III.

 

Zarząd kościoła. — Reformacja w Hesji. — Inspektorowie. — Wizytacja. — Postępy reformacji.

 

W rzeczy samej potrzebowała reformacja kilku lat spo­kojnego rozwoju, aby się na wewnątrz ustalić i na zewnątrz przybrać formy społecznego porządku. Walka dwóch najwięk­szych wrogów reformacji sprzyjała tej potrzebie. Ślepota Kle­mensa VII. ocaliła reformację od upadku, zburzenie Rzymu przyczyniło się do podniesienia takowej. Od roku 1526 ustały zamieszki wewnątrz Rzeszy niemieckiej i zapanował pokój, trwający nie miesięcy kilka, ale aż do roku 1529. Wśród ciszy tej dziwnie się sprawa reformacji podniosła.

Najprzód trzeba było jakiś nowy porządek co do zarządu kościoła ustanowić, biskupi bowiem uważając siebie za sługi papieża walczyli przeciw zasadom Ewangelii. Stąd powstało zamieszanie, które dla kościoła ewangelickiego zgubne owoce wydać musiało. Narody wstąpiły powoli na tę drogę i wyzwo­liły się ostatecznie z jarzma Rzymu, jakie przez kilka wieków nosiły.

Po dwakroć już poruszył sejm sprawę zarządu kościoła, domagając się zmiany dotychczasowego porządku rzeczy, cesarz atoli i papież jako też niektóre książęta udaremnili usiłowania sejmu. Nie pozostało nic innego, jak w pojedynczych ewange­lickich krajach sprawę załatwić; chodziło tylko o to, jaki ro­dzaj rządu najlepiej naturze kościoła odpowie.

Można było najprzód władzę papieża znieść a władzę biskupów zachować. Tak stało się później w Anglii; ale między biskupami Niemiec nie było mężów, jakimi w Anglii byli Cranmer i Latimer. Z przeciwnej strony można znów było ludowi chrześcijańskiemu przywrócić władzę wewnątrz kościoła, jaka mu się w myśl nauki apostolskiej należy. Tak były prze­ciw sobie dwie zasady; według jednej należałby zarząd kościoła do biskupów, według drugiej do woli i postanowienia wszystkich uprawnionych członków pojedynczych zborów. Pomiędzy tymi dwiema ostatecznościami było miejsce i dla innych, form i od­cieni, w których albo biskupia albo demokratyczna zasada przeważała. Arystokracka Anglia przyjęła sposób biskupi, w Szwajcarii polecił Zwingli rządy demokratyczne, które później w formie udoskonalonej przez Kalwina przyjęły się w Francji, Holandii, Szkocji i stąd do Północnej Ameryki przeniesione, nie mało się do podniesienia republikańskiego ducha kraju tego przyczyniły. W Niemczech zaś wytworzył się pewien rodzaj rządowego kościoła.

Między książętami ewangelickimi udowodnił w Spirze Filip, landgraf heski największą odwagę i przezorność, prze­konał się bowiem, że religia zaczyna zajmować miejsce, jakie się jej należy. Filip nie opierał się prądowi ducha, który ogarnął narody, owszem sam się nim aż do głębi serca swego przejął.

O tym samym czasie, co nad Saksonią, weszła i nad Hesją jutrzenka nowego dnia. Roku 1517, gdy w Wittenbergu uczył Luter, że człowiek nie przez własne zasługi ale wskutek łaski Bożej odpuszczenia grzechów dostąpi, zgromadzali się w Marburgu potajemnie mężczyźni i niewiasty na pewnym miejscu rowu miejskiego pod oknem więzienia, słuchając pobożnych nauk, które się z podziemnego lochu odzywały. Był to głos pewnego Franciszkanina, Jakuba Limburg. Ten powiedział na kazaniu, że księża od 1500 lat naukę Chrystusową skazili, i za to wrzucono go do więzienia. Schadzki przed oknem jego trwały przez 14 dni; potem je odkryto i kaznodzieję na jakieś odległym potajemnym miejscu stracono. Nikt się więcej o nim nie dowiedział. Do takiego tajemnego uprzątania niedogodnych osób od dawnych czasów nawykło papiestwo.

