II.
Koronacja.
— Cesarz służy do mszy. — Obawy i odwaga ewangelików. —
Elektor
w drodze do Augsburga. — Karol w Innsbrucku.
Karol
V. życzył sobie przyjąć koronę cesarską z ręki papieża, jak to niegdyś Karol
Wielki, a później Napoleon I. uczynił. Z tego powodu zamierzał udać się do
Rzymu, lecz nalegania Ferdynanda skłoniły go do zmiany projektu i do obrania
Bolonii na miejsce koronacji. Dnia 22. lutego chciał przyjąć żelazną koronę
Lombardów, a dnia 24. tegoż miesiąca, jako w dzień jego urodzin i rocznicę
bitwy pod Pawią, miał mu papież włożyć na głowę złotą koronę rzymskich cesarzy.
W ogóle uważał Karol dzień 24. lutego za najpomyślniejszy dla siebie. Dawniej
towarzyszyli cesarzowi przy koronacji elektorowie Rzeszy niemieckiej, tym
razem nie było na miejscu ani jednego z nich, owszem cesarza Niemiec otaczali
sami Hiszpanie i Włosi. Książę Montferratu niósł berło, książę Urbina miecz,
książę Sabaudii koronę cesarską, pfalcgraf Filip zaś, jako jedyny książę niemiecki
na miejscu obecny, trzymał glob. Za książętami kroczył cesarz w towarzystwie
dwóch kardynałów, a za nimi nadworni radcy cesarscy. Wspaniały orszak
koronacyjny przechodził przez nowo zbudowany most, który od pałacu cesarskiego
do kościoła św. Petroniusza prowadził; wtem gdy cesarz obok kościoła stanął,
zawaliła się za nim część mostu i kilku panów orszaku zostało rannych.
Przerażona zgraja rozpierzchła się na wszystkie strony, cesarz zaś obejrzał
się spokojnie i z uśmiechem po za siebie, będąc przekonany, że szczęśliwa
gwiazda, pod którą się urodził, ocaliła go od szkody.
Na
tronie zbudowanym w kościele siedział papież Klemens VII., cesarz wstąpiwszy do
kościoła zatrzymał się przed nim. Przed koronacją miał bowiem najprzód
święcenie kapłańskie otrzymać. Papież podał mu komżę i ubiór kapłański,
mianując go kanonikiem przy laterańskim kościele św. Piotra i Jana. Starsi
kanonicy tegoż kościoła postąpili naprzód, i odebrawszy mu oznaki godności
cesarskiej ubrali go w ubiór duchowny. Papież wstąpił do ołtarza dla
odprawienia niszy, nowy kanonik-cesarz służył mu do niej. Po mszy podał
papieżowi wodę, a następnie uklęknąwszy między dwoma kardynałami przyjął z ręki
jego Sakrament święty. Potem usiadł na tronie; książęta ubrały go w nowy
płaszcz cesarski sprowadzony z Konstantynopola, lśniący się od złota i drogich
kamieni. Tak ubrany znowu przed papieżem uklęknął na kolana. Klemens pomazał
głowę jego i włożywszy mu do ręki berło i miecz rzekł: “Noś go zawsze ku
obronie kościoła od wrogów wiary.” Potem odebrawszy z ręki pfalcgrafa złoty,
diamentami wysadzony glob, dał go Karolowi mówiąc: “Panuj światu pobożnie i
mężnie!” Wtem przystąpił książę Sabaudii, podając papieżowi wspaniałą koronę
cesarską; ten włożył ją uroczyście Karolowi na głowę odzywając się do niego:
“Karolu, niezwyciężony cesarzu, przyjmij tę koronę, którą ci na głowę
kładziemy; niech cały świat wie, iż ci najwyższą władzę powierzamy.” Karol
ucałował biały krzyż na czerwonym obuwiu papieża i rzekł: “Uroczyście przysięgam,
że każdego czasu i wszelkimi siłami godności papieża i rzymskiego kościoła
bronić będę.”
Potem
usiadł pod baldachimem obok papieża na osobnym tronie, który dlań o stopę niżej
od papieskiego tronu sporządzono. W tej chwili wydano hasło, i przez pół
godziny nie słyszano nic prócz okrzyków nagromadzonego ludu i wystrzałów armat,
prócz zgiełku trąb, bębnów, piszczałek, prócz dźwięku wszystkich dzwonów miasta
i ogromnego hałasu tłumów.
Tak
polityka i religia zawarły z sobą sojusz. Nieprzezwyciężony cesarz, w którego
ziemiach nigdy słońce nie zachodziło, staje się pokornym kanonikiem przy
kościele świętego Piotra i służy do mszy papieżowi. Ściślejszego już połączenia
władzy świeckiej z władzą rzymskiego kościoła nie można sobie zgolą wyobrazić.
