V.

Zgoda papieża z cesarzem. — Sejm w Spirze r. 1529.— Plan zwolenników papieża. — Narady ewangelików. — Oświadczenie Ferdynanda.

 

Plądrowanie Rzymu oburzyło wszystkich przyjaciół papiestwa do żywego, i wszystkich wrogów cesarza zwołało do broni. Wojsko cesarskie, wygodą i hulaniem rozpieszczone, musiało się przed Francuzami cofnąć, wewnątrz murów Neapolu szukając schronienia. Admirał Genueńczyków, Andrzej Doria, zniszczył na morzu flotę hiszpańską i zdawało się, że przewaga cesarskiego oręża na ziemi włoskiej zniszczoną. Wtem przeszedł Doria na stronę cesarza, w wojsku francuskim wy­buchła dżuma i polowe ludzi zabrała. Karol widząc sprawę swą niby cudem ocaloną, postanowił pogodzić się z papieżem. Taż sama gotowość zgody pojawiła się u Klemensa VII. Włosi dokuczali mu wytykając, że jest synem nieprawego łoża, ba nawet odmawiali mu tytułu papieża. Klemens otwarcie posie­dział, że woli być u cesarza komuchem, niż igraszką w ręku ludu. Taką koleją zawarli naczelnicy państwa i kościoła między sobą pokój w mieście Barcelona dnia 29. czerwca 1528, poprzysięgłszy wspierać się nawzajem celem wytępienia kacerstwa. Wskutek zawartej ugody rozpisał cesarz zwołanie sejmu Rzeszy niemieckiej do Spiry na dzień 21. lutego 1529; chodziło mu bowiem o to, aby sejm zgładzenie reformacji uchwalił, nim sam przeciw niej miecza dobędzie.

W Niemczech nie zapoznano trudności położenia rzeczy; rozmaite znaki i przeczucia złowrogie trwogą napawały umysły. W styczniu pokazała się wśród ciemnej nocy łuna na niebie. “Bóg tylko wie, co to znaczy” powiadał Luter. W kwietniu rozeszła się wieść o trzęsieniu ziemi, które w południowych krajach niemałe zrządzić miało spustoszenia. “Jesli to prawda,” pisze Luter, “to już chyba dzień Pański bliski.” Astrologowie opowiadali o jakichś znakach na niebie. Powtarzano sobie, że gdzieś ze sklepienia kościołów kamienie spadały. “Sprawy te mię bardzo niepokoją,” napisał strwożony Melanchton. List ce­sarski zwołujący sejm potwierdził te obawy. Do elektora sas­kiego napisał Karol z miasta Toledo surowy list, posądzając go o powstanie i bunty. Nie dziw więc, iż chwiejne umysły dawszy się zastraszyć sprawę Ewangelii opuściły, jak np. Henryk, książę Mecklenburgu i pfalcgraf, którzy od razu na łono rzymskiego kościoła wrócili.

Stronnictwo rzymskie przybyło w wielkiej liczbie na sejm. Dnia 5. marca zjechał brat cesarza Ferdynand, za nim przy­były książęta bawarskie, potem książęta-biskupowie Moguncji i Trewiru, wszyscy wśród licznych orszaków wojska. Trzy­nastego marca przybył w towarzystwie Melanchtona i Agricoli elektor Saksonii, Filip heski zaś zjechał hucznie na czele 200 strojnej jazdy dnia 18. marca.

Rozdzielenie umysłów okazało się od pierwszej chwili zebrania widocznym. Ilekroć się katolicy z ewangelikami na ulicach spotkali, widać było spojrzenia złowrogie. Pfalcgraf przejeżdżając koło Sasów udawał, jakby ich nie znał; z książąt katolickich nie odwiedził elektora ani jeden, lubo książę Saksonii był po cesarzu pierwszym panem wśród Rzeszy niemieckiej. Nie­bawem i do nieprzyjaznych kroków przyjść miało. Zabroniono elektorowi, aby ani w domu swym ewangelickiego nabożeństwa nie odbywał, co więcej, opowiadano, że mu tron odbiorą i z kraju go wypędzą. “Złorzeczą nam,” pisze Melanchton “i staliśmy się jako śmieci tego świata; ale Chrystus na lud uciśniony wejrzy i wybawi go.” W rzeczy samej Bóg świadków słowa swego nie opuścił. Obywatele miasta Spiry tęsknili za słowem Bożym. W niedzielę kwietnia napisał elektor do syna swego: “Dziś było około 8000 ludzi na rannym i wieczornym nabożeństwie w mojej kaplicy.”