Filip doszedłszy w Spirze do znaczenia zaczął w dzie­dzicznym kraju swym wspierać reformację. Jako człowiek stanowczego umysłu nie lubił on żadnych połowicznych zasad i stąd się tłumaczy, dla czego mu się skrajniejsze prądy szwaj­carskiej reformacji lepiej podobały. Wysłaniec miasta Strassburga Jakub Sturm, polecił landgrafowi Lamberta z Ayignonu, bawiącego podówczas w Strassburgu. Lambert był mężem przyjemnym na wejrzeniu, stanowczego umysłu, odznaczającym się zapałem serca i wytrwałością woli. On to pierwszy we Francji złożył kaptur domagając się zupełnego odnowienia kościoła. Nie uczynił tego przez szukanie świeckich rozkoszy, bo sam o sobie powiada: “Pókim był świętoszkiem, opływałem we wszelkie dostatki; teraz żyję skromnie z moją niewielką rodziną. Ale wolę w królestwie Chrystusowym nędzę cierpieć, niż w nierządzie papiestwa wielkie skarby złota posiadać.” Landgraf pokochał Lamberta i zaprosił go do siebie. Ten przy­bywszy ułożył 158 zdań, które “paradoksami” nazwał, i przy­bił je na drzwiach kościoła na znak, że ich na publicznej dyspucie bronić zamierza. Oburzone duchowieństwo biegło, aby je zerwać, ale mieszczanie stojący na straży nie dopuścili zerwania. Na rynku zbierały się gromady ludzi, czytając tezy, rozprawiając o nich i szydząc ze zwolenników papieża i gniewu ich.

Dnia 21. października 1526 otwarły się w Homburgu o 7. godzinie z rana podwoje głównego kościoła. Wielka liczba prałatów, opatów, księży, hrabiów, rycerstwa i deputowanych miast wstąpiła do świątyni; między nimi kroczył landgraf Filip jako najznakomitszy świadek dysputy. Lambert wystąpiwszy w obliczu zgromadzenia objaśniał zdania swoje dowodząc ich prawdy, aż w końcu zawołał: “Kto rzecz inaczej rozumie, niech wstanie!” Z początku wszyscy milczeli, po chwili zabrał głos Mikołaj Ferber, gwardian zakonu Franciszkanów w Marburgu, ten sam, co roku 1524 zaklinał landgrafa, aby kacerzy mieczem o prawdzie nauki rzymskiej przekonał. Ferber mówił niepewnym głosem, powołując się na zdania Augustyna, Lombarda i innych nauczycieli kościoła. Filip wezwał go, aby się słowa Bożego a nie ludzkich zdań trzymał. Gwardian zająwszy miejsce swoje odparł na to: “Tu nie będę odpowiadał.” Mimo to nie zaniechano dysputy; Lambert tłumaczył prawdy słowa Bożego w tak potężny i przekonywający sposób, iż przeciwnicy nie wiedzieli, co odpowiedzieć. Gwardian zmieszany “pioru­nami bezbożności kacerza" — tak się sam wyraził — usiadł znowu i zamilkł, powiadając, że to nie jest miejsce do dawania odpowiedzi. Kanclerz landgrafa wzywał obecnych, aby zdania swoje wynurzyli, bo się przez to najlepiej prawdę wyświetli; ale na próżno, zwolennicy Rzymu woleli milczeć. Przed dysputą oświadczyło kilku duchownych, że w obronie kościoła wystąpią; jeden chciał bronić nauki o czyśćcu, drugi nauki o kapłań­stwie, trzeci o obrazach, — ale w stanowczej chwili ani jeden głosu nie zabrał. Lambert wzywał ich po trzykroć do obrony praktyk Rzymu, a gdy nikt nie powstał, złożywszy ręce swoje zawołał z Zachariaszem: “Błogosławiony niech będzie Pan, Bóg Izraelski, iż nawiedził i sprawił odkupienie ludowi swemu.” (Łuk. 1, 68.).

Dysputa trwała trzy dni i każda jej chwila świadczyła o zwycięstwach słowa Bożego. W końcu polecono kilku wybranym mężom, aby kościół ziemi heskiej według zasad Pisma świętego zorganizowali. Ci wziąwszy się do dzieła, wypracowali po trzydniowej wspólnej naradzie zarys ustawy kościelnej, która wten­czas była poniekąd wzorem dla całego ewangelickiego kościoła.

