowani nienawiścią do biskupów, jak niektórzy mylnie podejrzewają, owszem wielka była po­trzeba ostrzeżenia zborów z powodu błędów, które się z tradycji źle zrozumianych zrodziły. Bo i Ewangelia nakazuje nauczać pilnie w kościele o łasce i usprawiedliwieniu przez wiarę, czego jednak zrozumieć niepodobna, jeżeli ludzie sadzą, iż można zaskarbić sobie łaskę obrzędami przez nich samych wybranymi.

Nauczaliśmy więc, że przestrzeganiem tradycji ludzkich nie możemy zasłużyć na łaskę albo być usprawiedliwionymi przed Bogiem. Dla tego też nie należy mniemać, że tego rodzaju praktyki są koniecznymi do służby Bożej. Zaświadczyć tu mogą wyroki Pisma: “Chrystus Pan u Mateusza 1-5, 3, 9 uniewinnia uczniów swoich, którzy nie stosowali się do tradycji weszłych w zwyczaj a nie odnoszących się do rzeczy niedozwolonych ale pośrednich, a mianowicie mających łączność z ustawami o umywaniach; i powiada: “Próżno mię czczą, przestrzegając rzeczy, które są przykazania ludzkie.” Nie żąda więc bezpożytecznego nabożeństwa. Nieco dalej znów powiada: “Nie to co wchodzi w usta, pokala człowieka.” Podobnież i w liście do Rzymian 14, 17: “Albowiem Królestwo Hoże nie jest pokarm ani napój.” Do Kolosan 2, 16, 20—21: “Niechaj was tedy nikt nie sądzi dla pokarmu, albo dla napoju, albo z strony święta, albo nowiu miesiąca, albo sabatów. Jeśliście tedy umarli z Chrystusem ży­wiołom świata tego, przeczże się, jakobyście jeszcze żyli światu, ustawami bawicie? Mówią niektórzy: nie dotykaj się, nie ko­sztuj, ani ruchaj.” W Dziejach Apostolskich 15, 10 mówi Piotr: “Przetoż teraz, przeczże kusicie Boga, kładąc jarzmo na szyję uczniów, którego ani ojcowie nasi, ani my znosić nie mogliśmy. Ale przez łaskę Pana Jezusa Chrystusa wierzymy, iż będziemy zbawieni tym sposobem, jako i oni.” Piotr zakazuje tu ob­ciążać sumienia mnóstwem tak Mojżeszowych jak innych ob­rzędów. W pierwszym liście do Tymoteusza 4, 1 – 3 zakaz pokarmów nazywa “nauką diabelską,” bo sprzeciwia się Ewan­gelii stanowić takie uczynki lub spełniać je, aby przez nie za­służyć na łaskę, jakoby bez takich obrządków chrześcijaństwo istnieć nie mogło. W tym miejscu przeciwnicy zarzucają nam, że znosimy karność i umartwienie ciała, jak to uczynił Jowinian. Tymczasem co innego pokazuje się z pism naszych. Zawsze bowiem nauczaliśmy o krzyżu, że chrześcijanin musi znosić utrapienia. To bowiem jest prawdziwe, poważne i nie zmyślone ciała umartwienie, gdy człowiek znosi rozmaite utra­pienia i krzyż dźwiga z Chrystusem. Nadto nauczamy, że każdy chrześcijanin tak się cielesną karnością i ćwiczeniami hamować powinien, aby go snadź próżnowanie albo rozpusta do grzechu nie zwodziła, nie zaś aby tymi ćwiczeniami łaskę Bożą zasłużyć lub niemi za grzechy zadość uczynić. Tę cielesną karność zaś należy ustawicznie wykonywać, nie tylko niekiedy lub w oznaczonych naprzód dniach, jak to nam Chrystus Pan nakazuje: “Strzeżcie się, aby ciała wasze nie były obciążone opilstwem.” (Łuk. 21, 34.). Także (Mat. 17, 21): “Ten rodzaj nie wychodzi tylko przez modlitwę i przez post.” Paweł pisze (l Kor. 9, 27): “Karzę ciało moje i zniewalam.” Słowy tymi daje poznać, że nie dlatego ciało swe karze, aby uczynkiem tym zasłużył sobie na odkupienie grzechów, lecz aby miał ciało tym ochotniejsze do rzeczy duchowych i ku wykonywaniu spraw powołania swego. A tak, nie potępiamy właściwie postów, lecz tradycje przepisujące pewne dni i używanie pewnych pokarmów z obciążeniem sumienia, jakoby takie uczynki koniecznym nabożeństwem być miały.

I u nas została zatrzymaną większa część tradycji, które mają na celu, aby się wszystko porządnie działo w kościele, jako to: porządek czytania lekcji podczas nabożeństwa i znaczniejsze święta. Lecz przy tym przypomina się ludziom, iż takowe nabożeństwa nie usprawiedliwiają przed Bogiem i że pominięcie ich, gdzie się to bez zgorszenia staje, nie może być za grzech poczytywane. Taka swoboda pod względem obrzędów ludzkich, nie była nieznaną Ojcom. Oto, w kościele Wschodnim w innym czasie obchodzono Wielkanoc niż w Rzymie, a gdy Rzymianie z tego powodu obwiniali Wschód o schizmę, ostrze­żeni zostali, że tego rodzaju zwyczaje nie potrzebują być wszę­dzie jednakowe. Ireneusz powiada: “Niezgodność co do postów nie zrywa jedności wiary,” a papież Grzegorz w distinctio 12 mówi, że różność taka, nie narusza jedności kościoła. W his­toria tripartita lib. 9 zebrane mamy przykłady różnych ob­rzędów i przytoczone są te słowa: “Myślą Apostołów było nie stanowienie dni świątecznych, lecz zwiastowanie dobrego obco­wania i pobożności.”