Od
ołtarza świętego Petroniusza udał się cesarz w drogę do Niemiec, krocząc przez
góry alpejskie jako pomazaniec papiestwa, który idzie z mieczem w ręku wytępić
kacerstwo. Łagodna treść dekretu, zwołującego sejm, poszła w niepamięć, w
otoczeniu cesarza nie mówiono o niczym innym jak o wojnie i wygładzeniu
reformacji. Szczególnie zaś legat papieski, Campeggi nie przestawał w tym celu
zachęcać cesarza. Granvella znów mniemał, że skoro protestanci wojsko cesarskie
zobaczą, pierzchną chyba na wszystkie strony jak gołębie spłoszone, gdy na nie
orzeł uderzy.
Toteż
w rzeczy samej nie mała trwoga umysły przejmowała; ludzie już najstraszniejsze
rzeczy widzieli, mówiono nawet, ze Lutra i Melanchtona zabito. “Ach nie mało prawdy
w tych wieściach,” rzekł Melanchton, “bo ja prawie dziennie umieram.” Luter
natomiast nie stracił otuchy, ale spoglądając w górę rzekł: “Wróg triumfuje, lecz wkrótce zginie!” Radcy
elektora także się nie dali zastraszyć, owszem chcieli wyprawić wojsko w góry
Tyrolu. aby nie wpuścić cesarza do kraju. Filip heski nie mało się uradował,
widząc, że i Sasi się ruszają. Ferdynand wysyłał gońców do Karola, wzywając go
do pośpiechu. W całych Niemczech ogromne zaniepokojenie umysłów istniało.
Elektor atoli zasięgnął najprzód rady Lutra, czy godzi się stawić opór
cesarzowi, gdy tenże w sprawach wiary i sumienia gwałtów użyć zamyśla? Według
ówczesnego pojęcia nie był bowiem cesarz niczym więcej jak “pierwszym między
książętami” i nie uważano tego za bunt, gdy mniejszy książę większemu się
opierał. Luter napisał do elektora: “Poddani wszystkich książąt, są
równocześnie poddanymi cesarza, i nie uchodzi, aby poddanych cesarskich przemocą
przeciw własnemu ich panu broniono, równie jak nie uchodzi, aby burmistrz miasta
Torgau przemocą swych mieszczan przeciw księciu Saksonii zastępował. Ale cóż tu
począć? Jeśli Jego Cesarska Mość wystąpi przeciw nam. tak iż nas ani książę ani
żaden mocarz nie obroni, toć wierny jest Bóg — on nas nie opuści.” Wskutek rady
Lutra zaniechał elektor wszelkich zaczepnych kroków, ba nawet rozwiązał w
grzeczny sposób sojusz zawarty z landgrafem. Nigdy może bezbronni ludzie w
chwili niebezpieczeństwa podobnej odwagi nie udowodnili, nigdy też wśród
pozornej bezradności tak dobrej rady nie udzielono. Następnie roztrząsano
sprawę, czy się elektor ma udać na sejm lub nie, obawiano się bowiem zdrady ze
strony cesarza i większości sejmu. Nie trudno było książęta ewangelickie,
zwabiwszy je do Augsburga, otoczyć jak siecią i wziąć do niewoli. Radcy elektorscy
odradzali panu swemu wyjazdu, elektorowicz atoli i kanclerz Bruck przeciwnego
byli zdania, nie przypuszczając, aby się cesarz na podobną zdradę naraził.
Zdanie ich odniosło zwycięstwo.
Sejm
augsburgski stał się poniekąd jakby rodzaj soboru złożonego ze stanów świeckich
i stąd ogromnego nabrał znaczenia. Ewangelicy przeczuwali, jaki przebieg
sprawy wezmą, przypuszczali, że im najprzód niektóre ustępstwa zrobią, aby w
końcu wiarę ich potępili. Chodziło więc o jasne określenie artykułów wiary
ewangelickiej, aby wiedzieć, w czym można zrobić ustępstwa, a w czym nie.
Dnia
14. marca rozkazał elektor teologom wittenberskim, aby na razie wszelkie inne
zajęcia odłożywszy na bok, tą jedną zajęli się sprawą. Zamiast wojska chciał on
artykuły wiary postawić do boju, i broń ta rzeczywiście najskuteczniejszą się
okazała.