Nowa ustawa opierała się na dwóch głównych zasadach; uważała po pierwsze kościół za ciało niezależne od żadnej świeckiej potęgi, a po drugie przyznawała mu prawo samorządu. Ustawodawstwo kościelne pełnić mieli powołani wyobraziciele kościoła, o państwie i landgrafie niema w przedmowie nawet ani wzmianki. Filip cieszył się, że kościół Hesji nie podlega obcemu kapłanowi, i najmniejszej nie miał chętki, narzucić mu jarzmo władzy świeckiej. Do księcia należało czu­wanie nad utrzymaniem zewnętrznego porządku w kościele. Zarys ustawy dąży do prostoty w zarządzie i nabożeństwie. publicznym. “Tylko niedużo przepisów;” odezwało się zgro­madzenie, “bo im więcej takowych, tym więcej nieładu.” Po­dajemy niektóre zasady pierwszej ewangelickiej ustawy ko­ścielnej:

“W kościele powinno tylko słowo niebieskiego arcypasterza być nauczane i tylko według niego rządzić należy. Kto innego słowa przestrzega, powinien z urzędu ustąpić.”

“Do nauczania słowa Bożego można przypuścić każdego pobożnego mężczyznę, który ma znajomość Pisma świętego i nauczać pragnie; takiego bowiem sam Bóg przez ducha swego powołał.”

“Niech nikt nie myśli, że biskup jest czymś więcej, niż każdy inny sługa słowa Bożego.”

“Kaznodzieje są sługami, nie powinni tedy uważać siebie, jakoby byli panami, książętami i rządcami.”

“Wierzący powinni zebrawszy się, sami swych biskupów i diakonów obierać; każdy zbór obiera swego duchownego.”

“Duchownego, który zniewieściałością, wystawnością w ubraniu i lekkomyślnym pożyciem zgorszenie sprawuje i mimo udzielonych przestróg się nie poprawi, powinien zbór złożyć z urzędu.”

“Go rok należy wybrać trzech wizytatorów, którzyby zwiedzali zbory i przekonali się o stanie ich, zatwierdzali wy­branych duchownych w urzędzie i nad wykonaniem uchwał sy­nodów czuwali.”

Później powołano na miejsce wizytatorów tak zwanych superintendentów, wybieranych nie już co rocznie, ale na całe życie.

W sprawie tej mimowolnie nasuwało się pytanie, czy cały kościół ewangelicki i wszystkie poszczególne zbory tych samych zasad przestrzegać powinny? Najpoważniejsze głosy odzywały się, że władza kościoła z dołu, tj. od członków jego pochodzi. Na miejsce hierarchicznych zasad wstąpiły demo­kratyczne. Luter sam to zdanie podzielał. Czescy husyci, nie mogąc od biskupów kraju swego otrzymać pastorów, powoływali często włóczęgów, jakich znaleźli, byle tylko byli wyświęceni. Luter napisał do nich r. 1523 następujący list: “Jeźli żadnym innym sposobem kaznodziei dostać nie możecie, to lepiej żadnych nie bierzcie; korzystniejszą jest, aby każdy ojciec rodziny czytał domownikom swym Ewangelią i chrzcił dzieci swoje; co do Świętości ołtarza, toć by wam często nic innego nie pozostało, jak tęsknić za nią z głębi serca, równie jak żydzi w niewoli za Jeruzalemem tęsknili. — Święcenie papieskie samo w sobie nie robi kapłanów Pańskich, do tego potrzeba odrodzenia serca w Duchu Świętym. Szukajcie Pana w cichych i publicznych modłach, zgromadźcie się wespół z tymi mężami, którym Bóg serce ocucił, a potem w imię Pańskie obierzcie tego lub tych, których do duchownego urzędu za sposobnych uznacie. Tych postanówcie przez włożenie rąk i modlitwę biskupami i pastorami, aby kościołowi i ludowi przewodniczyli”.

Aczkolwiek Luter co do swojej osoby zasadom demo­kratycznym sprzyjał, to jednak przekonał się, że w rzeczywi­stości nie zawsze dadzą się przeprowadzić. W Niemczech nie było pole przygotowane dla podobnych zasad. Dla mieszczań­stwa i wiejskiego ludu, nawykłego do posłuszeństwa, były sprawy zarządu kościoła obojętne, gdy tymczasem książęta żywo się niemi zajmowały. Cóż dziwnego, że wskutek tego za­rząd kościoła nie odbywał się w duchu ściśle demokratycznym!