 

Artykuł 6

O ślubach zakonnych

Jak my nauczamy o ślubach zakonnych, najlepiej pozna ten, kto sobie przypomni, jakim był dawniej stan klasztorów i jakie w nich codziennie działy się rzeczy przeciwne ustawom. Za czasów Augustyna były to wolne zjednoczenia; potem gdy się karność zepsuła, wszędzie śluby dodane zostały, aby pewnym rodzajem więzienia przywrócić karność.

Powoli, do ślubów przydano wiele innych reguł i tymi to więzami pętano ludzi nawet w niedojrzałym wieku, zupełnie wbrew kanonom.

Wielu bez rozwagi do klasztorów wstępowało, którym chociaż nie brakowało lat, jednakże nie posiadali świadomości sił swoich. Tak w sidła się dostawszy, zmuszeni byli pozostać; lubo niektórzy mogli być uwolnieni przez ustępstwa ustawami określone. To zdarzało się jednak częściej w żeńskich aniżeli w męskich klasztorach; trzeba bowiem było być więcej wzglę­dnym dla płci słabszej. Srogość ta nie podobała się już od dawna wielu pobożnym mężom, którzy widzieli jak wtrącano do klasztorów dziewice i młodzieńców tylko dla wyżywienia. Wi­dzieli oni nieszczęśliwe następstwa, jakie stąd wypływały, jakie powstawały zgorszenia i jakie więzy sumieniom nakładano; ubolewali, że powaga kanonów w rzeczach najniebezpie­czniejszych cierpi i jest wzgardzoną. Do wspomnianego złego przyłączyło się takiego rodzaju mniemanie o ślubach, które jak wiadomo, niegdyś nie podobało się samym zakonnikom, trzeźwiej na rzecz patrzącym. I tak nauczano, że śluby za­konne znaczą tyle co Chrzest, nauczano, że przez życie za­konne zasłużyć można na odpuszczenie grzechów i na uspra­wiedliwienie przed Bogiem. Nadto dodawano, że życie zakonne, nie tylko zasługuje na usprawiedliwienie przed Bogiem, ale nawet więcej, bo uzupełnia nie tylko przykazania, ale i rady ewangeliczne. I tak wykładali, że śluby zakonne o wiele zacniejsze są niż Chrzest, że przez życie klasztorne większą można mieć za­sługę, aniżeli przez życie w urzędzie, w święceniu duchownym i tym podobnych, chociażby w owych powołaniach bez zmy­ślonych reguł wedle woli Bożej obowiązki spełniano. Nikt temu zaprzeczyć nie może, gdyż to się okazuje z ich własnych ksiąg.

Cóż się potem w klasztorach działo? Dawniej były tu szkoły, w których Pisma świętego i innych pożytecznych ko­ściołowi wiadomości uczono, i brano z nich pasterzy i bisku­pów; teraz inaczej się dzieje i niema potrzeby powtarzać tego. Dawnymi czasy zgromadzano się dla nauki; teraz rozpowia­dają, że to jest rodzaj życia ustanowiony do zasłużenia na łaskę i usprawiedliwienie, a nawet głoszą, że życie to jest sta­nem doskonałości, który wszystkie inne od Boga postanowione powołania o wiele przewyższa. Dlatego te rzeczy przytoczy­liśmy bez wszelkiej przesady, ażeby każdy tym lepiej naukę na­szą w tym względzie rozumiał.

Najprzód o tych, którzy w stan małżeński wstępują, tak nauczamy, że tym wszystkim, którzy nie czują powołania do bezżeństwa, wolno wstępować w związki małżeńskie, gdyż ślu­bowania nie mogą nakazu i przykazania Bożego wniwecz obrócić. Nakaz Boży taki jest (1 Kor. 7, 2): “Dla uwarowania się wszeteczeństwa niech każdy ma swoją własną żonę.” Lecz nie tylko samo rozkazanie, ale nawet i sama przyroda oraz zrządzenie Boże zniewala tych do małżeństwa, którzy bez szczególnej po­mocy Bożej nie stanowią wyjątku wedle słowa, które mówi: “Niedobrze być człowiekowi samemu.” (Gen. 2, 18). Zatem nie grzeszą ci, którzy się do tego nakazu i postanowienia Boskiego stosują.

Cóż zarzucić można przeciwko temu? Niech śluby za­konne wysławia kto jak chce, nie dowiedzie jednak, iż śluby mogą znieść przykazanie Boskie. Kanony uczą, że we wszelkim ślubowaniu prawo wyższych stanowi wyjątek; o ileż mniej mają śluby takie znaczenia wobec rozkazu Bożego!