Luter,
Melanchton i Jonasz przybywszy do Torgau w tygodniu wielkanocnym, prosili o
pozwolenie, aby sami przygotowane artykuły wręczyć mogli cesarzowi. “Niech Bóg
uchowa,” odrzekł elektor, “ja także Pana mego wyznać chcę.” Poleciwszy potem
ostateczne opracowanie Konfesji Melanchtonowi, zarządził odbywanie publicznych
modłów po wszystkich kościołach kraju swego i ruszył dnia 3 kwietnia w drogę
do Augsburga w towarzystwie 160 świetnie wystrojonego rycerstwa. Niejedno
serce truchlało wtenczas na widok niebezpieczeństwa, w jakiem się elektor i
sprawa Ewangelii znajdowała. Jedyny Luter, jak istny bohater wiary, ani na
chwilę nie zadrżał. Wtenczas wyśpiewał on dla pokrzepienia wiary ewangelików
nieśmiertelną swą pieśń: “Grodem mocnym jest Bóg wieczny.”(“Warownym grodem
jest nasz Bóg” – przyp. edyt.) Potężna wiara jak i silna melodia hymnu tego
dziwnie na strwożone umysły działały. Pieśń Lutra śpiewano podczas sejmu nie
tylko w Augsburgu, ale po wszystkich kościołach Saksonii, a wszędzie skutkiem
jej jakaś dziwna otucha przejmowała serca, zasępione oblicza, się wypogadzały,
wiara stawała się siłą i zwycięstwem.
Dniem
przed Wielkanocą przybył orszak elektora do Koburga a dnia 23. kwietnia ruszono
stąd w drogę do Augsburga. Luter został
z rozkazu elektora w Koburgu, dając w własnej osobie przykład biernego
posłuszeństwa, do którego tak często napominał. Eektor nie chciał widokiem mnicha-banity niepotrzebnie drażnić
cesarza, miasto Augsburg także w tym względzie zrobiło przedstawienie, ale
jednak pragnął go mieć go w pobliżu, aby w razie potrzeby mógł rady jego zasięgnąć.
Dla tego osiadł Luter wśród murów koburgskiego grodu, wznoszącego się na
pagórku tuż ponad murami miasta. Listy jego stąd napisane noszą prawie
wszystkie napis: “Z dziedziny ptaków.” Tam bawił Luter przez miesięcy kilka i
niejedną stoczył też walkę z dawnym swym wrogiem z Wartburga.
Dnia
2. maja stanął elektor w Augsburgu. Stronnictwo katolickie spodziewało się, że
nie przybędzie, a oto ku powszechnemu zdziwieniu pierwszy stanął na miejscu.
Przybywszy do Augsburga wyprawił natychmiast marszałka dworu swego, imieniem
Dolzig, na powitanie cesarza. Dnia 12. maja zjechał Filip heski w towarzystwie
190 jezdnych, nie chcąc sprzymierzeńca swego zostawić samego. Prawie o tym
samym czasie stanął cesarz z orszakiem swym w Innsbrucku; w towarzystwie jego
byli brat Ferdynand, król Węgier i Czech, dalej posłowie Francji, Anglii,
Portugalii, tudzież legat papieski kardynał Campeggi i mnóstwo innych kardynałów,
książąt i panów z Niemiec, Włoch i Hiszpanii. W tym wspaniałym zebraniu nie
myślano wprawdzie na razie o paleniu kacerzy na stosie, ale przemyśliwano o
środkach, jakby ich w wierze zachwiać i do posłuszeństwa papieżowi doprowadzić.
Gdy
się o przybyciu cesarza dowiedziano, śpieszyli ze wszystkich stron do
Innsbrucku książęta, szlachta, duchowieństwo, i zaprawdę nie mieli powodu
żalić się na brak gościnności ze strony dworu, bo w kilku dniach wydano 270.000
talarów, zagrabionych we Włoszech, aby sutością obiadów przekonać Niemców, że
sprawa Rzymu sprawiedliwą jest i słuszną. Spodziewano się, że tą drogą
najprędzej kacerzy nawrócą. Karol jednak innego był zdania, zdumiał się na
widok postępów, jakie reformacja zrobiła. Na dworze jego były dwa stronnictwa.
Jedni radzili znieść od razu edykt wormacki i przemocą ewangelików do
posłuszeństwa Rzymowi zniewolić. Na czele stronnictwa tego był legat papieski
Campeggi. “Nie traćcie czasu,” radził legat cesarzowi; “tu trzeba majątki ich
zagrabić, świętą inkwizycję ustanowić, a przebrzydłe kacerstwo ogniem i mieczem
wytępić!” Rada legata była zupełnie po myśli Hiszpanów, którzy tak ohydnie
dokazywali, że ich wielu za pogwałcenie niewiast ba nawet dzieci ukarano. Takie
było polecenie wiary, którą przemocą ludowi narzucie postanowiono.