Chodziło dalej o ustanowienie porządku ewangelickiego nabożeństwa. W Saksonii powierzono wypracowanie odnośnej instrukcji Melanchtonowi. Jakiej zasady tenże przestrzegał, o tym świadczy list jego, napisany do jednego z wizytatorów: “Błagam cię, abyś ile można jak najwięcej dotychczasowych ceremonii zachował. Tylko dużo nie zmieniaj, bo wszelkie nowa­torstwa na szkodę ludu wychodzą.”

Roku 1528 rozpoczęła się wizytacja zborów. W Saksonii odbywał takową Luter, w Altenburgu Spalatyn, w Turyngii Melanchton. Względem duchownych postępowano bardzo ła­godnie; którzy mieli nałożnice, musieli je poślubić albo oddalić, tudzież zobowiązać się, że w przyszłości naukę słowa Bożego głosić będą.

Zupełnie niedołężnych lub moralnie upadłych księży zło­żono z urzędu. Inspektorowie uporządkowali sprawę majątków kościelnych, co nader było ważnym, bo je miejscami szlachta zagrabić chciała. Niemniej miano pieczę o podniesienie szkoły i regularne nauczanie młodzieży. Od roku 1529 wprowadzono do wszystkich szkół naukę religii według Małego i Wielkiego Katechizmu Lutra, przez co się znajomość wiary apostolskiej niemało między ludem podniosła. Pastorowie większych miast pełnili jako superintendenci nadzór nad szkołami i nad kościołem. Z rodzin pastorskich wyszło grono mężów umie­jętności i nauki, którzy około umysłowego rozwoju niemiec­kiego narodu niepomierne zasługi położyli.

Za przykładem Saksonii poszedł Luneburg tudzież miasta Nűrnberg, Augsburg, Ulm, Strassburg, Gőttingen, Lűbeck, Bremen, Hamburg i inne. Z kaplic wydalono świece woskowe, stawiając na miejscu ich światłość słowa Bożego. Ztrwożeni kanonicy powoływali się na powagę kościoła, lecz mężowie reformacji odparli na to, iż “wtenczas tylko powagę kościoła uznają, gdy kościół głosu niebieskiego pasterza swego Jezusa Chrystusa usłucha.” Urząd Tymoteusza i Tytusa pełnił w wieku reformacyjnym Pomeranus, któremu kościół reformacji w krajach niemieckich organizację swą zawdzięcza. Margrabia brandenburski, Jerzy, zaprowadził reformację w miastach Anspach i Baireuth. Gdy z powodu kroku tego zagniewał się nań życzliwy mu skądinąd arcyksiążę Ferdynand, napisał do niego Jerzy te słowa: “Ja według rozkazu słowa Bożego postąpiłem, Bóg nakazuje książętom, aby nie tylko ciało, ale i duszę pod­danych mieli na pieczy.”

Berło nad księstwem Brandenburgii dzierżył podówczas zacięty wróg reformacji, popędliwy Joachim.  Czasu swego wydał on rozkaz, aby żadną miarą biblii według przekładu Lutra w kraju jego nie rozpowszechniano. Natomiast wolno było czytać biblią według katolickiego tłumaczenia i okoliczność ta wystarczyła do zapoznania ludu z prawdami Ewangelii. W Ber­linie, a co więcej w samym zamku księcia najjaśniej światło słowa Bożego zabłysło. Żona elektora, Elżbieta, była córką Jana, króla Danii i siostry elektora Saksonii; w domu czytała elektorowa z podziwieniem pisma Lutra, i przejąwszy się do głębi serca nauką słowa Bożego wpajała zarody takowego w serca swoich dzieci. Joachim będąc całkiem oddany Rzymowi i astro­logii zaczął nieufnym okiem na żonę swą patrzyć; na powiększenie nieufności tej różne jeszcze okoliczności się złożyły.