Jeżeliby zobowiązania ślubów nie miały przyczyn, dla których mogłyby być zmienione, tedyby od nich papieże rzymscy nie zwalniali. Boć nie godzi się człowiekowi znosić obowiązków wprost przez Boga wskazanych. Wszelako roztropnie sądzili rzymscy papieże, że należy dopuścić pewną ulgę w tych zobo­wiązaniach; jako też od ślubów często zwalniali. Znana jest historia o królu Aragońskim, zwolnionym z klasztoru; są też tego rodzaju przykłady w naszych czasach.

Następnie, dla czego przeciwnicy przesadzają bądź to zobowiązanie, bądź skutek ślubu, przemilczając o samej naturze ślubowania, które powinny tyczyć się rzeczy możliwych, być dobrowolnym i z własnego popędu, rozmyślnie powziętym? Wiadomym jest, o ile czystość wieczna leży w możności czło­wieka. A któż ślubuje z własnego popędu i rozmyślnie? Dzie­wice i młodzieńcy bywają nakłaniani do ślubów, w czasie gdy jeszcze nie rozumieją co czynią, a nierzadko nawet pod przy­musem. Dla tego też niesłusznie jest, tak zawzięcie co do ślubów z nami się sprzeczać, boć wszyscy przyznać muszą, że się to dzieje przeciwko istocie ślubowania, jeżeli takowe odbywa się nie z własnej woli, ani bez należytej rozwagi.

Liczne kanony unieważniają śluby przed piętnastym rokiem życia uczynione, ponieważ przed tym wiekiem ślubujący nie może mieć jeszcze tyle rozsądku, aby o przyszłości całego życia swego stanowić mógł. Inny zaś kanon, uwzględniając więcej jeszcze ludzkie niedołęstwo, dodaje lat kilka, zakazuje albo­wiem ślubowania przed osiemnastym rokiem. Czy jednego lub dru­giego usłuchamy, wielu ich ma wymówkę, dla której opuszcza klasztory, gdyż po większej części przed owym wiekiem wy­konali śluby zakonne.

Na koniec, niedopełnienie ślubów godne jest nagany; je­dnakże nie zdaje się z tego zaraz wypływać, aby małżeństwa takich osób powinny być rozwiązywane. Albowiem Augustyn nie zgadza się na ich rozwiązywanie. 27 quest. l cap. Nuptiarum. A wszakże Augustyn niemałą jest powagą, chociaż inni później innego byli zdania.

Jakkolwiek rozkazanie Boskie o małżeństwie zdaje się wielu od ślubów zakonnych uwalniać, jednakże nasi przyta­czają inny powód zrywania ślubów, mianowicie, że wszelka cześć oddawana Bogu, bez rozkazu Bożego przez ludzi ustano­wiona i skierowana ku zasłużeniu na usprawiedliwienie i łaskę, bezbożną jest, jako Chrystus mówi w Ewangelii Mateusza 15, 9: “Próżno mnie czczą, nauczając nauk, które są przykazania ludzkie.” Paweł wszędzie naucza, że nie należy szukać spra­wiedliwości z naszych praktyk i nabożeństw, które są wymy­ślone przez ludzi, lecz że dostępują jej przez wiarę ci, którzy wierzą, że Bóg ich przez Chrystusa do łaski przyjmuje.

Wiadome jest, że mnisi nauczali, iż praktyki religijne dają zadośćuczynienie za grzechy i zasługują na łaskę i uspra­wiedliwienie. Czymże to jest innym, jeżeli nie czynieniem uszczerbku chwale Chrystusowej oraz zaciemnianiem i zaprze­czaniem usprawiedliwienia przez wiarę? Wypływa więc stąd, że takie śluby są bezbożnymi praktykami, i jako takie nieważne. Albowiem ślub bezbożny i wykonany wbrew postanowieniu Bożemu jest nieważny; nie powinien też ślub być węzłem nie­prawości, jak to kanon głosi.

Paweł mówi (do Galatów 5, 4): “Pozbawiliście się Chry­stusa, którzykolwiek przez zakon się usprawiedliwiacie i wy­padliście z łaski.” Tak wiec ci, którzy przez śluby chcą się stać sprawiedliwymi, pozbawiają się Chrystusa i z łaski wypa­dają. Albowiem ci, którzy ślubom przypisują usprawiedliwienie, przypisują swoim własnym uczynkom to, co wyłącznie do chwały Chrystusowej należy.

Nie da się zaprzeczyć, że mnisi nauczali, jakoby oni przez śluby i reguły swoje usprawiedliwienia i odpuszczenia grzechów dostępowali; owszem gorsze jeszcze błędy szerzyli, twierdząc, iż uczynki ich, innym ludziom mogą przysługiwać. W czym gdyby kto złośliwie przesadzać chciał, ileżby mógł znaleźć rzeczy, których mnisi nawet sami się wstydzą! Nadto nauczali lud, że obrzędy religijne są doskonałością chrześcijańską. Nie jestże to przypisywaniem uczynkom mocy usprawiedliwiającej? Nie matem w kościele jest zgorszeniem podawać ludziom pewne przez ludzi wymyślone obrzędy, nie mając za sobą rozkazu Bożego, i nauczać, że takie nabożeństwo usprawiedliwia ludzi. To też usprawiedliwienie przez wiarę, które bardzo gorliwie w kościele należy opowiadać, bywa przyćmione, gdy owe cu­downe niby to anielskie nabożeństwa, udawanie ubóstwa, pokory i bezżeństwa zachwalane bywają przed okiem ludzkim.