Gattinara,
lubo chorobą osłabiony, nie opuścił cesarza, chodziło mu bowiem o to, aby wpływ
legata udaremnić. Polityka Rzymu była mu wstrętną; kanclerz żywił przekonanie,
że religia chrześcijańska przez ewangelików niemało zyska. W tym duchu
oddziaływał on na umysł cesarza i śmierzył zapędy jego przeciw kacerzom. Cesarz
stał w środku między oboma prądami, łudząc się nadzieją, że obydwa pozyska i
tym sposobem do jedności wewnątrz kościoła doprowadzi. Niektóre oznaki zdawały
się tę nadzieję popierać. Do obozu cesarza przybył powinowaty jego Chrystian,
król Danii, od własnego narodu swego z kraju wypędzony. Bawiąc na dworze wuja
swego elektora Saksonii, bywał Chrystian na kazaniach Lutra i został pozornie
zwolennikiem wiary ewangelickiej. Teraz atoli przybywszy na dwór pana dwóch
światów dał się przezeń znowu dla hierarchii pozyskać i publicznie się wiary
ewangelickiej zaparł. Z powodu nawrócenia tego napisał Klemens VII. drżącą ręką
i sercem pełnym radości następujący list do cesarza: “Nie jestem w stanie
wypowiedzieć, jakie uczucia serce moje przejmują. Światło cnót Waszej
Cesarskiej Mości niezawodnie wszystkie ciemności rozproszy. Za przykładem króla
Danii pójdzie ich nie mało.”
O
tymże czasie przybyli do Innsbrcuku na powitanie cesarza najzaciętsi wrogowie
Ewangelii między książętami niemieckimi, a mianowicie książę saski Jerzy,
książę bawarski Wilhelm i Joachim elektor brandenburski. Jerzy widział w
Augsburgu elektora Jana i zdziwił nad spokojem, który dusza jego zdradzała. Nie
znając onego źródła niebiańskiego, z którego wiara pokój serca czerpie,
przypuszczał książę, iż elektor chyba jakieś zdradzieckie zamiary przeciw
cesarzowi układa i w tym duchu także przemawiał do cesarza. Stąd powstały w
Innsbrucku narady i poufne zgromadzenia, które znowu ewangelików napawały
nieufnością i trwogą. Wpływom Gattinary jedynie przypisać należy, że się
cesarz aż póty zachował neutralnie.
Gdy
w Tyrolu powyższe zabiegi czyniono, nie brali się ewangelicy bynajmniej do
broni, jak ich posądzano, lecz modły swe wznosili do Pana zastępów. Książęta
ewangelickie sposobiły się do zdania sprawy z swej wiary. Na czele ich stał
elektor Saksonii. Był to mąż prosty, wiernego i czystego serca, nie kochał się
w turniejach ani zewnętrznym przepychu, z tym większą za to radością światło
reformacji powitał. Słowo Boże dziwnie do serca jego przemawiało. Wieczorami
czytano mu ustępy z Pisma świętego, których słuchał z uwagą, i sam niektóre
wyroki z pamięci powtarzał. W obcowaniu swym był skromnym i szukał pokoju; przy
tym jednak, gdzie o sprawę wiary chodziło, udowodnił odwagę i męstwo, jakiego
się nikt. po nim nie spodziewał. Od początku chrześcijaństwa nie było może
księcia, któryby dla sprawy Ewangelii tyle zdziałał, co elektor Jan, Nie dziw
tedy, że zwolennikom papiestwa nie mało na pozyskaniu jego zależało. W tym celu
postanowiono innych użyć środków jak w Spirze; czego przeciwieństwo nie
zdołało, tego dokonać miała łagodność. Przedstawiono elektorowi różnice w
wierze jako rzecz mniejszej wagi, podnosząc natomiast wspólne interesy
państwowe. Okazało się, iż sposób ten nie był bezskutecznym. Karol V. mocno
wierzył, iż się prostoduszni Niemcy wpływowi jego oprzeć nie zdołają. Król
Danii się nawrócił, czyż elektor Saksonii nie mógłby tego samego uczynić?
Chodziło jedynie o to, aby go na dwór cesarski zwabić. Zaproszono go w tym celu
do Innsbrucku niby to dla poufnej rozmowy z cesarzem, który mu z całego serca
wszelkiej pomyślności życzy.
Podstępne
umizgi katolickiego stronnictwa nie pozostały bez wpływał na syna elektora,
Jana Fryderyka. “Katolickie książęta wszelkich środków używają, aby cię w
oczach cesarza oczernić,” odezwał się tenże do ojca: “idź więc do Innsbrucku i
wykryj knowania ich przed cesarzem, a jeśli sam nie chcesz, to przynajmniej
mnie wyślij.” Mądry elektor atoli miarkował zapał syna, posłowi cesarza zaś
odpowiedział: “Nie wypada gdzie indziej o sprawach publicznych rokować jak na
miejscu, które cesarz wyznaczył; niech tylko Jego Cesarska Mość jak najprędzej
przybyć zechce!”
To
była pierwsza klęska cesarza.
–––––––––– • ––––––––––