W święto Narodzenia Pańskiego udał się Joachim z żoną i dziećmi do nadwornego kościoła na nabożeństwo. Kazno­dzieja wiedząc, iż w łonie elektorskiej rodziny nauki Lutra przystęp znalazły, postanowił publicznie udowodnić, iż listy apostoła Pawła na wiarę nie zasługują. W tym celu użył czwartego wiersza czwartego rozdziału listu do Galatów: “Gdy przyszło wypełnienie czasu, posłał Bóg onego Syna swego, który się urodził z niewiasty.” — “Patrzcie,” odezwał się .kaznodzieja, “tu widzicie, jak bezwstydnie apostoł kłamie; przecież Najświętsza Panna Maria nigdy niewiastą nie była, bo i po narodzeniu Chrystusa zostawała dziewicą. A zatem nie można wierzyć w usprawiedliwienie z wiary, jak je ten apostoł wykładać.” Powiedziawszy te słowa przerwał mnich, zachwiał się i padł nieżywy na ziemię. Zgromadzeni przerażeni tom zdarzeniem rozeszli się powoli do domu; między elektorstwem przyszło z powodu tego wypadku do ostrych wymówek. Elektorowa pragnęła pożywać Wieczerzę Pańską według usta­nowienia Chrystusowego, i w Wielkanoc roku 1528 przyjęła ją potajemnie w swym pomieszkaniu z ręki pewnego ducho­wnego, ale niestety jedno z dzieci wygadało się o tym przed ojcem. Joachim wściekał się ze złości, zamknął żonę przez kilka dni w pokoju, ba nawet ją żywcem zamurować posta­nowił. Biedna księżna będąc oderwaną od dzieci, pozbawioną swobody, tudzież lękając się intryg rzymskiego duchowieństwa postanowiła ocalić się ucieczką. W tym celu odniosła się z prośbą o pomoc do brata swego, Chrystyana II., króla Danii, bawiącego podówczas w mieście Torgau. Dwaj szlachcice, Jo­achim Gőtze i Achim Bredow poczynili wszelkie przygotowania do ucieczki. W nocy dnia 25. maja, gdy gęsta ciemność po­kryła ziemię, księżna przebrawszy się za chłopkę opuściła pałac i przyszedłszy do bramy miejskiej, wsiadła w towarzystwie pewnej nadwornej panny i jednego sługi na prosty wózek z drabinami i odjechała.,

Miłość Ewangelii stała się powodem, iż córa królów Danii w obcym ubraniu i drżąca na calem ciele ze stolicy swojej ucieka. Przede wszystkim o to chodziło, aby się jak najprędzej dostać na ziemię saską, bo przypuszczać należało, iż elektor dowiedziawszy się o ucieczce żony, nie zaniecha pogoni. Księżna sama zachęcała woźnicę do ucieczki. Przyjechali między jakieś zarośla, woźnica popędził konie i w tym się coś u wozu złamało. Na miejscu nie było sposobu naprawić szkodę. Tedy księżna zerwała chustkę z głowy i podała woźnicy, aby nią wózek powiązał. Na granicy czekał na siostrę król Danii i to­warzyszył jej aż do miasta Torgau. “Gdybym was swoją osobą na jakie niebezpieczeństwo narazić miała,” rzekła księżna do wuja swego, elektora Saksonii, “to chętnie pójdę, dokąd mię Opatrzność Boska poprowadzi.” Elektor osadził ją na zamku Lichtenburg w pobliżu Wittenberga, skąd na kazania Lutra uczęszczała, a pewnego razu nawet trzy miesiące w domu reformatora spędziła.

Dom brandenburski liczy aż po dziś dzień dosyć znaczny poczet bogobojnych pań, a pierwszą z kolei między niemi jest Elżbieta. Gniew Joachima ułagodził się powoli, tak iż później pozwolił dzieciom odwiedzać matkę, ba nawet i kilka tygodni u niej zabawić. Niesienie słowa Bożego ręką macierzyńską wtenczas zasiane, obfite później wydało owoce.

O tymże czasie przyjęły Ewangelią Szleswig, Holsztyn i Śląsk, a na Węgrzech i w Czechach liczba jej zwolenników ciągle rosła. Miejsce hierarchii, szukającej sprawiedliwości w uczynkach zakonu a chluby swej w zewnętrznym przepychu, zajął kościół odnowiony w duchu apostołów, kościół, którego chlubą było słowo Boże a klejnotem najdroższym krew Baranka Bożego (Objaw. 12, 11).

 

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1