Nadto zaćmione bywają nakazy Boże oraz prawdziwa część Boga, jeżeli ludzie słyszą, jakoby sami zakonnicy byli w stanie doskonałości; prawdziwa bowiem doskonałość chrześcijańską zależy na szczerej bojaźni Bożej, na mocnej wierze i ufności w Chrystusie, że mamy Boga prosić i z pewnością pomocy się spodziewać we wszelkich sprawach życia codzien­nego, spełniając tymczasem zewnętrznie z pilnością dobre uczynki i służąc swemu powołaniu. W tych rzeczach leży prawdziwa doskonałość i prawdziwa służba Boża; nie ma jej zaś w bezżeństwie, żebraninie i nędznej szacie. Zaprawdę, lud przyjmuje wiele zgubnych przekonań z tego fałszywego wy­chwalania życia zakonnego. Słyszy nadmiernie wysławiane bezżeństwo, więc z obrazą sumienia żyje w małżeństwie. Słyszy, że sami tylko żebracy są doskonałymi, więc z obrazą sumienia pozostaje przy swej własności i dobytkiem się zajmuje. Słyszy, że nie mścić się jest radą ewangeliczną; więc wielu nie lęka się w życiu prywatnym wykonywać zemstę, gdyż opowiadano im, że to nie jest przykazaniem, lecz tylko radą. Inni znów uwa­żają, że wszystkie urzędy i obowiązki obywatelskie są chrześcijanina niegodne.

Czytamy przykłady o ludziach, którzy opuściwszy żonę, urzędy w państwie sprawowane, skryli się w klasztorach. Na­zywało się to ucieczką od świata i szukaniem rodzaju życia, które by się więcej Bogu podobało; nie widzieli zaś tego, że Bogu służyć należy w tych urządzeniach, które On sam postanowił, a nie w urządzeniach, które są ludzkim wymysłem. Dobrym i doskonałym rodzajem życia jest ten, który ma za sobą rozkaz Boży. O takich rzeczach trzeba napominać ludzi.

W poprzednich czasach już Gerson ganił błędne nauki mnichów o doskonałości i świadczy, jako za jego czasów było to czymś nowym słyszeć, że żywot zakonny jest stanem do­skonałości.

W ślubach bardzo wiele tkwi bezbożnych przekonań, mianowicie, że usprawiedliwiają, że są doskonałością chrześcijańską, że obejmują przykazania i rady, że większe nawet jednają przed Bogiem zasługi, niż do zbawienia potrzeba. Po­nieważ wszystkie te rzeczy są fałszywe i próżne, idzie zatem, że i śluby są nieważne.

 

Artykuł 7

O władzy kościelnej

O władzy biskupiej wielkie były dysputy, w których nie­którzy niewłaściwie pomieszali władzę kościelną z władzą miecza. Z tego pomieszania bardzo wielkie powstały wojny i rozruchy, gdy papieże ufni we władzę kluczy, nie tylko nowe stanowili na­bożeństwa z zastrzeżeniem niektórych wypadków i gwałtownymi ekskomunikami sumienia obciążali, lecz nawet usiłowali roz­dawać królestwa i cesarzom odejmować władzę. Już dawniej mężowie pobożni i uczeni ganili tego rodzaju nadużycia w ko­ściele. Dla tego nasi, celem pocieszenia sumień zmuszeni byli wyświetlić różnicę, jaka zachodzi pomiędzy władzą kościelną a władzą miecza, i nauczali, że obie te władze wedle rozkazania Bożego należy religijnie czcić i poszanowaniem otaczać, jako najwyższe dobrodziejstwa Boże na ziemi.

Uczą tedy nasi, iż władza kluczy, czyli władza biskupów, wedle Ewangelii jest władzą czyli postanowieniem Bożym opo­wiadania Ewangelii, odpuszczania i zatrzymywania grzechów i udzielania Sakramentów. Albowiem z takim rozkazaniem Chrystus posyła Apostołów: “Jako mię posłał Ojciec, tak i ja was posyłam. Weźmijcie Ducha Świętego: którymkolwiek grzechy odpuścicie, będą im odpuszczone, a którymkolwiek zatrzymacie, będą zatrzymane (Jan 20, 20, 21.). Idąc na wszystek świat, każcie Ewangelię wszystkiemu stworzeniu” itd. (Marek 16, 15.). Władza ta wykonywa się jedynie opowiadaniem Słowa Bożego, udzielaniem Sakramentów, już to wielu, już to pojedynczym wedle powołania; udzielane bowiem bywają nie rzeczy cielesne ale wieczne, wieczna sprawiedliwość, Duch Święty i żywot wieczny. Tego wszystkiego dostąpić nie można jak tylko przez sługi Słowa i Sakramentów, jak mówi Paweł do Rzymian l, 16: “Ewangelia jest mocą Bożą ku zbawieniu każdemu wierzą­cemu.” Ponieważ więc władza kościelna rzeczy wieczne podaje i tylko przez usługiwanie Słowa bywa wykonywaną, przeto sprawom świeckim nie przeszkadza; tak jak sztuka śpiewania na przykład, sprawom obywatelskim nie zawadza. Rządy świeckie zajmują się czymś innym aniżeli Ewangelią. Świecka zwierzchność broni nie dusz ale ciała i rzeczy ziemskich przeciw jawnym krzywdom, i zmusza ludzi mieczem i karami cielesnymi, aby sprawiedliwość i pokój zachowane były.