Stronnictwo rzymskie nie traciło czasu. Plan ich był bardzo prosty, ale skuteczny. Chodziło o to, aby znieść dekret z roku 1526, zastrzegający wolność wyznania, i na miejsce jego przywrócić dekret cesarski z roku 1521.

Dnia 15. marca oświadczyli komisarze cesarscy przed sejmem, jakoby uchwała ostatniego sejmu odbytego we Spirze, mocą której wolność sumienia zastrzeżono, ogromny zamęt spowodowała, tudzież że ją cesarz mocą naczelnej władzy swej cofa i zupełnie znasza. Dowolne takie i niesłychane dotąd w kraju postępowanie i despotyczny sposób mówienia wywołał po stronie ewangelickich książąt ogromne oburzenie. “Otóż znów macie Chrystusa w ręku Kajfasza i Piłata” odezwał się Sturm.

Wybrano komisję, której polecono, aby przedstawienia ce­sarskie zbadawszy orzeczenie swoje wydała. W skład komisji weszli prawie sami wrogowie reformacji. Jeden z nich, Faber, rzekł: “Luteranie są gorsi niż Turcy, bo Turcy poszczą, a ci postów nie przestrzegają. Prędzej powinniście Pismo święte zniszczyć, niżby obrządki kościoła naruszać miano.” W ten sposób piorunował Faber dzień w dzień przeciw ewangelikom. Melanchton wspomina o nim powiadając: “Musiałbym chyba cała Iliadę napisać, gdyby mi wszystkie jego bluźnierstwa po­dać przychodziło.” Księża koniecznie dążyli do przywrócenia edyktu wormackiego, książę elektor saski zaś i Sturm obstawali przy zachowaniu wyroku z r. 1526. Taką koleją stali ewange­licy na stanowisku prawa, gdy tymczasem wrogowie ich do obalenia istniejącego porządku dążyli. Większość komisji wie­dząc, iż obalenie porządku tego nie da się usprawiedliwić, uchwaliła co następuje:

“W tych krajach, gdzie wyrok wormacki wykonano, jest nauka ewangelicka zupełnie zabronioną. — Gdzie zaś tego wyroku nie wykonano lub gdzieby wykonanie jego do buntów doprowadziło, należy pilnować, aby reformacja przynajmniej dalszych postępów nie robiła, aby mszy nie zabraniano, aby katolicy do ewangelickiego kościoła nie przechodzili ani się biskupom nie opierali, słowem, aby wszystko tak zostało, jak było w chwili uchwalenia wyroku.” — Usposobienie sejmu nie sprzyjało reformacji, dla tego, gdy dnia 7. kwietnia przy­szedł wniosek komisji pod obradę sejmu, przeważną wię­kszością głosów został uchwalony. W każdym razie było poło­żenie ewangelików bardzo trudne. W krajach katolickich nie śmieli być, w krajach ewangelickich zaś nie śmiała religia ewangelicka żadnych robić postępów, gdy tymczasem ducho­wieństwo katolickie zupełną swobodę działania odzyskało.