Nie godzi się więc mieszać władzy kościelnej ze świecką. Władza kościelna ma rozkaz opowiadania Ewangelii i udzielania Sakramentów. Niechaj więc nie wdziera się w cudze obowiązki, niechaj nie rozdaje władzy świeckiej, niech nie znosi praw świeckich, niechaj nie znosi praw posłuszeństwa, sądom w jakichkolwiek bądź urządzeniach i umowach niech nie prze­szkadza, ani nie przepisuje zwierzchnościom praw o formach rządu, jak mówi Chrystus (Jan 18, 36): “Królestwo moje nie jest z tego świata.” Albo (Łuk. 12, 14): “Któż mię postanowił sędzią albo dzielcą między wami?” Paweł pisze do Filipian 3, 2: “Nasza rzecz pospolita jest w niebiesiech” i drugi list do Koryntian 10, 4: “Broń żołnierstwa naszego nie jest cie­lesną, ale jest z Boga, mocna ku zburzeniu miejsc obronnych.”

W ten sposób nasi odróżniają obowiązki tak jednej jak drugiej władzy i nakazują, abyśmy je czcią otaczali i uznawali, że obie są dobrodziejstwem i darem Bożym.

Jeżeli biskupi mają władzę miecza, nie mają jej ze zle­cenia Ewangelii, lecz wedle prawa ludzkiego nadanego przez królów i cesarzy, ku świeckiemu rządzeniu majętności swoich. To zaś jest inną działalnością aniżeli usługiwanie Ewangelii.

Co się zaś tyczy sądów biskupich, odróżniać należy wła­dzę cesarską od kościelnej jurysdykcji. Bo według Ewangelii, czyli jak się powiedziało wedle prawa Bożego, żadna jurysdykcja nie należy do biskupów jako biskupów, to jest jako tych, którym jest zlecone usługiwanie Słowa i Sakramentów; do nich należy odpuszczanie grzechów, rozpoznawanie nauki, odrzu­canie nauki przeciwnej Ewangelii i wyłączanie ze społeczności kościelnej znanych bezbożników, atoli nie siłą ludzką, lecz słowem. Tu zbór chrześcijański winien im wedle prawa Bożego posłuszeństwo, jak stoi napisane u Łukasza 10, 16: “Kto was słucha, mnie słucha.” Lecz gdy postanowią lub uczą czegoś przeciwnego Ewangelii, wtedy kościół ma polecenie Boże od­mówić posłuszeństwa, jak czytamy u Mateusza 7, 15: “Strzeżcie się fałszywych proroków.” Gal. 1, 8: “Chociażby anioł z nieba inszą opowiadał Ewangelię, niech będzie przeklęty.” 2 Kor. 13, 8: “Nie możemy nic przeciwko prawdzie, ale za prawdą.” Również: “Dana nam jest moc ku zbudowaniu, nie ku skaże­niu.” Tak samo i kanony kościelne uczą 2 q. 7 cap. Sacerdotes et cap. Oves. Również Augustyn występując przeciwko listowi Petiliana powiedział: “Ani też z biskupami katolickimi zgadzać się nie należy, jeżeliby w czym zbłądzili, albo przeciw kano­nicznym pismom Bożym cośkolwiek uczyli.”

Jeżeli więc biskupi jakie prawo lub władzę mają co do rozpoznawania pewnych sprawa jako to: małżeńskich, dziesięcin itp., mają władzę tę przez prawo ludzkie; jeżeli zaś od tego się uchylają, książęta obowiązani są nawet wbrew własnej woli prawa te wykonywać względem poddanych, aby pokój był utrzymany.

Nadto i o to spór idzie, azali biskupi lub pasterze mają prawo ustanawiać obrzędy kościelne i ustawy o pokarmach, świętach, o różnych stopniach księży lub zakonników itp. Ci, którzy prawo to biskupom przyznają, przywodzą na świa­dectwo owe słowa: “Mamci wam jeszcze wiele mówić, ale teraz znieść nie możecie, lecz gdy przyjdzie on Duch prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę.” (Jan 16, 12, 13.). Przy­taczają także przykład Apostołów (Dzieje 15, 20), którzy na­kazali wstrzymywać się od krwi i zwierząt zaduszonych. Przywodzą sabat zamieniony na niedzielę, jakby się wydawać mogło wbrew dziesięciu przykazaniom. Żadnym innym przykładem tak nie szermują jak zamianą sabatu. Wielką przypisują ko­ściołowi władzę, skoro zwolnił od przepisu dziesięciu przykazań.

Lecz o tej kwestii nasi tak nauczają, że biskupi nie mają mocy stanowienia czegoś, co by się z Ewangelią nie zgadzało, jak się to już wyżej rzekło. Podobnież i kanony (9 distinct.) nauczają. Nadto sprzeciwia się Pismu świętemu ustanawiać tradycje i wymagać, abyśmy przez tego rodzaju praktyki za­dość uczynili za grzechy nasze, albo zasługiwali na łaskę i sprawiedliwość. Naruszaną bowiem bywa chwała zasługi Chry­stusowej, jeżeli takimi praktykami usiłujemy zasłużyć na uspra­wiedliwienie. Wiadomo też jest, iż skutkiem takiego pojmo­wania rzeczy wzrastały w kościele do nieskończoności tradycje, gdy tymczasem nauka o wierze i usprawiedliwieniu z wiary bywała przytłumioną, ciągle bowiem liczne święta zaprowadzano, ustanawiano posty, nowe obrzędy, cześć dla świętych; mniemano bowiem, że przez zaprowadzenie takich rzeczy zasłużą na łaskę. Tym sposobem dawniej mnożyły się kanony pokutne, których dotąd niektóre ślady widzimy w praktykach, mających na celu zadośćuczynienie.

Podobnież twórcy owych tradycji postępują wbrew przy­kazaniu Bożemu, gdy upatrują grzech w pokarmach, pewnych dniach i tym podobnych rzeczach, i obciążają kościół służbą zakonu, jakoby u chrześcijan dla zasłużenia na sprawiedliwość musiało być nabożeństwo podobne do nabożeństwa lewitów, i jakby urządzenie takowego polecił Bóg apostołom i biskupom. Tak bowiem o tym niektórzy piszą, i zdaje się, że papieże po części przykładem zakonu Mojżeszowego złudzeni zostali. Stąd to powstały owe obciążenia, jakoby było grzechem śmiertelnym pracować rękoma w święta, chociażby się to działo bez zgor­szenia innych, że grzechem śmiertelnym jest opuszczanie go­dzin kanonicznych, że niektóre pokarmy sumienie kalają, że posty są uczynkami, przez które można Boga przebłagać, że grzech w przypadku zastrzeżenia nie może być odpuszczony, jeżeli nie zezwoli na to powaga zastrzegającego, — gdy tym­czasem same kanony nie mówią o zastrzeżeniu winy, ale o zastrzeżeniu kary kościelnej.

Skądże tedy biskupi mają prawo w kościołach tymi usta­wami pętać sumienia, kiedy Piotr zabrania (Dzieje ap. 15, 10): kłaść jarzmo na szyję uczniów, kiedy Paweł wyraźnie mówi (2 Kor. 13, 10): “O mocy, którą mu dał Pan na zbudowanie, a nie na zepsowanie.” Dla czegóż więc powiększają liczbę grzechów przez te ustawy?

Zaprawdę jasne są świadectwa, zakazujące stanowienia takich tradycji, mających na celu zasłużenie łaski i jakoby ko­niecznych do zbawienia. Paweł pisze do Kolosan 2, 16—20: “Niechajże was tedy nikt nie sądzi dla pokarmu, albo dla na­poju, albo z strony święta, albo nowiu miesiąca, albo sabatów.” Podobnież mówi: “Jeśliście tedy umarli z Chrystusem żywiołom świata tego, przeczże się, jakobyście jeszcze żyli światu, ustawami bawicie? Mówią niektórzy: nie dotykaj się, ani ruchaj; co wszystko kazi się samem używaniem, według przykazań i nauk ludzkich, które mają kształt mądrości.” Również w liście do Tytusa wy­raźnie zakazuje tradycji (1, 14): “Nie pilnując żydowskich baśni i przykazań ludzi tych, którzy się odwracają od prawdy.”

Chrystus w Ewangelii Mateusza 15, 14, 13 mówi o tych, którzy wymagają tradycji: “Zaniechajcie ich; ślepi są wodzowie ślepych,” i odrzuca takie nabożeństwa mówiąc: “Wszelki szczep, którego nie szczepił Ojciec mój niebieski, wykorzeniony będzie.” Jeżeli biskupi mają prawo obciążania zborów niezliczonymi tradycjami i krępowania sumień, dla czego Pismo ustanawiać i słuchać tradycji tak często zakazuje? Dla czego je nazywa naukami diabelskimi? (l Tym. 4, l.). Czyżby Dach święty na próżno ostrzegał o tych rzeczach?

Wynika stąd, że ponieważ przepisy postanowione jako rzekomo konieczne, i z którymi łączy się przekonanie, jakoby przez nie na łaskę zasłużyć można było, przeciwne są Ewan­gelii, przeto biskupom nie godzi się stanowić takich obrzędów i wymagać ich wykonania. Potrzeba bowiem naukę o wolności chrześcijańskiej w kościele zachować, że nie należy poddać się zakonowi dla usprawiedliwienia, jak napisano w liście do Galacjan (5, l): “Nie poddawajcie się znowu pod jarzmo niewoli.” Konieczne jest zachowanie najprzedniejszego artykułu Ewan­gelii, że łaski Bożej darmo, przez wiarę w Jezusa Chrystusa, a nie dla pewnych ustaw dostępujemy.