Elektor saski, landgraf, margrabia brandenburski, książę Anhaltu i kanclerz Luneburgu postanowili osobną odbyć na­radę: toż samo uczynili posłowie miast cesarskich. Nadeszła chwila rozstrzygająca, Gdyby ci panowie byli tylko o siebie i o swoich poddanych dbali, to mogli zgoła być spokojni. Czegóż mieli dla siebie więcej żądać? Ale im o sprawę cho­dziło. Z góry widzieli już wystawione tortury i palące się stosy. Czyż mieli zgodzić się na to, żeby w innych miejscach zwo­lenników wiary ewangelickiej ogniem i mieczem tępiono? Czyż godziło się Duchowi Świętemu sprzeciwiać, aby i gdzie indziej serc ludzkich do Chrystusa nie prowadził? Pan Jezus powie­dział: “Idąc na wszystek świat, każcie Ewangelią wszystkiemu stworzeniu” (Mar. 16, 15), — ale jakże miało się to stać, jeżeli rząd państwa przeciwne rozkazy wydaje, a zwolennicy Ewangelii na nie się zgadzają? Wobec uchwały sejmu milczeć znaczyło tyle, co wszedłszy do królestwa Bożego zamknąć drzwi, aby także inni nie weszli. Tego nie mogli uczynić. Woleli samych siebie na rozliczne narazić niebezpieczeństwa, woleli kraje, korony nawet i życie swoje poświęcić, ale słowa Bożego się nie zaparli!

“My się na taką uchwałę zgodzić nie możemy” rzekły książęta ewangelickie, “w sprawach sumienia nie powinna większość głosów rozstrzygać.” — “Dekretowi z roku 1526 za­wdzięczamy pokój, który obecnie wewnątrz Rzeszy niemieckiej mamy,” dodali posłowie miast; “niech go tylko cofną, to od razu niezgoda i rozerwanie powstanie. Do sejmu należy, strzec wolności wiary aż do przyszłego soboru, ale innych praw sejm nie ma.” I w rzeczy samej tak jest; ramię świeckie powinno strzec wolności sumienia swoich poddanych, bo wobec prawa wszyscy powinni być równi. Niektórzy posłowie chcieli dodać groźbę, że w razie wojny z Turkami cesarzowi w pomoc nie pójdą, ale Sturm przedstawił im, że się spraw zbawienia z rze­czami polityki mieszać nie godzi, i na jego słowo cofnęli swe groźby.

Stronnictwo katolickie a na czele jego król Ferdynand wy­stępowało nie mniej stanowczo, aby opór ewangelików wniwecz obrócić. Zaczęto od najsłabszych stanów ewangelickich. Na dzień 12. kwietnia przywołano posłów miast; ci prosili o odroczenie sprawy, bo wielu ich nie było na miejscu, ale na próżno, mu­sieli się stawić przed sejmem. Dwadzieścia i jedno miasto zgodziły się na uchwałę sejmu, 14 zaś takową odrzuciło. Była to rzecz nie lada, która nie małe klęski spowodować mogła. “To pierwsza próba,” rzekł wysłaniec Strassburga, “drugą próbą będzie: albo słowa Bożego się zaprzeć, albo na stosie gorzeć.”

Równocześnie prosili król Ferdynand i pfalcgraf książęta ewangelickie, aby się na uchwałę sejmu zgodziły, przez co ce­sarzowi wielką radość sprawią. “My słuchamy cesarza we wszystkich sprawach, które do utrzymania pokoju służą i ku chwale Bożej zmierzają,” odrzekły książęta. Dnia 38. kwietnia oświadczono, że sejm na stany ewangelickie więcej zważać nie będzie i na dzień 19. kwietnia zapowiedziano ostateczne załatwienie sprawy przed sejmem. W dzień ten przybył król Ferdynand w otoczeniu kilku biskupów i komisarzy cesar­skich na posiedzenie, dziękował katolickim stanom za ich wy­trwałość i wierność oświadczając, że powzięte, uchwały w formę cesarskiego dekretu ująć i cesarzowi do potwierdzenia podać rozkaże. Zwróciwszy się zaś do książąt ewangelickich sta­nowczo im ogłosił, że się większości poddać muszą. Książęta te ustąpiły według zwyczaju do pobocznej sali na naradę, lecz Ferdynand nie czekając ich powrotu powstał z krzesła swego razem z komisarzami cesarza i rzekł: “Ja wypełniłem zlecenie, które od Jego Cesarskiej Mości miałem, a więc jestem gotów.” To powiedziawszy wyszedł z sali nie troszcząc się ani o prawa książąt ewangelickich ani w końcu o względy szacunku i czci, jakie im się należały. Tak zwolennicy Rzymu sami ostateczne zerwanie z ewangelikami zapieczętowali.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1