Cóż tedy rozumieć o niedzieli i innych ceremoniach ko­ścielnych? Na to odpowiadamy, że wolno biskupom czyli pa­sterzom w kościele stanowić obrządki, aby się wszystko po­rządnie działo, ale nie jakobyśmy przez to zasługiwali na łaskę lub czynili zadość za grzechy, lub też to było obowiązkiem sumienia uważać te obrządki za konieczne, i poczytywać sobie za grzech, jeżeliśmy takowe bez cudzej obrazy przekroczyli. Tak np. gdy Paweł postanowił (l Kor. 11, 5), “aby w zgromadzeniu niewiasty głowy swe nakrywały,” i dalej (l Kor. 14, 30): “Po­rządkiem niechaj mówią w kościele prorocy.”

Takie ustawy należy w kościołach zachowywać dla mi­łości i dla utrzymania pokoju, jednakże o tyle tylko, aby jeden drugiego nie obrażał, a przy tym, żeby wszystko w kościołach porządnie i bez zamieszania się działo (1 Kor. 14, 40 i do Fil. 2, 14). Ale nie godzi się obciążać nimi sumienia ani sądzić, iż te rzeczy do zbawienia są potrzebne, albo że ludzie grze­szą, jeżeli tych ustaw bez obrazy innych nie zachowują; jako też żaden nie rzecze, iż niewiasta grzeszy, która wy­chodzi z domu nie nakrywszy głowy, jeżeli tym innych nie obraża.

Takim ma być obchodzenie niedzieli, Wielkiej nocy, Zie­lonych Świątek i tym podobnych świąt i obrzędów. Albowiem .ci, którzy sądzą, że władza kościelna ustanowiła zamiast sa­batu obchód niedzieli jako obowiązujący, wielce się mylą. Pismo zniosło sabat, nauczając, że wszystkie ceremonie Mojżeszowe po objawieniu Ewangelii mogą być pominięte. Lecz ponieważ trzeba było postanowić dzień pewien, aby lud wiedział, kiedy się ma schodzie, postanowił kościół na to dzień niedzielny mając ku temu przyczynę wielką, mianowicie, aby ludzie mieli przykład wolności chrześcijańskiej i aby wiedzieli, że obchodze­nie sabatu lub innych świąt nie jest konieczne.

Trwają dotąd przedziwne dysputy o przemienieniu zakonu, o ceremoniach Nowego Zakonu, o odmianie sabatu, które wszystkie wszczęły się z mylnego przekonania, że nabożeństwo w kościele podobne być winno do nabożeństwa lewitów, i że Chrystus apostołom i biskupom zalecił wymyślić .nowe cere­monie, do zbawienia jakoby potrzebne. Błędy te wkradły się do kościoła wówczas, gdy sprawiedliwość z wiary nie dosyć jasno bywała nauczaną. Niektórzy utrzymują, że święcenie nie­dzieli wprawdzie nie jest ustawą Bożą, lecz jakoby z prawa Bożego wynikające; co do świąt przepisują, o ile w nich pra­cować wolno. Tego rodzaju dysputy, czymże są innym, jeżeli nie pętami na sumienia? Bo chociaż starają się złagodzić tradycje, wszakże równowagi znaleźć nie mogą, dopóki trwa mniemanie o konieczności zachowania tradycji, a takowa trwać musi, gdzie nieznane jest usprawiedliwienie przez wiarę i swo­boda chrześcijańska.

Apostołowie rozkazali wstrzymywać się od krwi (Dzieje ap. 15, 20). Któż to teraz zachowuje? Nie przestrzegający jednak, nie grzeszą, gdyż i sami apostołowie sumienia zakazem tym obciążać nie chcieli, ale do czasu tylko, dla uniknięcia zgorszenia, zakazywali. W przepisach należy zawsze baczyć na myśl Ewangelii.

Zaledwie niektóre kanony ściśle się zachowują, a wiele z nich co dzień ginie, nawet u tych, którzy pilnie bronią tra­dycji. Sumieniom inaczej radzić nie można, li tylko tą spra­wiedliwą zasadą, że tradycje zachowują się bez konieczności, ani też nie jest obrazą sumienia, choćby nawet tradycje za­ginęły.

Łatwo bo mogliby biskupi utrzymać należne posłuszeń­stwo, gdyby nie przymuszali przestrzegać tradycji, których z dobrem sumieniem zachować nie można. Obecnie nakazują bezżeństwo i nikogo nie przyjmują, chybaby przysiągł, że czy­stej nauki Ewangelii uczyć nie będzie. Zbory nie żądają tego, aby biskupi na szkodę swojej godności zgodę przywrócili, choć to dobrego pasterza jest powinnością. Lecz tego tylko żądają, aby usuwali niesprawiedliwe ciężary, które są nowe i wbrew zwyczajom kościoła katolickiego przyjęte. Być może, że w początkach niektóre ustawy miały słuszne przyczyny, ale te jednak me zgadzają się z duchem późniejszego czasu. Jawnym też jest, że i niektóre błędne rzeczy przyjęte zostały. Toteż było obowiązkiem łagodności papieskiej przynieść w tym względzie ulgę. Tego rodzaju zmiana bowiem, nie podko­puje jedności kościoła. Przecież wiele tradycji ludzkich z czasem się zmieniło, jak same kanony wskazują. Jeżeli tego osiągnąć nie możemy, aby od niektórych ustaw zwolniono, któ­rych bez grzechu zachowywać nie można, to musimy słuchać zasady apostolskiej, która nakazuje więcej słuchać Boga niż ludzi (Dzieje ap. 5, 29.). Piotr zakazuje biskupom panować i nad kościołem przewodzić (l Piotra 5, 3.). Nie o to już teraz chodzi, żeby wydrzeć biskupom panowanie, lecz o to jedno prosimy, aby dozwolili Ewangelią czysto opowiadać, i takie ustawy nieco zwolnili, których bez grzechu wykonać niepo­dobna. Jeżeliby jednak w niczym nie ustąpili, niech patrzą, jak zdadzą przed Bogiem rachunek, iż się przez upór swój do ro­zerwania kościoła przyczynili.

 

Zakończenie

Oto są najgłówniejsze artykuły, które się wydają być spor­nymi. Bo jakkolwiek o wielu nadużyciach dużo jeszcze powiedzieć by się dało, to jednak dla uniknięcia rozwlekłości wytknę­liśmy najgłówniejsze, z których i inne łatwo osądzone być mogą. Wielkie były narzekania na indulgencje, pielgrzymki odpustowe i nadużycia pod względem ekskomuniki. Zbory wiele cier­piały od swoich przełożonych. Bywały też niezliczone spory plebanów z mnichami o prawa parafialne, o spowiedź, pogrzeby o mowy przygodne i inne liczne sprawy. Myśmy te sprawy pominęli, aby te, które są najważniejsze, w krótkości wyłożone, łatwiej mogły być poznane. To zaś, cośmy wykazali, nie jest ani powiedziane ani zebrane z czyją bądź obrazą. Zwrócono tylko uwagę na rzeczy, które koniecznie trzeba było wypo­wiedzieć, aby przekonać się można, że pod względem nauki i ceremonii, przez nas nic nie zostało przyjętym, co by było przeciwko Pismu świętemu lub przeciwko kościołowi powsze­chnemu, gdyż jawne jest, żeśmy się jak najpilniej wystrze­gali, aby się jakiekolwiek nowe lub bezbożne nauki do naszych kościołów nie wkradły.

Te powyżej spisane artykuły podajemy na rozkaz Waszej Cesarskiej Mości; jest w nich zawarte wyznanie nasze i prawie suma nauki naszych doktorów. Jeżeliby czego w tej Konfesji brakło, gotowi jesteśmy przy pomocy Bożej obszerniejsze na pod­stawie Pisma dać objaśnienie.

Waszej Cesarskiej Mości wierni i poddani

Jan, książę i elektor Saski.

Jerzy margrabia Brandenburski.

Ernest książę Luneburski.

Filip landgraf Heski.

Jan Fryderyk książę Saski.

Franciszek książę Luneburski.

Wolfyany książę Anhaltu.

Senat i magistrat miasta Norymbergi.

Senat miasta Reutlingen.

Bayer zamilkł. Dwie godziny mówił, a przez cały czas panowała wśród zgromadzenia głęboka powaga i cisza, od po­czątku aż do zakończenia. Jak się cesarz podczas czytania zachował, nie wiedzieć z pewnością. Jedni donoszą, że usiłował się choć nieco zrozumieć z tego, co w obcym dla niego języku czytano; inni znów donoszą, że się zdrzemnął. Zresztą jedno i drugie doniesienie da się z sobą pogodzić. Po zakończeniu czytania przystąpił kanclerz Bruck do tronu cesarza, aby oba egzemplarze oddać do rąk sekretarza jego; w tej chwili atoli nie drzemał Karol, owszem sam osobiście takowe odebrawszy podał tekst niemiecki arcybiskupowi Moguncji, łaciński zaś u siebie potrzymał. Elektorowi Saksonii i towarzyszom jego kazał powiedzieć, iż wyznania ich łaskawie wysłuchał, ale ponieważ sprawa nader jest ważną, dłuższego czasu do namysłu nad nią potrzebuje.

Oblicze ewangelików promieniało się z radości. Bóg ich nie opuścił, serca ich zaś głęboko czuły, iż chwila obecna i czyn prawie dokonany wkłada na nich obowiązek niezachwianego wytrwania w wierności prawdy Bożej. Luter napisał z Koburga: “Niezmiernie się cieszę, że mi Bóg tej chwili dożyć pozwolił, w której tacy wyznawcy przed takim zgromadzeniem w tak świetnym wyznaniu Chrystusa wyznali.” Cały kościół ewange­licki przez to wyznanie na nowo jakoś odżył i z niebieską swą głową tym ściślej się połączył. Był to niby nowy chrzest, który kościół ewangelicki z góry od Pana odebrał.

                   Cesarz zstąpiwszy z tronu podszedł do książąt ewange­lickich, prosząc ich z cicha, aby Konfesji nie rozpowszechniali, co mu też przyrzekli. Poczym zgromadzenie rozeszło się do domu.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 



[1] W wydaniach nazwanych: “Augustana variata” ten artykuł jest zmieniony, i brzmi jak następuje: “O Wieczerzy Pańskiej uczymy, że z chlebem i winem prawdziwie udzielane bywa ciało i krew Chrystusa tym, którzy pożywają Wieczerzę Pańska.”

Hosted by www.Geocities.ws

1